LC Multimedia
Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Łups!

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
tytuł oryginału: Thud!
seria/cykl wydawniczy: Świat Dysku tom 34
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: maj 2009
ISBN: 978-83-7648-130-2
liczba stron: 334
język: polski
typ: papier
7.38 (725 ocen i 34 opinie)
 
Kup książkę
Cena od 23,00 zł
Kup ebooka
Legimi
Cena: 29,90 zł

Dolina Koom to właśnie tam trolle złapały w zasadzkę krasnoludów, a krasnoludy złapały w zasadzkę trolle. To było daleko stąd. To było dawno temu.Sam Vimes ze Straży Miejskiej Ankh-Morpork znowu zobac... Dolina Koom to właśnie tam trolle złapały w zasadzkę krasnoludów, a krasnoludy złapały w zasadzkę trolle. To było daleko stąd. To było dawno temu.Sam Vimes ze Straży Miejskiej Ankh-Morpork znowu zobaczy wojnę, tym razem przed własnym biurem, jeśli nie rozwiąże zagadki morderstwa przynajmniej jednego krasnoluda. Kiedy jego ukochana Straż się rozsypuje, kiedy grzmią werble bojowe, musi odsłonić każdy ślad, przechytrzyć każdego skrytobójcę, pokonać każdą ciemność, by znaleźć rozwiązanie. Aha codziennie o szóstej, niezawodnie, bez żadnych wykrętów, musi wrócić do domu i poczytać synkowi Gdzie jest moja krówka ze wszystkimi odpowiednimi odgłosami podwórka. Są pewne rzeczy, które zwyczajnie trzeba załatwić.Pomysłowe, dowcipne, logiczne... Wszystko, czym powinna być kolejna powieść w cyklu fantasy, a nawet więcej.SFX MagazineMoże pisać łagodne komedie, ale wie, jak przerażająco skomplikowany i ekscytujący jest wszechświat.The Times pokaż więcej.



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się

Opinie czytelników
Przeczytana: 2009 rok

Rewelacyjna książka. Jak każda Pratchetta. Zwariowane fantasy z angielskim humorem i irracjonalnymi sytuacjami, przebiegłymi intrygami i mistyką. Vimsowska uliczna wersja 'Gdzie jest moja krówka' a raczej 'Gdzie jest mój tatuś' powaliła mnie na kolana (demniszcze! Tysiącletnia wskazówka i krewetki :D). Gorąco polecam.


Na półkach: Przeczytane, Fantastyka
Przeczytana: 02 grudnia, 2010

Moja pierwsza książka tego autora. Czytałam lepsze kryminały i lepszą fantastykę, ale powieść ma coś w sobie. Trochę humoru, technika z czasów jaskiniowców i światek zabawnych bohaterów fantasy razem tworzą miły melanż. Czasem autor zastanawia się nad tym co najważniejsze w życiu, czasem powieje smutkiem jakby zbliżała się Ciemność. Może spróbuję coś jeszcze Pratchetta.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 czerwca, 2009

Łups! – Prawdopodobnie taki dźwięk wydało ciało krasnoluda, kiedy padało bez życia na ziemię. Popełniono morderstwo, w dodatku nie byle jakie, bo polityczne. Relacje pomiędzy krasnoludami a trollami od zawsze były napięte, a zabójstwo ważnej krasnoludzkiej persony jeszcze bardziej pogorszyło te stosunki. Ankh-Morpork stoi na krawędzi wojny domowej i powstrzymać ją może jedynie rozwiązanie sprawy zabójstwa… Prawda na temat tego, kto ma rację w tym sporze, jak zwykle leży gdzieś pośrodku – w tym wypadku – w okolicach Pseudopolis Yard, w rękach komendanta Vimesa, który zajmie się tą sprawą niezwłocznie, jak tylko odpowie na jedno, niesamowicie ważne pytanie: gdzie jest moja krówka?

Cykl opisujący historię straży miejskiej Ankh-Morpork liczy sobie już siedem tomów i jest najczęstszym tematem książek ze Świata Dysku. Moja największą obawą było to, czy Terry Pratchett zdoła zachować świeżość i humor, pomimo utartego schematu powieści. Głównym trzonem jest, jak zwykle, zawsze mroczna tajemnica, która niechybnie położy kres miastu, jeśli ktoś jej natychmiast nie rozwiąże… I mimo, iż w „Łups!” Ankh znów staje w obliczu wojny, tym razem jest inaczej niż zwykle.

Jedyną znaczącą i wartą odnotowania zmianą, jeśli chodzi o wątki poboczne, jest komendant Vimes (dla przyjaciół „Pan Vimes”), który ma teraz Priorytety. I to takie przez duże „P”. I choć nadal jest komendantem, jest przede wszystkim mężem i ojcem. Pomimo, że nadal pracuje przez całą dobę, zapewnienie bezpieczeństwa swojej rodzinie przedkłada przed obowiązki policjanta. W końcu sprawiedliwość nie ucieknie, jeśli odłoży się ją na chwilę na półkę, a zamiast tego weźmie do ręki książeczkę do czytania.

W samej Straży źle się dzieje, napięcia między frakcjami trolli i krasnoludówdają się odczuć bardzo wyraźnie, a jakby tego było mało – do straży zostaje przyjęta wampirzyca, w dodatku całkiem ładna i zainteresowana kapitanem Marchewą… Sierżant Angua będzie miała znacznie większy problem, niż tylko uciążliwe owłosienie. Jednak jeśli chodzi o wątki personalne bohaterów „Łups!” wiele w nich nie zmienia. Pratchett skupia się bardziej na rozbudowaniu historycznego tła dla Ankh, niż popychaniu do przodu losów bohaterów, czy rozwijaniu i udoskonalaniu samego miasta.

Sytuacja najgorzej się ma w mieście - krasnoludy nie przechadzają się ulicami machając wesoło toporem i podśpiewując piosenki o złocie. Nie chodzą do barów, aby upijać się do nieprzytomności śpiewając piosenki o złocie. One konspirują, a w całej książce nie pada słowo „złoto” – nie trzeba być kapitanem Marchewą, aby domyślić się, że coś jest nie w porządku. Trolle w tej części jakby ucichły. Zaszyły się w ciemnych zakamarkach Anhk-Morpork czekając na ruch ze strony krasnoludów i pomimo ciepłej temperatury próbują zachować chłodny rozsądek. Ich spokój i opanowanie zapowiada najgorszą burzę tego wieku.
Spojrzenie na trolle i krasnoludy z innej perspektywy to główny wątek w „Łupsie!” Nie próbują już tolerować się nawzajem, aby wspólnie tworzyć „lepsze jutro”. Tym razem chodzi im o coś ważnego, chodzi o Historię, Tradycję i ich Przekonania. „Łups!” obnaża głupotę nietolerancji i wojen na tle rasowym, czy religijnym. Pratchett budując A-M przedstawił czytelnikowi idealistyczną wizję świata. Miasto – mimo, że brudne, pełne przestępców i żebraków – jest uporządkowane, a żyjący w nim obywatele są szczęśliwi, że mogą być jego częścią. Nawet zło i niesprawiedliwość trzyma się tu wytyczonych reguł gry. Tym razem tą utopijną wizją świata zachwiał wcale nie rasizm, jak mogłoby się wydawać na początku, ale tradycja. Krasnoludy od zawsze biły się z trollami, ale nie przeszkadzało im to wspólnie pracować, mieszkać, czy się upijać. Egzystując wspólnie w mieście, z dala od swoich korzeni, musiały się nauczyć tolerancji. Problem pojawił się, kiedy w krasnoludach odezwała się Tradycja, nakazująca im mieszkać pod ziemią, zdecydowanie nie afiszować się ze swoją kobiecością i walczyć o swoją historię, najlepiej z niegodnymi stąpać po ziemi trollami. „Łups!” pokazuje jak z radosnych krasnoludów, których życie obraca się wokół złota i alkoholu, zamieniają się w konserwatywnych fanatyków, którzy gotowi są umrzeć i zabić za nieswoje przekonania, w które nawet nie do końca wierzą. Ponieważ tak zachowałby się każdy prawdziwy krasnolud, a przecież nie wolno zapomnieć o swoich korzeniach mimo iż mieszka się w Ankh-Morpork, pracuje w budce ze szczurami, a pokój dzieli z rodziną trollii. Tylko, czy warto umierać za historię?

Wydanie niczym nie różni się od pozostałych z serii Świata Dysku, Prószyński i Ska jak zwykle stanęła na wysokości zadania: w książce jest niewiele literówek, czyta się ją bardzo wygodnie, bo można rozkładać i zginać we wszystkie strony bez obawy, że się rozklei.


Na półkach: Przeczytane, 2011
Przeczytana: 01 stycznia, 2011

Książka z serii policyjnych o komendancie Samie Vimes.
Tym razem do czynienia ma z możliwymi zamieszkami w mieście, związanymi z rocznicą bitwy w dolinie Koom. Gdzie rozegrała się bitwa między krasnoludami, oraz trollami. Teraz obie te rasy mają sporo swoich przedstawicieli w Ankh-Morpork i zagrażają bezpieczeństwu publicznemu.
Książka nadal trzyma humorystyczny styl, ale jakoś nie parskałem śmiechem co chwila, bo głównie mamy tutaj wątki detektywistyczne. Mam dziwne wrażenie, że starsze książki były zabawniejsze, albo to ja się przyzwyczaiłem i zobojętniałem na styl autora. Możliwe też, że dopadł mnie syndrom Starych Dobrym Czasów i stąd mniejsza wrażliwość na obecne w książce dowcipy.
Jednak nadal uważam książkę za dobrą i wartą przeczytania. Może nie będziemy śmiali się do rozpuku i nie znajdziemy genialnych motywów jak w Blasku Fantastycznym, czy Straż! Straż!, ale dobrą zabawę mamy gwarantowaną.


Na półkach: Przeczytane, Fantastyka, Serie
Przeczytana: 2010 rok

Fantastyczna książka,pełna nie tylko rewelacyjnego humoru (zarykiwałam się z Vimesowskiego "gdzie moja krówka"),ale też mądrych prawd o życiu i stosunkach międzyludzkich.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 07 listopada, 2010

Do Świata Dysku przenoszę się, gdy potrzebuję poprawić sobie humor. Mam w domu spory zbiorek książek Pratchetta i mogę je sobie dawkować, kiedy tylko zechcę. Sięgnęłam po "Łups!" na osłodę listopadowych, zimnych wieczorów. I nie zawiodłam się. Pratchett bawi jak zawsze. Już sam fakt, że oś fabuły zbudowana jest tu wokół Straży Miejskiej i jej komendanta, daje podstawy przypuszczać, że będzie się działo. I to wesoło. Znakomite dialogi, wyraziste postacie, wartka akcja, no i odrobina refleksji, bo przecież Ankh-Morpork odbija w trochę krzywym zwierciadle znaną nam rzeczywistość. Bardzo polecam!


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 27 lipca, 2011

Vimes, Vimes i jeszcze więcej Vimesa, czyli to co Masie lubią najbardziej. Książka jak zwykle rewelcyjna. Postaci pełno, każda ciekawa. Tajemnica, morderstwo i dolina Koom. I wampir w straży!


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 30 lipca, 2011

Wspaniala! Pierwsza ksiazka Pratchetta, ktora skonczylem (Swiat Dysku jest zbyt bajkowy)! Ciekawie zbudowana fabula, doskonale postaci, trzyma w napieciu do konca i zaskakuje.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2011
Przeczytana: 02 czerwca, 2011

Sir Pratchett to jeden z pisarzy, który pisze stylem tak specyficznym i oryginalnym, że albo się go kocha, albo całkowicie nie trawi. Ze świecą szukać drugiego autora serwującego tak niesamowity miks fantasy i lekko satyrycznego, a zarazem subtelnie zabójczego humoru (dławienie się śmiechem podczas czytania Świata Dysku to atrakcja dołączona do ceny biletu). Mnie osobiście magia tego świata porwała dopiero za drugim podejściem, ale jak już się wciągnęłam, toooo... Kolejną część połknęłam w kilka dni. I mimo że nowsze tomy uważane są za słabsze, „Łups!” dla mnie w żadnym wypadku słabszy nie jest.

„Łups!” to kolejna część poświęcona Straży Miejskiej Ankh-Morpork, a szczególnie stojącemu na jej czele Samowi Vimesowi. Komendant Straży ma nie lada problem: krasnoludo-trollowe nastroje w mieście uległy znacznemu pogorszeniu. Już wcześniej pozostawiały one sporo do życzenia, lecz gdy ponownie zrobiło się głośno o pamiętnej bitwie w dolinie Koom, jedni chwycili za topory i chleb bojowy, drudzy za maczugi i – nierzadko – zęby tych pierwszych. Jakby tego było mało, dochodzi do morderstwa, które jeszcze podgrzewa atmosferę. Sam ma też na głowie kolejny prezent od patrycjusza, czyli wampira w Straży. A każdego dnia równo o szóstej musi znaleźć się przy łóżeczku Młodego Sama, by dopełnić arcyważnego Ojcowskiego Obowiązku.

Konstrukcja każdej książki z serii Świata Dysku jest podobna (a mimo to zawsze coś mnie zaskakuje): obok pozornie głównego wątku występuje kilka pozornie pobocznych, które jednak okazują się mieć znaczenie większe, niż czytelnik przypuszczał. W przypadku „Łups!” chodzi o wspomniane wcześniej problemy trapiące Vimesa – postać komendanta jest w tym tomie rozwinięta zadziwiająco dokładnie - a także sprawy wewnątrz Straży. Znamienne dla Pratchetta jest to, że za każdym razem przedstawia nam dobrze znane postaci w nowy sposób, poszerzając ich rolę, pogłębiając charakterystykę. W rezultacie każdy strażnik i bardziej towarzyski (lub mniej, ale mający bardziej na pieńku z prawem) mieszkaniec Ankh-Morpork jest dla czytelnika jak dobry, stary znajomy. Tym samym „Łups!” to spacer po znanym miejscu, pośród przyjaciół – jak kolejny odcinek ulubionego serialu, w poprzednim odcinku czystego fantasy, teraz zaś pełnokrwistego kryminału.

Właśnie – jak się ma sprawa wątku kryminalnego? Nie jestem fanką tego gatunku i spotykam się z nim sporadycznie, więc wystarczy mi, gdy dobrze się bawię przy lekturze. Nie potrzebuję do tego zawiłych intryg, podejrzeń, zdrad i czystych zbrodni. Prawdę mówiąc, preferuję morderstwa brudne, wydarzenia na wielką skalę i zwieńczone w sposób epicki, a wszystko to podlane mocnym, działającym na wyobraźnię klimatem. W „Łups!” brak przynajmniej części tych czynników całkowicie wynagradzały wszystkie absurdy Świata Dysku, od chochlika Sama „Wpisz Swoje Imię” Vimesa, aż po małe smaczki w rodzaju postaci wychudzonego trolla o imieniu Cegła.

„Łups!” jako kolejna część cyklu Świata Dysku sprawuje się doskonale. Zapewnia rozrywkę, wywołuje szczery śmiech, a jednocześnie, jako opowieść o Straży, serwuje trochę napięcia i wciągającą intrygą. Można dodać teatralnym półszeptem, że jest tu trochę mniej żartów, niektóre rozwiązania sprawiają wrażenie za prostych, a Pratchett napisał wiele książek lepszych od tej. Można i w mniejszym lub większym stopniu będzie to prawda. To zaś oznacza, że po lekturze „Łups!” należy niezwłocznie sięgnąć po następną opowieść ze Świata Dysku, by przekonać się jeszcze mocniej, jak doskonały jest to miks fantasy i humoru! Z pewnością fani przy kolejnej przygodzie ankh-morporskiej Straży będą się bawić równie dobrze, co przy poprzednich, a zwykli śmiertelnicy... cóż, przeczytajcie i spróbujcie oprzeć się magii Świata Dysku.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 03 lipca, 2010

Fanką Pratchetta nie byłam nigdy. Już w czasach "Maurycego" coś mi w nim nie pasowało. Nie potrafię go strawić. Męczy mnie. Drażni. Doprowadza do myśli o samobójstwie. Zatrzymuje mój czas w miejscu, rozciąga go na niebotycznie długie odcinki... Próbuje mnie zabić. O, tak. To w skrócie o tym, co wywołuje we mnie próba przeczytania jakiejś jego książki. Ale się uparłam. Postanowiłam, że przeczytam. Że już nigdy nie odłożę żadnej książki, dopóki jej nie skończę. Liczę, że zakończenie miło mnie rozczaruje. Oczywiście jestem świadoma, że to mało prawdopodobne.

Historia jest zagmatwana. Z początku w ogóle nie wiadomo, o co chodzi. Do połowy książki nie wiadomo, o co chodzi. Na końcu wcale się to nie wyjaśnia, chociaż podobno już wiadomo, o co chodzi. Ogólnie trolle i krasnoludy się biją. Kłócą. Nie potrafią dogadać. Żyją historią, bitwą w jakiejś dolinie na "K" (coś jak Polska z Rosją o Katyń, czyli jakiś bezzasadny idiotyzm, który sprawia, że polityka zagraniczna jest tragiczna, a i tak ani oni się nie przyznają, ani my nie odpuścimy... przez co będziemy się o to sprzeczać przez następne pięćset lat, jakby nie można było po prostu odpuścić). Mnóstwo nietolerancji. Ale nad tym wszystkim stoi oczywiście straż miejska. I Sam Vimes. Gwiazda. Jedyny uczciwy, nigdy nie wziął łapówki. Chorobliwie unika jakichkolwiek gier i codziennie o godzinie 18:00 musi przeczytać swojemu synowi książkę pod tytułem "Gdzie jest moja krówka" o nader ambitnej treści. Cokolwiek by się nie stało, to jest priorytet.

Przyznam się, że polubiłam dwie osoby - wampirzycę Sally i wilkołaka (a może wilkołaczkę?) Anguę. Tak uroczo się kłóciły, że aż zaczęłam się zastanawiać, dlaczego w ludzkiej świadomości zakorzenił się fakt, iż wilkołaki i wampiry się nienawidzą. Dlaczego? Nie wiem. Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się zaprzyjaźniły.

Miłośnicy Pratchetta mogą mnie spalić na stosie, czy co tam oni mają w zwyczaju. Ja go nie trawię. Nie są to peryferie fantastyki, w które mogę się zapuszczać bez szkody dla mojego umysłu. Ja jestem jak te trolle, które są w stanie myśleć tylko wtedy, gdy jest zimno. A mi nie dość, że jest za gorąco, to jeszcze czułam, że resztki mózgu przez tę lekturę wyparowały.

Fani tego autora z pewnością będą zachwyceni. Jego przeciwnikom odradzam czytanie. Osobom neutralnym radzę przeczytać "Omena" napisanego wraz z Gaimanem. W Pratchettcie lubię tylko przypisy. Tylko od nich mnie głowa nie boli.


Na półkach: Przeczytane

Do Łups! podchodziłam trochę jak pies do jeża, boczkiem-boczkiem. Och tak, bardzo lubię caly Świat Dysku Pratchetta, ale cykl o straży Ankh-Morpork nie przemawiały do mnie, to znaczy: nowsze tomy cyklu. Mam zamiar odświeżyć sobie opowieści o Vimesie i Chlubie Ankh-Morpork, więc może zmienię zdanie. Po sam Łups! sięgnęłam żeby pozbyć się traumatycznych wspomnień Czasu bliźniaków, którego przeczytałam nieco wcześniej.

Choć nie jestem szczzególną entuzjastką ilustracji większości okładek cyklu, to ta nie jest zła, w środku książka też sprawia niezłe wrażenie.

Co do fabuły: W Ankh-Morpork zbliżała się rocznica bitwy krasnoludów i trolli w dolinie Koom, którą obie rasy chciały świętować szczególnie zamieszkowo. Straż musiała nie tylko próbować jakoś zapanować nad gangami i "praworządnymi obywatelami". Sierżant Angua została postawiona przed równie trudnym zadaniem wytrzymania w pobliżu nowej rekrutki, młodszej funkcjonariusz Sally, wampirzycy. Sprawy nie polepszał fakt morderstwa popełnionego na krasnoludzkim gragu krasnoludów. A do soboty jeszcze daleko... A miasto wrze niczym zapomniany makaron na gazie...

Nadciąga Ciemność.

Szczerze mówiąc książka nie jest majstersztykiem. Ot, dobre czytadło, ale fragmentów, które mnie porwały, nie ma za wiele. Och, opowieść tryska swoistym dyskowym humorem, pełno w niej znanych, radosnych postaci (takich jak nadrektor niepomagający straży, Lady Sybil, Nobby...), ale nie ma w historii tego, co czyni ją dla mnie wielką i oszołamiającą. Nie twierdzę, że książka jest słaba, nie! Po prostu nie porwała mnie. Mimo to czytało mi się dobrze, znikłam na całe popołudnie.

Naprawdę dobra lektura, polecam


Na półkach: Przeczytane

Kolejna opowieść ze Świata Dysku, traktująca o straży. Głównym wątkiem jest stary konflikt między krasnoludami a trollami, powracający w związku z rocznicą bitwy w dolinie Koom, miejscu gdzie trolle złapały w zasadzkę krasnoludów, a krasnoludy złapały w zasadzkę trolle. Z muzeum ginie olbrzymi obraz, przedstawiający bitwę. Mówi się, że oszalały malarz (prześladowany przez kurczaki - ten motyw mnie rozbił) na murielu uwiecznił tajemnicę, drogę do skarbu. W mieście dochodzi do zamieszek między antagonistycznymi rasami, straż opuszcza wielu krasnoludów i trolli, wstępuje doń natomiast wampir-czarnowstążkowiec, co niezbyt dobrze wpływa na Anguę. Nobby natomiast znajduje dziewczynę o obfitym łonie.
Najcięższy orzech do zgryzienia ma jednak Vimes - nie tylko musi rozwikłać zagadkę morderstw w kopalni, zapobiec rozpadnięciu się straży i rozruchom w Ankh-Morpork, stawić czoła Przyzywającej Ciemności, ale i codziennie być w domu o szóstej, by przeczytać Małemu Samowi jego ulubioną książeczkę. I zrobić Hruumgh!
Może nie jest to najlepsza z książek Pratchetta, niemniej jednak czyta się z przyjemnością. Rozbrajać bądź irytować mogą dyskowe adaptacje nowinek technologicznych ostatnich lat - mnie akurat bawiły, podobnie jak kurczaki. Vimes jako mąż i tatuś, starający się zachować twarz w momentach kryzysu, jednocześnie bawi i nieco wzrusza. W Łupsie! nie ma może zupełnie niespodziewanych zwrotów akcji, są natomiast - charakterystyczne zresztą - przepojone humorem sytuacyjnym partie dialogowe i opisy, które zdobyły taką popularność. Zresztą, o stylu Pratchetta rozwodzić się nie będę, wszak od tego temat jest osobny.
Książka "sympatyczna" ze wszech miar.


Przeczytana: 14 czerwca, 2010

Po raz kolejny PTerry daje swoim czytelnikom świetną książkę. Tym razem straż miejska Ankh-Morpork zajmuje się morderstwem, którego tłem jest odwieczny konflikt między krasnoludami i trollami. Konflikt tak stary, że nawet nie wiadomo, kto zaczął ale z pewnością ci drudzy. Czas na rozwiązanie sprawy szybko ucieka bo zbliża się rocznica wielkiej bitwy w dolinie Koom na którą krasnoludy ostrzą już swoje topory i z wielu stron schodzą się klany trolli gotowe do bitwy. Niewiele trzeba by zagotować ten tygiel a martwe ciało nie poprawia sytuacji. Napięcie w mieście rośnie nie tylko między stronami dawnego konfliktu ale też w samej straży - Vimes stara się być bardziej rodzinny, przyjęto na strażnika pierwszego wampira, Vetinari oczekuje wyników a Nobby znalazł sobie dziewczynę.
Zapewniam, że zakończenie, choć typowe dla stylu Pratchetta, nie zawodzi.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 11 listopada, 2010

Dolina Koom. Mroczne miejsce. Pełne dziwnej energii. Miejsce, gdzie nie do końca do dziś było wiadomo co się stało. Co jeśli obraz przedstawiający mityczną bitwę Trolli z Krasnoludami... przedstawia zupełnie coś innego, czego my, ich potomkowie nie jesteśmy zrozumieć bez poszukiwań?

I po co drążyć tunele pod całym miastem?

Łups! wpisuje się idealnie w historie Świata Dysku. To opowieść o przyjaźni, przestrzeganiu zasad zarówno moralnych, religijnych wpajanych przez całe dzieciństwo przez Rodziców jak i zasad obowiązującego prawa. To opowieść o poszukiwaniu rozwiązania, o tajemnicach i sensie naszych działań.

Po przeczytaniu człowiek może sam poczuć się jak pionek z Łups!


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 20 maja, 2012

Kolejna świetna książka Prachetta, której pochlonięcie zajęło mi raptem kilka godzin. To jedna z tych pozycji, do których zasiadasz i nie chcesz jej odkładać dopóki nie skończysz. Cykl o straży miejskiej i komendancie Vimesie należy do moich ulubionych i ten tytyuł spełnił pokładane w nim nadzieje. W serii o Świecie Dysku uwielbiam to, że autor obok lekkiej i pełnej inteligentnego humoru historii przemyca również kwestie światopoglądowe dotyczące także naszego współczesnego świata. I tym razem zrobił to w świetny sposób.


Pierwsza książka Pratchetta, z jaką się zetknęłam. Tak, tak wiem, zaczęłam trochę od końca, ale zupełnie nie przeszkodziło mi to, w połapaniu się we wszystkim, o co chodzi w Straży Miejskiej Ankh-Morpork. Mimo mnogości bohaterów i wielowątkowości, książkę czyta się wręcz z zapartym tchem, a sposób, w jaki wszystkie, pozornie nieważne informacje układają się na końcu w spójną całość, po prostu poraża. I jeszcze jedno. "Gdzie jest moja krówka" w wykonaniu Vimesa - bezcenne :)


Na półkach: Przeczytane

Dawno książka Pratchetta nie rozczarowała mnie tak bardzo jak Łups! Przygody Vimesa i straży zawsze należały do moich ulubionych dlatego wiele oczekiwałem od tej pozycji i niestety bardzo się zawiodłem. Fabuła jest nudna, wręcz przewidywalna a tego wybaczyć nie mogę, nowi bohaterowie są przeciętni, starzy nie błyszczą tak jak w poprzednich tomach i gdyby nie rewelacyjny Świat Finansjery pomyślałbym że Pratchett skończył się na kill em all :)


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Dysk

Jak dysk dyskiem Krasnoludy nie znosiły Trolli, i z wzajemnością... ale czy na pewno? Żeby się tego dowiedzieć trzeba przeczytać tę świetną, pokuszę się nawet o stwierdzenie że jedną z lepszych książek pana Terry'ego. Książka zwala z nóg humorem, galopująca akcją i barwnymi postaciami.

Dla osób z IQ przeciętnym i wyższym, i fanów prozy Terrego Pratchetta istny "must have".


Na półkach: Przeczytane

Niby dobrze, że się wyjaśniło wreszcie o co chodziło z Doliną Koom, ale z drugiej strony - jedna z zagadek Świata Dysku została ujawniona... Teraz pozostaje już tylko czekać, aż ukaże się oficjalna wersja piosenki o jeżu...


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 04 września, 2011

Terry Pratchett, jak zwykle niezawodny w swoim lingwistyczno-sytuacyjnym żarcie, po raz kolejny opowiedział świetną historię zgranej paczki przyjaciół i wrogów, żeby śmieszyć i ośmieszać oraz intrygować. Lubię to:)