chabrowaczytelniczka 
22 lat, kobieta, Bełchatów, status: Czytelniczka, dodała: 7 książek i 4 cytaty, ostatnio widziana 18 godzin temu
Teraz czytam
  • Księżniczka Popiołu
    Księżniczka Popiołu
    Autor:
    Nie wszystkie bitwy wygrywa się dzięki sile… Theodosia miała sześć lat, kiedy jej kraj został zaatakowany, a jej matkę, Królową Ognia, zamordowano na jej oczach. Tego dnia Kaiser odebrał jej rodzi...
    czytelników: 625 | opinie: 29 | ocena: 6,98 (91 głosów) | inne wydania: 1
  • Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia
    Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia
    Autor:
    Poznajcie polską Julię Child! Trzęsła warszawską socjetą końca XIX wieku. Bywała na salonach, nadawała ton dyskusjom i balom. Żadna inna kobieta w Królestwie Polskim nie odniosła takiego sukcesu jak L...
    czytelników: 83 | opinie: 7 | ocena: 7,86 (7 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-19 20:16:50
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Ash Princess Trilogy (tom 1)
 
2018-11-19 20:16:04
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-11-19 20:15:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, PRZECZYTANE W 2018
 
2018-11-19 20:15:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, PRZECZYTANE W 2018
Autor:
Seria: Paddington
 
2018-11-11 21:16:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, PRZECZYTANE W 2018
 
2018-11-09 11:32:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
O tym, że warzywa warto, a nawet trzeba jeść wszyscy wiemy, a jednak w praktyce nie jest to wcale tak oczywiste. Zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci. Ja na szczęście mam synka, który je praktycznie wszystko i nie jest jakoś szczególnie wybredny, ale nie chciałabym popaść w rutynę w kuchni. Z resztą jeśli chodzi o warzywa to najczęściej występują u nas jako...
moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
O tym, że warzywa warto, a nawet trzeba jeść wszyscy wiemy, a jednak w praktyce nie jest to wcale tak oczywiste. Zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci. Ja na szczęście mam synka, który je praktycznie wszystko i nie jest jakoś szczególnie wybredny, ale nie chciałabym popaść w rutynę w kuchni. Z resztą jeśli chodzi o warzywa to najczęściej występują u nas jako dodatek, nie grają głównych skrzypiec. Dlatego z wielką chęcią sięgnęłam po Więcej warzyw na talerzu Magdaleny Gembackiej.
Magdalena Gembacka to autorka bloga ammniam.pl, którego prowadzi już 8 lat. Jest psychologiem społecznym, pasjonatką zdrowej żywności. Prywatnie jest żoną i matką dwójki dzieci.

Więcej warzyw na talerzu to książka kucharska, która na początku zauroczyła mnie rzetelnym i ciekawym wstępem. Autorka dzieli się w nim sposobami i trikami mającymi na celu wprowadzenie do naszej codziennej diety większej ilości warzyw i zachęcenia do nich dzieci. Tłumaczy też jakie produkty wybierać w sklepie, oswaja nas z niektórymi ,,egzotycznymi” produktami. Dalej przechodzimy do przepisów podstawowych, które są bazą do tych zaprezentowanych dalej. Znajdziemy tu zarówno warzywne śniadania, pasty do chleba, zupy, dania główne oraz surówki i sałatki. Ogromnie spodobały mi się przepisy na słodkości, ponieważ to z nimi mam największy problem jeśli chodzi o zdrowe gotowanie. Na uwagę zasługują też wszelkie pasty do chleba i dania główne, przecież nie musimy zawsze jeść dań mięsnych, co w moim domu jest jeszcze do wypracowania.

Przepisy są proste, ich przygotowanie dokładnie i zrozumiale wytłumaczone. Każdy przepis został opatrzony wskazówkami dotyczącymi zamienników niektórych składników i trikami na ich przygotowanie. Przepisy są naprawdę ciekawe, połączenia smakowe niekiedy zaskakujące i na pierwszy rzut oka nawet do siebie nie pasujące, ale okazuje się zupełnie inaczej. Jedyne co muszę zaznaczyć to dość duża ilość ,,egzotycznych” składników. Kiedyś jakiś czytelnik mojego bloga pisał mi, że dla niego najważniejszym kryterium jest fakt czy przepisy można wykonać praktycznie od razu, czy trzeba robić jakieś szczegółowe zakupy i poszukiwać składników. Podczas kartkowania odnajduję od razu tahini, daktyle czy syrop klonowy. Produkty znane, ale jednak nie w każdym domu możemy je tak od razu znaleźć. Dla jednej osoby będzie to duży minus, dla innej zaleta. Ja byłabym bardziej usatysfakcjonowana gdyby znalazło się w niej jeszcze więcej naszych, polskich smaków, ale w jakiś innych odsłonach. Takie pół na pół. Z drugiej strony to może egzotyczne klimaty sprawią, że warzywa nam rzeczywiście zasmakują. W tych aranżacjach nabierają zupełnie nowej głębi i wyrazu, które zbyt szybko się nie znudzą i z pewnością będzie to kopalnia pomysłów dla rodziców niejadków. Tutaj wszystko pozostaje do waszej decyzji i tego co mocniej wam w kuchni odpowiada.

Podsumowując, Więcej warzyw na talerzu to książka kucharska, która odczarowuje warzywa i rzeczywiście ma ogromny potencjał na zwiększenie ich udziału w naszej diecie. Ja namiętnie kolekcjonuję takie pozycje, ponieważ to dla mnie zawsze ogromna inspiracja na codzienne dania, by zawsze nie gotować tylko zwykłej zupy jarzynowej czy by warzywa nie pojawiały się na obiad tylko pod postacią puree ziemniaczanego.

pokaż więcej

 
2018-11-04 20:19:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, PRZECZYTANE W 2018

moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Spadek kojarzy nam się przede wszystkim z majątkiem dziedziczonym po ukochanych bliskich. Pieniądze, nieruchomości, kosztowności. W książce Kasi Bulicz-Kasprzak tytułowy spadek nabiera zupełnie innego znaczenia.

Dorota jest na życiowym zakręcie. Właśnie rozstała się z chłopakiem, a do tego zgłasza się do niej pani z opieki społecznej twierdząca, że musi...
moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Spadek kojarzy nam się przede wszystkim z majątkiem dziedziczonym po ukochanych bliskich. Pieniądze, nieruchomości, kosztowności. W książce Kasi Bulicz-Kasprzak tytułowy spadek nabiera zupełnie innego znaczenia.

Dorota jest na życiowym zakręcie. Właśnie rozstała się z chłopakiem, a do tego zgłasza się do niej pani z opieki społecznej twierdząca, że musi zająć się dziadkiem. Jest tylko jeden problem. Nigdy nie miała okazji tego człowieka poznać. Z resztą identyczna sytuacja dotyczy jej biologicznego ojca. Co przyniosą te wszystkie zmiany?

Listopad, grudzień to dla mnie zwykle czas powieści obyczajowych, a gdy w opisie przeczytałam, że w historii znajdę rodzinne tajemnice i pokręcone losy już wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Co otrzymałam? Bardzo zgrabną, życiową i realistyczną opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości. Spadek w tej powieści to nasz wygląd, cechy charakteru i upodobania, które dziedziczymy po naszych przodkach. Chyba nie ma na świecie człowieka, którego nie ciekawiłyby jego korzenie. Historia Doroty pokazuje, że taka niewiedza rzutuje na całe życie, a zwłaszcza relacje z ludźmi. Trudno nawiązać trwałą przyjaźń, solidny związek. Łatwo wtedy odsunąć się od bliskich, ponieważ być może oni wiedzą więcej i coś przed nami ukrywają. Jak matka głównej postaci. Cała książka została napisana w narracji pierwszoosobowej z perspektywy głównej bohaterki. Nie przepadam za taką formą, a tu nie tylko nie miałam żadnych zastrzeżeń, ale nawet czerpałam z lektury ogromną przyjemność. Dorota to typowa dziewczyna z miasta. Ma pracę, która nie przynosi jej satysfakcji i trudne relacje z matką, która nie chce zdradzić jej zbyt wiele na temat jej biologicznego ojca. Punktem zwrotnym staje się poznanie dziadka mieszkającego w ubogim domu na wsi na Lubelszczyźnie. Podobało mi się przedstawienie ich szorstkiej, opryskliwej relacji i powolne dokopywanie się przez Dorotę do przeszłości. Spadek pokazuje prawdziwe życie z jego smutkami i radościami, ale jednocześnie nie gra na naszych emocjach tanimi dramatami. To taka historia, która mogłaby się przydarzyć każdemu. Prosta, ale jednak niepozbawiona głębi powieść.

Ogromnym plusem tej książki i pewnie też całej twórczości autorki jest jej język. Gdy powieść już z założenia ma być lekka czasami słownictwo autora staje się proste, by nie napisać prostackie. Tutaj było wprost przeciwnie. Lekko, poetycko i płynnie. Opisy z przepiękną, bardzo poprawną polszczyzną, a dialogi wzorujące się na naszej potocznej mowie. Czytanie opisów klimatycznej i charakternej Lubelszczyzny po prostu sprawia czytelnikowi przyjemność.

Spadek to książka o odkrywaniu siebie, swojej tożsamości i korzeni. Te tematy mogłyby wydawać się schematyczne gdyby nie sposób napisania jej przez autorkę. Książkę się zachłannie pochłania i nie chce się opuszczać tej historii. Na uwagę zasługuje również fakt, że kładzie nacisk na wartość jaką jest rodzina, a wątek miłosny jest tu jedynie subtelnie zaznaczony. To całkiem miła odmiana.

pokaż więcej

 
2018-10-30 21:02:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, PRZECZYTANE W 2018

moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Od kilku lat na przełomie października i listopada zostajemy wprost zasypani książkowymi opowieściami z bożonarodzeniowym klimatem. Ja ogromnie je lubię, jednak wiem, że wiele osób twierdzi, że są za słodkie i mdłe. Dwanaście życzeń to odpowiedź na takie roszczenia. Dlaczego tak uważam?

Boże Narodzenia zbliża się wielkimi krokami. W mediach magia świąt to...
moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Od kilku lat na przełomie października i listopada zostajemy wprost zasypani książkowymi opowieściami z bożonarodzeniowym klimatem. Ja ogromnie je lubię, jednak wiem, że wiele osób twierdzi, że są za słodkie i mdłe. Dwanaście życzeń to odpowiedź na takie roszczenia. Dlaczego tak uważam?

Boże Narodzenia zbliża się wielkimi krokami. W mediach magia świąt to rodzinne spotkania, uśmiechnięte twarze i pyszne jedzenie. Tak naprawdę ten czas odziera nas z fałszu. Bardziej widać dzielące wiele rodzin spory. W większości domów przygotowywanie świąt to mnóstwo pracy i frustracji. Gdzieś w tym wszystkim jest Dagna, Bogusia, Pola, Basia, Rita i Róża. Każda w innym wieku, prowadząca zupełnie inne życie. A jednak tyle je łączy…

Dwanaście życzeń to książka, która zaskoczyła mnie świeżym pomysłem i wydźwiękiem. Tym posmakiem goryczy jaki zostaje po jej przeczytaniu, a który możemy odczuć już od pierwszych stron. Boże Narodzenie w mediach czy w większości lektur zostaje przedstawione w polukrowany sposób. Dla niektórych osób takim historiom brakuje charakteru. Tutaj autorki odarły ten czas ze słodyczy i przedstawiły prawdziwe ludzkie losy. Niektóre rodziny toczą ze sobą kłótnie, inni ludzie są niezwykle samotni i boleśnie odczuwają każdy upływający dzień. Jeszcze ktoś przeżywa właśnie największe rozczarowanie w swoim życiu. Niestety, ale los sprawia nam wiele niespodzianek. Często nie jest tak jakbyśmy sobie życzyli dzieląc się opłatkiem. Ta książka właśnie to udowadnia i myślę, że to jej największa zaleta. Jej prawdziwość, fakt, że w pokazanym w niej obrazie możemy się przejrzeć jak w lustrze co wywołuje w nas rozdrażnienie i dyskomfort.

A teraz muszę przejść do wad. Tego co podobało mi się znacznie mniej, a mianowicie mnogości wątków i bohaterów. Autorki miały wiele pomysłów, które są rzeczywiście ciekawe, ale dla mnie ta różnorodność była po prostu przesytem. Książka ma 400 stron i aż sześć bohaterek, z których każda ma do powiedzenia równie ważną kwestię i odgrywa szczególną rolę. Każdej z nich poświęcono kilka rozdziałów, jednak na początku postacie mieszały mi się i zacierały w głowie. Zwłaszcza gdy musiałam odłożyć książkę na kilka godzin. Gdyby poszerzyć poszczególne wątki o lepsze dopracowanie charakterów i historii postaci to śmiało powstałyby z tych pomysłów dwie lub trzy książki. Wady, o których wspominam nie zmieniają faktu, że gdy zobaczę kolejną powieść tego duetu sięgnę po nią bez wahania.

Czy polecam? Sami musicie zdecydować. Książka ma wady, ale czas z nią spędzony nie został zmarnowany. Poleciłabym ją zwłaszcza tym wszystkim osobom niecierpiącym lukrowanych powieści o Bożym Narodzeniu. Tutaj znajdziecie samo życie, które nigdy nie jest proste. Dla mnie Dwanaście życzeń to książka ze świetnym pomysłem, który ucierpiał przez natłok wątków i postaci. Historie tych bohaterek są na tyle ciekawe, że aż prosi się by je rozwinąć i lepiej poznać. Jestem ciekawa czy autorki dalej będą zaskakiwać nas tak świeżymi pomysłami na swoje powieści.

pokaż więcej

 
2018-10-30 21:02:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, PRZECZYTANE W 2018

moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Do świąt Bożego Narodzenia zostało jeszcze trochę czasu, ale przecież za prezentami można już się rozglądać. Dzisiaj zaprezentuję wam książkę z opowieściami dla dzieci, którą konsekwentnie czytamy każdego wieczora podczas usypiania. Ja się zachwycam, a synek gdy kładzie się spać pokazuje na książkę, a więc też musi mu się podobać słuchanie mojego głosu...
moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Do świąt Bożego Narodzenia zostało jeszcze trochę czasu, ale przecież za prezentami można już się rozglądać. Dzisiaj zaprezentuję wam książkę z opowieściami dla dzieci, którą konsekwentnie czytamy każdego wieczora podczas usypiania. Ja się zachwycam, a synek gdy kładzie się spać pokazuje na książkę, a więc też musi mu się podobać słuchanie mojego głosu czytającego te przepiękne opowieści.

Dobranocki na Gwiazdkę to jedenaście bożonarodzeniowych opowiadań napisanych specjalnie dla dzieci przez polskich autorów. Odnajdziemy tutaj zarówno historie napisane przez Grażynę Bąkiewicz, Agnieszkę Tyszkę, Justynę Bednarek i innych. Najbardziej podoba mi się w niej fakt, że każde z opowiadań jest zupełnie inne. Niby każdy z nas obchodzi te same święta Bożego Narodzenia, ale jednak co innego wyniósł z domu, ma inne wspomnienia i dlatego też inaczej je postrzega. Właśnie dlatego jedne opowiadania są bardzo magiczne, bajkowe i troszkę nieprawdopodobne, a inne opisujące nasze ludzkie realia. Obok historii bardzo samotnej myszki Florentyny znajduje się opowieść o rodzinie, dla której święta to tylko czas przygotowań, wytężonej pracy i kłótni. W jednej książce znalazły się wspomnienia świętego Mikołaja i historia o jego niespotykanie dobrych naleśnikach. Mimo tego, że każde inne to jednego nie można odmówić absolutnie żadnemu – mają w sobie ten charakterystyczny klimat świąt i skutecznie przenoszą go na czytelnika. Myślę, że to taka książka, po którą można z dzieckiem sięgać co roku w odpowiednim momencie np. w listopadzie i przywoływać bożonarodzeniowego ducha.

Dobranocki na Gwiazdkę to oprócz tej całej magicznej świątecznej otoczki po prostu bardzo mądre opowiadania. Są dedykowane dla dzieci od 6 lat, ale tutaj jak zwykle nie sugeruję się przedziałami wiekowymi. Poruszają cały wachlarz różnorodnych emocji i spraw, które dotykają każdego z nas. W jakiejś rodzinie tata nie może być obecny na Wigilii, ponieważ pracuje, a w innej gwiazdkowym prezentem okazuje się młodszy braciszek lub siostrzyczka. Są też starsi samotni ludzie i tacy, którzy w ogóle nie czują świątecznego ciepła. Autorzy bez zadęcia i z lekkością przedstawiają te wszystkie trudniejsze i prostsze sprawy. Na tyle, że śmiało można czytać je młodszym dzieciom. Do poduszki, tak jak ja. Gwarantuję, że te historie poruszą też serca starszych, dorosłych już czytelników.


Koniecznie muszę wspomnieć też o wydaniu tej książki. Twarda oprawa i przepiękne ilustracje Ewy Bieniak-Haremskiej sprawiają, że jest to prawdziwa perełka na naszej półce. Nie ma nawet jednej strony na której nie byłoby przepięknych śnieżnych krajobrazów, choinek czy świątecznych scenek. Przez to ta pozycja idealnie nadaje się na świąteczne prezenty.

Dobranocki na Gwiazdkę to jedna z lepszych książek z opowiadaniami dla dzieci jakie miałam ostatnio w rękach. Mądre, wzruszające historie z magią i klimatem świąt oraz zachwycające wydanie sprawiają, że nie mogę przestać się nią zachwycać.

pokaż więcej

 
2018-10-25 21:41:41
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, PRZECZYTANE W 2018

moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Literatura górska to typ książek, które zawsze wywołują we mnie spore emocje. Na tyle, że zwykle podczas czytania aż serce mi drży i aż nie chcę ich zbyt szybko kończyć. Jak było podczas lektury Wszystko za K2?

K2. Czogori. Najwyższy szczyt Karakorum, drugi pod względem wysokości na Ziemi. Jedyny ze szczytów dotychczas niezdobyty podczas zimy. Ze względu...
moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Literatura górska to typ książek, które zawsze wywołują we mnie spore emocje. Na tyle, że zwykle podczas czytania aż serce mi drży i aż nie chcę ich zbyt szybko kończyć. Jak było podczas lektury Wszystko za K2?

K2. Czogori. Najwyższy szczyt Karakorum, drugi pod względem wysokości na Ziemi. Jedyny ze szczytów dotychczas niezdobyty podczas zimy. Ze względu na swoje położenie panują na nim ekstremalne warunki, które trudno porównać z jakimkolwiek innym górskim szczytem. Polacy to jednak naród, który od zawsze dokonywał tego co niemożliwe, a więc kwestią czasu było zorganizowanie kolejnej zimowej wyprawy na K2. Wejście na jej szczyt to dla nas nie tylko walka z ludzkimi słabościami, ale po prostu honor i duma. W takim razie co poszło nie tak? Jak wyglądały nastroje uczestników ekspedycji pod K2 podczas gdy w kraju szalała medialna burza?

Kawał książki o wspinaczce wysokogórskiej, jej historii i technicznych aspektach. Tak podsumowałabym ją jednym zdaniem, ponieważ Piotr Trybalski porusza wiele tematów, nie skupia się tylko na K2. Dla osoby takiej jak ja – laika zaciekawionego tym tematem, który swoją wiedzę wynosi z kilku przeczytanych książek jest to spore ułatwienie. Jednocześnie nie ma się wrażenia przesytu ilością wątków czy niedosytu o co się w pewnym momencie czytania bałam. Autor maluje nam początki światowego himalaizmu, opisuje co ominęło Polaków, którzy przez historyczne zawieruchy nie wspinali się podczas gdy reszta świata zdobywała kolejne szczyty. Zrozumienie tego historycznego kontekstu sprawia, że marzenia Polaków o zdobyciu K2 zimą stają się jasne. My musieliśmy zapisać się w historii inaczej, czy to w wytyczaniu nowych dróg na szczyty czy właśnie dzięki zimowym wspinaczkom. Podziwiam ludzi, którzy w imię pasji są w stanie dokonywać tak niesamowitych rzeczy. Jednocześnie zazdroszczę im odkrywania świata w taki sposób. Przecież na szczycie K2 zimą jeszcze żaden człowiek nie postawił stopy, nikt nie wie jak tam dokładnie o tej porze roku jest.

Podoba mi się fakt, że ostatnia Polska zimowa wyprawa na K2 została tu oddzielona od tej medialnej otoczki w jakiej była zawieszona pod koniec jej trwania. Akcja na Nanga Parbat zwróciła na nią oczy całego świata, a nasze media ścigały się w publikowaniu plotek i domysłów. Tutaj autor opisał nam co dokładnie się działo, nikogo nie oceniał. Po prostu przytoczył słowa niektórych członków wyprawy, ich wpisy na blogach czy mediach społecznościowych. Złożył to w całość, a to do czytelnika należy wysnucie wniosków i zastanowienie się co tutaj poszło nie tak. Myślę, że na niepowodzenie złożyło się zbyt wiele czynników, ale to lekcja, która być może w przyszłości popchnie nas do sukcesu.

Wszystko za K2 to reportaż pełen pasji, emocji i ludzi o silnym charakterze. Wyłania się z niej mnóstwo nazwisk, zarówno ludzi, którzy górom poświęcili całe swoje życie jak i tych, o których słyszymy dopiero od niedawna i w nich pokładamy ogromne nadzieje. Polecam wam tę książkę, ma blisko 600 stron, ale czyta się ją szybko i warto się z nią zmierzyć i spróbować zrozumieć na czym polega pasja ludzi wspinających się na najwyższe szczyty świata.

pokaż więcej

 
2018-10-19 22:21:09
Ma nowego znajomego: _kingu_reads
 
2018-10-19 22:21:08
Ma nowego znajomego: Joanna
 
2018-10-19 22:21:07
Ma nowego znajomego: VViolla
 
2018-10-19 22:06:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, PRZECZYTANE W 2018

moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Diane Chamberlain to autorka, która przez tematykę poruszaną w swoich powieściach nie mogła uniknąć porównań do Jodi Picoult. W Polsce ich powieści przecież pojawiają się w tym samym wydawnictwie i serii. Zawsze zmuszają one czytelnika do wysnucia jakiś refleksji i to podoba mi się w nich najmocniej. Zawsze myślałam, że wolę Picoult. Powieści Diane...
moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Diane Chamberlain to autorka, która przez tematykę poruszaną w swoich powieściach nie mogła uniknąć porównań do Jodi Picoult. W Polsce ich powieści przecież pojawiają się w tym samym wydawnictwie i serii. Zawsze zmuszają one czytelnika do wysnucia jakiś refleksji i to podoba mi się w nich najmocniej. Zawsze myślałam, że wolę Picoult. Powieści Diane Chamberlain wydawały mi się nierówne i jak się okazało rzeczywiście te gorzej przeze mnie odebrane były z jednej serii, o której sporo osób ma identyczną opinię. Po tej lekturze po prozę autorki będę sięgać już bez żadnego wahania, ponieważ udowodniła mi w niej, że potrafi napisać coś z własnym stylem i klimatem, co może być kojarzone tylko z nią.

Jest rok 1944. Trwa II wojna światowa. W Stanach Zjednoczonych ludzie też wyczekują wieści z frontu, wszak ich mężowie i synowie walczą w słusznej sprawie. Tess DeMello żyje w bezpiecznym kokonie. Ma narzeczonego, który jest lekarzem, sama uczy się pielęgniarskiego fachu. Wszyscy są ogromnie zdumieni gdy nagle zrywa zaręczyny, wyprowadza się na południe i wychodzi za mąż za człowieka widzianego przez nią tylko raz – Henry’ego Krafta, właściciela fabryki mebli. Szybko okazuje się, że dom Kraftów i panująca w nim ciężka atmosfera tajemnic są dla Tess pułapką bez wyjścia. Jedynym sensem życia staje się ratowanie ludzkich istnień podczas szalejącej epidemii polio.

Jeden błąd, jedna pamiętna noc i życie Tess DeMello zmienia się na zawsze.

Koniecznie musiałam przytoczyć te słowa z okładki, ponieważ po ich przeczytaniu sądziłam, że głównym i jedynym tematem podejmowanym w tej opowieści jest zdrada. Oj, jak ja mocno się pomyliłam. Nie jest tak banalnie, tematów jest mnóstwo, a przy tym żaden z nich nie został potraktowany po macoszemu i nie zrobił się z nich misz-masz. Według mnie to powieść o konwenansach, które krępują nasze szczęście. W czasach II wojny światowej jeszcze mocniej dbano o zachowywanie pozorów. Dama musiała być grzeczna, ułożona, nie mogła imać się niektórych zajęć. Poprzez przeniesienie akcji na konserwatywne Południe Diane Chamberlain mocno akcentuje tę społeczną grę pozorów oraz zaznacza problemy segregacji rasowej. Z resztą czy my też nie możemy odnieść tej książki do naszych realiów? Ile razy nasze wybory generowane są przez poczucie, że jedno zachowanie po prostu wypada, a inne nie? Tess i Henry, a właściwie Hank tkwili w takich życiowych pułapkach zastawionych przez konwenanse i społeczne oczekiwania i to na nich opiera się cała oś powieści.

Jeśli kogoś nie przekonuje powyższy akapit to spieszę wyjaśnić, że powieść Skradzione małżeństwo to też po prostu ciekawa historia. Autorka intrygująco maluje realia Stanów Zjednoczonych w czasie II wojny światowej. Umieszcza wiele wydarzeń. Życie Tess po pamiętnej nocy nabiera tempa, rozmachu. Czeka ją trudne małżeństwo, niechęć ze strony rodowitych mieszkańców Południa, rodzinne tajemnice, a nas zaskakujące zakończenie. Tę książkę się po prostu połyka i nie sposób się nudzić.

Ogromnie spodobała mi się postać Tess. Jest realna, popełnia błędy, które doprowadzają ją do całej tej historii. Autorka świetnie pokazała zmiany zachodzące w człowieku. Subtelna modyfikacja, której na co dzień nie zauważamy, a jednak porównując postać sprzed lat do tej obecnej obserwujemy innego człowieka. Właśnie takie odczucia miałam podczas czytania o Tess, która z dziewczynki wyewoluowała do kobiety radzącej sobie z przeciwnościami losu. Dobrze wykreowana postać, czego chyba nawet się nie spodziewałam.

Nie przedłużam już i przechodzę do podsumowania. Skradzione małżeństwo to historia gdzie autorka bardzo mało nam objaśnia. Każdy bohater ma swoje tajemnice, a nam w głowie kłębią się pytania. Atmosfera ciągle się zagęszcza aż do zaskakującego końca. Niejednoznaczna, niebanalna, ekscytująca. Jeśli dodamy do tego jeszcze dobrze wykreowaną główną bohaterkę, ciekawą oś fabularną i temat do refleksji wychodzi naprawdę dobra powieść na najbliższe długie wieczory.

pokaż więcej

 
2018-10-11 21:27:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, PRZECZYTANE W 2018

moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Zbiory felietonów, opowiadań to zwykle nie moja bajka. Teksty są często nierówne, jeden ogromnie mi się podoba, a inny pozostawia po sobie ogromny niedosyt. Jednak gdy zobaczyłam Pocieszki w zapowiedziach wiedziałam, że dla tej lektury muszę koniecznie zrobić wyjątek. Może to nazwisko autorki zapowiadające, że będzie to ciepła lektura, a może sama idea...
moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com
Zbiory felietonów, opowiadań to zwykle nie moja bajka. Teksty są często nierówne, jeden ogromnie mi się podoba, a inny pozostawia po sobie ogromny niedosyt. Jednak gdy zobaczyłam Pocieszki w zapowiedziach wiedziałam, że dla tej lektury muszę koniecznie zrobić wyjątek. Może to nazwisko autorki zapowiadające, że będzie to ciepła lektura, a może sama idea pocieszek? Koniec końców okazało się, że opowiadania są jakościowo podobne, dobre i nie umiem wybrać faworyta.

Jak sugeruje tytuł Pocieszki mają za zadanie pocieszać nas w trudnych chwilach. Jest ich dokładnie 52, a więc można je sobie dawkować po jednym na każdy tydzień lub zostawić sobie na jakąś życiową zawieruchę. Ja z natury mam słabą wolę, książkę przeczytałam w ciągu dwóch dni, bo jak tu nie pochłonąć czegoś, co sprawia, że na duszy robi nam się po prostu lepiej? Autorka trochę wątpiła w pocieszające właściwości swoich opowieści, a ja myślę, że znakomicie jej się to udało. To taka lektura, do której z przyjemnością się powraca.

O czym pisze Katarzyna Grochola? O życiu. Zwykłym, codziennym losie każdego człowieka. O tym, że czasem tak mocno nie chce się ugotować obiadu, a innym razem zimą nie ma prądu i można zamarznąć w mieszkaniu. Pewnie teraz znajdą się sceptycy, którzy sądzą, że to nic ciekawego. W trakcie czytania można się zdziwić, ponieważ każde to zdarzenie prowadzi autorkę do niezwykle intrygujących przemyśleń, refleksji i zaskakujących chyba nawet ją samą puent. Te ostatnie zdania niejednokrotnie wprawiały mnie w chwilowe zawieszenie swoją oczywistością. Musiałam chwilę sobie pomyśleć by na końcu zgodzić się z autorką. Po lekturze tej powieści widzę, że Katarzyna Grochola świetnie czuje się w takich króciutkich, urzekających i odrobinę przekornych tekstach. Żadnemu nie brakuje treści. Mimo iż, jedno z nich liczyło sobie jedną stronę, a inne trzy lub cztery to za każdym razem były po prostu trafione w punkt. Ciężko wybrać tutaj najlepsze czy ulubione, ponieważ wszystkie pochodzą z realnego życia autorki i jednocześnie każde porusza trochę inne realia naszego życia.

Pocieszki to pochwała codzienności. Drobnych chwil, których celebracja doprowadzi nas do poczucia szczęścia w życiu. Krótkie, ciepłe, żartobliwe, trafiające w punkt. O związkach, dzieciach, życiu. Zaskakujące, sprawiające, że podczas czytania czas troszkę zwalnia, herbata staje się smaczniejsza, a nas zalewa słodka melasa magicznej codzienności.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
4002 603 5825
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (326)

Ulubieni autorzy (7)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (8)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd