Parabellum. Prędkość ucieczki

Cykl: Parabellum (tom 1)
Wydawnictwo: Erica
7,44 (1651 ocen i 218 opinii) Zobacz oceny
10
142
9
201
8
503
7
463
6
213
5
60
4
28
3
24
2
9
1
8
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788362329939
liczba stron
411
słowa kluczowe
II wojna światowa
język
polski
dodała
joly_fh

W sierpniu 1939 roku sierżant Bronisław Zaniewski, służący w jednostce stacjonującej pod granicą rumuńską, ma znacznie większy problem niż przejmowanie się doniesieniami o zagrożeniu niemieckim. Tym razem nie tylko zadarł, ale i pobił się ze swym przełożonym, chorążym Chwieduszko. A w wojsku podniesienie ręki na starszego stopniem to nie przelewki... W tym samym czasie młodszy z braci...

W sierpniu 1939 roku sierżant Bronisław Zaniewski, służący w jednostce stacjonującej pod granicą rumuńską, ma znacznie większy problem niż przejmowanie się doniesieniami o zagrożeniu niemieckim. Tym razem nie tylko zadarł, ale i pobił się ze swym przełożonym, chorążym Chwieduszko. A w wojsku podniesienie ręki na starszego stopniem to nie przelewki...

W tym samym czasie młodszy z braci Zaniewskich, Stanisław, myśli przede wszystkim o własnych zaręczynach. Tylko jak ma powiedzieć ojcu, że jego wybranka jest Żydówką?

Pierwszego września bójki i zaręczyny przestają być ważne.

Powieść Prędkość ucieczki otwiera cykl Parabellum, opisującego niezwykłą tułaczkę obu braci po ogarniętej wojną Europie. Będą walczyć, zabijać, uciekać przed faszystami i bolszewikami, wplątywać się w afery szpiegowskie... Oraz kochać piękne kobiety.

 

źródło opisu: Instytut Wydawniczy ERICA , 2013

źródło okładki: Instytut Wydawniczy ERICA , 2013

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 4
EwaFrączek | 2017-07-13
Na półkach: Przeczytane

O Remigiuszu Mrozie słyszałam superlatywy, ale po jego teksty nie sięgałam – trochę z powodu uprawianego przezeń gatunku (żeby nie było: szanuję kryminał i ze dwa rocznie może przeczytam, ale nie jestem jego fanką czy znawczynią, aby być tu szczególnie na bieżąco), a trochę z innych, nieliterackich względów. Kiedy jednak dostałam całe trzy tomy kryminału wojennego, to przecież nie mogłam nie odczuć dreszczu ekscytacji, że oto nie lokalny mafiozo a Niemcy, nie szalony sąsiad a Rosjanie... Innymi słowy: kontekst historyczny działa na mnie jak marchewka na osła.

Od plusów począwszy: część pierwsza, tj. tom pierwszy, wciąga i jest z gatunku książek, które kończą się zawsze szybko, bo przecież musisz się natychmiast dowiedzieć, co było dalej. Pomysł, aby rozdzielić trzy wątki i prowadzić je równolegle, każdy z nich urywając w najciekawszym momencie, a następnie dość sprawnie między nimi manewrować – świetny. Szkoda tylko, że na tym muszę skończyć rubrykę z plusami, nie chcę, ale muszę, bo choć naprawdę nie lubię krytykować, to jednak odczuwam swoistą powinność. Konieczność zwrócenia uwagi, że przecież... że tylu lepszych młodych piszących krąży po tym łez padole, że może warto promować – nawet w celach edukacyjnych – jednak ich...?

Myślę, że rzeczą, którą najdłużej wypierałam i udawałam, że jej nie dostrzegam (gdy czytałam pierwszy tom, który mnie – przypomnę – wciągnął) był drewniany język. Dialogów i nie tylko. Dopowiadanie szczegółów na siłę, nadużywanie zaimków wskazujących, nienaturalność... Frazy, którymi posługują się bohaterowie rozmawiający między sobą w „Parabellum”, to właśnie takie frazy, którymi ci prawdziwi ludzie, z krwi i kości się nie posługują. Chyba, że są aktorami w serialach. Przepraszam, ale muszę:

"Rodomeyer wziął do ręki pierwszy z kilku wycinków gazetowych [...] i grobowym tonem odczytał nagłówek:
- Torsten Blankenburg bestialsko morduje pięcioosobową rodzinę. Dzieci z powykręcanymi kończynami. Kobieta zgwałcona, mężczyzna zmasakrowany.
- Dziękuję, Marvin, znam szczegóły pierwszego głośnego morderstwa popełnionego przez tego człowieka".

Odparł lakoniczny Niemiec... I tak dalej, każdy szczegół wypowiedziany jak w „Klanie”, gdy przychodzi Ania czy Zosia w odwiedziny do babci do babci i mówi, cześć babciu, przyszłam, a babcia na to: przyszłaś do mnie, wnuczko, w odwiedziny? Żeby nie było, że się czepiam:

"- Strzelaj – odparł Leinter
- Zrobię to prędzej czy później. Ale ja wybiorę moment, skurwysynu.
Christian utwierdził się w przekonaniu, że ten człowiek gotowy jest pociągnąć za spust kilkakrotnie, realizując między innymi swoje zapowiedzi o strzale w krok, zanim pozbawi go życia i pozwoli w spokoju umrzeć."

Równie drewniane jest przekomarzanie się pary głównych bohaterów, takie małe small talki. Miały chyba pokazać, że zachowują oni poczucie humoru w najgorszej nawet sytuacji, ale wyszło niestety topornie

"- Widzę prześwit – powiedziała Maria, patrząc w dal.
- Twoja spostrzegawczość nie zna granic – odparł z uśmiechem.
- Jeszcze jedno słowo, a będziesz mnie niósł na barana, barani łbie."

I tak osiemnaście razy. Także, hmm, można uznać, że nie każdy jest finezyjny z urodzenia i nie każdy musi się bawić językiem, aby książka była dobra. No i oczywiście, że nie. Nie każdy ma sprawność i językową wyobraźnię Twardocha, ani poczucie humoru Sapkowskiego. Nie każda książka musi być napisana w artystycznym stylu, znamy wszak wszyscy powieści dobre a surowe. Ale powtarzanie? Za każdym razem dowiadujemy się, że Christian Leinter jest zrównoważony i niemal nieludzko chłodny, szkoda tylko, że nie z zachowania a z opisu. I to każdorazowego. Zawsze Blankenburg jest psychopatą o dzikim spojrzeniu i autor to przypomina jak mantrę – w razie gdyby przez kilkanaście stron nieobecności tegoż bohatera wyleciało czytelnikowi z głowy kilka faktów na jego temat. I chwała Mrozowej konsekwencji, ale po co za każdym razem to dodawać? Niczym Małgorzata Musierowicz o Gabrysi Borejko w „Jeżycjadzie” – że jest dzielna.

Dobrze. Język możemy przeskoczyć. Jeszcze gorzej szło mi z wykładnią na temat drugiej wojny. Jak wiadomo, osadzenie kryminału i powieści jakiejkolwiek w pewnych czasach wymaga pogłębionej analizy tychże. Ale poza stopniami wojskowymi, które są dla przeciętnie wykształconego człowieka (czyli dla mnie też) wiedzą tajemną, istnieją też fakty, których nie należy wyjaśniać. Na przykład to, że indoktrynowani Niemcy uważali Żydów za podludzi. Albo że we wrześniu zaatakował nas także Związek Radziecki. Chyba, że to dla gimnazjalistów książka po prostu. Tylko że gdyby tak było, za dużo by było w niej gwałtów, więc nie, nie dla gimnazjalistów. A szkoda, bo bym się wtedy nie czepiała...

Najgorszy punkt programu zaś to chyba niewiarygodność postaci i zdarzeń – nie mówię o „zabili go i uciekł”, jeśli taka ma być konwencja, proszę bardzo, choć z drugiej strony na skutek niemożebnego farta bohaterów, to nawet pobyt w obozie koncentracyjnym przebiegał bez emocji, bo jeśli ktoś jest wciąż okładany pałką i żyje właściwie zupełnie normalnie, to nie ma co się o niego bać – przynajmniej w książce. Główni bohaterowie mieli po siedem żyć w każdym razie. Ale patrząc na tę kwestię jeszcze inaczej: wojna okrutna jest, jak wiemy, i mnóstwo książek okrutność tę ku przestrodze potomnych wydobywa, rozbudowanymi sformułowaniami albo lakonicznością, niedopowiedzeniami albo szczegółami. I oczywiście, czym innym pisanie o wojnie przez świadków, czym innym przez współczesnych – ale ci ostatni też potrafią, gdy chcą. A u Mroza ta wojna jest okrutna głównie na skutek przypominania przez bohaterów, że „Niemcy nas traktują gorzej niż ludzi”. W obozie Staszek i Obelt powtarzają to sobie nawzajem cały czas i za ósmym razem naprawdę ziewałam.

Poza mało przekonującymi reakcjami bohaterów na wydarzenia, których byli świadkami, niewiarygodne było też to, że – na przykład – Staszek, dowiadując się o śmierci ojca, którego kochał, zamartwia się głównie stanem Warszawy i powtarza, jakie to okropne, co spotkało jego naród. Natomiast za prawdziwy absurd należy uznać scenę, w której umiera dziecko przygarnięte przez Marię i Staszka – tak, ten fragment już woła o pomstę do nieba. Dziecko jest świadkiem śmierci rodziców, uciekająca polska para zabiera go ze sobą. On nie odzywa się, bo ma traumę – oczywiste i ludzkie. Potem choruje na tyfus. Nadal wiarygodne. W końcu umiera i się odzywa pierwszy raz. W dialogu pełnym patosu dziękuje Polakom, „że go stamtąd zabrali”.
Kilkuletnie dziecko. Cierpiące na tyfus. Z traumą.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Cała zawartość damskiej torebki

Książka wywołała we mnie sprzeczne uczucia. Z jednej strony jest inteligentna, dobrze napisana i całkiem wciągająca, ale z drugiej - posiada denerw...

zgłoś błąd zgłoś błąd