Tysiąc pocałunków

Wydawnictwo: Filia
7,98 (1182 ocen i 253 opinie) Zobacz oceny
10
379
9
174
8
211
7
164
6
112
5
69
4
31
3
23
2
13
1
6
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
A Thousand Boy Kisses
data wydania
ISBN
9788380752535
liczba stron
440
język
polski
dodała
Ligeria

Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia… Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie. Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak...

Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia…

Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie.

Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali.

Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia?

Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/204

źródło okładki: http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/204

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 401
Sylwia MyBooksMyLife | 2017-06-27
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 26 czerwca 2017

http://ravenstarkbooks.blogspot.com/2017/06/tysiac-pocaunkow-recenzja.html

W wielu dziedzinach życia jestem tym dziesiątym przypadkiem. Wiecie, kiedy na 9/10 przypadków coś działa, 9/10 ma szczęście, 9/10 wychodzi cało z każdej sytuacji - ja jestem w mniejszości. Ale jeśli jest coś, co mi wychodzi, to dobieranie sobie lektur (to też nie zawsze, no ale zazwyczaj mam do tego nosa). Jestem chodzącym radarem książkoholicznym, podświadomie wyczuwam, czego mogę się po książce spodziewać i czy to trafi akurat do mnie. I całkiem nieźle radzę sobie z wynajdywaniem powieści, które mnie miażdżą (w sumie nie wiem, czy to taka zaleta).

Czasami powieści promowane są z fałszywymi etykietkami. Bo obiecuje się ogrom wrażeń, a zostaję ze zdegustowaniem i rozczarowaniem. Albo po prostu jestem zawiedziona. Tysiąc pocałunków właściwie nie miało chyba jakiejś większej promocji, ot jak to książki od Filii, słychać było o tej pozycji, ale nie wyskakiwała z lodówki. Było mówione, że książka wzruszająca, dosyć mocna, lepsza nawet od Promyczka, jednak nie było to przekazane wyświechtanymi frazesami, co dało mi pewną nadzieję i sprawiło, że byłam skłonna mimo niepewności zabrać się do lektury.

Rune i Poppy mieli być przyjaciółmi po wsze czasy. On w wieku pięciu lat przeprowadził się przez pracę taty z rodzinnej Norwegii do Stanów. Ona z miejsca ogłosiła ich przyjaciółmi. Byli nierozłączni, nie potrzebowali nikogo prócz siebie. Aż pewnego dnia, po dziesięciu latach, ojciec Rune'a oznajmia, że firma ma problemy i przenosi go z powrotem do Norwegii, nie na zawsze, ale na czas nieokreślony. Chłopak jest wściekły, jednak nic nie może zmienić decyzji o wyjeździe. Obiecują sobie z Poppy częsty kontakt i że kiedy tylko to będzie możliwe Rune wróci do domu, do Poppy. Z niewiadomego powodu dziewczyna odcina się jednak od Rune'a, urywa kontakt, a chłopaka ogarnia rozpacz. Po dwóch latach Rune wraca do Georgii. Nie spodziewa się jednak, że jego serce zostanie złamane po raz kolejny.

Odgadnięcie głównego problemu bohaterów nie było trudne, a wręcz banalne. Myślę, że większość zainteresowanych tą pozycją z miejsca się domyśliła, co tam się będzie działo. I dlatego się wahałam, czy chcę tę książkę przeczytać, czy jednak wystarczy mi takich. Mimo wszystko się skusiłam i choć nie jestem powalona na łopatki (hej, jakoś w końcu piszę tę recenzję), to nie żałuję.

Plus za przeplataną narrację. I wyrównaną. Myślałam, że głównie będziemy mieć do czynienia z punktem widzenia Rune'a, jednak wyszło mniej więcej po połowie z Poppy. To jakie jeszcze banały mam omówić zanim przejdę do głównego wątku? Zaintrygowało mnie pochodzenie chłopaka, jednak o Norwegii tutaj nie było nic, także wszystkich, których przyciągnęła do książki Skandynawia ostrzegam z marszu, że o niej tu nie poczytacie. Nie uświadczycie też wyjątkowych i oryginalnych bohaterów, powiedziałabym, że są nawet dość powierzchownie nakreśleni, ot główne cechy, sam zarys postaci. Niektórzy mogliby powiedzieć, że trochę schematyczni. Nie obchodzi mnie to. Bo to nie jest książka o super hipnotyzującym facecie, ani o geografii. To książka o uczuciu. I na tym polu Tillie Cole odwaliła kawał dobrej roboty.

Z opinii zaufanych ludzi wiem, że autorka powinna trzymać się z daleka od romansów/mrocznych erotyków (czy coś, nie wnikałam w tematykę jej innych powieści). To się zastanawiałam, czy i tutaj nie wzięła się za coś, co nie najlepiej jej wychodzi. Okazało się, że nawet wyszło. Bo momentalnie wciągnęłam się powieść i niemal całkowicie skupiła na sobie moją uwagę. Niemal, bo tak trochę sprawdzałam m.in. ile do końca rozdziału, kiedy zmieni się narracja, etc. I wszystko było super, do chwili, gdy w połowie, a nawet trochę później odłożyłam książkę i jakoś tak miałam dwudniową przerwę z jej lekturą. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy autorka nie zgarnęła (w pewnym sensie) łatwej przewagi nad czytelnikami. Powieść porusza trudny temat, delikatny i bardzo emocjonalny. I tak sobie myślę, czy aby nie sam obrany temat zapewnił autorce jakieś tam uznanie odbiorców. Ale z drugiej strony całość odebrałam bardzo przystępnie i dobrze stylistycznie, więc tu chyba i "zasługa" poruszanego w powieści tematu, jak i sprawnego pióra Tillie Cole.

W chwilach, kiedy osiągam swoje apogeum wzruszenia i patałacha emocjonalnego zaczynam odsuwać od siebie wszystkie emocje i robi się ze mnie 101% realistki. Więc wybaczcie, jeśli nawet w recenzji będę nieco umniejszać sferę emocjonalną, taki mechanizm obronny, co by się całkiem nie rozlecieć.

Czy polecam? Tak, jeśli jesteście chętni na słodko-gorzki rollercoaster. Czy mocna i wzruszająca? Ta, nawet ja ryczałam na końcówce. Czy lepsze od Promyczka? Ja tam wielką fanką Kim Holden nie jestem, całkiem spoko pisze, ale bez szału, poza tym takie powieści ciężko porównywać. Chyba ogólnie wyszło podobnie u Tillie Cole, co u Kim Holden, z tym że ta pierwsza skupia się na dwójce bohaterów, reszty jest mało co, i powiedziałabym, że jest słodziej, delikatniej, niż w Promyczku. O ironio, jest tam pozytywniej. Ciężko mi oceniać takie powieści, bo jeśli pomyśleć kompletnie emocjonalnie, to obie książki rozwalają czytelnika. Ale później dochodzi do głosu chłodny przegląd faktów, poszczególnych aspektów i aż czuję wyrzuty, kiedy obniżam przez inne wyznaczniki opinię. Ale cóż, nie sam główny wątek robi powieść, choćby nie wiadomo jak mocny by nie był, trzeba wziąć pod uwagę też resztę. Reasumując, całkiem porządnie, ale dobijająco.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Grona gniewu

Książka fantastyczna, wielowątkowa, pełna przeróżnych symboli, a zakończenie w stodole kompletnie mnie "rozwaliło" i wzruszyło. Powieść ta z...

zgłoś błąd zgłoś błąd