rozwińzwiń

Kultura krytyki

Okładka książki Kultura krytyki autora Kevin B. MacDonald, 9788361182979
Okładka książki Kultura krytyki
Kevin B. MacDonald Wydawnictwo: Aletheia literatura piękna
520 str. 8 godz. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Culture of Critique: An Evolutionary Analysis of Jewish Involvement in Twentieth-Century Intellectual and Political Movements
Data wydania:
2012-10-30
Data 1. wyd. pol.:
2012-10-30
Liczba stron:
520
Czas czytania
8 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361182979
Tłumacz:
Michał Szczubiałka
Średnia ocen

8,4 8,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kultura krytyki w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Kultura krytyki



książek na półce przeczytane 280 napisanych opinii 31

Oceny książki Kultura krytyki

Średnia ocen
8,4 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kultura krytyki

avatar
65
28

Na półkach:

Książka bardzo dogłębnie analizuje kwestię wpływu Żydów na kreowanie zachodniego społeczeństwa, wykazując przy tym niekonsekwencje lub nawet hipokryzję tego środowiska. Podstawą tych rozważań jest niezliczona ilość badań, prac naukowych oraz wypowiedzi, dzięki temu mamy solidne zaplecze merytoryczne. Poruszany problem dla wielu może być kontrowersyjny, niemniej jest on prawdziwy i wciąż aktualny. Znalazłem w książce odpowiedzi na mnóstwo nurtujących mnie pytań, dzięki czemu mam ochotę sprawdzić dokąd prowadzi królicza nora. ;)

Książka bardzo dogłębnie analizuje kwestię wpływu Żydów na kreowanie zachodniego społeczeństwa, wykazując przy tym niekonsekwencje lub nawet hipokryzję tego środowiska. Podstawą tych rozważań jest niezliczona ilość badań, prac naukowych oraz wypowiedzi, dzięki temu mamy solidne zaplecze merytoryczne. Poruszany problem dla wielu może być kontrowersyjny, niemniej jest on...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
698
549

Na półkach: ,

Ciężka książka, mimo wszystko warto przez nią przebrnąć. Wiele rozdziałów będzie dla polskiego czytelnika mało istotnych, ale również wiele będzie ciekawych.

Ciężka książka, mimo wszystko warto przez nią przebrnąć. Wiele rozdziałów będzie dla polskiego czytelnika mało istotnych, ale również wiele będzie ciekawych.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
245
47

Na półkach:

O przekleństwie bycia narodem wybranym. Niepoprawna politycznie, ale ważna i potrzebna

O przekleństwie bycia narodem wybranym. Niepoprawna politycznie, ale ważna i potrzebna

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

630 użytkowników ma tytuł Kultura krytyki na półkach głównych
  • 518
  • 99
  • 13
60 użytkowników ma tytuł Kultura krytyki na półkach dodatkowych
  • 42
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Kevin B. MacDonald
Kevin B. MacDonald
Profesor Kevin MacDonald, psycholog, biolog ewolucyjny, behawiorysta, naukowiec i wykładowca akademicki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Okultystyczne korzenie nazizmu Nicholas Goodrick-Clarke
Okultystyczne korzenie nazizmu
Nicholas Goodrick-Clarke
Doskonała lektura uzupełniająco-wyjaśniająca, po książce "Szatan i swastyka. Okultyzm w partii nazistowskiej" Francisa Kinga. To prawdziwa praca naukowa, z mnóstwem bibliografii. Potężna kwerenda skupiająca się na głównych postaciach niemiecko-austryjackiego uniwersum ezoterycznego. Mamy zatem Guido Lista i Lanza von Liebenfelsa. To głównie im autor poświęca miejsce. Nieco mneij jest o Rudolfie von Sebottendorffie, Herbercie Reichsteinie i Karlu Marii Wiligucie. W opiniach wskazuje się, że za dużo tych biografii. Moim zdaniem wręcz przeciwnie, bez nich nie da się zrozumieć tematu, bo ci ludzie nierzadko poświęcili swoim wymysłom całe życie (List, Lanz). Moim zdaniem zabrakło szczegółowego omówienia poglądów czy idei, zwłaszcza w przypadku Towarzystwa Thule (znowu, idee Lista, Lanza i Reichsteina są dość szczegółowo omówione). Najistotniejszą częścią książki, z mojego punktu widzenia, jest jednak dodatek "Nowoczesna mitologia okultyzmu nazistowskiego". Idealne podsumowanie powojennych dub smalonych o nazistach. Tego mi było trzeba. Generalnie szuriada istniała zawsze, a ta książka tylko to potwierdza. Dzisiejszym odpowiednikiem Lista i Lanza (tylko takim z przeceny, który wszystko opiera na własnej gnozie i nigdy żadnych badań źródeł nie robił ) jest niejaki Sanjaya vel Sandał (kto się orientuje w Polskim Uniwersum Szuriady ten wie 😼). Czego zabrakło? O Elsie Ebertin jest ledwo wzmianka, nie ma ani słowa o Johannesie Täuferze i jego "Weltdynamismus". Goddrick-Clarke idzie w naukową kwerendę biograficzną, gdy King stawia na sensację i kontrowersje (nie raz również owe duby smalone powojennych autorów jak Bronder, Ravenscroft czy Pauwels i Bergier). Tej książki nie czyta się łatwo i przyjemnie, bo ilość detali, faktów i nazwisk przytłacza. Jednak naprawdę warto zapoznać się z tą pozycją, by nabrać odporności na współczesne mity o "okultystycznych źródłach nazizmu". Zachęciła mnie bym sięgnął po książki Bławatskiej i samemu przekonał się o co w nich chodzi. Aha i nie mam pojęcia co jest gnostyckiego w tej książce (co ktoś tam gwarantuje na okładce). Być może chodzi o poznanie, że "gnoza" to fantazmaty oczadziałych.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na82 miesiące temu
Głupcy, oszuści i podżegacze. Myśliciele nowej lewicy Roger Scruton
Głupcy, oszuści i podżegacze. Myśliciele nowej lewicy
Roger Scruton
Każda celna krytyka lewicy jest cenna – szkoda, że ta jest taka drewniana. Liczyłem na znacznie większe „miażdżenie”, które sugeruje tytuł, tymczasem w treści autor jest bardzo powściągliwy i nawet potrafi chwalić idoli lewicy za pewne szczegóły. Niestety pozycja nie dla każdego. Nieobeznani z filozofią powinni prędzej sięgnąć po przystępniejszych „Intelektualistów” Johnsona. Od Scrutona na ten moment mogę polecić jedynie „O naturze ludzkiej”. --------------------------------- „Skuteczność, z jaką przy użyciu tych terminów udawało się marginalizować i potępiać przeciwników, umocnił komunistów w przekonaniu, że zmieniając słowa, można zmienić rzeczywistość”. „Nowomowa pojawia się wówczas, gdy główny cel języka – przedstawienie rzeczywistości przy użyciu słów – zastąpiony zostaje przez cel alternatywny, a więc roztoczenie władzy nad rzeczywistością. Fundamentalny akt mowy jest tylko powierzchownie przedstawiony przez twierdzącą składnię gramatyczną. Zdania nowomowy brzmią jak twierdzenia, lecz ich magia drzemie w logice, którą są podszyte. Za sprawą tej magii słowa zwyciężają nad rzeczami, racjonalne rozumowanie staje się bezcelowe, a wszelki opór staje się wręcz niebezpieczny. W rezultacie nowomowa rozwinęła swoją unikatową składnię, która, choć zbliżona do składni charakterystycznej dla zwykłych opisów, zręcznie unika wszelkich konfrontacji z rzeczywistością i zdemaskowania przez logikę racjonalnego rozumowania. Francoise Thom przedstawia tę teorię w swojej znakomitej pracy La langue de bois, w której cel komunistycznej nowomowy określa ironicznie jako obronę „ideologii przed nikczemnymi atakami rzeczywistości". Najważniejszą częścią tej rzeczywistości są ludzie – przeszkody, które system rewolucyjny musi pokonać, a każda ideologia ma obowiązek zniszczyć”. „Natomiast tam, gdzie fakty świadczą zdecydowanie przeciwko wersji Marksa, Hobsbawm celowo ich unika. Jedną ze słynnych przepowiedni Marksa był upadek płac pod naporem kapitalizmu, w którym robotnicy mieli być zmuszeni do przyjmowania coraz to gorszych stawek, aby móc cieszyć się „niewolnictwem płacowym”, stanowiącym dla nich jedyną realną opcję. Badania obaliły owe przepowiednie i pokazały, że płace oraz warunki życiowe równomiernie się poprawiały (z małymi potknięciami) wraz z rozwojem rewolucji przemysłowej”. „[Sartre] wciąż nawoływał swoich rodaków do „osądzania komunizmu po jego intencjach, a nie po działaniach". We wszystkich kampaniach, które Związek Radziecki podejmował przeciwko Zachodowi, bez względu na ludzkie życie i szczęście, Sartre brał stronę Sowietów, a jeśli już krytykował Związek Radziecki, czynił to, powtarzając typowe dla siebie kłamstwa. Po posiedzeniu Światowej Rady Pokoju w Wiedniu w 1954 roku, za namową Sowietów Sartre udał się do Moskwy, jako że „w ZSRR istnieje totalna wolność krytyki” – spostrzeżenie, które być może łatwiej będzie zrozumieć, jeśli przypomnimy sobie, jakie znaczenie Sartre przypisywał słowu „totalna”. Został następnie kompletnie zaskoczony sowiecką interwencją na Węgrzech, zaskoczony do tego stopnia, że zaczął wychwalać komunizm w innych miejscach na świecie – najpierw na Kubie, a potem (jak już przejrzał na oczy) w Chinach, które wyróżniały się przede wszystkim tym, że wciąż były szerzej nieznane. Dopiero pod koniec życia, kiedy udzielił wsparcia uchodźcom komunistycznego Wietnamu – kwestia, na której temat po wielu latach udało mu się wreszcie pogodzić z Raymondem Aronem – wydawało się, że zrezygnował z walki. Do tego czasu jednak jego praca była zakończona”. „W odpowiedzi na pojawiające się wówczas wątpliwości Lukacs zapewnił, że „najwyższym obowiązkiem etyki komunizmu jest zaakceptować konieczność nikczemnego postępowania”, po czym dodał, że „to największe poświęcenie, jakiego wymaga od nas rewolucja”. W końcu „nikczemność” to wymysł burżuazji, a wszystko co burżuazyjne, musi zostać obalone”. „Jeśli fakty świadczą przeciwko „totalnej” teorii marksizmu, „to tym gorzej dla faktów”. Filozofom zajmującym się nauką znany jest problem Duhema-Quine’a, mówiący o tym, że każdą teorię, odpowiednio skorygowaną, można uzasadnić przy wykorzystaniu dowolnych danych, a każde dane odrzucić w celu uratowania teorii”. „Wymienieni wyżej myśliciele [Adorno, Horkheimer i Marcuse], nieustannie krytykując amerykański kapitalizm oraz kulturę Ameryki, nie wspominając niemal słowem lub zaledwie wymijająco na temat koszmaru, jakim był komunizm, pokazali swoja obojętność na ludzkie cierpienie i niepoważny charakter ich postulatów. Adorno nie mówi wprost, że „alternatywą” dla systemu kapitalistycznego jest Utopia. Ale właśnie to sugeruje. A Utopia nie jest realną alternatywą. Jego alternatywa dla nierealnej wolności społeczeństwa konsumpcyjnego jest sama w sobie nierealna – można by powiedzieć: sztuka dla sztuki, której jedynym celem jest wskazanie naszych wad. Mimo to był świadom, że istniała r e a l n a alternatywa i że wiązała się ona z masowym morderstwem i unicestwieniem całej kultury”. „Zgodnie z przewidywaniami Orwella pierwszym celem każdej rewolucji jest język. Polega on na stworzeniu nowomowy, która w miejsce prawdy umieszcza władzę, a następnie okrzykuje rezultat „polityką prawdy””. „Propaganda komunistyczna zawdzięcza swój sukces przede wszystkim temu, że udało jej się przekonać tak wielu ludzi, iż faszyzm i komunizm są biegunowo przeciwne, a skala ideologii politycznej jest liniowa i biegnie od „skrajnej lewicy” do „skrajnej prawicy”. Skoro zatem komunizm jest po lewej stronie, intelektualiści nie muszą już zrobić nic innego, niż po tej stronie się znaleźć, oddzielając się tym samym od prawdziwego zła naszych czasów – faszyzmu”. „Według Gramsciego rewolucja nie jest nieusuwalną, unicestwiającą siłą, ale działaniem podjętym przez heroiczne jednostki. Co więcej, jest to działanie, które można przeprowadzić, nie brudząc sobie rąk pracą w fabryce. Zamiast tego można rozsiąść się wygodnie w biurze, a tam, ciesząc się owocami hegemonii burżuazyjnej, pracować aż do jej upadku. Taka filozofia jest niezwykle użyteczna dla intelektualisty – którego poglądy i cierpliwość zostałyby poddane ciężkiej próbie, gdyby tylko zdecydował się opuścić mury uniwersytetu – a także naturalna w studenckim środowisku rewolucyjnym. Zostaje tylko dodać do tego czarodziejską dychotomię komunizmu i faszyzmu – której ilustracją może być bohaterskie życie Gramsciego – i mamy już pełen obraz. Wróg został zidentyfikowany, „walka” zdefiniowana, a teoria mówiąca, że możesz walczyć ramię w ramię z bohaterami, siedząc przy własnym biurku – dostarczona”. „Wysiłek intelektualny nowej lewicy nie miał na celu udowodnienia teorii Marksa, lecz przedstawienie świata tak, jakby była ona prawdziwa, przez co każdy fakt wydaje się odbijać echem w odległych głosach uciśnionych”. „Natomiast dowiadując się z książki Adorna, że alternatywą dla systemu kapitalistycznego jest utopia, mam ochotę pogratulować autorowi jego szczerości, jako że jest to pewien sposób przyznania się, iż alternatywy po prostu nie ma”.
Graven - awatar Graven
ocenił na61 rok temu
NA DNIE. Niepoprawna politycznie charakterystyka współczesnej biedy. Theodore Dalrymple
NA DNIE. Niepoprawna politycznie charakterystyka współczesnej biedy.
Theodore Dalrymple
„My nie jesteśmy głupi! Jesteśmy tylko biedni! (...) Bo to jest właśnie największa pomyłka ludzkości. Największe kłamstwo tysiącleci: bycie biednym i głupim zawsze się wszystkim myliło. (...) biedni też mają wiedzę i prawo do człowieczeństwa. Biedni też mają rozum i serce. Pojedynczym biedakom może się i współczuje, ale jeśli ubogi jest cały naród, to wtedy ludziom przychodzi do głowy myśl, że to naród idiotów, nieudaczników, obiboków i brudasów. Wtedy każdy się śmieje, a nie współczuje”. Orhan Pamuk Kredyt na pół miliona albo więcej, bo trzeba się pokazać i mieć dom wielkości pałacu, nowy samochód w kredycie, mimo że stary ma dopiero rok, bo sąsiad ma lepszy, markowe ubrania, bo przecież bez metki się nie wygląda, wakacje na raty, bo coś nam się od życia należy… Tak można wymieniać w nieskończoność, a później zdziwienie, że raty kredytów rosną i nie stać nas już na to, do czego byliśmy przyzwyczajeni. Na dodatek nie rozumiemy, że dopóki coś jest w kredycie, należy do banku, a nie do nas. Jeśli dołączymy do tego ocenę ludzi według stanu posiadania, to już prawdziwy scenariusz na katastrofę. Całkiem niedawno oglądałam film dokumentalny o biedzie w Stanach Zjednoczonych, wielu ludzi mimo ciężkiej pacy straciło domy, czy majątki, bo nie płaciło na czas zobowiązań finansowych. Koszty życia rosną, a pensje stoją w miejscu. Dotyczy, to zwłaszcza uboższej części społeczeństwa, która ledwo wiąże koniec z końcem. Dzisiejsza doktryna Unii Europejskiej i Pana Klausa Schwaba mówi,nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy. Pułapka biedy osiągnie szczyt, a kryzys będzie gonił kryzys, tylko najbogatszych będzie stać na życie w kredycie. Zjawisko szeroko pojętej biedy porusza książka Na dnie niepoprawna politycznie charakterystyka współczesnej biedy Pana Theodora Dalrymple. Autor porusza politykę państwa opiekuńczego, zjawisko socjalu, które prowadzi do coraz większego bezrobocia, a co za tym idzie zastoju i upadku gospodarki, oraz nędzy obywateli. Pisarz porusza też ważną kwestię odpowiedzialności za swój stan majątkowy, powielanie błędów, braku odpowiedzialności, nałogów, degradacji moralnej… Na biedę wpływa bardzo dużo czynników, o których można stworzyć encyklopedię. Pozycja ta, jest genialna pod względem literackim, napisana z lekką ironią, pokazuje głupotę społeczeństwa, która przekłada się na środki w rodzinie. Pan Darlymple przekonuje, że to nasze wybory i decyzje doprowadzaj do braku funduszy na rachunki i przyjemności, nie wspominając o podstawie, którą jest jedzenie. Do tego, Autor mówi też o biedzie duchowej, która sprawia, że zaczynamy hołdować konsumpcjonizmowi. Książki o tematyce nędzy, biedy i upadku społeczeństw są moim zdaniem coraz ciekawsze i coraz bardziej potrzebne. W natłoku przekonania, że musimy coś mieć, nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji, jakie życie ponad stan ze sobą niesie. Najgorsze, jest to, że uważamy, że jak ktoś nie żyje tak jak my (czytaj zadłużony),to jest nikim. Bardzo wartościowa pozycja, oby więcej takich na rynku. zaczytanizkawa.blogspot.com
AniaCzyta - awatar AniaCzyta
oceniła na81 rok temu
Idee mają konsekwencje Richard M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Richard M. Weaver
Zacznę od tego, że okładka i opis książki jest mocno przesadzony. Na pewno nie jest to dzieło wybitne, które jest kamieniem milowym, albo najważniejszą książką konserwatyzmu amerykańskiego XX wieku. Okładka z całkowitymi ruinami nie pasuje do nadziei autora na zmianę i próbę wskazania programu odejścia od złych tendencji intelektualnych. Jest to esej z zakresu myśli politycznej, ale nastawiony na dość szerokie grono czytelników. Książka ma dość typowy dla konserwatyzmu schematem domina w którym jeden klocek przewrócony gdzieś wiele lat w przeszłości doprowadzał do kolejnego błędu, a ten do jeszcze jednego, aż ludzkość doszła do godnego pożałowania stanu obecnego. Tym razem pierwszym upadkiem jest wygranie nominalizmu w sporze o uniwersalia. Szkoda tutaj, że autor nie odniósł się do innych wskazywanych źródeł upadku tradycyjnej kultury europejskiej jak np. awerroizmu, zastąpieniu augustynizmu przez tomizm, albo usunięciu z rozważań dotyczących polityki klasycznego rozumienia cnoty i prawa naturalnego przez Machiavellego. Następnie po kolei autor stara się ukazać sekwencję przemian, które są konsekwencją przewrócenia się pierwszego klocka. Trzeba przyznać, że jedne przejścia są dobrze wyjaśnione i wydają się logiczne, ale inne są niestety nieszczególnie silnie uargumentowane. Wady nowoczesności są punktowane nawet sprawnie. Recepta na stan zagrożenia naszej cywilizacji wydaje się nieudana. Autor bardzo mocno wierzy w to że własność nauczy ludzi odpowiedzialności, zapobiegliwości, oraz otworzy na takie wartości jak np. honor. Niestety jednak agenda polityczna oparta na prawach własności zrodziła libertarianizm, który pod wieloma względami jest problematyczny dla osób o konserwatywnych poglądach. Ten fragment wyjaśnia z jakiego powodu autora wydało wydawnictwo Prohibita o silnie liberalnych przekonaniach. Jednak rzetelnie trzeba wskazać, że ten podstawowy element programu naprawczego wytworzył raczej wrogą konkurencję niż pomógł rozwiązać wskazane w książce problemy. Ogólnie bardzo trudno jest mi polecić tę książkę. Należałoby ją znać, ale by właściwie ją ocenić należałoby mieć sporą wiedzę na temat filozofii, a sam mam ją wyraźnie zbyt niewielką. Bez takiej wiedzy niektóre przeskoki musimy przyjąć z autorytetu autora, a nie można ich po prostu sprawdzić za pomocą znajomości filozofii, logiki i wiedzy o społeczeństwie.
Apfelbaum Augustyn - awatar Apfelbaum Augustyn
ocenił na74 lata temu
Demokracja - opium dla ludu Erik Kuehnelt-Leddihn
Demokracja - opium dla ludu
Erik Kuehnelt-Leddihn
„Trutka na papuleona”* Spodziewałem się wątków socjologicznych, niestety to tylko publicystyka. Dużo celnych uwag pod adresem demokracji, ale też dużo tu erystyki, manipulacji i walenia w usypanego przez siebie chochoła. „(…) tu należy szukać antydemokratycznej postawy Platona, ucznia Sokratesa, oraz Arystotelesa (…)”. – Platon sprzeciwiał się rządom wielu, i rzeczywiście jego ideałem był król-filozof, ale zarówno w Państwie jak i w Prawach spotykamy się z „radą starszych/mędrców”. Co najważniejsze, najgorszym sposobem sprawowania władzy obok demokracji była monowładza tyrana. Arystoteles z kolei wymieniał 3 sposoby rządzenia Polis i 3 ich zwyrodnienia. O ile negatywnie odnosił się do demokracji, czyli rządu motłochu, to jej właściwą wersją była Politea, czyli rząd cnotliwych obywateli. Jako najlepszy ustrój Arystoteles wskazywał arystokrację, czyli rządy najzacniejszych (cnotliwych i zasłużonych) – nie mylić z jej wypaczeniem, oligarchią, czyli rządami zdemoralizowanych bogaczy. „Trzecią kwestią jest fakt, że monarchia nie cierpi zwykle na manię wielkości tak jak przeciętny człowiek, który po zrobieniu błyskotliwej kariery i początkowym gigantycznym sukcesie uważa się za geniusza namaszczonego przez Boga”. – Duby smalone. Greccy tyrani, rzymscy cesarze-bogowie, brudas król Słońce, król Ryszard II Plantagenet, król Henryk VI Lancaster, Karol VI, Mikołaj I, Iwan IV Groźny, można tak długo. Jeśli ktoś czyta prawicową publicystykę, to zetknął się z 80% zawartości tej książeczki. Czytając poszczególne bon moty, w umyśle słychać głos Korwin Mikkego – podejrzewam, że czytał tę książeczkę przed snem zamiast Biblii. Gdyby nie katolicka ortodoksja Kuehnelt-Leddihna, można by śmiało nazwać go Austriackim Korwinem: „Podjąłem się dokonania analizy demokracji z pozycji teisty, liberała i racjonalisty” + „Określał się jako „skrajnie prawicowy katolicki arcyliberał” – liberał w stylu A. de Tocqeuville’a czy lorda Actona i zwolennik rządu minimum”. --------- „O brytyjskim parlamencie powiedziano niegdyś, że może ustanowić i zrobić wszystko z jednym jedynym wyjątkiem: nie przemieni mężczyzny w kobietę”. – To grubo byś się dziś zdziwił XD „Współczesny człowiek to skrzyżowanie papugi z kameleonem”. *Czyli „papuleon”. „Miejscowy motłoch, który żądał śmierci Chrystusa, składał się w większości z Ioudaioi, Judejczyków, podczas gdy większość Apostołów i uczniów Chrystusa pochodziła z Galilei. (I tak na przykład Piotr nazywał siebie Izraelitą i Hebrajczykiem z rodu Beniamina). Oczywiście, również Galilejczycy byli Izraelitami, ale średniowieczny Kościół (nie znający greki) pomijał różnicę między „Żydami” (tzn. Izraelitami) a Judejczykami, co przyczyniło się do narastania nienawiści do tej nacji”. „Demokracja ma sens jedynie w bardzo małych krajach (lub jednostkach politycznych),kraje średniej wielkości powinny być rządzone przez arystokrację, a duże przez monarchię”. Rousseau „Indywiduum (to znaczy coś, czego nie można podzielić) to najmniejsza jednostka kolektywu. Słowo „osoba pochodzi natomiast od etruskiego phersŭ, maska, czyli niewymiennej roli aktora. Stąd też osoba jest „wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju””. „Carl Gustav Jung powiedział wyraźnie, że niereligijni ludzie „powyżej czterdziestki” mogą mieć problemy psychiczne. Leszek Kołakowski w czasie wystąpienia w austriackim programie radiowym podkreślił, że kultura pozbawiona religii jest po prostu „nieludzka””.
Graven - awatar Graven
ocenił na69 miesięcy temu
Kiedy opadły maski. Bestseller o korzeniach Unii Europejskiej Philippe de Villiers
Kiedy opadły maski. Bestseller o korzeniach Unii Europejskiej
Philippe de Villiers
Philippe de Villiers - wieloletni deputowany do francuskiego Zgromadzenia Narodowego i Parlamentu Europejskiego w swojej głośnej książce z 2019 odsłania kulisy władzy i rzuca nowe światło na fundamenty współczesnej Europy. Jako naoczny świadek brukselskich mechanizmów, poczuł się zobowiązany do ujawnienia tego, co działo się za zamkniętymi drzwiami unijnych instytucji. Jak sam przyznaje: „Widziałem, jak unijny twór powoli się psuje i zaczyna pękać w szwach. Było to na długo przed Brexitem czy nadejściem Orbána”. Villiers ze szczególną wnikliwością analizuje postać Jeana Monneta, uznawanego za głównego architekta wspólnoty. Francuski polityk stawia śmiałą tezę: słynne „Wspomnienia” ojca integracji to w rzeczywistości apokryf, a on sam działał jako amerykański agent wpływów. W jego ocenie, gdy literacka legenda nie wystarczyła, wykreowano nowy mit założycielski – Deklarację Schumana z 9 maja 1950 roku. Villiers dowodzi jednak, że cały projekt federacji europejskiej był od początku sterowany przez Waszyngton i fundusze CIA. Autor skrupulatnie śledzi te wpływy, zaczynając od Ligi Narodów, gdzie Amerykanie przeforsowali Monneta na stanowisko zastępcy sekretarza generalnego. Ten „Europejczyk myślący po amerykańsku”, doskonale zadomowiony na Wall Street, stał się w oczach Villiersa globalistą najwyższej próby. To w USA, pod okiem tamtejszych elit biznesowych, narodziła się idea Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, a tajne misje Monneta, jak ta w Algierze w 1943 roku, odbywały się bez francuskiej akredytacji, za to pod ścisłym nadzorem Amerykanów. W dalszej części przygląda się budowie struktur unijnych, w których kluczową rolę odegrał również George Ball, prawnik z Chicago, który osobiście redagował statuty Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Co ciekawe, to nowojorska kancelaria Balla doradzała komisjom do spraw wspólnego rynku w kwestiach spornych na linii Europa - USA. Współpracownik de Gaulle’a, Jean Foyer, wtajemniczył autora w tzw. „metodę Monneta”. Polega ona na procesie „ząbek po ząbku”, powolnym, ale nieuchronnym dokręcaniu unijnej śruby, aż suwerenność państw zostanie zdławiona. Villiers ujawnia ten mechanizm: oddawanie władzy mianowanej Komisji, prymat prawa unijnego nad narodowym i podpisywanie traktatów in blanco pod płaszczem mitycznego „ducha traktatu”. W kolejnym rozdziale analizuje postać Waltera Hallsteina, pierwszego przewodniczącego Komisji EWG. Villiers przypomina, że ten wpływowy budowniczy Europy był oficerem Wehrmachtu i instruktorem narodowosocjalistycznego prawa. Po wojnie trafił do amerykańskiego obozu Fort Getty, gdzie w ramach „Sunflower Project” został uformowany do pracy w amerykańskiej administracji. To spod jego pióra wychodziły między innymi kluczowe traktaty, które odebrały państwom prawo weta. Autor kolejno odsłania kulisy Grupy Bilderberg oraz organizacji ACUE (American Committee on United Europe). Według Villiersa ACUE, wspierana przez fundacje Rockefellera i Forda, była finansową przykrywką CIA, mającą na celu budowę zjednoczonej Europy jako instrumentu amerykańskiej polityki. Ceną za to wsparcie była pełna zależność informacyjna od Departamentu Stanu w Waszyngtonie. W końcowych rozdziałach Villiers przechodzi do bezlitosnej analizy współczesności. Traktat z Maastricht nazywa „drugim murem”, który odizolował narody od suwerenności. Wskazuje na postępującą erozję społeczeństw odartych z własnej kultury, ostrzega przed ideologią gender, eutanazją oraz transhumanizmem, które oznaczają zanik etyki. Autor dostrzega hipokryzję Zachodu, który na przykład potępia polski patriotyzm i Marsz Niepodległości, milcząc jednocześnie wobec neonazistowskich akcentów na Ukrainie. Jego diagnoza jest krótka: komunizm zatoczył koło. Unia Europejska powiela totalitarne mechanizmy, stając się miękką dyktaturą. Zgodnie z tą logiką narzucanie otwarcia granic dla masowej imigracji służy rozmyciu tradycyjnych wspólnot i ostatecznemu osłabieniu państw narodowych. Analizując kierunek, w którym podąża Europa, Villiers przypomina słowa Lorda Lothiana o unii federalnej i ostrzega przed rządem światowym. Fundamentem tych ostrzeżeń jest najmocniejszy atut publikacji – bogata dokumentacja. Kopie oryginalnych pism nadają wiarygodności śmiałej tezie autora: „Stany Zjednoczone Europy to w rzeczywistości Stany Zjednoczone w Europie. Dopełnieniem tej wizji jest niepokojąca deklaracja Jamesa Warburga o nadchodzącym rządzie światowym, który powstanie poprzez podbój lub akceptację. Choć wydana w 2019 roku książka nie obejmuje ostatnich wstrząsów geopolitycznych, jej diagnoza kryzysu państw narodowych wydaje się dziś bardziej aktualna niż kiedykolwiek. W oczach globalnych mocarstw, takich jak Stany Zjednoczone i Rosja, Europa coraz częściej jawi się nie jako podmiot, lecz jako byt pozbawiony podmiotowości i własnego głosu na arenie międzynarodowej. To lektura rzetelna i intrygująca, oparta na wnikliwej kwerendzie. Autor, zgodnie z własną metaforą, wyciąga jedynie nitkę z kłębka kłamstw, dając czytelnikowi impuls do samodzielnego rozplątania reszty tej złożonej historii.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na1021 dni temu
