Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Umarł mi. Notatnik żałoby

Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
6,92 (144 ocen i 23 opinie) Zobacz oceny
10
3
9
10
8
34
7
53
6
30
5
5
4
4
3
4
2
0
1
1
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375365641
liczba stron
128
słowa kluczowe
śmierć, ojciec, rozstanie, pomoc
język
polski
dodała
joly_fh

Napisałam tę książkę w ciągu paru miesięcy po śmieci ojca. Ma rytm braku i rozpaczy. Nie pisałam autoterapeutycznie, ale tym bardziej nie po to, by przerobić doświadczenie w literaturę. Pisałam, bo nie mogłam robić nic innego. Oczywiście, wykonywałam codzienne czynności i ich niezbędność stała się jednym ze składników narracji: dorośli rozpaczają po wykonaniu obowiązków. Pocieszałam się...

Napisałam tę książkę w ciągu paru miesięcy po śmieci ojca. Ma rytm braku i rozpaczy. Nie pisałam autoterapeutycznie, ale tym bardziej nie po to, by przerobić doświadczenie w literaturę. Pisałam, bo nie mogłam robić nic innego. Oczywiście, wykonywałam codzienne czynności i ich niezbędność stała się jednym ze składników narracji: dorośli rozpaczają po wykonaniu obowiązków. Pocieszałam się obrazem taty, który zatelefonowałby do mnie zaraz po lekturze. To straszne pocieszenie, ponieważ miałby pochwalić mnie za opis swojej własnej śmierci.

Inga Iwasiów

 

źródło opisu: Czarne, 2013

źródło okładki: czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Ines książek: 1305

Życie po śmierci

Najbardziej osobista książka, jaką do tej pory napisała. Uniwersalna, dotykająca spraw, z którymi prędzej czy później spotka się każdy z nas: odchodzeniem osób najbliższych, żałobą po nich i pustką, która pojawia się za sprawą ich śmierci i której nie da się zapełnić nikim innym. Inga Iwasiów i jej najnowsza książka „Umarł mi. Notatnik żałoby”: mała niczym niewielki modlitewnik, z okładką pełną zegarów jednoznacznie kojarzącymi się z upływem czasu (ale i profesją jej ojca), z niebieskimi niczym kolor nieba akcentami i bogatą, mądrą, przemyślaną treścią. Wydana w listopadzie idealnie wpisuje się w atmosferę zadumy nad sprawami ostatecznymi i przypomina, że przecież wszyscy musimy umrzeć, nikt nas nie wyręczy. Tyle, że to nie perspektywa naszej śmierci boli najbardziej…

30 czerwca 2012 roku świat Ingi Iwasiów, profesorki Uniwersytetu Szczecińskiego, literaturoznawczyni, poetki, prozaiczki, niespodziewanie rozpada się na kawałki. Dla wielu osób jest to zwyczajny dzień: wręczono nagrody literackie, na obszarze Polski spadło do dwustu milimetrów deszczu, nikt nie zauważył niczego wyjątkowego, ale niestety nie dla niej. Jej ukochany ojciec umiera nagle w domu rodzinnym w Szczecinie, podczas gdy ona przebywa w Gdyni na festiwalu literackim. Życie pisarki diametralnie zmienia się w jednej chwili, ale świat niczego nie zauważa, pędząc dalej w swym zawrotnym tempie. Stratę odczuwają jedynie najbliżsi zmarłego. Po telefonie od mamy z tą tragiczną informacją, Iwasiów zaczyna myśleć o...

Najbardziej osobista książka, jaką do tej pory napisała. Uniwersalna, dotykająca spraw, z którymi prędzej czy później spotka się każdy z nas: odchodzeniem osób najbliższych, żałobą po nich i pustką, która pojawia się za sprawą ich śmierci i której nie da się zapełnić nikim innym. Inga Iwasiów i jej najnowsza książka „Umarł mi. Notatnik żałoby”: mała niczym niewielki modlitewnik, z okładką pełną zegarów jednoznacznie kojarzącymi się z upływem czasu (ale i profesją jej ojca), z niebieskimi niczym kolor nieba akcentami i bogatą, mądrą, przemyślaną treścią. Wydana w listopadzie idealnie wpisuje się w atmosferę zadumy nad sprawami ostatecznymi i przypomina, że przecież wszyscy musimy umrzeć, nikt nas nie wyręczy. Tyle, że to nie perspektywa naszej śmierci boli najbardziej…

30 czerwca 2012 roku świat Ingi Iwasiów, profesorki Uniwersytetu Szczecińskiego, literaturoznawczyni, poetki, prozaiczki, niespodziewanie rozpada się na kawałki. Dla wielu osób jest to zwyczajny dzień: wręczono nagrody literackie, na obszarze Polski spadło do dwustu milimetrów deszczu, nikt nie zauważył niczego wyjątkowego, ale niestety nie dla niej. Jej ukochany ojciec umiera nagle w domu rodzinnym w Szczecinie, podczas gdy ona przebywa w Gdyni na festiwalu literackim. Życie pisarki diametralnie zmienia się w jednej chwili, ale świat niczego nie zauważa, pędząc dalej w swym zawrotnym tempie. Stratę odczuwają jedynie najbliżsi zmarłego. Po telefonie od mamy z tą tragiczną informacją, Iwasiów zaczyna myśleć o poprzednich, bardzo udanych dniach i utracie tych kolejnych, prawdopodobnie równie szczęśliwych: Nie chcę tej wyrwy w pięknym dniu i mam obowiązki. Od razu myślę o tym, jak udane były cztery minione doby. Dowartościowuję każdą minutę, na którą inaczej nie zwróciłabym uwagi. Śmierć ojca wyrywa ją ze świata przyjemnych doznań i rzuca w wir dość osobliwych, przeważnie ponurych refleksji. Autorka przypomina sobie drogę do domu rodziców, w którym nie zastanie ojca, co z tej trasy zapamiętała, jakie uczucia obudził w niej dom bez taty. Kochającego, zawsze obecnego rodzica, którego piękny obraz nosi wciąż w swoim sercu: na tle różnych miejsc, w których jestem, niemy ojciec stojący naprzeciw mnie, uśmiechnięty smutno, ale wspierający, jak zawsze. Iwasiów uświadamia sobie, że za sprawą śmierci, zasoby dobroci, po które może sięgać nagle ulegają uszczupleniu i że człowiek jest sam, mimo że ma obok siebie innych ludzi. Każdy przecież musi się ze swoją stratą uporać osobiście, nikt za niego tego nie zrobi. Opowiada o przygotowaniach do pogrzebu, o tym, że choć wiedziała, że ojciec chciał, by miał on świecki charakter (był ateistą), pogrzeb był katolicki. Zdaje się, że sprzeciwiły się z matką jego woli z powodu możliwych negatywnych komentarzy tuż po pochówku - po to, by ludzie nie mówili, że żona ‘pochowała go jak psa’. Poruszyło mnie do głębi pełne emocji pożegnanie przed spopieleniem zwłok, kiedy Inga Iwasiów otwarcie przyznaje: Płakałam głośno, dotykając ramienia taty w niezdarnym geście pożegnania, bo nie mogłam złożyć pocałunku na jego czole, wystraszona tym, co poczuję, jeśli okaże się zimne. Jak będzie mi go żal. Ją samą z kolei ujmuje scena, gdy mama w sali pożegnań czule mówi do ojca: Mój Koteczku. Pękało jej wtedy serce: Nie wiedziałam, że kiedyś komuś o tym opowiem. Teraz, pisząc te słowa, płaczę aż bolą mnie uszy. Okazuje się, że od płaczu mogą boleć uszy… Wspomina także procedurę palenia zwłok ojca i przypomina sobie, co wtedy robiła: Zaczęli o tej godzinie, będącej godziną jego rutynowych powrotów do domu, a mama i ja rozmawiałyśmy przez telefon, ustalając jakieś sprawy związane z poczęstunkiem dla żałobników. Dokonuje również innych czynności związanych z organizacją pochówku: pomaga wybrać zdjęcie taty, które ma stanąć przy urnie i samą urnę, a przy okazji tworzenia nekrologu, znajduje w nim błąd. To zdarzenie dowodzi, że nie przestaje być wyczuloną na błędy profesorką nawet w obliczu rzeczy ostatecznych: Nie miałam ochoty zawiadamiać świata o śmierci taty w taki sposób, z przecinkiem. Nie miałam ochoty wyjaśniać tej pani, że powinna błąd skorygować. W końcu, kogo to może obejść, kto zauważy jeden przecinek? Czy wypada gadać o przecinkach przy takiej okazji? Jakie znaczenie ma treść i forma nekrologu? Czy pisanie, z błędem lub bez, powstrzyma proces rozkładu?. Na pogrzeb, który odbył się 5 lipca (notabene w tym samym dniu wiele lat wcześniej narodził się jej pierwszy syn i wtedy wspierał ją właśnie ojciec) przyszło mnóstwo osób, choć niektórzy nawet zmarłego nie widzieli. Przyszli dla niej, by z nią być, by ją wspierać. Płakali, ściskali ją, brali w ramiona, składali kondolencje. Przy okazji pojawiło się jedno z wielu cennych spostrzeżeń, które podzielam z autorką: Zakopywanie urny boli mniej niż zasypywanie trumny. Jednak nie umiem sobie wyobrazić, że ciała taty już nie ma. Znów wypowiadam w myślach ‘Tak jest lepiej’. Myślę, że gdy zakopuje się urnę, obrządek łagodnieje. Nie ma strasznego etapu rzucania garści ziemi na trumnę, energicznych grabarzy szuflujących aż do osiągnięcia stanu kopczyka. Dźwięk ziemi padającej na deski jest jak znak dyrygenta uwalniającego płaczliwą i patetyczną partię koncertu symfonicznego. Przy urnie wszystko wydaje się mniej ostateczne, subtelniejsze. Małe ’podejście’ do leżących głębiej, wcześniej zmarłych. Dostawienie, przysypanie, przemeblowanie… Później przychodzi pora na pytania o żałobę i choć ona sama nie kultywuje noszenia żałobnych strojów (tylko na pogrzeb kupiła czarną sukienkę), a nawet ‘grzeszyła przeciw żałobie’ prowadząc normalne życie, to ludzie dość często czuli się w obowiązku, by o nią zapytać. Nie wszyscy oczywiście - część uważała, że nie wypada: „Dorośli mają obowiązek uporać się ze smutkiem, nie leźć innym w oczy z tym katastroficznym, depresyjnym nastrojem. Ten obowiązek bezwzględnie dotyczy osób uważanych za silne. Odnoszących sukcesy. Normalnych. Niebiorących zwolnień z każdej okazji. Wyrabiających się. Zwolnione są z niego osoby w permanentnym, widocznym kryzysie. Budzące litość. Rozchwiane emocjonalnie. Na rozciągliwej granicy. Takim osobom wolno przechodzić załamanie nerwowe, więc nawet pół roku, rok po stracie są cierpliwie pytane o uczucia.(…) Nie każdemu przysługuje równa porcja społecznej żałoby. Trzeba uznać ten fakt za naturalny. Ale ona wie, że proces godzenia się z odejściem najbliższych jest wieloetapowy, nikt nie oczekuje, że zakończy się zaraz po pogrzebie. To byłoby niemożliwe…

Chodzę po ulicach, a ta książka mówi we mnie gotowymi zdaniami. Nie nadążam z powrotem przed komputer, przewracam po drodze krzesła, szklanki z niedopitą herbatą. Brzęczą we mnie zdania jak srebro wytrącone przez tatę ze starych kopert w wodzie królewskiej. Potem okazuje się, że są tombakiem, niklem, żelazem, miedzią. Zapisuję hasła. Miałam zamiar kupić w tym celu kolorowe kartki. W końcu pocięłam jakiś notes uniwersytecki, wyznaje Inga Iwasiów. Autorka jednakże nie traktuje tej książki jako terapii, bo w nią w takiej formie nie wierzy, nie uznaje też pisania jako lekarstwa. Nie broni się za to przed emocjami, nie tłumi ich nawet poza domem: Chodząc ulicami, płaczę do siebie. Nie za bardzo, więc nikt nie zauważa. Zauważyłam, że pisząc tę książkę, prawie nie udaję. To widać - książka jest szczera do bólu, pełna przeżyć wewnętrznych i prawdziwych wzruszeń. Bardzo uniwersalna i bardzo osobista. Co ważne, nie ma w niej generalizowania, autorka opowiada o sobie, o własnej żałobie (to JEJ umarł ojciec), lecz mimo to okazuje się, że wszyscy cierpimy po stracie najbliższych podobnie i mamy analogiczne przemyślenia. Pisarka wspomina nie tylko śmierć ojca, ale i innych członków rodziny, krewnych, znajomych (np. kolegi z pracy), przełamując tym samym tabu i narażając się na ekshibicjonizm, bo przecież, by dzielić się swoimi najintymniejszymi uczuciami z obcymi trzeba mieć odwagę i śmiałość. „Umarł mi” to także próba przypomnienia sobie postaci ojca; tego, kim był, co mu zawdzięcza, jak wyglądały ich spotkania, jak kształtował ją i jej synów; bez jakiejkolwiek gloryfikacji jego osoby. W obliczu śmierci ojca nawet ona: mądra, doświadczona i dojrzała kobieta, jest słaba. Jej niemoc przejawia się choćby w porządkowaniu rzeczy zmarłego, niemożności przypomnienia sobie ostatniej rozmowy z ojcem, trudności przekroczenia progu jego pokoju czy przyszłą usterką w zegarku, bo jak zanieść go do obcego człowieka, kiedy to ukochany tata zawsze go naprawiał? W tej niezwykłej publikacji widać pośpiech, w jakim autorka zbiera swe myśli w obliczu własnej rozpaczy – jakby się bała, że wspomnienia nagle znikną, że coś z nich uroni. Być może stąd ta dbałość o pamięć, wspomnienia, wspólną przeszłość. Inga Iwasiów pięknie pisze o swojej stracie i zmyślnie ubiera w słowa żałobę, którą inni odczuwają podobnie, ale mają problem z jej wyartykułowaniem. Pisarce udało się to prawdopodobnie dzięki temu, że jest profesorką i nie mogła robić nic innego, tylko pisać. A może sukcesu należy dopatrywać się w głębokim uczuciu, które sprawiło, że napisała tak piękną, emocjonalną książkę? Bo przecież jak sama wyznaje, wiele zależy od miłości. Moim zdaniem wszystko zależy od miłości, a ona jest zdolna do wszystkiego. Nawet śmierć pomoże przetrzymać i pozwolić po niej żyć.

Cytaty za: Umarł mi. Notatnik żałoby, Inga Iwasiów, Czarne, Wołowiec 2013.

Agnieszka Biczyńska

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (513)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1616
Wojciech Gołębiewski | 2017-02-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 lutego 2017

Inga Iwasiów (ur. 1963) - krytyk literacki, poetka i prozaiczka. W tej kolejności, bo jako krytyka najbardziej ją cenię. Wikipedia:
"....Studiowała polonistykę na Uniwersytecie Szczecińskim, tam się doktoryzowała. Habilitowała sie na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W 2007 uzyskała tytuł profesora. Jest autorka opowiadań, tomików poetyckich, a przede wszystkim rozlicznych rozpraw i esejów, w których zajmuje się literaturą polską XX i XXI wieku ze stanowiska krytyki feministycznej....".

Ceniłem jej recenzje zamieszczane w „Tygodniku Powszechnym”, w których była krytykiem trafnym, acz bardzo surowym i w entuzjastycznym nastawieniu sięgnąłem po jej dwie książki „Bambino” (2008) czytelników: 437 | opinie: 22 | ocena: 6,34 (158 głosów) i „Ku słońcu” (2010) czytelników: 246 | opinie: 11 | ocena: 5,72 (71 głosów). Niestety spotkało mnie rozczarowanie wyrażone oceną - dwa razy...

książek: 1868
Marta | 2014-05-16
Na półkach: Przeczytane, My Precious!, 2014
Przeczytana: 12 maja 2014

W czternastu tekstach Inga Iwasiów zawarła całą rozpacz i żal po nagłej śmierci swojego taty. W tomiku „Umarł mi” nie znajdziemy recepty na złagodzenie bólu, bo pisarka sama ma problem z pogodzeniem się ze śmiercią ojca. Pisanie nie jest również formą terapii, bo autorka nie wierzy w uzdrawiająca moc literatury. Jej książka to zwyczajnie piękna i wzruszająca opowieść o człowieku, którego kochała z całego serca, a którego niespodziewana śmierć zniszczyła brutalnie porządek świata.

Najłatwiej oszukiwać ból i smutek za pomocą pracy i chyba z tego powodu powstała książka Ingi Iwasiów. Przecież dorosłym nie wypada wyć z rozpaczy i swoim żalem obarczać innych ludzi. Każdy musi pozbierać się sam. Byle szybko, żeby zbytnio nie afiszować się z uczuciami. Autorka robi coś zupełnie odwrotnego. Precyzyjnie opisuje wszystkie etapy rozpaczy. Od momentu kiedy ta straszna wiadomość przerwała służbowe obowiązki, przez pogrzeb, aż do chwili, kiedy trzeba było przeorganizować sobie życie,...

książek: 6159
miki24gr | 2013-11-10
Na półkach: Eboomoje:), Przeczytane, 2013
Przeczytana: 09 listopada 2013

Książka, która bardzo starała się pomóc mi w trudnych chwilach...I trochę pomogła...

książek: 2548
BetiFiore | 2014-07-14
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 13 lipca 2014

To jedna z najbardziej osobistych książek, jakie w życiu czytałam. Nie jest łatwa i nie dla wszystkich. Raczej nie polecałabym jej osobom, które ze śmiercią rodzica jeszcze sie nie zetknęły. Dla mnie było to bardzo piękne przeżycie. Smutne też, ale w takim kontekście raczej zadumania, wspominania. O bólu, chorobie, śmierci nie wypada mówić. Będąc dorosłą osobą "nie powinno się" obchodzić ze śmiercią rodziców - to taka niepisana zmowa milczenia. A tutaj nagle okazuje się, że mimo tego, co widzimy na zewnątrz, ból w nas trwa, i to w wielu róznych rodzajach. Czytałam tak, jakbym czytała o sobie i nierzadko miałam analogię do swojego taty. Cieszę się, że autorka, będąc w jakiś sposób osobą publiczną, nie bała się napisać czegośc tak osobistego - a może powinnam powiedzieć nie bała się wydać. Książka ma formę notesu, i można po nią sięgać w różnych momentach życia. Dla mnie będzie to pozycja bardzo wyjątkowa za którą autorce bardzo dziękuję.

książek: 1159
jagarkar | 2014-04-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 kwietnia 2014

Spodziewałam się czegoś ciężkiego, zapisu bólu, którego czytelnik nie będzie w stanie udźwignąć, czegoś, co będzie męczyło. Bardzo się zaskoczyłam, bo "Notatnik żałoby" Ingi Iwasiów czyta się bardzo lekko. Udało jej się przekształcić swój ból w coś płynnego i nie obciążonego wstydliwą rozpaczą. Stanęła obok swojego cierpienia, spojrzała na nie obiektywnie.
Książka podzielona jest na dwie przeplatające się części. W pierwszej autorka wspomina ojca, jego życie, pracę oraz rodzinę, a w drugiej zapoznaje czytelnika z czynnościami, z którymi trzeba się zmierzyć po śmierci bliskiej osoby, takimi jak wybranie trumny, urny, nekrologu, czy zamówienie stypy.
Bardzo odważna i zwyczajnie ciekawa książka.

książek: 1288
Elwira | 2013-11-28
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 28 listopada 2013

Jestem świeżo po lekturze książki, którą chciałam przeczytać w chwili, gdy usłyszałam, że wejdzie do sprzedaży. Skłoniła mnie nie tylko dobra autorka, ale przede wszystkim tytuł i opis.
Miałam duże oczekiwania wobec tej książki, oczekiwania osoby, która też kiedyś straciła kogoś bliskiego i chciała przeczytać nagą, niepokolorowaną, nieokiełznaną prawdę, relację z żałoby i jej zdrady, upadku świata i do niego wracania. Ta książka to zajrzenie przez dziurkę od klucza w głąb pustki i rozpaczy kogoś na wpół osieroconego. Po tej książce nie można oczekiwać terapii czy katharsis, jedynie podzielenia tego, co samemu się kiedyś czuło i ta książka to zadanie spełniła.
Gorąco polecam.

książek: 2287
zoso | 2017-06-14
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 13 czerwca 2017

