Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
_fantasquemagorie_ 
Remanent.
status: bibliotekarz, dodał: 286 książek i 277 cytatów, ostatnio widziany 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Auteczko
    Auteczko
    Autor:
    W swoim domku w Kersku pod Pragą Hrabal zajmował się pisaniem i ukochanymi kotami, wśród których ulubienicą była rudo-biała Auteczko. Kiedy jednak koty nadmiernie się rozmnożyły, zabrakło mu czasu na...
    czytelników: 1034 | opinie: 69 | ocena: 6,48 (500 głosów) | inne wydania: 1
  • Korzenie nienawiści. Moja prawda o islamie
    Korzenie nienawiści. Moja prawda o islamie
    Autor:
    Lekcja wielkiej dziennikarki na temat bieżącego konfliktu z islamem Prorocze słowa, które powinny być wysłuchane. „Boimy się, że nie będziemy wystarczająco poprawni politycznie, posłuszni, i że do...
    czytelników: 126 | opinie: 4 | ocena: 7,29 (17 głosów)
  • O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę
    O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę
    Autor:
    Niezwykła literacka zabawa słowem i kombinatoryką. Perec w humorystyczny sposób opisuje dosłownie wszystko, co może nas spotkać, gdy będziemy chcieli porozmawiać z szefem o pieniądzach. Twoje zarobki...
    czytelników: 271 | opinie: 12 | ocena: 7,1 (84 głosy)
  • Polska odwraca oczy
    Polska odwraca oczy
    Autor:
    Nowa książka najczęściej nagradzanej dziennikarki 2015 roku. Zbiór reportaży Justyny Kopińskiej „Polska odwraca oczy” to opowieści o najważniejszych niewyjaśnionych sprawach ostatnich lat. – Zawsze...
    czytelników: 3644 | opinie: 290 | ocena: 8,01 (1594 głosy)
  • Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu
    Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu
    Autor:
    Sbarramento di Brennero, fortyfikacje na przełęczy Brenner: 6 kwietnia 1947 roku u wejścia do bunkra na granicy austriacko-włoskiej znaleziono zwłoki mężczyzny. Śledztwo pozwala ustalić jego prawdziw...
    czytelników: 381 | opinie: 9 | ocena: 6,96 (113 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-04-23 12:48:42
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-04-23 00:13:54
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Seria: Reportaż
 
2017-04-22 18:38:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Chcę w prezencie, Dobry wybór

"Listy do młodego poety" to zbiór 10 listów skierowanych przez Rilkego do niejakiego Franza Kappusa (wówczas dziewiętnastolatka, studenta akademii wojskowej), który to Kappus zasłynął w zasadzie tylko i wyłącznie tym, że Rilke był mu uprzejmy odpisać, a on wpadł na pomysł by te listy opublikować (taktownie pominąwszy swoją część korespondencji).

Fizycznie tomik jest zupełnym chuderlaczkiem....
"Listy do młodego poety" to zbiór 10 listów skierowanych przez Rilkego do niejakiego Franza Kappusa (wówczas dziewiętnastolatka, studenta akademii wojskowej), który to Kappus zasłynął w zasadzie tylko i wyłącznie tym, że Rilke był mu uprzejmy odpisać, a on wpadł na pomysł by te listy opublikować (taktownie pominąwszy swoją część korespondencji).

Fizycznie tomik jest zupełnym chuderlaczkiem. Cieniutki, kościsty, niepozorny. Tyciusieńki. Łatwo ominąć go wzrokiem lub zapodziać między szpargałami. Treść przedstawia się jednak zgoła odmiennie. Rilke dotyka w swych listach tematów zacnych i ważnych. Wewnętrzna uczciwość, pokora, spokój, korzenie procesu twórczego, skarbiec dzieciństwa, poszukiwanie „głębi rzeczy”, zaufanie do twórczej, budującej przestrzeni samotności, doświadczanie ciężaru płci, obrastanie w konwencje, zadawanie pytań i cierpliwe dochodzenie do odpowiedzi, rozkosze cielesne, gromadzenie słodyczy, umiejętność wydobycia się z „wyczerpującej, gadającej i trajkoczącej wielości”, bezdomność na obczyźnie, zmaganie z życiem, aktywne uczestnictwo, osadzenie w teraźniejszości, „stawanie się”, przemiana, wyciszenie, pogarda, miłość, zwątpienie, religia. Do wyboru do koloru, nic tylko czerpać garściami.

Dywagacje literaturoznawcze pozostawiam specjalistom (i Krytykom ;). Jako prosty czytelnik nadmienię tylko, że lektura "Listów..." to opatrunek na skołatane nerwy. W pamięć zapadają szczególnie treści dotyczące doświadczania smutku i samotności. Tekst wart dziesiątek posiadówek na kozetce...

Duńczyk mógłby pewnie klasnąć w ręce i zakrzyknąć „Hygge!”. Mnie pozostaje wyrazić opinię, że obcowanie z tak szlachetnym, rozumnym, esencjonalnym, krótko mówiąc, wartościowym tekstem to czysta przyjemność. W dzisiejszym zabieganym, rozgdakanym świecie niektóre treści brzmią wręcz wywrotowo ;-)

pokaż więcej

 
2017-04-20 10:19:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Chcę w prezencie, Dobry wybór
Seria: Poza serią

„Mury Hebronu” to debiut Stasiuka z roku 1992. Jak autor mawia w wywiadach to eksperyment, który miał mu ułatwić wślizgnięcie się do literatury polskiej kuchennymi drzwiami. Zamierzony efekt został osiągnięty, chyba nawet z nawiązką, czemu trudno się dziwić, bo narracja łącząca klimat półświatka, naiwność kobiet z wulgaryzmami i symboliką biblijną jest od lat sprawdzoną receptą na sukces.... „Mury Hebronu” to debiut Stasiuka z roku 1992. Jak autor mawia w wywiadach to eksperyment, który miał mu ułatwić wślizgnięcie się do literatury polskiej kuchennymi drzwiami. Zamierzony efekt został osiągnięty, chyba nawet z nawiązką, czemu trudno się dziwić, bo narracja łącząca klimat półświatka, naiwność kobiet z wulgaryzmami i symboliką biblijną jest od lat sprawdzoną receptą na sukces. Podobno książka jest pokłosiem osobistych doświadczeń pisarza, który odsiedział za dezercję z wojska 1,5 roku. Podobno jest „wizją człowieka zamkniętego w mentalnym więzieniu budowanym przez autora z naturalistycznym zapamiętaniem”. Podobno miała być antysystemowa.

Treść otwiera deliryczno-obłąkańczy, rytmiczny monolog-myślotok człowieka osaczonego czterema ścianami betonu, potem, smrodem – „topografią istnienia”. Pustka i cisza toczą jego ciało, mózg, świadomość. Pozbawiony imienia staje się jedynie wagą, objętością, barwą, stanem skupienia.

Rzecz dotyczy tego co za kratami, więc mamy tu do czynienia z sytuacjami iście więziennymi. Czasem ktoś wydziabie majora, czasem „pięciokilową pucką przypierdoli w beret”, świśnie cwela kindybałem, fachowo „podzeluje ślipia”, demonstracyjnie przykira z cudzego kubana. Życie obfituje w lokalne strategie i rozrywki. Panowie zabezpieczają dostawy szlugów, czaju, „prawidłowy przepływ informacji”; szczodrze rozdają w……l. Ciągle chce im się r….ć, a więc k....y prężą się jak ułańskie dzidy. Gdy cweli jak na lekarstwo czasem coś przyczaszkują i rodzi się z tego „piękny” pomysł. Czasem odwiedzają ich naiwne „zakochane pizdy”, czego sami nie są w stanie zrozumieć, ale korzystają, bo zasady są proste: „od frajerstwa trzeba wyrywać, co się da. Frajer to nie człowiek”. Niektórzy mają odgibane bardziej niż inni. Początkujący czerpią garściami od mistrzów…

Widoki dookoła równie arcywięzienne: opuchnięte rozporki, zaspermione posadzki, cieknąca krew, pogruchotane nosy, niewiarygodnie puste twarze, sierpy, zwody, obite żołądki. W ramach urozmaicenia „drewno mięśni dookoła opustoszałych oczu”, ośmiornice oplatające barki, czaszki usadowione w splocie słonecznym, „nagie kobiety wspinają[ce] się po owłosionych ramionach”. „Złachmaniony papier” świerszczyków, a na jego powierzchni „ociekające brochy i ciasne dziury”. „Znieruchomiałe kokony szarych koców”, „stalowe zarośla łóżek”.

Naprzeciw wolności tych, którym uda się na jakiś czas wyjść poza mur stoi „całe to kurestwo urzędasów, sędziów, kupionych i wystraszonych adwokatów, wściekłych prokuratorów, klawiszy – tych łańcuchowych psów (…) cały ten pierdolony burdel myślący tylko to tym, jak [ich] zamknąć, zagłodzić, zgnoić i jeszcze zmusić do poprawy”.

„Mury…” to właściwie szkice z degrengolady, deprawacji, z której tym trudniej się wyrwać, im bardziej odziedziczyło się ją po przodkach; błędne koło met, melin, alkoholizmu, złodziejstwa, cwaniactwa. Większość bywalców zakładów penitencjarnych „wczasowała w poprawczaku” i ma świadomość, że „prędzej czy później brama kryminału jebnie za plecami”.

Czy tekst jest rzeczywiście tak brutalny, wulgarny, szokujący? W porównaniu z obscenicznością sączącą się z mediów, filmów, teledysków, Internetów itede, itepe chyba niespecjalnie. Jest taki jak ludzie, o których mówi. Daleki od subtelności, ale całkiem uzasadniony. Ot, perliste, mięsiste, realistyczno-naturalistyczne, jak najbardziej adekwatne treści branżowo-środowiskowe, uwiarygadniające przekaz. Nie ma co pąsowieć czy się oburzać, wszak pudło to nie „pączki u cioci” ani uzdrowisko. Oczywiście trochę tutaj ironizuję, ale książka jest całkiem na serio. Sugestywna, pouczająca, nieskażona naiwnością, ckliwymi historyjkami, nowomową czy poprawnością polityczną.

Całkiem udany mariaż klimatów prasko-więzienno-meliniarskich.
Denudatio pulpae w pełnej krasie.

pokaż więcej

 
2017-04-18 22:57:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Chcę w prezencie, Dobry wybór

Urocza, ciepła, wzruszająca, optymistyczna nanohistoryjka o przytulaskach, czułości, dotyku, okazywaniu uczuć. Wśród tylu dźwięków dookoła czasem rzeczywiście "nie trzeba słów". W dodatku można się tego nauczyć...

Fajna kolorystyka, porządne wydanie, sztywna oprawa.
Minimum słów, maksimum treści.
Cacuszko.

 
2017-04-11 01:42:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Chcę w prezencie, Dobry wybór, Powroty

Stary wiejski dureń, zwyczajny-niezwyczajny poborowy, kobieta czytająca ze smug na asfalcie, dziewczyna w potrzasku, "potwory z zewnątrz". Znajomi, "którzy jeszcze są znajomymi". Celebrytka, żyjąca niczym „bezmyśln[y] baloni[k], który co chwilę szaleńczo wyrywał się w inną stronę”. Kobieta, która „większość życia spędziła, czekając, aż coś się wydarzy, i nie dostrzegając, że coś wydarza się... Stary wiejski dureń, zwyczajny-niezwyczajny poborowy, kobieta czytająca ze smug na asfalcie, dziewczyna w potrzasku, "potwory z zewnątrz". Znajomi, "którzy jeszcze są znajomymi". Celebrytka, żyjąca niczym „bezmyśln[y] baloni[k], który co chwilę szaleńczo wyrywał się w inną stronę”. Kobieta, która „większość życia spędziła, czekając, aż coś się wydarzy, i nie dostrzegając, że coś wydarza się ciągle”. Mężczyzna, który „panicznie bał się bycia pośrodku, bycia konkretnym typem człowieka, bycia „jednym z”. Kolejny – „niecierpliwy, drażliwy, roztrzęsiony”, który „wygląda, jakby wszystkich bez wyjątku nienawidził i tylko czekał, aż ktoś go znowu rozczaruje”. I jeszcze następny. Ten, który „przy szybie, za książką i na kacu, próbował spokojnie nienawidzić świata”…

„Poszarpane, nieprzewidywalne” życie. Zwalona ściana kamienicy, pokrzepianie alkoholem, gwałt, katastrofa lotnicza, górskie schronisko, pożółkłe fotografie, samochodowa sprzeczka, jazda na rowerze, przedział kolejowy, uliczna latarnia, bezsenność, „drżące, szarpane wiatrem” wierzchołki drzew.

Szara, zwyczajna, do granic możliwości pospolita codzienność. Spacery na wydmy, gra na flecie, wizyty u dziadka, krojenie kanapek, puszczanie latawca, czytanie gazety, pies cierpliwie czekający przy fotelu, sobotnie wszystko jedno, ukradkowe taksowanie wzrokiem w przedziale kolejowym, jazda na rowerze.

Esencja ludzkich życiorysów. Gabinet luster. Urodzaj portretów psychologicznych. Tęsknoty, lęki, straty, zemsty, zdrady, niezaspokojenia, rezygnacje, niedoskonałości, nałogi, pozorność. Wiek, w którym "trochę to najwięcej, na co można liczyć". "Czołganie się po brzytwach". "Niezbędno-niepotrzebny łańcuch uśmiechów, alkoholu i żarcia".

Panorama kilkunastu żyć. Krzyżówka historii, legend, występków, opowieści, zbrodni, wyrzutów sumienia, niezrozumień, niezdążeń.

Wzajemne oddziaływanie.
System naczyń połączonych.
Absorpcja – emisja.
Początek – koniec.
Nabrzmiewanie – wygaszanie.
Tymczasowość – przewlekłość.
Rzeczywistość – fantazje.

Znów jakaś niedookreślona drżączka, efemeryczność, naznaczenie. Znów coś zatacza koło. Coś wisi nad ludźmi plącząc ich losy, konstruując części wspólne między pozornie odrębnymi istnieniami. Drobiny?, odłamki?, skrawki?, matryce?, resztki?, relikty?, rysy?, świadectwa?, blizny?, dowody?... Znów nad ludzką krzątaniną uwija się los.

Osobliwe spojrzenie na tak już przecież znajomą, swojską, obgadaną na milion sposobów bieżączkę. Rodzinne, kuchenne, sąsiedzkie, uliczne, parkowe scenki rodzajowe. Treści niby prozaiczne, ale jakże zajmujące, w jak intrygującym wydaniu. Zbiór historii między którymi dryfuje jakiś wspólny mianownik. Choć może wcale nie…?

Pozostaje mi się tylko zgodzić się z opinią wyrażoną przez Michała Nogasia – "Jakub Małecki nie zawodzi. „Ślady” to dowód na to, że „Dygot” nie był przypadkiem..."

Mnie smakuje. Kiedyś chapnę sobie jeszcze raz.

pokaż więcej

 
2017-04-07 00:28:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2016, Rozczarowanie

Bohaterką powieści jest kobieta dojrzała, stojąca na progu menopauzy. Mężatka, matka dwójki (już podrośniętych) dzieci, dyrektorka szkoły, Żydówka cierpiąca na "ból post-traumatyczny". Niegdyś "sparaliżowana ze smutku", „wciąż czymś zajęta dziewczynka”, pewnego dnia „narodziła się z powrotem pojedyncza i samotna". Zawieszona w "przerwie między pamięcią a odnową” idzie przez życie „kolebi[ąc]... Bohaterką powieści jest kobieta dojrzała, stojąca na progu menopauzy. Mężatka, matka dwójki (już podrośniętych) dzieci, dyrektorka szkoły, Żydówka cierpiąca na "ból post-traumatyczny". Niegdyś "sparaliżowana ze smutku", „wciąż czymś zajęta dziewczynka”, pewnego dnia „narodziła się z powrotem pojedyncza i samotna". Zawieszona w "przerwie między pamięcią a odnową” idzie przez życie „kolebi[ąc] się spazmatycznie ze swoją platynową miednicą”, „skazana na odtwarzanie w całości historii swojego wypadku”. W jej ciele, ciągle i na okrągło wije się "smok bólu".

W swojej najnowszej powieści Zeruya Shalev porusza problematykę specyficzną dla perspektywy kobiecej. Mamy tu feerię rozważań dotyczących rodziny, macierzyństwa, miłości, małżeństwa, bliskości, oddalenia, rozmaitych krzywd. Mamy wiwisekcję „warstwy brudu narosłej w ciągu wielu lat wspólnego życia”, „beznadziejności kobiecego wysiłku", zaludniania królestwa posłusznymi poddanymi, rozżalenia odczuwanego w stosunku do własnego dziecka, które nie jest „wymarzonym dzieckiem, bo nie jest córką ukochanego mężczyzny”. Mamy rozczarowanie, żal, gniew, stare-nowe życie, nowe-stare zakochanie, starą-nową rozkosz, tęsknotę, która „zmieszana z pragnieniem urodzenia dziecka stworzyła pozór zakochania”.

Lektura konsekwentnie prowadzi czytelnika w kierunku pytań o jakość i fundamenty relacji, o uczciwość względem partnera, ale może przede wszystkim względem samej siebie, własnego sumienia, własnego poczucia sprawstwa i odpowiedzialności. Czy kobiece poświęcenie dla ukochanego ma sens? Czy możliwe jest zachowanie równowagi między całkowitym zatraceniem się w ukochaniu, a wypracowaniem swojej odrębności? Czy owo całkowite poświęcenie może uchronić przed porzuceniem? Czy warto angażować się w cudze cierpienie? Czy warto wyjść za mąż „bez entuzjazmu, bez radości, tylko dlatego, że tak robią wszyscy ludzie"? Czy aby na pewno „wszyscy jesteśmy skazani na tęsknotę za poprzednim etapem życia, który z reguły także nie był zbyt szczęśliwy"? Czy to prawda, że "z biegiem lat doskonalą się umiejętności ranienia, zaś umiejętność czerpania radości obumiera"?

Prawdziwym mistrzem ceremonii wydaje się jednak być tytułowy Ból. Ból, który wciąż "narzuca własne zasady, zakłóca rutynę dnia jak noworodek". Ciągle nawracający, odmieniany przez wszystkie przypadki. Psychiczny, fizyczny, realny, wyimaginowany, historyczny, współczesny, wymierzany celowo lub nieświadomie. Wyzierający z każdej niemal stronicy. Zadawany wszystkim przez wszystkich. Serwowany w ilościach przyprawiających o mdłości staje się, mam wrażenie, swoją własną parodią. Trauma, traumę, traumą pogania. Ileż można babrać się w zamierzchłej(!) przeszłości??? W pewnym momencie nabrałem przekonania graniczącego z pewnością, że bohaterka nurza się w tym bólu celowo, z rozmysłem, że czerpie z tego przyjemność, że uprawianie tego ciągłego nurzania się jest jej do czegoś żywotnie potrzebne...

Młyny znaków zapytania zaczynają więc mielić po raz kolejny: Czy ból sprawia nam ktoś nieznany czy sami go poszukujemy i podświadomie ciągniemy do niego jak mucha do miodu? Czy ból może być środkiem do osiągnięcia celu? Czy lepiej z bólu zrezygnować i opłakać stratę czy może wciąż kurczowo się go trzymać, eskalować, pielęgnować, podsycać i czerpać z niego korzyści? Czy nadgniłe, obolałe relacje z najbliższymi można naprawić jeszcze większym bólem? Czy nieustanne brodzenie w przeszłości ma sens? Czy "szaleńcza" pogoń za dawną miłością to tęsknota za ukochanym, czy po prostu za młodością? Czy dom to przestrzeń darzących się wzajemną miłością i zrozumieniem członków rodziny czy może tylko budowane z wysiłkiem „pozbawione fundamentów gniazdo”, składowisko przedmiotów? Czy stabilność to bezpieczeństwo czy apatia? Kiedy rodzina wyczerpuje swój potencjał? Czy walka o jej zachowanie, za wszelką cenę ma sens? Ile mąk trzeba przeżyć, a właściwie ile cierpienia trzeba sobie zadać, by móc pokochać swoje życie za to, co się ma, a nie to, czego się nie ma?

Akcja osadzona jest we współczesnym Izraelu. W tle nieuchronnie pojawia się pełen katalog „produktów eksportowych” z zakresu historii kraju i jego egzystencji na Bliskim Wschodzie: trudne sąsiedztwo, zagłada, zamachy terrorystyczne, pobór do wojska, fantazja o koegzystencji – „najbardziej pociągając[a] fantazj[a] tego regionu”, trud pojednania, wybaczenia, pokory, coraz bardziej radykalizujący się głos ludu, dziedziczenie marzeń i koszmarów, rozstawanie z domem, z dzieciństwem, dyktat przeszłości… (Jest również coś o tanim, polskim naśladownictwie oryginalnego niemieckiego wychowania i powstaniu w getcie warszawskim.) Wystarczyłoby jednak podstawić inne zmienne i z łatwością mogłaby zostać transplantowana na grunt każdej innej rodziny, każdego innego kraju, każdej innej „narodowej traumy”.

Czy miłośnicy literatury przez duże L mogą czuć się lekturą „Bólu” usatysfakcjonowani? Czy można go potraktować jako książkę wybitną? Mam wątpliwości. Czyta się ją błyskawicznie, jest na swój sposób intensywna, absorbująca, totalnie kobieca, do bólu (nomen omen) banalna i ludzka. Według mnie jednak zbyt oczywista, zbyt dosłowna, zbyt drobiazgowa, zbyt naiwna, zbyt moralizatorska. Większość refleksji, powtarzających się jak mantra konstatacji, że życie jest sumą cudów i katastrof, a „kłamstwa wracają do nas i podstawiają nam nogę” jest w sumie dość trywialna. Poetyka, finezja, o której naczytałem się tyle dobrego przed sięgnięciem po lekturę okazała się ciutę kaprawa i kiczowata. Nawet jeśli potraktować tę opowieść jako metaforę, parabolę, itede, itepe, jest dość przeciętna, w szczególności jak na literaturę izraelską.

Wydaje się, że książka będzie atrakcyjna głównie dla miłośników wątków męsko-damskich, przeszłościowo-przyszłościowych, dylematów matczyno-małżeńsko-romansowo-zawodowych oraz lekkich, popkulturowych prawd życiowych wyrażonych w konwencji internetowych memów. Przykład: „Chodzimy po świecie z gigantycznym pająkiem na głowie, nieświadomi jego obecności.”

W sumie „Ból” pozostawił mnie w lekkiej schizofrenii... Z jednej strony mam wrażenie, że opływające w zachwyty recenzje są mocno na wyrost, że niewiele mają wspólnego z rzeczywistością, że lektura jest w stanie pozytywnie zaskoczyć tylko pod warunkiem nastawienia się na dobre, wciągające, ale jednak czytadło (i w takim znaczeniu polecam ją z ręką na sercu). Z drugiej – korci mnie by sięgnąć po inne powieści autorki (której twórczość dotychczas nie była mi znana).

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1498 68 9677
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (216)

Ulubione cytaty (295)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd