Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dziedzictwo krwi

Cykl: Strzygonia (tom 1)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
5,15 (72 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
1
8
4
7
8
6
20
5
15
4
6
3
12
2
4
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375747041
liczba stron
656
język
polski
dodał
Casthaluth

Strzygonia brzmi jak przekleństwo! Jak obraza bogów! Kościste palce Mory prostowały się i gięły w dziwnym tańcu. Jej trupia głowa zwrócona była w kierunku osady, jednak po chwili odwróciła się, jakby przyzywana wzrokiem dzieciaka. Przez mgnienie kasztanowłosy ujrzał czerwone ogniki w pustych oczodołach. Całą siłą woli zamknął powieki. Jeśli go ujrzała był stracony Poznaj krainę, gdzie Mora...

Strzygonia brzmi jak przekleństwo! Jak obraza bogów!

Kościste palce Mory prostowały się i gięły w dziwnym tańcu. Jej trupia głowa zwrócona była w kierunku osady, jednak po chwili odwróciła się, jakby przyzywana wzrokiem dzieciaka. Przez mgnienie kasztanowłosy ujrzał czerwone ogniki w pustych oczodołach. Całą siłą woli zamknął powieki. Jeśli go ujrzała był stracony

Poznaj krainę, gdzie Mora sieje śmierć a Czerwonooki Starzec wysysa z ludzi życie

Był przybłędą i pośmiewiskiem. Wieczny strach przed bólem i obawa o życie stale mu towarzyszą. Kiedyś to się skończy. Drzemie w nim bowiem niespotykana moc. Ale jeszcze nie dzisiaj. Byle przeżyć do poranka!

Nadejdą czasy, gdy ofiara stanie się drapieżcą…

 

źródło opisu: http://fabrykaslow.com.pl/

źródło okładki: http://www.katedra.nast.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1682
Blair | 2012-09-20
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, *2012*
Przeczytana: 20 września 2012

Pisząc tę recenzję, czuję się co najmniej tak, jakbym była odpytywana na ocenę w szkole, a wynik moich wysiłków był, zdawkowo mówiąc, marny. Dlaczego? Cóż… Za szybko pochwaliłam słońce przed zachodem i powiedziałam „hop” zanim skoczyłam. Podsumowując, po pierwszych kilku stronach „Strzygoni”, oświadczyłam, że książka jest rewelacyjna…

Pewien czas temu, gdy zaczynałam swoją przygodę ze „Strzygonią”, książka niewątpliwie przypadła mi do gustu. Zachłysnęłam się dobrym pomysłem na fabułę, perspektywą następnej, polskiej książki fantastycznej, którą mogłabym polecić oraz bezapelacyjnie przyciągającą wzrok okładką. Jednym stwierdzeniem – cud miód i orzeszki. Płynęłam na fali reklamy, a powieść wraz ze mną. Co jednak począć dalej, gdy pierwsze wrażenie się wypali? Mój zapał osłabł po trzydziestu stronach, a czterdziesta zaczynała drogę przez mękę. Dokończenie czytania debiutu pana Sławomira Mrugowskiego zajęło mi dosłownie cały kolejny tydzień.

Wrzesień to miesiąc krwawy i łzawy. Wszystkie dzieci na świecie próbują przetrawić fakt kończącej się sielanki, a później nie wylewać potoku łez, które już na samo wspomnienie dni beztroskich, pojawiają się w oczach. Powrót do obowiązków i przystosowanie się do rzeczywistości, gdzie na powrót trzeba wracać do karnych miejsc pracy, zrzeszających wszechobecny analfabetyzm, jest zadaniem trudnym i męczącym. Mój początek roku był inny, dziwny i w pewien niespotykany sposób - wyjątkowy. Widzicie, smutna prawda jest taka, że tegorocznym motorem napędowym, który popędzał mnie w wir nauki, była „Strzygonia”. Za każdym razem, gdy przyłapywałam się na tym, iż po raz któryś z kolei czytam to samo zdanie, albo co gorsza, muszę się wrócić o kilka stron, ponieważ wpędzona w głębokie refleksje, nie pamiętam co czytałam - zawsze wtedy sięgałam po książkę do matematyki. Albo po podręcznik do języka polskiego. Właściwie to nieistotne. Największym ewenementem jest fakt, iż „Strzygonia” to powieść propagująca polską edukację. :-)

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że książka pana Mrugowskiego nie zniechęcała mnie nieprzemyślaną fabułą czy bohaterami bez potencjału. To nie jest tak, że „Strzygonia” to tylko ogromna garść banałów, schematycznych wątków, a książka jest tak okropna, że tylko na makulaturę się nadaje. Najbardziej przytłaczającym mnie faktem było, że potrafiłabym wykrzesać z siebie większą iskrę sympatii do bohaterów czy fascynacji światem przedstawionym, gdyby nie jedno – wszechogarniająca i niszcząca wszystko na swojej drodze… nuda. Debiut pana Sławomira autentycznie parokrotnie wykupił mi bilet do Morfeusza w jedną stronę i nie skarżył się, że przed wizytą u starego przyjaciela, samego darczyńcy ładnie na półkę nie odłożyłam.

Tak więc mamy już nudę i senność. Jakie jeszcze emocje wywoływała we mnie „Strzygonia”? Przede wszystkim – irytację. Za każdym razem, gdy autor posługiwał się obcym językiem, doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Dlaczego? Otóż w książce nie jest podane tłumaczenie tychże wypowiedzi. Niby mogłabym sobie to wszystko wygooglować… Gdybym umiała wzbudzić w sobie chęć do zrobienia czegokolwiek rzecz jasna. Wrodzone lenistwo, zaprawione wieloletnimi praktykami dawały o sobie znać. Z drugiej strony, książka to w pewien sposób produkt gotowy. Zawiera wszystko, co autor chciał przekazać odbiorcy tekstu. Więc, chociaż totalnie denerwował mnie fakt, że nie mam jasnego obrazu sytuacji, to przyjęłam za oczywiste, że tak właśnie miało być. O!

Drugą sprawą, która poważnie potrafiłaby zdenerwować nawet największego wyjadacza, jest styl czy raczej stylizacja, jaką posługuje się autor. Otóż w całej książce, a specjalnie ją w celu sprawdzenia, przewertowałam, panuje niedostatek zdań złożonych. Odkładając powieść, kluczowym pytaniem, które może zadawać sobie czytelnik, na pewno nie będzie: Dlaczego bohater X to zrobił? Czy przeżyje? Co się stanie w kontynuacji?!? Nie wysnuwajcie błędnych wniosków – naprawdę nie jestem uprzedzona do zdań krótkich, pojedynczych. Niestety zauważyłam w „Strzygoni”, że stosowanie tylko takowych form wypowiedzi potrafi bardzo umiejętnie wytrącić mnie z rytmu czytania. Z resztą, czytając książkę, cały czas miałam wrażenie, że zapoznaję się z jakimś bardzo skomplikowanym sprawozdaniem. Brakowało mi plastyczności obrazu i rozległych opisów świata przedstawionego.

Bohaterowie. Ci mieli potencjał, ponieważ, chociaż było ich wielu, zostali wykreowani bardzo dobrze. Posiadali różnorakie motywy, cechy charakteru, inne światopoglądy. Na życie jednych wpływały wydarzenia z przeszłości, inni zamartwiali się myślami o kolejnym jutrze. Niestety poszli na zmarnowanie. Autor nie potrafił zaciekawić mnie losami swoich pociech, od czasu do czasu wydawało mi się, że bohaterowie są idealnymi przykładami greckich stoików. Niby były gdzieś tam emocje, czaiły się gorące uczucia, a książka była przesycona ludzkimi marzeniami i dążeniami, jednak żadna z tych rzeczy nie potrafiła porwać mnie na tyle, abym zaczęła przejmować się losami postaci i utożsamiać się z nimi.

Za nic w świecie nie chciałabym, aby „Strzygonia” była moją lekturą szkolną. Nawet „świeżo” po przeczytaniu książki, nie potrafiłam chronologicznie poukładać wszystkich wydarzeń. Akcja w książce gnała jak szalona, chociaż porządnie zasapana, nie ustawała w pogoni za niczym szczególnym. W powieści bowiem zabrakło mi momentu kulminacyjnego, celu, do którego niezbicie mogliby dążyć bohaterowie. Postacie wymienione w książce, a było to naprawdę liczne grono, wiele robiły, działały, nie ustawały w walce, jednak żadna z tych czynności nie prowadziła do jakiegoś punktu wiążącego wszystkie wydarzenia.

Jak wspomniałam wcześniej, „Strzygonia” jest debiutem literackim, co warto wziąć pod uwagę, gdy decydujemy się na sięgnięcie po jakąkolwiek literaturę. Książka niewątpliwie znajduje się pod pantoflem akcji. Ponadto nuda, którą lektura tej powieści wyzwala w czytelniku, jest maksymalnie przytłaczająca. Jednak sama w sobie fabuła, powoduje błysk w oku i przyciąga. Nie można jej nazwać fenomenalną czy innowacyjną, jednak potencjał się uchował – mam nadzieję, że przejdzie na kolejne części, lecz, tym razem, zostanie lepiej wykorzystany. Na samym początku mojej przygody z tą książką, kościste palce Moiry złapały mnie w swe kleszcze, aby później z widoczną niezgrabnością, puścić mą personę wolno. Szkoda, wielka szkoda, ponieważ wiem jedno – ta powieść od samego początku miała mnie zmuszać do zamknięcia oczu, jednak nie w celu flirtowania z Morfeuszem, a próbie ucieczki od całkowitego zatracenia i wciągnięcia się w świat Strzygoni, Goplany, Popiela czy Balladyny.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Ćwiek

Opinie czytelników


O książce:
Mitologia słowiańska

Książka jest zbiorem podań z mitologii słowiańskiej. Opowiada o powstaniu świata oraz narodzinach pierwszych bóstw, stworzeniu ludzi i tak dalej. Napi...

zgłoś błąd zgłoś błąd