ArtykułyCzytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać388
ArtykułyNadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać7
ArtykułyWiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać14
Artykuły"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać12
Dawni mistrzowie: Komedia

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- Mała Proza
- Tytuł oryginału:
- Alter Meister. Komödie
- Data wydania:
- 2010-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2005-01-01
- Liczba stron:
- 184
- Czas czytania
- 3 godz. 4 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788307032467
- Tłumacz:
- Marek Kędzierski
"Dawni mistrzowie" Thomasa Bernharda, powieść wydana w oryginale w 1985 roku, to zbiór refleksji o świecie, sztuce, filozofii i literaturze. Wygłasza je, z wielką zapalczywością, osiemdziesięciodwuletni wdowiec Reger, siedząc przed obrazem Tintoretta w wiedeńskim Kunsthistorisches Museum. Niewygodne często prawdy, obrazoburcze wywody o niezwykłej sile sugestii, pełne ciętego dowcipu, składają się na lekturę dostarczającą czytelnikowi prawdziwej satysfakcji.
Thomas Bernhard (1931-1989),wybitny prozaik i dramatopisarz austriacki, znany jest w Polsce z wielu przekładów; między innymi ukazały się: "Autobiografie", "Beton", "Bratanek Wittgensteina", "Mróz", "Przegrany".
Kup Dawni mistrzowie: Komedia w ulubionej księgarnii
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Opinia społeczności i
Dawni mistrzowie: Komedia
Wiem jedno, gdybym na swej drodze spotkała takiego Regera (bohatera „Dawnych mistrzów”) wiałabym gdzie pieprz rośnie. Bo taki smutas, malkontent i pesymista potrafi obrzydzić życie do szpiku kości. Wiem, mogę odczytać książkę zupełnie odwrotnie a nawet powinnam ale mi się nie chce. Wolę tej mój zakłamany, przytulny światek. Po co pozbywać się złudzeń? Dlatego postanowiłam, będę Regerów unikać! Książka bardzo dobra.
Oceny książki Dawni mistrzowie: Komedia
Poznaj innych czytelników
579 użytkowników ma tytuł Dawni mistrzowie: Komedia na półkach głównych- Chcę przeczytać 313
- Przeczytane 256
- Teraz czytam 10
- Posiadam 46
- Ulubione 10
- Literatura austriacka 7
- 2013 4
- Literatura piękna 3
- Chcę w prezencie 2
- 2018 2
Tagi i tematy do książki Dawni mistrzowie: Komedia
Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Dawni mistrzowie: Komedia
Nienawidzimy ludzi, a mimo to chcemy być razem z nimi, ponieważ tylko z ludźmi i tylko pośród ludzi mamy szansę żyć dalej i nie oszaleć. W samotności nie wytrzymujemy zbyt długo, oświadczył Reger, sądzimy, że możemy być sami, sądzimy, że możemy zostać opuszczeni, wmawiamy sobie, że możemy sami dalej żyć, oświadczył Reger, ale to tylko rojenia mózgu. Sądzimy, że obędziemy się bez ludzi, wierzymy wręcz, że obędziemy się nawet bez jednego, jedynego człowieka, i uroiliśmy też sobie, że mamy tylko jedną szansę, tylko wtedy, kiedy jesteśmy sami z sobą, ale to są rojenia mózgu. Bez ludzi nie mamy najmniejszej szansy przetrwania, powiedział Reger, choćbyśmy sobie nie wiem ilu wielkich duchem i dawnych mistrzów wzięli za towarzyszy, oni nie zastąpią żadnej istoty ludzkiej, oświadczył Reger, w końcu to właśnie przede wszystkim ci tak zwani wielcy duchem i tak zwani dawni mistrzowie zostawią nas samym sobie, w końcu pojmujemy, że właśnie wielcy duchem i dawni mistrzowie z nas tylko szydzili i to najnikczemniej w świecie, w końcu stwierdzimy, że nasz związek ze wszystkimi tymi wielkimi duchem, wszystkimi tymi dawnymi mistrzami oparty był zawsze tylko na szyderstwie. (...) Cała sztuka w ogóle nie jest niczym innym jak sztuką przetrwania, niech pan tego nie traci z oczu, jest ona w sumie jedną, nieustannie ponawianą, poruszającą również rozum, próbą uporania się z tym światem, w całej jego obrzydliwości, a tego, jak wiadomo, dokonać można, jedynie ustawicznie uciekając się do kłamstwa i zakłamania, obłudy i oszukiwania samego siebie, oświadczył Reger. Te obrazy pełne są kłamstwa i zakłamania, pełne obłudy i oszukiwania samego siebie, niczego poza tym w nich nie ma, nie licząc ich jakże często genialnej zręczności. Wszystkie te obrazy są ponadto wyrazem absolutnej bezradności człowieka, niemożności uporania się przez niego z sobą i z tym, co przez całe życie go otacza
Nienawidzimy ludzi, a mimo to chcemy być razem z nimi, ponieważ tylko z ludźmi i tylko pośród ludzi mamy szansę żyć dalej i nie oszaleć. W s...
Rozwiń ZwińAustriaka lubi się na całym świecie, przynajmniej lubiło do dzisiaj, właśnie dlatego cały świat nagle, że tak powiem, się w nim zadurzył, że jest najciekawszym, jednocześnie jednak jest on mimo to wciąż najniebezpieczniejszym Europejczykiem. Austriak z dużym prawdopodobieństwem jest w ogóle najniebezpieczniejszym człowiekiem, bardziej niebezpiecznym od Niemca, bardziej od wszystkich innych Europejczyków, Austriak jest politycznie z pewnością człowiekiem najniebezpieczniejszym, czego dowiodła historia i co sprowadzało na Europę zawsze olbrzymie nieszczęścia, nawet na cały świat. Austriaka, który zawsze jest pospolitym nazistą albo debilnym katolikiem, można uważać za kogoś ciekawego i oryginalnego, ale nie powinno się go stawiać u politycznego steru, powiedział Reger, Austriak pozostawiony u steru bowiem niechybnie poprowadzi wszystko w bezdenną przepaść.
Austriaka lubi się na całym świecie, przynajmniej lubiło do dzisiaj, właśnie dlatego cały świat nagle, że tak powiem, się w nim zadurzył, że...
Rozwiń Zwiń Nauczyciele nie wiedzą, czym jest sztuka, a zatem i swoim uczniom nie
są w stanie powiedzieć, ani ich nauczyć, czym jest sztuka, nie wprowadzają ich w sztukę, tylko z niej
wyprowadzają, z całym tym ohydnym sentymentalnym wokalno instrumentalnym artystycznym geszeftem,
który dla uczniów musi być odrażający. Nie ma równie taniego gustu w sztuce, jak gust nauczycielski. Już w
podstawówce nauczyciele psują smak artystyczny uczniów, od samego początku wypędzają swoich uczniów ze
sztuki, zamiast im sztukę, a zwłaszcza muzykę, objaśnić i obrócić w radość życia. Nauczyciele wszak nie tylko
sztukę udaremniają i unicestwiają, lecz w sumie przecież nauczyciele zawsze udaremniali życie i egzystencję w
ogóle, zamiast młodych ludzi nauczyć życia, rozszyfrować je dla nich, sprawić, by rozwinęli w życiu faktycznie
niewyczerpane bogactwo własnego charakteru, zabijają je w nich, czynią wszystko, by je w nich zabić. Nasi
nauczyciele to w większości żałosne kreatury, których zadanie życiowe polega, jak się wydaje, na tym, żeby
barykadować młodym ludziom życie, a w końcu wpędzić ich w ciężką depresję na całe życie. Do zawodu
nauczycielskiego garną się też przecież wyłącznie sentymentalne i perwersyjne półgłówki z niższej warstwy
klasy średniej. Nauczyciele to bezwolni pomagierzy państwa, a tam, gdzie, tak jak w wypadku tego tu
dzisiejszego państwa austriackiego, ma się do czynienia z państwem pod względem duchowym i moralnym
kompletnie kalekim, państwem, które uczy wyłącznie zdziczenia i zepsucia tudzież groźnego dla ogółu chaosu,
naturalnie również nauczyciele są kalecy duchowo i moralnie, zdziczali, zepsuci i chaotyczni. To katolickie
państwo nie ma pojęcia o sztuce, nie mają go zatem i nauczyciele w tym państwie, wręcz muszą go nie mieć, to
jest najbardziej deprymujące. Nauczyciele ci uczą tego, czym jest owo katolickie państwo, do nauki czego owo
państwo ich wynajmuje: ciasnogłowia i brutalności, niegodziwości i nikczemności, niecności i chaosu.
Nauczyciele nie wiedzą, czym jest sztuka, a zatem i swoim uczniom nie
są w stanie powiedzieć, ani ich nauczyć, czym jest sztuka, nie w...












































OPINIE i DYSKUSJE o książce Dawni mistrzowie: Komedia
Czarna komedia Thomasa Bernharda, pełna dramatycznych dowcipów językowych, skupia się na dawnych mistrzach i wielkich umysłach. Reger, niezwykle negatywnie nastawiony filozof teoretyk muzyki, którego artykuły ukazują się w brytyjskim „Timesie” i w związku z tym pozostają nieznane w Austrii, zaprasza do Muzeum Historii Sztuki swojego przyjaciela i wielbiciela Atzbachera, pisarza, który od 17 lat pracuje nad dziełem, nie opublikowawszy z niego ani jednej linijki. Od trzydziestu lat spędza tam co drugie przedpołudnie, zgodnie ze swoim zwyczajem, odkrywając błędy w obrazach dawnych mistrzów. Niemal zawsze można go spotkać w sali Bordone przed „Portretem siwowłosego mężczyzny” Tintoretta, gdzie poznał swoją żonę, której śmierć próbuje przezwyciężyć, pielęgnując swoje regularne dziwactwa. Tutaj Reger rozmyśla w spokoju i przy stałej temperaturze o tym, co jest złe na świecie, a zwłaszcza w Austrii. Trzecim członkiem tej trójki jest strażnik muzeum Irrsigler, prostoduszny mieszkaniec Burgenlandu, który z biegiem lat przyswoił sobie poglądy Regera i chętnie je cytuje. Reger filozofuje na temat nie do zniesienia sztuki rządzenia państwem. Rozdziera literackie szumy lasu Adalberta Stiftersa nazywając go nieznośnym mistrzem kiczu. Anton Bruckner, z jego religijnym szaleństwem nutowym i głupim, monumentalnym orkiestrowym zadęciem, jest przez niego określany jako kompozytor, który zniszczył muzykę. Wziął na cel filozofa Martina Heideggera, tego śmiesznego, nazistowskiego, sztywnego mieszczucha i katastrofalnie megalomańskiego słabeusza, który bez skrupułów przekształcał wielkie myśli innych w swoje własne, małe myśli. Jedynie toalety w „Hotelu Ambassador”, gdzie można go spotkać każdego popołudnia, przypadły mu do gustu ze względu na ich czystość. W swoim tekście, opartym na jednej myśli, Bernhard tworzy postać anty-artysty, człowieka, który potrafi deprecjonować i kwestionować uznane „wielkie” dzieła sztuki. W ten sposób bezpośrednio atakuje przestarzały mit geniuszu XIX wieku i próbuje go zniszczyć. Bezlitośnie.
Czarna komedia Thomasa Bernharda, pełna dramatycznych dowcipów językowych, skupia się na dawnych mistrzach i wielkich umysłach. Reger, niezwykle negatywnie nastawiony filozof teoretyk muzyki, którego artykuły ukazują się w brytyjskim „Timesie” i w związku z tym pozostają nieznane w Austrii, zaprasza do Muzeum Historii Sztuki swojego przyjaciela i wielbiciela Atzbachera,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRozpoczęłam rok 2025 od przeczytania ostatniej prozatorskiej książki Thomasa Bernharda. Jest ona w swojej konstrukcji oraz narracji zupełnie inna od tych powieści, po które zazwyczaj sięgam. Było to zarówno orzeźwiające, jak i męczące odkrywanie tej prowokującej twórczości.
MISTRZOWIE
Akcja tej opublikowanej w 1985 roku książki rozgrywa się w Wiedniu, które uchodzi za miasto sztuki i muzyki. Narratorem powieści jest prywatny uczony Atzbacher, który często odwiedza Kunsthistorische Museum. Jednak to nie jego osoba stoi w centrum zainteresowania, a raczej obiekt jego obserwacji. Jest nim 82-letni krytyk muzyczny Reger, który pisze do czasopisma „The Times”.
Od ponad 30 lat niemal co drugi dzień przychodzi do muzeum i siada w Sali Bordone’a przed obrazem białobrodego Jacopo Tintoretta. To miejsce stało się nie tylko „warunkiem koniecznym dla jego myślenia”, ale także powodem dla dalszego istnienia. Od śmierci żony Reger utrzymuje kontakt jedynie z narratorem oraz z oddanym mu strażnikiem muzealnym Irrsieglerem. Ten drugi jest nie tylko rzecznikiem Regera, ale zadbał też o to, by artysta mógł spokojnie usiąść przed „swoim” obrazem. Jest to relacja symbiotyczna i oboje są cierpliwymi świadkami nieskończonych rozpraw Regera na temat sztuki i życia.
WYTWÓR
Tekst przypomina z wyglądu pozbawioną akapitów ścianę i składa się prawie tylko z kategorycznych monologów wypowiadanych w mowie zależnej. Bernhard nie pisze w sposób realistyczny, ale za to kunsztownie i zawile stylizuje liczne spostrzeżenia Regera. Tworzy on specyficzne zdania, które posiadają swoje własne tempo i bogate słownictwo oraz stosuje mniej znane środki stylistyczne. Charakterystyczne są także jego wtrącenie typu „on powiedział”, „on cytuje”. Ta narastająca eskalacja, rytmiczne powtórzenia uderzają w odbiorcę niczym muzyka. To sprawia, że czytanie tego jest na swój sposób komiczne. Tak, powieść jest słusznie postrzegana jako komedia… choć ja bym ją przyporządkowała do kategorii gorzkich rozrywek. Satyryczny humor jest także zaradczym środkiem na zgorzknienie i uczucie beznadziei. Właściwie to dzięki niemu życie staje się dla Regera znośne.
Bohaterowie Bernharda nie cieszą się bowiem swoim życiem, nigdy nie są zadowoleni i ciągle coś im nie pasuje. Reger jest ich typowym reprezentantem, wygłaszając swoje nieskończone tyrady, które nie posiadają często żadnego uzasadnienia. Ta postać stawia swoje obraźliwe diatryby z mocnego stanowiska i niemal sprzedaje swoją opinię jako uniwersalną prawdę.
Jego osobiste refleksje kierują się niemal przeciwko wszystkiemu. Przeciwko kościołowi, państwu, politykom, obywatelom Austrii, szkołom, sztuce, artystom, muzyce, pisarzom, filozofom, rodzicom, dzieciom, służbie. Szczególnie kwieciście pastwił się nad dawnymi mistrzami, jak Stifterem, Brucknerem i Heideggerem. Oberwało się też… wiedeńskim toaletom.
Zarówno Reger, jak i autor nie mówią nic dobrego o rzeczach, które ich denerwują. Przywiązują za to wagę do najdrobniejszych szczegółów, co odzwierciedla się tak kunsztownie w tekście. Nie trzeba tego lubić, ale nie można zaprzeczyć, że pod tą grubą warstwą pesymizmu, obrzydzenia i groteski Bernhard formułuje błyskotliwe, mądre myśli, które oddają w pewnym stopniu nasze życie.
MIŁOŚĆ I MELANCHOLIA
W tym napływie negatywnych monologów czasami zastanawiałam się, co sprawiło, że Reger stał się takim zgorzkniałym człowiekiem. Czy to wina podeszłego wieku? Chyba nie. Z jego dziecięcych wspomnień, można wywnioskować, że okazywał już od najmłodszych lat te swoje niechęci do typowo przyziemnych spraw. Jednak to śmierć żony jeszcze bardziej wyostrzyła jego negatywne usposobienie.
Poznał ją dzięki Irrsieglerowi także we wspomnianym muzeum i była dla niego osobą o ogromnym znaczeniu emocjonalnym. Darzył ją nie tylko głębokim uczuciem i szacunkiem, ale także cenił sobie bardzo jej towarzystwo. Z wielką chęcią zapoznawał ją też ze swoimi zainteresowaniami intelektualnymi. Miłość, którą jej okazywał stała w wyraźnym kontraście z jego głęboką goryczą i niezadowoleniem z wszystkiego. Pewnie z tego powodu była też najpiękniejszym aspektem w całej powieści.
Wieloletnie i udane pożycie małżeńskie zostało jednak brutalnie przerwane przez głupi upadek na śliskim chodniku przed Kunsthistorische Museum. Przez zaniedbanie miasta, opieszałość pogotowia i partactwo chirurgów z katolickiego szpitala starsza kobieta zmarła i Reger nigdy nie wybaczył im tej niegodziwej lekkomyślności. Uważał, że dopuszczono się wobec niego okrutnej zbrodni, wobec której pozostał nie tylko bezbronny, ale też skazany na wyniszczającą samotność.
Ławka z Sali Bordone’a i ucieczka w nawyki uratowały go przed bezdenną rozpaczą. Choć dawni mistrzowie napawają go nienawiścią, to właśnie oni utrzymują go przy życiu.
SKRAJNOŚCI
Ta monologiczna powieść jest bardzo ambiwalentnym rozrachunkiem autora ze sztuką i typem ludzi, których głęboko nienawidzi i… potrzebuje. Zdobycze kultury zostają z jednej strony bezlitośnie rozszarpane, ale są też estetycznym schronieniem przed rozpaczą. Jednakże tylko w nędznym stopniu zastępują drugiego człowieka.
Bernhard jako mistrz języka i rasowy artysta okazuje tę specyficzną pogardę w swoich dziełach otwarcie, narażając się oczywiście swoim niemieckojęzycznym czytelnikom. Polski odbiorca nie będzie miał raczej problemów z takimi tekstami, bo Reger całkiem życzliwie patrzy na obywateli ze wschodnich krajów. Oczywiście niezależnie od narodowości trzeba podejść dużym dystansem do tych tyrad.
Rozpoczęłam rok 2025 od przeczytania ostatniej prozatorskiej książki Thomasa Bernharda. Jest ona w swojej konstrukcji oraz narracji zupełnie inna od tych powieści, po które zazwyczaj sięgam. Było to zarówno orzeźwiające, jak i męczące odkrywanie tej prowokującej twórczości.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMISTRZOWIE
Akcja tej opublikowanej w 1985 roku książki rozgrywa się w Wiedniu, które uchodzi za...
potok pogardy, beznadziei, zdziadzienia, zmęczenia i samotności. i tak w koło macieju.
i te najobrzydliwsze w europie wiedenskie toalety publiczne.
potok pogardy, beznadziei, zdziadzienia, zmęczenia i samotności. i tak w koło macieju.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toi te najobrzydliwsze w europie wiedenskie toalety publiczne.
I znów- jak to u Bernharda - zachwycający perseweracyjny strumień świadomości narratora przepełnionego obsesjami, fobiami, natręctwami. Nieodmiennie zadziwia mnie oczyszczająca moc tej literatury. Tak ją odczytuję, tak ją czuję….
I teraz już wiem, skąd Jacek Dehnel zaczerpnął inspirację do swego „Krivoklata” - niezwykle udanej imitacji tekstu Mistrza z Salzburga. I tu, i tam narratorem jest tak wielki miłośnik sztuki malarskiej, że aż jej nienawidzi i posuwa się - jeden słowem, drugi czynem - do jej niszczenia, aby tylko nie profanowali jej masowo odwiedzający muzea prostacy. Oba przypadki są oczywiście bardzo kliniczne, ale z drugiej strony… Z drugiej strony: kto tu jest bardziej szalony: jednostka, która nie może znieść coraz bardziej ogłupiałego społeczeństwa czy też właśnie samo społeczeństwo.
A jednocześnie czytamy: „...przecież ratuje nas i nam podobnych właśnie owa przeklęta i wyklęta, nierzadko aż do nudności wstrętna i fatalna sztuka..”.
Tak czy inaczej, Bernhard nie byłby tym, za co najbardziej go lubimy, gdyby swe imponujące filipiki ograniczał wyłącznie do sztuki - czegoś nota bene z gruntu sztucznego. Czyżby sam nasz macierzysty język wyrażał niechęć do sztuki nie tylko narratora, ale także i Polaka....?
Paradoksalnie, a może i nieprzypadkowo, narrator jest, czy też staje się, dokładnie taki, jak ludzie, których nienawidzi, przynajmniej jeśli chodzi o formalne podejście do poszczególnych zagadnień.
Acha, Autor już w latach 80. robił coś, zanim stało się modne. Tak oto pisze o naszym „papieżu słowiańskim, ludowym bracie”: „Widzi pan katolickiego papieża, siedzi sobie ta uszminkowana kukła w podróży dookoła świata pod swym szklanym, kuloodpornym kloszem, w otoczeniu swych uszminkowanych i wycwanionych kukieł wyższych i niższych rangą, jakie to odstręczające, śmiechu warte”.
A zarazem bohater wyznaje: "Polska to jeden z moich ulubionych krajów, lubię Polskę i lubię Portugalię, powiedziałem, prawdopodobnie jednak Polskę nawet bardziej od Portugalii".
Zastanawiam się tylko, dlaczego w swym ataku na obrazy znajdujące się w Kunshistorisches Museum Autor nie wspomina o moich ukochanych Brueghelach, które mógłbym przecież oglądać przez lata każdego dnia, jak bohater – „Siwobrodowego mężczyznę” Tintoretta.
I jeszcze uwaga w najlepszym stylu Pana Czepialskiego: jakiż to tłumacz przekłada Stephansdom na katedrę Św. Stefana - marny tłumacz. To dość uporczywy błąd. Zawsze pytam wtedy, z jakiegoż to powodu katedra w stolicy Habsburgów miałaby nosić wezwanie węgierskiego świętego, w dodatku ich króla…?
Gotowi na niełatwe do zniesienia cytaty, jeśli nie jest się miłośnikiem stylu Bernharda?
…Obdarzeni wrodzonym zrozumieniem sztuki, Włosi zachowują się zawsze tak, jakby od urodzenia wprowadzeni byli w arkana sztuki. Francuzi przemierzają muzeum raczej ze znudzeniem, Anglicy sprawiają wrażenie, jakby wszystko znali i o wszystkim wiedzieli. Rosjanie są pełni podziwu. Polacy przyglądają się wszystkiemu wyniośle….
…Tak zwani dawni mistrzowie pracowali zawsze tylko w służbie państwa lub Kościoła, na jedno wychodzi, cesarza czy papieża, stąd bierze się jej nikczemność. (...) Malarze ci, wszyscy od dawna mistrzowie, od których najczęściej zbiera mi się bardziej niż od czegokolwiek innego na wymioty, i od których zawsze miałem mdłości, służyli zawsze tylko jednemu panu, nigdy sobie samym, a tym samym ludzkości….
…Wszyscy malowali, mając tylko to na oku, z żądzy pieniędzy i z żądzy sławy, nie dlatego że chcieli być malarzami…
…Cała ta Austria to nie jest niczym innym przecież jak Kunshistorisches Museum, katolicko-narodowosocjalistycznym muzeum – straszliwe.
…W Austrii, żeby ktoś doszedł do głosu i żeby traktowano go poważnie, musi być przeciętniakiem, musi to być prowincjonalny i zakłamany partacz, człowiek z absolutnie ciasnopaństwową głową. Geniusza czy choćby wyjątkowy umysł zawsze prędzej czy później w upokarzający sposób tu się zamorduje.…
…Lepiej przeczytać dwanaście linijek książki z najwyższą intensywnością (…) niż gdybyśmy przeczytali całą książkę tak jak „normalny czytelnik”, który w końcu przeczytaną przez siebie książkę zna równie powierzchownie, jak lecący samolotem pasażer krajobraz, nad którym leci samolot. Nie postrzega nawet zarysu terenu. A dzisiaj wszyscy czytają wszystko w locie, czytają wszystko, niczego nie znają…
…W ogóle przecież kochamy filozofię i ogólnie całą humanistykę w sumie jedynie dlatego, że jest tak bezradna. Tak naprawdę to kochamy jedynie te książki, które nie są Całością, które są bezradne i chaotyczne.…
…Nauczyciele zawsze udaremniali życie i egzystencję w ogóle, zamiast młodych ludzi nauczyć życia, rozszyfrować je dla nich, sprawić by rozwinęli w życiu faktycznie niewyczerpane bogactwo swego charakteru, zabijają je w nich, czynią wszystko, by je w nich zabić…
…Nauczyciele ci uczą tego, czym jest owo katolickie państwo, do nauki czego owo państwo ich wynajmuje: ciemnogłowia i brutalności, niegodziwości i nikczemności, niecności i chaosu. Po swoich nauczycielach uczniowie nie powinni niczego oczekiwać oprócz zakłamania owego katolickiego państwa i katolickiej władzy państwowej…
…Nauczyciele, których mamy, uczą ludzi państwa, uczą ich strachu i grozy państwa, kłamstw państwa, tylko nie tego, że państwo samo w sobie jest strachem, grozą, kłamstwem…
…To, co dokładnie przestudiujemy, traci dla nas na wartości. Winniśmy zatem wystrzegać się dokładnego studiowania w ogóle. Niestety jednak nie jesteśmy w stanie studiować czegokolwiek inaczej niż dokładnie, to całe nieszczęście, przez to rozkładamy wszystko na części i obracamy wniwecz...
…Chętnie bym wierzył, że Goya tylko dla mnie malował, że Gogol i Goethe tylko dla mnie pisali, że Bach dla mnie tylko komponował…
…Nie ma w świecie gazet bardziej niegodziwych i podłych, tudzież bardziej odstręczających niż austriackie, jednakże te austriackie gazety są tak ohydne i niegodziwe niejako z konieczności, ponieważ takie jest austriackie społeczeństwo…
…Wydaje mi się nawet, że parlament jest jeszcze o wiele bardziej obłudny i zakłamany od rządu, a jakże zakłamane i bezecne jest w końcu w tym kraju sądownictwo, jakże podła i zakłamana w tym kraju jest prasa, a wreszcie i kultura, i w końcu przecież wszystko w tym kraju, w tym kraju już od dziesięcioleci rządzi wyłącznie zakłamanie i obłuda, i niegodziwość, i bezecność…
..To jest najstraszliwsze, że nic nie jesteśmy w stanie tu zmienić, że musimy się po prostu bezsilnie przypatrywać, jak ten rząd z każdym dniem popada w jeszcze większe zakłamanie, obłudę, bezecność i niegodziwość, że w zasadzie codziennie musimy w prawdziwym osłupieniu przypatrywać się, jak rząd ten z robi się coraz gorszy i coraz bardziej nie do wytrzymania.
…Mówimy, że nie ma kraju bardziej niż ten zakłamanego, bardziej obłudnego i złośliwego, ale gdy tylko wyjedziemy z tego kraju lub choćby tylko wychylimy z niego głowę, zobaczymy, że także za granicą tego naszego kraju ton nadają złośliwość, obłuda, kłamstwo i niegodziwość…
…Mamy najwstrętniejszy rząd, jaki można sobie tylko wyobrazić, najwięcej w nim obłudy złośliwości, niegodziwości, a do tego jeszcze głupoty, mówimy, i rzecz jasna tak jest, to wszystko prawda, to co myślimy i mówimy, i to bez ustanku, ustawicznie, ale gdy tylko z tego niegodziwie obłudnego, złośliwego, zakłamanego i głupiego kraju wychylimy głowę, zobaczymy, że i inne kraje tak samo są zakłamane i obłudne, tudzież złośliwe.…
…Wiedeńczyk używa mydła zaledwie raz w tygodniu, tak samo naukowo wykazano, że zaledwie raz na tydzień zmienia on kalesony, tak jak również koszule zmienia najwyżej dwa razy w tygodniu, zaś większość wiedeńczyków zmienia pościel zaledwie raz na miesiąc…
…Wiedeń to miasto muzyki, jednakże również miasto wzbudzających największy wstręt toalet i ustępów…
…Spoglądam na okoliczne groby w złym guście, jeden bardziej kiczowaty od drugiego. (…) Na cmentarzu całkiem brutalnie widzimy bezdenne bezguście ludzkości…
…Już tak długo ludzie dzień w dzień szpikowani są muzyka, że dawno już stracili jakiekolwiek wyczucie muzyki…
…Nie ma ludzi bardziej zakłamanych niż piszący, świat nie zna, od kiedy istnieje, człowieka bardziej zakłamanego niż człowiek piszący, bardziej próżnego i bardziej zakłamanego…
…Nic nie przyciąga mnie intensywniej niż ludzie, z drugiej strony nic mnie mocniej niż ludzie nie odpycha…
…Tak zwane klasy niższe są przecież, i taka jest prawda, równie niegodziwe i nikczemne, i równie zakłamane, jak wyższe…
…Dzieciństwo, to mroczny loch, do którego wtrącili nas rodzice, i z którego musimy się wydostać, zdani tylko na własne siły. Ludziom w większości nie udaje się już jednak z tego lochu, z własnego dzieciństwa, wydostać, pozostaną w tym lochu na zawsze, nie wydostaną się już z niego i są zgorzkniali…
…Rodzice mieli uszy, ale niczego nie słyszeli, mieli oczy, ale niczego nie widzieli, mieli chyba też serce, ale niczego nie czuli…
…Mieliśmy wiele pięknych i drogich obrazów na ścianach, lecz (rodzice) całymi latami, przez dziesiątki lat, ani razu im się nie przyjrzeli, mieliśmy na regałach tysiące książek, ale przez cale dziesięciolecia ani jednej nawet nie przeczytali, mieliśmy w domu bösendorfera, ale całymi latami, przez dziesiątki lat, nikt na nim nie zagrał…
…Nie ma przecież czegoś bardziej zakłamanego niż te urodzinowe przyjęcia, na które ciągną ludzie, czegoś wstrętniejszego niż owo urodzinowe zakłamanie oraz owa urodzinowa obłuda.
…Niepunktualni są dla mnie najwstrętniejsi, nie chcę mieć nic wspólnego z niepunktualnymi, z niepunktualnymi nie utrzymuję stosunków, z niepunktualnymi w ogóle nie mam do czynienia, nie chcę mieć do czynienia…
…Zawsze nienawidziłem ludzkich zbiorowisk, przez cale życie ich unikałem, ze względu na nienawiść do mas nie zdarzyło mi się nigdy uczestniczyć w jakimkolwiek ludzkim zgromadzeniu…
…Te setki tysięcy przemysłowo ubranych ludzi, już kiedy stawiałem pierwszy krok na ulicy, odbierały mi oddech…
…Świat bowiem i cała ludzkość stały się ostatnio tak przerażające, że niedługo staną się nie do wytrzymania…
Bernhard nie byłby sobą, gdy nie zaprzeczył samemu sobie: "Nienawidzimy ludzi, a mimo to chcemy być razem z nimi, ponieważ tylko z ludźmi tylko pośród ludzi mamy szanse żyć dalej i nie oszaleć. (…) Bez ludzi nie mamy najmniejszej szansy przetrwania"..
I znów- jak to u Bernharda - zachwycający perseweracyjny strumień świadomości narratora przepełnionego obsesjami, fobiami, natręctwami. Nieodmiennie zadziwia mnie oczyszczająca moc tej literatury. Tak ją odczytuję, tak ją czuję….
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI teraz już wiem, skąd Jacek Dehnel zaczerpnął inspirację do swego „Krivoklata” - niezwykle udanej imitacji tekstu Mistrza z Salzburga. I tu, i...
Oczywiście główny bohater marudzi przez całą książkę ( podobnie, jak w innych książkach Bernharda, które czytałem ). Ale jest to wciągające i ma swój czar. No i oczywiście jest dobrą inspiracją do odwiedzenia Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Według stanu na dziś, układ ławeczek nieco utrudnia zajęcie miejsca wprost przed Siwobrodym Tintoretto ....
Oczywiście główny bohater marudzi przez całą książkę ( podobnie, jak w innych książkach Bernharda, które czytałem ). Ale jest to wciągające i ma swój czar. No i oczywiście jest dobrą inspiracją do odwiedzenia Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Według stanu na dziś, układ ławeczek nieco utrudnia zajęcie miejsca wprost przed Siwobrodym Tintoretto ....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBernhard jak zwykle bredzi. Ale bredzi w pierwszorzędnym stylu, wyszukanej formie i zaskakującej treści. Dlatego z przyjemnością zanurzam się we wszystkim co wychodzi spod jego pióra.
Dawni Mistrzowie to taki klasyk gatunku bernhardowskiej prozy. Zawsze do polecenia, jeśli ktoś uwierzy zbytnio w zbawczy ideał sztuki czy kultury.
Bernhard jak zwykle bredzi. Ale bredzi w pierwszorzędnym stylu, wyszukanej formie i zaskakującej treści. Dlatego z przyjemnością zanurzam się we wszystkim co wychodzi spod jego pióra.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawni Mistrzowie to taki klasyk gatunku bernhardowskiej prozy. Zawsze do polecenia, jeśli ktoś uwierzy zbytnio w zbawczy ideał sztuki czy kultury.
Historia sztuki to historia porażek.
Historia sztuki to historia porażek.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNieprzerwany potok pomstowania na wszystko i wszystkich w najlepszym, bernhardowskim wydaniu. Pod tym, wyłożonym na plan pierwszy, ładunkiem krytycznym, kryje się druga warstwa tekstu - "Dawni mistrzowie" są bowiem rozprawą filozoficzną o istocie sztuki, o jej konieczności i ułudzie, o tym, jak pomaga przetrwać i to przetrwanie uniemożliwia. W nonszalancko prowadzonej narracji Bernhard lekką ręką odsyła do lamusa prawie całą spuściznę kultury europejskiej. Ostaje się jedynie Schopenhauer i Goya. Co jak co, ale gdyby przysiadł się do mnie w tramwaju zrzęda pokroju Regnera (bohater powieści) i zaczął swoje niekończące się wyrzekania, nie tylko byłby pierwszym podróżnym, jakiego słuchałbym z fascynacją, ale wręcz ochoczo bym mu przytakiwał.
Nieprzerwany potok pomstowania na wszystko i wszystkich w najlepszym, bernhardowskim wydaniu. Pod tym, wyłożonym na plan pierwszy, ładunkiem krytycznym, kryje się druga warstwa tekstu - "Dawni mistrzowie" są bowiem rozprawą filozoficzną o istocie sztuki, o jej konieczności i ułudzie, o tym, jak pomaga przetrwać i to przetrwanie uniemożliwia. W nonszalancko prowadzonej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBernhardt, jak ja panu współczuję. Jak pan bardzo nienawidził tej Austrii.
Bernhardt, jak ja panu współczuję. Jak pan bardzo nienawidził tej Austrii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiem jedno, gdybym na swej drodze spotkała takiego Regera (bohatera „Dawnych mistrzów”) wiałabym gdzie pieprz rośnie. Bo taki smutas, malkontent i pesymista potrafi obrzydzić życie do szpiku kości. Wiem, mogę odczytać książkę zupełnie odwrotnie a nawet powinnam ale mi się nie chce. Wolę tej mój zakłamany, przytulny światek. Po co pozbywać się złudzeń? Dlatego postanowiłam, będę Regerów unikać!
Książka bardzo dobra.
Wiem jedno, gdybym na swej drodze spotkała takiego Regera (bohatera „Dawnych mistrzów”) wiałabym gdzie pieprz rośnie. Bo taki smutas, malkontent i pesymista potrafi obrzydzić życie do szpiku kości. Wiem, mogę odczytać książkę zupełnie odwrotnie a nawet powinnam ale mi się nie chce. Wolę tej mój zakłamany, przytulny światek. Po co pozbywać się złudzeń? Dlatego postanowiłam,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to