Klub Kameleona. Paryż 1932

Tłumaczenie: Anna Gren
Wydawnictwo: W.A.B.
6,41 (27 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
4
7
11
6
5
5
4
4
0
3
1
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788328026209
liczba stron
480
słowa kluczowe
Anna Gren
język
polski
dodała
Ag2S

Mistrzowska opowieść o pasji, sztuce, miłości, zdradzie. Bezbłędnie oddaje nie tylko atmosferę Paryża lat dwudziestych – oddychającego papierosowym dymem i jazzem miasta wolności i swobody, także seksualnej – lecz również przygnębiającą aurę zapaści gospodarczej i grozę nazistowskiej okupacji. Paryski Klub Kameleon to przystań dla tych, którzy nie przystają do obowiązujących reguł i...

Mistrzowska opowieść o pasji, sztuce, miłości, zdradzie.
Bezbłędnie oddaje nie tylko atmosferę Paryża lat dwudziestych – oddychającego papierosowym dymem i jazzem miasta wolności
i swobody, także seksualnej – lecz również przygnębiającą aurę zapaści gospodarczej i grozę nazistowskiej okupacji. Paryski Klub
Kameleon to przystań dla tych, którzy nie przystają do obowiązujących reguł i konwenansów. Tam każdy może być sobą, bez względu
na wiek, płeć czy orientację seksualną. Jego stałą bywalczynią jest Louisianne Villard, transseksualna sportsmenka i kierowca rajdowy
- budząca jednocześnie fascynację i zgorszenie. Louisianne rozpaczliwie poszukuje miłości i akceptacji, jednak nieustannie jest przez
innych porzucana. Uważa się za patriotkę, lecz ze strony władz państwowych wciąż spotykają ją tylko przykrości, a nawet szykany.
Przechodzi więc na stronę wroga i zostaje agentką Gestapo.
Najnowsza książka Francine Prose to niezwykły portret epoki, a także próba odpowiedzi na pytanie o korzenie zła.

 

źródło opisu: http://sklep.gwfoksal.pl/

źródło okładki: http://sklep.gwfoksal.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1260
Dociekliwy_Kotek | 2017-02-18
Przeczytana: luty 2017

Czasem mam ochotę na coś smacznego, kalorycznego i niezdrowego - na przykład na paczkę chipsów albo niezobowiązującą lekturę powieści. Tylko taką właśnie zachcianką jestem w stanie wyjaśnić, dlaczego dobrnęłam do końca tej powieści, skoro po dwudziestu stronach "Klubu Kameleona" wiadomo, że jest to gniot, jakich mało.

Złe powieści mają to do siebie, że wkurzają brakami fabularnymi, marnym warsztatem, brakiem wyobraźni, sztampą, kliszą, banałem. Są złe - ale chociaż wkurzają, budzą jakieś wrażenia, emocje, cokolwiek. Ta książka daje tylko takie znudzone pytanie - czemu tej lasce chciało się to pisać? Nie wierzę, że nie ziewała z nudów nad swoją własną historią, więc po co w ogóle?

Sprawiedliwie trzeba przyznać, że pomysł na narrację był ciekawy: składają się na nią listy Gabora, fotografa portretującego przedwojenny Paryż, do jego węgierskich rodziców; fragmenty wspomnień spisanych przez jego żonę Suzanne oraz przyjaciółkę, baronową de Rosignol, wreszcie fragmenty powieści Lionela, amerykańskiego pisarza, oraz fragmenty biografii poświęconej Lou Villard, głównej bohaterki tej całej literackiej wpadki. Jest pomysł? No jest, niezły nawet.
To ja bym teraz chciała wiedzieć, dlaczego wykonanie było takie słabe? Załóżmy, że autorka rzeczywiście kompiluje fragmenty cudzych książek i wspomnień, a nie pisze je sama - dlaczego zatem wybiera najnudniejsze? Dlaczego zmusza czytelnika do brnięcia przez analizy i monologi wewnętrzne osób, które nic nas nie obchodzą (czytamy przecież o Lou Villard) i które - ja wiem, jak to brzmi - są literalnie o niczym?
Każdy, kto chociaż raz napisał list do rodziców, nie uwierzy, że można pisać tak, jak Gabor do swoich: po co streszcza im w liście to, co przeżyli razem? Ja widzę w tym nie synowskie oddanie, tylko nieporadny warsztat autorki. Dlaczego Lionel, amerykański pisarzyna, w przedwojennym Paryżu pisze, jakby zdążył nabawić się marskości wątroby na imprezach z Kerouakiem? Każdy, kto przeczytał bodaj jedną powieść z okresu międzywojennego, zauważy, że wtedy nikt tak nie pisał - serio, to nie ten język, nie ta wrażliwość i nie ta otwartość w pisaniu o seksie. Czy autorka, która pisze biografię, pisałaby o sobie, że jest jej ciężko, że ma depresję i że temat wybrała marny? Co czytelnika biografii obchodzi postać autora?

No i wreszcie Lou Villard. Mam wrażenie, że Francine Prose sama nie wiedziała, o kim chce napisać i jaka ma być jej bohaterka. Kocha brata, który ją dręczy, czy go nienawidzi? Jest szczęśliwa jako samotnica, czy straszliwie cierpi? Czuje się kobietą czy nie? Jest transseksualna czy tylko lubi nosić męskie ciuchy? Czy romanse, które przeżywa Lou, to prawdziwe uczucia, czy jest tylko zabawką w rękach zblazowanych, cynicznych oszustek (i znowu pytanie - która kobieta byłaby w stanie udawać zakochaną tak długo?).
Zagrajmy jednak w grę autorki i zgódźmy się, że Lou naprawdę istniała. Okazuje się, że wielkie zainteresowanie wybitnego fotografa, awangardowego pisarza, przedstawicielki wyższych sfer francuskich budzi... dziewczyna bez charakteru, bez osobowości, wręcz bez znaczenia - jeśli oczywiście pominąć fakt, że była kolaborantką i zdrajczynią. Na marginesie dodam, że Lou Villard trudno nazwać choćby i kanalią, tak dalece bezbarwna jest to postać. Mam też poważne wątpliwości co do jej motywacji i intencji - nikt mnie nie przekona, że nawet posta i niewykształcona kobieta była pewna, że ściąganie do Francji nazistowskich wojsk w jakikolwiek sposób przysłuży się ojczyźnie. Jeśli jednak zgodzimy się, że Lou była ślepa, głucha, niepiśmienna i głupia to stawia nas to przed poważnym pytaniem: jaki jest sens pisania książki o postaci tak do bólu nieciekawej? Po co pokazywać coś, co jest banalne, nudne i przeciętne?

W powieści nie ma nocnego życia Paryża - Klub Kameleona jest tylko bladym, ledwie zarysowanym tłem, takim wabikiem na czytelnika, więc wszystkim, którzy szukają ładnych, sprawnie nakreślonych postaci trans odsyłam, jak zwykle, do "Muskając aksamit". Nie ma Paryża pod okupacją, nie ma francuskiego ruchu oporu, nie ma miłości, nie ma niebezpieczeństwa.
Nie ma też za bardzo pomysłu, nie ma spójności, konsekwencji i logiki, za to jest masa wycierania sobie gęby i tuszowania braków fabularnych znanymi nazwiskami - jak Paryż, to musi być sztuka, a jak sztuka, to Picasso na każdym rogu. Serdecznie ubawiła mnie też scena, w której Lou, kierowca rajdowy ze złamaną karierą, postać bez znaczenia, postać zapomniana, jest fetowana na proszonej kolacji u Hitlera jak gwiazda salonów i jeden z możnych tego świata - wszystko po to, żeby zwerbować ją do szpiegowskiej pracy. Jestem pewna, że Hitler, znany ze swojej pełnej otwartości i tolerancji polityki wobec seksualnych odmienności, był zachwycony tak, jak opisuje nam to autorka. I znowu - na marginesie zastanawiam się, dlaczego autorka wybrała sobie akurat wyścigi samochodowe, które, jak mi się wydaje, rozpalały wyobraźnię masowych odbiorców w stopniu znacznie mniejszym niż awiacja?

Na przemiał.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kropla nadziei

Książka lekka i przyjemna w czytaniu. Prawdziwa, wywołująca wiele emocji. Rozbraja, rozkłada na łopatki. Nie czytając poprzednich części, wiem, że jes...

zgłoś błąd zgłoś błąd