Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
_fantasquemagorie_ 
Do grona Znajomych zapraszam na ogół plusowych darczyńców i nadobne twarze. Wcale nie żartuję. Jestem poławiaczem plusów. Jestem prawdziwy pies na lajki. Również lubię się wymandrzać. Lubię przeczytać zacną książkę, a następnie trysnąć wodospadem szczerozłotych zdań. Właściwie tylko po to czytam. I jeszcze najlepiej żeby inni czytali dokładnie to co ja. Inaczej się nie zakoleguję. Innymi słowy - polecam funkcjonalność: moje konto > ustawienia > aktywności.
status: bibliotekarz, dodał: 259 książek i 277 cytatów, ostatnio widziany 10 godzin temu
Teraz czytam
  • Botanicum
    Botanicum
    Autor:
    Pamiętacie Animalium, Muzeum Zwierząt? Pora na wizytę w Botanicum – Muzeum Roślin! Rośliny są wszędzie. W najwyższych górach i najgłębszych dolinach, na biegunach i na równiku, na lądzie i w wodzie....
    czytelników: 213 | opinie: 3 | ocena: 7,82 (11 głosów)
  • Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka
    Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka
    Autor:
    Nie sposób go z nikim pomylić, choć jest podobny i zarazem niepodobny do reszty ludzkości. Ma własny słownik i doskonale wie, co jest dobre, a co złe. Paszport radziecki przechowuje jako najcen...
    czytelników: 2465 | opinie: 102 | ocena: 8 (662 głosy)
  • Moienzi nzadi. U wrót Konga
    Moienzi nzadi. U wrót Konga
    Autor:
    W 1928 r. na belgijski parowiec Mateba zaciąga się polski marynarz, Tadeusz Dębicki. Spełnia w ten sposób swoje marzenie o podróży do Afryki Środkowej, a czytelnikom przywozi imponujący, skrzący się d...
    czytelników: 45 | opinie: 3 | ocena: 6,13 (8 głosów)
  • Podróżowanie z Beniaminem
    Podróżowanie z Beniaminem
    Autor:
    David, dobrze sytuowany mężczyzna, po tragicznej śmierci żony zostaje sam z ośmioletnim synem. Nagle jest wolny, czuje, że nic go już nie trzyma w Pradze i wreszcie ma okazję zbliżyć się do własnego d...
    czytelników: 117 | opinie: 4 | ocena: 7,11 (27 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-02-24 22:16:09
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2017-02-24 22:06:10
 
2017-02-24 22:00:27
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-02-24 21:54:14
Dodał do serwisu książkę: Jerzy Dziewulski o polskiej policji
 
2017-02-24 16:32:36
Wypowiedział się w dyskusji: Czytamy w weekend

Zamierzam przewietrzyć umysł:

Ostatnia arystokratka Ostatnia arystokratka

a potem wracam do:

Umma. Reporter na Bliskim Wschodzie Umma. Reporter na Bliskim Wschodzie

więcej...
 
2017-02-24 03:03:24
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-02-24 00:18:22
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Seria: Reportaż
 
2017-02-20 01:56:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Dobry wybór
 
2017-02-16 03:16:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Dobry wybór

„Będąc młodą…”. Wróć. Będąc młodym, no, może już nie tak młodym, ale na pewno zziębniętym przechodniem bezwiednie omiatającym wzrokiem mijane witryny sklepowe, dostrzegłem jak z wystawy księgarni łypie na mnie energetyczna okładka pełna zadziornych oczu, piór, dziobów, łebków. Za nic ma sobie miejską szarość. Za nic ma pośpiech i zmęczone twarze. Drwi ze stanów podgorączkowych, prychania,... „Będąc młodą…”. Wróć. Będąc młodym, no, może już nie tak młodym, ale na pewno zziębniętym przechodniem bezwiednie omiatającym wzrokiem mijane witryny sklepowe, dostrzegłem jak z wystawy księgarni łypie na mnie energetyczna okładka pełna zadziornych oczu, piór, dziobów, łebków. Za nic ma sobie miejską szarość. Za nic ma pośpiech i zmęczone twarze. Drwi ze stanów podgorączkowych, prychania, kichania, kałuż i błocka. Wytyka mnie palcem, szydzi, że szwenda się taki bez celu, zmarznięty i przemoczony. Wrzeszczy „Kup mnie”, „Weź mnie”, „Jam jest twoją gorącą kawą”, „Jam jest rozgrzewającą herbatą z imbirem”, „Jam jest twoim suplementem diety z podwyższoną zawartością witaminy C”. Grozi, że odmowa wejścia do księgarni zakończy się niechybnie paskudnym choróbskiem. Cóż, przejrzała mnie na wylot. Wygłodniały kolorów, spragniony choćby namiastki słońca, gorąca i egzotyki, wobec tak stanowczego postawienia sprawy okazałem się zupełnie bezbronny. Pobieżne przekartkowanie zawartości upewniło mnie, że to jest dokładnie coś, czego w danej chwili potrzebuję, a zadekowanie w najbliższej kawiarni umożliwiło kompulsywne zatopienie się w jej wnętrzu.

Baśń jak to baśń. Oto rozwydrzona, nienasycona, wiecznie niezadowolona dziesięciolatka o imieniu Walentyna – córka cesarza, królewna czystej krwi odwiedzana przez ambasadorów "z najodleglejszych zakątków świata" – ma obsesję na punkcie butów, kapeluszy, pasków z wężowych ogonów i ... ptaków. Podobnie jak miliardy innych wynudzonych, sadystycznych księżniczek ma nieposkromiony apetyt. Wciąż chce więcej i więcej. Wciąż domaga się bardziej i bardziej niemożliwego. Pragnie ptaka a to ze szklanymi skrzydłami, a to z koralowym dziobem, a to plującego wodą… Wreszcie żąda aby słudzy znaleźli jej ptaka, który potrafi mówić. Zachcianka jak wiadomo niełatwa do spełnienia. Tym bardziej, że panienka nie da sobie w kaszę dmuchać. Nie zadowala się głupią papugą. Piętrzą się klatki. Piętrzą się czaszki. Spomiędzy liter rozlega się świst gilotyny i lamenty „nieporadnych” służących. Mimo to dziewczyna nie daje za wygraną. Koniec końców na skutek obsesyjnej realizacji marzenia „pałac poczerwieniał od krwi i popadł w ruinę”. Aż tu nagle, ni z tego ni z owego, „pewnego dnia do wrót pałacu zapukał nikomu nieznany młody sługa o oczach ostrych jak sztylety"…

Jak widać historia mrożąca krew w żyłach. Polecam miłośnikom horrorystycznych klimatów, niedokończonych opowieści, arytmetyki tudzież statystyki, ptaków i... pięknych ilustracji.

Mógłbym popsychologizować na temat samotności, nerwicy natręctw, braku umiaru i cierpliwości, zachłanności, kompulsywnego zbieractwa i innych mniej lub bardziej przykrych przypadłości, na które wydaje się cierpieć główna bohaterka. Mógłbym już zupełnie odpłynąć w kierunku obsesyjnej determinacji w chorobliwym dążeniu do realizowania z d… wziętych celów, wywrócenia na nice priorytetów, mozolnego budowania swojej własnej, osobistej złotej klatki, ale tego nie zrobię. Prawdę mówiąc historia tej małej zupełnie mnie nie interesuje. Mam ją zupełnie gdzieś, bowiem tak jak Walentyna ma obsesję na punkcie ptaków, tak ja mam obsesję na punkcie oprawy graficznej tej książki.

„Złota klatka” to prawdziwe cacko jeśli chodzi o szatę graficzną. Przepiękne odcienie żółcieni, oranżów, szarości, czerni tu i ówdzie przełamane ostrzejszym akcentem kolorystycznym. Przepiękne czerwienie. Szmaragdowa zieleń. Głębia, nasycenie, przepych szlachetnych tonacji i faktur. Odręczne pismo. Twarze niczym wypożyczone z płócien Boscha czy Bruegela. Ilustracje jakby żywcem wyjęte z muzealnej ekspozycji. Mnogość ptasich łebków, piór, kształtów. Bogactwo detali.

Czy książki mogą służyć do głaskania? Nie wiem. Wiem tylko, że w tym przypadku zdarzyło mi kilkakrotnie pogładzić stronice. Pozostaje żal, że jest ich tak mało...

Podsumowując: rewelacja w wykonaniu fenomenalnego belgijskiego ilustratora – Carll’a Cneut’a, którego prace polecam uwadze.

pokaż więcej

 
2017-02-11 17:54:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2016, Rozczarowanie

Przyznaję, że przed lekturą „Pabiteli” o twórczości Hrabala nie wiedziałem właściwie nic. Oczywiście byłem w stanie wymienić kilka tytułów, ale nic mi one nie mówiły. Nie żebym miał z tego powodu jakieś wyrzuty sumienia, po prostu jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do czeskiej literatury. Chcąc napocząć Hrabala i nadrobić zaległości napatoczyłem się na „Pabiteli”. Pozycja wybrana na chybił-trafił.... Przyznaję, że przed lekturą „Pabiteli” o twórczości Hrabala nie wiedziałem właściwie nic. Oczywiście byłem w stanie wymienić kilka tytułów, ale nic mi one nie mówiły. Nie żebym miał z tego powodu jakieś wyrzuty sumienia, po prostu jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do czeskiej literatury. Chcąc napocząć Hrabala i nadrobić zaległości napatoczyłem się na „Pabiteli”. Pozycja wybrana na chybił-trafił. Ot, zaintrygował mnie tytuł. Jak wiadomo Hrabal wielkim pisarzem był, więc pełen dobrych chęci, otwarty na nowe doświadczenia, postanowiłem dać się porwać jego osławionej poetyce.

Niestety, trafiłem jak kulą w płot. Litery zaczęły tańczyć przed oczami, historie dłużyły się niemiłosiernie, entuzjazm opadał z rozdziału na rozdział. Nieomal dostałem globusa. Mniej więcej w połowie zacząłem tracić cierpliwość i spisałem książkę na straty.

W ramach strategii never-give-up postanowiłem przeczytać notkę od autora. Bez tego raczej nie dostrzegłbym sensu snucia tych opowiadań przez prawie trzysta stron.

„...pabitel to człowiek, przed którym piętrzy się nieustannie ocean natarczywych myśli. Jego monolog płynie bez przerwy, raz jak rzeczka podziemna w jamie myśli, kiedy indziej zaś wycieka ustami. Właśnie pabienie przez sztafetę ludzkiego języka jest podawane z ust do ust niczym płonąca pochodnia… / Pabitel przeważnie niczego nie czytał, za to dużo widział i dużo słyszał. I niemal niczego nie zapomniał… / pabienie jest swoistą postawą poetycką… dąży do wyrażenie tego co niejasne i nieuchwytne…/ ludzie ci [pabitele] mają skłonność do przesady, patosu… sądy przez nich wygłaszane są mętne… / dla literatury pabitel stanowi wartość dzięki temu że jest naturalną przeciwwagą dla intelektu… / pabitelom nie zależy na posiadaniu lodówki czy telewizora. A jeśli już je mają, to korzystanie z przedmiotów sprowadzą do absurdu…".

"Każdy warsztat, każdy urząd, każde miejsce, gdzie ludzie spotykają się po to, żeby pracować lub rozmawiać, każde środowisko ma swojego pabitela, za którym tęsknimy, gdy zachoruje albo pójdzie na urlop.”

Ok, sens się zarysował. Hrabal postanowił wystawić pomnik opowiadaczom przypadkowych, prawdziwych lub wyimaginowanych, fabryczno-włóczęgowo-kolejkowo-weselno-pociągowo-urzędowo-knajpianych historyjek. Wyczuwam klimat: takich opowiadaczy jest coraz mniej, a i ludzie coraz mniej skłonni do wysłuchiwania ich wynurzeń. Naprowadzony na właściwy tor, kontynuowałem lekturę. Niestety, nawet już wyposażony w kierunek, z trudem dałem radę ogarnąć potok postaci, mnogość zdarzeń i historii z d… wziętych. Ciągle traciłem wątek, kompletnie nie mogłem się skoncentrować.

Raczej nie będę tęsknił za tą książką. Szczęśliwie dobrnąłem do końca, ale sądzę, że oprócz tytułowego opowiadania „Pabitele”, nie zostanie mi na długo w pamięci.

pokaż więcej

 
2017-02-09 02:22:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2016, Dobry wybór

„Banzai” to włączony do serii „Świat dla Dociekliwych” przewodnik, który ma za zadanie pomóc w nadgryzieniu i posmakowaniu kultury Japonii. Zadanie to realizuje wzorcowo. Potrawka nie tylko wybornie smakuje, ale również cieszy oko.

Wydawnictwo w interesujący sposób pokazuje współczesną wielorakość tego obszaru w ujęciu geograficznym, kulturowym, językowym, społecznym. Autorka posługuje się...
„Banzai” to włączony do serii „Świat dla Dociekliwych” przewodnik, który ma za zadanie pomóc w nadgryzieniu i posmakowaniu kultury Japonii. Zadanie to realizuje wzorcowo. Potrawka nie tylko wybornie smakuje, ale również cieszy oko.

Wydawnictwo w interesujący sposób pokazuje współczesną wielorakość tego obszaru w ujęciu geograficznym, kulturowym, językowym, społecznym. Autorka posługuje się adekwatnym do możliwości poznawczych młodego człowieka językiem a urokliwe ilustracje zapewniają cezurę na wchłonięcie informacji.

Japonia z opowieści Zofii Fabjanowskiej-Micyk to dostojny, osadzony w dziedzictwie cesarstwa, wyspiarski kraj Nihon, Kraj Wschodzącego Słońca, Kraj Kwitnącej Wiśni, stu sześćdziesięciu wulkanów, bogini Amaterasu, chryzantemy o szesnastu płatkach, herbacianych ceremonii. Kraj shintoizmu, buddyzmu, teatru bunraku, hiragamy, katanaki, miniaturowych wierszy, kółka hino maru, ideogramów, sylabariuszy, ery Heisei. To jednocześnie kraj mlaskania, siorbania, kilku stopni grzeczności i bicia pokłonów, słynnej aukcji tuńczyków, gumowych domów, pakunków ratunkowych, robotycznych psów, elektronicznych myjąco-suszących toalet oraz super prędkich shinkansenów. To również kraj pikników hanami, octu ryżowego, pączków na patyku, lodów o smaku ośmiornicy, czekoladowo-chrzanowych wafelków, który do perfekcji doprowadził sztukę "pustej ręki" i "miękkiej drogi", w którym dzień chłopców jest świętem narodowym, krowy karmi się musli a maty tatami występują zarówno w funkcji mebla jak i jednostki miary służącej do określenia kubatury pomieszczeń. To wreszcie królestwo origami, drzewek bonsai, anime, mangi, duszka Totoro, kotów celebrytów.

Oprócz rzeczy dość oczywistych dociekliwy mały odbiorca znajdzie w książce mnóstwo smaczków krok po kroku potęgujących zainteresowanie Japonią. (Mnie szczególnie przypadły do gustu święto siedmio-, pięcio- i trzylatków, parada golasów, malarstwo tuszowe enso, korzenie Panasonica, Toyoty i karate, wyspa świętych jelonków głodomorów i laski z wbudowaną nawigacją GPS.)

Autorce z sukcesem udało się uchwycić charakterystyczny dla Japończyków mariaż hyzia na punkcie nowinek technologicznych z uporczywym przywiązaniem do obrzędowości i dość konserwatywnych zasad współżycia.

"Banzai" to naprawdę klimatyczne opracowanie. Ciepłe, rzeczowe, ciekawe, otwierające na kulturę, egzotykę, tradycję, różnorodność, promujące szacunek dla dzieci, rodzeństwa i osób starszych. Harmonijna szata graficzna jest konsekwentnie trzymana w lejcach czerwieni, różu, khaki, czerni. Wyważone ilustracje doskonale współgrają z treścią. W zestawie: świetna mapa w wersji obrazkowej, przepisy (choć może raczej przepiski) kulinarne, słowniczek (puryści językowi dopatrzą się w nim prawdopodobnie lekkich zgrzytów, ale przecież nie o kompendium lingwistyczne tutaj chodzi).

Polecam uwadze (również osobom sporo wykraczającym poza docelową grupę wiekową 8+). Przyjemne doznania estetyczne gwarantowane.

pokaż więcej

 
2017-02-04 20:52:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Dobry wybór

"Całkiem odmienna staje się natura zwierzęcia, gdy ma ono poczucie własnej siły. Tak bywa i z ludźmi!" (Szczypiorski, Msza za Miasto Arras)

"Nie czekajcie. Na nic nie czekajcie.
Wychodźcie.
I biegnijcie.
Będziecie zabici w biegu.
Jeśli znajdą nas żywych, pokroją na kawałki."
Tak wtedy robili""

"...dziwne wojenne sytuacje, kiedy jeden wróg staje się obrońcą przed drugim wrogiem. W innych...
"Całkiem odmienna staje się natura zwierzęcia, gdy ma ono poczucie własnej siły. Tak bywa i z ludźmi!" (Szczypiorski, Msza za Miasto Arras)

"Nie czekajcie. Na nic nie czekajcie.
Wychodźcie.
I biegnijcie.
Będziecie zabici w biegu.
Jeśli znajdą nas żywych, pokroją na kawałki."
Tak wtedy robili""

"...dziwne wojenne sytuacje, kiedy jeden wróg staje się obrońcą przed drugim wrogiem. W innych częściach Polski to przez Niemcami się ucieka. Ale na Wołyniu Niemcy dają bezpieczeństwo."

Ukraińcy, Polacy, Niemcy, Rosjanie, Żydzi, Czesi, Madziarzy...
Chrześcijanie, protestanci, żydzi, sztundowie...

"... kiedy jedni sąsiedzi zabijają, drudzy rzucają się, by ratować."

"...nie morduje nacja ani religia. Mordować może człowiek, i to człowieka należy winić."

"Kto mówi prawdę? Wszyscy. Tylko że każdy swoją.
Każdy ma tu swoją pamięć. Każdy ma swoją historię."

"... czasów wojennych nie można mierzyć dzisiejszą miarą. (...) Trudno wskazać, kto zaczął, kto kogo bardziej skrzywdził. Takie rachunki nie mają dziś sensu."



Rzecz dotyczy oczywiście rzezi wołyńskiej. Temat ostatnio modny, ni stąd ni zowąd mainstream’owy, dookoła karnawał górnolotnych haseł, wszyscy na gwałt odnajdują w sobie patriotyzm, eksperci wyrastają jak grzyby po deszczu, wszyscy chcą wiedzieć dlaczego, nie ma sensu mnożyć truizmów, będę się streszczać.

Grzegorz Motyka o książce: „Autor pisze o antypolskich czystkach w sposób, w jaki przyjęło się pokazywać zbrodnie w dawnej Jugosławii, Rwandzie czy Kambodży.” To prawda. Szabłowski, zamiast żonglować li tylko suchą, bezosobową faktografią, przekierowuje uwagę czytelnika na emocje, relacje: międzyludzkie, międzysąsiedzkie, międzyetniczne... Wskrzesza konkretne osoby, nazwiska, miejscowości, zabudowania. Co ważne, pozwala, by wybrzmiały wspomnienia, spostrzeżenia przedstawicieli różnych nacji, przy czym wszystkim zapewnia jednakową atencję i szacunek. Stawia na wyeksponowanie odwagi, przytomności umysłu, współczucia, odruchów dobroci. Szczęśliwie opiera się pokusie pałowania czytelnika kakofonią obrazów walających się jelit, porozrzucanych gałek ocznych, tętnic bryzgających krwią, trzasków pękających ścięgien, czaszek, odoru fekaliów, nazwijmy to umownie tanatowirówką, którą tak rączo wyżyma odbiorcę choćby Tochman. Treść jest oczywiście przejmująca, w przypadku pisania o czystce to raczej nieuniknione, ale osoby, które z różnych powodów unikają wyżej wymienionego „efekciarstwia” mogą śmiało sięgnąć po lekturę bez umawiania wizyty u psychiatry.

"Jak to się dzieje, że gdy jeden człowiek sam chwyta za motykę, widły, nóż i idzie zabijać, drugi ryzykuje wszystko, by ratować obcych sobie ludzi. Jeden idzie i zabiera po tych zabitych kołdry, widelce, talerze, szafy, ba, nawet zboże z pola. A drugi szuka w snopkach, czy ktoś nie przeżył; przynosi wodę, ubranie, coś do jedzenia... Jakie mechanizmy tym rządzą?"

Sztandarowe pytanie „Sprawiedliwych…” zostaje mimo wszystko bez odpowiedzi. Cóż, biorąc pod uwagę liczbę milionów istnień ludzkich (również tych w fazie infance 1 i infance 2) pochłoniętych przez konflikty quasi/etniczne w już przecież poholocaustowym świecie, nie ulega wątpliwości, że pytanie to zostanie postawione jeszcze wiele razy, w wielu konfiguracjach, w wielu dziś nawet jeszcze nie wyobrażonych projektach literackich, wszak chętnych do zdobywania osobistych doświadczeń w zakresie mordowania (w imię barwnego katalogu szlachetnych ideałów), w dzisiejszym, już zupełnie współczesnym świecie jak okiem sięgnąć nie brakuje. Ale to też truizm...

P.S.: No i to licytowanie się na stodoły...

pokaż więcej

 
2017-02-02 03:56:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Dobry wybór

Twórczości Janusza Wiśniewskiego zupełnie nie znam. Podobno jest dość popularny; ja jakoś wcześniej nigdy się z nim nie zetknąłem. Po „Udrękę…” sięgnąłem na chybił-trafił. Miała to być przede wszystkim cienka, niewymagająca lektura-niespodzianka o charakterze rozrywkowym do złapania oddechu po serii dość mocno angażujących emocjonalnie reportaży. Cienka na pewno jest, czyta się ją... Twórczości Janusza Wiśniewskiego zupełnie nie znam. Podobno jest dość popularny; ja jakoś wcześniej nigdy się z nim nie zetknąłem. Po „Udrękę…” sięgnąłem na chybił-trafił. Miała to być przede wszystkim cienka, niewymagająca lektura-niespodzianka o charakterze rozrywkowym do złapania oddechu po serii dość mocno angażujących emocjonalnie reportaży. Cienka na pewno jest, czyta się ją błyskawicznie, ale taka całkiem rozrywkowa to już chyba niekoniecznie, bo autor dotyka dość szerokiego spectrum w sumie przykrych aspektów życia emocjonalno-erotyczno-rodzinno-seksualnego. Czyni to co prawda w sposób lekki (nie dramatyzuje, nie tapla się w wiwisekcji, nie wali po pysku, nie nakłuwa rozpalonym drzewcem, nie podtapia w wiadrze pomyj, nie stosuje terapii szokowej), jest lakoniczny i oszczędny, ot, po prostu przekłada kolejne slajdy sygnalizując istnienie czy aktualność pewnych zagadnień, niemniej jednak dotyka zjawisk, z którymi większość z nas wolałaby się pewnie nigdy nie zetknąć.

Mamy tu między innymi lęk przed menopauzą, nowomowę chirurgii plastycznej, bezczelność Renee Zellweger, pochwicę, tabuizowanie poligamii, zwalistego mężczyznę z sygnetem na palcu i złotymi zębami, dwucyfrowe PSA w surowicy krwi, "miłosną kataraktę", wzorcową Odenwaldschule i jej mroczne sekrety. Mamy kłamstewka w sprawie daty urodzenia, budowanie iluzji, że szczęście jest prawem, przemoc domową, seksualne kłusownictwo, zdrady, porzucenia, uzależnienie, wewnętrzny, nieopanowany przymus oszukiwania siebie i innych, kruche piękno pojawienia się w czyimś życiu, kryzys wieku średniego, błogosławieństwo niepamięci. Mamy wreszcie nowobogackie przyjęcie urodzinowe, korporacyjną windę, ale też PRL-owskie mieszkanie, prowincjonalny gabinet lekarski czy metę bezdomnego.

Historie niby odległe, choć w jakiś sposób znajome, niby banalne, ale przecież nie dla tych, którzy ich doświadczają. Autor szkicuje je w ujęciu kawiarniano-plotkarskim, psychologiczno-statystyczno-farmakologicznym, ale chyba przede wszystkim ludzkim. Bohaterowie (ludzie po przejściach, raczej grubo po 30tce) wydają się niesłychanie realni, bliscy, niemalże namacalni. Większość czytelników z jakimś tam bagażem doświadczeń z pewnością kilka razy pokiwa głową z niedowierzaniem lub ze zrozumieniem.

Nie jest to literatura przez duże „l”, ale nie mam tez poczucia zmarnowanego czasu. Jakieś tam struny porusza, coś tam w głowie zostawia, człowiek nad tym i owym jednak się zamyśli.

Opowiadanie początkowe – o Lizbonie i ostatnie – filuterne - o ego i pustym stole zapadają w pamięć. No i gdzieś w tyle głowy nieustannie koleboce się refleksja, że emigracja, którą niektórzy uporczywie przedstawiają jak złapanie pana Boga za nogi to chyba jednak częściej ucieczka lub konieczność niż radosny wybór życiowy, a powroty czy to fizyczne, czy wyimaginowane wiążą się raczej z bolesnymi niż przyjemnymi wspomnieniami.

Jak na literaturę współczesną treść całkiem akceptowalna. Jak na pierwsze spotkanie z autorem – również. Jestem na tak.

pokaż więcej

 
2017-01-28 03:25:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Rozczarowanie
Seria: Reportaż

Bohaterką „Papuszy” jest Bronisława Wajs. "Laleczka". „[S]tara Cyganka podobna do prawdziwka zapomnianego w jesiennym lesie (…) dziewczyna biedna, spod krzaku. Nerwowa (…), zwyczajny człowiek, może gorszy od wszystkich”. Pieśniarka urodzona nie wiadomo gdzie i nie wiadomo kiedy. Na dobrą sprawę niewiele wiadomo tak do końca, bo „czas w tej opowieści to czas cygański i trudno mu ufać”, a sama... Bohaterką „Papuszy” jest Bronisława Wajs. "Laleczka". „[S]tara Cyganka podobna do prawdziwka zapomnianego w jesiennym lesie (…) dziewczyna biedna, spod krzaku. Nerwowa (…), zwyczajny człowiek, może gorszy od wszystkich”. Pieśniarka urodzona nie wiadomo gdzie i nie wiadomo kiedy. Na dobrą sprawę niewiele wiadomo tak do końca, bo „czas w tej opowieści to czas cygański i trudno mu ufać”, a sama autorka przyznaje, że mamy tu „zdarzenia prawdopodobne, prawdziwe i wiele znaków zapytania.”

Życie Papuszy przypadło na lata dość paskudne. Siłą rzeczy pojawiają się więc wtręty historyczne specyficzne dla tamtych czasów: Wołyń, ideologia rasy, wszy, Sowieci, plugawe słowa, umęczeni ludzie, opiekuńcze lasy, najbardziej efektywna metoda układania ciał w dołach, przesuwanie „frontu rewolucji kulturalnej głęboko w teren”... Są też strzępki informacji o cygańskim folklorze, obyczajach, zmyślnych fortelach gwarantujących przetrwanie (z zachowaniem reguły: „życie jest za krótkie, żeby Cygan miał pracować”), nękaniu przez milicję, przymusowych akcjach osiedleńczych, uspołeczniających i produktywizacyjnych (prowadzonych na ludności cygańskiej przez postępowe władze socjalistyczne). Jest wreszcie trochę o miłości do muzykowania, do instrumentu, „zasranym autorytecie” Tuwima, cwaniactwie Ficowskiego, nieuchronnych konsekwencjach pogwałcenia reguł współżycia w taborze, naruszenia tajemnic cygańskich rodów, dojmującej samotności, stopniowym popadaniu w obłęd.

Dla mnie to jednak przede wszystkim opowieść o zmarnowanych życiach cygańskich (ale przecież nie tylko) dziewczyn wychowywanych do zapobiegliwego usuwania się w cień, życia w poniewierce, cierpliwego usługiwania prostackim, agresywnym, wiecznie pijanym, nieobecnym mężom obibokom dla których bycie głową rodziny polega głównie na trzymaniu w pogotowiu pięści, buta lub bata. Opowieść o cygańskich (ale przecież nie tylko) żonach, które "nigdy nie zostawiają mężów"; pokornie, w milczeniu znoszą cierpienie i odbierają sobie prawo do odmiany „losu”, do poszukiwania radości, spełnienia, do życia w poczuciu godności („przecież Jezus miał gorzej”). Opowieść o kobietach (w nie tak przecież zaawansowanym wieku), które stając przed lustrem znajdują ukojenie w ogłuszaniu się mantrą: „O[w]szem chciałabym być szczęśliwa, ale już nie pora i czas.”

Cóż, mimo iż niejeden Wielki w twórczości Papuszy widział „rzadki przykład poezji pierwotnej, autentycznie samorodnej”, mimo iż niejeden Wielki nazywał jej pieśni „bijącym źródłem poezji”, niejeden Wielki ochoczo się przy niej lansował i ogrzewał w jej cieple, mimo iż podarowali jej "sławę wśród ludzi kochających sztukę", sprawili, że uwierzyła, że „prócz chiromancji mo[że] pracować umysłowo w poetyzmie”, z zadziwiającą łatwością pozwolili jej na stopniowe osuwanie się w nędzę, odosobnienie, chorobę psychiczną.

Wydaje się, że Laleczka została wykorzystana przez swoich i obcych, przez prostaczków, dla których książki stanowiły źródło trucizny, głupoty, nieszczęścia, ale i „panów” wobec których czuła się tak "głupia", maluczka i nieporadna. Jak to w życiu bywa cel uświęca środki. Jedni umościli usprawiedliwienie cwaniactwa w wielkiej nienaruszalnej tradycji, drudzy w mitycznej, nienaruszalnej cenzurze.

O ile postać Bronisławy Wajs może wydawać się tragiczna, romantyczna, piękna, fascynująca, niezwykła, może budzić zachwyt, zazdrość (choć teraz chyba już u niewielu), podziw, bliżej nieokreśloną nostalgię, poruszenie czy współczucie, z przykrością muszę stwierdzić, że w „Papuszy” nie znajduję niczego nowego, świeżego, nic ponad to co było mi już wiadome, ani jeśli chodzi o postać jako taką, ani o specyfikę życia w taborze, ani siermiężne realia tamtej epoki. Dużo więcej wrażeń estetycznych dotyczących postaci Papuszy dostarczyły mi opowieści przyszywanych ciotek, babć, wujków, przydrożnych muzykantów. Przyznaję, nie czerpię jakiejś szczególnej przyjemności z przeglądania się w cudzym nieszczęściu; opisywanie ludzkiego dramatu jako takie nie jest dla mnie automatycznie gwarancją udanej lektury. W tym wypadku osiemdziesiąt lat współistnienia Polaków i Cyganów i przede wszystkim twórczość bohaterki wydały mi się po prostu potraktowane nieco po łebkach. Wszystko to powoduje, że książkę oceniam jako dość przeciętną. Tak, to smutna opowieść o kolejnym zmarnowanym talencie, kolejnej nieszczęśliwej kobiecie tylko sam fakt, że opowieść jest smutna, talent zmarnowany, a kobieta nieszczęśliwa nie czyni treści specjalnie porywającą.

Na koniec dodam tylko, że po wynurzeniu się z historii, której trzon ma stanowić nieskrępowana wolność, autentyzm, realizm, folklor, pierwotność, ludowość, prawdziwość, przeciwieństwo falsyfikacji tłumaczenie się autorki ze stosowania w książce określenia Cyganie wydało mi się delikatnie mówiąc rozczarowujące.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1458 59 8428
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (222)

Ulubione cytaty (295)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd