Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ziarno prawdy

Cykl: Teodor Szacki (tom 2)
Wydawnictwo: W.A.B.
7,69 (6527 ocen i 781 opinii) Zobacz oceny
10
457
9
964
8
2 356
7
1 933
6
624
5
122
4
40
3
17
2
7
1
7
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-7747-528-7
liczba stron
400
język
polski
dodała
pastelova

Inne wydania

Nowy, długo oczekiwany kryminał z Teodorem Szackim! Jest wiosna 2009 roku, prokurator nie pracuje już w Warszawie, pożegnał się z przeszłością i karierą, by przenieść się do Sandomierza. Tu zaczyna „nowe wspaniałe życie", ale dość szybko spotyka go rozczarowanie. W obcej i nieprzyjaznej rzeczywistości rozgoryczony Szacki prowadzi śledztwo w sprawie dziwacznego morderstwa, którego ofiara to...

Nowy, długo oczekiwany kryminał z Teodorem Szackim! Jest wiosna 2009 roku, prokurator nie pracuje już w Warszawie, pożegnał się z przeszłością i karierą, by przenieść się do Sandomierza. Tu zaczyna „nowe wspaniałe życie", ale dość szybko spotyka go rozczarowanie. W obcej i nieprzyjaznej rzeczywistości rozgoryczony Szacki prowadzi śledztwo w sprawie dziwacznego morderstwa, którego ofiara to sandomierska działaczka społeczna, kobieta szanowana i ceniona, o nieskazitelnej reputacji. Dochodzenie napotyka piętrzące się przeszkody i ścianę milczenia, a jednocześnie towarzyszy mu gorączka medialna. Ważnym kontekstem staje się bolesny splot relacji polsko-żydowskich oraz historia, która wydarzyła się przeszło sześćdziesiąt lat wcześniej...

 

źródło opisu: Wydawnictwo W.A.B., 2011

źródło okładki: http://wab.com.pl/?ECProduct=1196&v=_

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 5
finnegan7 | 2011-12-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 grudnia 2011

Zygmunt Miłoszewski „Uwikłaniem“ postawił sobie wysoko poprzeczkę. Po lekturze pierwszego kryminału z prokuratorem Szackim w roli głównej oczekiwania czetelników, w tym i tego piszącego niniejszą recenzję, były olbrzymie. „Uwikłanie“ bowiem jest nie tylko kryminałem, ale po prostu świetną literaturą z mocnymi wątkami obyczajowymi, ze świetnymi dialogami, celnymi opisami, z odpowiednią dawką ironii i w końcu ze świetnym stylem i językiem. Niebanalny bohater, ze zwykłymi domowymi radościami i rozterkami, mierzący się z szarą codziennością jak i ze swoimi słabościami w zderzeniu z niezwykłą zagadką kryminalną, w przytłaczającym, męczacym mieście... to wszystko świadczyło o klasie i wyjątkowości „Uwikłania“.

Niestety w drugiej odsłonie Miłoszewski to wszystko zabrał bohaterowi. Kazał prokuratorowi Szackiemu po rozwodzie przenieść się do Sandomierza, gdzie do łóżka wpada mu miejscowa piękna i bogata dwudziestokilkuletnia dziewczyna, potem piękna i wyuzdana pani sędzia – a wszystko to jakby wbrew woli bohatera, który jest znudzony, wypalony i zainteresowany jedynie pracą. Współprowadząca z prokurtorem Szackim śledztwo miejscowa pani prokurator od wrogo nastawionej zasadniczej, małomiasteczkowej urzędniczki staje się miłą pańcią, pełną rozczulającego uroku. Inspektor przydzielony do śledztwa jest bezbarwny, bez tajemnicy – jakby zabrakło pomysłu na pełnokrwisty obraz starego policjanta, o który aż się prosi. Rozważania Szackiego nad samym sobą, utraconą rodziną, relacją z córką, która niechętnie odwiedza ojca (do momentu, gdy staje się „pięcio-minutowym“ bohaterem ogólnopolskich mediów) są płytkie i niewiarygodne. Sama intryga i pomysł świetne, ale jest zbyt dużo wpadek i to takich, które spuszczają powietrze z całej intrygi. Bo o ile w „Uwikłaniu“ brak sprawdzenia pełnego życiorysu i wszystkich dokumentów niektórych bohaterów wytrzymuje próbę, o tyle w „Ziarnie...“ nie rozpoznanie jednej z ofiar i nie przypisanie tejże ofierze odpowiedniej tożsamości, nie szukanie przyczyn wszystkich obrażeń czy śladów na ciele ofiary już takiej próby nie wytrzymują. O ile w „Uwikłaniu“ wyrafinowanie zbrodni bierze się z niesamowitych napięć psychologicznych i emocjonalnych oraz mrocznej przeszłości pewnego bohatera, o tyle w „Ziarnie prawdy“ to wyrafinowanie jest tak płytko osadzone, że nie wzrusza – jest jakby teatralne, sztuczne a przez to odległe emocjom czetelnika.

Miłoszewski w jednym z wywiadów powiedział, że lepiej nie zaczynać lektury „Ziarna...“ po pracy w środku tygodnia, bo zarwie się nockę. Po „Uwikłaniu“ podobała mi się ta pewność siebie i samozadowolenie – było uzasadnione, a nic tak w polskich twórcach nie razi jak fałszywa srkomność. Niemniej było przestrzelone – odkładałem „Ziarno...“ kilkukrotnie, czytałem tydzień, przeplatając moją codzienną lekturą czyli kalsyczną literaturą piękną („Uwikłanie“ dosłownie pożarłem dwa krótkie wieczory z wypiekami na twarzy). Nie dlatego, że było źle napisane, że styl i tempo były źle ustawione – to nadal atut Miłoszewskiego, ale właśnie ze względu na mielizny, na które Miłoszewski wprowadził bohatera. Szacki pod piórem Miłoszewskiego stał się kolejną postacią, którą powinno się nie lubić, bo zdradził żonę, bo jest nerwusem, a jednak geniusz kryminalistyki (co zresztą w jednej ze słabszych scen wyznaje jedna z bohaterek książki...), do którego lgną wszyscy – mężczyźni podziwiają, a kobietom majtki spadają przez głowę. Takie ulokowanie bohatera odbiera mu koloryt, wielowymiarowość, prawdę, bliskość. To, co było mocne w „Uwikłaniu“ – zwyczajność codziennego życia głównego bohatera, jego siła i bezsilność, jego radości i strachy, jego euforia i znużenie – zostaje mu odebrane w „Ziarnie prawdy“

Ale... jest wiele bardzo ważnych ale... Po pierwsze: kto przeczytał „Uwikłanie“ nie może nie sięgnąć po „Ziarno...“ – ja zachęcam, choć mistrzostwo „Uwikłania“ powoduje, że żadna negatywna recenzja nie odwiedzie nikogo od sięgnięcia po historię dalszych losów prokuratora Teodora Szackiego (zwłaszcza, że krytycznych recenzji nie ma wcale). Drugie ważne „ale“ – styl, rytm i oryginalny język Miłoszewskiego to nadal mocne atuty jego pisarstwa. Trzecie ważne „ale“ to conajmniej dobry, jeśli nie bardzo dobry kryminał, a moje krytyczne uwagi wzięły się z punktu odniesienia jakim było mistrzowskie „Uwikłanie“, bo między mistrzowską prozą a prozą bardzo dobrą jest taka różnica, jak między kurą a orłem – oba to ptaki...

Zatem nie tylko gorąco zachęcam do lektury „Ziarna prawdy“, ale niniejszym oświadczam, że czekam na powstającą właśnie trzecią część przygód prokuratora Szackiego z takimi samymi wielkimi oczekiwaniami, jakie urosły po lekturze „Uwikłania“. Jestem też pewien, że Miłoszewski jest świetnym pisarzem, że to klasa międzynarodowa i że – jak to powiedział autoironicznie w pewnym wywiadzie – osiągnie to, co go interesuje najbardziej: sławę i pieniądze, czego panu Zygmuntowi a przede wszystkim nam czytelnikom bardzo gorąco życzę.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Noc kota, dzień sowy

Często brakuje mi gwiazdki między "dobra" a "bardzo dobra". Gdzie jest plus dobry?! Zacznę od zrzucenia z piersi jednego zarzutu:...

zgłoś błąd zgłoś błąd