Dociekliwy_Kotek 
Lubię drzewa, jesień, deszcz, mgłę, czerwone ubrania, zapach pomarańczowy i ciasteczka korzenne. Zdecydowanie nie lubię hałasu, coachingu, poradników i blogów lifestyle'owych, indeksowania na Facebooku oraz temperatur powyżej 28 stopni Celsjusza.
status: bibliotekarz, dodał: 189 książek, ostatnio widziany 13 godzin temu
Teraz czytam
  • Reszta jest hałasem. Słuchając XX wieku
    Reszta jest hałasem. Słuchając XX wieku
    Autor:
    W XX wieku życie muzyczne rozpadło się na niezliczone odłamy, z których każdy ma własne kanony i własny żargon. Jedne gatunki są bardziej popularne, inne mniej. Sama zaś dwudziestowieczna muzyka poważ...
    czytelników: 194 | opinie: 4 | ocena: 8,09 (32 głosy)
  • Traktat o historii religii
    Traktat o historii religii
    Autor:
    Traktat o historii religii należy do pierwszych, obok m.in. technik jogi, dzieł Mircei Eliadego, jakie ukazały się we Francji, gdy ten rumuński religioznawca i pisarz definitywnie wybrał emigrację. Na...
    czytelników: 307 | opinie: 5 | ocena: 7,75 (69 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-18 15:15:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Japonia - miscellana

Początek nie był obiecujący. Pozwoliłam sobie otworzyć książkę Jabłońskiego w przypadkowym miejscu i natrafiłam na mało zachęcający passus, w którym autor bezlitośnie drwi z feminizmu i równie bezlitośnie krytykuje "Japoński wachlarz" Joanny Bator. Żeby nie było: jestem w stanie zrozumieć, chociaż nie poprzeć, "feministyczne" problemy autora i jestem również świadoma poważnych niedociągnięć w... Początek nie był obiecujący. Pozwoliłam sobie otworzyć książkę Jabłońskiego w przypadkowym miejscu i natrafiłam na mało zachęcający passus, w którym autor bezlitośnie drwi z feminizmu i równie bezlitośnie krytykuje "Japoński wachlarz" Joanny Bator. Żeby nie było: jestem w stanie zrozumieć, chociaż nie poprzeć, "feministyczne" problemy autora i jestem również świadoma poważnych niedociągnięć w książce Bator, ale zjeżyłam się i tak.

To, że mimo wszystko dałam tej książce szansę, jest paradoksalnie jedną z najlepszych czytelniczych decyzji tego roku.
Zbiór Jabłońskiego tworzą krytyczne eseje poświęcone najbardziej popularnym wydawnictwom o Japonii, jakie ukazały się na polskim rynku w ciągu ostatniej dekady. Są to między innymi wspomniany już "Japoński wachlarz" Joanny Bator, "Z pokorą i uniżeniem" Amelie Nothomb oraz "Imperium znaków" Rolanda Barthesa. Chciałoby się rzec: książki-podręczniki każdego początkującego japonofila. W tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że ja również zaczynałam od "Japońskiego wachlarza" oraz powieści Nothomb (pisarki faktycznie cokolwiek egocentrycznej i irytującej) i nie widzę w tym nic Wstydliwego. Powiedziałabym nawet że "Japoński wachlarz", jakkolwiek widzę jego liczne usterki, niedoróbki, niedociągnięcia i błędy formalne, dostarczył mi sporo grzesznej czytelniczej przyjemności.

Jak słusznie zauważyła jedna z poprzednich czytelniczek, aby w pełni docenić klasę tych esejów bardzo przyda się znajomość tekstów, do których się odnoszą. Nie zmienia to jednak faktu, że poziom wnikliwości i spostrzeżeń autora, nieczęsto spotykany typ humanistycznej wrażliwości połączony z niezwykle sprawnym piórem i bezbłędnych warsztatem (zarówno literackim jak i naukowym - proszę zwrócić uwagę na precyzję i logikę przeprowadzanych analiz), to klasa sama w sobie. Śmiem twierdzić, że nawet czytelnik niezaznajomiony wcześniej z wymienionymi pozycjami wyniesie z tej lektury i przyjemność, i sporo pożytku.

pokaż więcej

 
2018-11-18 15:06:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, LGBT - G, Poezja

Co pierwsze przychodzi na myśl, kiedy pada pytanie o poezję gejowską? Może to i owo z Michała Anioła, niektórzy wymienią pewnie sonety Szekspira, potem długo, długo nic i dopiero schyłek XIX wieku przynosi Kawafisa i Whitmana. Z naszego podwórka pojawią się zapewne nieśmiałe sugestie Czechowicza i Iwaszkiewicza, bo o ile mnie pamięć nie myli, Lechoń był nieco bardziej dyskretny.

Z jednej...
Co pierwsze przychodzi na myśl, kiedy pada pytanie o poezję gejowską? Może to i owo z Michała Anioła, niektórzy wymienią pewnie sonety Szekspira, potem długo, długo nic i dopiero schyłek XIX wieku przynosi Kawafisa i Whitmana. Z naszego podwórka pojawią się zapewne nieśmiałe sugestie Czechowicza i Iwaszkiewicza, bo o ile mnie pamięć nie myli, Lechoń był nieco bardziej dyskretny.

Z jednej strony to niedużo, biorąc pod uwagę fakt, że miłość zawsze była wdzięcznym obiektem poetyckich wyznań. Z drugiej taka na nieobecność czy taka próżnia wydają się całkowicie zrozumiałe.
Tym bardziej byłam zatem ciekawa zbiorku, który wpadł mi w ręce, a który miał być antologią angloamerykańskiej poezji gejowskiej, a w której z listy autorów znane mi były może cztery nazwiska.

Jest to zbiorek nierówny, tak jak zawsze, kiedy kryterium wyboru nie jest sama jakość, a odgórnie narzucony temat lub cechy charakterystyczne. W tej antologii obok pisarzy znanych i cenionych takich jak Allen Ginsberg czy Tennessee Williams, znajduje się także cała rzesza ich kolegów po piórze, mniej znanych a czasem - powiedzmy to - mniej utalentowanych.

Nie mogę zatem powiedzieć, żeby ta lektura dostarczyła mi porywających doznań estetycznych, a jednak nie sposób odmówić jej znacznej wartości. Zebrana w niej poezja portretuje cały wachlarz doznań i doświadczeń dostępnych w zasadzie tylko homoseksualnej wrażliwości. Nie mam tu na myśli takich uczuć jak miłość albo troska, które są uniwersalne i nie mają nic wspólnego z orientacją, ale raczej sposób ich przeżywania wymuszony uwarunkowaniami społecznymi, konieczność ukrywania się, świadomość społecznego braku przyzwolenia, walkę o miejsce dla siebie, nadzieje na jednakowe traktowanie i równe możliwości. Wiersze, które poruszają tematy wykluczenia, strachu wielkiej nadziei, jaką rozbudził ruch na rzecz równouprawnienia mniejszości seksualnych w przyjmujący sposób pokazują, z czym mierzyli się homoseksualni mężczyźni na poziomie codziennych doświadczeń i codziennego życia. Ale jest tu także miejsce na wiersze o miłości, której brakuje społecznych ram, norm i wzorców, jakie pomogą jej okrzepnąć, miłości sekretnej, miłości zakazanej, miłości niechcianej, miłości spontanicznej - miłości przepięknie ludzkiej.

Osiem gwiazdek nie jest za wartość estetyczną, ale zawartość poznawczą i w pewnym sensie historyczną.

pokaż więcej

 
2018-11-18 15:06:16
Dodał do serwisu książkę: The Male Muse: A Gay Anthology
 
2018-11-18 14:52:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, LGBT - G, XIX wiek - literatura
Autor:
Seria: Nike

"Jeżeli nie umiera ziarno" przez długi czas było dla mnie książką, która rozpalała wyobraźnię w taki sam sposób, w jaki nie daje o sobie zapomnieć książka lub pamiętnik z którego wyrwano kilka stron.
Autobiografia Andre Gide'a ginęła z naszej biblioteki kilka razy, a moją ciekawość dodatkowo podsycany wzmianki o wspólnej podróży Gide'a i Wilde'a na Wschód, o której ten pierwszy podobno starał...
"Jeżeli nie umiera ziarno" przez długi czas było dla mnie książką, która rozpalała wyobraźnię w taki sam sposób, w jaki nie daje o sobie zapomnieć książka lub pamiętnik z którego wyrwano kilka stron.
Autobiografia Andre Gide'a ginęła z naszej biblioteki kilka razy, a moją ciekawość dodatkowo podsycany wzmianki o wspólnej podróży Gide'a i Wilde'a na Wschód, o której ten pierwszy podobno starał się zatrzeć wszystkie ślady w swoich dziennikach.

Wszystko to mogło sprawić, że moja ciekawość była może zbyt duża, a oczekiwania za wysokie. Autobiografia francuskiego pisarza jest w najlepszym wypadku monotonna. Nie chodzi nawet o to, że próżno szukać w niej skandalizujący fragmentów albo pikantnych opowiastek. Na jej podstawie można raczej odnieść wrażenie, że Gide'a w młodości otaczali ludzie raczej nieciekawi i przeciętni.
Dużą część wspomnień zajmuje nieregularna edukacja szkolna, refleksje na temat młodzieńczych lektur (podejrzewam, że znanych niewielu współczesnym czytelnikom), oraz relacje ze spotkań z postaciami, które z kolei zorientowany czytelnik rozpozna jako literatów i myślicieli XIX-wiecznej Francji - ale do których trudno jest mieć bardziej osobisty stosunek. Serio, kogo z was interesuje, jaki prywatnie był Pierre Louys? Dla mnie ten poeta był najmniej anonimową postacią ze wszystkich, jakie opisuje w swojej biografii Gide, a nawet to nie wciągnęło mnie ani na jotę bardziej.

Tyle jeśli chodzi o część pierwszą, zajmującą dużo ponad połowę całej książki. Część druga poświęcona jest wyłącznie odkrywaniu homoseksualnej części natury Gide'a oraz jego spotkaniu z Oscarem Wildem i wspomnianej już podróży na Wschód, gdzie ponoć Gide po raz pierwszy zakosztował przyjemności męsko-męskiego seksu.
Współczesnego czytelnika raczej nie zbulwersują wyznania francuskiego pisarza, rzucają one natomiast ciekawe światło na ówczesną recepcję homoseksualnego półświatka, jego estetykę i sposób zachowania tworzących go mężczyzn.

Czy takie rewelacje to dość żeby przebrnąć przez 400 stron raczej nieciekawych wspomnień i analiz młodzieńczej świadomości dokonywanych przez mężczyznę przeszło 40-letniego? Według mnie jest to lektura dla pasjonatów lub miłośników Gide'a, ewentualnie dla czytelników obdarzonych niezmierzoną cierpliwością.
Dodajmy jeszcze do tego przykład, z którym czas nie obszedł się zbyt łaskawie. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że po 60 latach, które minęły od wydania tego tłumaczenia, przydałoby się nowe odświeżone i poprawione, najlepiej z solidnym komentarzem. Lektury wersji obecnej podejmujecie się na własne ryzyko.

pokaż więcej

 
2018-11-18 14:43:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, XIX wiek - literatura
Cykl: Sherlock Holmes (tom 1-9)

Ludzie radzą sobie z upałem na różne sposoby. Dla mnie najskuteczniejsze jest czytanie Sherlocka Holmesa - co prawda wydarzenia w niektórych opowiadaniach rozgrywają się latem, ale w mojej pamięci Sherlock Holmes rozwiązuje swoje zagadki w deszczowej i mglistej aurze XIX-wiecznego Londynu. Prywatnie mogłabym zrezygnować z intryg i dochodzeń, ale nigdy nie pozwoliłabym wyciąć choćby jednego... Ludzie radzą sobie z upałem na różne sposoby. Dla mnie najskuteczniejsze jest czytanie Sherlocka Holmesa - co prawda wydarzenia w niektórych opowiadaniach rozgrywają się latem, ale w mojej pamięci Sherlock Holmes rozwiązuje swoje zagadki w deszczowej i mglistej aurze XIX-wiecznego Londynu. Prywatnie mogłabym zrezygnować z intryg i dochodzeń, ale nigdy nie pozwoliłabym wyciąć choćby jednego zdania o mgle, wietrze i deszczu padającym w zasadzie poziomo: w sierpniu tego roku wszystkie te opisy trzymały mnie przy życiu i nadziei na to, że październik wreszcie kiedyś nastanie.

Do tej pory czytałam Sherlocka Holmesa z mniejszą czy większą regularnością w wyborach lepiej lub gorzej opracowanych, ale dopiero ten zbiór pozwala skupić się na czymś więcej niż tylko kryminalnych dochodzeniach, bezwzględnej logice i sztuce dedukcji. Poczynając od pierwszych dużych opowiadań ("Studium w szkarłacie" i "Znak czterech") można śledzić, jak tworzyły się postacie i jak zmieniał się warsztat autora. Ja najbardziej lubię pierwsze trzy zbiory opowiadań o Sherlocku ("Przygody Sherlocka Holmesa, "Dzienniki Sherlocka Holmesa" i "Powrót Sherlocka Holmesa"). Z kolei wszystkie opowiadania opublikowane już po "Psie Baskerville'ów" i raczej przeciętnej "Dolinie strachu" czyli "Księga przypadków Sherlocka Holmesa" i "Ostatni ukłon" zostawiają mi uczucie pewnego niedosytu, jakby również sam autor był trochę zmęczony odgrzewaniem znanych motywów i rozwiązań.

Na marginesie należy dodać, że jakkolwiek chwalebnym i szczytnym jest samo wydanie takiego zbioru (jak twierdzi wydawca, jest to "pierwsze polskie wydanie zawierające wszystkie opowiadania i nowele o detektywie wszech czasów"), to sposób w jaki została przeprowadzona edycja przynosi wstyd i hańbę wydawcy. Niechlujna typografia, ordynarne błędy i niestaranność stanowią tym większą przykrość, że przecież teksty tak mocno "wrośnięte" w kulturę zasługują na coś więcej, niż korekta i skład na kolanie.

pokaż więcej

 
2018-11-18 14:37:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Japonia - kultura i życie codzienne

Jest to jedna z tych książek, które mają sporą wartość poznawczą, ale nie zapadają jakoś szczególnie w pamięć. Autorka w swojej pracy - jak się domyślam rozprawy doktorskiej - opisuje rytuały przejścia i obrzędy wciąż funkcjonujące w kulturze japońskiej.
Rozpoczynają się one od zwyczajów związanych z ciążą i połogiem, a także z przyjmowaniem małego człowieka do społeczności. Oczywiście ten...
Jest to jedna z tych książek, które mają sporą wartość poznawczą, ale nie zapadają jakoś szczególnie w pamięć. Autorka w swojej pracy - jak się domyślam rozprawy doktorskiej - opisuje rytuały przejścia i obrzędy wciąż funkcjonujące w kulturze japońskiej.
Rozpoczynają się one od zwyczajów związanych z ciążą i połogiem, a także z przyjmowaniem małego człowieka do społeczności. Oczywiście ten ostatni proces składa się z kilku mniej lub bardziej ważnych etapów, a autorka porusza w jego ramach zarówno ceremonie religijne, jaki zupełnie świeckie momenty przejścia, takie jak na przykład zakończenie szkoły czy osiągnięcie pewnego wieku.
W podobny sposób opisuje także japońskie pogrzeby, zarówno w tradycji shintoistycznej jak i buddyjskiej.

To, co w tej pracy wydawało mi się najciekawsze, to swego rodzaju rozwinięcie tematu podjętego przez Igę Rutkowską w jej książce "W Kawagoe. Antropolog wobec życia codziennego Japończyków". Chodzi mianowicie o japońskich śluby, szczególnie te w wersji "zachodniej". Dochodzi w nich do niezwykle ciekawych połączeń symboli zaczerpniętych z kultury europejskiej, a których znaczenie zostało zmienione lub całkowicie wykreślone, z symbolami i znaczeniami charakterystycznymi raczej dla kultury japońskiej.

Praca na ogół rzetelna, ale trudno czytać ją z wypiekami na twarzy.

pokaż więcej

 
2018-11-18 14:37:27
Dodał do serwisu książkę: Obrzędy przejścia we współczesnej Japonii
 
2018-11-01 13:17:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Japonia - poezja

Klasycznej poezji japońskiej jest jak na lekarstwo, a poezji dobrze przełożonej jest prawdopodobnie jeszcze mniej. "Godzina dzikiej kaczki" poniekąd wpisuje się w ten schemat, ponieważ śliczne wydanie jest edycją bibliofilską, opublikowaną w bardzo mocno limitowanym nakładzie i, co ciekawe, w całkiem przyzwoitym tłumaczeniu. Co prawda dokonując wyboru między "pięknie" a "wiernie" tłumacz... Klasycznej poezji japońskiej jest jak na lekarstwo, a poezji dobrze przełożonej jest prawdopodobnie jeszcze mniej. "Godzina dzikiej kaczki" poniekąd wpisuje się w ten schemat, ponieważ śliczne wydanie jest edycją bibliofilską, opublikowaną w bardzo mocno limitowanym nakładzie i, co ciekawe, w całkiem przyzwoitym tłumaczeniu. Co prawda dokonując wyboru między "pięknie" a "wiernie" tłumacz zdecydował się zdecydowanie na to pierwsze, ale w przedmowie wyjaśnia, dlaczego.

W tomiku znajdziemy oczywiście fragmenty z Antologii Dziesięciu Tysięcy Liści, oczywiście fragmenty Po jednym wierszu od stu poetów zebrane w Ogura, i oczywiście sporą porcję haiku. Ale są tu również przekłady z Kokinshu i innych antologii cesarskich, są tu fragmenty poezji chińskiej i poezji - czy raczej pieśni - ludowych (i kto wie, czy nie najpiękniejsze z całego tomiku), są także tłumaczenia współczesnych poetów.
Jak na książeczkę liczącą sobie bez wstępu 52 strony - wielka przyjemność.

pokaż więcej

 
2018-11-01 13:17:34
Dodał do serwisu książkę: Godzina dzikiej kaczki
 
2018-11-01 12:15:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Japonia - kultura i życie codzienne

Autentycznie nie wiem, jak napisać o tej książce, żeby nie wyszło na to, że jestem zachwycona z powodów zupełnie nieobiektywnych.

Klaudia Adamowicz podjęła się niełatwego zadania - visual kei jest nurtem niszowym w Japonii, a w Europie jest marginesem marginesu całej wesołej karuzeli popkultury, której fani zwykle nie mają zacięcia do analizowania, dlaczego rzesze pięknych, androginicznych,...
Autentycznie nie wiem, jak napisać o tej książce, żeby nie wyszło na to, że jestem zachwycona z powodów zupełnie nieobiektywnych.

Klaudia Adamowicz podjęła się niełatwego zadania - visual kei jest nurtem niszowym w Japonii, a w Europie jest marginesem marginesu całej wesołej karuzeli popkultury, której fani zwykle nie mają zacięcia do analizowania, dlaczego rzesze pięknych, androginicznych, nierealnych postaci budzą tak silne emocje. Źródeł w zasadzie nie ma, a na dokładkę visual kei operuje w estetyce i kontekście podwójnie egzotycznym. Jak uchwycić te wszystkie wątki, jak rozdzielić złożony fenomen na części składowe, pokazać go w perspektywie japońskiej i jeszcze zaprezentować, dlaczego jest tak niezwykły w perspektywie zachodniej?

I młoda badaczka wyszła z tego obronną ręką. Jasne, że dla kogoś, kto w zasadzie wychował się na Dir en Grey i pokrewnych naukowe analizy blogów muzyków z LaReine czy video Malize Mizer mogą budzić zaskoczenie - bo sukienkach Many zwykle nie myśli się w kontekście precyzyjnie zaplanowanego komunikatu. A Klaudia Adamowicz przekonuje, że estetyka visual kei, rozbudowana i przerysowana tak, że zostawia odbiorcę zbyt oszołomionego, żeby się zastanawiać nad jej elementami, to fenomen sam w sobie i warto go analizować. Ba, ja po przejrzeniu spisu treści miałam ochotę kwiczeć jak fangirl: jest tu i historia, i analiza wizerunku mężczyzny w kulturze japońskiej w ogóle, i analiza tego, co składa się na estetykę visual kei, od elementów tradycyjnej kultury japońskiej na czele z kabuki, skończywszy na olśniewających, zdumiewających i bardzo swobodnych przetworzeniach zapożyczeń z kultury zachodniej. Do wiadomości innych fangirli: o fanservice też jest.

Może styl naukowy autorki bardziej przypomina to, jak się pracę magisterską niż to, jak powinna brzmieć naukowa publikacja, ale to też nie musi być wada, jeśli zachęci szersze grono odbiorców do sięgnięcia po tę książkę. Może refleksje mogłyby być "bardziej", ale trzeba oddać Adamowicz, że swoją publikacją dopiero "zadrasnęła powierzchnię" i bardzo wyraźnie to podkreśliła - prawdopodobnie gdyby zaproponowała nam dogłębną analizę, monografia rozrosłaby się do dwóch tomów. I nie ukrywam, że dwa tomy sprawiłyby mi nieopisaną przyjemność.
Poproszę więcej.

pokaż więcej

 
2018-11-01 12:07:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Japonia - kultura i życie codzienne

Literacko może bez rewelacji, ale pod względem poznawczym w zasadzie bezcenne. Oto, słuchajcie, wzorcowy wręcz przykład angielskiego kolonizatora z XIX wieku przyjeżdża do Japonii w samym środku przemian restauracji Meiji. Nie ma miejsca na poprawność polityczną ani nie ma też twardej kulturoznawczej wiedzy, która wyjaśnia niektóre zachowania i obyczaje. Są tylko wrażenia spisywane niemal na... Literacko może bez rewelacji, ale pod względem poznawczym w zasadzie bezcenne. Oto, słuchajcie, wzorcowy wręcz przykład angielskiego kolonizatora z XIX wieku przyjeżdża do Japonii w samym środku przemian restauracji Meiji. Nie ma miejsca na poprawność polityczną ani nie ma też twardej kulturoznawczej wiedzy, która wyjaśnia niektóre zachowania i obyczaje. Są tylko wrażenia spisywane niemal na gorąco, refleksje cokolwiek dziś kontrowersyjne i mgnienia, migawki świata, o którym dziś mogą nie pamiętać nawet sami zainteresowani. Warsztaty rzemieślników, antykwariusze, zwyczajni Japończycy zaskoczeni w czasie hanami, dzieci podglądane podczas zabaw; tradycjonaliści w kimonach i "nowocześni" w nieodmiennie źle skrojonych zachodnich ubraniach - kto miałby dziś odwagę napisać coś podobnego?

O Japonii trudno się z tej książeczki dowiedzieć czegoś sensownego. Ale to, jak cywilizowany Anglik, przedstawiciel jednego z najbardziej rozwiniętych państw tamtej epoki, odbiera kraj i naród dopiero co "wyzwolony" z feudalizmu, o tradycjach dosłownie nieskażonych zachodnimi wpływami, miejsce bardziej magiczne i niezwykłe niż Chiny i Indie razem wzięte - bezcenne.

pokaż więcej

 
2018-11-01 11:55:26
Autor:

Po nieco ponad 200 stronach tego niewydarzonego tworu usilnie próbowałam sobie przypomnieć, po co ja to zaczęłam czytać? Zdaje się, że byłam ciekawa, jak jest zorganizowana yakuza, jak żyje japoński gangster i miałam nadzieję, że córka przestępcy będzie mogła przedstawić unikalny punkt widzenia osoby "ze środka".

Zdążyłam się już przyzwyczaić, że japońska estetyka powieściowa i sposób...
Po nieco ponad 200 stronach tego niewydarzonego tworu usilnie próbowałam sobie przypomnieć, po co ja to zaczęłam czytać? Zdaje się, że byłam ciekawa, jak jest zorganizowana yakuza, jak żyje japoński gangster i miałam nadzieję, że córka przestępcy będzie mogła przedstawić unikalny punkt widzenia osoby "ze środka".

Zdążyłam się już przyzwyczaić, że japońska estetyka powieściowa i sposób prowadzenia narracji daleki jest od Balzaca i Dickensa, ale nigdy jeszcze lakoniczność, brak psychologicznej głębi, drętwe dialogi, które nic nie wnoszą i zerowa dynamika nie uderzyły mnie tak wyraźnie. Miejscami miałam brzydkie skojarzenia z parszywymi fanfickami - ten sam poziom głupiej brutalności i ten sam poziom zaangażowania autora w to, co się dzieje z bohaterami. Dziwne tym bardziej, że to przecież biografia.

Tradycyjnie zatem nasza bohaterka nie jest dzieckiem szczęśliwym i tradycyjnie pod wpływem siostry wpada w tak zwane złe towarzystwo. Towarzyszą jej przy tym jakieś uczucia? Czy jest zagubiona, czy czegoś żałuje, czy taki tryb życia rozwiązuje jakieś emocjonalne problemy? Nie wiadomo.
Zgodnie z niepisanymi prawidłami takich tworów, pojawiają się też narkotyki. Czy nałóg niszczy życie Shoko? Czy w nim dominuje? Nie wiadomo nic poza tym, że Shoko jak zaczyna brać, tak przestaje, wszystko dzięki silnej woli i namowom brata. Łatwo przyszło, łatwo poszło - tak łatwo, że aż można się zastanawiać, po co powstają ośrodki leczenia dla uzależnionych.
Na dokładkę mamy oczywiście masę przemocy, bo dziewczyna pakuje się w różne niefortunne relacje, na ogół z mężczyznami, którzy leją ją równo i dokładnie. Krew leje się takimi strumieniami, że można powątpiewać, czy biografii nie napisało zombie, bo Shoko dawno powinna umrzeć.

Dorzućmy do tego ledwie zarysowane postacie osób z rodziny, dramy - choroby, utratę majątku itd. - pojawiające się znikąd, o których autorka też nie za dużo ma do powiedzenia i fabułę złożoną głównie z epizodów, o których wiemy tylko, że były, zdarzyły się - i w zasadzie nic z nich nie wynikało, poza tym, że Shoko znowu ktoś zrobił krzywdę.
Yakuza? Jaka yakuza?

pokaż więcej

 
2018-11-01 11:46:05

Prawda jest taka, że wystarczy mi dać cokolwiek, co ma "Gdańsk" w nazwie, a przeczytam od deski do deski. W połączeniu z wiekiem XIX powinnam po prostu rozpłynąć się w kałużę zachwytu, ale jakoś... czegoś tu zabrakło.

Wspomnienia Trojana są pogodne, nostalgiczne, przepełnione ciepłem, żywymi uczuciami do swoich bliskich, są po prostu światem idealnym - solidnym, prawym, szlachetnym,...
Prawda jest taka, że wystarczy mi dać cokolwiek, co ma "Gdańsk" w nazwie, a przeczytam od deski do deski. W połączeniu z wiekiem XIX powinnam po prostu rozpłynąć się w kałużę zachwytu, ale jakoś... czegoś tu zabrakło.

Wspomnienia Trojana są pogodne, nostalgiczne, przepełnione ciepłem, żywymi uczuciami do swoich bliskich, są po prostu światem idealnym - solidnym, prawym, szlachetnym, wyrozumiałym i łagodnym. I nic więcej.
Strasznie bym sobie życzyła czegoś barwniejszego, nasyconego szczegółami "codziennymi", które dopiero z czasem nabierają wartości: więcej szkoły, przyjaciół, rozrywek, zakupów, ubrań, wycieczek, tego wszystkiego, co dziś wydaje się tak uroczo staromodne.

A jednak mimo że nie zostawia po lekturze wyrazistych wspomnień, książka Trojana na swój sposób jest przyjemna. Dobre czytadło, nawet jeśli trochę bez wyrazu.
Tradycyjnie największe pochwały powinno otrzymać wydawnictwo, bo jeśli jakaś publikacja jest powiązana ze słowo/obraz terytoria, można być pewnym olśniewającej typografii.

pokaż więcej

 
2018-11-01 11:35:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Pytania - co w trawie piszczy
Autor:

I wracamy do punktu, w którym im bardziej coś jest odległe, tym bardziej przypisuje mu się boskie cechy. Fakt, że nie wszyscy czytelnicy tej książeczki mają szczęście żyć za pan brat z lasem jako takim, a dla równie dużej grupy złożone zależności ekosystemów - w tym i leśnego - mają w sobie coś z magii, ale to jeszcze nie powód, żeby pisać takie rzeczy.

Książeczka Erwina Thomy jest...
I wracamy do punktu, w którym im bardziej coś jest odległe, tym bardziej przypisuje mu się boskie cechy. Fakt, że nie wszyscy czytelnicy tej książeczki mają szczęście żyć za pan brat z lasem jako takim, a dla równie dużej grupy złożone zależności ekosystemów - w tym i leśnego - mają w sobie coś z magii, ale to jeszcze nie powód, żeby pisać takie rzeczy.

Książeczka Erwina Thomy jest przedziwnym i skądinąd mało użytecznym konglomeratem wiedzy biologicznej, praktycznego leśnictwa, ludowych przekonań o zgoła magicznych właściwościach drzew i wreszcie nieciekawych opowieści z życia twórcy domów z litego drewna. Te ostatnie są zresztą tak obficie podlane niemal mistycznymi doświadczeniami oświecenia, że trudno pozbyć się uczucia delikatnego zażenowania.

Wydawniczego pokłosia sukcesu "Sekretnego życia drzew" Wohllebena ciąg dalszy, niestety.

pokaż więcej

 
2018-09-23 19:52:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, LGBT - G, Smakołyki - złe jak Szatan

Tutaj na okładce wydawca chwali się, że recenzent The New Yorker uważa autora tej książki za znawcę pożądania. Nie wiem, na ile autor tego zdania zna się z Acimanem, na ile jego opinia jest poparta rzetelnym doświadczeniem, ale jednego jestem pewna: nawet jeśli Aciman na pożądaniu się zna, to jego bohater, Elio, zdecydowanie nie.

Zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że gdyby nie film i...
Tutaj na okładce wydawca chwali się, że recenzent The New Yorker uważa autora tej książki za znawcę pożądania. Nie wiem, na ile autor tego zdania zna się z Acimanem, na ile jego opinia jest poparta rzetelnym doświadczeniem, ale jednego jestem pewna: nawet jeśli Aciman na pożądaniu się zna, to jego bohater, Elio, zdecydowanie nie.

Zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że gdyby nie film i podpowiedź wydawcy, przez blisko 200 stron (na nieco ponad 300) tego gniota nie bardzo bym wiedziała, o co chłopcu chodzi, ani z czym dokładnie ma problem. Elio nie ma problemu z introwertyzmem, raczej jest trochę za bardzo zadufany w sobie, żeby się z kimś dogadać. Elio nie ma też problemu z nieśmiałością, prędzej z komunikacją. Elio nie ma wreszcie problemu z seksem, skoro z koleżanką poczyna sobie dosyć pewnie i nie jest to dla niego żadne przełomowe doświadczenie. Zastanawiam się natomiast, z czym autor ma problem, że usilnie stara się przeflancować model gejowskiej powieści lat 80 (poczucie winy, strach przed zdemaskowaniem) na czasy współczesne?

Są tu jakieś popłuczki po strumieniu świadomości, ale przede wszystkim obrywamy pustosłowiem, laniem wody i przegadanymi wywodami o przemijaniu - ich jakość można usprawiedliwić tylko i wyłącznie tym, że Elio ma lat 17.

Żaden ze mnie znawca pożądania, ale tak myślę, że kiedy się kogoś pragnie, zauważa się w nim absolutnie wszystko, od piegów do wyboru sznurowadeł. Z jakiegoś tajemniczego powodu wytęskniony, ukochany, upragniony Oliver nie ma ani charakteru, ani znaków szczególnych, ani osobowości - w zasadzie nie wiemy nawet, dlaczego Elio tak go pragnie ani co go pociąga w wakacyjnym rezydencie. Prawdę mówiąc zastanawia mnie też, dlaczego jego pragnienie ogranicza się głównie do seksu analnego, jakby całe spektrum ludzkiego pożądania koncentrowało się tylko w jednej technice seksualnej.

To marnotrawstwo lasów liczy sobie, jak powiedziałam, stron nieco ponad trzysta. Teoretycznie niezła objętość, da się już zbudować jakichś bohaterów, jakąś fabułę, coś się może zadziać. Tymczasem zajęcia bohaterów można tu policzyć na palcach jednej ręki, akcji nie ma żadnej, a co do relacji bohaterów, to kusi mnie, żeby napisać, że stoi w miejscu - przy czym ten dobór słów nie jest zbyt szczęśliwy, bo pożądanie Elio jest zdumiewająco nieerotyczne i mało zmysłowe.

Zgaduję, że letarg, lenistwo i bezruch mają tworzyć senną, oniryczną, zmysłową czy jaką tam jeszcze atmosferę. Nie tworzą.
Dla mnie prywatnie gwoździem do trumny były te całe cholerne akapity na "opisy przyrody" i nieznośny lepki upał włoskiego lata przebijający się z każdej strony. Za porę lata poleciała dodatkowo jedna gwiazdka.

Niestety, film lepszy niż książka. Kto szuka prawdziwego pożądania w dekadenckim, śmiertelnym, sennym upale Włoch, niech sięgnie po "Śmierć w Wenecji".

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1260 1235 12022
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (256)

Ulubieni autorzy (10)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd