Diabeł Urubu

Okładka książki Diabeł Urubu
Marlon James Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie fantasy, science fiction
260 str. 4 godz. 20 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Tytuł oryginału:
John Crow's Devil
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Literackie
Data wydania:
2019-02-13
Data 1. wyd. pol.:
2019-02-13
Data 1. wydania:
2010-01-01
Liczba stron:
260
Czas czytania
4 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308068281
Tłumacz:
Robert Sudół
Tagi:
debiut literacki dobro manipulacja pastor sekta uzależnienie walka dobra ze złem wyspa zło
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,6 / 10
166 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
366
238

Na półkach: , , , , , , ,

>> Dużo spoilerów. Polecam raczej jako komentarz polekturowy <<

Ta książeczka jest odrobinkę mądrzejsza, niż mogłoby się początkowo wydawać, bazując na cytatach o szprocie i krowich odbytach. Powieściowa jamajska parafia została opanowana przez zło zapowiadane już przez ex-pastora Hectora Bligha - „szatan wkroczy jak lew". I wkracza, a kilka zdań później z inferalną siłą eksmituje pijaczka Hectora z domu i obowiązków duszpasterskich. Co ciekawe, apostoł(?) York używa tej samej frazy o szatanie paradującym jak lew przez wioskę. Któż więc tu paraduje i po co? Oboje panowie mają rację - wiedzą to ci, którzy dotrwali do ostatnich stron i poznali motywacje krwawego apostoła zemsty. Okazuje się, że to przeklęte miejsce w Jamajce niekoniecznie jest metafizycznym polem bitwy między Bogiem i Szatanem, a korzenie zła okazują się bardziej banalne. Niepowetowane krzywdy i moralne zblazowanie chorej i złej społeczności sprawiają, że Bóg opuszcza to miejsce; zło się mnoży, pojawiają się też Urubu (antyteza białej gołębicy, tzn. Ducha Świętego) i dopiero Hector Bligh (Blight, z ang. jako cz. atakować, ale też niweczyć) udaje się dobrowolnie na śmierć w protokole Jezusowym, by odkupić to miejsce. Barwy postaci dalece wychodzą poza ich kontury, więc jeżeli traktujemy tę powieść jako socjologiczną wiwisekcję czegokolwiek, to raczej doczekamy się uproszczonej diagnozy. To literatura ostentacyjnie nierealistyczna, z parametrami postaci podkręconymi do tego stopnia, że aż bije po oczach. To, co jest tu najbardziej „ludzkie" i realistyczne, to zmagania jednostki z Bogiem, rzeczywistością i sobą samą.

Na pierwszy rzut oka James z wielkiej trójki literatury Bóg-człowiek-rzeczywistość najchętniej eksploatuje temat boski, a jednak Stwórca jest wielkim nieobecnym tej powieści. Nawet gołębiowa interwencja przy końcu powieści jest interwencją post mortem, jakby za życia nie dało się człowiekowi w ogóle pomóc, respektując traktaty o wolnej woli. Szatan jest bardziej napastliwy, ale i on zna swoje miejsce. Urubu mogą straszyć i podkręcać atmosferę, ale jako szatańscy zwiadowcy nie są żadnym podmiotem w sporze. Wyjaśnił się więc dylemat opuszczonej przez Boga pani Greenfield. Dlatego też napisałem wyżej, że to nie do końca taka bitwa Stwórcy i Niszczyciela, jakby się mogło wydawać. Fabuła realizuje się przez ludzi, ale mówi o Bogu, chociaż trzeba umieć wydestylować coś z tej teologicznej kakofonii, jaką uprawiają bohaterowie. Paradoksalnie najwięcej wiedzy na ten temat ma odmieniony Bligh, który, na nasze nieszczęście, dostał Jezusowej mowy i nie jest zbyt wygadany, a już na pewno nie pali się do żadnych pompatycznych wyjaśnień.

Uff, to tyle. W komentarzach pojawia się często temat wydawców odrzucających powieść 78 razy. Nie jest to w ogóle dziwne - wydawcy to nierzadko konserwatywny motłoch, a za ich biurkami mogłyby równie dobrze siedzieć małpy bonobo. Wtedy James mógłby być nawet wydany szybciej, bo małpa prędzej by rzuciła "Diabłem Urubu" na kupkę "do wydania". Książka jest przesiąknięta głęboką myślą humanistyczną, chociaż w rękach ludzi takich jak nasz kochany minister edukacji, może się faktycznie wydawać niegodna druku. Tyle ode mnie, 9/10. Polecam i daję jaredowy aneks jakości.

>> Dużo spoilerów. Polecam raczej jako komentarz polekturowy <<

Ta książeczka jest odrobinkę mądrzejsza, niż mogłoby się początkowo wydawać, bazując na cytatach o szprocie i krowich odbytach. Powieściowa jamajska parafia została opanowana przez zło zapowiadane już przez ex-pastora Hectora Bligha - „szatan wkroczy jak lew". I wkracza, a kilka zdań później z inferalną siłą...

więcej Pokaż mimo to

54
avatar
109
54

Na półkach: ,

Trzeci Marlon James w tym roku. Tym razem dużo jamajskie go obeah z biblijnym fantasy. Myślę, że na podstawie tej książki mógłby powstać całkiem nienudny film.

Trzeci Marlon James w tym roku. Tym razem dużo jamajskie go obeah z biblijnym fantasy. Myślę, że na podstawie tej książki mógłby powstać całkiem nienudny film.

Pokaż mimo to

1
avatar
827
599

Na półkach: , ,

Do niewielkiej wsi na Jamajce przybywa Apostoł. Szybko rości swoje miejsce w kościele, wyrzucając poprzedniego duchownego na bruk. Między mężczyznami rozpoczyna się walka o wpływy. Pastor Hector Blight, uznawany przez mieszkańców za rozpustnego alkoholika, zdaje się być jednak na przegranej pozycji.

Są takie książki, które chodzą za mną miesiącami. I choć wiedziałam, że „Diabeł urubu” Marlona Jamesa może być złym wyborem lektury to od kiedy dowiedziałam się o jej premierze, cały czas miałam ją z tyłu głowy. W końcu autor tej książki pochodzi z Jamajki i chociaż pisał powieść w języku angielskim to ciekawiło mnie, co fantastycznego może zrobić osoba z takim pochodzeniem (które pozwala na czerpanie unikatowych inspiracji ze swojej kultury). Ale nie ma co się oszukiwać – nie pomyliłam się. Wymęczyła mnie ta książka i okazała się, że jest lekturą kompletnie nie dla mnie.
W pewnym sensie klimatem kojarzy mi się z „Baśnią o wężowym sercu” Raka. Akcja także rozgrywa się na wiejskim terenie i też uznałabym, że jednak bliżej jej do realizmu magicznego niż fantasy (choć w przypadku Raka byłam pouczana, że to jednak fantasy… ale przyznaję po czasie: nie czuję tego). Z tym że nie ma go tutaj jakoś szczególnie wiele. Ot, mamy trochę dziwności, trochę dziwnego klimatu, ale w moim odczuciu bez jakiegoś większego wpływu na fabułę.
Styl autora łączy poetyckość z wulgarnością. To pierwsze lubię, jeśli jest stosowane odpowiednio, to drugie raczej mnie odrzuca. To połączenie w tym przypadku mogłoby wyjść i jest właściwie całkiem ciekawe samo w sobie, gdyby nie to, że sama fabuła i ogólny temat „Diabła utubu” w ogóle do mnie nie przemawia.
W trakcie fabuły obserwujemy głównie Apostoła i pastora, którzy regularnie ścierają się ze sobą. Walczą o władzę, mówiąc o swojej wierze, Biblii, obowiązujących zasadach itd. Obydwoje są mętami, trudnymi do polubienia dla czytelnika, acz ten pierwszy po prostu ma w sobie charyzmę, która przyciąga prostych, wiejskich ludzi. Samo starcie duchownych mogłoby wyjść, gdyby dało się ich w jakikolwiek sposób polubić, bądź gdyby same ich dyskusje były w jakiś sposób błyskotliwe, ale to się tu po prostu nie dzieje. W tej formie to po prostu dość obleśne puszenie się dwóch nieprzyjemnych kolesiów.
Na drugim planie mamy dwie kobiece postacie, dość mocno różniące się od siebie. Każda z nich orbituje wokół jednego z głównych bohaterów, każda ma jakąś swoją przeszłość, traumy. Łączą je też wspólne wspomnienia. Ich historie wydają mi się ciekawsze, bardziej ludzkie i łatwiejsze do zrozumienia, ale trzeba czegoś więcej, abym mogła uznać, że książka po prostu mi się podobała.
Bohaterowie nieszczególnie więc działają… ale co z fabułą traktowaną w oderwaniu od nich? Właściwie to… nic. Nie ma tu żadnej ciekawej tajemnicy, niczego, co by mnie w jakiś sposób chwyciło, czy zafascynowało. „Diabeł urubu” próbuje być powieścią pięknie napisaną, ale w gruncie rzeczy nie ma w nim ciekawej treści. Gdyby był choć jakąś filozoficzną analizą! Ale nie. Niestety.
Warto poznawać książki z różnych stron świata, więc przeczytania powieści Marlona Jamesa nie żałuję. Jednak gdyby „Diabeł urubu” był chociaż odrobinę dłuższy (ma ok. 250 stron) to prawdopodobnie po prostu nie skończyłabym tej lektury. Nawet trudno mi powiedzieć, komu tego typu powieść mogłaby na pewno się spodobać. Komuś zafascynowanemu kulturą Karaibów? Może tym, którzy za realizmem magicznym po prostu przepadają? Naprawdę nie wiem, bo nawet w tych dwóch ewentualnych przypadkach widzę sporo powodów, dla których powieść Jamesa mogłaby jedynie nudzić i irytować.

Do niewielkiej wsi na Jamajce przybywa Apostoł. Szybko rości swoje miejsce w kościele, wyrzucając poprzedniego duchownego na bruk. Między mężczyznami rozpoczyna się walka o wpływy. Pastor Hector Blight, uznawany przez mieszkańców za rozpustnego alkoholika, zdaje się być jednak na przegranej pozycji.

Są takie książki, które chodzą za mną miesiącami. I choć wiedziałam, że...

więcej Pokaż mimo to

1
Reklama
avatar
442
314

Na półkach:

The name of Marlon James is becoming more and more known. Keeping his recently published book on the shelf, I wanted to check the earliest text of this author. The story is quite controversial, but in the spirit of hot and boiling South. Beliefs and imagination are joint together, combined into strange kind of fight between good and evil. However none of the sides is pure - evil has a reason behind, and good is just fighting back for what has been taken. And the fight happens on various levels - as the abstract ideas, as parts of society, and as different sides of the same personality.
At first sigt the book seems to be cruel and primitive. However it stays in your mind and drains with the questions, how much of this story resembles ourselves...

The name of Marlon James is becoming more and more known. Keeping his recently published book on the shelf, I wanted to check the earliest text of this author. The story is quite controversial, but in the spirit of hot and boiling South. Beliefs and imagination are joint together, combined into strange kind of fight between good and evil. However none of the sides is pure -...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
979
587

Na półkach:

Kto się nie boi książek okrutnych i łamiących wszelkie tabu, komu niestraszna literacka profanacja, ten debiutu Marlona Jamesa ominąć nie powinien, bo straci okazję na konfrontację z odważnym i na poły bluźnierczym utworem.

Zapadła wieś gdzieś na Jamajce, Gibbeah, staje się areną, na której zetrą się przeciwstawne siły. Ale – bez tradycyjnego podziału na dobro i zło. Po prawdzie, dobra w tym literackim krajobrazie nie uświadczysz. Tu wszystko ulega degeneracji i odkształceniom. Z jednej strony zapijaczony pastor, który dawno zatracił sens swojego duchowego posłannictwa, z drugiej psychopatyczny sekciarz, samozwańczy Apostoł podporządkowujący sobie całą osadę. Czy w czasie lektury można być za jednym lub drugim? Ja odczuwałem antypatię do obu, doświadczając jedynie ciekawości w jaki sposób poprowadzą w chaos swój mały światek. Ekspresyjna wyrazista powieść, której lektura wzbudza dreszcze, ale i karmi wyobraźnię. Znakomite!

Kto się nie boi książek okrutnych i łamiących wszelkie tabu, komu niestraszna literacka profanacja, ten debiutu Marlona Jamesa ominąć nie powinien, bo straci okazję na konfrontację z odważnym i na poły bluźnierczym utworem.

Zapadła wieś gdzieś na Jamajce, Gibbeah, staje się areną, na której zetrą się przeciwstawne siły. Ale – bez tradycyjnego podziału na dobro i zło. Po...

więcej Pokaż mimo to

200
avatar
964
138

Na półkach:

https://taktoczytam.blogspot.com/2021/04/diabe-urubu-marlon-james.html

https://taktoczytam.blogspot.com/2021/04/diabe-urubu-marlon-james.html

Pokaż mimo to

1
avatar
363
317

Na półkach: , ,

Nie wiem co sądzić o tej książce. Wydawcy odrzucali ją wiele razy i wcale się temu nie dziwię. Ciężko ją przetrawić. Styl jest tak dziwny, że trzeba się wczytać i skupić aby zrozumieć o co chodzi. Z jednej strony prostacki a z drugiej kościelny. Bardzo dziwny twór. Muszę się przespać po przeczytaniu, może wtedy treść ułoży mi się w głowie.

Nie wiem co sądzić o tej książce. Wydawcy odrzucali ją wiele razy i wcale się temu nie dziwię. Ciężko ją przetrawić. Styl jest tak dziwny, że trzeba się wczytać i skupić aby zrozumieć o co chodzi. Z jednej strony prostacki a z drugiej kościelny. Bardzo dziwny twór. Muszę się przespać po przeczytaniu, może wtedy treść ułoży mi się w głowie.

Pokaż mimo to

3
avatar
110
91

Na półkach:

https://wypozyczone.blogspot.com/2020/06/chyba-nie-powinnam-pisac-tej-recenzji.html

Od razu się przyznam - nie skończyłam czytać „Diabła Urubu”. Więc chyba nie powinnam pisać tej recenzji. W związku z czym możecie jej nie czytać, nie będę miała żalu. Pozwólcie jednak, że w jednym tylko zdaniu wytłumaczę, dlaczego mimo wszystko ją piszę: bo „Diabeł Urubu” jamajskiego pisarza Marlona Jamesa to nie jest zła powieść. Co wpłynęło na fakt, że jej nie dokończyłam?

Kilka czynników. Ale o nich później, bo jak zawsze wypada zacząć od fabuły. Do małej wioski Gibbeah przybywa Apostoł York a wraz z nim chaos, zniszczenie i śmierć. Powiewając ochoczo sztandarem religii York szczuje jednych przeciwko drugim, bo jak powszechnie wiadomo w mętnej wodzie ryby biorą. I jedyną osobą, która chce mu się przeciwstawić jest pastor Hector Bligh, nadużywający alkoholu, niezainteresowany za bardzo swoją trzódką ale jednak odpowiedzialny za nią. Mamy jeszcze rozmodloną Lucindę zafascynowaną Apostołem i Wdowę Greenfield, u której schronienie znalazł Bligh, mamy też parafian - zwykłych ludzi, którzy z dnia na dzień, odpowiednio zmanipulowani, pokazują całe zło, jakie w nich drzemie.

I to jest bardzo dobry, nośny motyw - przemiana porządnych ludzi w bezlitosnych oprawców, mordujących sąsiadów i oczyszczających się z winy przed sobą. Bo przecież to co zrobili było dobre, bo przecież wypełniali tylko gorliwie nakazy Apostoła piętnującego grzechy, ba! Boga samego, bo przecież było ich wielu, więc kto wie od czyjego ciosu tak naprawdę zginął sąsiad, może od czyjego innego nie od mojego…

Takie książki nieodmiennie fascynują i przerażają jednocześnie, zmuszając nawet najbardziej opornych do zamyślenia się na chwilę nad sobą samym i próby odpowiedzi na uwierające pytanie: a czy ja okazałbym się lepszym od nich?

W dodatku Marlon James zbudował fabułę na starciu mocnych postaci - Apostoła i pastora, z których każdy niesie w sobie jakąś historię, tajemnicę, ciężar. Podobnie zresztą jak Lucinda i Wdowa Greenfield (te akurat w przeszłości połączył w dodatku jeden mężczyzna). I to kolejny udany chwyt.

Dlaczego więc nie skończyłam? Wydaje mi się, że trzeba na początku odrzucić powód, który mógłby wydawać się oczywistym, a mianowicie język. Pełen jest wulgaryzmów, choć mnie dużo bardziej przeszkadzała skatologia. Oj, dużo, dużo tej skatologii. I choć wiem, że to jest kwestia kulturowa, że ja - środkowa Europejka zostałam wychowana według innych wzorców kulturowych niż Jamajczyk, to jednak takie nagromadzenie odniesień do wydzielin i płynów ustrojowych, które w dodatku nie służyło zupełnie niczemu, jednak mnie zmęczyło. Ale byłabym w stanie je znieść, gdyby nie co innego. Znudzenie...

No właśnie. Nie wiem, pewnie coś poszło nie tak w moim odbiorze „Diabła Urubu”, ale zupełnie nie zainteresowało mnie, co będzie dalej. Ludzie zaczęli się powoli wzajemnie wymordowywać a mnie to w ogóle nie obchodziło. Apostoł i pastor walczyli o rząd dusz a ja nie byłam ciekawa kto wygra. Lucina i Wdowa Greenfield toczyły swoją prywatną walkę a ja nie kibicowałam ani jednej ani drugiej. I to u mnie położyło tę książkę.
Bo - jeszcze raz podkreślam - sam temat rodzenia się zła w prostym, poczciwym człowieku jest zawsze fascynujący, ale też trzeba przyznać - mało nowatorski. To już było. I dlatego nie wystarczy. Trzeba mi jeszcze dać bohatera (chociaż jednego), który mnie zafascynuje, z którym będę mogła się utożsamić, trzeba otworzyć przede mną wnętrze takiego człowieka, bym mogła się przyglądnąć jego myślom, mowie i uczynkom. Trzeba mnie przykuć czymś, choćby jednym wątkiem.
Tymczasem zostałam zalana potokiem ekskrementów, który wartko płynął w warstwie językowej. Kiedy więc pojawiło się koło ratunkowe w postaci innej książki, chwyciłam się go kurczowo. „Diabła Urubu” odłożyłam na półkę i choć łypał na mnie z niej oskarżycielskim okiem, udawałam że nie widzę. A po pewnym czasie przyznałam sama przed sobą, że po prostu nie chcę do niego wracać i oddałam bez żalu.
Mg

P.S. Dla oburzonych wyjaśnienie: nie zarzuciłam moich zmagań z prozą Marlona Jamesa po przeczytaniu zaledwie kilku stron, o nie, ja dawałam mu szansę gdzieś tak do ¾ objętości. Nie mówcie mi więc, że się nie starałam ☺

P.S. 2 Urubu to ptak sępnik czarny. Najczęściej żywi się padliną. Ja jednak wolę coś świeżego!

https://wypozyczone.blogspot.com/2020/06/chyba-nie-powinnam-pisac-tej-recenzji.html

Od razu się przyznam - nie skończyłam czytać „Diabła Urubu”. Więc chyba nie powinnam pisać tej recenzji. W związku z czym możecie jej nie czytać, nie będę miała żalu. Pozwólcie jednak, że w jednym tylko zdaniu wytłumaczę, dlaczego mimo wszystko ją piszę: bo „Diabeł Urubu” jamajskiego...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
205
97

Na półkach:

Mocna, wulgarna (nie lubię tego w literaturze) proza, od której jednak trudno się oderwać. Momentami poetycka ale przeważnie brutalna i paskudna.

Mocna, wulgarna (nie lubię tego w literaturze) proza, od której jednak trudno się oderwać. Momentami poetycka ale przeważnie brutalna i paskudna.

Pokaż mimo to

0
avatar
761
443

Na półkach: , , ,

odwieczna walka dobra ze złem rozegra się pomiędzy księdzem alkoholikiem a przybyłym nie wiadomo skąd apostołem

nic dobrego z tego nie wyniknie, a raczej przysporzy gibbeah wiele kłopotów

kto zna twórcość autora wie czego może się spodziewać

odwieczna walka dobra ze złem rozegra się pomiędzy księdzem alkoholikiem a przybyłym nie wiadomo skąd apostołem

nic dobrego z tego nie wyniknie, a raczej przysporzy gibbeah wiele kłopotów

kto zna twórcość autora wie czego może się spodziewać

Pokaż mimo to

14

Cytaty

Więcej
Marlon James Diabeł Urubu Zobacz więcej
Marlon James Diabeł Urubu Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd