Osa

Okładka książki Osa Eric Frank Russell Patronat LC
Okładka książki Osa
Eric Frank Russell Wydawnictwo: Rebis Seria: Wehikuł czasu [Rebis] fantasy, science fiction
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Seria:
Wehikuł czasu [Rebis]
Tytuł oryginału:
Wasp
Wydawnictwo:
Rebis
Data wydania:
2021-09-14
Data 1. wyd. pol.:
2021-09-14
Data 1. wydania:
1958-01-01
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381883207
Tłumacz:
Robert J. Szmidt

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.

Patronaty LC

Książki autora

Okładka książki The Science Fiction Hall of Fame, Vol. 2-A Poul Anderson, Ben Bova, John W. Campbell, Robert A. Heinlein, Cyril M. Kornbluth, Henry Kuttner, C. L. Moore, Lester del Rey, Eric Frank Russell, Cordwainer Smith, Theodore Sturgeon, Herbert George Wells, Jack Williamson
Ocena 0,0
The Science Fi... Poul Anderson, Ben ...
Okładka książki Hybryda Alfred Bester, James Blish, Martin Gardner, Damon Knight, Cyril M. Kornbluth, Keith Laumer, Murray Leinster, James McConnel, Eric Frank Russell, Clifford D. Simak, John Sladek, Henry Slesar
Ocena 7,0
Hybryda Alfred Bester, Jame...
Okładka książki The Time Travellers Almanac Part 3 - Mazes & Traps Barrington J. Bayley, Peter Crowther, Greg Egan, Joe R. Lansdale, David I. Masson, Kim Newman, Tony Pi, Eric Frank Russell, Norman Spinrad, Theodore Sturgeon, Adrian Tchaikovsky, Karin Tidbeck, Ann VanderMeer, Jeff VanderMeer, Gene Wolfe
Ocena 0,0
The Time Trave... Barrington J. Bayle...
Okładka książki Wielka Księga Science Fiction, t.2 Brian W. Aldiss, Stephen Baxter, H. Chandler Elliott, Colin Kapp, Geoffrey A. Landis, John Morressy, Keith Roberts, Eric Frank Russell, Clifford D. Simak, Michael Swanwick
Ocena 6,2
Wielka Księga ... Brian W. Aldiss, St...

Mogą Ciebie zainteresować

Oficjalne recenzje i

Podręcznik dla terrorystów



1607 329 242

Oceny

Średnia ocen
6,6 / 10
102 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
84
40

Na półkach:

POMYSŁ – 5 (Jest to jedyny w miarę dobry motyw tej pozycji. Pomysł na całą powieść był ok i można było z niego zrobić coś ciekawego. Niestety, na tym się skończyło.)
FABUŁA – 3 (Cholernie przewidywalna, infantylna i rozczarowująca. Oko trzeba przymykać na wszystko, żeby w ogóle móc to łyknąć. Po pierwszych 30 stronach wiedziałem, że nic się nie zmieni i że nic mnie nie zaskoczy. Miałem rację.)
BOHATEROWIE – 2 (Oprócz głównego bohatera to nawet nie ma o czym wspominać. A sam główny bohater jest tak przeciętny i bezbarwny, że raczej nie zapadnie mi w pamięci.)
JĘZYK – 1 (Dialogi są tak sztywne, że aż przykro. Jesteśmy niby na obcej planecie, należącej do obcej cywilizacji, a jedyne różnice pomiędzy nimi a ziemią to dwa słowa takie jak „Ni?” zamiast „Co?” Oraz „Jo” zamiast „Tak”. Nie chce mi się wertować książki, żeby cytować prawdziwy dialog, dlatego podam przykład, który daleko nie odbiega od oryginału:
–Bo co?
–Bo ja tak mówię.
–Dobra, tak tylko pytałem.)
EMOCJE – 1 (Nuda, rozczarowanie, zażenowanie i dezaprobata. Takie emocje mi towarzyszyły podczas czytania.)
ŚWIAT – 1 (Taka ziemia 1.1 a różnice można policzyć na palcach jednej ręki. Bardziej to przypominało jakąś dzielnicę obcego państwa na ziemi niż obcej cywilizacji na obcej planecie. Kreacja świata czerstwa. Tutaj chciałoby się napisać, jak chleb suszony na piecu kaflowym, ale taki chleb ma chociaż smak, a ten świat był beznadziejnie jałowy.)

Chciałem tutaj napisać, że przypominało mi to twórczość Rogera Zelaznego, do którego mam awersję za podobny styl i infantylność, ale w porównaniu do tego, Zelazny to chociaż tworzył ciekawe światy… Tutaj jest po prostu dramat.

Wiem, że jest to książka stara, pochodząca z innego czasu i że powinno się to brać pod uwagę, ale wszystkim tym którzy używają takiego argumentu, chciałbym powiedzieć, że my żyjemy w obecnych czasach i to z perspektywy naszych czasów powinniśmy oceniać tego typu twórczość. Bo gdyby każdy podchodził do tego w sposób sprawiedliwy i rzetelny, zamiast zawyżać oceny, ze względu na sentyment, to rankingi na tym portalu miałyby jakiś sens. Tymczasem jest jak jest…

OCENA KOŃCOWA:
2 bo nic mnie nie skłania do tego, żeby zawyżyć w górę. Książka ma raptem 218 stron, a męczyłem ją ponad tydzień…

POMYSŁ – 5 (Jest to jedyny w miarę dobry motyw tej pozycji. Pomysł na całą powieść był ok i można było z niego zrobić coś ciekawego. Niestety, na tym się skończyło.)
FABUŁA – 3 (Cholernie przewidywalna, infantylna i rozczarowująca. Oko trzeba przymykać na wszystko, żeby w ogóle móc to łyknąć. Po pierwszych 30 stronach wiedziałem, że nic się nie zmieni i że nic mnie nie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1143
845

Na półkach:

Gatunek "zabili go, więc uciekł" - fabuła jednowątkowa, bohater porusza się po autostradzie samych sukcesów dywersyjnych. Żadnej głębszej myśli, refleksji, nie ma tu nawet żadnych emocji, po czterech rozdziałach czytelnik już wie, że główny bohater będzie lepszy od McGyvera, Jamesa Bonda i Rambo razem wziętych, i się przy tym nawet nie spoci. Fantastyka stricte umowna, równie dobrze akcja mogłaby się toczyć w jakimś kraju Układu Warszawskiego, czy Afganistanie, wrogowie są jak ludzie, a różnice sprowadzają się do uszu i sposobu chodzenia (czyli tak jak elfy i ludzie w Shitflixowym Wiedźminie albo Bezosowym "Rings of Power" - różnica zasadza się w uszach), cóż za dywersyfikacja.
Czyta się jak po maśle, wchodzi i wychodzi bezboleśnie, tylko skoro autor pragnął napisać powieść awanturniczo-szpiegowską, to potrzebował do tego aż fantastyki?
Jako fantastyka - 1/10, jako czytadełko - 6/10, razem średnia daje 3/10.

Gatunek "zabili go, więc uciekł" - fabuła jednowątkowa, bohater porusza się po autostradzie samych sukcesów dywersyjnych. Żadnej głębszej myśli, refleksji, nie ma tu nawet żadnych emocji, po czterech rozdziałach czytelnik już wie, że główny bohater będzie lepszy od McGyvera, Jamesa Bonda i Rambo razem wziętych, i się przy tym nawet nie spoci. Fantastyka stricte umowna,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1707
794

Na półkach: ,

Absolutnie nieprawdopodobne, ale jako koncept całkiem zabawny.
Ach, gdybyż tak dawało się wygrać wojny...

Absolutnie nieprawdopodobne, ale jako koncept całkiem zabawny.
Ach, gdybyż tak dawało się wygrać wojny...

Pokaż mimo to

avatar
492
265

Na półkach:

Według Terry’ego Pratchetta to najzabawniejszy podręcznik dla terrorystów. Choć przyznać trzeba, że momentami jest to raczej czarny humor.

Russell główną osią swojej historii uczynił agenta, który wnika we wrogie społeczeństwo, by je podburzać i w ten sposób toczyć wojnę na rzecz własnego kraju. Czyni to na szereg różnych sposobów, w tym rozlepiając propagandowe materiały po mieście.

Zaskakuje, jak wnikliwe jest to spojrzenie na rolę tajnego agenta. Oczywiście, trochę podkolorowane, ale wcale nie tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Ogólna zasada działania głównego bohatera i jego strategia są całkiem zbliżone do praktyk stosowanych przez prawdziwych szpiegów, znanych z kart historii.

Krótka opowieść „Osa” pozwala spojrzeć na problem zaufania społeczeństwa do władzy i wydawanych przez nią komunikatów, a także na mechanizmy psychologiczne, jakim wszyscy podlegamy. Główny bohater nieraz wychodzi z tarapatów demonstrując swą ogromną pewność siebie, zgodnie z przekonaniem, że ludzie mniej zwracają uwagę na tych, którzy zachowują się tak, jakby to co robią było w zupełności naturalne.

Ciekawa pozycja z półki klasyków science fiction. Daje sporo do myślenia.

Według Terry’ego Pratchetta to najzabawniejszy podręcznik dla terrorystów. Choć przyznać trzeba, że momentami jest to raczej czarny humor.

Russell główną osią swojej historii uczynił agenta, który wnika we wrogie społeczeństwo, by je podburzać i w ten sposób toczyć wojnę na rzecz własnego kraju. Czyni to na szereg różnych sposobów, w tym rozlepiając propagandowe materiały...

więcej Pokaż mimo to

avatar
6
6

Na półkach: ,

Jakie to dobre, palce lizać!

Jakie to dobre, palce lizać!

Pokaż mimo to

avatar
615
236

Na półkach:

Nazwisko Eric Frank Russell nie jest chyba bliżej znane polskim miłośnikom fantastyki naukowej. Ten brytyjski autor publikował swoje najbardziej istotne dzieła w epoce umownie nazywanej „złotym wiekiem science fiction” (późne lata 30. do końcówki lat 50.). Wtedy to gatunek zaczął rządzić się swoimi rozpoznawalnymi dziś regułami: pojawiły się pierwowzory space opery, bohaterowie musieli rozwiązywać mniej lub bardziej złożone problemy, do których doprowadzał albo rozwój technologii, albo złowrogi kosmos. Narracja prowadzona była „po bożemu”, czyli czytelnik nie miał prawa zgubić się w linearnej strukturze fabuły.


Osa, powieść opublikowana w 1958 roku, zdaje się realizować wyżej wymienione zalecenia. Tłem fabuły jest wojna, jaką prowadzą Ziemianie z potężnym Imperium Syrijskim. Zmagania toczone w przestrzeni kosmicznej nie układają się jednak po myśli ludzi. Pomimo tego, że technologicznie nie ustępują w niczym wrogom, to jednak obcych jest zbyt wielu i zbyt szybko mogą uzupełniać straty w zdziesiątkowanych oddziałach. Rozwiązaniem staje się więc sabotaż. Główny bohater zostaje zrzucony na terytorium przeciwnika z zadaniem wywołania jak największego zamieszania „na tyłach”. Musi być jak tytułowa osa, niewielki owad, który do tego stopnia absorbuje uwagę kierowcy, że ten może spowodować wypadek samochodowy.


Ta prosta (może nawet zbyt prosta) filozofia prowadzenia wojny przypominać może napomknienia Machiavellego – „Macie bowiem wiedzieć, że są dwa sposoby walczenia, trzeba być lisem i lwem”. Russell przekonuje, że można być również osą. Diabelsko skuteczną osą…


Chyba bez większej przesady można uznać tę powieść za zbeletryzowaną wersję podręcznika dla wszelkiej maści sabotażystów, terrorystów i dywersantów. A to dość niepokojąca konstatacja, ponieważ uświadamiamy sobie, jak łatwo dostępnymi środkami można doprowadzić do stanu permanentnego rozchwiania całego państwa. Dziś, w epoce wojen hybrydowych, nieustających napięć, bitew informacyjnych i walk o narzucenie narracji, Osa brzmi wyjątkowo wiarygodnie, niemal profetycznie. A dodajmy do tego fakt, że autor nie mógł brać pod uwagę rzeczywistości wirtualnej, którą jego bohater mógłby posługiwać się równie sprawnie, jak „analogowymi” środkami siania zamętu.


Ziemski agent James Mowry ląduje na wrogiej planecie. Upodabnia się do tubylców, ma nieograniczony dostęp do fałszywych pieniędzy, techniczne możliwości zmiany wyglądu (raz przypomina biznesmena, innym razem wieśniaka), odpowiednie stężenie odwagi i bezczelności, refleks i wyobraźnię. To wystarczy, by rozpocząć skuteczną destabilizację kraju.


Bohater wszędzie zostawia ślady działalności ponoć prężnie działającej w podziemiu opozycyjnej partii, która żąda natychmiastowego przerwania działań wojennych i nie cofnie się przed niczym, żeby osiągnąć cel. W imieniu tej struktury zabijani są kolejni funkcjonariusze systemu. Oczy złowrogich tajnych służb bezskutecznie wypatrują rzekomo potężnego przeciwnika, a Mowry działa dalej. Nawiązuje kontakt z półświatkiem i wykorzystuje przekupionych przestępców do kolejnych widowiskowych akcji wymierzonych w społeczny ład. Sam rozpuszcza plotki o przegranych bitwach i nieuchronnej klęsce. Obywatele zostają zarażeni bakcylem defetyzmu. Przypominam, że to wszystko zasługa jednego człowieka.


Czytelnik Osy może jednak nie być do końca przekonany formą, jaką nadał Russell swojej powieści. Wspomniana wcześniej linearność potrafi zmęczyć. Bohater książki porusza się od zadania do zadania, od akcji do akcji, co dziś może kojarzyć się z najprostszymi schematami fabuł gier komputerowych, z których wycięto wszystkie misje poboczne. Czytelnikowi zostało więc ograniczone prawo (być może przyjemność) do bliższego przyjrzenia się światu przedstawionemu. Język tej prozy jest przezroczysty, nie zabarwiają go zbędne stylistyczne ozdobniki. Nie ma ani chwili odpoczynku od nerwowego poszukiwania sposobów na uprzykrzenie życia we wrogim państwie. Nie dajmy się też zwieść słowom, jakie na temat Osy napisał sam Terry Pratchett. Według niego ta książka jest zabawna. Być może angielski oryginał pozwala odbiorcom od czasu do czasu się zaśmiać, dla mnie jednak ta powieść brzmi wyjątkowo poważnie i niepokojąco.


Jej dodatkowym walorem są wiarygodnie opisane nastroje panujące w społeczeństwie, które musi dźwigać ciężar prowadzonej przez kraj wojny. „Oficjalna”, wewnętrzna mobilizacja każdego obywatela podcinana jest przez nieustający niepokój. Strach przed tajną policją powstrzymuje od głośnego zadawania pytań o prawdziwy obraz zmagań na froncie. Nieustająca czujność i podejrzliwość, wypatrywanie w każdym potencjalnego mąciwody, panikarza, niedostatecznie zaangażowanego w obywatelski obowiązek stania murem za władzami, rujnuje relacje międzyludzkie.


Nie wiem, czy powieść ta zasługuje na miano klasyka fantastyki naukowej. Jedno jest jednak pewne – Russell stworzył historię, którą należy czytać uważniej, niż mogłoby to wyglądać na pierwszy rzut oka. Zwłaszcza dzisiaj, gdy niewielka grupka ekstremistów lub „samotny wilk” jest w stanie wtopić się w tłum, by w pewnym momencie wywołać lawinę niepokoju, paniki lub spowodować wręcz paraliż państwa.

Nazwisko Eric Frank Russell nie jest chyba bliżej znane polskim miłośnikom fantastyki naukowej. Ten brytyjski autor publikował swoje najbardziej istotne dzieła w epoce umownie nazywanej „złotym wiekiem science fiction” (późne lata 30. do końcówki lat 50.). Wtedy to gatunek zaczął rządzić się swoimi rozpoznawalnymi dziś regułami: pojawiły się pierwowzory space opery,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
476
463

Na półkach:

Powieść ok, co prawda to raczej proste czytadło niż jakiś wartościowy sf, trochę typ książki "zabili go i uciekł". Czuć, że powieść pisana jest dawno temu, nie starzeje się pięknie. Jest nawet zabawna ale ponad to nic szczególnego.

Powieść ok, co prawda to raczej proste czytadło niż jakiś wartościowy sf, trochę typ książki "zabili go i uciekł". Czuć, że powieść pisana jest dawno temu, nie starzeje się pięknie. Jest nawet zabawna ale ponad to nic szczególnego.

Pokaż mimo to

avatar
697
145

Na półkach: , ,

Świetny thriller szpiegowski z 1957 r. przebrany w kostium science fiction. Powieść doskonale oddaje ducha zimnej wojny, choć trochę się już zestarzała... Ale czytało się znakomicie! :)

Świetny thriller szpiegowski z 1957 r. przebrany w kostium science fiction. Powieść doskonale oddaje ducha zimnej wojny, choć trochę się już zestarzała... Ale czytało się znakomicie! :)

Pokaż mimo to

avatar
66
62

Na półkach:

Bardzo pouczająca ramotka SF. W książce wyraźnie odbija się klimat czasów zimnej wojny, szpiegomanii. walki wywiadów. Literacko jest w miarę przyzwoicie, choć bez fajerwerków. Największego figla spłatał tu powieści sam czas - czytając o policyjnym reżimie państwie Sirian, z którym zmaga się bohater, dziś, kiedy możliwości inwigilacji społeczeństw są nieporównanie większe (a i faktyczna inwigilacja dalej posunięta) niż w latach 50., gdy powstawał utwór, można tylko westchnąć z nostalgią do dawnych swobodnych czasów.

Bardzo pouczająca ramotka SF. W książce wyraźnie odbija się klimat czasów zimnej wojny, szpiegomanii. walki wywiadów. Literacko jest w miarę przyzwoicie, choć bez fajerwerków. Największego figla spłatał tu powieści sam czas - czytając o policyjnym reżimie państwie Sirian, z którym zmaga się bohater, dziś, kiedy możliwości inwigilacji społeczeństw są nieporównanie większe...

więcej Pokaż mimo to

avatar
355
118

Na półkach:

Miało być "przezabawnie", ale to najwyraźniej musiałem jakoś przeoczyć. Dzieje się "w przyszłości", kiedy ludzkość zasiedla wiele systemów planetarnych, szybko i beztrosko podróżując między nimi statkami kosmicznym. No – prawie beztrosko, bo gdzieś tam (bezpiecznie daleko od Ziemi), musi toczyć przewlekłą wojnę z bliźniaczym "Imperium Syrijskim".

Miało więc być też "futurystycznie". Ale zamiast *wehikułu*, wyszła raczej *kapsuła* czasu – zimnowojennej, lepszej strony Żelaznej Kurtyny z 1957 roku. Zestarzała się marnie.

Mniejsza już o technikę – w międzyplanetarnej cywilizacji stukało się wciąż w mechaniczne maszyny do pisania, a porozumiewało przez telefony w budkach (no, ale z wideoekranem – taadaa!).

Znacznie gorzej wypada fabuła o ziemskim dywersancie, mającym jakoby samodzielnie siać dezorganizację i chaos na jednej z planet przeciwnika, unikając wszystkich pułapek tamtejszej bezpieki.

Kogoś, kto dorastał w czasach komuny, może tylko irytować. Naiwnym anglosaskim wyobrażeniem o skrytości i konspiracji – bo tak trzeba określić rdzeń fabuły – James Mowry mógłby może trochę pograć w kotka i myszkę z fajtłapowatym MI5 czy FBI w czasach Hoovera, ale z ówczesnym sowieckim KGB zbrodniarza Sierowa nie powalczyłby nawet przez tydzień.

Russell, jak wszyscy znani mi anglosascy pisarze (z jedynym wyjątkiem Martina Cruza Smitha), nie miał najmniejszego pojęcia o realiach życia w totalitarnym społeczeństwie i ("przedcyfrowych") metodach inwigilacji i kontroli. Jego "wroga" planeta Jaimec, to tylko mdła karykatura USA, przyciśniętego ciężarem Wojny Koreańskiej (niedawno zakończonej). Niczego choć trochę bardziej odmiennego nie potrafił już sobie wyobrazić. Prędzej rybka w akwarium wyobraziłaby sobie życie bez wody. Chociaż w latach 50., wypadałoby przynajmniej wiedzieć o istnieniu psów tropiących, ale nawet i to nie – w jego kosmosie przyszłości, to najwyraźniej wymarły gatunek? Z tej perspektywy, ta książka to tylko irytująca strata czasu.

Jedyną ciekawą (i gorzką przy okazji) refleksją, jaką przypadkiem nasuwa, jest coś, o czym Russelowi w 1957 roku najwyraźniej w ogóle się nie śniło. Czytając tę ramotkę ze świata kosmiczno-archaicznej techniki, można sobie boleśnie uświadomić, jak bardzo obecna era cyfrowa – w porównaniu z "analogowymi" (Zachodnimi...) latami 50. – ograniczyła prywatność i anonimowość, drastycznie zmniejszyła szanse uniknięcia masowej inwigilacji. "Dobrym" na równi ze "złymi". Wszystkim bez wyjątku...

Miało być "przezabawnie", ale to najwyraźniej musiałem jakoś przeoczyć. Dzieje się "w przyszłości", kiedy ludzkość zasiedla wiele systemów planetarnych, szybko i beztrosko podróżując między nimi statkami kosmicznym. No – prawie beztrosko, bo gdzieś tam (bezpiecznie daleko od Ziemi), musi toczyć przewlekłą wojnę z bliźniaczym "Imperium Syrijskim".

Miało więc być też...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Eric Frank Russell Osa Zobacz więcej
Eric Frank Russell Osa Zobacz więcej
Eric Frank Russell Osa Zobacz więcej
Więcej
zgłoś błąd