Ku filozoficznemu myśleniu. Wprowadzenie do podstawowych pojęć filozoficznych Józef Maria Bocheński
Ku filozoficznemu myśleniu. Wprowadzenie do podstawowych pojęć filozoficznych
Józef Maria Bocheński
Na czym polega myślenie filozoficzne. Józef Maria Bocheński jest jednym z największych i znanych na świecie filozofów w XX wieku. Bocheński był filozofem, logikiem i historykiem logiki, sowietologiem, rektorem Uniwersytetu we Fryburgu. Niestety w Polsce był i jest zupełnie nieznany, gdyż po pierwsze był dominikaninem, a po wtóre marksizm uważał za jeden z największych zabobonów. W okresie PRL jego publikacje były objęte cenzurą i dopiero w osiemdziesiątych latach można było publikować jego prace w Polsce. Co ciekawe, jak sam się wypowiadał, został dominikaninem, żeby być wolny w swoich dociekaniach filozoficznych. Zajmował się też szeroko rozumianą popularyzacją filozofii. „Ku filozoficznemu myśleniu” należy do publikacji mających na celu popularyzację filozofii. W 1958 roku na zaproszenie Radia Bawaria w Monachium wygłosił na antenie radia dziesięć wykładów wprowadzających z zagadnienie filozofii. Oczywiście w ciągu 27-minutowej audycji nie można wyczerpać tematu, trzeba zdecydować się na wybór zagadnień. Autor uważa, że tak zwane „obiektywne” omawianie podstawowych zagadnień filozoficznych jest utopią, dlatego prezentuje w niej swój punkt widzenia. Wykłady te później zostały wydane w formie książki. W tym wydaniu dołączył posłowie, gdyż niektóre poglądy zmienił od czasu wydania pierwszej wersji. Zaczyna ciekawie, od zastanowienia się czym jest prawo. Naukowcy z poszczególnym dyscyplin zakładają, że istnieją prawa, formułują i badają. Natomiast, czym są prawa, to już zagadnienie filozoficzne. Dopiero w drugim wykładzie, zastanawia się, czym jest właściwie filozofia i co jest jej przedmiotem. Następnie przechodzi do zagadnień filozoficznych, takich jak poznanie, myślenie, prawda, wartości, byt, człowiek, społeczeństwo i Absolut. W każdym z tych tematów przedstawia różne koncepcje, które pojawiały się w filozofii. Autor w interesujący sposób wprowadza w podstawowe zagadnienia filozofii, zakładając, że poziom wiedzy na ten temat u czytelnika jest zerowy. Jednak nie są to suche wykłady, gdzie przytłoczeni jesteśmy wiedzą, ale pokazuje nam, na czym polega myślenie filozoficzne i zachęca do takiego myślenia. Wykłady są krótkie, dzięki temu nie nużą i zachęcają do następnych poszukiwań.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na81 rok temu
Bohater o tysiącu twarzy Joseph Campbell
Bohater o tysiącu twarzy
Joseph Campbell
„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”. „Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia, w podstawy naszego pragnienia wiary w cuda, spostrzec i rozważyć uniwersalność pewnych schematów, przewijających się zarówno w dawnych wierzeniach, jak i w nowożytnych religiach. Porównując je, dostrzegając szereg podobieństw i zbieżności, Joseph Campbell opracowuje model, archetyp mitycznego bohatera, podróżnika, niespokojnego poszukiwacza, łącząc najważniejsze elementy rozmaitych religii, co mogłoby, choć nie mam w to wielkiej wiary, wygasić antagonizmy między nimi. Praca jest naukowa, z pogranicza religioznawstwa, historii, antropologii kultury, psychologii, a nawet literaturoznawstwa i filmu. To bardzo szerokie opracowanie, perfekcyjnie zredagowane, podzielone na czytelne rozdziały, okraszone fotografiami i mnóstwem przypisów, cytatów, odniesień. Zajmuje całą naszą uwagę, wymaga pełnego zaangażowania i skupienia, dając w zamian wiele satysfakcji i olśnień. Wciąga i zachęca do spaceru ścieżką znanych już lektur, ale też do uzupełnienia wiedzy o te, których przy okazji tego tematu po prostu nie można pominąć. Wchodzimy więc do świata fantazji, które wszakże nie biorą się znikąd, a z naszej podświadomości, to „Królestwo człowieka pod podłogą względnie przytulnego pomieszczenia, które zwiemy naszą świadomością, kryje niewyobrażalne jaskinie Aladyna. W jaskiniach tych znajdują się klejnoty, ale zamieszkują je też niebezpieczne dżinny – niewygodne albo wyparte tam siły psychiczne, którym nie śmielibyśmy pozwolić ingerować w nasze życie”. Przyczajone, czekają więc na dogodny moment, by móc się wtrącić, wpłynąć na nasze decyzje, chyłkiem, jednak całkiem skutecznie. Książka oferuje nam zgrabne i jak najbardziej uprawnione połączenie mitologii i klasycznej psychoanalizy, zaś wyciągane z tego mariażu wnioski niejeden raz zaskakują. Operujemy symbolami powszechnie znanymi, które są pewnymi archetypami, rozumieć je musimy za to bardzo indywidualnie, przepuszczając przez osobistą historię. Poznajemy najważniejsze cechy wspólne mitologii i religii i poddajemy je skrupulatnej analizie/psychoanalizie. Podstawą jest przemiana, a u jej zarania zawsze stoi podróż, porzucenie znanej już rzeczywistości, w drodze zaś mierzenie się z trudnościami, walka z nadnaturalnymi istotami, przekraczanie swoich możliwości, znajdowanie niespodziewanych zasobów mocy i zdolności – czyli proces inicjacji, by móc powrócić tak zmienionym do dawnego świata, silniejsi, rozumniejsi, świadomi celów, wytyczanych dla dobra wszystkich współmieszkańców, świadomi, że jesteśmy w stanie je osiągnąć. Monomit ma bohatera, którego zwycięski powrót staje się wielką szansą dla lokalnej, a nawet szerszej społeczności, jak na przykład w przypadku Mojżesza czy Buddy. W pierwszej części opracowania zajmujemy się rozmaitymi wariantami przemiany bohatera, drugi natomiast nosi znamienny tytuł” „Cykl kosmogoniczny”, i bierze pod lupę zagadnienia ogólniejsze, dotyczące porządku świata, jego formowania się i powolnego zmierzania ku zagładzie, by w końcu rozpadł się całkiem, co może stanowić szansę na odrodzenie. Teoria teorią, jednak wyprawa w mityczne krainy, które dotąd nie budziły w nas głębszych, ontologicznych i egzystencjalnych skojarzeń, odnajdywanie w nich zupełnie nowych ścieżek interpretacji, które, chcąc nie chcąc, odnosimy także do siebie, jest niesamowitą przygodą, wzbogacającą i zadziwiającą. Pomaga nam lepiej zrozumieć osobiste motywacje, wywlec na światło dnia tłumione lęki, zracjonalizować je, oswoić. Śledzimy jak powstają wierzenia, jak ważną spełniają rolę, zarazem robimy też sobie coś w rodzaju autopsychoanalizy, odrzucając precz kolejne zasłony. Wspinamy się na świetlistą górę, albo po pniu drzewa życia, wyciągającego konary ku niebu – to środek Wszechświata, przez który przepływa życiodajna energia, jego symbole bywają rozmaite, za to jej odczytanie zawsze jedno. Mit musi być brutalny, ścierają się w nim siły dobra i zła, ich pierwotne esencje. Autor przytacza opowieści dobrze nam znane, z mitologii greckiej i, wtórnej wobec niej, rzymskiej, ale także motywy biblijne i te dla nas nowe, obce – afrykańskie, arabskie, z Indii i Chin. Nie waha się wspomagać fragmentami literatury czy nawiązywać do sztuki filmowej albo filozofii. Wszystko po to, by jak najpełniej zobrazować w złożoności, różnorodności pejzażu, obyczaju, kultury, wspólne jądro, myśl przewodnią, która wszystkie owe opowieści ze świata łączy. Niewątpliwie mamy do czynienia z pracą naukową, jednak napisaną z pasją, z wyobraźnią, z narracyjną wprawą i dużą umiejętnością objaśniania w przystępny sposób niełatwych treści. Zagłębiamy się więc w krainę baśni, królów, mędrców, gadających żab i minotaurów skrytych w krętych labiryntach, jednak widzimy w nich coś dużo, dużo więcej – odniesienie zarówno do świata jako całości w czasie i przestrzeni, i do tego naszego maleńkiego świata, skrytego w podświadomości, z której czasami się wychyla. To schronienie niepozorne i niepoznane, o którym łatwo zapominamy, ono zaś przypomina o sobie w snach, kiedy przestajemy być czujnymi strażnikami własnych myśli, i okazuje się wówczas, że ma do powiedzenia całkiem sporo. Dlaczego człowiekowi nawet teraz, w dobie technologicznego rozwoju i racjonalnego myślenia, wciąż potrzebne są mity, wiara… To autor także stara się wyjaśnić, kładąc nacisk na fakt, że dzisiaj potrzebujemy ich nawet bardziej niż kiedykolwiek, by mieć się czego uchwycić, by poczuć jedność z innymi, my, ludzie samotni w tej naszej chłodnej racjonalności, pozbawieni głębszych duchowych przeżyć, stęsknieni za wspólnotą idei, za więzią, nadzieją… Campbell pisał to z górką pół wieku temu, co powiedziałby dzisiaj, w XXI wieku, czasie depresji i spektrum autyzmu, wirtualnej rzeczywistości, narastającej wrogości i coraz większego wyobcowania? Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na91 miesiąc temu
Zmierzch Zachodu Oswald Spengler
Zmierzch Zachodu
Oswald Spengler
Książka Oswalda Spenglera zatytułowana „Zmierzch Zachodu” jest jedną z bardziej interesujących publikacji, które ukazały się w XX wieku. Jej autor – jeden z głównych przedstawicieli nurtu rewolucji konserwatywnej formułuje tam własną, bardzo oryginalną koncepcję historiozofii, podejmując jednocześnie bardzo trudne zagadnienia związane z filozofią kultury oraz wzajemnymi relacjami występującymi pomiędzy naukami przyrodniczymi, ścisłymi oraz humanistycznymi. Czytelnik, który oczekiwał po książce Spenglera jasnego i klarownego przedstawienia i wykładni pewnych pojęć – włączając w to choćby kulturę i cywilizację może się zawieść. Spengler, w przeciwieństwie do polskiego historiozofa Feliksa Konecznego nie podaje określonej i konkretnej definicji tychże pojęć. Autor określa kulturę mianem organizmu. Organizm ten określonym światem form, będących wytworem unikalnym dla danej kultury. Spengler bardzo ceni sobie wartość i znaczenie kultury. W książce przedstawia pogląd, w którym to pisze o tym, iż każda kultura posiada własną matematykę. Spengler przytacza tu różnice pomiędzy matematyką w starożytnym Egipcie, starożytnej Grecji (geometria Euklidesowa, pitagorejczycy, problematyka liczb naturalnych, niezrozumienie idei liczb niewymiernych) a matematyką zachodnią „faustowską”. Kultura jest dla Spenglera czymś twórczym, wznoszącym – „fazą młodości”, w przeciwieństwie do cywilizacji, która jawi się dla niego jako coś zastojowego, związanego z fazą pełnej dojrzałości, starości, a co za tym idzie – schyłku. * W „Zmierzchu zachodu” przez niemalże całą książce przewija się wątek biegunowości. Spengler bowiem dokonuje rozróżnienia ducha faustowskiego od ducha apolińskiego. Ten pierwszy autor utożsamia z Zachodem, zaś ten drugi związany jest ze Starożytną Grecją. Warto w tym miejscu odnieść się do współczesności. Wielu przedstawicieli środowisk odwołujących do antycznego dziedzictwa cywilizacji łacińskiej jej rodowodu szuka właśnie w starożytnej Grecji. Niewątpliwie jest w tym wiele racji, ze względu na dziedzictwo filozofii Sokratesa, Platona, Arystotelesa oraz wiele innych osiągnięć, kładących podwalin z różnych dziedzin naukowych. Nie zmienia to jednak faktu, iż postrzeganie rzeczywistości diametralnie różniło człowieka zachodniego od człowieka w starożytnej Grecji. W starożytnej Grecji dominował ahistorycyzm; ludzie nie mieli poczucia uczestniczenia w jakimś szerszym procesie dziejowym, historycznym. Z tego także powodu nie spisywano dziejów historycznych oraz techniki miernictwa czasu wprowadzono stosunkowo późno[1]. Tymczasem człowiek zachodni jawi się tutaj jako stojący na przeciwnym biegunie byt historyczny, który posiada świadomość historii jako procesu stawania się. Z tej percepcji rzeczywistości wynikają daleko posunięte konsekwencje. Ducha faustowskiego charakteryzuje umiłowanie przestrzeni, pęd ku nieskończoności. Spengler odnajduje to dążenie do zrozumienia przestrzeni w różnych naukach. W matematyce miałaby to być choćby idea liczb niewymiernych – jako ciągu nieskończonej ilości cyfr ciągnących się po przecinku. W malarstwie miałaby być to choćby symbolika barw, w których to zaznacza się dominacja barw chłodnych „faustowskich” (zielony, niebieski). Stanowią one symbol dystansu, przestrzeni w kontrze do barw ciepłych „apolińskich” takich jak żółty, czerwony oznaczających bliskość, gwałtowność i erotyzm. Antagonizm pomiędzy duchem faustowskim i apolińskim widać – wedle Spenglera – także na deskach teatru. Dramat apoliński to dramat anegdotyczny, zamknięty wedle zasady jedności, miejsca i czasu. Stoi on w kontrze do dramatu faustowskiego, który to jest dramatem biograficznym, osadzonym w określonym kontekście. Zestawiając ze sobą ducha apolińskiego i faustowskiego Spengler określa ich prasymbol, jako coś definiującego obie kultury w danym świecie form. Emanacją ducha faustowskiego jest otwarcie, tęsknota, zaś dla ducha apolińskiego zamknięcie i skupienie się na ideale cielesnym[2]. ** Problematyka podejmowana przez Spenglera dotyczy także filozofii życia. Istnienie rośliny jest bezwiedne i całkowicie podporządkowane określonym cyklom przyrodniczym. Istnienie zwierzęcia jest już jego wyższym poziomem, ze względu na choćby posiadanie zmysłów. Człowiek jest zaś istotą prowadzącą poniekąd najwyższy typ egzystencji. Jest to byt świadomy zdolny do myślenia, wyrażania i przeżywania emocji i uczuć. To właśnie – wedle Spenglera jest poniekąd przyczyną powstawania kultury, która poniekąd jest wyrazem istnienia określonego świata wewnętrznego człowieka. Kultura jest zaś jakąś formą, czymś rozwijającym się. Człowieka kultury, wedle Spenglera charakteryzuje życie skierowane do „wewnątrz” – oparte na podkreślaniu znaczenia duchowości. Po wyczerpaniu się możliwości rozwoju danej kultury następuje faza cywilizacji – będąca reinterpretacją wcześniej powstałych kierunków i nurtów. Często dochodzi w niej do odrzucenia i odwrócenia obowiązujących wartości, niemalże jak w nietzscheańskiej „Woli Mocy”. W kontekście tym można dostrzegać np. współczesny Zachód i dokonujące się tam zmiany na tle społecznym, kulturowym i obyczajowym. Za ostateczną, krańcową formę każdej cywilizacji Spengler uważał upowszechnianie się nihilizmu, jako kierunku negującego wszelkie uniwersalne wartości oraz prawdę[3]. Pseudomorfoza W „zmierzchu” mamy także do czynienia z pojęciem powszechnie stosowanym mineralogii. Pseudomorfoza oznacza bowiem „kryształ minerału, którego zewnętrzna postać (krystalograficzne postacie) nie odpowiada jego składowi chemicznemu i budowie wewnętrznej[4]” W „Zmierzchu” pseudomorfoza została przeniesiona na grunt problematyki historiozoficznej. Spengler określił ją jako ciążenie obcej kultury nad kulturą lokalną. Ten nacisk uniemożliwia zaś rozwój tejże kulturze lokalnej, co doprowadza do powstania specyficznej formy, będącej poniekąd „połączeniem, syntezą” tychże dwóch kultur. Za przykład pseudomorfozy Spengler uznał rządy cara Piotra Wielkiego. Ten rosyjski władca przeszedł do historii jako człowiek, który chciał dokonać swoistego przeorientowania cywilizacyjnego Rosji na Zachód. Jego rządy stanowiły przejaw radykalnego okcydentalizmu – zarówno w życiu codziennym (nakazywanie golenia bród bojarom),czy też w architekturze (budowanie miast na wzór zachodni – Piotrogród, późniejszy Sankt Petersburg). Spengler nazwał to próbą narzucenia Rosji „Ducha faustowskiego”. Co okazało się bezowocne, ze względu na odmienną od zachodu duszę rosyjską i jej, odmienne postrzeganie rzeczywistości. Bo wszystko ma swój początek i koniec Z pewnością myśl Oswalda Spenglera stoi w opozycji do pewnego – można rzec – optymizmu historycznego. Koncepcja liniowego przebiegu dziejów, które cechuje stały, niezmienny postęp (Darwin) zostaje zanegowana. W miejsce jej Spengler twierdzi, iż kultury – podobnie jak rośliny, zwierzęta, ludzie oraz inne organizmy mają swój początek i koniec. W każdej z kultur mamy poszczególne fazy życia – młodości, dojrzałości i starości. W każdej z tychże kultur można dopatrzeć się rozmaitych analogii w charakterystyce poszczególnych epok[5]. Podsumowując, książka „Zmierzch zachodu” nie należy do lektur łatwych. Przed przeczytaniem tejże lektury warto poświęcić trochę czasu na dokształcenie się z historii sztuki, historii religii czy choćby filozofii. Pomimo trudu warto zapoznać się z oryginalną myślą Spenglera, które może wpłynąć na sposób postrzegania otaczającej nas rzeczywistości. [1] Spengler wspomina tutaj o zegarze słonecznym, który istniał już od czasów Starożytnego Egiptu. W Grecji zaś do opanowania miernictwa czasu przyczynił się wynalazek Platona, zwany klepsydrą. Dopiero za Arystotelesa wprowadzono podział dnia na tzw. „hory” czyli godziny, wywodzące się ze starożytnej Mezopotamii. [2] Spengler przytaczał tutaj przykład rzeźby greckiej, jako wytworu sztuki idealnie ukazującego i oddającego istotę ducha apolińskiego. [3] Podobnie – w kontekście nihilizmu – zdanie miał Nietzsche uważając go „za stan, w którym poszukuje się sensu we wszystkim czego się dokonuje” – zob. Wola Mocy, Krytyka nihilizmu,s str. 15, wyd. Etiuda. [4] https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/pseudomorfoza;3964057.html [5] Np. Spengler zestawia w jednym rzędzie takie postacie jak Pitagoras, Mahomet, Cromwell – żyjące notabene w innych kulturach, jak i w innym okresie historycznym.
Czaro44 - awatar Czaro44
ocenił na86 lat temu

Cytaty z książki Kultura krytyki

Więcej
Kevin B. MacDonald Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne Zobacz więcej
Kevin B. MacDonald Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne Zobacz więcej
Kevin B. MacDonald Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne Zobacz więcej
Więcej