Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Służące

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Hesko-Kołodzińska Małgorzata
tytuł oryginału: The Help
wydawnictwo: Media Rodzina
data wydania: czerwiec 2010
ISBN: 978-83-7278-435-3
liczba stron: 584
język: polski
typ: papier
dodał: Ag2S
7.84 (438 ocen i 108 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 32,00 zł
Kup audiobooka
Audioteka
Cena: 32,00 zł

Kathryn Stockett stworzyła trzy wspaniałe kobiece bohaterki. Odwaga i determinacja, z jaką podjęły się swojego zadania, zapoczątkowały nieodwracalną zmianę w ich własnym życiu oraz w życiu mieszkańców... Kathryn Stockett stworzyła trzy wspaniałe kobiece bohaterki. Odwaga i determinacja, z jaką podjęły się swojego zadania, zapoczątkowały nieodwracalną zmianę w ich własnym życiu oraz w życiu mieszkańców miasta.
Choć akcja książki toczy się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku na amerykańskim Południu, a temat segregacji rasowej wydaje się tu niezwykle istotny, jest to też zarazem ponadczasowa i uniwersalna opowieść o ograniczeniach, którym wszyscy podlegamy i które pragniemy znieść.

Książka budzi wiele emocji – od łez do śmiechu, a lekturze towarzyszy wyzwalające uczucie, że jeśli tylko odrzucimy strach, zmiana na lepsze zawsze okazuje się możliwa.
pokaż więcej.



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (3)

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane, Mam
Przeczytana: 24 sierpnia, 2010

Książka została mi przesłana do recenzji przez portal nakanapie.pl. Trochę zwlekałam z jej przeczytaniem, bo wiedziałam, że czeka mnie coś dobrego, i nie pomyliłam się. Powieść jest piękna, czyta się ją szybko i potem można tylko żałować, że się skończyła.

Akcja powieści toczy się w Jackson w stanie Missisipi w latach sześćdziesiątych XX w. W tym czasie wciąż panuje segregacja rasowa w Ameryce. Jest to naprawdę straszny podział na białych panów i czarnych służących. Przeraża ilość możliwości, gdy można popełnić błąd i wkroczyć na zakazany teren. Każda taka sytuacja jest surowo i bezmyślnie karana. Przykładem może być ciężkie pobicie czarnego chłopaka, który przypadkiem wszedł do ubikacji dla białych.

"Murzynom i białym nie można korzystać z tych samych publicznych dystrybutorów wody, kin, publicznych toalet, boisk do baseballu, budek telefonicznych i cyrków. Muni nie mogą chodzić do tej samej apteki a ni kupować znaczków w tym samym pocztowym okienku co ja.” (s. 223)

W atmosferze nierówności rasowej, autorka wykreowała szereg barwnych postaci, zarówno wśród białych, jak i czarnych mieszkańców Jackson. Głównymi bohaterkami są dwie służące: Aibileen i Minny oraz biała kobieta, panienka Skeeter, niezgadzająca się na poniżanie innych, tylko ze względu na ich odmienny kolor skóry. Skeeter jest samotna, wie że po studiach jej przyjaźń z kobietami z Jackson osłabła i mimo jej szczerych chęci nie da się jej odbudować. Niekorzystnie na jej stosunki z byłymi przyjaciółkami wpływa nienawiść jednej z nich do czarnych mieszkańców miasta. Kroplą, która przepełniła czarę, jest inicjatywa sanitarna dla kolorowej służby w każdym domu, która wymyśliła była przyjaciółka Skeeter - Hilly. W wyniku wielu sytuacji, zbliża się do służących, z którymi wpada na bardzo ryzykowny pomysł. Dzięki książce z wywiadami ze służącymi chce zmienić coś w postępowaniu ich pracodawców i pokazać światu jak naprawdę wygląda praca czarnej kobiety dla białej pani. Ich dążenie do celu, pomimo strachu o siebie i swoje rodziny nakłania do pomocy nad książką inne kobiety. Wszystkie chcą zmienienia sytuacji, albo chociaż pokazania, że także są ludźmi.

„Czy nie taki był sens książki? Czy nie chodziło o to, żeby kobiety zrozumiały: ‘Jesteśmy tylko dwiema istotami ludzkimi, nie tak znowu wiele nas dzieli. Znacznie mniej, niż sądziłam’.” (s. 539)

Życie w Ameryce w tym czasie było ciągłym tworzeniem podziałów i granic. Wydawało się, że ludzie robią coraz więcej by oddzielić dwie strony miasta. Nie chcieli dostrzec, że służba tak naprawdę wychowuję ich dzieci, że mimo tych wszystkich chorób, które niby przenosili, ich pracodawcy zgadzali się na ciągłą obecność służby w domu i przygotowywanie posiłków. Ciężko było im się przyznać, że dla niektórych czarna służba była bliższa niż większość krewnych.

Lektura powieści wzbudza wiele emocji, od złości, przez nadzieję, aż do radości. Autorka bardzo płynnie poprowadziła historię dzięki narracji trzech bohaterek, które zmieniając się pozwoliły czytelnikowi zobaczyć cała sytuację z każdej strony. Na książkę można spojrzeć także w wymiarze uniwersalnym, jako opowieści o walce z barierami i ograniczeniami, jakie stwarza dla każdego z nas społeczeństwo.

Dla mnie ogromnym plusem jest także gwarowy język Aibileen i Minny, który dodał powieści autentyczności.


Przeczytana: 11 czerwca, 2010

Dwoma słowami: piękna powieść. Jestem nią oczarowana i naprawdę wierzcie mi warto ją przeczytać. Autorka, bowiem jest świadoma tego, o czym pisze. Sama wychowała się w Jackson w stanie Missisipi, gdzie umiejscowiona jest akcja powieści. Zarówno ona jak i jej rodzeństwo zostało wychowane przez czarną służącą Demetrie. Potem przeprowadziła się do Nowego Jorku. Postanowiła napisać niezwykłą książkę o pracy kolorowej pomocy domowej w trudnych latach sześćdziesiątych.

Skeeter jest przeciwna segregacji rasowej i oddzielnych praw dla białych i kolorowych. Pisanie jednak książki na taki temat wiążę się jednak z ogromnym ryzykiem i nie było to łatwe w latach 60. XX wieku. Mimo to Skeeter podejmuje wielkie ryzyko, aby móc wpłynąć na jakiekolwiek zamiany w otoczeniu i mentalności społeczeństwa.

Fabuła jest świetnie opowiedziana. Książka znakomicie napisana wciąga czytelnika. Mamy tu wspaniale ukazany obraz kobiet lat 60. ubiegłego wieku łącznie z panującą modą na lakierowane włosy, samochody i styl noszonych ubrań. Autorka kreśli również kulisy pomocy prac domowych łącznie z ich opiniami na temat chlebodawców. Znakomicie oddaje sytuację, jaka wówczas panowała, a dotyczyła podziału na białych i czarnych.

Książka warta przeczytania! Polecam gorąco!

całość:
http://slowemmalowane.blogspot.com/2010/06/kathryn-stockett-suzace.html


Przeczytana: 23 sierpnia, 2010

Świetna!
Szczerze mówiąc nie miałam zakupu tej książki w planach gdy wybierałam się do księgarni, ale była to bardzo dobra nie do końca przemyślana decyzja:) Książka jest prowadzona przez trzy narratorki, które żyją w mieście Jackson w stanie Missisipi w latach 60-tych. Dwie z kobiet to czarne służące: Minny i Aibileen, trzecia to młoda, biała kobieta - panienka Skeeter. Choć po różnych stronach barykady wszystkie żyją w rasistowskim mieście, w którym kontakty między białymi i czarnymi powinny ograniczać się do wydawania poleceń i zadań przez tych pierwszych tym drugim. Panienka Skeeter, po skończonych studiach wraca do swojego domu i przeżywa rozczarowanie gdy nie zastaje w nim swojej ukochanej opiekunki Constantine, która była służącą w jej domu przez kilkadziesiąt lat i która ją wychowała. Gdy pyta o to matkę, ta zbywa ją zdawkowymi zdaniami i zamyka temat. Sytuacja ta staje się początkiem niezwykłej historii o rodzącej się współpracy i swego rodzaju przyjaźni ponad niewidocznymi, ale istniejącymi podziałami. Trzy kobiety, które nigdy nie powinny ze sobą rozmawiać zaczynają razem pisać książkę o czarnych służących w domach białych państwa, angażując w to coraz więcej osób. Książka jest świetnym studium rasizmu. Panienka Skeeter wprowadza nas w ten świat widziany oczami białej dziewczyny wychowanej przez czarną kobietę ale żyjącej w przyjaźni z innymi białymi, którzy nie zniesliby gdyby mieli korzystać z tej samej ubikacji co czarna służąca. Z drugiej strony poprzez istnienie dwóch czarnych narratorek poznajemy ten problem również od innej strony - tej bardziej zainteresowanej jak mi się wydaje - służących, które w zamian za jako taką płacę muszą nie tylko wychowywać białe dzieci czy usługiwać, ale również znosić upokorzenia ze strony swoich białych państwa.
Książka jest inteligentnie, świadomie napisana. Podoba mi się w niej to, że każda z głównych bohaterek - narratorek ma swój sposób mówienia i spostrzegania świata, co powoduje, że książkę czyta się błyskawicznie i z dużym zainteresowaniem. We mnie "Służące" wzbudziły całe multum emocji, zaczynając od współczucia czy żalu a kończąc na politowaniu czy złości w stosunku do niektórych jej bohaterów.
Naprawdę gorąco książkę polecam!!!

Ps. Przepiękna okładka, którą aż chce się trzymać w rękach:)


To było fascynujące!!!
Książka porusza odwieczne problemy ludzkości- podział na lepszych i gorszych.
Czarni... myślący inaczej... wywodzący się z gorszego środowiska...
Jakież to bez znaczenia, jeśli potrafimy kochać, stworzyć przyjacielskie więzi,szanować się.
Piękna, wzruszająca, skłaniająca do refleksji powieść.


Przeczytana: 05 lipca, 2010

Dawno nie czytałam książki o takiej... mocy. Problem rasizmu oraz segregacji rasowej, szczególnie na obszarsze południowych stanów USA w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku był ogromny. Nielegalnie w latach sześćdzisiątych odrodził się Ku Klux Klan w odpowiedzi na wdrażanie w życie Ustawy o Prawach Obywatelskich. Ale nawet bez nich, życie kolorowych na południu USA nie było łatwe. Ciągnące się latami niewolnictwo na terenach południa pozostawiło w społeczeństwie tychże stanów pewnie "nawyki". Między innymi przeświadczenie o wyższości białych nad czarnymi.

Kathryn Stockett opisuje historię trzech kobiet: Skeeter - młodej dziewczyny, świeżo po studiach, pragnącej pracować jako pisarka lub dziennikarka, Aibileen - czarnej służącej pracującej od kilku lat dla przyjaciółki panienki Skeeter, oraz Minny - również służącej, która już dziewiętnaście razy traciła pracę przez swój "niewyparzony język". Dzięki determinacji, uporowi a przede wszystkim wielkiej odwadze decydują się na krok, który na zawsze może odmienić życie ich, oraz mieszkańców Jackson w stanie Missisipi . Pokonują granice dzielęce je same, pokładając w sobie nawzajem zaufanie aby zmienić rzeczywistość, w której żyją.

Książka wywołuje momentami uśmiech na twarzy, żeby zaraz po nim w oczach stanęły nam łzy. Autorka doskonale pokazuje nasze lęki, słabości oraz to, jacy potrafimy być okrutni dla kogoś kto choć odrobinę się od nas różni. Mądre opowieści Aibileen o równości, o tym, że nie ważne jest opakowanie, ale to, co kryje się w środku zapadną na długo w pamięci tych, którzy sięgną po książkę. Polecam wszystkim!


Przeczytana: 07 października, 2010

Naprawdę dobra książka.

Nie jest jakoś szczególnie nowatorska, temat rasizmu i stosunku do czarnych w południowych stanach USA był już w książkach wałkowany wielokrotnie. I chociaż czytałam na ten temat kilka powieści, które podobały mi się bardziej, to "Służące" są lekturą niesamowicie wciągającą. Niemal jak w dobrym thrillerze jest klimat zagrożenia, dookoła bohaterek dzieją się straszne rzeczy i w każdej chwili nieszczęście może je dosięgnąć... Napięcia jest akurat tyle, żeby niepokoić się o bohaterki i czytać dalej, nie mogąc się od książki oderwać.

Nie twierdzę (w przeciwieństwie do niektórych), że "Służące" to książka genialna. Ale na pewno świetnie się czyta (troszkę raziła mnie gwara, którą posługiwały się Aibileen i Minny, ale przywykłam do tej stylizacji szybciej niż się spodziewałam), zawiera niezbędną w takich wypadkach szczyptę humoru, jest ciepła (choć czasami przerażająca) i, wbrew pozorom, dość oryginalna. Zwłaszcza podobało mi się poprowadzenie obowiązkowego wątku miłosnego.

Podobało mi się to, że autorka pokazała wprost jak wyglądały stosunki między białymi i czarnymi. Dobrze, że pojawiały się i przykłady pozytywne. Moim zdaniem warto takie ksiażki czytać i warto się nad nimi zastanawiać. A największą zaletą "Służących" jest właśnie to, że skłaniają do myślenia.

Zdecydowanie polecam wszystkim.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 09 grudnia, 2011

O tej książce napisano już wiele. Przez naszą polską blogosferę również przetoczyło się mnóstwo opinii. Pochlebnych mocno i umiarkowanie entuzjastycznych. Czy napisano o "Służących" coś mniej pochwalnego niż "mocno wciągające czytadło"? Nie wydaje mi się. A czy na mnie powieść zrobiła wrażenie? Ojj tak. Zdecydowanie tak!

Pewnie większość z Was wie co jest kanwą dla powieści Kathryn Stockett - jeśli nie czytaliście książki, zapewne widzieliście film. Ale opinia nie byłaby pełną, gdym nie wzmiankowała chociaż. Narratorkami są trzy kobiety - Aibileen i Minnie, czarnoskóre pomoce domowe oraz Skeeter - świeżo upieczona absolwentka uniwersytetu, mająca ambicje zostać dziennikarką i pisarką. Skeeter postrzegana jest niemal jako wariatka - największym osiągnięciem dla kobiety o jej statusie społecznym jest zamążpójście oraz urodzenie gromadki uroczych dzieci, które będą wychowane przez jakąś czarnoskórą służącą, gdyż ona sama będzie zbyt zajęta kolejnymi partyjkami brydża, tudzież przygotowywaniem kwesty w ramach pracy dla Ligi. Rzecz dzieje się na początku lat 60. XX wieku w mieście Jackson w stanie Missisipi, które jest niechlubnym miejscem na mapie Stanów Zjednoczonych. Dyskryminacja rasowa jest tam na porządku dziennym. Jednego z chłopców pobito, tylko dlatego, że przypadkowo wszedł do nieoznakowanej toalety przeznaczonej tylko dla białych. Działacz na rzecz kolorowych został zastrzelony przed swoim domem, na oczach rodziny. Przyjaciółka głównej bohaterki Skeeter, Hilly - przewodnicząca Ligi w Jackson, mocno promuje inicjatywę sanitarną -biali mają budować w swoich domach osobne wychodki dla czarnoskórych służących. W mniemaniu Hilly świadczy to o postępie, co więcej ma podnosić wartość nieruchomości - jej argumentem, jest fakt, jakoby czarnoskórzy przenosili wiele chorób.

Pod wpływem inicjatywy sanitarnej Hilly, Skeeter wpada na pomysł napisania książki, w której czarnoskóre służące opowiedzą o tym, jak to jest służyć białym paniom. Ze wszystkimi, drastycznymi szczegółami. Należy zauważyć, że w tym i czasie i w tym miejscu, byłoby to zajęcie bardzo niebezpieczne - zarówno dla samej Skeeter, jak i służących, które chciałyby wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Powoli, mimo przeszkód i niedogodności, udaje się namówić 12 służących na udzielenie wywiadów. Książka "Pomoc" robi ogromne zamieszanie wśród miejscowych.

Powieść czyta się niemal jednym tchem. Narracja prowadzona z trzech punktów widzenia wprowadza urozmaicenie. Dodatkowym atutem jest autentyczność języka służących - fantastycznie wprowadza nas to w klimat. Książka jest głęboko emocjonalna. Fakty dotyczące segregacji rasowej głęboko wzburzają, fragmenty dotyczące wychowania dzieciaków przez czarne służące smucą. To przede wszystkim powieść o wykluczeniu - ze względu na odmienność koloru skóry, inny sposób postrzegania świata wokół siebie, odmienne ambicje i cele życiowe.

"Służące" to bardzo kobieca historia. Mężczyzn jest tutaj mało - są tłem i przedstawiani są raczej w mało pozytywnym świetle. Siła kobiecego charakteru jest tutaj ukazana z dwóch perspektyw - dobrej i złej. Mamy z jednej strony Aibileen i Skeeter, których wspólna praca nad książką powoduje zmiany w myśleniu i postrzeganiu czarnoskórych służących. I mamy też przeciwieństwo - mianowicie Hilly, która niszczy każdego, kto ośmieli jej się sprzeciwić.

Pozwolę sobie zaprzeczyć stwierdzeniu, iż "Służące" są tylko czytadłem. Jeśli tak wielowymiarowa powieść o tak jasnym przekazie nie zasługuje na miano literatury pięknej to co w takim razie? Książka zmusza do myślenia - nasz kraj również nie był i nie jest wolny od uprzedzeń rasowych. Inne nie znaczy gorsze. Jasne, że to temat stary jak świat. Dawno nie czytałam tak pięknej i zarazem smutnej powieści o nas - ludziach.

Fakt faktem, że popsułam sobie nieco frajdę z czytania, bo obejrzałam wcześniej film, który jest bardzo wierny książce. Zrobił on jednak na mnie tak spore wrażenie, że po seansie zakupiłam książkę. Pewne wątki z racji specyfiki filmu zostały pominięte, z kolei w filmie według mnie lepiej wyeksponowano charaktery bohaterek. Dobór aktorek wyśmienity - postać Minny, Hilly, Aibileen, Skeeter - idealny.

Podsumowując - doskonale się czyta i na pewno powieść zostanie w głowie na dłużej. O silnych kobietach, które nie boją się myśleć i robić inaczej, niż to jest od nich egzekwowane. Polecam gorąco. Koniecznie w pakiecie z filmem.

bazgradelko.pl


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 lutego, 2012

Do przeczytania „Służących” skłoniła mnie rekomendacja BiblioNETki oraz liczne, pochlebne recenzje, które czytałam na ich temat. Mimo wszystko nie oczekiwałam po tej lekturze niczego specjalnego. Przypuszczałam, że okaże się co najwyżej dobra. Tym czasem okazała się znacznie lepsza.

Akcja powieści umiejscowiona została w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wszystkie wydarzenia rozgrywają się w amerykańskim miasteczku Jackson. Główny wątek stanowi tutaj panująca wówczas segregacja rasowa. Czytelnik poznaje przede wszystkim losy dwóch czarnoskórych pomocy domowych i życie ich białych państwa. Służące ze względu na swój kolor skóry bezustannie doświadczają rozmaitych upokorzeń. Żyją tak cierpiąc po cichu, sumiennie wykonując swoje obowiązki i nie skarżąc się, aby tylko nie utracić posady. Biała kobieta – panienka Skeeter nie zgadza się z ostracyzmem społeczeństwa w stosunku do czarnoskórych. Oburzona inicjatywą sanitarną dla kolorowej służby – której pomysłodawczynią jest notabene jej przyjaciółka, panienka Hilly – dziewczyna postanawia coś z tym faktem zrobić. Chce napisać książkę o niewiarygodnie złej sytuacji ciemnoskórych…

Książka podpadła mi właściwie „na dzień dobry” sposobem narracji. Otóż mamy tutaj aż trzech narratorów, a właściwie narratorki. Dwie czarnoskóre służące – Aibileen pracującą u jednej z dawnych przyjaciółek panienki Skeeter i Minny, która pracowała przez pewien czas u bezdusznej Hilly i już naście razy traciła pracę… Trzecią narratorką jest sama panienka Skeeter. Jak już kiedyś pisałam, nie lubię książek, w których występuje kilku narratorów. Z zasady. Z reguły oznacza to według mnie totalny chaos i wpływa zdecydowanie ujemnie na całokształt powieści. Uważam, że wprowadzanie kilku sposobów narracji w jednym dziele, tak aby nie wprowadzić zamieszania, nie nudzić i nie utrudnić czytelnikowi odbioru wymaga od autora nie lada wysiłku i talentu.

Kathryn Stockett udowodniła, że talent ten posiada. Tym razem – ku mojemu własnemu zaskoczeniu – nie mogę się przyczepić. Błyskawicznie zapomniałam o całej swojej awersji do narracji prowadzonej z kilku punktów widzenia. Stało się tak dzięki temu, że każda z osób mówiących została silnie zindywidualizowana. Indywidualizacja ta zaznacza się na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim jednak w kwestii języka. Każda z postaci mówi bowiem innym, swoim, indywidualnym językiem. Służące posługują się językiem gwarowym. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że jeśli chodzi o zabieg stylizacji językowej, to jestem nim po prostu zachwycona. To olbrzymi plus. Dzięki temu zyskuje narracja, zyskuje kreacja bohaterek i zyskuje cały utwór. Odrębność głównych bohaterek powieści zaznacza się również w tym, że każda z nich ma inny charakter i inne doświadczenia życiowe. Łączy je jedno: nie zgadzają się z podziałem społeczeństwa na białych i czarnych – na lepszych i gorszych.

Bohaterki zestawione zostały ze sobą na zasadzie kontrastu. Pokornej i cichej Aibileen przeciwstawiona została pyskata i niepokorna Minny, a pałającej nienawiścią do murzynów panience Hilly przeciwstawiona została przeciwna segregacji rasowej panienka Skeeter. Gdzieś tam w tle, z boku jest jeszcze pani Leefold, kobieta pusta pozbawiona własnego zdania i wszelkich uczuć – zarówno tych dobrych, jak i tych złych.

Wszystkie postacie są, jak już wspomniałam niesamowite, niezwykle barwne. I mam tu na myśli przede wszystkim te wymienione wyżej, główne bohaterki, ale nie tylko. Postacie drugoplanowe również zasługują w tym względzie na uwagę. One także, choć są tylko tłem wykreowane zostały z najwyższą starannością dzięki czemu książka sprawia wrażenie starannie przemyślanej i rozplanowanej, a to kolejny duży atut.

Następnym ogromnym atutem utworu jest autentyzm. Sprzyja mu mnóstwo rożnych czynników. Po pierwsze czas i miejsce akcji, po drugie szereg faktów historycznych, które na kartach powieści zostały przytoczone. Po trzecie silna, wielopłaszczyznowa indywidualizacja postaci, o której pisałam już w jednym z poprzednich akapitów. Kolejnym elementem, o którym dotychczas nie wspomniałam jest kontekst biograficzny autorki. Można śmiało powiedzieć, że Kathryn Stockett wie o czym pisze, gdyż sama urodziła się pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia w Jackson i była wychowana przez czarnoskórą nianię. Fakt ten niewątpliwie sprzyja autentyzmowi. Autorka przedstawia ówczesne realia bez ogródek i ubarwiania.

Książka jest niesamowicie wciągająca. Wzbudza całe mnóstwo rozmaitych emocji. Od wściekłości i smutku poprzez nadzieję i radość do rozbawienia. Jest to lektura nie tylko przyjemna, ale i pożyteczna. Niesie bowiem ze sobą uniwersalne przesłanie, które nigdy nie traci na ważności. Mówi o tym, że trzeba walczyć z przeciwnościami losu, a także przypomina, że jeśli chcemy zmienić świat powinniśmy najpierw zacząć od naszego najbliższego otoczenia.

Moja ocena: 10/10


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 lutego, 2011

Uff, udało się - skończyłam. Trochę czasu mi to zajęło, ale bynajmniej nie dlatego, że książka mi się nie podobała. Po prostu... zbyt wiele spraw nałożyło się na siebie - imieniny mamy, koncert, moje imieniny, weekendowe wyjazdy do rodziców - i tak jakoś, czasu na czytanie... było mało.

Świetna, wciągająca i genialna - to trzy przymiotniki pojawiające się najczęściej w recenzjach "Służących", które przeczytałam zanim sama po książkę sięgnęłam. Po tak licznie głoszonych zachwytach, liczyłam na prawdziwą ucztę dla ciała i dla duszy, a jakże! Niestety... uczty nie było, ja się nie wciągnęłam, a książka wcale nie jest taka genialna. Przyznaję, jest dobra i ciekawa, ale... to wszystko.

"Służące" to opowieść o... dwóch światach - białym i czarnym. To opowieść o kobietach, które postanowiły przekroczyć wyznaczone granice i obalić przyjęte stereotypy. I w końcu, to opowieść o oddaniu i rozczarowaniu, o sile i solidarności.

Akcja powieści toczy się w amerykańskim miasteczku Jackson w stanie Missisipi. Są lata sześćdziesiąte XX wieku - niewolnictwo trwa w najlepsze. Biali panują nad czarnymi, którzy nie mają właściwie żadnych praw. "Mają" natomiast mnóstwo zakazów - nie wolno im korzystać z publicznej biblioteki czy toalety. Nie wolno im robić zakupów w sklepach przeznaczonych dla białych. Nie wolno im uczęszczać do szkoły, do której chodzą biali. Nie wolno im modlić się w tym samym kościele, co biali. Nie wolno im... być sobą. Do więzienia czarny mógł trafić za zwykłą błahostkę, a czasem nawet... za "widzi mi się" białych.

Głównymi bohaterkami "Służących" są trzy kobiety - dwie czarnoskóre pomoce domowe - Aibileen i Minny oraz ambitna i wykształcona Eugenia (Skeeter) - biała panienka z tzw. dobrego domu, która po powrocie z Uniwersytetu, nie bardzo potrafi odnaleźć się w rzeczywistości swojego rodzinnego miasteczka. Okazuje się bowiem, że w przeciwieństwie do swoich zamężnych i dzieciatych przyjaciółek, a także wbrew woli matki, która koniecznie chce widzieć ją przed ołtarzem - chce od życia czegoś więcej. Chce zostać pisarką.

Pewnego dnia w jej głowie rodzi się niezwykle szalony i ryzykowny pomysł stworzenia książki złożonej z opowieści murzynek służących w domach białych kobiet. Początkowo łatwo nie jest, gdyż żadna ze służących, w obawie o swoje życie, nie chce współpracować. Z czasem jednak udaje jej się zebrać 12 czarnych kobiet, które w małej kuchni Aibileen, opowiadają o swojej niełatwej pracy. Z założenia książka miała ukazać prawdziwe oblicze relacji pomiędzy czarnymi służącymi a ich białymi pracodawczyniami. W rzeczywistości, książka staje się początkiem przyjaźni rodzącej się pomiędzy Skeeter a Aibileen.

Obok tych postaci, w książce spotykamy także matkę Skeeter, która postanawia nie umierać, Hilly - idealną żonę i zagorzałą przeciwniczkę bratania się białych z czarnymi, a także Elizabeth - kobietę całkowicie podporządkowaną zdaniu swojej przyjaciółki Hilly; kobietę bez własnego zdania i uczuć macierzyńskich.

***

Nie mogę nie wspomnieć o polskim tłumaczeniu, które uważam za kompletnie beznadziejne. Rozumiem, że tłumaczka starała się jak najlepiej oddać gwarę, jaką posługiwały się służące, ale... te wszystkie "zara", "dzisiej", "dworzu" - było dla mnie sztuczne i kompletnie nie do przyjęcia.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 25 sierpnia, 2010

Kiedy Skeeter decyduje się na realizację TEGO pomysłu - ty, już dwa czy trzy rozdziały wcześniej, wiesz co ona zamierza zrobić - Napisać książkę o pracy czarnych służących dla białych państwa, kontynuację pomysłu zmarłego syna Aibileen. I kiedy gdzieś w połowie książki przedstawiony zostaje sposób realizacji tego przedsięwzięcia - w formie zebranych w jeden tom wywiadów, historii życia dwunastu służących - coś nie daje ci spokoju, mianowicie ...

... jakim sposobem biała pisarka, poprzez wykreowanie postaci białej pisarki-dziennikarki, spisującej opowieści czarnych służących chce przedstawić ich punkt widzenia na pracę u białych. W jaki sposób autorka chce nas przekonać, że jej przekaz jest prawdziwy, albo co najmniej prawdopodobny. Odpowiedź - albo ona jest Skeeter, albo chciałaby być Skeeter, utożsamia się z nią, ma podobne doświadczenia, i chce się nimi podzielić, być może spłacić jakiś dług

Dlaczego trzy bardzo różne kobiety (a w zasadzie to jedna kobieta - autorka "Służących") decydują się na ten ryzykowny krok? Ażeby przedstawić ich sytuację? ich pracę jako służących w białych domach? problem segregacji rasowej w USA? brak równości traktowania? etc ... . To tylko pierwsze dno. Zauważmy, że książka przedstawia w zasadzie wycinek historii dwóch kobiet (pomińmy Skeeter), o 'tragediach' innych dowiadujemy się z trzeciego planu, przez co nie są one tak dosadne, tak uderzające i - wbrew pozorom - wcale tak nie szokują, bo nie mają przełożenia na życie na pierwszym planie. Autorka nie ukazała historii życia dwunastu kobiet, czarnych służących (i bardzo dobrze) bo ich nie doświadczyła (bezpośrednio czy pośrednio), a kreowanie zbyt dużej liczby fikcyjnych czarnych bohaterek, nadawanie im osobowości, przypisywanie uczuć i zachowań kłóciłoby się z zamierzonym (chyba) przekazem książki, co jednocześnie go podkreśla i ratuje przed samozniszczeniem.

Więc o czym jest w zasadzie ta książka? Dla mnie jest o tym, że nie możemy bać się pytać!


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 18 grudnia, 2011

Właśnie przeczytałam tę książkę i muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem. I ciężko mi uwierzyć, że jest to debiut.

Przede wszystkim może zacznę od formy. Jestem pod wrażeniem tłumaczenia. Tłumaczka zadbała o odpowiedni język zarówno dla społeczności czarnoskórej, jak i dla innych grup społecznych. Mimo kilku literówek (choć być może to wina druku), tłumaczenie to wielki plus. Choć z drugiej strony zaskoczyła mnie forma narracji, a mianowicie czas teraźniejszy (jednak musiałabym spojrzeć na angielski oryginał, żeby wiedzieć dokładnie, jak to jest). Nie jest jednak ona ciężka, ani męcząca, po prostu jest dość nietypowa. Ciekawy zabieg i w sumie autorce się to udało.

Teraz treść... Cóż, przede wszystkim moim zdaniem nie jest to książka dla każdego. Mogę polecić ją tym, którzy czytali i lubią "Przeminęło z wiatrem" (jest nawet kilka dość ciekawych nawiązań, sama akcja "Służących" toczy się sto lat po wojnie secesyjnej), jednakże trzeba dość dobrze orientować się w historii Stanów Zjednoczonych, wiedzieć też, jak w tym czasie wyglądało społeczeństwo. Dzisiejszego czytelnika mogą więc dziwić takie rzeczy, jak to, że nastawienie do palenia papierosów było zupełnie inne (scenka, gdzie wątpiono w słowa lekarzy, że palenie jest szkodliwe sprawiła, że miałam wybałuszone oczy, z perspektywy młodej kobiety żyjącej w XXI wieku), czy przerywanie studiów po to, aby wyjść za mąż (kto dzisiaj przerywa studia z tego powodu? Ba, ile osób bierze ślub na studiach?). Inne rzeczy mogą wręcz śmieszyć, jak np. przekonanie, że osoby czarnoskóre przenoszą zupełnie inne choroby. Człowiek wtedy sobie myśli "Jak oni mogli w to wierzyć?" Ale pamiętajmy o jednym - jesteśmy o 50 lat mądrzejsi. Dlatego uważam, że znowu jest tutaj świetna robota, jeśli chodzi o research autorki. Że zadbała o takie szczegóły, a także to, że w podziękowaniach przeprasza, że machnęła się z dwoma faktami, które prawdę powiedziawszy... Dostrzegliby tylko wybitni znawcy tematu.

Co do samej fabuły... Jest to książka obyczajowa, po prostu o życiu w tamtych czasach, w mieście na południu USA. Jest ciekawie skonstruowana, pisana z perspektywy trzech bohaterek. Każda z nich ma swoją historię, swoje problemy, swój charakterek... Niektóre z tych problemów wydają się aktualne do dziś, jak np. praca dla kobiet, a praca dla mężczyzn. Z mojej perspektywy, jako socjologa, na twarzy miałam uśmieszek, kiedy to Skeeter decyduje się właśnie pisać "opracowanie socjologiczne", tworząc wywiady. Jednocześnie śmieję się, bo mogłabym wejść do książki i wytknąć jej kilka błędów. Ale myślę sobie - dobrze, Skeeter nie jest socjologiem, by to wszystko wiedzieć.

Co mogę wymienić z minusów? Przede wszystkim to, że fabuła pięknie się rozwija do momentu wydania książki Skeeter. Potem wszystko "leci w dół" i akcja toczy się szybko. Może zbyt szybko. Brakowało mi reakcji nie po wydaniu książki, a po kilku latach. I wydaje mi się też, że wątek Minny został tak... pobieżnie potraktowany, bo dopiero pod koniec jest powiedziane to, że chce walczyć, jeśli chodzi o przemoc domową. Bo dopiero wtedy można by było zobaczyć, czy coś ona poskutkowała, czy też nie.

Ogólnie mogę powiedzieć - książka jest rewelacyjna. Jest w niej wszystko. Zarówno zabawne, jak i dość poważne sytuacje. Bardzo dobry, szczegółowy obraz społeczności amerykańskiej w latach 60. ubiegłego wieku. Taki przekrój społeczny miasta. Czyta się szybko, jest wciągająca, mimo kilku niedociągnięć. Serdecznie polecam.


Przeczytana: 21 grudnia, 2011

Za wielkimi rewolucjami najczęściej kryje się ludzkie cierpienie.
Cierpienie bohaterek powieści "Służące" autorstwa Kathryn Stockett to lata upokorzeń, przymykania uszu, praca nad własną samokontrolą i pokorą.
Spędzone w kuchni lub z obcymi dziećmi, które kocha się i wychowuje jak własne.
Wieczny strach o posadę, osądy innych, życie w ubóstwie.
W białym stroju, którego barwa jest absolutnym kontrastem dla koloru skóry Abileen i Minny, bohaterek powieści. Wszystko to dzieje się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku w prowincjonalnym miasteczku na terenie stanu Missisipi.

Obydwie prowadzą narrację w książce, lecz towarzyszy im także Skeeter. Dziewczyna z dobrego domu, którą poznajemy jako dziennikarkę z ambicjami.
Myśli o kobiecie, która zajmowała się nią w dzieciństwie oraz konflikt na temat oddzielnych toalet dla służby, sprowadzają ją do obserwacji "kolorowych" i murów, jakie zostały wybudowane przez nację białych.
Choć nie ruszy szturmem na barykady, zrobi coś więcej. Weźmie maszynę do pisania i w bardzo ryzykowny sposób spróbuje dokonać portretu służących i ich różnych historii.


Nie sposób się zachwycić wszystkimi osobami, które dzięki lekturze "Służących" mogłam poznać. Czytając tę powieść, odczuwamy prawdziwy wachlarz emocji, bo opowieść, którą przekazuje nam autorka jest bardzo różnorodna. Niesamowicie podobała mi się taka "cicha odwaga", jaka drzemała w Skeeter, gdy zdecydowała się na pisanie o swoich, zepsutych niemalże do szpiku kości, przyjaciółkach. Trzeba mieć ogromną siłę, aby umieć dokonywać wyborów w takich sytuacjach, gdy wybiera się pomiędzy własną reputacją a uczciwością.
Choć język "kolorowych" pozostawia sobie wiele do życzenia ("tera", "tu pisze", "uszów" i inne takie) to w zachowaniach tych kobiet, można odkryć naprawdę wiele życiowych mądrości.
Ich proste filozofie i bagaż życiowego doświadczenia to element, który pobudza czytelnika do refleksji.

Debiut Kathryn Stockett to wysoko postawiona poprzeczka, ponieważ powieść liczy sobie prawie sześćset stron, a ja nie przypominam sobie, abym w jakimkolwiek jej momencie się nudziła. Natomiast nie zapomnę, jak jakoś mimowolnie, łezka zakręciła się w oku przy zakończeniu książki... Jest po prostu fenomenalna.

[Recenzja pochodzi z bloga http://www.moje-wysypisko.blogspot.com]


Przeczytana: 05 lipca, 2010

Bardzo dobra książka!
W ciekawy sposób opisuje życie czarnych służących i ich białych przełożonych, wzajemne relacje między nimi. Przedstawia zacofany świat podziałów, w którym to często służące utrzymują dom w jako takim porządku, dbają o mężów swoich pań, dają jedyne ciepło ich dzieciom.


Przeczytana: 20 czerwca, 2011

Wzruszająco i z humorem jednocześnie o segregacji rasowej i nie tylko. Bardzo mi się podobało! W związku z czym nie pozostało mi nic innego jak polecić wszystkim tę książkę! :)


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 marca, 2012

To jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w życiu!

Wielu zarzuca jej brak realizmu, a nawet fakt, że temat „Służących” przerósł Kathryn Stockett (ładne angielskie określenie: „it was not her story to tell”). W końcu gdy autorka wychowywała się w Mississippi, jej rodzina także zatrudniała czarną kobietę (pierwowzór Constantine?). Te argumenty wcale mnie nie przekonują.

Po pierwsze to tak jakby ktoś powiedział mnie, że nie mam prawa opowiadać historii mojej babci, która w czasie II Wojny Światowej pracowała jako niewolnica na niemieckiej farmie. Czy to, że widzę jej świat przez swój pryzmat i wyciągam swoje wnioski oznacza, że moja historia jest mniej prawdziwa? Straszne czasy dla ludzkości jak krucjaty, niewolnictwo amerykańskie czy II Wojna Światowa powinny być opowiadane z różnych punktów widzenia.

Po drugie już dawno wyzbyłam się potrzeby posiadania dosadności, a nawet brutalności w tak trudnych tematach. Oduczyła mnie tego „Babunia” Frederique Degheld, gdzie na koniec żałowałam żądania swoistego „rozlewu kriwi”. Pokojowa koncepcja świata przedstawionego sprawdziła się też w „Zabić drozda”, choć tam segregacja rasowa jest wpisana w krajobraz świata przedstawionego, ale nie wypełnia go doszczętnie. W „Służących” wręcz przeciwnie. Rasizm to sens tej książki. Jak już wspomniałam zarzuca się jej coś wręcz przeciwnego (może, że za mało go pokazuje?). Ale zastanówmy się: co to naprawdę znaczy? Czy skoro nie było gwałtu na żadnej głównej czarnej bohaterce to znaczy, że książka jest mniej prawdziwa?

Rasizm w „Służących” to segregacja rasowa w białych rękawiczkach. To wyperfumowane damy, którym się wydaje, że są paniami życia i śmierci czarnych kobiet. To kobiety, które nie walczą z powszechną opinią, choć mają po ciuchu inne zdanie i wedle niego żyją.

To prawda, że trochę w tym schematów żon ze Stepford i czarych służących, ale Bóg mi świadkiem, że Minny ma charyzmę i manierę mojej babci i za to ją pokochałam. Zresztą książka nie kończy się wielkim triumfem dobra nad złem, co nadaje jej realizmu.

A same bohaterki? Dla mnie kwadratem jest Minny, Aibileen, Skeeter i Celia. To cudowne przedstawienie postaci zamkniętych w wielkich klatkach konwenansów, ustalonych z góry scenariuszy. Czasem jest to więzienie, czasem złote klatki, ale to zawsze jakieś ograniczenie. Jeśli nie przekonuje Was rasizm w tej książce to spójrzcie na ten czworokąt. To doskonałe posumowanie lat 60-tych.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 24 lutego, 2012

Nie spodziewałam się, że ta książka tak mnie wciągnie. Problematyka segregacji rasowej często pojawia się w twórczości amerykańskich pisarzy. Książka Kathryn Stockett również porusza ten drażliwy/wstydliwy dziś temat, ale podchodzi do niego w całkiem inny sposób.

Autorka dopuściła do głosu tylko i wyłącznie kobiety. Mało tego. Są to czarne kobiety, które codziennie zmagają się z niesprawiedliwym traktowaniem. Z ich punktu widzenia przedstawia problem podziału na białych i kolorowych, gorszych i lepszych, bogatych i biednych.
Pokazuje, że ci "gorsi kolorowi" to także ludzi inteligentni, mający uczucia i niejednokrotnie bardziej wartościowi niż ich pracodawcy.

Aby doprowadzić do zmian, autorka stawia na drodze czarnych gospodyń domowych białą dziewczynę, która jako jedyna dostrzega niesprawiedliwość w tej całej sytuacji. Konspiracyjna działalność będzie dość ryzykowna, ale nic nie poprawia humoru, jak zagranie na nosie tym, których się nie znosi.

Fabuła sprawnie poprowadzona z perspektywy trzech bohaterek, pozwala poznać czytelnikowi obraz sytuacji z każdej strony i poznać lepiej postaci.

"Służące" to książka, która wzbudza wiele pozytywnych emocji i daje nadzieję na lepsze jutro. Skłania także do refleksji nad zasadami życia w społeczeństwie i często bezpodstawnym klasyfikowaniem ludzi. Mimo, że segregacja rasowa nie jest już wielkim problemem, to są jednak jeszcze tendencje do oceniania i szufladkowania ludzi.

Warto przeczytać.


Przeczytana: 15 września, 2011

"Ja:
- kiedy się rodzę - jestem czarny,
- kiedy dorosnę - jestem czarny,
- kiedy prazy mnie słonce - jestem czarny,
- kiedy jest mi zimno - jestem czarny,
- kiedy jestem przerażony - jestem czarny,
- kiedy jestem chory - jestem czarny,
- kiedy umieram - jestem czarny.

Ty, biały kolego:
- kiedy się rodzisz - jesteś różowy,
- kiedy dorośniesz - jesteś biały,
- kiedy prazy cię słonce - jesteś czerwony,
- kiedy jest ci zimno - jesteś siny,
- kiedy jesteś przerażony - jesteś zielony,
- kiedy jesteś chory - jesteś żółty,
- kiedy umierasz - jesteś szary.

I Ty, do cholery, masz czelność
mnie nazywać kolorowym?!!!"
/z jakiegoś spamu/

Piękna książka o niewidzialnych podziałach, egzystujących w ludzkich głowach, a wpływających na całe społeczności.


Na półkach: Przeczytane, 2011, Moje ulubione
Przeczytana: 23 grudnia, 2011

Początek lat 60-tych XX wieku. Stany Zjednoczone, Missisipi. Amerykańskie społeczeńswo klasy średniej i doskonałe oddany klimat tamtych lat. Amerykańskie gospodynie domowe w swoich ogromnych amerykańskich samochodach. A wszystko to na tle obrazków z życia ich czarnych służących, traktowanych jak gorszy typ ludzi, niezaługujących na to aby korzystać z tej samej toalety, biblioteki czy kina. Szokujące , ale bardzo pradziwe.

Mimo trudnego tematu, który porusza ta książka, jest bardzo ciepła i zabawna. Dawno już nie czytałam tak wspaniale opisanej historii, choć trudno było mi znaleść na nią czas w przedświątecznym zabieganiu.

Polecam ją bardzo.


Przeczytana: kwiecień, 2012

Jakoś długo nie mogłam przekonać się do słuchania audiobooków, zdecydowanie wolę czytać niż słuchać. Ale w końcu przy słuchaniu można robić inne rzeczy - to mnie przekonało. Koleżanka obdarzyła mnie plikiem mp3 zawierającym "Służące" - na dobry początek. No i zaczęłam słuchać - nie jest źle, ale co książka to książka.
Plusem "Służących" jest obsada lektorów - Anna Seniuk, Anna Guzik i Karolina Gruszka. Ta ostatnia jakoś niespecjalnie przypadła mi do gustu, ale pani Seniuk i Guzik były świetne - brzmiały jak prawdziwe murzyńskie służące :)

"Służące" to napisana z dużym humorem opowieść o segregacji rasowej i różnicach społecznych pokazana poprzez pryzmat czarnych służących i białych pań domu.
Akcja powieści umiejscowiona jest w latach 60-tych XX wieku w Jackson w stanie Mississipi.
Całość historii śledzimy oczami trzech kobiet - czarnych służących, Minny i Aibileen, oraz młodej, białej kobiety, panienki Skeeter.
Kontakty białych i czarnych ograniczają się do roli państwo-służba. To czarne służące są matkami i wychowują białe dzieci swoich państwa. Są kochane przez dzieci i same je kochają. Niestety, dzieci dorastają i często stają się takie same jak ich rodzice.Białe panie są zajęte spotkaniami, ploteczkami, fryzjerami, organizacją imprez, że wydają się bardziej zapracowane od swojej służby.
Wyjątkiem jest panienka Skeeter, przeciwniczka podziału rasowego, wychowana przez ukochaną służącą, Constantine. Kobieta wraca do domu po zakończonych studiach, źle czuje się w rodzinnym domu.
Postanawia napisać książkę, prawdziwą opowieść, o czarnych służących. Udaje jej się namówić kobiety do współpracy - razem obalają tematy tabu.

"Służące" to niezwykle głęboka i mądra książka napisana w dowcipny sposób. Stanowi doskonałe studium podziałów rasowych i różnic społecznych.
Ciekawa i zaskakująca, wywołująca śmiech. Pokazująca mądrość życiową czarnych kobiet i płytkie białe panie.
Fantastycznie skonstruowane i przemyślane w najmniejszych szczegółach sylwetki bohaterek sprawiły, że słuchałam powieści z wielką przyjemnością. I to zdecydowanie służące podbiły moje serce - szczególnie Minnie z jej "niewyparzonym językiem".
Podobało mi się :)

http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/2012/04/suzace-kathryn-stockett.html


Przeczytana: 07 września, 2011

Wzięłam tę książkę na wakacje.Pomyślałam sobie, że będzie to lekka,niewymagająca lektura.W sam raz na wakacyjne lenistwo.I nie pomyliłam się..z tym,że ta książka to nie tylko przyjemna lektura,ale treść poruszająca niezwykle ważny problem społeczny jakim jest/była segregacja rasowa.Prawie 600 stron książki,połknęłam w rekordowym tempie.Książka ma to do siebie, że w lekki sposób traktuje o ważnych kwestiach,a dokładnie o tym co działo się na południu Stanów Zjednoczonych w latach 60 ubiegłego stulecia.Pokazuje z jednej strony małomiasteczkowość i zakłamanie białych mieszkańców oraz walkę o prawa,godność i zrozumienie czarnych.Widzimy obie strony medalu.I aż samo nasuwa nasuwa się pytanie (mimo pełnej świadomości zagadnienia)"jak mogło do tego dojść w cywilizowanych czasach"?
Póki co - czekam na ekranizację tej książki, bo wiem że takową już nakręcono.