Dociekliwy_Kotek 
Lubię drzewa, jesień, deszcz, mgłę, czerwone ubrania, zapach pomarańczowy i ciasteczka korzenne. Zdecydowanie nie lubię hałasu, coachingu, poradników i blogów lifestyle'owych, indeksowania na Facebooku oraz temperatur powyżej 28 stopni Celsjusza.
status: bibliotekarz, dodał: 184 książki, ostatnio widziany 5 tygodni temu
Teraz czytam
  • Reszta jest hałasem. Słuchając XX wieku
    Reszta jest hałasem. Słuchając XX wieku
    Autor:
    W XX wieku życie muzyczne rozpadło się na niezliczone odłamy, z których każdy ma własne kanony i własny żargon. Jedne gatunki są bardziej popularne, inne mniej. Sama zaś dwudziestowieczna muzyka poważ...
    czytelników: 182 | opinie: 4 | ocena: 8,09 (32 głosy)
  • Traktat o historii religii
    Traktat o historii religii
    Autor:
    Traktat o historii religii należy do pierwszych, obok m.in. technik jogi, dzieł Mircei Eliadego, jakie ukazały się we Francji, gdy ten rumuński religioznawca i pisarz definitywnie wybrał emigrację. Na...
    czytelników: 299 | opinie: 4 | ocena: 7,76 (68 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-07-07 14:06:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Podróże - za kołem podbiegunowym

I kolejne czytelnicze rozczarowanie. Biografii Amundsena można znaleźć przynajmniej kilka - i taką, która wyszła spod jego pióra, i kilka "samodzielnych", i jako część większej historii zdobywania i odkrywania nowych terenów w obszarach polarnych (chociażby u Centkiewiczów).
Jeśli zatem na rynku pojawia się nowa biografia Amundsena o naprawdę imponującej objętości, to spodziewam się po niej...
I kolejne czytelnicze rozczarowanie. Biografii Amundsena można znaleźć przynajmniej kilka - i taką, która wyszła spod jego pióra, i kilka "samodzielnych", i jako część większej historii zdobywania i odkrywania nowych terenów w obszarach polarnych (chociażby u Centkiewiczów).
Jeśli zatem na rynku pojawia się nowa biografia Amundsena o naprawdę imponującej objętości, to spodziewam się po niej wnikliwej analizy, podejmowania krytyki mitów, które narastają wokół znanych postaci, spodziewam się wreszcie naprawdę szczegółowego opisu życia, również prywatnego.

Co mamy? Kolejną historię opisującą uwięzienie w lodach i zimowanie na Belgice, dryf Gjoi, wyprawę i zdobycie Bieguna Południowego, a wreszcie mniej lub bardziej udane eksperymenty w pokonywaniem obszarów arktycznych różnymi środkami lokomocji "powietrznej". Wszystko to już gdzieś było, wszystko to ktoś już opisał. To, na co liczyłam, a więc wspomnieniami, listy, pamiętniki, notatki, to, co odsłania prawdziwego człowieka ukrytego za mitycznym Amundsenem znika, rozpływa się, ginie bez śladu. Podobno dlatego, że sam Amundsen był bardzo dyskretny, tym niemniej zachowane tony wycinków prasowych z wywiadów i relacji dziennikarskich takiego braku nie mogą zrekompensować.

Książka napisana jest przeciętnie, miejscami czyta się drętwo, a na dokładkę z redakcji i korekty przebija amatorszczyzna literówek, powtórzeń i błędów interpunkcyjnych.

Szkoda zmarnowanego potencjału.

pokaż więcej

 
2018-07-07 13:49:09
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Podróże - za kołem podbiegunowym

Im starsza jestem i im bardziej zajmuje mnie realizacja własnych celów życiowych, tym bardziej nie chce mi się czytać o cudzych, szczególnie jeśli ta realizacja - jak w przypadku aplikacji na wyprawę do Antarktyki - sprowadza się do zaklinania rzeczywistości, wizualizacji, afirmacji oraz niekończącej się papierkologii, pisania wniosków, wypełniania świstaczków i jeżdżenia na rozmowy... Im starsza jestem i im bardziej zajmuje mnie realizacja własnych celów życiowych, tym bardziej nie chce mi się czytać o cudzych, szczególnie jeśli ta realizacja - jak w przypadku aplikacji na wyprawę do Antarktyki - sprowadza się do zaklinania rzeczywistości, wizualizacji, afirmacji oraz niekończącej się papierkologii, pisania wniosków, wypełniania świstaczków i jeżdżenia na rozmowy rekrutacyjne (z których zresztą nasi bohaterowie wychodzą zawsze z tym samym przeświadczeniem, że mogli inaczej).
Rozumiem, że ktoś planuje zdobycie bieguna i w tym celu przez trzy lata prowadzi morderczy trening, o którym pisze ze szczegółami, ale dręczenie czytelnika przez 1/3 objętości książki nudnymi szczegółami z rekrutacji lub pakowania rzeczy? Serio?

Części książki poświęcone pobytowi w regionie północnego o południowego koła podbiegunowego są już nieco lepsze, ale znowu - opisują głownie relacje i tarcia między osobami tworzącymi wyprawę. Gdzieś umknęły naukowe szczegóły, co zwykle w wyprawach jest najciekawsze, ustępując miejsca nudnawej codzienności, przerywanej okazjonalnymi wycieczkami małżonków "we dwoje" do tego czy owego refugium.
Chociaż przez część "północną" da się jeszcze jakoś przebić, to już część "południowa" bardzo mnie rozczarowała. Rozumiem, że autorka pełniła funkcję "techniczną", która na wprawy i poznawanie Półwyspu Arktycznego nie zostawiała zbyt wiele wolnego czasu; fajnie, że ktoś napisał o "technicznych" stronach życia na Arctowskim, na przykład o praniu i doglądaniu generatorów, ale... ale... ale to nie to miało być.

Na osłodę zdjęcia. Trochę. Lepszy rydz niż nic.

pokaż więcej

 
2018-07-07 13:28:33
Autor:
Seria: Mundus

Nie potrafię wybrać, czy bardziej rozczarowana jestem samą książką, czy jakością serii Mundus, w której co chwilę pojawia się książka na pierwszy rzut oka ciekawa, a przy bliższym poznaniu, cóż, nędzna.

Jak napisali chyba wszyscy przede mną, tytuł polskiego tłumaczenia nijak się ma do tytułu oryginału, który znacznie lepiej oddaje treść i tematykę, jaką porusza autor. Nie wiem, jak dla...
Nie potrafię wybrać, czy bardziej rozczarowana jestem samą książką, czy jakością serii Mundus, w której co chwilę pojawia się książka na pierwszy rzut oka ciekawa, a przy bliższym poznaniu, cóż, nędzna.

Jak napisali chyba wszyscy przede mną, tytuł polskiego tłumaczenia nijak się ma do tytułu oryginału, który znacznie lepiej oddaje treść i tematykę, jaką porusza autor. Nie wiem, jak dla innych, ale dla mnie zakrawa to na bardzo brzydkie marketingowe kłamstewko: wyznania pracownika korporacji produkującej samochody nie zainteresuje takiej grupy czytelników, jak książka o Korei.

No dobrze, można uznać, że perypetie przedstawiciela wolnego zawodu (dziennikarza) wrzuconego w środek korporacyjnego tygla w niezwykle hierarchicznym społeczeństwie mogą mieć pewien walor poznawczy.
Warunek jest jeden: w centrum powinna się znaleźć opisywana kultura, a nie nieudane i - nazywając rzecz po imieniu - nieciekawe próby przystosowania się do niej. Przy każdej głupiej, wywołanej niewiedzą wpadce autora naprawdę człowiek ma ochotę wysłać mu maila z pytaniem, czemu przed wyjazdem i relokacją nie zadał sobie trudu, aby chociaż krotką broszurkę przeczytać?

Niestety, zamiast ciekawych prób przyswojenia sobie obcej kultury i obcego systemu wartości, mamy do czynienia z kiepsko napisaną biografią, w której autor rozwodzi się nad przyczynami swojego starokawalerstwa, następnie zalotów do przyszłej żony, początków małżeństwa, narodzin dzieci, ulubionych płatków śniadaniowych i miejsca religii w jego życiu. Cóż to czytelnika obchodzi?
O samej Korei dowiadujemy się tyle, ile można przeczytać w Wikipedii, z tym tylko dodatkiem, że społeczeństwo ma silne "klasowe" struktury, których należy przestrzegać, wszyscy jedzą kimchi, a do obowiązków pracownika należy również picie na umór z szefem i współpracownikami oraz rytualne karaoke.

Książek o Korei jest niewiele, dobrych książek o Korei jest jak na lekarstwo. Bardzo bym chciała wiedzieć, dlaczego mając taka lukę na rynku redaktorzy serii Mundus nie zadali sobie trudu wydania bardziej wartościowej książki, tylko właśnie nudnego gniota, któremu bliżej do autobiografii nieciekawego człowieka niż do "przedstawienia istotnych problemów, nietypowych zjawisk i nietuzinkowych postaci"?

pokaż więcej

 
2018-07-07 13:08:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Ostatnio nie miałam szczęścia do książek o tematyce azjatyckiej, więc do tego skądinąd dużego tomu podeszłam raczej sceptycznie, nastawiona raczej na nudnawe dłużyzny i płytkie refleksje o odmienności kulturowej. A tu proszę - zaskoczenie. I to zaskoczenie od pierwszej strony.

Jest wartko, barwnie, miejscami - dosłownie i w przenośni - wręcz krwisto, a opis codzienności Mellera i jego żony w...
Ostatnio nie miałam szczęścia do książek o tematyce azjatyckiej, więc do tego skądinąd dużego tomu podeszłam raczej sceptycznie, nastawiona raczej na nudnawe dłużyzny i płytkie refleksje o odmienności kulturowej. A tu proszę - zaskoczenie. I to zaskoczenie od pierwszej strony.

Jest wartko, barwnie, miejscami - dosłownie i w przenośni - wręcz krwisto, a opis codzienności Mellera i jego żony w wietnamskim raju trzyma w napięciu. Naprawdę, nie przesadzam: wyprawa na targ po jedzenie, wyprawa na obiad do przydrożnego "lokalu", nauka wietnamskiego, kolejne przeprowadzki i wycieczki - to wszystko okraszone jest taką ilością szczegółów "lokalnego kolorytu", że niemal czuć zapach przypraw i słychać szum palm.
I żeby nie było: Meller to nie pierwszy lepszy backpacker, który daje się omamić białemu piaskowi i lazurowej wodzie. Autor w swojej opowieści poświęca sporo miejsca realiom życia w - było nie było - komunistycznym kraju, począwszy od zalewu wszelkiej maści rosyjskich przedstawicieli półświatka, reminiscencjom wojennym i związaną z nimi traumą, przez skorumpowaną policję, handel narkotykami i wreszcie, jak się zdaje, wszechobecną tendencję do okradania i oszukiwania przybyszów z Zachodu.
Ku mojemu dużemu zdziwieniu nawet język autora pasuje do charakteru tej opowieści. Te zdarzające się wulgaryzmy, ten bezpretensjonalny, trochę sensacyjny, a trochę gawędziarski styl stanowi zaskakujące dopełnienie tej ciekawej opowieści o latach spędzonych w Wietnamie.
Wiele wskazuje na to, że "Czołem, czołem, nie ma hien" jest najlepszą polską książką o Wietnamie.

pokaż więcej

 
2018-05-31 12:35:24
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2018-05-31 12:35:13
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-05-31 12:23:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Lata 20., lata 30. - w starym kinie

Komu polecić tę książkę? Miłośnikom tomu "Kino nieme" pod redakcją Syski i Lubelskiego, które w bezmyślny sposób powtarza klisze i dawno zrewidowane narracje o kinie niemym.
Drugi tom antologii tekstów z KINtopu jest cudownie ożywczy przede wszystkim dlatego, że zmusza do zrewidowania zastanych prawd i pojęć.
I tak jak w tomie pierwszym Martin Loiperdinger rozprawiał się z mitem...
Komu polecić tę książkę? Miłośnikom tomu "Kino nieme" pod redakcją Syski i Lubelskiego, które w bezmyślny sposób powtarza klisze i dawno zrewidowane narracje o kinie niemym.
Drugi tom antologii tekstów z KINtopu jest cudownie ożywczy przede wszystkim dlatego, że zmusza do zrewidowania zastanych prawd i pojęć.
I tak jak w tomie pierwszym Martin Loiperdinger rozprawiał się z mitem założycielskim kina, tak w tym autorzy uświadomią nam, kiedy tak naprawdę kino stało się niezależną sztuką, a film - dobrem intelektualnym chronionym prawem autorskim, dlaczego scenariusz jest dzieckiem kinematografu i jak uczyło się publiczność właściwie oglądać filmy. Są tu teksty pokazujące, jak bardzo różnorodne było kino w pierwszym okresie swojego istnienia - zapomnijcie o nudnych, czarno-białych filmach bez dźwięku.

Ten tom to tak naprawdę fascynująca podróż kulturalna. Jego tematem jest kino, owszem, ale kino jako fenomen społeczny - zapomnijcie więc również i o datach, kamieniach milowych i wszystkich tych pokrytych patyną i brązem nazwiskach. Historia wczesnego kina ma do zaoferowania znacznie, znacznie więcej.

Nadprogram: proszę zwrócić uwagę na tekst Dębskiego o produkcjach filmowych na ziemiach polskich (pod zaborami) i pierwszych seansach filmowych. Pomijając sam temat, to szczegółowe opracowanie pokazuje, jak dalece polskie filmoznawstwo i kinoznawstwo opiera się na wielokrotnie powtarzanych błędach i czymś, o przy dużej dozie dobrych chęci można nazwać tylko "niedbałą" krytyką źródeł. Do refleksji.

pokaż więcej

 
2018-05-31 11:20:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Japonia - kultura i życie codzienne

Domyślam się, że autor książki może być rozczarowany takim podejściem, ale prawda jest taka, że w wypadku "Iriomote..." zainteresowały mnie nie koty, a wyspa. No bo cóż - Japonia to Tokio i Kioto, a od niedawna także rolniczy, zniszczony przez tsunami region Tohoku. Wie ktoś coś o Okinawie, najmniej japońskiej ze wszystkich japońskich wysp? Ja też niewiele. Dlatego właśnie książka Krzysztofa... Domyślam się, że autor książki może być rozczarowany takim podejściem, ale prawda jest taka, że w wypadku "Iriomote..." zainteresowały mnie nie koty, a wyspa. No bo cóż - Japonia to Tokio i Kioto, a od niedawna także rolniczy, zniszczony przez tsunami region Tohoku. Wie ktoś coś o Okinawie, najmniej japońskiej ze wszystkich japońskich wysp? Ja też niewiele. Dlatego właśnie książka Krzysztofa Schmidta tak mnie zaciekawiła.

Tak, to jest książka biologa i kotach, książka o tym, jak prowadzi się badania naukowe "od kuchni", z jakimi wyzwaniami trzeba się przy tym zmierzyć. Ale na plus dla autora należy zaznaczyć, że pisze "lekko", że o jego codziennych zmaganiach z niedziałającą aparaturą, kapryśnym kocim żywiołem i piekielną pogodą czyta się bez wysiłku, a nawet z niejakim zainteresowaniem.

Najciekawsze były dla mnie oczywiście fragmenty o kulturze i historii Okinawy. Tu zostaje trochę niedosytu, ale biorąc pod uwagę, że autor nie jest historykiem, etnografem ani japonistą i tak uważam, że stanął na wysokości zadania. Szczypta historii, sporo informacji i opisów festiwali i tradycyjnej kultury, ciekawe zdjęcia - i robi się całkiem przyzwoicie :).

pokaż więcej

 
2018-05-31 11:08:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Kultura - bajarka opowiada
Autor:
Seria: Harry Potter

Urok baśni barda Beedle'a polega przede wszystkim na tym, że motywy czarodziejskich opowiadań są nam w jakiś sposób znane. Przecież bajka o kociołku, który może się poruszać i jest pełen tych rzeczy, które akurat są potrzebne, to stara angielska opowieść; "Fontanna losu" również przypomina perskie opowieści o wspinaniu się na górę po wodę życia lub gałąź magicznego drzewa; "Włochate serce... Urok baśni barda Beedle'a polega przede wszystkim na tym, że motywy czarodziejskich opowiadań są nam w jakiś sposób znane. Przecież bajka o kociołku, który może się poruszać i jest pełen tych rzeczy, które akurat są potrzebne, to stara angielska opowieść; "Fontanna losu" również przypomina perskie opowieści o wspinaniu się na górę po wodę życia lub gałąź magicznego drzewa; "Włochate serce czarodzieja" jest jak luźna interpretacja "Pięknej i bestii".

Ale wiecie co? Te czytelne nawiązania i na pewno zamierzone podobieństwa, które zdradzają źródła inspiracji, to właśnie największa zaleta tej książki.
Bard Beedle ;) w ciekawy sposób interpretuje i opowiada na nowo historie, które znamy - z wrażliwością, ale i przewrotnym humorem. Są tu i rzeczy piękne, i rzeczy straszne, ale nade wszystko - są tu rzeczy mądre, takie jak zamykająca tomik opowieść o trzech braciach, znana czytelnikom "Insygniów śmierci".

Same baśnie może nie obudziłyby we mnie takiego entuzjazmu, gdyby nie komentarze nieocenionego jak zwykle prof. Dumbledore'a. Notatki te są najlepszym dowodem, że nie ma wielkiej mądrości ani wielkiej magii bez dobrotliwej ironii, błyskotliwego humoru i masy dystansu.

pokaż więcej

 
2018-05-31 11:08:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Japonia - kultura i życie codzienne
Seria: Mundus

Książka dość mocno mnie rozczarowała. Króciuteńkie wydawnictwo jest przeciętnym konglomeratem stereotypów (honne i tatemae, jakbyśmy my w Europie zawsze mówili to, co myślimy), ogólników (hierarchia społeczna, decyzje podejmowane konsensem) i "standardowych" informacji o etykiecie, które z powodzeniem można znaleźć w przewodnikach turystycznych (kto siada pierwszy i gdzie, dlaczego nie wolno... Książka dość mocno mnie rozczarowała. Króciuteńkie wydawnictwo jest przeciętnym konglomeratem stereotypów (honne i tatemae, jakbyśmy my w Europie zawsze mówili to, co myślimy), ogólników (hierarchia społeczna, decyzje podejmowane konsensem) i "standardowych" informacji o etykiecie, które z powodzeniem można znaleźć w przewodnikach turystycznych (kto siada pierwszy i gdzie, dlaczego nie wolno wbijać pałeczek pionowo w jedzenie, że trzeba się umyć przed wejściem do kąpieli, po co jest wizytówka).

Dla początkujących zainteresowanych ujdzie, chociaż "egzotyzowanie" na siłę niektórych zwyczajów (kolejność siadania przy stole, żeby daleko nie szukać) nic dobrego nie wnosi. Przeczytać nie zaszkodzi, ale nawet 30 zł na to szkoda.

Przy okazji: niech mi ktoś wyjaśni, co się dzieje z WUJ że w serii Mundus co chwile wychodzi coś na oko fajnego, o okazuje się pozycją przeciętną?

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1233 1207 11234
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (242)

Ulubieni autorzy (10)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd