Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Nieśmiertelny

Tłumaczenie: Robert Waliś
Cykl: Dyptych Leningradzki (tom 1) | Seria: Uczta Wyobraźni
Wydawnictwo: Mag
7,68 (273 ocen i 39 opinii) Zobacz oceny
10
44
9
51
8
61
7
57
6
29
5
18
4
9
3
3
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Deathless
data wydania
ISBN
9788374802406
liczba stron
288
język
polski
dodała
Aleksandra

Kościej Nieśmiertelny odgrywa w rosyjskim folklorze tę samą rolę, co diabły i wiedźmy w zachodnioeuropejskiej kulturze: groźnej i złej postaci, negatywnego bohatera niezliczonych opowieści przekazywanych ustnie i pisemnie przez pokolenia. Ale jeszcze nigdy nie oglądaliśmy Kościeja oczami Catherynne Valente, która unowocześnia i przemienia dawną legendę, przenosząc akcję do współczesnych czasów...

Kościej Nieśmiertelny odgrywa w rosyjskim folklorze tę samą rolę, co diabły i wiedźmy w zachodnioeuropejskiej kulturze: groźnej i złej postaci, negatywnego bohatera niezliczonych opowieści przekazywanych ustnie i pisemnie przez pokolenia. Ale jeszcze nigdy nie oglądaliśmy Kościeja oczami Catherynne Valente, która unowocześnia i przemienia dawną legendę, przenosząc akcję do współczesnych czasów i umieszczając ją na tle najistotniejszych wydarzeń w dwudziestowiecznej historii Rosji.
Mimo to, „Nieśmiertelny” nie jest nudną książką historyczną;płonie żywym ogniem, zapoznając nas z losami młodej Marii Moriewny, która ze sprytnego dziecka rewolucji zmienia się w piękną oblubienicę Kościeja, by w końcu doprowadzić go do zguby. Po drodze spotykamy stalinowskie domowe elfy, uczestniczymy w czarodziejskich wyprawach, poznajemy liczne tajemnice oraz kulisy biurokracji, pożądania i władzy. „Nieśmiertelny” to zderzenie historii magicznej z prawdziwą, rewolucji z mitologią i miłości ze śmiercią, które w oszałamiający sposób tchnie nowe życie w rosyjskie mity.

 

źródło opisu: www.mag.com.pl

źródło okładki: www.mag.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 657
Bartosz Bolechów | 2013-01-03
Przeczytana: 17 października 2012

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

W "Nieśmiertelnym" Valente nadal porusza się w wypróbowanej poetyce baśni. Tym razem przetwarza rosyjski folklor, dekonstruując jego elementy i nakładając jak przezrocze na porewolucyjną i wojenną Rosję. Tytułowa postać to Kościej Bezsmiertnyj, który kojarzył mi się zawsze z kostuchą, tymczasem okazało się, że to personifikacja... życia. Śmierć reprezentuje natomiast niejaki Wij. Ci dwaj bezwzględni gracze toczą ze sobą wieczną wojnę, której - jak powiada Kościej - nie można wygrać. Można ją jedynie przetrwać. A w wojnę tę wplątuje się mieszkanka Leningradu, Maria Moriewna.

Miejscami "Nieśmiertelny" kojarzył mi się z Bułhakowem (metafizyka skontrastowana z jakże mało górnolotnym życiem w sowieckiej Rosji), miejscami z metodą Sapkowskiego (postmodernistyczne przetwarzanie motywów baśniowych - tyle, że Sapkowski robił to "po męsku", a Valente jest bardzo "kobieca").
Valente - jak wspomina w podziękowaniach na końcu książki - zainteresowała się rosyjskim folklorem pod wpływem swojego rosyjskiego męża, który opowiedział jej historię o Marii Moriewnie i Kościeju Nieśmiertelnym.

Z estetycznego punktu widzenia dość ciekawie ta baśniowa warstwa współgra z realistyczną scenerią Piotrogrodu/Leningradu epoki przedwojennej oraz okresu niemieckiego oblężenia i straszliwego głodu. A jednak "Nieśmiertelny" nie zachwyca (mnie) tak jak poprzednie książki Valente. Nie jestem pewien, czy to formuła się wyczerpała, czy ja już jestem znużony jej metodą. Mam wrażenie, że nastąpiło jakieś zmęczenie literackiego materiału i ta niewątpliwie wybitna, niesamowicie utalentowana pisarka powinna poszukać innej drogi, zanim zabrnie w ślepą uliczkę. "Nieśmiertelny" to kolejna wizja "totalna" - historia o życiu, śmierci, miłości "i całej reszcie". Chociaż miejscami robi piorunujące wrażenie, to są to jednak pojedyncze fragmenty, a nie całościowa wizja, której ja jakoś nie mogę wyodrębnić z tej inkrustowanej fragmentami poezji Achmatowej powieści.

Nawet na poziomie języka tekst nie wydaje się tak błyskotliwy jak poprzednie. Być może to celowy zabieg - powieść jest ponura, miejscami wręcz przygniatająco posępna i trudno się dziwić - matuszka Rosja i jej historia usiana trupami z dziurami w potylicach to nie jest temat specjalnie radosny. Dlatego być może zbyt kwiecisty styl by tu nie pasował. Valente miejscami nadal potrafi czarować swoimi malarskimi frazami i zaskakującymi skojarzeniami:

"Ziemia jeżyła się rżyskiem niczym łysiejąca staruszka".

"Zimne i blade niebo kasłało kapkami apatycznego słonecznego blasku na szare puste gospodarstwa".

"... szminki, które były tak czerwone, że pozostawiały ślad w polu widzenia".

Ogólnie rzecz biorąc język wydaje się jednak znacznie bardziej stonowany, jakby pisarka świadomie narzuciła sobie dyscyplinę.

Mimo iż powieść pozostawiła mnie w gruncie rzeczy mało wstrząśniętym (a może bardziej zmieszanym), trzeba uczciwie przyznać, że zamierzenie było interesujące - umieścić sytuacje i postacie z folkloru (skrzaty domowe - domowiki, Kościej, Baba Jaga, wdowa Licho itd) w kontekście strupieszałej, przeoranej, wyjałowionej komunistycznym eksperymentem i nazistowską inwazją Rosji. Mamy zatem gorzko-zabawne sytuacje, gdy rozmaite postacie z baśni przemawiają nowomową prymitywnych aparatczyków i czekistów:

"Nie możecie swobodnie rozporządzać swoim ciałem, towarzyszu. Ono należy do Ludu, a wy okradliście nas poprzez swoją słabość".

"Historia to narzędzie ucisku. Ludzi, którzy ją spisują, powinno się rozstrzeliwać bez sądu".

"Własność to kradzież!".

Nawet smok wygląda tu jak enkawudzista, który za biurkiem podpisuje wyroki śmierci. Baśniowe, barokowe, romantycznie rozbuchane zło przybiera tu zatem pokraczną, karłowatą, banalną formę, jak Eichmann w interpretacji Arendt:

"Nie mam i nigdy nie miałem trzech głów! Oto co się dzieje, gdy pozwalamy pisarzom na swobodę, zamiast zaprzęgać ich do szlachetnej służby Partii, gdy tylko nauczą się klecić akty oskarżenia. Jestem towarzysz Gorynycz i mam tylko jedną głowę".

Następnie żmij (smok) Gorynycz wygłasza przemowę w stylu Berii:

"Ze wszystkich stron otaczają nas wrogowie rewolucji. Ludzie w naturalny sposób dzielą się na trzy kategorie: kryminaliści, jeszcze-nie-kryminaliści i jeszcze-nie-złapani (...) Nawet człowiek, który przez całe życie zachowuje czujność i utrzymuje umysł oraz ciało w takiej czystości, że nigdy nie przytrafia mu się ani jedna antyrewolucyjna myśl, jest przestępcą! Powinien zachowywać czystość bez żadnego wysiłku! Jeśli musi ciężko walczyć, by podporządkować się wizji towarzysza Stalina to najpewniej od samego początku jest kryminalistą!"

Kim natomiast jest Stalin?

"Czarownik z czarnymi włosami i gęstym wąsem przeklął Moskwę i Piotrogród, tak że nikt tam nie potrafił rozpoznać prawdy bez pomocy kłamstw".

Generalnie ton powieści jest zatem pesymistyczny. I trudno się dziwić, bo Valente bierze tu na warsztat wyjątkowo okrutne i haniebne epizody niewesołego dwudziestego wieku. Mnóstwo tu - przyznajmy, że mało odkrywczych - konstatacji w takim oto stylu:

"Lepiej być silnym i okrutnym, niż sprawiedliwym. Dzięki temu przynajmniej jada się lepiej. A moralność w większym stopniu zależy od stanu żołądka niż od stanu państwa".

"Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: Cnota nie istnieje. Życie jest chytre i pozbawione skrupułów, to hultaj, lubieżny i surowy. Śmierć również stosuje niezliczone podstępy i ma posępną naturę, ale zna także miłosierdzie, wdzięk i czułość. W swojej wasnej krainie Car Śmierci potrafi być serdeczny".

"Małżeństwo to wojna, podczas której trzeba robić wszystko, co konieczne, by przetrwać, ponieważ przeżyje tylko jedno z was".

"Cóż można poradzić na cierpienie? Tylko przetrwać albo zgnąć. Lepiej przeżyć, ale jeśli się nie da, to trudno".

"Ja cenię gorycz, gdyż rodzi się z doświadczenia. To przywilej tych, którzy żyją naprawdę. Ty także musisz ją polubić. W końcu, gdy zniknie wszystko inne, pozostanie ci tylko ona".

Naczelną ramą konstrukcyjną jest wieczna wojna życia ze śmiercią, Kościeja z Wijem. Nic nowego, ale Valente potrafi wydobyć nowe dźwięki ze starych instrumentów:

"Jeśli tylko w jakimś miasteczku stał ceglany spichlerz i znajdowało się pół główki kapusty do podziału, Car Śmierci natychmiast przybywał ze sztandarami białymi jak kości i doprowadzał to miejsce do ruiny jednym tupnięciem. Jeśli jakąś wioskę spustoszyła zaraza lub wojna, na ulicach stały włócznie z nabitymi czaszkami, a krew zatruła studnie, wtedy w rynsztokach pełnych odpadków wyrastały zielone pędy, a ostatniej ocalałej kobiecie rósł brzuch. Pomiędzy carami nie mogło być zgody".

"Śmierć stoi za plecami każdej panny młodej i pana młodego. Podczas gdy wypowiadają słowa przysięgi, kwiaty gniją w jej wianku, a jego zęby gniją w szczęce. Rak, o którym dowiedzą się za trzydzieści lat, powoli rośnie w ich żołądkach. Jej piękno brązowieje na krawędziach, gdy obrączka wślizguje się na jej palec. On niezauważalnie słabnie, gdy ją całuje. Jeśli bacznie nadstawicie ucha w kościele, usłyszycie ciche cykanie mojego zegara, który odmierza ich wspólną drogę do grobu. Trzymam ich dłonie, gdy dumnie kroczą ku niedalekiej starości i śmierci".

"A Życie, ten stary tyran, dobrze wie, że moja kraina jest wyjątkowo żyzna. Tyle białych kwiatów. Tak wielu umarłych od siedemnastego roku. Jest nas dużo więcej niż was. Wkrótce, dokądkolwiek pójdziecie, moi
ludzie będą was otaczać, spijać wasz pot, połykać ciepło".

"W krainie śmierci Wij obrastał w bogactwa. Jego skarbce wypełniały się spalonym ziarnem i jabłkami, zagłodzonym bydłem i ziemniakami dotkniętymi zarazą."

"Wszystko umarło (...) Przyszłość należy do umarłych i ich stwórców (...) cały ludzki świat zamienił się w Krainę Śmierci (...) wszyscy jesteśmy martwi. Równi. Złamani i pozbawieni celu, wciąż wierzymy, że żyjemy. Oto Rosja w roku 1952. Jak inaczej nazwałabyś piekło?"

"Owszem, umarłaś. Tak samo jak ja, moja rodzina i wszyscy inni, na zawsze. Jesteśmy martwi jak skały. Ale jakie to ma znaczenie? I tak rano musisz iść do pracy. Wciąż musisz żyć".

Rewolucja i wojna to, rzecz jasna, narzędzia w służbie śmierci. Nawet domowiki nabierają rewolucyjnej świadomości, zmuszone do tłoczenia się w komunałkach razem ze "swoimi" rodzinami (i razem z nimi umierający w czasie wielkiego głodu):

"Zanim nastała Partia w każdym domu mieszkała tylko jedna rodzina. Ale wszyscy musieliśmy dostosować nasze myślenie do bardziej właściwych zasad (...)"

Jak napisałem, nie porwała mnie ta powieść. Nie zrozumiałem jej, nie znalazłem klucza, drugiego dna, a pierwsze mi nie wystarcza. Brać się w beletrystyce za barki za rosyjską historię oznacza de facto stawanie w szranki z największymi gigantami literatury. To wielkie ryzyko i niesłychanie trudno powiedzieć coś nowego, czy w sposób doskonalszy, niż zrobili to wielcy pisarze rosyjscy. Owszem, obrazki z głodującego Leningradu wzruszają, ale inni opisali to głębiej, pełniej, straszniej. Mierząc się z geniuszami nawet wybitny pisarz ryzykuje, iż jego słowa zabrzmią miałko, pusto, powierzchownie. I to się w mojej ocenie przydarzyło Valente, choć nadal jest to niewątpliwie książka warta przeczytania i z pewnością wiele osób odbierze ją zupełnie inaczej niż ja.

W "Nieśmiertelnym" brakuje mi epickiego oddechu, wszystko jest tu jakoś dziwnie kameralne, a Rosja potrzebuje, przynajmniej od czasu do czasu, szerszej perspektywy. A przecież Valente potrafi błysnąć wizją, jak wtedy, gdy opisuje armię śmierci:

Car Śmierci "przyozdobił się onyksami, agatami i hematytami i podarował lodowe bagnety, kościane działa oraz rumaki stworzone z unoszących się popiołów, o oczach i nozdrzach z czerwońych iskier, wszystkim duszom, które umarły w długich, żałosnych dziejach świata. Ta wielka armia okryta całunami powiewającymi jak sztandary, przy wtórze szczęku dwunastu mieczy pomaszerowała przez głębokie śniegi do samotnego królestwa Cara Życia".

To bardzo sugestywne i ekspresyjne, choć trudno mi się tu było pozbyć obrazu Arthasa ożywiającego (w rewelacyjnym filmiku otwierającym "The Frozen Throne") martwego smoka, który następnie leci z klifu nad niezliczonymi szeregami nieumarłych wojowników :) To nie żaden zarzut. Przeciwnie. Bardzo bym chciał przeczytać mniej "intymne", bardziej tradycyjne, epickie i batalistyczne dzieło w wykonaniu Valente. To się jednak prawdopodobnie nie stanie, bo pisarka zainteresowana jest "po kobiecemu" raczej skutkami i "zapleczem" (emocjonalnym, psychologicznym) wojny, niż "po męsku" zafascynowana wojną jako taką oraz jej mechaniką.

Czy jest tu jakieś przesłanie, "naczelna idea"? Szczerze mówiąc, nie jestem pewien. Dla mnie to przede wszystkim opowieść o okrucieństwie Rosji i - szerzej - okrucieństwie świata, życia i śmierci. W "Nieśmiertelnym" Valente mówi - jak sądzę - że przed entropią można się tymczasowo schronić (zwłaszcza w miłości) lecz prędzej czy później upomni się ona o swoje. Z drugiej strony śmierć "nie ma zwierzchnictwa" i nie jest monarchą absolutnym. Car Życia umiera, lecz rodzi się na nowo. Wojna trwa i wszyscy bierzemy w niej udział jako szeregowi żołnierze i mięso armatnie Kościeja Nieśmiertelnego. A potem dezerterujemy i przechodzimy na drugą stronę.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Macbeth

Czas mieczy i halabard odchodzi do historii. Nadchodzi czas karabinów maszynowych. Stary, dobry Makbet przeistoczy się w demonicznego Macbetha, a 100...

zgłoś błąd zgłoś błąd