Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Powrót na Ziemię

Tłumaczenie: Maciej Studencki
Cykl: 100 (tom 3)
Wydawnictwo: Bukowy Las
6,84 (129 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
8
9
13
8
17
7
33
6
36
5
16
4
4
3
2
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Homecoming
data wydania
ISBN
9788380740525
liczba stron
288
język
polski
dodała
primrose

Setka zesłańców na Ziemię staje przed największym wyzwaniem. Inni Ziemianie powracają do domu. Kilka tygodni po lądowaniu na Ziemi młodzi koloniści zdołali założyć obóz i zaprowadzić porządek w dzikim środowisku. Delikatna równowaga ulega jednak zakłóceniu, kiedy na Ziemię docierają nowe lądowniki. Ci, którzy dostali się na ich pokłady, mogą mówić o szczęściu, ponieważ w Kolonii właśnie...

Setka zesłańców na Ziemię staje przed największym wyzwaniem.
Inni Ziemianie powracają do domu.

Kilka tygodni po lądowaniu na Ziemi młodzi koloniści zdołali założyć obóz i zaprowadzić porządek w dzikim środowisku. Delikatna równowaga ulega jednak zakłóceniu, kiedy na Ziemię docierają nowe lądowniki.
Ci, którzy dostali się na ich pokłady, mogą mówić o szczęściu, ponieważ w Kolonii właśnie kończy się tlen, ale szczęście Glass po wylądowaniu na Ziemi wydaje się dobiegać kresu. Clarke prowadzi wyprawę ratunkową na miejsce lądowania, lecz jej myśli krążą ciągle wokół rodziców, którzy być może jednak żyją. Tymczasem Wells walczy, by pozostać przywódcą mimo przybycia na Ziemię wicekanclerza w asyście uzbrojonych strażników, a Bellamy musi zdecydować, czy uciec od odpowiedzialności za przestępstwa, czy też stawić czoło rzeczywistości.
Dla setki zesłańców nadszedł czas, by zjednoczyć siły i walczyć o wolność odnalezioną na Ziemi. Alternatywą będzie utrata wszystkiego, co kochają – w tym również ukochanych osób.

Trzecia część ekscytującego cyklu powieściowego Misja 100, który zainspirował twórców amerykańskiego serialu science fiction THE 100

W USA, gdzie serial nadawany jest od 2014 r. zapowiedziano, że wyprodukowany zostanie czwarty sezon. Autorka powieści również kontynuuje pracę nad kolejną częścią cyklu

Akcja książek rozgrywa się 97 lat po wojnie nuklearnej, która zniszczyła cywilizację. Na Ziemię zostaje wysłany statek kosmiczny z 100 młodocianych przestępców, którzy mają sprawdzić, czy Ziemia nadaje się do ponownego zamieszkania. To jest Misja 100.

 

źródło opisu: olesiejuk.pl

źródło okładki: olesiejuk.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 39

Mogłabym tu teraz napisać, że nie wiem, dlaczego, będąc w środku lektury „Łabędziego śpiewu”, jednej z lepszych książek, jakie ostatnio dorwałam w swoje ręce, biorę się za recenzję mdłej i nijakiej książeczki Kass Morgan. Daruję sobie jednak, bo nie oszukam w ten sposób nikogo, kto choć trochę mnie zna. Prawda jest brutalna: komplementy mi nie wychodzą, ja wolę wylewać wiadra pomyj. Merytorycznych pomyj.
Była już recenzja „Potomków” pod znakiem wielkiej nudy, tym razem emocją przewodnią będzie frustracja. Frustracja zmarnowanymi szansami fabularnymi i fatalnymi opisami emocji. Ale po kolei…

Historia opisana w „Powrocie na Ziemię” jest szalenie prosta. Na Ziemi lądują statki z dorosłymi z Kolonii, w tym wicekanclerzem Rhodesem, który próbuje zaprowadzić w obozie terror i wymusić bezwzględne posłuszeństwo, może też obawiać się go Bellamy, z powodu przestępstw popełnionych jeszcze w kosmosie. Do tego dochodzą utarczki z jednym Strasznie Złym i Agresywnym plemieniem tubylców, podczas gdy drugie jest Niesamowicie Przyjazne i Szczęśliwe.
I tutaj można się naprawdę zdenerwować. Przecież ta historia miała potencjał! Przecież zaczynała się nawet obiecująco – przypomnę, krytykowałam już na łamach tej witryny miałkość i nadmierną egzaltację pierwszego tomu, ale podkreślałam też, że same zawirowania fabularne, relacje między postaciami, konflikty i strony zostały wymyślone dobrze – i gdyby zostały tak samo napisane, książka byłaby naprawdę warta lektury.

Trzeci tom tymczasem (poza powtarzaniem błędów poprzednich, o czym za chwilę) jest całkowitym zaprzeczeniem zalety „Misji 100” – mianowicie podejścia do dobra i zła. Tym razem nie uświadczymy ani odrobiny trudnych wyborów, czy opisywania postaci, które, jeśli nawet nie są wrogami, to nie mają wspólnego celu. O nie! W „Powrocie na Ziemię” złe postaci są przerysowane i płytkie, a dobre zawsze postępują słusznie by opromieniać świat swoją szlachetnością. Zniknęły wszystkie ślady po konfliktach między nimi, nie ma już żadnej niepewności w relacjach, wszystko jest jasne i proste. Wells, Clarke i Bellamy maszerują razem na czele szeregów Dobra, by stawić czoło Złu.

Tak… jeśli zdaje się wam, że kogoś pominęłam, macie słuszność. Jest przecież jeszcze czwarta bohaterka! Opatrzę to zdanie wykrzyknikiem, zastanowię się nawet, czy przepisanie go kilka razy nie byłoby skutecznym manewrem, w końcu jest to fakt, o którym dość łatwo zapomnieć, a który – przynajmniej zdaniem autorki – jest przydatny. Mowa rzecz jasna o Glass, której historia tak mało wiąże się z głównym wątkiem, że nie mam pojęcia, po co została wciśnięta do książki. Tym bardziej, że w głowie ma tylko jedno. Nad śmiercią matki porozpacza przez chwilkę, ale trudno ją za to winić, w końcu ona ma chłopaka! Luke, Luke, Luke, nieważne, co się dzieje dookoła, kogo zabili, kogo mają zabić i kto ich atakuje, przecież jest Luke. W oryginale brzmiało to pewnie jeszcze bardziej monotonnie, bo język angielski nie pozwalał bohaterce odmieniać tego imienia przez wszystkie przypadki.
Warto tu wspomnieć jeszcze o jednej zmarnowanej szansie jeśli chodzi o Glass i jej relacje z – uwaga, nie z Luke`iem! – Clarke. Mamy powiedziane tylko tyle, że nie lubiły się na statku, ale w obliczu nieszczęść, jakie przeszły, cieszą się z każdej znajomej twarzy. Początkowa niechęć, zadawnione urazy, zmieniająca się relacja, jakaś drobna konfrontacja? Zapomnijcie.

Można nie podzielać mojego poglądu na dobrze skonstruowanych bohaterów i ciekawe relacje pomiędzy nimi, wiem, że moje papierowe serduszko bije wyjątkowo mocno w stronę zła i nierzadko jestem osamotniona, podszeptując bohaterom „Zabij go! Zdradź! Oszukuj! Dla mojej czytelniczej radochy!”. Ale nie można zaprzeczyć, że literatura stoi twardo na konfliktach.

A teraz czas na gwóźdź do trumny. Najlepsze zostawiłam na koniec, niech ta moja ulubiona Glass własnymi słowami się przedstawi. Chwileczkę, zaraz znajdę młotek.
„R i S nie mogli wiedzieć, że pewnego dnia dziewczyna z kosmosu natknie się na ich wiadomość [ napisali na drzewie R serduszko S]. Czy miałoby to dla nich jakiekolwiek znaczenie? Pewnie nie. Obchodziła ich tylko własna miłość… a przynajmniej tak powinno być.”
Obchodzi cię coś innego niż miłość? W tej chwili przestań, nie powinieneś!

I tak oto dotarłam do głównego punktu programu – opisów emocji. Sztucznych, egzaltowanych, drętwych opisów emocji. W każdej scenie widać było, że autorka nie wyobraża sobie, co czuje jej bohater, jedynie wie, co powinien i starannie tak układa mu myśli, by odczuwał akurat to, co odczuwać powinien, dokładnie to i nic więcej, a następnie tą jedna prostą informację powtarza tyle razy, by nawet ktoś czytający co dziesiąte zdanie na pewno ją sobie przyswoił. Wszystkie przemyślenia czy reakcje postaci są bardzo schematyczne i brzmią nienaturalnie. Wygłaszają w kółko swoje głodne kawałki „Chciał tylko chronić kogoś, oddałby za to wszystko”, „jeśli ktoś miałby zginąć, to wolałby już sam nie żyć”, „wierzył, że tutaj na ziemi jest ich miejsce i nie pozwoli, by mu je odebrano”. W kółko. W nieskończoność to samo. To pewnie przeszłoby w narracji pierwszoosobowej – myśli są bardziej chaotyczne, do ważnej sprawy można wrócić wiele razy – ale od trzecioosobowej wymagamy jednak pewnej dyscypliny, autor nie może zasłaniać się bohaterem, wybiera z jego myśli, to co czytelnik powinien zobaczyć.
Otóż to, zobaczyć. Nie zostać pouczonym, że tak właśnie jest.

Jeszcze jeden detal, jeśli chodzi o emocje, choć to uwaga bardziej ogólna, bo zdaje się, że mogłabym skierować ją do wielu amerykańskich autorów. (Przepraszam za powielanie tego stereotypu, ja Amerykanów bardzo cenię, mogłabym nawet zostać Amerykanką i wyznawcą kultu pierwszej poprawki… ale jest też druga strona tego wizerunku, konkretnie hamburgery, cheerleaderki i tandetne filmowe zakończenia) O czym konkretnie mówię? O mowie pogrzebowej. Po prostu nie potrafię wyobrazić sobie człowieka, który kilka dni po stracie ukochanej osoby potrafi o niej mówić w pięknych słowach. I nic – żadnego ściśniętego gardła, żadnego zająknięcia, wszystko pięknie, jakby delikwent kandydował w wyborach, a nie przeżywał żałobę.

Do tych sympatycznych detali dorzucę jeszcze komiczny opis bitwy. Biegają, strzelają, nie wiadomo za dobrze, co się dzieję i z kim – ale gdy trzeba trzasnąć długą naradę w połączeniu z mową motywacyjną albo w ramach tandetnego moralizatorstwa pojednać się z wrogiem – to robi się to na całego, prowadząc długie dysputy, pozostali wojownicy jak mniemam w tym czasie zamierają lub chociaż przechodzą w slow motion. Nagle, trzask!, autorka przypomina sobie, że jest bitwa, więc dostaniemy sceny walki, poleje się krew – a potem znowu w tej scenografii urocza scenka rodzajowa.

Wszystkie te wady - błędy logiczne, źle opisane emocje, papierowe postaci – składają się na książkę, która służy w zasadzie jedynie do tego, by przerzucać kolejne kartki. Można zapoznać się z tą historią – o ile szuka się prostego wypełniacza czasu, niezobowiązującego czytadła, po który łatwo sięgnąć na chwilę w wirze obowiązków. Traktując ją w ten sposób, podczas lektury nie będzie się cierpieć.
A przynajmniej ja nie cierpiałam. Ostrzyłam tylko klawiaturę, oczekując na słodką zemstę. I oto właśnie moja zemsta się dokonała.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ścigana

Porażka!!!! Myślę, że żaden wielbiciel twórczości Tess nie wierzy, że mogła napisać coś takiego. No chyba, że w szkole podstawowej. Tylko dla fanów ki...

zgłoś błąd zgłoś błąd