LC Multimedia
Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 81 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 127 tys. książek
» Ponad 189 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Pod kopułą

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Tomasz Wilusz, Agnieszka Barbara Ciepłowska
tytuł oryginału: Under the dome
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: marzec 2010
ISBN: 978-83-7648-349-8
liczba stron: 928
słowa kluczowe: powieść, tajemnica, pole, panika
język: polski
typ: papier
dodał: czupirek
7.08 (805 ocen i 125 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 38,00 zł
Kup ebooka
Legimi
Cena: 39,20 zł

Jedna z najlepszych książek 2009 roku według The New York Times! Pewnego pogodnego, jesiennego dnia małe amerykańskie miasteczko Chester's Mill zostaje nagle i niewytłumaczalnie odcięte od świata. Ota... Jedna z najlepszych książek 2009 roku według The New York Times!
Pewnego pogodnego, jesiennego dnia małe amerykańskie miasteczko Chester's Mill zostaje nagle i niewytłumaczalnie odcięte od świata. Otacza je niewidoczne pole siłowe, które mieszkańcy zaczynają nazywać kopułą. Sytuacja szybko się pogarsza. Pole wpływa niekorzystnie na środowisko, a ludzi powoli ogarnia panika…
Dale Barbara, weteran wojny w Iraku zarabiający na życie jako wędrowny kucharz, jest zmuszony do pozostania w Chester’s Mill. Wspierany przez wojsko, które znajduje się na zewnątrz kopuły, wraz z garstką ochotników próbuje uspokoić nastroje społeczne. Na drodze staje im Duży Jim Rennie, ambitny lokalny polityk, który za wszelką cenę chce wykorzystać sytuację dla własnych celów. Wraz z synem ukrywają wiele koszmarnych tajemnic, które nie mogą ujrzeć światła dziennego.
Czas ucieka, a największym wrogiem mieszkańców jest sama kopuła. Czy dowiedzą się, jak powstała, zanim będzie za późno? Czas goni. A właściwie czasu już brak…
pokaż więcej.



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Do biblioteczki...
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (4)
Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane, Fantastyka
Przeczytana: wrzesień, 2010

Prawdopodobnie problem z wielkimi pisarzami polega na tym, że jeśli przeczytacie ich najlepsze powieści, będziecie później patrzeć na ich pozostałe książki poprzez pryzmat ich najlepszego dzieła. W moim wypadku zaś lektura Miasteczka Salem zbyt dobrym pomysłem nie była, bo obecnie jest to dla mnie definicja horroru. A to nie pozwala zbyt przychylnym okiem spojrzeć na gorsze tytuły Mistrza Grozy.

Chester Mills jest niewielkim miasteczkiem nieopodal Castle Rock („Sklepik z marzeniami”). Wydawałoby się, że nic nie może zmącić spokoju tej mieściny, wszystko zmienia się jednak z chwilą, gdy na miasto opada tytułowa niewidzialna kopuła. Odcina ona mieszkańców od świata wewnętrznego, przy okazji zabijając kilkanaście osób. Wojsko otacza ją szczelnym kordonem, i nikt nie ma pojęcia, czym może być tajemniczy twór. Pozostaje czekać na zniknięcie kopuły, lub na śmierć spowodowaną brakiem zapasów i tlenu.

Ileż to razy widzieliśmy motyw mieściny odciętej od świata, gdzie zaczynają dziać się dziwne rzeczy? Wielokrotnie. Ile razy spowodowały to rząd lub UFO? Setki razy. Tym razem jednak nie stoją za tym ani kosmici, ani nasi kochani politycy. Kopuła bez trudu przetrzymuje ostrzał potężnymi rakietami Cruiser i niezwykle silny kwas, co nie jest raczej możliwe przy wykorzystaniu ziemskiej technologii. My zaś tak naprawdę pozostajemy w nieświadomości aż do finału, który wydaje się napisany na siłę, byleby jakoś zakończyć powieść.



Kopuła zdaje się na rękę radnemu Renniemu – mężczyźnie, który widzi w zagrożeniu świetną okazję do zawładnięcia miasteczkiem. Jego narzędziem są młodzi policjanci, niegrzeszący inteligencją, werbowani po to, by utrzymywać rządy żelaznej ręki. Rennie zaś nie cofnie się przed niczym, jeśli chodzi o władzę, choćby miał wymordować pół miasteczka. W końcu rządowi nie mogą dorwać mu się do tyłka.

Mamy tu jednak kilka osób, którym obecny stan rzeczy się nie podoba. Jedną z nich jest Barbie (imię zdecydowanie niezbyt męskie), były wojskowy, któremu tylko przypadek nie pozwolił się wydostać z miasta przed opadnięciem kopuły. Rząd przywraca go do służby wojskowej niedługo po opadnięciu kopuły, mianując pułkownikiem, co pozwoli mu przejąć władzę w mieście. Barbie zaś nie ma na to najmniejszej ochoty, mając w pamięci wydarzenia z Iraku, które zadecydowały o porzuceniu przez niego służby wojskowej. Nie wydaje się on postacią silnie zarysowaną. Po prostu sobie jest, a fabuła nie skupia się wokół niego. I tak jednak trzeba przyznać, że zapadnie on silniej w pamięć niż wielu innych mieszkańców miasteczka, którzy w sporej ilości przypadków są bezpłciowi; nagromadzenie imion i nazwisk powoduje straszliwy rozgardiasz i mniej więcej w połowie przestaje się już zwracać uwagę na kolejne osoby pojawiające się w tekście. Tak naprawdę dojrzysz tu jeszcze Kucharza, nad wyraz religijnego narkomana, i Ryżego, charyzmatycznego lekarza pracującego w miejscowym szpitalu. Nic ponad to.

Jakoś dziwnie czuję się w momencie, gdy recenzowanej książki nie mogę zaliczyć bezpośrednio do jednego gatunku. Tutaj zaś mamy akcję wymieszaną z kryminałem, podlaną odrobiną science fiction i okraszoną szczyptą horroru. Całość tworzy mdłą potrawę, którą zjeść można, jednak zapomnisz o niej, gdy talerz będzie pusty.

Bardzo nie lubię, gdy autor postanawia uchylić przede mną rąbek dalszej fabuły. Ileż razy dowiedziałem się, że były to ostatnie słowa kogoś tam, kto zaraz po tym ginął?! Jeśli czytam książkę, chcę sam dojść do tego, że owa osoba zginie, nie zaś być informowanym o tym fakcie przez autora. Pomijam już fakt, że wręcz z chirurgiczną precyzją można tutaj obstawiać kolejne osoby, które odejdą na łono Abrahama. Z jednej strony denerwujące, z drugiej i tak nie ma tu zbyt wielkiej tajemnicy.

Bo czym naprawdę tak wyróżnia się ta książka? Czasami mam wrażenie, że Stephena czeka los Sapkowskiego – facet ludziom się przeje, zaś dobrze wspominane będą tylko jego sztandarowe dzieła. Nie znalazłem tu jakichś porywających zwrotów akcji ani momentów, które doprowadziłyby mnie do palpitacji serca. Dialogi także zdają się sprawiać wrażenie, że są tu kolejnym dodatkiem krzyczącym „Poradzicie sobie bez nas!”.

Na koniec należy wspomnieć o samym wydaniu. Cóż, opasłe tomiszcze na prawie tysiąc stron w miękkiej okładce dziełem sztuki nie jest, w szczególności na początkowych lub końcowych fragmentach książki, gdzie nawał stron z jednej strony utrudnia czytanie sąsiedniej strony, przez co można nabawić się niemiłych bólów nadgarstka od trzymania książki mniej więcej w równym poziomie. Mimo mojej nieznajomości drukarskich tajnik uważam, że można było to zrobić znacznie lepiej, chociażby z twardą okładką, która być może wyeliminowałaby znaczną część problemu. Co zaś do samego tekstu, to korektora nie powinno się mordować – nie dojrzałem rażących błędów, co nie oznacza, że ich nie było. Owszem, kilka potknięć się zdarzyło, które śmiało można wykryć w Wordzie, jednak jak już wspomniałem, nie należy za to rzucać klątwy na nieszczęsną korektę. Widziałem już tytuły znacznie gorzej dopracowane ;)

Komu książkę można polecić? Na pewno nie osobom, które czytają krótkiego, zwartego czytadła – tutaj akcja zdaje się porządnie ślimaczyć. Jeśli szukacie dobrego horroru, sięgnijcie raczej po wcześniej wspomniane „Miasteczko Salem” tego samego autora. Unikniecie rozczarowania kopułą, która ma w sobie śladowe ilości horroru. Nawet maniakalni fani twórczości Kinga powinni zastanowić się, zanim wydadzą kilkadziesiąt złotych na ten tytuł. No, chyba, że sprawą honoru jest dla ciebie posiadanie w swojej bibliotece wszystkich jego tytułów – wtedy bierz śmiało.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 25 sierpnia, 2010

Jest sobie zwyczajne miasteczko w stanie Maine w USA. Ma swoje władze miejskie, radnych, szkołę, miejscowy nieduży szpital, małą bibliotekę z bibliotekarką, a jakże, posterunek policji. Jak w każdym podobnym mu miejscu na ziemi - czy to w Stanach, czy w Polsce, czy W innej Rosji, między mieszkańcami są sympatie i antypatie. Nihil novi - rzekłabym.


Ale jednak książka jest bardzo dobra, chociaż może nie odkrywcza. Czyta się ją naprawdę wyśmienicie. Co w niej mi się tak bardzo spodobało. Bo że nie sam pomysł na fabułę - nie jest odkrywczy, czytałam GONE, czytałam Władcę Much - ale właśnie realizacja tegoż pomysłu. King świetnym pisarzem jest - postawiwszy taką tezę, postaram się ją obronić.
W powieści "Pod kopułą" obejrzałam jak pod lupą zachowanie się ludzi (stworzeń stadnych) w całkowitej izolacji od świata zewnętrznego. W takim małym światku od razu zaczęły się krystalizować charaktery - ten, kto miał zadatki na łotra, stał się nim od razu, ten, kto ma dobry charakter, nagle staje się bohaterem. Początkowo pomyślałam, że King poszedł na łatwiznę i zarysował czarno-białe charaktery, żeby czytelnikowi było łatwiej obrać jedną ze stron i jej sekundować. Jednak - czyż w ekstremalnych warunkach, gdy jest zagrożone życie ludzkie, tak właśnie się nie dzieje? Ja osobiście nie przeżyłam nigdy czegoś tak tragicznego, żeby było trzeba walczyć o życie - własne i cudze, ale naczytałam się sporo. A przecież po coś literatura istnieje, prawda? Już choćby w celach poznawczych. I właśnie literatura dostarcza przykładów na to, że wychodzi z człowieka to, co w nim siedzi najgłębiej i co jest jego istotą - z jednego menda i szuja, z drugiego bohater, miłosierny i litościwy pomocnik, sprawny organizator, manipulant z innego, jeszcze z kogoś cwaniak i oszust.
I tak właśnie ta powieść pokazuje - człowiek sam nie wie, jaki jest, póki go nie doświadczy los. Nałkowska w "Medalionach" napisała: tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Człowiek nie jest bezwolną istotą przy tym. To nie tak, że jakiego mnie panie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz. Mamy ogromny wpływ na to, jacy jesteśmy, to od nas zależy, co wybierzemy.
W powieści Kinga pięknie to widać. To mi się spodobało najbardziej. Oprócz tego drobiazgowość. Ktoś tę drobiazgowość przedstawił jako zarzut, że powieść przegadana, że gdyby odsiać te wszystkie komentarze i analizy, dopiero byłaby istota utworu - ale ja zapytam - to po co sięgasz po Kinga? Przecież jego miłośnicy wiedzą, że on rozstrząsa każdy drobiazg na kilkanaście sposobów. Dla mnie w tym tkwi jego urok.
Zakończenie też mi się podobało: piękna metafora (nie będzie spoilerów, proszę się nie bać), poruszająca to, co w każdym człowieku siedzi - jego małe grzeszki z dzieciństwa. Właśnie - czy małe?
Pytania natury filozoficznej...
"Pod kopułą" jest powieścią bardzo długą, ale nie nudziłam się ani razu. Owszem, czytałam dość długo, ale przecież nie samą książką żyje człowiek. W każdym razie po zamknięciu pomyślałam, że trzeba rozstać się z bohaterami, a ja ich polubiłam!
Polecam. Nie tylko wielbicielom horrorów, bo tej powieści horrorem bym nie nazwała, raczej analizą społeczną w obliczu zagrożenia, ale polecam ją tym, którzy lubią emocje przy czytaniu.


Przeczytana: 2010 rok

Jakież było wielkie halo gdy ta książka pojawiła się w naszym kraju ! Słyszałam o niej wszem i wobec. Mało tego...Czekałam na nią zawzięcie od momentu gdy dowiedziałam się o zamyśle jej powstania. No i wreszcie się ukazała mym wygłodniałym oczom i stęsknionym dłoniom...:)

Początkowo byłam pod całkiem dobrym wrażeniem dość szybko rozwijającej się akcji, gdzieś w tle natomiast przewijała się ta charakterystyczna dla tego tytułu głupota niemal wszystkich bohaterów ale...Nie zważałam na to...Do czasu...
W którymś momencie lektury w/w cecha zaczęła ciążyć i przeszkadzać a nawet chwilami sprawiać, że lekturę odkładałam na potem. I tak zeszło mi ładnych kilka tygodni zanim zamknęłam książkę definitywnie.

Nie tego się spodziewałam i nie na to czekałam mimo całkiem przyzwoitego pomysłu na fabułę.
Powieści tej brakuje tego typowego klimatu, który niemal w każdej książce tworzył King. A zakończenie ? Lepiej...nie mówić. "Ręka mistrza" jest również dość obszerną powieścią ale jakże żałowałam gdy nadchodził już jej koniec...
A tu...zastanawiałam się kiedy on wreszcie nastąpi...

Zawiedziona lekturą teraz będę żyła nadzieją, iż Steven Spielberg, który będzie ekranizował "Pod kopułą" sprawi, że filmowa adaptacja przerośnie klimatem i jakością "papierową matkę" (tak jak to miało miejsce moim skromnym zdaniem w adaptacji "Mgły").


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 grudnia, 2010

Cieszę się, że zanim sięgnęłam po "Pod Kopułą", po tym jak przeczytałam "Pamiętnik Rzemieślnika", bo zaczynam rozumieć jakie procesy kierują pisarzem przy tworzeniu tego rodzaju książek. Uwolniło mnie to też od porównywania tej powieści do innych, zastanawianiu się ile jest Kinga w Kingu, czy autor się już się skończył i czy powiela stare schematy.