Mała książeczka,a ile przyjemności z lektury.Może głupio to brzmi,"czerpać przyjemność" z czytania o czyjejś żałobie,ale sam straciłem już w swoim życiu bliskie mi osoby,a książka ta pozwoliła mi na retrospekcje i powspominanie,nie,nie okresu mojej żałoby,ale właśnie tych przyjemnych chwil spędzonych razem.Bo książka ta to nie tylko dziennik żałoby,ale przede wszystkim chyba pamiętnik autorki ze swojego życia.Wspomina autorka nie tylko zmarłego ojca,ale również inne bliskie,a utracone już osoby.Ich gesty,zwyczaje,poglądy.Chwile spędzone kiedyś razem,chwile,które były tylko chwilami,a mimo to na zawsze utkwiły w jej pamięci.Książka pełna nostalgii,ciepła i miłości.Rzadko trafiam na lektury,które by tak trafiały w moją wrażliwość jak ta pozycja.Jeszcze raz powtórzę,mała książeczka,ale dla mnie,jakżeż wielka!

książek: 967
emmamollie | 2014-01-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 stycznia 2014

Spokojnie napisana, bez patosu i emfazy.Pobudza do refleksji, pozwala oddać się wspomnieniom o tych, którzy "nam umarli".

książek: 57
blodeuwedd | 2013-12-10
Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 16 listopada 2013

UMARŁ MI, UMARŁ NAM
Inga Iwasiów wraca do nas z nową książką.Tym razem z powieścią wyjątkowo osobistą. Z analizą żałoby po śmierci własnego Ojca.
Co czujemy, gdy umiera nam ktoś bliski? Rozpacz, smutek, żal, dobija nas poczucie życiowej niesprawiedliwości. Co mamy robić? Jak zająć się pogrzebem? Od załatwiania czego zacząć najpierw? Jak przyjmować kondolencje? Zachować spokój, nafaszerować się lekami uspokajającymi, a może szlochać i całkowicie poddać się psychicznie w obliczu tak wielkiej tragedii osobistej? Rozmawiać o tym z ludźmi, czy też tłumić w sobie wszystkie emocje? Dobrze, to by były pytania, które zadajemy sobie chwilę po pogrzebie i zamieszaniu z nim związanym. Niestety pochówek nie jest jakąś żałobną cezurą. Trzeba przecież jakoś żyć dalej, ponieważ świat się wcale nie zatrzymał. A zatem, co dalej?
„Umarł mi. Notatnik żałoby” to powieść autobiograficzna, szczera, bardzo ekshibicjonistyczna. To powieść próbująca wypełnić pustkę po odejściu ze świata kogoś najbliższego...

książek: 484
megami | 2013-12-15
Na półkach: Przeczytane

Umarł mi. Notatnik żałoby to najnowsza i jakże intymna książka Ingi Iwasiów - profesor Uniwersytetu Szczecińskiego, literaturoznawczyni i krytyka literackiego. Są to zapiski osoby zmagającej się ze śmiercią ojca, próbą oswojenia się z byciem półsierotą. Jak sama autorka pisze nie jest to autoterapia, jedynie potrzeba przelania wszystkiego na papier. Zadanie jest o tyle trudne, że trzeba nie lada odwagi, by zmierzyć się z tematem.
Iwasiów koncentruje się na "ja", swoim przeżywaniu tragedii i porządkowaniu rzeczywistości na nowo. Pomimo wsparcia rodziny i najbliższych, tak naprawdę skazana jest na doznawanie żałoby w samotności.
Na łamach książki opisuje swego ojca nie jako osobę idealną, ale taką jaką prawdopodobnie był. Zegarmistrz naprawiający czasomierze, dla którego czas dobiegł końca. Czy owe notatki z żałoby nie są właśnie zawieszeniem w czasie? Zastanowieniem się nad własnymi emocjami, chwilowym zapomnieniu o "niebycie" ojca oraz o śmierci?
Iwasiów nierozerwalnie związana...

zobacz kolejne z 503 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Śląski Wawrzyn Literacki 2013 – plebiscyt rozstrzygnięty!

„W otchłani mroku” Marka Krajewskiego (Wydawnictwo Znak) to zwycięzca plebiscytu czytelników Biblioteki Śląskiej w Katowicach na Książkę Roku 2013. Autor odbierze we wrześniu Śląski Wawrzyn Literacki.


więcej
Nominacje 7. edycji Nagrody Literackiej m.st Warszawy

Podczas dzisiejszej konferencji prasowej poznaliśmy listę książek nominowanych do Nagrody Literackiej m.st. Warszawy. Wśród nominowanych znaleźli się m.in. Karpowicz, Bargielska i Iwasiów.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd