T.S. Eliot
Jedna z najtrudniejszych lektur w moim czytelniczym życiu. Bardzo wymagająca, ale na szczęście dzięki Krzysztofowi Boczkowskiemu, autorowi wstępu, przypisów i części przekładów możliwa. Wracałem do tej książki co parę tygodni, czasem miesięcy, czytałem znane mi już teksty ponownie, i wciąż zerkałem do egzegezy Boczkowskiego, i w końcu zaczęła się dla mnie ta poezja otwierać. Oczywiste, że w pewnym stopniu, oczywiste, że dobrze byłoby ponawiać lekturę, przed czym, mam nadzieję, nie stchórzę.
Boczkowski, sam poeta, ale i naukowiec, ścisłowiec, do tematu ma podejście ścisłe, metodyczne, drobiazgowe i logiczne. Sam Eliot chyba też taki był, więc się obaj panowie dogadują nieźle. Przekłady Boczkowskiego także wydają mi się najbliższe oryginału, jako że tłumacz dołożył wysiłków, by przekazać warstwę filozoficzną tych tekstów, a jednocześnie nie zgubić śpiewności, czyli znowu szedł za poglądami samego Eliota. Udało mu się.
A poezja? Nie mnie oceniać postać pomnikową, półboga w świecie poetyckim, do którego, wszakże, współcześni autorzy nie odwołują się zbyt często. Chwali się go jako klasyka, lecz z niego nie korzysta (wprost, bo jego wpływ na całą współczesną poezję zdaje się niewątpliwy). Może po temu trzeba mieć podobną umysłowość, logiczno-artystyczną, nie wiem... W Indiach za to, a przynajmniej w poezji tamilskiej, odwołania do Eliota pojawiają się stosunkowo często, może ze względu na bliskie orientalnemu widzenie świata.
No właśnie - dzieckiem będąc trafiłem na buddyzm i, zachwycony, doszedłem do przekonania, że my, moje pokolenie i poprzednie, odkryliśmy filozofię wschodu dla Europy (zaczęło się od podróży Beatlesów do Indii),że nikt przedtem się nią nie fascynował. A teraz widzę, że Eliot, o ileż wcześniej, widział rzeczywistość bardzo podobnie jak Azjaci. W światopoglądzie Eliota znajdujemy chrześcijański mistycyzm, azjatycką, nie tylko buddyjską naukę o pustce, także hinduską Bhagavadgitę, i wszystko to traktowane jest jako droga do tego, co w Azji nazywa się oświeceniem. Czytanie późnej poezji Eliota musi być rodzajem medytacji, jeśli chcemy się w nim zagłębić, tak jak przy studiowaniu filozofii buddyjskiej, hinduskiej lub taoistycznej.
"W Margate na plaży
Nic niczym nie uwieńczę,
Z niczym nie połączę
Nic."
I jeszcze o Miłości, w najszerszym możliwym znaczeniu tego słowa:
"Kto więc udrękę stworzył? Miłość.
Miłość Nieznanym jest Imieniem
Poza dłoniami, co uwiły
Koszulę z ognia, w niej cierpimy,
Zdjąć jej moc ludzka nie ma siły."
Opinie i dyskusje o książce Od Walta Whitmana do Boba Dylana. Antologia poezji amerykańskiej
Wracam często, zawsze dla przyjemności i tego zachwytu nad przekladami mistrza.
Wracam często, zawsze dla przyjemności i tego zachwytu nad przekladami mistrza.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo bodaj mój ulubiony wybór anglojęzycznych przekładów Barańczaka. Trafiony w punkt, a przy tym oddający siłę i uniwersalność poezji amerykańskiej.
To bodaj mój ulubiony wybór anglojęzycznych przekładów Barańczaka. Trafiony w punkt, a przy tym oddający siłę i uniwersalność poezji amerykańskiej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawy zbiór liryki, ukazujący drobiazgowy przekrój poezji amerykańskiej. Kwestia doboru utworów charakterystycznych dla danego twórcy jest oczywiście subiektywna, ale wybrane teksty w większości pokazują najistotniejsze cechy warsztatu omawianych poetów. Ważnym uzupełnieniem wierszy są biografie ich autorów. Warto zwrócić na nie uwagę. Jedyną przeszkodą w odbiorze całości była dla mnie sama specyfika poezji zza oceanu - topornej, surowej, często niesamowicie realistycznej i "codziennej".
Ciekawy zbiór liryki, ukazujący drobiazgowy przekrój poezji amerykańskiej. Kwestia doboru utworów charakterystycznych dla danego twórcy jest oczywiście subiektywna, ale wybrane teksty w większości pokazują najistotniejsze cechy warsztatu omawianych poetów. Ważnym uzupełnieniem wierszy są biografie ich autorów. Warto zwrócić na nie uwagę. Jedyną przeszkodą w odbiorze całości...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMożna wertować bez końca i za każdym razem trafi się na nową perełkę.
Można wertować bez końca i za każdym razem trafi się na nową perełkę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodczas ostatniej wizyty w bibliotece miejskiej ruszyłam w kierunku półek z poezją. Ta część budynku jest najczęściej pusta i głucha, tak daleko nikt się nie zapuszcza. Bo i po co? W końcu najpopularniejsze książki znajdują się w centralnej części wypożyczalni. Trochę to smutne, z perspektywy tych wszystkich zaniedbywanych tomów, ale przynajmniej miałam spokój. Kurtkę i torebkę rzuciłam na podłogę, usiadłam wygodnie na wykładzinie i zaczęłam grzebać...
Tomik „Od Walta Whitmana do Boba Dylana. Antologia poezji amerykańskiej” skusił mnie tytułem i nazwiskiem autora przekładu. Z góry założyłam, że Barańczakowi mogę zaufać, w końcu to on dokonał autorskiego wyboru wierszy. Poezję amerykańską znałam w stopniu minimalnym, więc postanowiłam poszerzyć własne horyzonty. Ależ się zawiodłam...
Większość przytoczonych nazwisk znałam ze słyszenia. Jednak amerykańska popkultura potrafi skutecznie przemycać poetyckie motywy. Niestety same wiersze zupełnie do mnie nie przemówiły. W trakcie czytania odezwał się we mnie europejski snobizm, a tematy poruszane przez poetów wydały się infantylne i nieistotne. Najwidoczniej mam zbyt małą wiedzę na temat historii i kultury Stanów Zjednoczonych, żeby móc w pełni zrozumieć tamtejszą poezję. Spodobał mi się klimat panujący w wierszach Ezry Pounda i T.S. Eliota, jednak te przytoczone przez Barańczaka nieszczególnie przypadły mi do gustu. Nawet utwory Emily Dickinson całkowicie mnie zawiodły, a przecież znam i lubię jej poezję. Może to wybór wierszy jest tak niefortunny? Może akurat inne utwory złapałyby mnie za serce? Nie wiem, ale bardziej od samej poezji podobały mi się mini biografie poetów spisane ręką Barańczaka. Jak dla mnie były ciekawsze niż przytoczone wiersze.
Podczas ostatniej wizyty w bibliotece miejskiej ruszyłam w kierunku półek z poezją. Ta część budynku jest najczęściej pusta i głucha, tak daleko nikt się nie zapuszcza. Bo i po co? W końcu najpopularniejsze książki znajdują się w centralnej części wypożyczalni. Trochę to smutne, z perspektywy tych wszystkich zaniedbywanych tomów, ale przynajmniej miałam spokój. Kurtkę i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to