Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Proza żywa

Wydawnictwo: Pomorze
6 (2 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
0
6
2
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8370030475
język
polski
dodał
wyspa

Musimy otworzyć ten worek, który niosę tyle lat. Ciekawa historia, bo różnie jest z tą percepcją; są takie dni, kiedy trudno rozwiązać ten worek z pamięcią(...) Wspomnienia, refleksje, te różności. (...)

 

źródło opisu: fragment tekstu

źródło okładki: edytor

Brak materiałów.
książek: 747
PonuryDziadyga | 2014-11-22
Na półkach: Przeczytane, 2014
Przeczytana: 22 listopada 2014

Pomysł na tę książkę i sam sposób przelania myśli na papier, jest w tym wypadku tyleż ciekawy i niecodzienny, co trudny w ocenie, czy całość prezentuje się dobrze, czy źle. Zygmunt Trziszka, który tak jak Buczkowski był piewcą wsi prawdziwej w swoich utworach prozatorskich, siada przy stole ze swoim przyjacielem, słucha opowiadanych przez niego historyjek i go.. nagrywa. Nagrywa, aby później przenieść te monologi na papier, a przy okazji nie przeszkadzać autorowi ciągłym przerywaniem, co mogłoby zakłócić swobodny pływ jego myśli i słów. Naprawdę zmyślnie wykombinowane.
Buczkowski ujmuje czytelnika niezwykłą prostotą tematów które porusza, a jednocześnie czasem puszcza oko do osobników przeintelektualizowanych, którzy lubią czytać trudne i niespotykane zbyt często słowa. Ciężko jest się tu pochylać nad jakimiś wybranymi historiami, gdyż jest ich tutaj cała masa, większość rekordowo krótka, a skakanie Pana Leopolda po chronologii i tematach jest rujnujące dla ludzkiej pamięci. Raz przeczytasz o głodnym chłopie, co rżnie jęczmień, za chwilę o weselnikach zbierających na gacie dla pana młodego, potem są wspomnienia z okopów lub planu filmowego, a między nimi usadawia się coś, co z grubsza przypomina kazanie. Do pewnego momentu takie niespodzianki mogą się podobać, ale częstokroć Buczkowski absurdalnie odpływa w swoich rozważaniach, przypominając Becketta trochę, co dla mnie osobiście było bardzo irytującym doświadczeniem, bo nie wiadomo czy on tak szczerze, czy zmyśla chcąc zrobić Trziszkę (i przy okazji czytelników) w balona.
Po kilkudziesięciu krótkich formach prozatorskich trafia czytelnik na trudną do pokonania ścianę- są to liczące kilkadziesiąt stron bryły tekstu, który ciężko podpiąć pod jakiś konkretny gatunek. Jeden z tych "rozdziałów" wygląda jak stylizowany na ustępy z "Talmudu", przez co w odbiorze jest troszkę trudny, a tematycznie moralizatorski do bólu zębów. Drugi to już jazda na całego: pisany po chłopsko- rusińsku tekst o zwykłych wiejskich sprawach. Nie, nie cyrylicą. Nie, nie dałem rady przeczytać całości. Nie, nie zrozumiałem z tego zbyt wiele. Ja rozumiem że Buczkowski urodził się w Nakwaszy na Ukrainie i mógł go ten niecodzienny dialekt fascynować, ale to było ponad moje siły.
Jest w tej książce sporo cech, które mi się bardzo podobają, jak prostota historii, wiejskie tematy, wtręty o kulturze żydowskiej, czy przeplatanie się w tle malarstwa, rzeźby, grafiki czy muzyki, ale jest też tu kilka sporego kalibru wad. Początek był obiecujący, ale z biegiem czasu coraz bardziej mi to doskwierało.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Martwe Jezioro

Najsłabsza książka autorstwa pani Rudnickiej z przeczytanych przeze mnie do tej pory. Słaba fabuła, mało zabawne dialogi. Powiewa nudą.

zgłoś błąd zgłoś błąd