Ciemność widoma. Esej o depresji

- Kategoria:
- publicystyka literacka, eseje
- Format:
- papier
- Seria:
- Sfery
- Tytuł oryginału:
- Darkness visable: A memoir of madness
- Data wydania:
- 2012-09-26
- Data 1. wyd. pol.:
- 2012-09-26
- Liczba stron:
- 128
- Czas czytania
- 2 godz. 8 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788377994337
- Tłumacz:
- Jerzy Korpanty
Ta książka uważana jest za pozycję wybitną, zarówno w kategoriach literackich, jak i psychologicznych. Słynny pisarz zmagał się przez wiele lat z depresją. Esej Styrona uchodzi za jedną z najważniejszych osobistych relacji ludzi cierpiących na chorobę psychiczną. Opowieść o życiu w mrokach udręczonego umysłu i o sposobach wychodzenia z tego stanu przyczyniła się wydatnie do nagłośnienia choroby, wokół której zawsze panowało kłopotliwe milczenie. Styron po mistrzowsku opisał cierpienia tak ogromne, że niemal zupełnie nie do wyrażenia w jakikolwiek sposób.
Kup Ciemność widoma. Esej o depresji w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Ciemność widoma. Esej o depresji
Walka z depresją
W życia wędrówce, na połowie czasu
Straciwszy z oczu szlak nieomylnej drogi
W głębi ciemnego znalazłem się lasu*
*cytat pochodzi z Boskiej komedii Dantego, tłum. Edward Porębowicz, Warszawa 1990
O depresji mówi się coraz częściej, odważniej i coraz więcej znanych osób się do niej przyznaje. To nie oznacza jednakże, iż ludzie nią dotknięci od razu udają się do specjalisty, biorą udział w terapiach, błyskawicznie zapominając o tej niszczącej człowieka chorobie, itp. Statystyki pokazują, że niewiele osób decyduje się na odpowiednią kurację. Nie tylko wstyd jest tu głównym problemem, ale i obawa przed standardową reakcją otoczenia na te zaburzenia. Zwroty typu: Przejdzie Ci albo Też mi coś, skutecznie ich zniechęcają. Kilka lat temu, a dokładnie w 1989 roku, głos w tej jakże potrzebnej dziś dyskusji zabrał Wiliam Styron, znany, amerykański pisarz, który zmagał się z depresją i postanowił opowiedzieć o własnych doświadczeniach w książce „Ciemność widoma. Esej o depresji”.
Na uwagę zasługuje przede wszystkim fakt, że książka pachnie autentyzmem i nie jest stylizowana, naciągana, nie ukazuje autora jako męczennika, który ma za zadanie podzielić się swoimi bolesnymi doświadczeniami z nieświadomymi czytelnikami. Styron pisze wprost o tym, jak się wtedy czuł, co działo się w jego głowie, czego się bał i jakie lekarstwa zażywał, kiedy chorował. Bez ogródek przyznawał, że był uzależniony od alkoholu, który był nieocenionym długoletnim partnerem [jego] intelektu, a także przyjacielem, z którego pomocy i wsparcia korzystał[…] każdego dnia i którego potrzebował[…] (…) jako specyfiku mającego moc uśmierzania niepokoju i lęku, jakie przez długi czas wypierał[…] ze świadomości w najodleglejsze zakamarki duszy. Gdy pewnego dnia stał się abstynentem, pojawiły się pierwsze znamiona depresji - były to głównie zaburzenia nastoju, później zaś doszła pogarszająca się kondycja. Początkowo starał się je odrzucać, ale niestety szybko nastąpiło zakłócenie równowagi wewnętrznej, pojawiły się momenty niepokoju, a wszystko wokół nabrało groźnego i złowrogiego wyrazu. Nie było w nim już ani odrobiny radości. Cierpiał na bezsenność, notorycznie pogarszał się [jego] stan emocjonalny”. „Wśród wielu przykrych objawów tej choroby, zarówno fizycznych, jak i psychicznych, do najczęstszych należą wstręt i niechęć do samego siebie – czy też, wyrażając to mniej kategorycznie, całkowity brak akceptacji samego siebie, Styron tak właśnie się czuł. Jego znacznie zaniżone poczucie własnej wartości sprawiało, że nie czuł się godny nagrody Prix Del Duca, którą w tamtym czasie odebrał w Paryżu. Zaczynał się zachowywać nieracjonalnie, np. odmówił wzięcia udziału w obiedzie wydanym na jego cześć zaraz po wręczeniu nagrody, itp. Nieustannie był zmęczony, miał wrażenie, że już nigdy nie zazna wytchnienia. Pojawiły się też kolejne objawy: zamęt w głowie i dezorientacja, niemożność skupienia uwagi oraz chwilowe luki w pamięci. Stracił apetyt, pożegnał się z libido, miał problemy z bezsennością. Kiedy zaczął brać leki nasenne (na początku ogromnie wierzył, że terapia farmakologiczna wystarczy),które doprowadziły do poważnych problemów zdrowotnych, poczuł zimny oddech śmierci na karku. [S]zaleństwo depresji jest (…) przeciwieństwem agresji, pisał. Skłaniając się ku własnemu wnętrzu, stanowił zagrożenie dla samego siebie. Uważał, iż stał się zerem. Miewał myśli samobójcze (postrzegał wiele przedmiotów we własnym domu jako możliwe narzędzia do odebrania sobie życia),a niepokój i lęk wywoływały u niego ból fizyczny, który uleczył dopiero siedmiotygodniowy pobyt w szpitalu psychiatrycznym, będący dla niego prawdziwym wybawieniem. Mimo, iż [a]ura depresji nie podlega żadnym modulacjom, dominuje w niej mrok, światło traci swój blask, pisarzowi udało się z niej wyjść, choć był oczywiście świadom możliwości nawrotu choroby…
Ustalenie przyczyn wystąpienia depresji jest niemożliwe, ponieważ składają się na nią elementy chemiczne, psychologiczne i genetyczne. Tak więc natura zaburzeń depresyjnych pozostaje w gruncie rzeczy wielką tajemnicą. Wiliam Styron swoją relacją o zmaganiu się z depresją ukazał, z jak wielkim cierpieniem musi się zmierzyć osoba chora, jak ważne jest wsparcie najbliższych (jego żona była dla niego niańką, matką, pocieszycielką, kapłanką i opoką jego egzystencji) oraz dobry lekarz, który bez pośpiechu i rutyny zadba o wrażliwego pacjenta (autor wyznawał szczerze, że był rozczarowany swoim medykiem, bo dla niego hospitalizacja oznaczała stygmatyzację społeczną i nie chciał się na nią zgodzić, bo nie potrafił dobrać mu leków, itd.). Zwycięstwo Styrona może dawać nadzieję innym chorym. Może, ale nie musi, bo przecież każdy przypadek jest inny, każdy potrzebuje innych warunków, by odnieść zwycięstwo nad tą podstępną chorobą. „Ciemność widoma”, to fantastyczne studium ludzkiej psychiki, napisane szczerze, odważnie i co ważne - pięknym językiem, który przybliża nam uczucia osoby dotkniętej depresją i pomaga je zrozumieć. Polecam wszystkim - nie tylko chorującym na depresję i ich rodzinom.
Agnieszka Biczyńska
Opinia społeczności książki Ciemność widoma. Esej o depresji
"Ciemność widoma" to doskonałe, osobiste, subiektywne świadectwo zmagań z depresją napisane w sposób dojrzały, szlachetny, przepięknym literackim językiem. Pełen godności coming out. Nie ma tu mowy o tak teraz modnym, publicznym praniu rodzinnych brudów, obwinianiu całego otoczenia, infantylnych poradach rodem z amerykańskich pseudo poradników. Książka jest właściwie próbą uzmysłowienia czytelnikowi odczuć, doznań, pokus, emocji, których osoba chora na depresję doświadcza na poszczególnych etapach rozwoju i walki z chorobą. Stan ten jest tak bolesny, abstrakcyjny, że nawet literatowi trudno go precyzyjnie nazwać, zdefiniować. Autor odczuwał zamęt, "niemożność skupienia uwagi oraz chwilowe luki w pamięci" dezorientację, odrętwienie, wszechogarniające znużenie, nadwrażliwość, swego rodzaju dezintegrację fizyczną, utratę zdolności koordynacji fizycznej, zobojętnienie na miejsca i czynności które kiedyś sprawiały mu wielką radość, transy bezsenności, "nieustannie wsączający się w mózg niepokój i lęk", utratę chęci i zdolności myślenia o przyszłości. Wspomina: "powłóczyłem głosem podobnie jak nogami", "paraliżujący lęk i przerażenie niczym obłok toksycznych oparów spowija mój umysł i pcha mnie do łóżka". "Syntetyczny sen" nie przynosił odpoczynku, a potworny, trudny do umiejscowienia ból wraz z poczuciem bezgranicznej samotności i osaczenia, zaczęły staczać go w otchłań. W końcu przyszedł czas by znaleźć odpowiedź na pytanie: "czy życie jest, czy nie jest warte trudu, by je przeżyć". Nieuchronnie doprowadziło to do stanu, w którym zaczął postrzegać siebie jako przyszłą ofiarę samobójstwa, a poszczególne przedmioty w domu jako potencjalne narzędzia, które miały mu w nim pomóc. Szczęśliwie w ostatniej chwili, gdy już powziął ostateczną decyzję, zrządzeniem losu Rapsodia Bhramsa wywołała potok wspomnień radosnych chwil, które było mu dane przeżyć w tym tak teraz odstręczającym domu. "Zdałem sobie sprawę, że jest to coś, czego nie mogę tak po prostu porzucić, że to, do czego zrobienia tak metodycznie się przygotowywałem, jest niegodne owych wspomnień, a także niegodne tych tak bliskich i drogich mi osób, z którymi te wspomnienia były ściśle związane". "Czerpiąc siłę z ostatnich pokładów zdrowia psychicznego" jakie mu jeszcze zostały, znalazł siłę by obudzić żonę. Tak oto znalazł swoje wybawienie, którym okazał się szpital. Doszukując się pierwszych symptomów choroby otwarcie, rzeczowo, po męsku stwierdza, że zaczął je dostrzegać po odstawieniu wszelkich spirytualiów. Nagłe zostanie abstynentem nie było jego wyborem. Jego organizm ot tak, ni stąd ni zowąd po prostu przestał tolerować alkohol: "...korzystałem, z alkoholu jako magicznego środka, który wprowadzał mnie w euforyczny świat fantazji i stymulował wyobraźnię. Nie żałuję ani nie zamierzam tłumaczyć się z tego, że uciekałem się do przynoszącego ukojenie, często zaiste wybornego trunku, który wniósł wielki wkład w moje pisarstwo. Choć nigdy nie napisałem ani jednej linijki pod jego wpływem, posługiwałem się nim - często w połączeniu z muzyką - niczym użytecznym narzędziem, pozwalającym mi doświadczać wizji, do których mój pozbawiony zewnętrznej stymulacji, trzeźwy i chłodny umysł nie miał dostępu. Alkohol był nieocenionym długoletnim partnerem mojego intelektu, a także przyjacielem, z którego pomocy i wsparcia korzystałem każdego dnia i którego potrzebowałem, jak teraz widzę, jako specyfiku mającego moc uśmierzania niepokoju i lęku, jakie przez długi czas wypierałem ze świadomości w najodleglejsze zakamarki duszy (...). Mój podtrzymujący mnie dotąd na duchu przyjaciel porzucił mnie, nie stopniowo i z ociąganiem, jak postąpiłby zapewne prawdziwy przyjaciel, lecz nagle i niespodziewanie, zostawiając mnie samego, trzeźwego, owszem, lecz zupełnie bezbronnego (...) Kiedy nagle zniknął, straciłem zaufanego i potężnego sojusznika, który od tak dawna trzymał moje demony na bezpieczną odległość, i teraz nic już nie broniło owym demonom, by zaczęły wypełzać z podświadomości na powierzchnię, a ja byłem emocjonalnie nagi, jak nigdy dotąd podatny na zranienie. Nie ulega wątpliwości, że depresja krążyła w pobliżu od lat, czekając na odpowiedni moment, by rzucić się na mnie jak drapieżny ptak." Autor zwraca uwagę, że depresja ma "zdecydowanie demokratyczny charakter", przebieg i natężenie choroby zależy od konstytucji psychofizycznej jednostki, czynników indywidualnych, predyspozycji genetycznych, a zakres, tempo i jakość wyzdrowienia zależy od wsparcia, cierpliwości, wyrozumiałości, wytrwałości, niemal "religijnej żarliwości" partnerów, bliskich, przyjaciół ale również lekarza i środków farmakologicznych które choremu są aplikowane. Styron najwyraźniej do farmakologii nie miał szczęścia. W swojej relacji pisze wyraźnie, że jeden z lekarzy przepisywał mu przewlekle szkodliwy, niedopasowany, w trzykrotnie zbyt dużej dawce lek nasenny który powodował/wzmagał tendencje samobójcze; wydaje się, że lekarz o tym... nie doczytał (!).
Oceny książki Ciemność widoma. Esej o depresji
Poznaj innych czytelników
1893 użytkowników ma tytuł Ciemność widoma. Esej o depresji na półkach głównych- Chcę przeczytać 1 164
- Przeczytane 713
- Teraz czytam 16
- Posiadam 201
- Psychologia 19
- Ulubione 18
- 2013 15
- Chcę w prezencie 13
- Literatura amerykańska 13
- 2014 9





















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Ciemność widoma. Esej o depresji
Piątek 13, idealny dzień na przeczytanie pamiętników o szaleństwie, o człowieku który miał pecha w życiu i wylosował wśród dobrych kart, jedna niefortunna, pod którą kryła sie depresja. Książka warta uwagi, krótka i zwięzła, ale dosadnie opisujaca zmagania człowieka z samym sobą. Polecam.
Piątek 13, idealny dzień na przeczytanie pamiętników o szaleństwie, o człowieku który miał pecha w życiu i wylosował wśród dobrych kart, jedna niefortunna, pod którą kryła sie depresja. Książka warta uwagi, krótka i zwięzła, ale dosadnie opisujaca zmagania człowieka z samym sobą. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to8.5
8.5
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDoskonały esej o depresji. Literacki, osobisty, poruszający. Jeśli nie lubicie poradników psychologicznych to warto sięgnąć po ten esej, by zgłębić temat strasznej choroby jaką niewątpliwie jest depresja.
Doskonały esej o depresji. Literacki, osobisty, poruszający. Jeśli nie lubicie poradników psychologicznych to warto sięgnąć po ten esej, by zgłębić temat strasznej choroby jaką niewątpliwie jest depresja.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWróciłam do tej ksiązki po latach i dotknęła mnie tak samo mocno jak kiedyś. Polecam zwłaszcza tym, którzy czują, że coś jest z nimi grubo nie tak, ale nie mają odwagi, środków, wsparcia by to przed sobą przyznac. Czasem poprzez sztukę - filmy, ksiązki, eseje takie jak ten jesteśmy w stanie dojrzeć prawdę o sobie samym. Wybitne dzieło
Wróciłam do tej ksiązki po latach i dotknęła mnie tak samo mocno jak kiedyś. Polecam zwłaszcza tym, którzy czują, że coś jest z nimi grubo nie tak, ale nie mają odwagi, środków, wsparcia by to przed sobą przyznac. Czasem poprzez sztukę - filmy, ksiązki, eseje takie jak ten jesteśmy w stanie dojrzeć prawdę o sobie samym. Wybitne dzieło
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietny esej o zmaganiu autora z depresją. Ujął mnie nie tylko dobrym piórem, ale także autentycznością. Styron kreśli bardzo obrazowy opis różnych stadiów choroby. Co ciekawe, choć zmagał się z melancholią prawie całe życie, depresja w pełnym 'rozkwicie' zaatakowała gdy był 60-letnim cenionym pisarzem. Wspomina także, że przez większość życia zagłuszał swoje cierpienie alkoholem i przyznaje, że to depresant.
Autor opisuje samodzielne zmagania, reakcje otoczenia, bardzo dokładnie przekazuje swoje odczucia w momentach mroku, pisze o stygmatyzacji, niedostatecznej edukacji i świadomości, o wielu artystach doświadczonych przez tę chorobę, oraz o ścieżce powrotu do siebie, która zaczęła się nagłym pobytem w szpitalu.
Bardzo wartościowa lektura, po którą w świecie VUCA powinna sięgnąć każdy. Nikt nie jest odporny.
Skłania do wielu refleksji, a jedną z nich jest etiologia depresji i innych zaburzeń psychicznych. Mówi się o zaburzeniach funkcji neuroprzekaźników, roli genetyki, czynnikach środowiskowych, dla mnie jednak bardzo ciekawe jest podejście Junga czy Kazimierza Dąbrowskiego z jego teorią dezintegracji pozytywnej, którzy w zaburzeniach psychicznych upatrywali drogi do poznania siebie, swojego cienia, a także rozwoju osobowości. Sęk w tym, że niewielu doświadczonych przez depresję ma taką świadomość, większość widzi zmagania jako ciężką chorobę, która w wielu przypadkach prowadzi do śmierci. A ja widzę w niej mechanizm samoregulacji, odpowiedzi na życie w niezgodzie z sobą, drogi transformacji.
Świetny esej o zmaganiu autora z depresją. Ujął mnie nie tylko dobrym piórem, ale także autentycznością. Styron kreśli bardzo obrazowy opis różnych stadiów choroby. Co ciekawe, choć zmagał się z melancholią prawie całe życie, depresja w pełnym 'rozkwicie' zaatakowała gdy był 60-letnim cenionym pisarzem. Wspomina także, że przez większość życia zagłuszał swoje cierpienie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli cierpiałeś, cierpiałaś na depresję lub incydent depresyjny, znajdziesz tu wiele znajomych opisów. Mogą one jednak zadziałać kojąco. Zawsze dobrze posłuchać kogoś, kto przeżył to samo. Jeśli chce zrozumieć chorego w swoim otoczeniu, również sięgnij po tę krótką książkę. Będzie Ci łatwiej znaleźć w sobie pokłady empatii.
Jeśli cierpiałeś, cierpiałaś na depresję lub incydent depresyjny, znajdziesz tu wiele znajomych opisów. Mogą one jednak zadziałać kojąco. Zawsze dobrze posłuchać kogoś, kto przeżył to samo. Jeśli chce zrozumieć chorego w swoim otoczeniu, również sięgnij po tę krótką książkę. Będzie Ci łatwiej znaleźć w sobie pokłady empatii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiałam duże oczekiwania a niestety rozczarowanie. Owszem, wszystko się zgadza, celne uwagi, ale chyba forma mi nie podeszła.
Miałam duże oczekiwania a niestety rozczarowanie. Owszem, wszystko się zgadza, celne uwagi, ale chyba forma mi nie podeszła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDzisiaj podzielę się z czytelnikami recenzją bardzo ważnej książki, wydanej w 1990 roku i wielokrotnie wznawianej, a która na całym świecie osiągnęła milionowe nakłady i znana jest pod dwoma tytułami, przy czym jako tłumacz całym językowym sercem jestem za tłumaczeniem pierwszym: „Ciemność widoma. Esej o depresji (Pamiętnik o szaleństwie)” lub „Dotyk ciemności: kronika obłędu". Tytuł „Ciemność widoma” nie tylko doskonale i pięknie w sensie treści językowej określa stan pozostawania w depresji, ale też sama konstrukcja książki wyczerpuje w pełni znamiona eseju. Książka poraża mnie swoją szczerością, trafianiem w czułe punkty, bezradnością autora i co zabawne…faktem, że cierpiąc psychicznie, a więc i fizycznie (naczynia połączone) można dożyć sędziwego wieku, stale będąc przekonanym, że jest się śmiertelnie chorym. Chociaż generalnie zabawne to nie jest.
Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że choroby psychiczne, to temat często ukrywany, pomijany, ale za sprawą pandemii i licznych medialnych afer, podejmowany coraz częściej.
W ostatnich latach gabinety psychiatryczne przeżywają oblężenie, wzrasta liczba problemów ze zdrowiem psychicznym, w tym samobójstw i nagle „obudziliśmy się” wszyscy, zdziwieni jak bardzo w naszym kraju kuleje chociażby psychiatria dziecięca…
Choroba psychiki kojarzy nam się zwykle z dziwnie chodzącym po osiedlu panem w pidżamie mówiącym do siebie lub wyglądającą na bezdomną sąsiadkę, która zaczepia każdego napotkanego na drodze, tudzież z dzieckiem, które mało mówi i kiwa się to w prawo, to w lewo. Boimy się tych ludzi, bo ich nie rozumiemy. Ale najgorsze jest to, że gdy cierpi psychika…zwykle tego właśnie nie widać. Wesołe, radosne, pewne siebie osoby zmagają się z anoreksją, bulimią, depresją, stanami lękowymi, zmianami nastrojów, a my nigdy nie przypuszczalibyśmy, że cierpią one na chorobę psychiczną (o ile same się do tego nie przyznają),potrzebują wsparcia lub już korzystają z fachowej pomocy, w postaci farmakoterapii czy psychoterapii. Przykładem chociażby tak znane osobowości, jak: Robin Williams, Angelina Jolie, Heath Ledger, Dolores O’Riordan, Whitney Houston, Philips Seymour Hoffman, czy z naszego rodzimego podwórka: Tomasz Beksiński, Ryszard Rynkowski, Edyta Bartosiewicz, Danuta Stenka, Bartosz Jędrzejak, Agata Młynarska, Maria Peszek, Michał Malitowski, Małgorzata Potocka, Urszula Dudziak, Ralph Kaminski czy Kayah.
Niezmiernie mierzi mnie w tym kontekście „lansowanie” się na temacie depresji, jako czegoś co niby jest modne, na czasie i warto to przejść. Otóż mówić czy pisać mogą tak wyłącznie osoby, które w najmniejszym nawet stopniu nie mają pojęcia czym kliniczna depresja jest (nie, to nie chwilowy, a nawet nie tygodniowy smutek i spadek nastroju!),ale też oklepanymi formułkami lub umniejszaniem znaczenia problemu chyba, tak mi się wydaje, przykrywają własne problemy ze zdrowiem, do których boją się lub z jakichś względów nie mogą przyznać.
Najważniejsze jednak to przyznać się do problemu przed samym sobą. To już połowa sukcesu.
U Styrona chyba najbardziej porażający jest bezbrzeżny smutek, beznadzieja, brak celu i szans na życie w przyszłości, do których autor się sam przed sobą przyznaje, co już stanowi moim zdaniem jego wygraną, chociaż w tamtym momencie, pewnie sam jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. Można nic nie robić. Można tak żyć. Nawet nie z dnia na dzień, ale z minuty na minutę, patrząc w sufit od 4 nad ranem, w panicznym oczekiwaniu na kolejne wyniki badań.
U Styrona choroba uderza ze zdwojoną mocą w chwili gdy zostaje odznaczony prestiżową nagrodą Prix mundial Cino De Duca, nagrody przyznawanej twórcom w dziedzinie krzewienia „nowego humanizmu”. Będący wtedy w Paryżu, w luksusowym hotelu, czekając na odbiór wyróżnienia i wszelkie związane z tym honory, pisarz doświadczył krytycznego ataku choroby, która doprowadziła go w końcu na szpitalny oddział.
Powyższe potwierdza, że depresja za nic ma nasz status finansowy, sukcesy czy otoczenie luksusowego pokoju hotelowego.
Doskonałe studium wewnętrznych zmagań i zgłębiania wiedzy na temat depresji, którą Styron od dawna u siebie podejrzewał, pochłonęła go w tamtym czasie do tego stopnia, że wiedział na jej temat więcej niż niejeden specjalista. Po niedawnym odstawieniu pewnych dawek alkoholu, stan pisarza zaczął się pogłębiać, a natrętne myśli, bezsenność i stany lękowe zaczęły go „oblepiać” z każdej strony. Mimo wszystko, i on, jak każdy zmagający się z depresją, ostatkiem sił, by wykazać jakąś sprawczość i kontrolę, oddalał od siebie najgorsze myśli, do końca nie dopuszczając w jakim stanie się znajduje: „Mimo symptomów świadczących jednoznacznie o tym, że jestem w poważnych tarapatach, nadal usiłowałem patrzeć na wszystko przez różowe okulary”.
W tym czasie u autora pojawiły się też roztargnienie i zaniki pamięci; zapomniał chociażby o spotkaniu z madame Del Duca, która na szczęście wielkodusznie przyjęła przeprosiny za obiad, który się nie odbył, i ponowiła zaproszenie.
Już William James, który kawał czasu zmagał się z depresją opisał ją w taki sposób: „…to rzeczywista i czynna udręka, coś w rodzaju newralgii psychicznej, zupełnie nieznanej zdrowemu życiu”.
Książka to opis czynnej udręki i niemożności wyjścia z zaklętego kręgu depresji – bez ubarwień, patetycznych tonów i zaklinania rzeczywistości.
Jednocześnie, to także duża dawka nadziei dla cierpiących: depresję można i trzeba leczyć i dobrze poprowadzona, pozwala wrócić cierpiącemu na nią człowiekowi „do świata żywych”.
Dla mnie jednym z najbardziej wstrząsających fragmentów tej książki, jest poniższy, który chyba starczyłby za i tak bolesną, a także prawdziwą (ale potrzebną) recenzję wydania:
„Człowiek nigdy, nawet na krótko, nie opuszcza łoża boleści, jest do niego przykuty i nosi je ze sobą, gdziekolwiek by się udał. W rezultacie ofiara depresji znajduje się w sytuacji – by posłużyć się terminologią wojskową – rannego chodzącego. A to dlatego, że w każdej innej poważnej chorobie pacjent, który znajdowałby się w tak opłakanym stanie, najpewniej już dawno leżałby w szpitalnym łóżku (…). W każdym razie miałby zagwarantowane pełne, niekwestionowane prawo do prywatności oraz cierpienia w samotności. Tymczasem osoba cierpiąca na depresję nie ma takich przywilejów. I dlatego, niczym ranny na wojnie żołnierz, który nie wymaga hospitalizacji, zmuszona do ciągłej interakcji z otoczeniem, wikła się w najbardziej nieznośne i kłopotliwe dla niej sytuacje towarzyskie i rodzinne”.
Myślę, że ta niedługa książka (zaledwie 128 stron, z których żadna nie jest niepotrzebna) to doskonałe studium cierpienia człowieka, które pozwoli, także rodzinie, bliskim i znajomym osoby cierpiącej na depresję, jeśli tylko wyrażą oni chęć i chociaż trochę zrozumienia, spojrzeć na temat obniżenia nastroju oraz cierpienia chorującego, z należytą powagą.
Z opisu „New York Timesa”: „Książka z pewnością przyniesie pocieszenie tym, którym dane było przeżyć coś podobnego”. RECENZJA JEST MOIM AUTORSKIM TEKSTEM. ZAKAZ KOPIOWANIA, POWIELANIA I WYKORZYSTYWANIA CAŁOŚCI LUB CZĘŚCI PUBLIKACJI, BEZ MOJEJ WCZEŚNIEJSZEJ ZGODY. WSZYSTKIE RECENZJE POCHODZĄ ZE STRONY, NA KTÓRĄ ZAPRASZAM: https://www.facebook.com/TatraLang/
Dzisiaj podzielę się z czytelnikami recenzją bardzo ważnej książki, wydanej w 1990 roku i wielokrotnie wznawianej, a która na całym świecie osiągnęła milionowe nakłady i znana jest pod dwoma tytułami, przy czym jako tłumacz całym językowym sercem jestem za tłumaczeniem pierwszym: „Ciemność widoma. Esej o depresji (Pamiętnik o szaleństwie)” lub „Dotyk ciemności: kronika...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW krótkim eseju autor rozprawia się ze swoją przebytą depresją. Na szczęście jest nadzieja dla chorych. Warto przeczytać. Każdy może nosić w sobie jakieś demony.
W krótkim eseju autor rozprawia się ze swoją przebytą depresją. Na szczęście jest nadzieja dla chorych. Warto przeczytać. Każdy może nosić w sobie jakieś demony.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoim zdaniem to dziwna, ale też wartościowa książka. Z jednej strony bowiem pokazuje w dość skomplikowanej narracji depresję u człowieka z elit, któremu raczej nie brak na chleb i który - jak sam napomyka - dorobił się jej po części romansując z nadużywaniem alkoholu. Z drugiej zaś porusza często omijane tematy: akty samobójcze przebrane za wypadek, stygmatyzację leczenia szpitalnego i samobójstw, niekompetencję części ludzi w białych fartuchach, cienie działania lekką ręką wypisywanych leków, większe skłonności osób z depresją do zależności od innych osób, mrok przygotowywania się do zadania sobie ostatecznego ciosu łaski oraz wyłaniające się z tego zupełnie niespodziewanie nikłe światło nadziei i głębokie człowieczeństwo. Dobrze dobrana, duża czcionka i czytelny układ tekstu bardzo ułatwiają skupienie na lekturze na tak trudne tematy.
Moim zdaniem to dziwna, ale też wartościowa książka. Z jednej strony bowiem pokazuje w dość skomplikowanej narracji depresję u człowieka z elit, któremu raczej nie brak na chleb i który - jak sam napomyka - dorobił się jej po części romansując z nadużywaniem alkoholu. Z drugiej zaś porusza często omijane tematy: akty samobójcze przebrane za wypadek, stygmatyzację leczenia...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to