Pierwszy śnieg

Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Seria: Ślady zbrodni
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
7,83 (8643 ocen i 750 opinii) Zobacz oceny
10
862
9
1 530
8
2 957
7
2 257
6
769
5
173
4
52
3
27
2
11
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Snømannen
data wydania
ISBN
9788324589883
liczba stron
432
słowa kluczowe
Harry Hole
język
polski
dodała
Patrycja

Jest listopad, w Oslo właśnie spadł pierwszy śnieg. Birte Becker po powrocie z pracy do domu chwali syna i męża za ulepienie bałwana w ogrodzie. Nie jest on jednak ich dziełem. Stają przy oknie - i widzą, że bałwan jest skierowany twarzą w stronę domu. Patrzy wprost na nich. W tym samym czasie komisarz Harry Hole otrzymuje anonimowy list podpisany "Bałwan". Zaczyna dostrzegać wspólne cechy...

Jest listopad, w Oslo właśnie spadł pierwszy śnieg. Birte Becker po powrocie z pracy do domu chwali syna i męża za ulepienie bałwana w ogrodzie. Nie jest on jednak ich dziełem. Stają przy oknie - i widzą, że bałwan jest skierowany twarzą w stronę domu. Patrzy wprost na nich.

W tym samym czasie komisarz Harry Hole otrzymuje anonimowy list podpisany "Bałwan". Zaczyna dostrzegać wspólne cechy dawnych, niewyjaśnionych spraw. Okazuje się, że wraz z pierwszymi oznakami zimy do gazet trafia informacja o nowym morderstwie. Ofiara jest zawsze zamężną kobietą, a jednocześnie w pobliżu miejsca zbrodni pojawia się bałwan. Wszystko wskazuje na to, że po Oslo i okolicach znów krąży seryjny zabójca.

 

źródło opisu: opis autorski

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1673
_fantasquemagorie_ | 2017-03-08
Na półkach: Przeczytane, Rozczarowanie, 2017
Przeczytana: 21 lutego 2017

Autora ani bohatera „Pierwszego Śniegu” nie trzeba specjalnie przedstawiać. Seria jest ponoć kultowa, a jej główny bohater - „samowolny, arogancki, kłótliwy, niestabilny”, „herostratesowo słynny”, ulepiony z „twardej, sztywnej i trudnej w obróbce” gliny, niezrównany posiadacz "genu szczurołapa", komisarz Harry Hole - to marka sama w sobie. Co jakiś czas przychodzi mu stanąć w szranki z „potworną porą ciemności", dumę dawno "przełknął już razem z whisky i wielokrotnie wyrzygał", wraz z pierwszym sztachnięciem się zapachem bestii ogarnia go drżenie i podekscytowanie, a „po podekscytowaniu nadciąg[a] Wielkie Otępienie, będące jednocześnie wszystkim, zakochaniem i oszołomieniem, ślepotą i jasnowidzeniem, sensem i szaleństwem."

Treść książki wypełniona jest bałwanami, totemami, maskami, zapachem strachu, adrenaliny, tajemniczymi chrobotami, podpełzającym ponad kolana odrętwieniem. Nesbo mnoży trupy, zwody, uniki, intrygi, podejrzenia, poszlaki. Misternie tka sieć zależności między bohaterami mieszając teraźniejszość z przeszłością. Kręci, zawraca, lawiruje, niestrudzenie zarzuca kolejne pętle i przynęty. Jak to bywa w kryminałach, tu i ówdzie słychać sapanie, dyszenie, "zamierające echo własnych kroków", ten i ów postanawia wymierzyć sprawiedliwość; dookoła czuć pot spływający po skórze i metaliczny zapach krwi.

Może wyjdę na zblazowanego bluźniercę, ale średnio podzielam zachwyty nad efektem pracy "Jo". Oto dlaczego:

1. Zbudowanie tak wielowątkowej, pełnej zwrotów akcji w logiczny i spójny sposób niewątpliwie wymaga od autora pewnego kunsztu i talentu. Za to faktycznie należą wyrazy uznania. Niemniej jednak, na widok kompozycji typu: "listopadowy śnieg przykrywał już puchową kołdrą pofałdowany krajobraz.", "chmury kamuflowały puszysty świt", "usłyszała buczenie dzwonka w środku; zabrzmiał jak trzmiel zamknięty w słoiku po dżemie", „jej ciężki chrapliwy oddech rozszarpywał ciszę, brzmiał niczym odrywanie kawałka papieru, w który pakowała dziewczynkom drugie śniadanie", "jego dłonie już szukały znajomych ścieżek, które nigdy się im nie sprzykrzyły" – zęby bolą.

2. Dla mnie - w miarę regularnego oglądacza seriali kryminalnych i politycznych - "Pierwszy śnieg" był okrutnie schematyczny i po prostu nudny. Rozkręciłem się jako tako w okolicach setnej strony. Rozumiem, że bohaterowie muszą prowadzić jakieś tam dialogi, gdzieś mieszkać, na coś patrzeć, mijać jakieś krajobrazy, mieć jakiś tam kontakt ze światem zewnętrznym. O ile wrzuty z dziedziny topografii, urbanistyki, turystycznych widoczków, chorób genetycznych, wykwintnych akcesoriów weterynaryjnych uważam za uzasadnione i całkiem ciekawe, o tyle te o norweskiej polityce zagranicznej, monarchii, stoiku Zenonie, Bush’u, rastafarianizmie, subsydiowaniu handlu z trzecim światem czy generałach z pentagonu wydają się całkiem od czapy, wepchnięte na siłę, kompletnie niepotrzebne. Pomysł "na bałwana" też jakoś nie wydał mi się specjalnie porywający, w sumie bardziej mnie bawił niż przerażał.

3. Susan Sonntag (w „Widoku cudzego cierpienia”) pisze: „Wygląda na to, że apetyt na obrazy przedstawiające ciała umęczone jest prawie tak silny jak na wizerunki ciał nagich.” Podobno obraz udręki, „ekstatyczny i zarazem nieznośny”, fascynuje i uzależnia. Jeśli to prawda, to w moim przypadku podświadome, pierwotne voyeurystyczne żądze w zakresie krwiożerczości, makabry, grozy, zła w czystej postaci, z nawiązką realizuje literatura faktu. O ile jednak drastyczność w reportażach uważam z grubsza za uzasadnioną (ma bowiem choćby demaskować, piętnować, przestrzegać), o tyle okładanie się poszatkowanymi zwłokami, nurzanie w śniegu zbryzganym krwią, "podziwianie" instalacji skonstruowanych ze zdekapitowanych głów czy poodcinanych członków, w fikcyjnym świecie wydaje mi się kompletnie jałowe. Informuję zatem lojalnie, że daleko mi do wielbiciela gatunku. W kinie - ok. W postaci drukowanej – ani trochę (ot, szkoda czasu).

4. Przez cały czas towarzyszyło mi poczucie, że zamiast historii mrożącej krew w żyłach, trzymam w rękach dotowany przez norweskie izby turystyczne prospekt turystyczny Norwegii.

5. Domknięcia poszczególnych wątków i grand finale są według mnie zbyt oczywiste i zbyt wcześnie przewidywalne.


Być może, na tle innych twórców kryminałów Nesbo rzeczywiście jest mistrzem. Być może byłbym w stanie bardziej zachwycić się „Pierwszym Śniegiem” jako stały subskrybent generowanych przez niego treści. Być może rozwój postaci Hole'a i talentu pisarza jest rzeczywiście godny podziwu. Tego nie wiem, bo to raptem druga przeczytana przeze mnie książka z cyklu. (tytułu poprzedniej nie pamiętam nawet mając przed oczami komplet okładek, pamiętam tylko że tamta podobała mi się jednak bardziej).

Mimo, iż Nesbo dotyka w sumie ciekawego zagadnienia społeczno-matrymonialnego, oprócz wątpliwej satysfakcji z w miarę wczesnego przewidzenia "kto zabił", i odfajkowania "skandynawskiego kryminału" - przez co mogę się poczuć o jeden "skandynawski kryminał" mniej wykluczony społecznie - książka pozostawia mnie w zasadzie z niczym. Ot poprawnie skonstruowany, plażowo-pociągowy zabijacz czasu, który po kilku tygodniach prawdopodobnie wyparuje z głowy.

Cóż, tak to bywa, gdy ogólne wrażenia "po" totalnie rozmijają się z wysokimi oczekiwaniami. Mam nadzieję, że ekranizacja (z powodu której sięgnąłem po ten tytuł) pokaże pazur, którego nie byłem w stanie dostrzec w czasie lektury.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Sankofa. Nie zmarnuj życia

piekna książka. życiowa, pokazująca niecodzienne podejście do normalnych spraw. wskazuje na co warto zwrócić uwagę a na co nie tracić energii. bardzo...

zgłoś błąd zgłoś błąd