Czytało mi się dosyć długo, ale nie tylko dlatego, że "Pod Kopuła" zawiera się w prawie 1000 stronach, ale tak naprawdę momentami dawkowałam sobie przyjemność, a czasami wkurzona zachowaniem bohaterów odrzucałam ją w kąt, by trochę się uspokoić. Jak dla mnie świadczy to o tym, że powieść jest dobra, skoro wzbudziła we mnie tyle sprzecznych uczuć.

Nie chcę za bardzo streszczać fabuły, zresztą jest ona dobrze opisana przez wydawców więc tylko parę moich spostrzeżeń.

King tym razem nie ograniczył się tylko do paru postaci, ale stworzył całe miasteczko pełne różnorakich osobowości. Ponieważ książka jest naprawdę gęsto zaludniona, trochę potrwało zanim zaczęłam wszystkich rozpoznawać, dlatego najciężej czytało mi się początek, bo jednak potrzeba chwili by wszystko ogarnąć. Lecz potem szło już z górki.

Spotykamy więc kilku szaleńców, przy których można przetrzeć oczy ze zdumienia. Dla równowagi mamy również ludzi dobrych, którzy w sytuacjach kryzysowych postępują zgodnie z zasadami i nie tracą zimnej krwi. Bohaterów albo się lubi albo nienawidzi, chociaz trafiają się też tacy, których trudno sklasyfikować a później zasakakują.

Akcja jest oczywiście kingowska, czyli obfitująca w wiele okrutnych morderstw, opisanych bardzo precyzyjnie, wręcz namacalnie. Można się nieraz zniesmaczyć, ale to już moim zadaniem ciekawa umiejętność Kinga w posługiwaniu się prostym ale dosadnym słownictwem. Jest też bardzo dobry opis sceny finałowej, ale tutaj nie mogę zbyt wiele napisać by nie zdradzić zbyt wielu szczegółów fabuły.

Dużą rolę w powieści odgrywają dzieci, jako osoby bezbronne, ale także jako te których nie ogranicza dojrzała wyobraźnia (lub raczej jej brak), dzięki czemu potrafią w sposób niekonwencjonalny pomóc zrozumieć dorosłym otaczającą rzeczywostość i podsunąć pomysły rozwiązania nieciekawej sytuacji w Chester Mill.

King napisał kolejną powieść typu "Co by było gdyby...?" i muszę się przyznać, że podziwiam nieograniczone możliwości wyobraźni pisarza. Temat taki jak ten można ugryźć w róźny sposób. Jedno zdanie: "Miasto zamknięte pod kloszem", może być typowym sci-fi, horrorem, melodramatem a nawet komedią. King trochę pomieszał wszystkie gatunki, ale dzięki temu wyszła mu z tego ciekawa i dobra książka z interesującym rozwiązaniem.

Cóż więcej można napisać nie zdradzają szczegółów fabuły? Chyba nic. Nie chcę na siłe książki polecać, bo ogólnie opinie są skraje i wśród fanów Kinga i wsród tych, którzy przy tej powieści dopiero pierwszy raz spotkali się z autorem. Czasami mam wrażenie, że ludzie dorabiają zbyt wiele ideologii do powieści które mają po prostu dostarczyć rozrywki.

Mi się podobało i cieszę się niezmiernie, że miałam okazję zarwać kilka nocek spędzając je z mieszkańcami Chester Mill, zamknięta pod kopułą.

No i oczywiście będę czekała na ekranizację, bo byłby z tego niezły film.


Na półkach: Przeczytane

To moje drugie podejście do tej książki. Drugie, bo za pierwszym razem, sięgnęłąm po nią w najmniej odpowiednim momencie- w czasie sesji. Książkę wypożyczyłąm z biblioteki, miesiąc szybko minął i musiałam ją oddać następnemu czekającemu.
Najgruszba z książek z jakimi miałam do czynienia :)
S. King napisał o niej: "Starałem się napisać książkę, która ani na chwilę nie spuszcza nogi z gazu".
Myślę, że sprostał zadaniu. Książkę czyta się fantastycznie. Nie, nie pochłania w jeden czy dwa wieczory, lecz dawkuje tygodniami.
Zżyłam się z bohaterami "Pod kopułą", jednym kibicowałam, innych potępiałam.
Zawiodło mnie trochę zakończenie. Sam pomysł; odcięcie małego miasteczka Chester`s Mill niewidzialną barierą od reszty świata był tak znakomity, że spodziewałam się innej przyczyny powstania kopuły.

Moja mała rada, dobrze posiadać książkę na własność, niż wypożyczać z biblioteki. Przynajmniej u mnie- książka wypożyczona bez możliwości prolongaty (tak, kolejka chętnych do jej przeczytania jest bardzo długa). Po upływie należnego mi czasu, samowolnie przedłużyłam sobie termin oddania.
We wtorek w bibliotece będę się tłumaczyć, płacąc skromną karę. Nie mniej uważam, że warto :)

Gdybym miała podać jedną wadę - objętość książki. Książka nie bardzo nadaje się na noszenie w torebce, wiem co piszę, raz spróbowałam :) Chętnie widziałabym ją wydaną w dwóch tomach.
Nie mniej polecam wszystkim :)


Przeczytana: 06 lutego, 2011

To jest inny S.King ale równie dobry i fascynujący. Książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Nie jest to horror do jakich przyzwyczaił nas autor ale czasami postępowanie "zwykłych" ludzi w sytuacjach ekstremalnych jest bardziej straszne niż nie jeden wymyślony demon. Polecam!


Przeczytana: 24 września, 2010

Rewelacyjna powieść.
Bardzo długa, ale w żadnym momencie nie nuży.
Jest to pierwsza przeczytana przeze mnie książka Kinga i na pewno nie ostatnia. Polecam!


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 18 maja, 2011

Nareszcie książka nad którą przyszło spędzić trochę czasu i zaprzyjaznić z bohaterami. Dla mnie wspaniała, nie trafiło może do mnie wytłumaczenie powstania kopuły, ale pomysł świetny jak również wszystkie postacie.


Na półkach: Przeczytane, 2010, Posiadam
Przeczytana: 19 sierpnia, 2010

Przyznaję bez bicia, że do zakupu "Pod kopułą" nie skłoniła mnie ani fabuła, ani mijany w drodze do szkoły plakat (który właściwie działał mi nerwy, przypominając o echu w portfelu) ani nawet fakt, że to nowa, gorąca jeszcze powieść. Powód, dla którego wydałam ciężko wymęczone pięćdziesiąt złotych, jest znacznie bardziej przyziemny: przyciągnęła mnie liczba stron. Wiedziałam, że nawet jeśli historia okaże się tak średnia, jak sugerowały opinie czytelników, to i tak przy tych dziewięciuset stronach przytrzyma mnie styl Kinga.

Zaczyna się tak, jak to zazwyczaj bywa u Stefcia - od kilku spektakularnych zgonów i czynnika X, którym w tym przypadku jest tajemnicza kopuła. Bariera jest nie do sforsowania, przepuszcza tylko odrobinkę powietrza i stanowi niezłą zagwozdkę dla najtęższych umysłów Ameryki. Błyskawicznie otacza ją wojsko, usiłując z jednej strony utrzymać gapiów i dziennikarzy w odpowiednio dużej odległości od kopuły, a z drugiej znaleźć sposób na uwolnienie mieszkańców Chester's Mill.

To niewielkie amerykańskie miasteczko posłużyło Kingowi za udowodnienie, że kreowanie postaci, nie tylko pierwszo, ale i drugoplanowych, wychodzi mu bardzo dobrze. Mamy weterana wojny w Iraku, zbuntowaną dziennikarkę i niezłego lekarza po stronie dobra, mamy także Dużego Jimma Renniego, który trzęsie i manipuluje całym miastem, jego cierpiącego na nieustanne bóle głowy syna i ćpających kumpli w policji kryzysowej po stronie zła. Klasyczny podział, można by powiedzieć. Żadna z postaci nie zapadnie głębiej w pamięć, ale też należy przyznać, że są całkiem ciekawe, nakreślone profesjonalnie i z klasą.

Tym razem przedstawienie skomplikowanych powiązań w małej społeczności nie wyszło tak porywająco jak chociażby w "Miasteczku Salem". Miałam wrażenie, że King opierał się na ustalonych już bardzo dawno temu sprawdzonych schematach. To trochę frustrujące, że w tak grubej książce nie udało mu się zawrzeć ani jednego świetnego pomysłu na postać. Tym bardziej, że zazwyczaj w jego powieściach takich nie brakuje.

"Pod kopułą" czyta się lekko, sprawnie i przyjemnie. Może o tym świadczyć fakt, że gdy musiałam spędzić dziewięć godzin w szpitalnej poczekalni, tylko ta książka powstrzymała mnie przed wyskoczeniem przez okno. Akcja rozwija się błyskawicznie. Może i czytelnikowi nie towarzyszy nieustanne napięcie, ale z pewnością jest on ciekawy, co wydarzy się za kilka stron. A co do kontrowersyjnego zakończenia - wbrew większości opinii uważam, że jest całkiem niezłe. W żadnym wypadku nie wybitne, ale na tyle dobre, że mogę się z nim pogodzić. Poza tym nauczyło mnie, żeby palnąć w łeb każde dziecko urządzające mrówkom armagedon przy pomocy lupy.

Czas na podsumowanie. Z pewnością nikt nie ma wątpliwości co do tego, że napis "Najlepsza powieść Stephena Kinga" to pic na wodę. "Pod kopułą" to dobra lektura, ale niewiele poza tym. W porównaniu z "Ręką Mistrza" wypada niezbyt dobrze. Mimo to w żadnym wypadku nie żałuję wydanych pieniędzy. Warto spędzić przy tej książce kilka wieczorów.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 12 lipca, 2010

Trudno jest mi wyobrazić sobie, że moje miasto zostałoby zupełnie odcięte od świata niezniszczalną barierą. Jest to przerażająca wizja, którą w swojej książce ukazał Stephen King.

Przeczytałam już kilka książek Stephena Kinga. We wszystkich było stanowczo za długie, zbyt nudne wprowadzenie, które z pewnością nie zachęcało mnie do dalszego poznawania tych powieści. W Pod kopułą tego nie było. Akcja od pierwszych stron zaczęła się bardzo szybko rozwijać, w zasadzie bez żadnego wprowadzenia. Bohaterów niemal od razu spotkały niezbyt miłe skutki bariery.

Nie jest to jednak typowa powieść grozy. Pod kopułą bardziej przypomina dobrą książkę psychologiczną, jedynie z elementami horroru. Bardzo dobrze przedstawione są portrety psychologiczne postaci. King szczególnie skupił się na wykreowaniu wszystkich bohaterów. Każdy został dopracowany, miał inną osobowość, charakter. Szkoda tylko, iż było ich aż tyle, że ciężko było każdego dobrze zapamiętać.

Fabuła była, co prawda ciekawa, ale czasami dosyć rozwlekła, co sprawiało, że momentami nie chciało mi się dłużej czytać. Miałam wrażenie, iż pisarz to, co chciał napisać za bardzo rozciągnął. Te ponad 900 stron dałoby się skrócić i wtedy powstałaby bardziej wciągająca powieść, którą czytelnik mógłby czytać nawet z zapartym tchem, nie mogąc się doczekać kolejnych wydarzeń związanych z powstaniem klosza.

Głównie nie spodobało mi się zakończenie. Było nudne, jakby autor nie miał na nie pomysłu i napisał cokolwiek, aby tylko dłużej nie ciągnąć akcji. Miał za to bardzo dobry oraz oryginalny pomysł na fabułę. Nigdy wcześniej nie słyszałam, aby w jakiejkolwiek książce występował motyw kopuły, która uniemożliwiałaby normalne życie wielu ludzi, znajdujących się pod nią.

Podsumowując, Pod kopułą było momentami nieco nudne i nużące, ale ogólnie czytało mi się dobrze i będę wspominać je miło. Polecam. Jeśli jednak ktoś oczekuje dobrej powieści grozy, to z pewnością się zawiedzie.


Na półkach: Przeczytane

Do "Pod kopułą" podchodziłam kilka razy, zatrzymując się na ogół po jakichś pięćdziesięciu stronach, i gdyby pewna Rozczytana Przyjaciółka nie powiedziała stanowczo „masz przeczytać dalej”, to pewnie na tych kilkudziesięciu stronach by się skończyło, bo początek moim zdaniem do najlepszych nie należy. Owszem sama idea, by pewnego, niczym nie wyróżniającego się dnia, przykryć prowincjonalne, amerykańskie miasteczko, szklanym kloszem i sprawdzić, co się będzie działo, bardzo mnie pociągała. Ale już opis świstaka przeciętego tymże kloszem na pół, bardziej mnie rozbawił, niż trzymał w napięciu. Na szczęście, potem było tylko lepiej.

Cóż więc dzieje się w Chester Mills, odciętym od świata przez tajemnicze pole siłowe, niezidentyfikowaną kopułę, której nie da się w żaden możliwy sposób przekroczyć, ani zlikwidować? Ano życie toczy się dalej. Niektórzy ulegają panice i plądrują sklepy, niektórzy popełniają samobójstwo, niektórzy kombinują, jak nie dać się zwariować. Jedni odkrywają w sobie altruistyczną chęć niesienia pomocy drugiemu człowiekowi; inni wręcz przeciwnie zaczynają czuć się bezkarnie i pozwalać sobie na więcej niż niegdyś. Niewielu uda się zachować zdrowy rozsądek i uniknąć manipulacji. Być może głównym bohaterom i bohaterkom brakuje nieco psychologicznej głębi, ale nie o portret jednostki Kingowi chodzi. Idzie mu raczej o obraz stosunkowo niewielkiej amerykańskiej społeczności, którą bierze pod lupę. I nie jest to wizja zbyt optymistyczna.

King obnaża słabość demokracji (czy tylko amerykańskiej?), pokazując jak łatwo manipulować opinią publiczną, gdy jest się sprawnym politykiem. Politykiem dla którego najwyższą wartością jest sama władza, a drugą w kolei pieniądze. Demokracja to u Kinga system nie tyle z gruntu zły, co podatny na wypaczenia - może i mógłby dobrze działać w sprzyjających okolicznościach. Co z tego, gdy do władzy ciągnie tych, którzy niekoniecznie się do tego nadają? Ludzi o wątpliwym systemie moralnym, zafascynowanych siłą i przemocą, okrutnych i cynicznych, lub po prostu zbyt głupich, by naprawdę rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Sęk w tym, że nie wzięli tej władzy siłą, że zostali wybrani przez społeczność, która reprezentują. Jak więc świadczy to o tej społeczności? No, nie najlepiej, przyznajmy, nie najlepiej.

Autor mnoży ilość wątków i postaci zaangażowanych w akcję do granic przyzwoitości, a jednak zachowuje spójność. Język, jak to u Kinga, dosadny, akcja trzyma w napięciu do samego właściwie końca, co przy blisko tysiącu stron jest sporym osiągnięciem. Zakończenie rodem z science fiction jest w moim odczuciu dość idiotyczne, ale wybaczam, bo nie o zakończenie tu chodzi, lecz o zastanowienie się nad tym, w jakim świecie żyjemy. Mam wrażenie, że "Pod kopułą", mimo sensacyjnej maski, ma tak naprawdę wiele wspólnego z moralitetem. Pomimo zaskakująco bogatego tła społecznego, ma tak naprawdę przestrzegać przed bezmyślnością, łatwowiernością, ślepym posłuszeństwem, i zbyt optymistyczną wiarą w zwierzę, zwane człowiekiem. Tym bardziej, że miasteczko Chester Mills może być każdym amerykańskim miasteczkiem. Zresztą, nie tylko amerykańskim - bez problemu, potrafię wyobrazić sobie podobny przebieg wydarzeń w moim własnym mieście.


Na półkach: Przeczytane

Czy wyobrażacie sobie, że pewnego dnia wasze miasto zostaje odcięte od reszty świata, a miastem zaczynają rządzić ludzie, którzy zabijają, gwałcą? Oczywiście, że nie, bo to jest niemożliwe. Czy aby na pewno?

Byłam ciekawa tej książki, po tym jak została jedną z najlepszych książek 2009 roku według The New York Times.

Czy tym razem mistrz grozy zaskoczył mnie? Tak, stanowczo tak. Może powieść ta nie przeraża tak jak ''TO'', jednak ma to coś w sobie, co przyciągało mnie do niej, co nie pozwalało odłożyć jej na bok. Jestem pełna podziwu, ponieważ czytając, spotykamy ponad 60 postaci, a o każdej jest coś napisane. Każda postać jest ważna, zapamiętaj to. Abyś zaczynając czytać tę powieść, nie pomyślał - czytelniku, że taki Niechluj, pijaczyna, może pomóc ludziom, którzy są blisko śmierci.

Po opisie wiemy już, że miasteczko Chester's Mill w stanie Maine, zostaje odcięte od świata. Bariera, klosz, kopuła - tak nazywają to co powoduje katastrofy lotnicze, wypadki samochodowe, okaleczenia. Próbując podejść tam z telefonem komórkowym, zginiesz. Dotykając to - czujesz jakby coś poraziło cię prądem. We wnętrzu kopuły zaczyna się toczyć prawdziwa walka dobra ze złem. Dale Barbara, dla znajomych Barbie staje po stronie dobra, natomiast Duży Jim Rennie po stronie zła. Myślicie, że policja stanie po stronie dobra? Powiem więc, że się mylicie. Na dodatek Duży Jim i jego syn Junior Rennie ukrywają w mrocznej spiżarni, równie mroczną tajemnicę.. A do czego obaj są zdolni, przekonajcie się sami sięgając po tę książkę.

King jasno przedstawił sprawę miasteczka odciętego od reszty świata. Zaczyna się ładnie, pięknie, ale czy skończy się również tak? Z tym pytaniem, połknęłam całą książkę. Zobaczyłam jak ludzie, którzy są niewinni, lądują w więzieniu, jak ludzie, którzy bronią swojego miasteczka - zostają zabici. Autor przedstawił nam, to, z czym walczymy codziennie, ze złem. Obserwowałam jak ci, którzy chcą sprawiedliwości, robią wszystko aby dopiąć swego. Mistrz grozy, jak zawsze świetnie sobie poradził z tym, aby czytelnikowi serce biło coraz szybciej. Ci ze słabymi nerwami mogą zacząć obgryzać wszystko co mają obok siebie - ołówek, długopis, ostrzegam!

''Pod kopułą'' jest powieścią, gdzie doszukamy się tajemnic, zabójstw, jak i miłości, przyjaźni mieszkańców Chester's Mill w stanie Maine. Książka momentami przeraża i powoduje, że czytelnik zaczyna snuć refleksje nad dobrem i złem. Często jest tak, że te najgrubsze książki, stają się najlepszymi i tak jest również w przypadku tej powieści. Czytając, bawiłam się przy niej i dowiedziałam się, że dobrze na tym wyszłam(str.926) =]

Moja ocena 6/6
http://www.niebianskie-pioro.blogspot.com/


Przeczytana: 15 października, 2010

"Pod kopułą" jest już drugą książką, przyzwyczajającą nas do nowego Stephena Kinga.
Nie jest to już King horrorów i clownów przerażających na całe życie. Nie jest to nawet King specyficznej i niepowtarzalnej fantastyki, z jaką mamy do czynienia w największym dziele jego życia "Mrocznej Wieży".
Stephen King zamienia nam się w autora thrillerów z zabarwieniem nadprzyrodzonym. Jego książki są coraz bardziej obszerne, coraz mniej straszne, a co za tym idzie, coraz mniej Stephenowe.

"Pod Kopułą" to historia miasteczka, które pewnego pięknego dnia zostaje nagle odcięte od świata przez niewiadomego pochodzenia klosz.

I pomimo przebłysków straszności, momentów rzeczy niespotykanych w normalnym świecie, to całość jest niczym innym, jak zastanowieniem sie nad tym, do czego zdolni są ludzie w sytuacjach kryzysowych.

Brak grozy może odstręczyć niektórych zagorzałych fanów Kinga, ale nie powinno tak być. Jeśli tylko podejdziemy do tego, jak do ciekawej historii, z wieloma postaciami i wątkami, to książka może wciągnąć.

I ok, czasem postacie są tak proste i przewidywalne, że aż oczy bolą, ale mimo to książkę czyta się szybko i przyjemnie.


Na półkach: Przeczytane, 2010
Przeczytana: 18 marca, 2010

Najnowsza powieść Kinga zawodzi. Sam pomysł przykrycia miasta kopuła na początku już nie wydawał się najlepszym rozwiązaniem. Oczywiście, jest ona powodem kłopotów w mieście. Nie była jednak potrzebna aby pokazać jak z ludzi wychodzą ich najgorsze cechy, kiedy nie muszą obawiać się konsekwencji. Największy zawód w powieści, to kreacja bohaterów. Mamy dwa obozy. Tych dobry i tych złych. Nie ma tutaj miejsca na sprzeczności w charakterze, otrzymujemy klasyczny czarno-biały podział. Co gorsze King połaczył dwie cechy, którzy tworzą najbardziej irytujące postacie, jakie mogą zamieszkiwać opowieść. Połączenie bycia złym i bycia głupim, gorzej się nie da. Warto jednak zaznaczyć, że początek, jak i końcówka powieści wyszła autorowi bardzo dobrze. Opis pojawienia się kopuły i ostatnich wydarzeń wypada bardzo plastycznie i przekonująco. Gdyby trochę wyciąć ze środa wyszła by o wiele ciekawsza historia.


Przeczytana: 28 lipca, 2011

Gdy po raz pierwszy usłyszałem o powieści “Pod kopułą” pomyślałem, że czeka mnie wspaniała zabawa. Uwielbiam eksperymenty socjologiczne, książki, filmy i komiksy (The Walking Dead!), w których z jakiegoś powodu ludzkość zostaje pozostawiona sama sobie, a czytelnik (czy też widz) będzie oglądał jak krok po kroku z przyzwoitych, zdawałoby się, mieszkańców okolicy wychodzą bestie. Ludzie opuszczeni, bez odgórnej władzy nad sobą, bez prawa, to świetny materiał do obserwacji. Do głosu dochodzą najniższe instynkty, przeżycie staje się ważniejsze od zasad moralnych. Obserwacja na co dzień przykładnych ojców i matek, księży, polityków i innych bigotów, jak krok po kroku się staczają i muszą zmierzyć z brutalną rzeczywistością to coś, co nigdy mi się nie znudzi. Dodajmy do tego talent Stephena Kinga i powinniśmy otrzymać powieść genialną, tysiąc stron czystej rozrywki. Ale nie otrzymaliśmy.

Początek jeszcze nie zapowiadał nadchodzącej katastrofy. Moment pojawienia się klosza opisany jest bardzo dokładnie, z podziałem na role. Poznajemy licznych mieszkańców Chester’s Mill w chwili, gdy ich świat zostaje przewrócony do góry nogami. Wielu umiera w nagłych wypadkach wywołanych pojawieniem się kopuły, to oni są bohaterami początkowych trzystu stron książki. Potem przechodzimy do tych, którzy pozostali przy życiu... i z każdą kolejną stroną rosło moje rozczarowanie. Odniosłem wrażenie, że autor tworzył niczym po linii najmniejszego oporu, nie tylko opisując każdą nawet największą pierdołę przy użyciu co najmniej kilku tysięcy znaków, to jeszcze prezentując nam postaci bardzo standardowe, amerykańskie i w ogóle nie wciągające, jak z jakiegoś serialu dla młodzieży, którego nikt nie ogląda, ale i tak kręcone są kolejne sezony, bo aktor i producent to znajomi jakiejś wielkiej telewizyjnej szychy.

Mamy zatem dobrego glinę. No, ale umiera. Władza przechodzi w ręce złego gliny, który z miejsca obdarowuje policyjnymi odznakami lokalnych obwiesi. I zaczyna się bardzo typowa jazda, w której ludzie muszą sobie radzić nie tylko z własnym przerażeniem i utratą bliskich, ale także z tępymi stróżami prawa, szybko pokazującymi swoje prawdziwe oblicze. Od początku wiadomo, jak będzie toczyć się opowieść, jakie ścieżki autor wybierze. Zaskoczenie to element, którego w książce w ogóle nie znalazłem. Jakby tego było mało, ów zły glina niejedno ma na sumieniu, a osobami, które jako jedyne stają na wysokości zadania w obliczu nieznanego jest dziennikarka i... włóczęga, który... okazuje się być byłym wojskowym i otrzymuje rozkaz zza klosza by przejąć władzę. Bardziej standardowej historii wymyśleć już chyba nie można, rozczarowanie było tak wielkie, że mnie aż fizycznie bolało. Nie pomogła książce też pokaźna liczba szczegółowo opisanych mieszkańców, a zdarzenia, które w miasteczku miały miejsce to tylko ułamek tego, co autor klasy Stephena Kinga mógł przewidzieć i opisać. Książka zamiast eksperymentem socjologicznym okazała się być przeciętną historią sensacyjną z elementem science fiction w tle. Wyjaśnienie pojawienia się kopuły było równie mdłe, jak całość - ale wyjaśnienie w ogóle mnie nie interesowało. Gdyby wydarzenia pod kloszem sprostały moim oczekiwaniom, przełknąłbym nawet jeszcze słabsze.

“Pod kopułą” według mnie jest książką przeraźliwie nudną, to tysiąc stron standardowej, przewidywalnej fabuły. Mimo ogromnego szacunku dla autora nie potrafię znaleźć tu żadnych plusów. Dołączam do tych czytelników, którzy mają nadzieję, że przygotowywany na podstawie książki serial mocno zmieni ukazaną tu historię tak, by wreszcie potrafiła wciągnąć.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 28 kwietnia, 2011

Być może widzieliśmy coś takiego w Bastionie. Być może widzieliśmy w Miasteczku Salem. Całe miasto (bądź miasta) zaczyna żyć własnym życiem. Każda postać, którą mijamy na ulicach miasteczka wydaje się prawdziwa. Odkrywamy nowy świat, być może mały, ale jednak prawdziwy, na te chwile, w których zagłębiamy się w kartach powieści.
Jednak tym razem Stephen przeszedł samego siebie. I to w dobrym tego słowa znaczeniu.
Obserwując poczynania bohaterów pomyślałam, że nawet Randall Flagg (imię raczej znane dla czytelników twórczości Kinga) nie był tak bezczelny co czarny charakterek w owej powieści. Ale nie chcę mieszać w to pana RF. Ten towarzysz równych sobie nie ma, jednakże dorobił się, moim skromnym zdaniem, zdolnego szeregowego.
Powieść, ten wielki kolos liczący ponad dziewięćset stron, jest obrazem ludzkiego okrucieństwa, strachu, a co najbardziej rzuca się w oczy: jest obrazem szaleństwa. Szaleństwa jednostki i szaleństwa tłumu. Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy do czego zdolny jest człowiek. Wtedy Steve przybiega z pomocą. I co najgorsze, uzmysławiamy sobie, że tak naprawdę Steve ma rację, że wszystko mogłoby w ten sposób wyglądać, że tak naprawdę możemy stać się bezmyślnym tłumem. Możemy też pomyśleć: fakt, w czyichś oczach jesteśmy tylko mrówkami.
Niemal całą powieść czytałam wiercąc się niespokojnie na tyłku, a szczęka zbyt często opadała mi do ziemi. Nie raz chciałam krzyknąć na jakiegoś bohatera, by skręcił albo zawrócił... przez prawie tysiąc stron można ich polubić. Raczej nie da się ich nie polubić. Części z nich chociaż.
Być może książka posiada jakieś techniczne niedociągnięcia, do czego przyznaje się sam autor w posłowiu, ale nie ujmuje to temu, że mamy tutaj kolejne dzieło, które przynajmniej spróbowałabym postawić obok Bastionu. Być może Bastion miał lepsze rozwiązanie, ale jednak to kolejna walka dobra ze złem bo jednak nie wszyscy chcieli grać razem.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 13 stycznia, 2012

Po długiej - około 10 tygodniowej przerwie - wracam ponownie. Głowa oczywiście pełna przemyśleń po ostatniej książce. Owa pozycja to "Pod kopułą" Stephena Kinga. Książka szczególna, gdyż czytana przeze mnie chyba najdłużej z dotychczasowych w moim życiu. Uściślając, z dużymi przerwami od września zeszłego roku. Na sam fakt złożyło się kilka zdarzeń - w tym niekoniecznie objętość samej książki. Która jednak do najcieńszych nie należy - około 950 stron robi swoje. I w tym miejscu najsamwpierw nachodzą mnie myśli, w jakim to stopniu na ocenę czytanej przez nas książki, naszym podejściu do przedstawianych w niej treści mają wpływ wydarzenia, okoliczności, które dzieją się w tym "naszym" życiu, toczącym się równolegle do akcji rozgrywającej się na kolejnych stronach powieści. W jakim to stopniu wypaczają, o ile o jakimkolwiek wypaczeniu może być tu mowa, naszą interpretację przedstawianych w książce pomysłów, zachowań. Moim skromnym zdaniem znaczny. Stąd z punktu widzenia samych książek: jednym się poszczęści, innym nie. Kończąc na tym powyższą myśl, jak to się miało z tytułową "Pod kopułą"?

"Pod kopułą" - kolejna powieść znanego, wszystkim wielbicielom horrorów i nie tylko, Stephena Kinga przypadła mi średnio do gustu. Dlaczego? Postaram się to pokrótce wyjaśnić rozbiwszy moją ocenę na kilka podpunktów.

Na pierwszy ogień rzucamy treść książki. "Pod kopułą" opowiada o perypetiach mieszkańców małego miasteczka w stanie Maine, Chester's Mill, których życie pewnego jesiennego dnia zostaje zakłócone pojawieniem się nad miastem szklanej kopuły. Skutkiem czego zostają oni w nienaturalny sposób odcięci od zewnętrznego świata. Od razu rodzi się pytanie: Skąd u diaska się ona wzięła? Wraz z kolejnymi kartami powieści przyjdzie nam dowiedzieć się, iż z pewnością nie jest ona pochodzenia ziemskiego. Ciekawym faktem jest, iż mimo że samą kopułę wyczuwa się zmysłami, z punktu widzenia nauki w ogóle nie ma prawa istnieć. Powieść jest nie powiem długa i bardzo rozbudowana. Jest masa różnych postaci i wątków z nimi związanych. Ale o tym poniżej. Wiele z powieści Kinga doczekało się już ekranizacji. Jeśli ktokolwiek zdecydowałby się na wyreżyserowanie tego obrazu nie widzę innej możliwości poza miniserialem. Patrząc wstecz kilka z jego książek przedstawiono już w tej formie. Chociażby "Stukostrachy".

Drugim punktem oceny nierozerwalnie związanym z treścią są jej bohaterzy. Tutaj duży plus dla mistrza grozy, który do perfekcji opanował sztukę kreowania ludzkich tragedii. Z precyzją wytrawnego neurochirurga sięga do zakamarków ludzkiej duszy i psychiki. Z początku, również mnie samego, poraziła wielośc postaci - imion, nazwisk, ich pokrewieństwa, prowadzonych przez nich instytucji itp. Po topornych pierwszych podrozdziałach akcja powoli wskakuje na właściwe tory. Znajdziemy tutaj zarówno typowo czarne charaktery, choćby w dobrze skonstruowanej, acz przewidywalnej postaci, w osobie wiceprzewodniczącego miasta Jima Renniego. Znajdziemy osoby czystego serca, osoby, które pod wpływem tłumu przechodzą na ciemną stronę mocy. Osoby, które odpokutowywują grzeszne życie niosąc pomoc innym. Mało tego. Ogrom bohaterów daje pisarzowi masę możliwości. Znajdziemy tu wiele sytuacji, zachowań, przy których ocenie dane będzie nam stanąć przed dylematem moralnym. Za przykład daję choćby zbrodnie syna Renniego, Juniora. W jakim stopniu zawinił jego porywczy charakter, w jakim pogłębiający się nowotwór mózgu. Mamy dzieci, nastolatków, osoby dorosłe, w średnim wieku i te najstarsze, u kresu żywota. Tak więc na samą katastrofę i jej późniejsze konsekwencje jest nam dane spojrzeć z niemal każdej ze stron.

Kolejnym elementem jest sam pomysł na książkę. Czy jest on oryginalny? Być może tak. Z pewnością temat jest, nazwijmy to "na czasie". Mamy XXI wiek, z roku na rok rosnący postęp technologiczny, a co za nim idzie większy wspólczynnik zanieczyszczenia środowiska. Postępujące w nieubłaganym tempie zmiany w klimacie i idące za nimi katastrofy ekologiczne czy też klęski żywiołowe w postaci choćby huraganowych wiatrów dają nam sygnał zrewidowania naszego stanowiska względem planety Ziemi. Czy jest ona tylko i wyłącznie naszą własnością czy też przyszłych pokoleń. Z pewnością niektórych już zmian nie można cofnąć. Tak więc ludzkość pewnym zjawiskom, szczególnie tym destruktywnie wpływającym na naszą cywilizację, stara się przeciwdziałać. W przypadku dużych miast w Stanach Zjednoczonych już opracowywane są plany odgrodzenia ich od czynników zewnętrznych za pomocą kopuł geodezyjnych. Oczywiście są to projekty o rozmiarach dotąd nigdzie niespotykanych, ale możliwych przy odpowiednio dużych nakładach finansowych do urzeczywistnienia. Pytanie czy poza prawami fizyki bierze się pod uwagę ludzką psychikę, która z natury zdolna do szybkiej akomodacji, w większej masie jest krucha.

Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest moim zdaniem samo pochodzenie kopuły. I tutaj cofnę się w czasie. Konkretnie do pewnego wiosennego dnia w klasie trzeciej gimnazjum. Jest lekcja plastyki. Czyli wiadomo nuda. Jednakże większośc z naszej klasy - w tym ja - czuje pewne napięcie, gdyż mamy mieć nowego nauczyciela. Okazuje się nim postawny wąsaty pan. Nie wiem dlaczego, ale na sam jego widok biło od niego ogromem wiedzy i doświadczenia życiowego. Wszyscy w milczeniu siadamy do naszych ławek. Nastawiamy się na jakąś nudną przemowę z jego strony. Tymczasem nauczyciel przedstawia się pokrótce i zaczyna swój monolog o różnych poglądach na budowę świata. Zarówno z naukowego jak i filozoficznego podejścia. Wszyscy słuchamy jego słów z niespotykanym dotąd skupieniem. I nie chodzi tylko o samą tematykę, która zawsze interesowała i będzie interesować człowieka. Ale o sposób w jaki akcentował każde słowo, jego dykcję, budowanie napięcia. Wyglądało to z punktu widzenia nas, słuchaczy, jakby ta snująca się opowieść była ostatnią jaką nam dane było usłyszeć, a wygłaszającemu, wygłosić. Do teraz wiele rzeczy zdążyło mi już umknąć. Jednakże jeden pogląd szczególnie zakorzenił się w mojej pamięci. Chodzi mianowicie o pewne spostrzeżenie co do możliwości konstrukcji otaczającego nas świata. Wraz z postępem w wielu dziedzinach nauk poznajemy coraz to mniejsze cząsteczki. Kiedyś był to atom. Później okazało się, że składa się on z jeszcze mniejszych cząstek: protony, neutrony, elektrony. I do pewnego momentu to był koniec dalszej eksploracji. Aż pewnego dnia ktoś powiedział: "NIE, na tym nie koniec". I tak mamy kwarki. Teraz załóżmy, iż w każdym z tym mikroskopowych "światów" żyją organizmy wielokrotnie mniejsze od nas - ludzi. Z kolei każdy element z ich światów zamieszkują istoty wielokrotnie mniejsze od nich samych. Tak możemy się cofać w nieskończoność. Taka np. kropla wody może być dla pewnych organizmów odpowiednio mniejszych pewnym rodzajem wszechświata, jeśli chodzi o proporcje rozmiarów. Zagłębiając się w naszych rozważaniach nie możemy założyć z góry, iż Ziemia i otaczający nas wszechświat nie są elementem bardziej złożonej całości. Iż na osi skali rozmiarów zajmujemy jakąś tam kolejność. I są w jakimś tam świecie istoty, które są wielokrotnie on nas większe. A cały ten wszechświat jest tylko kropelką rosy w innych wymiarach. Tego nie wiemy. Ale autor po części chyba zbliżył się ku tej koncepcji, czym zaskarbił sobie moją sympatię.

Pisząc o powieści Kinga ciężko nie wspomnieć o samej narracji, tudzież konstruowaniu napięcia. Akcja, mimo że przesycona masą wątków i przewijających się postaci toczy się bardzo wartko. Ciekawym zabiegiem, wielokrotnie stosowanym przez autora są wybiegi w czasie. Wygląda to tak:

"Przelecieli nad autokomisem Jima Renniego i zostawili miasto za sobą. Po obu stronach szosy numer sto dziewiętnaście rozciągały się pola, drzewa płonęły intensywnymi barwami jesieni(...) Zostało im czterdzieści sekund życia."

lub

"I tak sobie jechali, podczas gdy różowe gwiazdy w górze robiły się coraz jaśniejsze, migotały, ale nie spadały; dziś deszczu meteorów nie będzie. Kiedy mijali przyczepę Sammy - przyczepę, do której Sammy już nigdy nie zajrzy - nawet nie zwolnili."

Wyprzedza to troszeczkę akcję, uchyla rąbka tajemnicy nadając całości swego rodzaju nastrój tajemniczości. Z drugiej strony pogłębia przekonanie, że ludzkim życiem rządzi los, fatum. Że wszystko zostało już postanowione. A ludzkie scenariusze rozpisane. Nastrój grozy i pogłębiającej się tragedii jest wyczuwany cały czas. Smaczku całości dodają wywoływane u dzieci przez kopułę prorocze majaki. Które mimo, że z początku mogą być swego rodzaju niezrozumiałym szyfrem, pod koniec odsłaniają swoje ukryte oblicze. Przytaczając jeden z rodziałów wszędzie jest pełno krwi. Samo pojawienie się kopuły niesie w sobie całą serię katastrof. Człowiek z obciętą ręką jest tutaj na porządku dziennym. Wszystko po to, aby jak najdobitniej zobrazować czytelnikowi tragizm sytuacji. Mimo całej powagi sytuacji interesującą odskocznią są rozdziały, w których narrator otwarcie bawi się z czytelnikiem.

Ode mnie w dziesięciostopniowej skali książka dostaje notę 6. Czego zabrakło. Nie do końca podpasowały mi spojrzenia na daną katastrofę z kilku perspektyw. O ile z początku może się to podobać. To na dłuższą metę jest nużące i wlecze się w nieskończoność. Nie do końca moim zdaniem został rozwinięty pomysł pochodzenia kopuły. A samo jej zniknięcie - nie zdradzę wskutek jakiego działania - jest śmieszne i zrobione na odwal się. Poza tym książka jest dość przewidywalna. Wiadomo, iż jeśli miasto zostanie odcięte od świata, z władzami, wśród których wiceprzewodniczący ma dyktatorskie zapędy - oczywiście w imię większego dobra, dobra ogółu - nie trzeba być alfą i omegą by trafnie odgadnąć kolejne posunięcia zmierzające do przejęcia pełni władzy. Co mnie jeszcze dobiło. Skoro w naszym kraju audycje telewizyjne mają obowiązek obwieszczać nam, widzom informacje o reklamie jakiegoś produktu pod hasłem: "lokowanie produktu" czemu inaczej ma być z książką. Mowa mianowicie o urządzonku, a raczej niewielkich rozmiarów skrzyneczce, która stosunkowo niedawno pojawiła się na naszym rynku. Apple TV. Nie wiem po co znalazł się on w treści samej książki. Aby tylko pokazać, że akcja dzieje się w 2009 roku? Chyba w USA totalnie już zbaranieli na punkcie tej firmy.

Jeśli ktoś lubi książki Kinga, które umiejętnie analizują na ile kosztem własnego przeżycia człowiek jest w stanie skrzywdzić drugą osobę, z małą domieszką science fiction, plus, wzorem świetnej "Mgły", opisów destrukcyjnej roli fanatyzmów religijnych i ich ortodoksji w czasie największego kryzysu, "Pod kopułą" jak najbardziej polecam.

"(...) Miasto nie jest wielkie. Łapiesz, w czym rzecz? Miasto nie jest wielkie, kotku. I wszyscy gramy razem."


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 01 listopada, 2010

Świetna książka. Przede wszystkim wartka akcja od samego początku, przeplatana niesamowitą ilością czarnego humoru. Lekkość pisania, zabawna, naturalna narracja oraz sprawność przenikania w umysły całej galerii charakterów sprawiły, że czytałem powieść z uśmiechem na ustach. Bez wątpienia najbardziej przystępne dzieło Kinga. Sam autor przyznał, że miał dobrą rozrywkę podczas pisania tej książki i rzeczywiście widać to na każdej jej stronie. Ze smutkiem przekręciłem ostatnią kartkę tej powieści, ale wiem, że kiedyś wrócę do Chester's Mill spotkać się z mieszkańcami miasteczka uwięzionego pod kopułą.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 30 czerwca, 2010

Wiele osób narzeka na zakończenie książki...cóż, każdy miał na pewno swoje oczekiwania po przeczytaniu tych 800 stron, ale mi przypadło do gustu. W każdym razie całość czytało się naprawdę zajebiście, każda postać była postacią żywą, a nie jednowymiarową. Każdy charakter był skonstruowany tak, że trudno określić podział na tych "dobrych' i tych "złych", akcja ciekawa i wciągająca, a zwroty akcji czasami tak zaskakujące, że trudno było domyślać się chociażby co wydarzy się na następnej stronie. Generalnie powiem tak - cholernie warto przeczytać, mimo że na pierwszy rzut oka mamy do czynienia niemal z objętością Starego Testamentu;)


Przeczytana: 16 października, 2010

"Lubię książki gęsto zaludnione", pisze sam King. I oto właśnie jest jego największa wada. Być może o to tu właśnie chodzi, o zachowania ludzi w obliczu zagrożenia i tak dalej. Jednak podjęty przez Kinga temat absolutnie mnie nie porwał. Szczerze mówiąc liczyłam na coś całkiem dobrego, a tu co? Góra sto stron (na ponad dziewięćset) jakiejś w miarę przyzwoitej akcji i wyssani z uczuć bohaterowie. Przyzwyczaiłam się, że u Kinga coś się zawsze dzieje, a portret psychologiczny bohaterów spada na drugi plan. Tutaj jest wręcz odwrotnie. Ale jest jedna miła odmiana - tym razem jedną z postaci nie jest pisarz, lecz dziennikarka, co jednak dowodzi, że King ludzi piszących wprost ubóstwia.