Łabędzi śpiew. Księga I

Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
Cykl: Łabędzi śpiew (tom 1)
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
7,32 (226 ocen i 56 opinii) Zobacz oceny
10
12
9
36
8
62
7
65
6
23
5
15
4
8
3
4
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Swan Song
data wydania
ISBN
9788361386346
liczba stron
500
język
polski

Siostra, która w gruzach Manhattanu znajduje dziwny szklany artefakt, będący katalizatorem przemian… Joshua Hutchins, były zapaśnik, który chroni się przed opadem promieniotwórczym na stacji benzynowej w Nebrasce… I ona, dziewczynka obdarzona szczególnym darem, która wędruje wraz z Joshem do miasta w Missouri, gdzie zacznie uzdrawiać. Lecz przedwieczna moc, która zniszczyła Ziemię, wciąż...

Siostra, która w gruzach Manhattanu znajduje dziwny szklany artefakt, będący katalizatorem przemian… Joshua Hutchins, były zapaśnik, który chroni się przed opadem promieniotwórczym na stacji benzynowej w Nebrasce… I ona, dziewczynka obdarzona szczególnym darem, która wędruje wraz z Joshem do miasta w Missouri, gdzie zacznie uzdrawiać.

Lecz przedwieczna moc, która zniszczyła Ziemię, wciąż zaciąga rekrutów do swej nieznużonej armii. Nie zawaha się sięgnąć po uzdrowicielkę…

„Łabędzi śpiew” to arcydzieło literatury postapokaliptycznej i niezwykła epopeja grozy, swoim rozmachem przypominająca słynny „Bastion” Stephena Kinga.

„Łabędzi śpiew” uznawany jest za jedną z najlepszych powieści o zagładzie ludzkości w historii literatury. Powieść poraża rozmachem i barwną paletą niezwykle wnikliwie nakreślonych postaci, co sprawia, że jest lekturą obowiązkową dla każdego miłośnika literatury postapokaliptycznej na najwyższym poziomie.

Powieść została uhonorowana prestiżową nagrodą World Fantasy Award dla najlepszej powieści roku i jest uznawana za najlepszą powieść w dorobku Roberta McCammona, amerykańskiego mistrza grozy, znanego polskim czytelnikom z niezwykłej powieści „Magiczne lata”.

 

źródło opisu: Papierowy Księżyc

źródło okładki: Papierowy Księżyc

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Bosy_Antek książek: 701

Panoramicznie, postapokaliptycznie

Swego czasu Robert McCammon otrzymał ode mnie potężny kredyt zaufania. Jego „Magiczne lata” były powieścią, która czaruje, wzrusza, straszy, a także w nienachalny sposób zmusza do refleksji. Niemająca w sumie słabych punktów książka obiecywała prawdziwe czytelnicze eldorado każdemu, kto zetknie się z innymi tekstami amerykańskiego autora. Jednak napisany wcześniej „Łabędzi śpiew”, monumentalny, rozlewny postapokaliptyczny rys, nieco ochłodził mój bezkrytyczny dotąd zachwyt prozą McCammona i zmusił do napisania poniższej recenzji.

Powieść wydana w 1987 roku zapewne narodziła się jako posępny owoc zimnowojennego napięcia, które w latach 80. osiągnęło swoje apogeum. Być może wizja wiszącego nad światem atomowego miecza Damoklesa natchnęła autora, by ukazać zmiażdżone atomowymi pięściami USA. Na tym odmalowanym z naturalistycznym zacięciem tle pisarz rozmieszcza swoich bohaterów, którzy na przestrzeni około 900 stron poruszają się ku mniej lub bardziej mglistym celom. Śledzimy ich wędrówkę – wpierw ucieczkę z atomowych pogorzelisk, a potem próby odszukania innych ocaleńców, którym wojna nie odebrała resztek zdrowia psychicznego i człowieczeństwa.

Bohaterowie, piszę o tym z żalem, są najsłabszym ogniwem tej dwutomowej opowieści – stanowią zbiór typów boleśnie przewidywalnych, ogranych na wszystkie możliwe sposoby w czeluściach kultury popularnej. Olbrzym o gołębim sercu, mundurowy o faszystowskich ciągotach, chłopak, który odkrywa w sobie sadystyczne skłonności, niezwykła...

Swego czasu Robert McCammon otrzymał ode mnie potężny kredyt zaufania. Jego „Magiczne lata” były powieścią, która czaruje, wzrusza, straszy, a także w nienachalny sposób zmusza do refleksji. Niemająca w sumie słabych punktów książka obiecywała prawdziwe czytelnicze eldorado każdemu, kto zetknie się z innymi tekstami amerykańskiego autora. Jednak napisany wcześniej „Łabędzi śpiew”, monumentalny, rozlewny postapokaliptyczny rys, nieco ochłodził mój bezkrytyczny dotąd zachwyt prozą McCammona i zmusił do napisania poniższej recenzji.

Powieść wydana w 1987 roku zapewne narodziła się jako posępny owoc zimnowojennego napięcia, które w latach 80. osiągnęło swoje apogeum. Być może wizja wiszącego nad światem atomowego miecza Damoklesa natchnęła autora, by ukazać zmiażdżone atomowymi pięściami USA. Na tym odmalowanym z naturalistycznym zacięciem tle pisarz rozmieszcza swoich bohaterów, którzy na przestrzeni około 900 stron poruszają się ku mniej lub bardziej mglistym celom. Śledzimy ich wędrówkę – wpierw ucieczkę z atomowych pogorzelisk, a potem próby odszukania innych ocaleńców, którym wojna nie odebrała resztek zdrowia psychicznego i człowieczeństwa.

Bohaterowie, piszę o tym z żalem, są najsłabszym ogniwem tej dwutomowej opowieści – stanowią zbiór typów boleśnie przewidywalnych, ogranych na wszystkie możliwe sposoby w czeluściach kultury popularnej. Olbrzym o gołębim sercu, mundurowy o faszystowskich ciągotach, chłopak, który odkrywa w sobie sadystyczne skłonności, niezwykła eteryczna dziewczyna objawiająca nadnaturalne moce… Tak szablonowe postacie przenoszą nam siłą rzeczy „Łabędzi śpiew” w przestrzenie moralitetu, którego finał chcąc nie chcąc musi być optymistyczny, wymowa jednoznaczna, zło potępione a dobro premiowane.

Dodatkowo drażnić może fakt, że autor nie do końca mógł zdecydować się, na którym weselu chce tańczyć. Z jednej strony czytamy mrożący krew w żyłach dokument o dniach, miesiącach i latach atomowej zimy. Z realistyczną precyzją, wyczuciem słowa i szczegółu McCammon odmalowuje mroczny a przede wszystkim niepokojąco wiarygodny zmiażdżony świat. Powieść ta miała więc szansę stać się klasykiem literatury science fiction. Jednak nie dzieje się tak, gdyż regularnie amerykański autor wprowadza elementy horroru i magii. Pojawia się demon, który prześladuje jedną z głównych bohaterek. Pobłyskuje magiczny pierścień niosący nadzieję ocalonym. Mnożą się wizje, przeczucia, sny…

Cała ta menażeria rodem z najogólniej rozumianej literatury fantastycznej zdaje się sugerować, że autor nie wierzył, by obraz kraju w stanie przedagonalnym był wystarczająco silny. Te nadnaturalne nuty brzmią fałszywie; to obce elementy na siłę wszczepione w całość, która doskonale broni się bez nich.

Jednak nie jest to powieść zła. McCammon doskonale włada piórem i poszczególne epizody pulsują od napięcia. Następujące po sobie sceny błyskawicznie przykuwają uwagę czytelnika. Każą mu wypatrywać ciągu dalszego, jednocześnie trzymając w drażniącej niepewności. Epicki rozmach książki pozwala zatopić się na dobre w nieprzyjaznym świecie przedstawionym. Rozwiązania fabularne raz zaskakują, innym razem są przyjemnie przewidywalne. Autor stworzył więc doskonałą powieść głównego nurtu, która straszy, paraliżuje postapokaliptyczną wizją, ale również daje się w niej znaleźć ducha wielkiej przygody, obraz bohaterskich starań, by na przekór wszystkiemu na nowo zbudować zniszczoną rzeczywistość. Szybko przyzwyczajamy się do bohaterów, z czasem przestaje nam przeszkadzać ich jednowymiarowość, a zaczynamy widzieć w nich uniwersalne wzory postaw ludzi wobec zła – heroizm i podłość, nadzieja i rozpacz, miłosierdzie i okrucieństwo… Nosicielami tych wartości są bohaterowie „Łabędziego śpiewu.”

Podsumowując, fani prozy spod znaku „postapo” wgryzą się do samej kości w tę mięsistą prozę. Nie zawiodą się, szukając grozy i zniszczenia. Amatorzy bardziej wysublimowanych przyjemności muszą przymknąć oczy na pewne stereotypowe rozstrzygnięcia i fabularne elementy, a książka i im dostarczy sporo czytelniczej satysfakcji.

Tomasz Fijałkowski

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1775)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 193
Pinkiman | 2017-06-24
Na półkach: Przeczytane, 2017
Przeczytana: 24 czerwca 2017

Ciężko jest dobrze ocenić tę pozycję osobno - dobrze byłoby to zrobić po skończeniu całości, ale niestety nie szykuje się to w najbliższym czasie.

Wszystko w tej książce wskazywało na to, że będzie to powieść idealnie trafiająca w moje gusta literackie.

Świat w trakcie (atomowego) końca świata - ludzkość walcząca o przetrwanie - drobne elementy fantastyczne

I co mogłoby się nie udać? A no w zasadzie tylko tyle, że powieść swoim tempem jest bardzo nie równa. Bywały momenty, że książki nie ruszałem przez tygodnie, bo utknąłem w jednym miejscu. Z drugiej strony potem przez 2 dni 1/3 książki. Zupełnie nie wiem o co chodzi w tym przypadku :)

Przedstawienie wojny atomowej od początku i nie pomijając żadnego etapu zasługuje na uznanie. Wydarzenia, które przewijają się przez książkę również potrafią zmrozić człowieka. Niestety do bohaterów się nie przekonałem. Wydawali się dość prości. Za prości jak na takiego rodzaju powieść.

Nie mogę powiedzieć, że było źle, ale nastawiłem się na...

książek: 1466

Przyznam, że długo się wahałam nad oceną. Uwielbiam takie klimaty, ludzkość u progu zagłady musi walczyć o przetrwanie, ale mimo wszystko, coś mi tutaj nie grało i dlatego zdecydowałam się ocenić odrobinę niżej.

Autor, którego znam już z "Magicznych lat", maluje nam konflikt nuklearny pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją. Ładunki zostają odpalone i z powierzchni znika praktycznie wszystko. Nielicznym udaje się przetrwać, a dodatkowo choroba popromienna zbiera swoje żniwo w zastraszającym tempie. Czy ktoś jest w stanie przetrwać? Poznajemy losy kilku grupek ludzi, którzy wciąż walczą i których różne motywy pchają do przodu, mimo, iż świat legł w gruzach.

Całość świata przedstawionego podobała mi się, było wszystko, co być powinno - strach, łzy, głód, wszechobecna śmierć, szaleństwo, walka o życie, do tego historie różnych ludzi, przeplatających się, dużo bohaterów i antybohaterów, kilku polubiłam, część znienawidziłam... nie nudziłam się absolutnie i naprawdę dobrze mi się...

książek: 1399

Wyobraziłem sobie wielką górę, może nie najwyższy szczyt, ale dość potężny kamienny stożek poorany skalnymi bruzdami, powierzchnią tak chropowatą, że aż strach po niej stąpać...
Od samego szczytu, niczym łańcuchy oplatające wigilijną choinkę zobaczyłem górę, na którą patrzy jakaś kamera z lotu ptaka. Jak dokładny i wyrazisty był to obraz, wie tylko moja wyobraźnia. U każdego będzie trochę inaczej, ale mniejsza o to...
Tylko, że na tych łańcuchach nie było świecidełek, bombeczek czy innych stroików. Do tych żelaznych łańcuchów, tulących się do skał przytwierdzeni byli ludzie, a dokładniej rzecz biorąc, martwi ludzie, a jeszcze dokładniej mówiąc, rozkładające się trupy, w różnych stadiach rozkładu, czasem nawet same kościotrupy, których kości klekotały odbijając się od tych skał. Zobaczyłem w wyobraźni właśnie coś takiego. Nie wiem jak wiele tysięcy mogło ich być, ale było ich tam tak dużo, iż niewiele było przestrzeni ukazującej samą tę górę. Coś przerażającego. Jak obraz, widoczek...

książek: 1366
Heisenberg | 2016-09-13
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Po „Łabędzi śpiew” McCammona sięgnąłem głównie dzięki temu, że wielu Znajomych i Czytelników na LC porównuje tą powieść do „Bastionu” Mistrza Kinga. A tenże „Bastion” to jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie! Ponieważ chciałem porównać, czy ktoś może stawać w szranki z Kingiem w podobnej tematyce, stąd lektura recenzowanej książki. Zdopingowała mnie też opinia książki wystawiona przez Znajomego Kofiego – chylę czoła, bo jestem po lekturze Księgi I, i przyznaję rację i Tobie, Kofi, i wszystkim pozostałym, którzy ocenili tą powieść maksymalnie. Nawiązania do „Bastionu” są widoczne gołym okiem, ale bynajmniej nie jest to jakaś zrzynka czy kolejna wersja powieści Kinga. U niego wirus grypy, tu nuklearna zagłada prowadzą to gromadzenia się sił Dobra i Zła, czyli wspólny mianownik praktycznie ten sam. „Bastion” jest rewelacyjny, ale przyznaję, że „Łabędzi śpiew” nie ustępuje mu w niczym, a momentami nawet przewyższa! Stwierdzam to po zaledwie „pierwszej” połowie...

książek: 816
Bastard | 2014-02-24
Przeczytana: 13 lutego 2014

9/10 – WYBITNY

Wojna nuklearna staje się faktem. Bomby pustoszą Ziemię pozostawiając obrócone w gruzy miasta, wypalony atomem grunt oraz miliony martwych ciał. Ci którym udało się przeżyć zagładę, muszą stawić czoła rzeczywistości, w której brakuje wody i żywności, a w powietrzu unosi się radioaktywne skażenie. Wśród ocalonych jest między innymi bezdomna kobieta, która znajduje w zgliszczach Nowego Jorku tajemniczy pierścień, zapaśnik opiekujący się niezwykłą nastolatką zwaną Łabędziem oraz młody chłopak, który odkrywa w sobie żołnierskiego ducha i brak oporów przed zabijaniem. Każdy z nich próbuje odnaleźć własną drogę do przetrwania w nowych realiach.

Pierwsza księga „Łabędziego śpiewu” to bardzo udany mariaż „Bastionu” Stephena Kinga z „Drogą” Cormaca McCarthy’ego. McCammon przedstawia postapokaliptyczną wizję świata, dając przy tym prawdziwy popis literackiego kunsztu. Kreśląc niezwykle sugestywne obrazy, autor bardzo płynnie przechodzi między różnymi emocjami – czasem jest...

książek: 218
fik | 2018-10-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 17 października 2018

Szczerze powiedziawszy obawiałem się tej lektury - o niby wysokie oceny i rewelacyjne opinie jednak wiem że istnieją fani tego gatunku i oni mogli to wszystko tak wywindować. A tu proszę nie mogę się doczekać księgi 2,
Zafascynowała mnie grożna i apokaliptyczne wizja świata po wojnie atomowej i stałe pytanie: kto jeżeli przeżyje będzie człowiekiem a kto zmieni się w bezduszne ochłapy. Całe szczęście elementów horroru jest jak na lekarstwo i czyta się świetnie, ja praktycznie osobiście brałem udział w wydarzeniach
6 13 piosecz jol gab
16 zost jol sprz

książek: 657
Roland | 2014-12-01
Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 29 listopada 2014

Monumentalne dzieło Roberta McCammona jest jedną z lepszych powieści traktujących o postapokaliptycznym świecie. Autor stworzył bardzo realistyczne postaci, z którymi nie jeden czytelnik będzie się utożsamiał. Każdy kolejny rozdział jest niezwykłą przygodą samą w sobie. W powieści „Łabędzi śpiew. Ksiega I” po prostu nie ma miejsca na nudę. Lekkość pióra oraz wyraźnie gawędziarski styl sprawiają, że książkę się nie czyta, lecz pochłania. Autor stworzył przejmującą opowieść o strachu i najczarniejszej mocy w świecie, którego koniec jest dopiero początkiem ostatecznej konfrontacji między dobrem a złem.

Na wypalonej przez atom pustyni, w świecie mutantów i łupieżczych armii, ostatni ludzie na Ziemi są zarazem pierwszymi … . Trzy grupy ocalałych dążą do miejsca wskazanego im przez przeznaczenie; miejsca, w którym rozegra się ostatnia bitwa między zagładą a życiem. Przeżyli, choć nie mieli prawa przeżyć. Teraz dopiero zaczyna się prawdziwy koszmar.

Powieść Roberta McCammona...

książek: 469
Krzysztof | 2016-08-01
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 01 sierpnia 2016

Z prozą Roberta McCammona pierwszy raz spotkałem się przy lekturze Magicznych lat, swoją drogą świetną książką. Odtąd wiedziałem, że autor ma świetne pomysły fabularne, rewelacyjnie buduje i klimat, a jego styl wyjątkowo mi odpowiada. Pozostało zatem tylko sięgnąć na inne dzieła. Łabędzi śpiew jest pozycją pod każdym względem wybitną. Sama fabuła wydaje się być zbliżona do Bastionu Stephena Kinga. Wielka podróż przez zniszczony świat i walka z demoniczną istotą. Owszem podobieństw jest sporo, lecz Łabędzi śpiew w niczym nie ustępuje prozie Kinga. Autor poszedł własną drogą i pokusił się nie na wirus, a klasyczną atomową zagładę. Właściwie w każdej książce czy filmie post-apo akcja toczy się już kilka lat po zagładzie, którą wspomina się tylko w dialogach lub krótkich akapitach, stąd McCammonowi należą się olbrzymie brawa. Zaczyna z naprawdę grubej rury, a my śledzimy poczynania bohaterów, którzy muszą przetrwać nuklearny Armagedon. Początkowe rozdziały powalają rozmachem i wizją...

książek: 928
Gabriela P | 2015-02-17
Przeczytana: 15 lutego 2015

„Dawno, dawno temu uwikłaliśmy się w romans z ogniem…” – od tych słów rozpoczyna się „Łabędzi śpiew” Roberta McCammona. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to jedno zdanie stanowiło pewną obietnicę, którą autor złożył czytelnikom już na wstępie. Czy jej dotrzymał?

Na Amerykę (i nie tylko) spadają bomby atomowe. Nie jest całkowicie jasne kto rozpoczął ten koszmar, ale jedno jest pewne – już nic, nigdy nie będzie takie samo jak wcześniej.

To nie jest typowa postapokaliptyczna wizja zrujnowanego świata. Autor postanowił wpleść w fabułę odrobinę fantastyki, tak więc… Z ust martwego starca czarnoskóry zapaśnik słyszy dwa słowa: „chroń dziecko” i nie ma wątpliwości, o jakim dziecku mowa. Bezdomna kobieta nazywana Siostrą Nawiedzoną po znalezieniu pierścienia skrywającego w sobie tajemniczą moc, zostaje celem numer 1 dla obłąkanego stwora o tysiącu twarzy, chichoczącego złowieszczo na widok porozrywanych ciał. Młody chłopak ocalały z ruin potężnego bunkra, w towarzystwie pewnego...

książek: 888
Krzysztof | 2014-04-08
Na półkach: Przeczytane

Łabędzi Śpiew to pierwsza książką Roberta McCammona, jako miałem przyjemność przeczytać. Podobnie o samym autorze usłyszałem przy okazji promocji wydanego 2013 roku przez wydawnictwo Papierowy Księżyc Łabędziego Śpiewu. Książka ma już prawie trzydzieści lat, więc trochę późno pojawia się u nas, ale z drugiej strony lepiej teraz niż wcale, i być może gdyby wyszła wiele lat temu wcale bym o niej nie usłyszał. Książka McCammona przedstawia postapokaliptyczną wizję walki o przetrwanie i zachowanie w sobie człowieczeństwa. Jest to opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem. Przy tym jest to fascynująca książka pełna akcji.

Opowieść rozpoczyna się od konfliktu między Rosją a Ameryką. Na pierwszych stronach książki jesteśmy świadkami dyskusji prezydenta Stanów z dowódcami wojskowymi i jego fatalnej decyzji o podjęciu działań wobec agresora. W konsekwencji na Stany spadają bomby atomowe, rakiety niszczą miasta i żyjących w nich ludzi. Unoszący pył zakrywa niebo i mimo pory letniej nastaje...

zobacz kolejne z 1765 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
5 książek o postapokalipsie

Dzisiaj przypada 30 rocznica wybuchu w elektrowni atomowej w Czarnobylu. To tragedia, która wpłynęła na życie wielu milionów osób i której skutki odczuwane są do dziś. Jest to także tragedia, która zainspirowała wielu pisarzy - w związku z tym, proponujemy krótki przegląd książek o postapokalipsie.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd