rozwińzwiń

Łotrzyki

Średnia ocen

5,7 5,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
5,7 / 10
191 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
288
158

Na półkach:

Jak ocenić tę antologię, gdzie poszczególne opowiadania tak mocno różnią się stylem, tematyką, klimatem i poziomem? Ciężka sprawa. Zdecydowałem, że te słabsze utwory nie powinny przesadnie obniżać oceny całości, gdzie są także perełki. Dlatego 7 - bardzo dobrze.

Najbardziej chyba zawodzi Książę łotrzyk R.R. Martina. To nie jest do końca opowiadanie, ale opowieść - szkielet. Jeśli ktoś kupił książkę tylko dla tego utworu to duży zawód jest zrozumiały.

Jest tutaj też trochę opowiadań bez błysku - do przeczytania i zapomnienia, ale większość zdecydowanie jest ciekawa, a kilka zostanie ze mną na dłużej.

Najbardziej wg mnie godne polecenia są opowiadania Drzewo błyskawic Patricka Rothfussa - za delikatny humor, Tawny Petticoats Michaela Swanwicka za oryginalny klimat, Dzisiejszy seans Connie Willis za może mało łotrzykowskie, ale inteligentnie złośliwe spojrzenie na część naszej rzeczywistości. Neil Gaiman, Joe Abercrombie czy Scott Lynch także trzymają poziom.

Ogólnie polecam.

Jak ocenić tę antologię, gdzie poszczególne opowiadania tak mocno różnią się stylem, tematyką, klimatem i poziomem? Ciężka sprawa. Zdecydowałem, że te słabsze utwory nie powinny przesadnie obniżać oceny całości, gdzie są także perełki. Dlatego 7 - bardzo dobrze.

Najbardziej chyba zawodzi Książę łotrzyk R.R. Martina. To nie jest do końca opowiadanie, ale opowieść -...

więcej Pokaż mimo to

avatar
908
437

Na półkach:

Lubię zbory opowiadań czytane z doskosku, pomiędzy większymi lekturami. Są "jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz na co trafisz". W tym wypadku część czekoladek okazuje się brukselką zapakowaną w sreberko, a ja zachodzę w głowę jakie prądy galaktyczne spowodowały, że panowie "redaktorzy" zdecydowali się umieścić w tym zbiorze takie perły jak np opowiadanie o gangu kradnącym tuby (dobra - suzafony) z orkiestr dętych i przemycające je do Meksyku (sic!). Ogólnie są lepsze i gorsze, trafi się cukierasek z orzechem laskowym i z krochmalem. Na sam koniec mamy wisienkę od Martina: opowiadanie fundacyjne dla nowego serialu HBO (cały sezon na 32 stronach). Jest to o tyle ciekawe, że wygląda ono jak streszczenie lektury pisane przez czwartoklasistę dla facetki od poldona. Ogólnie - mocno bez szału!

Lubię zbory opowiadań czytane z doskosku, pomiędzy większymi lekturami. Są "jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz na co trafisz". W tym wypadku część czekoladek okazuje się brukselką zapakowaną w sreberko, a ja zachodzę w głowę jakie prądy galaktyczne spowodowały, że panowie "redaktorzy" zdecydowali się umieścić w tym zbiorze takie perły jak np opowiadanie o gangu...

więcej Pokaż mimo to

avatar
909
908

Na półkach:

Historie łotrzykowskie zawsze było jednym z moich ulubionych podgatunków fantastyki i nie tylko. Zawsze pałałem, może niezdrową, sympatią do bohaterów o moralnie wątpliwej reputacji, szarlatanów i uwodzicieli, często skłonnych do podejmowania ryzykownych - zwykle ryzyko spadało na innych - działań lub znajdujących się poza prawem, które choć kierowały się w gruncie rzeczy własnym interesem i dobrem, to niejednokrotnie skłonne były swym szalbierskim, kanciarskim i złodziejskim kunsztem posłużyć tzw. "słusznej sprawie" czy "wyższemu dobru".

Antologia ta, to swoista galeria łotrów wszech gatunków, płci, proweniencji i autoramentu, o tyle ciekawa, że - ku mojemu zaskoczeniu - zbiera znakomite, bardzo dobre i - co najmniej - przyzwoite opowiadania niezgorszych pisarzy NIE TYLKO z gatunku fantasy i science-fiction, ale też prozy kryminalnej - z odwołaniami zarówno do współczesnej, jak i klasycznej literatury detektywistycznej - sensacyjnej czy horroru i thrillera. Tak więc, mimo objętości (prawie 1000 stron!),dzięki częstym zmianom sztafażu, antologia ta nie nuży ani przez moment!

Czy mam swoje ulubione? Wydaje mi się, że najlepsze - nie ujmując znacząco pozostałym - jest "Czasy są ciężkie dla wszystkich" Joe Abercrombiego, które eksploruje różne aspekty złodziejskiej lojalności, oszustwa, manipulacji, zdrady i "moralnej elastyczności". Dynamiczna historia, którą poznajemy z perspektywy kilku - a może nawet kilkunastu - łotrów i łotrzyc, przejmujących na przemian tajemniczy artefakt, to esencja literatury łotrzykowskiej.

"Zobaczyć Tyr i przeżyć" to ciekawy, mimo iż nie najlepszy w dorobku Stevena Saylora, melanż jego antycznego kryminału z klasyką fantastyki a konkretnie, cyklem o "Fafrydzie i Szarym Kocurze" Fritza Leibera. Natomiast "Jak Markiz odzyskał swój płaszcz" to fajny dodatek do "Nigdziebądź" od Neila Gaimana.

"Dziwny przypadek zmarłych żon" Lisy Tuttle, to znów formalny ukłon w stronę klasycznego kryminału. "Dzisiejszy seans" Connie Willis, to opowiadanie, które mogłoby posłużyć za scenariusz do odcinka "Black Mirror" (w skrócie, manipulujące ludźmi multipleksy, prowokujące zajścia by zmaksymalizować zysk, nawet jeśli filmy, które "oferują" to blamaż) a "Zgięta gałązka" Joe R. Lansdale'a zadowoli z pewnością wszystkich wielbicieli historii o Jacku Reacherze Lee Childa.

Podsumowując, dla kogoś, kto szuka zbioru zróżnicowanych opowiadań, które skupiają się na postaciach nieprzewidywalnych, niejednoznacznych moralnie, oraz wszystkich, którzy lubią opowieści obwite w intrygi i zwroty akcji, "Łotrzyki" będą świetnym wyborem, niezależnie od tego, czy są fanami fantastyki (mimo, iż ta w różnych odsłonach dominuje) czy nie. Polecam!

P.S. O "opowiadaniu" GRRM-a nawet nie wspominam, bo jest to fragment, który znalazł się miedzy innymi w wydanym niedawno "Ogniu i krwi" a historia zaadaptowana w "House of the Dragon". Samą formą pasuje tu trochę, jak kwiatek do kożucha...

Historie łotrzykowskie zawsze było jednym z moich ulubionych podgatunków fantastyki i nie tylko. Zawsze pałałem, może niezdrową, sympatią do bohaterów o moralnie wątpliwej reputacji, szarlatanów i uwodzicieli, często skłonnych do podejmowania ryzykownych - zwykle ryzyko spadało na innych - działań lub znajdujących się poza prawem, które choć kierowały się w gruncie rzeczy...

więcej Pokaż mimo to

avatar
114
47

Na półkach:

Ocena wyłącznie na podstawie "Czasy są ciężkie dla wszystkich" autorstwa Joe Abercrombiego.

Powiedzieć, że to opowiadanie było dobre, to jak, jakby powiedzieć że wybuch elektrowni atomowej wytwarza trochę ciepła. Niby prawda. Ale skala zdecydowanie nie jest adekwatna.

Poprowadzenie fabuły było genialne. To, jak Joe zgrabnie manewruje postaciami, jest nieziemskie. Zakończenie stwarza uśmiech, i poczucie że Lord Grimdark jednak ma czasem przebłyski miłosierdzia dla swoich bohaterów ;P

Ocena wyłącznie na podstawie "Czasy są ciężkie dla wszystkich" autorstwa Joe Abercrombiego.

Powiedzieć, że to opowiadanie było dobre, to jak, jakby powiedzieć że wybuch elektrowni atomowej wytwarza trochę ciepła. Niby prawda. Ale skala zdecydowanie nie jest adekwatna.

Poprowadzenie fabuły było genialne. To, jak Joe zgrabnie manewruje postaciami, jest nieziemskie....

więcej Pokaż mimo to

avatar
145
92

Na półkach:

Myśle, ze ktoś powinien ostrzegać przyszłych fanów HotD, że opowiadanie o Daemonie pokrywa się w całości z fragmentem z Krwi i Ognia, i niekoniecznie jest sens kupowania dla tego tej cegły 😅.

Myśle, ze ktoś powinien ostrzegać przyszłych fanów HotD, że opowiadanie o Daemonie pokrywa się w całości z fragmentem z Krwi i Ognia, i niekoniecznie jest sens kupowania dla tego tej cegły 😅.

Pokaż mimo to

avatar
159
3

Na półkach:

Zanudza

Zanudza

Pokaż mimo to

avatar
30
28

Na półkach:

Opowiadania bardzo różne, temetycznie i jakościowo. Niestety przeważają te słabe. Jak się je czyta, to nie raz nasuwa się pytanie, za co ich autorzy otrzymali nagrody, którymi, jak wynika z notek, zostali obsypanii. Rozczarowuje w szczególności Martin, którego opowiadanie jest po prostu nudne jak flaki z oleju i nadaje się do czytania tylko jako część większej całości (patrz "Ogien i krew").

Opowiadania bardzo różne, temetycznie i jakościowo. Niestety przeważają te słabe. Jak się je czyta, to nie raz nasuwa się pytanie, za co ich autorzy otrzymali nagrody, którymi, jak wynika z notek, zostali obsypanii. Rozczarowuje w szczególności Martin, którego opowiadanie jest po prostu nudne jak flaki z oleju i nadaje się do czytania tylko jako część większej całości...

więcej Pokaż mimo to

avatar
941
198

Na półkach: ,

jak każda antologia dość nierówna - są opowiadania świetne, są zdecydowanie gorsze (nota bene dzieło G.R.R. Martina, którego nazwisko miało zachęcać do czytania, należy raczej do tych drugich),ale chyba właśnie o to chodziło;
mamy szansę zapoznać się z twórczością dotychczas nieznanych nam autorów, i zdecydować, czy sięgnąć po ich poważniejsze dzieła, czy też raczej omijać szerokim łukiem ich twórczość;

jak każda antologia dość nierówna - są opowiadania świetne, są zdecydowanie gorsze (nota bene dzieło G.R.R. Martina, którego nazwisko miało zachęcać do czytania, należy raczej do tych drugich),ale chyba właśnie o to chodziło;
mamy szansę zapoznać się z twórczością dotychczas nieznanych nam autorów, i zdecydować, czy sięgnąć po ich poważniejsze dzieła, czy też raczej omijać...

więcej Pokaż mimo to

avatar
442
314

Na półkach:

Zbiór opowiadań mniej lub bardziej znanych amerykańskich pisarzy spod znaku fantasy, z samym Martinem na czele (a raczej na końcu). Niestety panowie Martin i Gaiman wybijają się najmniej, co daje szanse innym. I tak z pewnością wrócę na dłuższe spotkanie z Cherie Priest, Stevenem Saylorem czy Lisą Tuttle.

Zbiór opowiadań mniej lub bardziej znanych amerykańskich pisarzy spod znaku fantasy, z samym Martinem na czele (a raczej na końcu). Niestety panowie Martin i Gaiman wybijają się najmniej, co daje szanse innym. I tak z pewnością wrócę na dłuższe spotkanie z Cherie Priest, Stevenem Saylorem czy Lisą Tuttle.

Pokaż mimo to

avatar
1537
891

Na półkach:

George R. R. Martin to marka. Z Dozoisem to już w ogóle, wiadomo. Must have.

Serio?

Człek często przyjmuje rzeczy na wiarę, zwłaszcza gdy młody, głupi i niedoświadczony. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza, inni (w tym rozmaite autorytety) sugerują, popierają i potwierdzają. Z czasem jednak, podświadomie czujesz, że coś nie gra. Początkowo niespecjalnie się zastanawiasz, niemniej drzazga uwiera początkowo delikatnie, potem coraz mocniej, aż przychodzi taki moment, w którym dysonans jest zbyt duży i zaczynamy myśleć. No i ja w końcu zacząłem.

W pierwszym numerze Fantastyki znalazło się opowiadanie Pieśń dla Lyanny uchodzące za ósmy cud świata. Ja tam nie wiem czemu. Opowiadanie jak opowiadanie, podobne tysiącu innych, w miarę poprawne, ale nic specjalnego, bez tego czegoś, co porywa, przynajmniej mnie. Nie zrobiło wrażenia. No trudno, zdarza się. Potem trafiłem na zbiór Piaseczniki. I znów to samo, zestaw przeciętnych, dość przyzwoitych rzeczy, z których nic mi w pamięci nie zostało, poza jednym, poza samymi Piasecznikami. I tu nie mogę powiedzieć ni pół złego, czy choćby lekceważącego, słowa. Piaseczniki to bezdyskusyjna rewelacja, ekstraklasa. Ale wciąż to tylko jedno opowiadanie, raczej przypadek niż reguła. Parę lat później świat (no ok, świat fantastyczny) zaczął przebierać nogami, zacierać ręce i mleć ozorem nad cyklem fantasy Pieśń lodu i ognia. Tom, drugi, trzeci, autor zaczął zwlekać, przedłużać. I nagle nie jeden i nie dwóch, ale całe legiony zaczęły wylewać cysterny atramentu, niechby i wirtualnego, jednocześnie wynosząc autora pod niebiosa i miotając pioruny za opieszałość. Zrodziło się niemal zjawisko społeczne. Cykl miał być tak doskonały, że każda chwila spędzona na oczekiwaniu była męką. Pomyślałem, trzeba sprawdzić. Było już tych pozycji ze cztery a może pięć, niektóre dwutomowe. Przeczytałem pierwszą. Trochę się zdziwiłem, bo ok, nie jest to złe, ale żeby od razu taka histeria? Ot, gawędziarskie czytadło do bezmyślnego łyknięcia. Przy głębszej analizie za grosz kupy się nie trzyma i parafrazując klasyka, błędami i bzdurami nadziana, jak dobra kasza skwarkami. Ale nic, przeczytałem i drugi tom. Taki sam jak pierwszy, nic się nie zmieniło, logika i związki przyczynowo-skutkowe nadal grzecznie siedzą sobie w czwartym i piątym rzędzie. Ale wciąż to dobre, potoczyste, czytadło. Pomyślałem: można kontynuować, choć w międzyczasie był serial, który znudził po kilku pierwszych odcinkach. Od tego czasu minęły ze dwa lata, Martin jest coraz większy, a ja pomyślenia nie zrealizowałem i niespecjalnie mnie ciągnie do owej kontynuacji i gdyby nie Łotrzyki, może całkiem bym o tym zapomniał. Ale dysonans poznawczy przekroczył rozmiary bezmyślnej akceptacji i wystartował procesy pod moją kopułką. Bo złapałem się na nazwisko Martina (i tematykę, i inne nazwiska, ale jednak) i sięgnąłem po Łotrzyki, a przecież nie powinienem. Czym ci ludzie się tak ekscytują, co ich tak pociąga, że nie mogą się doczekać kolejnych martinów? Nie wiem, dumam i nie wiem. Wiem za to, co mnie skłoniło do sięgnięcia po tę pozycję. Bezmyślność i owczy pęd. Przecież niby wiedziałem, że mi z Martinem nie całkiem po drodze, a mimo to z ekscytacją sięgnąłem. Temat i pieczęć wielkiego Dżordża były mimo wszystko wystarczającą gwarancją.

Chwilę dumałem nad sposobem recenzowania tego zbioru. Początkowa myśl, by w krótkich zdaniach opisać każde opowiadanie z osobna, szybko minęła. Za dużo tego, powstałaby mało sensowna wyliczanka. Postanowiłem odnieść się do kilku podzbiorów. Pierwszym z nich są opowiadania wybitne, takie które na długo zapadną nam w pamięć. Niestety jest to zbiór pusty. W sumie nie ma się co dziwić, takie rzeczy powstają, jak mi się wydaje, pod wpływem weny, artystycznego ducha i jakichś drgań czy tarć wewnętrznych. Może czegoś jeszcze, ale raczej nie na zamówienie. W drugim są opowiadania warte uwagi, dobrze napisane, z pomysłem, nastrojem, czasem impresją jaką tudzież głębią inną, albo przynajmniej będące porządną rozrywką. I szczęśliwie, ten zbiór zawiera kilka elementów, niestety niezbyt wiele. Należą do niego opowiadania autorstwa Rothfussa, Willis, Williamsa, Eisenstein i Abrahama. I to wszystko. Jest jeszcze kilka, które są poprawnymi przeciętniakami i reszta którą spokojnie należy sobie darować, nie jest warta lektury. Niestety do tej ostatniej grupy, co jest sporym rozczarowaniem, należą historyjki sygnowane takimi nazwiskami jak Abercrombie, Gaiman czy Lynch.

Do tłumaczenia tego zbioru zatrudniono trzech tłumaczy. Jednym z nich jest pan Piotr Kuś. I krótko mówiąc nie jest to dobry tłumacz. Jego przekłady może i nie szwankują nadmiernie stylistycznie, ale nie w tym problem. Piętą achillesową pana Piotra są idiomy. A raczej fakt, że nie przyjmuje do wiadomości ich istnienia. W przekładanych przez niego tekstach sporo jest przekładów jeden do jednego, bez uwzględniania specyfiki języków angielskiego i polskiego. Niektóre z nich są ewidentne i zadziwia, że również redakcja tekstu nie sprostowała tych błędów ('badass' to naprawdę nie jest 'zła dupa'). Ale cóż, zdarza się.

Edytorsko rzecz wydana solidnie, bardzo przyjemnie i estetycznie. Zniesmacza jedynie grafika okładkowa swym ewidentnie marketingowym nawiązaniem do estetyki Pieśni lodu i ognia, mając się zupełnie nijak do samej treści antologii.

Kilka niezłych rzeczy, dawka przeciętniactwa i trochę kompletnego szmelcu. Czy to zachęcający bilans? Niespecjalnie. Dla mnie to mimo wszystko pewien zysk i nauka. Nazwisko G.R.R. Martina w moim prywatnym rankingu, zupełnie świadomie, przechodzi gdzieś do drugiego, może trzeciego szeregu twórców fantastyki mnie interesującej. Nie, żebym od razu odsądzał od czci i wiary ubliżając grafomanami i tandeciarzami, po prostu różnimy się wrażliwością jak sądzę. Łotrzyki wzbudziły we mnie osobliwość, powstała świadomość tych różnic. Życie nie jest z gumy, muszę uważniej dobierać lektury.

5/10

George R. R. Martin to marka. Z Dozoisem to już w ogóle, wiadomo. Must have.

Serio?

Człek często przyjmuje rzeczy na wiarę, zwłaszcza gdy młody, głupi i niedoświadczony. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza, inni (w tym rozmaite autorytety) sugerują, popierają i potwierdzają. Z czasem jednak, podświadomie czujesz, że coś nie gra. Początkowo niespecjalnie się...

więcej Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Chcę przeczytać
    541
  • Przeczytane
    273
  • Posiadam
    136
  • Chcę w prezencie
    46
  • Teraz czytam
    21
  • Fantastyka
    17
  • Fantasy
    15
  • Książki
    4
  • Chcę kupić
    3
  • Z biblioteki
    3

Cytaty

Więcej
Joe Abercrombie Łotrzyki Zobacz więcej
Więcej

Podobne książki

Przeczytaj także