Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

My, właściciele Teksasu. Reportaże z PRL-u

Wydawnictwo: Znak
6,68 (207 ocen i 24 opinie) Zobacz oceny
10
5
9
8
8
41
7
63
6
55
5
25
4
7
3
2
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324021215
liczba stron
384
słowa kluczowe
literatura polska, reportaż, PRL
język
polski
dodała
Ag2S

Nasz peerelowski american dream. W latach 70. kawałek Teksasu mógł trafić w polskie ręce. W oczekiwaniu na spadek po bohaterze poległym w Ameryce „za wolność naszą i waszą” przyszło nam budować Teksas na miarę swoich możliwości, po tej stronie żelaznej kurtyny. Małgorzata Szejnert opowiada o sklepowych z Supersamu, robotnikach z Ursusa, głównym architekcie „wyspy szczęścia” i wielu innych...

Nasz peerelowski american dream.

W latach 70. kawałek Teksasu mógł trafić w polskie ręce. W oczekiwaniu na spadek po bohaterze poległym w Ameryce „za wolność naszą i waszą” przyszło nam budować Teksas na miarę swoich możliwości, po tej stronie żelaznej kurtyny.

Małgorzata Szejnert opowiada o sklepowych z Supersamu, robotnikach z Ursusa, głównym architekcie „wyspy szczęścia” i wielu innych zwyczajnych niezwyczajnych bohaterach PRL-u. Snuje historie o marzeniach i ambicjach, codziennych zmaganiach i ciężkiej pracy. Dziennikarka przedstawia ludzi, którzy nie rezygnowali ze swoich dążeń nawet w najmniej sprzyjających okolicznościach. Z niepozornych wydarzeń i drobnych sytuacji kreśli wielowymiarową panoramę PRL-u.

My, właściciele Teksasu przyłapuje na gorącym uczynku polską rzeczywistość poprzedniej epoki, bez współczesnych ocen i stereotypów. Czy tamtej rzeczywistości bliżej do "Misia", "Przesłuchania" czy "Człowieka z marmuru"? Czytane dzisiaj, reportaże Małgorzaty Szejnert przynoszą zaskakujące odpowiedzi.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2013

źródło okładki: www.znak.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
dorsz książek: 435

PRL między słowami

Mamy jakiś sentyment do książek „z PRL-em w tytule”. Jakiś czas temu „Mulat w pegeerze” zredagowany przez Krzysztofa Tomasika – o PRL-u zapomnianym, całkiem niedawno „Źle urodzone” Filipa Springera o PRL-owskiej architekturze, ostatnio „Nasz mały PRL” Izabeli Meyzy i Witolda Szabłowskiego – próba powrotu do „wtedy”. PRL Małgorzaty Szejnert jest inny. Niepeerelowski zupełnie. Istnieje jakby „przy okazji”, zarysowuje się powoli, między słowami.

Dzisiaj patrzymy na Polskę Ludową albo przez pryzmat gadżetów i cytatów z filmów Stanisława Barei, albo z perspektywy teczek i filmów Ryszarda Bugajskiego. „My, właściciele Teksasu” nie pokazuje ani kraju, gdzie czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy, ani Polski, która rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. To nie jest PRL zamknięty w sloganie i dzięki temu staje się jeszcze bardziej niejednoznaczny. Oczywiście można te reportaże przeczytać jak wspomnienie minionej epoki. Ale szkoda byłoby na tym poprzestać. Po latach nadal odnajdziemy w nich zaskakująco dużo odniesień do współczesności.

Pewnie wielu czytelników uśmiechnie się kiedy trafi na fragment o „sześciu tonach słynnej kaszanki w puszkach ustawianej w bryły estetyczne” (s. 37). Niektórzy przypomną sobie pracę w Ursusie, której podporządkowany był cały rytm dnia. Innych nie zdziwi fakt, że wyrobienie godzinowej normy dotyczyło nawet pracujących za darmo członków Pantomimy Olsztyńskiej. Ale cel Małgorzaty Szejnert wydaje się inny. Chodzi jej o to, by bliżej...

Mamy jakiś sentyment do książek „z PRL-em w tytule”. Jakiś czas temu „Mulat w pegeerze” zredagowany przez Krzysztofa Tomasika – o PRL-u zapomnianym, całkiem niedawno „Źle urodzone” Filipa Springera o PRL-owskiej architekturze, ostatnio „Nasz mały PRL” Izabeli Meyzy i Witolda Szabłowskiego – próba powrotu do „wtedy”. PRL Małgorzaty Szejnert jest inny. Niepeerelowski zupełnie. Istnieje jakby „przy okazji”, zarysowuje się powoli, między słowami.

Dzisiaj patrzymy na Polskę Ludową albo przez pryzmat gadżetów i cytatów z filmów Stanisława Barei, albo z perspektywy teczek i filmów Ryszarda Bugajskiego. „My, właściciele Teksasu” nie pokazuje ani kraju, gdzie czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy, ani Polski, która rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. To nie jest PRL zamknięty w sloganie i dzięki temu staje się jeszcze bardziej niejednoznaczny. Oczywiście można te reportaże przeczytać jak wspomnienie minionej epoki. Ale szkoda byłoby na tym poprzestać. Po latach nadal odnajdziemy w nich zaskakująco dużo odniesień do współczesności.

Pewnie wielu czytelników uśmiechnie się kiedy trafi na fragment o „sześciu tonach słynnej kaszanki w puszkach ustawianej w bryły estetyczne” (s. 37). Niektórzy przypomną sobie pracę w Ursusie, której podporządkowany był cały rytm dnia. Innych nie zdziwi fakt, że wyrobienie godzinowej normy dotyczyło nawet pracujących za darmo członków Pantomimy Olsztyńskiej. Ale cel Małgorzaty Szejnert wydaje się inny. Chodzi jej o to, by bliżej przyjrzeć się temu, kto tę kaszankę w puszkach poustawiał w bryły estetyczne oraz tym, co w Ursusie pracowali często całymi rodzinami. I koniecznie pokazać, dlaczego członkowie Pantomimy Olsztyńskiej godzili się na pracę za darmo.

Tytułowy Teksas symbolizuje sen o innym świecie, którego nigdy nie udało się Polakom dośnić do końca. Okazuje się jednak, że potrafili szybko zastąpić go czymś innym. Do mistrzostwa opanowali kreowanie zastępczych rzeczywistości.

Te reportaże to są mikroświaty. Mariusz Szczygieł w swojej przedmowie nazwał je „the best of Małgorzata Szejnert”. Trochę ryzykownie nazwał. Bo wybrać „the best of Małgorzata Szejnert” znaczyłoby tyle, co wydać antologię jej tekstów. Napisał jeszcze, że pożyczył sobie od niej odpowiedź na pytanie, dlaczego reportaż przetrwa. Ludzie zawsze będą chcieli czytać o innych ludziach. No właśnie.

Aleksandra Bączek


 

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (614)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1706
Wojciech Gołębiewski | 2016-07-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 lipca 2016

Małgorzaty Szejnert (ur. 1936) nie trzeba przedstawiać, bo jest nestorką reportażu. A dodatkowym plusem tego zbioru wydanego w 2013 r., jest wstęp pt "Jak okradałem Małgorzatę Szejnert", napisany przez mego ulubionego Szczygła. Mamy 17 reportaży z lat 1969 – 79, podzielonych na cztery części. A w przedmowie zdanie, które można powtarzać jak mantrę:
„Ludzie zawsze będą chcieli cz ytać o innych ludziach”

Na końcu drugiego reportażu trafna sentencja:
„- Wie pani, trzeba brać życie, jakim jest.”
Po pierwszych dwóch reportażach odnotowuję wrażenie: rzetelnie przedstawiona tamta rzeczywistość, dla mnie fajne wspomnienia, lecz czy młodzi to kupią? Wydaje mnie się, że nie, że to ich będzie nudzić, bo nie będą w stanie zrozumieć tamtych zachowań i uwarunkowań, po prostu ówczesnej naszej mentalności. To szkoła przetrwania, o wiele bardziej skomplikowana niż gułag. ...

książek: 597
dasio72 | 2015-03-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 marca 2015

Reportaż to jednak nie moja bajka. Niestety czytając opowieści pani Szejnert nie poczułem żadnej chemii.
Są w tej książce reportaże, które z całą pewnością przybliżają nam codzienność życia w poprzednim ustroju, dwa zainteresowały mnie bardziej niż inne : opowieść pracowników warszawskiego Supersamu, czy opowieść o nowatorskiej metodzie dobierania dziecka do adopcji.
Być może jestem zbyt mało wyrobionym czytelnikiem, ale niestety, przy całym szacunku dla autorki, nie wciągneły mnie pozostałe historie.

książek: 1465
Stella Murano | 2014-05-29
Na półkach: Przeczytane

Gdyby zawartość książki zależała tylko od okładki, zbiór reportaży "My, właściciele Teksasu" okazałby się absolutnie bezbłędny. Sugestywna pierwsza strona, jak na dłoni prezentująca światu typowy PRL-owski obrazek, zaakcentowana dobrym rozmieszczeniem nazwiska autorki, tytułem i informacją dodatkową o nazwisku twórcy wstępu już od pierwszego momentu, w którym zobaczyłam ją na łamach jakiegoś portalu literackiego, podziałała na mnie elektryzująco, wzbudzając niesłabnącą ochotę na zapoznanie się choćby z ułamkiem dzieła pani Szejnert. Kiedy więc owa wiekopomna chwila wreszcie nadeszła, z entuzjazmem zasiadłam do lektury. Pierwsze wrażenie - wspaniałe. Poczułam się całkowicie zafascynowana reportażem "Resistuta nasza powszednia", później były równie rewelacyjne "Na samie i na tradycji", "Zjadacze chleba", "Codziennie", "Ulica z latarnią" oraz "Jeśli się odnajdziemy, to cudownie". Język, którym operowała dziennikarka, niezwykle precyzyjnie odsłaniający nawet najdrobniejsze niuanse...

książek: 676
Jonasz | 2013-07-31
Przeczytana: 27 lipca 2013

Troche strasznie. Troche durno. Troche rzewnie. Socjalizm jaki pamietam. Dziekuje Szejnert za przypomnienie.

książek: 681
PiórkoAngeliki | 2013-11-20
Na półkach: Przeczytane, 2013, Zrecenzowane
Przeczytana: 20 listopada 2013

Okruchy z epoki,która nie powróci.
Nie wszystkie reportaże mi się podobały, ale i tak warto było przeczytać:
o niewidomej kobiecie, która chcąc sobie wyobrazić wielkość latarni "macała" ją rękoma
o pierwszej na świecie grupie pantonimy składającej się z ludzi głuchych,
o tym jak DZIECKO ZAWSZE WYBIERA, aczkolwiek niekoniecznie,
o Karolu Brzostowskim, który wprowadzał w czyn "pracę od podstaw",
o Michale Więcko, który wraz z żoną posadził 50 tys.drzewek tylko zapomniał o jej wkładzie pracy nie umieszczając jej imienia na tabliczce informującej(o swoim oczywiście nie zapomniał)
o mniejszości polskiej w Kwidzynie, która w najnowocześniejszym gimnazjum kształciła Polaków z Berlina i miała swoje orle gniazdo z widokiem na polski brzeg Wisły,
i wreszcie o Mecenasie, który poświęcił ponad 20 lat życia bez honorarium(sic!), by odzyskać spadkową ziemię w Teksasie...

Okruchy,często zwyczajne losy,to mogły być reportaże o naszych rodzicach,czy dziadkach...a tak poczytaliśmy o cudzych.

książek: 1017
Janiszewskij | 2015-12-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 26 lutego 2015

Nie wszystkie historie mnie wciągnęły. Ale to raczej kwestia saych opowieści, a nie sposobu opowiadania. Najbardziej zapadła mi w pamięć wzruszająca historia "kolonii adopcyjnych". Świetny rys psychologiczny tych dzieci, opiekunów, potencjalnych rodziców adopcyjnych, no i psychologów także. Metoda wywrotowa, a autorka niezwykle bystra i taka...wnikliwa. Wyobrażam sobie, że stoi z boku, opiera sięo drzewo i tylko nieśpiesznie obserwuje. Przy czym widzi wszystko, nic jej nie umyka.

Chociażby ze względu tylko na ten jeden tekst - polecam.

książek: 3014
Bagienka | 2014-12-31
Przeczytana: 31 grudnia 2014
książek: 92
gosiak | 2013-03-19
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 14 marca 2013

Czasy PRL stają się coraz bardziej odległe, jednak wciąż powracamy do nich w licznych książkach, filmach, dowcipach… Często rzeczywistość ta pokazywana jest w krzywym zwierciadle, stanowi doskonały materiał na kabaret, żart. Jednak nie można zapominać, że w tym świecie absurdu żyli prawdziwi ludzie, musieli zmagać się z centralnie sterowaną gospodarką, rutyną życia, pustymi półkami, światem, który dzisiaj dla młodego człowieka wydaje się wręcz niemożliwy do zaistnienia. Reportaże Małgorzaty Szejnert skupione są właśnie wokół ludzi, którzy żyli, pracowali w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Autorka jest tutaj cichym obserwatorem, czasem nakierowuje rozmowę, jednak nie przerywa opowieści, pozwala swoim rozmówcom wylać wszystko, o czym myślą, co leży im na sercu. „My, właściciele Teksasu” to zbiór historii kobiet i mężczyzn, którzy opowiadają o swoich problemach, sytuacjach z codziennego życia, poglądach. Autorka stara się przybliżyć rzeczywistość PRLu, taką jaka była, bez...

książek: 618
Stefson | 2017-08-07
Przeczytana: 07 sierpnia 2017

Po zbiór warto sięgnąć, choćby dla tekstów "Tęsknota za starą sieczkarnią", "Całe życie w Pomygaczach", "Którędy na orle gniazdo", "Jeśli się odnajdziemy, to cudownie" czy króciutkiego, ale interesującego "Ozdobić życie". Chociaż wśród zgromadzonych tu - szczególnie w części 4 - reportaży znalazło się kilka takich, które mnie zupełnie nie porwały, pozostałe nie pozostawiają wątpliwości co do klasy autorki.

książek: 1233
magdalena | 2015-06-19
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 czerwca 2015

Zbiór reportaży przedstawiających trudne czasy PRL-u. Czasem reportaże śmieszą, czasem wzruszają i wywołują refleksję. Autorka jest bardzo dobrą reportażystką, po przeczytaniu chce się więcej.

zobacz kolejne z 604 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Kolejna zdobycz BN: archiwum Małgorzaty Szejnert

Małgorzata Szejnert - wybitna reporterka i pisarka, jedna ze współzałożycielek „Gazety Wyborczej” przekazała Bibliotece Narodowej swoje archiwum.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd