Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wojna kwiatów

Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Wydawnictwo: Mag
7,29 (137 ocen i 17 opinii) Zobacz oceny
10
17
9
18
8
21
7
38
6
24
5
15
4
2
3
2
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The War of the Flowers
data wydania
ISBN
83-7480-019-4
liczba stron
693
język
polski
dodał
bAzyl

Nowa, współczesna powieść, rozgrywającą się w Północnej Karolinie… i dziwnym, równoległym świecie, który istnieje na najdalszych krańcach wyobraźni. Theo Vilmos jest trzydziestojednoletnim wokalistą w niezbyt popularnym zespole rockowym. Kiedyś obdarzony ogromną, niemal magiczną charyzmą na scenie i poza nią, teraz boryka się z codziennością. Kiedy życie daje mu w kość jak nigdy dotąd, Theo...

Nowa, współczesna powieść, rozgrywającą się w Północnej Karolinie… i dziwnym, równoległym świecie, który istnieje na najdalszych krańcach wyobraźni.
Theo Vilmos jest trzydziestojednoletnim wokalistą w niezbyt popularnym zespole rockowym. Kiedyś obdarzony ogromną, niemal magiczną charyzmą na scenie i poza nią, teraz boryka się z codziennością. Kiedy życie daje mu w kość jak nigdy dotąd, Theo szuka wytchnienia w samotnej chacie wśród lasów. Czyta dziwny pamiętnik nieżyjącego już krewnego, który opisuje podróż do magicznego świata Faerie. Nim Theo zdąży uznać zapiski za majaczenia wariata, sam trafia do miejsca, które przechodzi jego najśmielsze oczekiwania … miejsca, w którym wypełni się jego przeznaczenie.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 439
ewa | 2017-04-21
Na półkach: Przeczytane

W tej książce świat znany nam z autopsji miesza się z dziwacznym światem alternatywnym-Faerie.Ten nasz ,ludzki,to współczesne San Francisco.Ten drugi to dziwaczny świat czarów(jak nazywają go jego mieszkańcy-świat nauki),pomieszany z pewnymi zdobyczami cywilizacji ludzkiej,działającej na zasadzie czarów.Sama magia pozyskiwana jest w tzw.elektrowniach z prostych magicznych stworzeń,którzy mieli mniej szczęścia niż ich współmieszkańcy.Oni po prostu są zmuszani do oddania swojej energii życiowej,by mogły działać rozmaite wynalazki techniczno-magiczne oświetlenie,powozy,autobusy,pociągi...Mieszkańcy Faerie to mieszanina stworzeń różnych,od maleńkich duszków,przez puki,gobliny,ogry,nimfy czy wodnice aż do smoków.Najbardziej wpływowa warstwa to rody arystokratyczne,które preferują względnie ludzki wygląd i wzrost.Posiadają rezydencje tak na prowincji jak i w Mieście.Rody szlacheckie nazywane są nazwami kwiatów.Mamy więc Lilie,Stokrotki,Powoje i Ciemierniki czy Malwy.Pozostali mieszkańcy Faerie maja nazwiska pochodzące od innych roślin(warzyw,owoców ,czy drzew).
Theo Vilmos,główny bohater to trzydziestojednoletni muzyk,mieszkaniec San Francisco.Jego dotychczasowe życie właśnie się posypało-jego dziewczyna poroniła i rzuciła go,później po ciężkiej chorobie zmarła jego matka,a koledzy z zespołu po prostu go olali.W rzeczach matki Theo znajduje notatnik swego nieznanego mu wuja,który opisuje swą podróż do nieznanej krainy.Początkowo Theo myśli,że to powieść fantasy,szybko jednak przekonuje się,że to nie fantazja tylko rzeczywistość.I ta rzeczywistość bynajmniej nie przypomina magicznych opowiadań czy bajek.Theo nie bardzo potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości.Nie wie,kto jest przyjacielem,a kto wrogiem,nie wie,przed jakim to dziwacznym stworzeniem musiał uciekać ze znanej sobie rzeczywistości...Całe szczęście,ma przewodniczkę-to mała elfka-Ogryzka.Muszę przyznać,że to moja ulubiona bohaterka.Jej cięty język i złośliwa osobowość pokazują,że mamy tu osóbkę z charakterkiem.Ogryzka nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać.Jej odzywki i zachowania to chyba najlepsze momenty humorystyczne książki.
Autor zresztą pokazał w tej historii całkiem niezłą galerię postaci.Bardzo polubiłam goblina Guzika,czy manierycznego Pierwiosnka.Lilka też jest ciekawą postacią.Wśród tych wszystkich osób trudno nie wspomnieć o dziwacznym stworze o nazwie Irha czy Tym,Który Likwiduje Przeszkody(a który kojarzył mi się z Tym-którego-imienia-nie-można-wymawiać ).Bardzo dobrze wykreowany jest też czarny charakter-Lord Ciemiernik.To wyrachowany,zimny drań,który dla władzy nie zawaha się przed popełnieniem najgorszej zbrodni.
"Wojna Kwiatów" to opowieść o mężczyźnie z naszego świata, który przeniósł się do Faerie za pomocą magii...niby oklepane...a jednak nic bardziej mylnego.Bo prawdziwa tożsamość Theo wcale nie jest tak oczywista,podobnie jak i powody,dla których sprowadzono go do magicznej krainy.
Samej fabuły nie będę opisywać,choć przyznam jest ciekawa.Wątek miłosny też tu można odnaleźć,nawet kilka wątków.Nie wszytskie kończą się HEA,ale niektóre z nich pokazują do czego można się posunąć w imię miłości,może nie tej bezinteresownej,ale bardziej egoistycznej,w której własne dobro czy zadowolenie a nawet zaspokojenie własnych ambicji przedłożone jest nad dobro innych.
Książka dość wolno się rozkręca.Początek mi się dłużył,całe to życie Theo w naszym świecie,jego kolejne wybory-to wszystko bardzo mi się dłużyło.Później akcja rozwija się dość szybko.Od chwili,w której pojawia się Ogryzka dzieje się dość dużo,a wydarzenia następują po sobie bardzo szybko.Są intrygi, maskarady, depczący po piętach wrogowie, tajemnice z przeszłości...Ale później tempo znowu siada...Samo zakończenie też wydaje mi się nie do końca przemyślane.Miałam wrażenie,że autor mając świetny pomysł,nie do końca wiedział jak go rozpracować tak by czytelnik się nie znudził i nie pogubił wątków.Książka może się podobać,nie przeczę.Jest ciekawie skonstruowana,ma całą masę fajnych i mniej fajnych bohaterów.Podoba mi się pomysł oparcia książki na starych wierzeniach czy bajkach o elfach,podrzutkach itp.Wydaje mi się jednak że nie do końca wyszła ona pisarzowi.Przyznam,że mnie ta książka zmęczyła.Nie potrafiłam się skupić na niej na tyle,żeby ją spokojnie czytać,stale mnie coś od niej odrywało.Po przeczytaniu kilku stron robiłam sobie przerwę na krzyżówkę,czy na patrzenie w okno...I pewnie gdyby nie mój upór to bym z niej zrezygnowała,choć nie lubię odpuszczać sobie książek...Było interesująco,choć nie porywająco.Poznałam kolejnego pisarza i kolejne spojrzenie na alternatywny świat.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Bez uczuć

Jak tylko przeczytałam prolog...przepadałam. Kolejna po BEZ SŁÓW dobra pozycja tej autorki. Mnie czytało się ją świetnie, a tobie ?

zgłoś błąd zgłoś błąd