rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Kolejny odcinek grafomańskiego cyklu. Nieco lepszy od poprzedniego. Tym razem, po lewakach, prawakach, fanach gier komputerowych i sektach, w rolach bedgajów Rowling obsadza masonów. No, ale nie tylko. Oprócz tego Rowling zareklamowała kolejny uroczy plener, tym razem wyspę Sark (odnoszę wrażenie, że autorka sporo czasu spędza w Google Maps), wytłumaczyła, jak ratuje się umierające złote rybki i ponownie przypomniała, jak istotna w pracy detektywa jest umiejętność posługiwania się „kluczem uniwersalnym”.

Kolejny odcinek grafomańskiego cyklu. Nieco lepszy od poprzedniego. Tym razem, po lewakach, prawakach, fanach gier komputerowych i sektach, w rolach bedgajów Rowling obsadza masonów. No, ale nie tylko. Oprócz tego Rowling zareklamowała kolejny uroczy plener, tym razem wyspę Sark (odnoszę wrażenie, że autorka sporo czasu spędza w Google Maps), wytłumaczyła, jak ratuje się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Jak zwykle u Chandlera - genialny klimat, opisy i dialogi. Monologi, rzecz jasna też.

Jak zwykle u Chandlera - genialny klimat, opisy i dialogi. Monologi, rzecz jasna też.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Dałem autorce siódmą szansę. Niestety. Jak dla mnie słabizna i grafomaństwo. Tak się nie pisze powieści kryminalnych, tak się nie pisze dobrych książek.

Dałem autorce siódmą szansę. Niestety. Jak dla mnie słabizna i grafomaństwo. Tak się nie pisze powieści kryminalnych, tak się nie pisze dobrych książek.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Można rzec - anatomia internetowego trollingu, w świecie fandomów i gier internetowych. Choć odnoszę jednak wrażenie, że jeśli chodzi o technikalia to autor(ka) nie do końca sprawy ogarnia. Utwierdzam się w przekonaniu, że to grafomańska seria.
W bonusie kilka uroczych opisów Cambridge, Whitstable, a zwłaszcza Highgate Cemetery w Londynie (może wreszcie się tam wybiorę).

Można rzec - anatomia internetowego trollingu, w świecie fandomów i gier internetowych. Choć odnoszę jednak wrażenie, że jeśli chodzi o technikalia to autor(ka) nie do końca sprawy ogarnia. Utwierdzam się w przekonaniu, że to grafomańska seria.
W bonusie kilka uroczych opisów Cambridge, Whitstable, a zwłaszcza Highgate Cemetery w Londynie (może wreszcie się tam wybiorę).

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

You see but you do not observe, jak powiedział kiedyś Sherlock Holmes. Marek Kulczyk nie tylko widzi i obserwuje afrykańską rzeczywistość, ale i potrafi te obserwacje ładnie ubrać w słowa.
Co więcej autor, nie epatuje opisami rzekomych wyimaginowanych niebezpieczeństw, co notorycznie zdarzało się i wciąż zdarza się odwiedzającym i opisującym Afrykę.
Książka wciąż, po 25 latach, aktualna i godna uwagi.
Na minus, bardzo niechlujna korekta i redakcja, oraz brak mapki.

You see but you do not observe, jak powiedział kiedyś Sherlock Holmes. Marek Kulczyk nie tylko widzi i obserwuje afrykańską rzeczywistość, ale i potrafi te obserwacje ładnie ubrać w słowa.
Co więcej autor, nie epatuje opisami rzekomych wyimaginowanych niebezpieczeństw, co notorycznie zdarzało się i wciąż zdarza się odwiedzającym i opisującym Afrykę.
Książka wciąż, po 25...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Czytałem tę książkę pierwszy raz wkrótce po tym, jak się ukazałą. Byłem wtedy po lekturze poprzednich Samochodzików, w ostatniej klasie szkoły podstawowej i już wtedy książka nieco mnie rozczarowała. Począwszy od tytułu, poprzez pomysł, żeby dorośli ludzie bawili się w Indian, skończywszy na braku zagadek historycznych. Rok póżniej znalazłem się na kursie żeglarskim i zorientowałem się, że wiedza żeglarska, jaką niemal bezustannie epatował Nienacki i jego alter ego, Pan Samochodzik (używający tu również ksywki Szara Sowa) jest pozorna. Z punktu żeglarskiego punktu widzenia, książka pełna jest błędów, i w rzeczywistości bohater nie zaliczyłby egzaminu na podstawowy stopień zeglarski, tzn żeglarza jachtowego. Reasumując - infantylna historia, pełna źeglarskich herezji, odbiegająca poziomem od tego, do czego przyzwyczaił nas autor.
Na plus - kilka zabawnych dialogów i klimatyczny finał w otoczeniu Śniardw. Wprawdzie i tutaj autor nie ustrzegł się od błędów i dziwaczności, ale kiedy dwa lata poźniej wpłynąłem na Śniardwy, właśnie po części za sprawą tej książki zrobiły na mnie niezapomniane wrażenie. I do dziś mam do tego jeziora jakiś sentyment.

Czytałem tę książkę pierwszy raz wkrótce po tym, jak się ukazałą. Byłem wtedy po lekturze poprzednich Samochodzików, w ostatniej klasie szkoły podstawowej i już wtedy książka nieco mnie rozczarowała. Począwszy od tytułu, poprzez pomysł, żeby dorośli ludzie bawili się w Indian, skończywszy na braku zagadek historycznych. Rok póżniej znalazłem się na kursie żeglarskim i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nieco lepsze, niż poprzedni tytuł w cyklu. Ale tylko nieco.
Zaciekawiło mnie St Mawes - rodzinne miasteczko Cormorana Strike. Akurat w sierpniu tego roku odwiedziłem Falmouth i faktycznie, z przystani odpływa tam prom na drugą stronę, do St Mawes. Szkoda, że nie miałem czasu na wycieczkę, bo opis w książce był zachęcajacy.

Nieco lepsze, niż poprzedni tytuł w cyklu. Ale tylko nieco.
Zaciekawiło mnie St Mawes - rodzinne miasteczko Cormorana Strike. Akurat w sierpniu tego roku odwiedziłem Falmouth i faktycznie, z przystani odpływa tam prom na drugą stronę, do St Mawes. Szkoda, że nie miałem czasu na wycieczkę, bo opis w książce był zachęcajacy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Już dawno temu usłyszałem, że J.K. Rowling pisze pod pseudonimem jakieś kryminały. Ale dopiero kilka dni temu dowiedziałem się, że napisała cały cykl kryminałów, o niejakim Kormoranie Strike. Ten Strike jest prywatnym detektywem. Trochę w nim Philipa Marlowe (upartość , zwyczaj sprawdzania każdego tropu, prowadzenie dziesiątek rozmów z których pozornie niewiele wynika). Sherlocka Holmesa w nim mniej, choć przecież to Londyn, i Strike ma nawet swojego dr Watsona. Watson nazywa się Robin Ellacott i jest kobietą.
Cormoran Strike ma biuro (w którym pomieszkuje) przy Denmark Street czyli tej małej uliczce odchodzącej od Charing Cross Road niedaleko od Tottenham Court Rd Station, gdzie znajdują się sklepy z gitarami i sprzętem muzycznym.
Wydana w 2013 “The Cuckoo's Calling” ( „Wołanie kukułki”, jest pierwszą książką z cyklu, (teraz, w 2024 wyszła już ósma książka)..
Cormoran Strike szwenda się po Londynie, rozmawia ze świadkami i rozwiązuje sprawę. W info o książce jest coś nt barów East Endu, ale to nieprawda, bo Strike porusza się w obrębie centralnych dzielnic. W książce są tylko jakieś nawiązania do serialu East Enders. Przy okazji, w rozdziale, gdzie Strike idąc z restauracji przy Serpentine odwiedza kancelarię Bristowa w South Kensington są jakieś topograficzne niedorzeczności - to zapewne błędy tłumaczenia.
Lubię Londyn, więc ten londyński klimat to dla mnie duży plus. I pokręcona fabuła, nieco jak u Chandlera (choć bez chandlerowego języka i sarkazmu). Na minus wyjątkowo przegadane rozwiązanie akcji.
Ale generalnie, miłe zaskoczenie. Książka - całkiem ok. Na pewno bardziej mi odpowiada, niż Harry Potter.
https://en.m.wikipedia.org/wiki/Cormoran_Strike
Od 2017 BBC kręci kolejne sezony serialu opartych na tych powieściach. Podejrzałem sobie na YT, i chyba serial jest lepszy niż książki.
PS
Faktycznie, jest błąd w tłumaczeniu.
W oryginale jest “Heading for Kensington Tube station, he passed the Queen’s Gate into
Hyde Park”
Co oznacza, nie że:
“Idąc w stronę stacji Kensington, wszedł do Hyde Parku przez Queen’s Gate”
A tylko, że “minął bramę do Hyde Parku”.

Tylko, że to też jest nie tak.
Bo idąc z kancelarii, połoźonej gdzieś przy Kensington Road koło Ambasady Iranu, w stronę najbliższej stacji metra (South Kensington, nie Kensington), powinien skręciċ od razu w Exhibition Road. A on idzie dalej, do Queen’s Gate. Czyli sporo nadrabia.
Po drugie, Queen’s Gate, to nie Hyde Park, tylko Kensington Gardens.
Po trzecie, po Kensington Road jeźdżą autobusy. Więc można się dostać autobusem (z jedną przesiadką) na Denmark St. Szybciej, i w tym przypadku wygodniej i taniej, niż metrem. Do stacji South Kensington ma do przejścia jakiś kilometr (przeszedł z półtora, bo nie skręcił w Exhibition Rd), a podobno noga go bolała.

Już dawno temu usłyszałem, że J.K. Rowling pisze pod pseudonimem jakieś kryminały. Ale dopiero kilka dni temu dowiedziałem się, że napisała cały cykl kryminałów, o niejakim Kormoranie Strike. Ten Strike jest prywatnym detektywem. Trochę w nim Philipa Marlowe (upartość , zwyczaj sprawdzania każdego tropu, prowadzenie dziesiątek rozmów z których pozornie niewiele wynika)....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Przeczytałemniedawno, jakieś ćwierć wieku po pierwszym obejrzeniu filmu „3 dni Kondora”. Flim wybitny, imho. Ale nigdy do końca go nie rozumiałem. Teraz rozumiem. Tylko, że sama książka mocno przeciętna, i scenariusz filmu bardzo się od niej różni.

Przeczytałemniedawno, jakieś ćwierć wieku po pierwszym obejrzeniu filmu „3 dni Kondora”. Flim wybitny, imho. Ale nigdy do końca go nie rozumiałem. Teraz rozumiem. Tylko, że sama książka mocno przeciętna, i scenariusz filmu bardzo się od niej różni.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Rzetelna i wartościowa pozycja. Do tego ładnie wydana. Przydałoby się nowe, uaktualnione wydanie, ale autorka niestety już nie żyje.
Albertyna Szczudłowska-Dembska była egiptologiem i filologiem.
orientalnym, wieloletnią kierowniczką Zakładu Egiptologii Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, profesor Instytutu Historii Wydziału Historyczno-Socjologicznego Uniwersytetu Białostockiego.

Rzetelna i wartościowa pozycja. Do tego ładnie wydana. Przydałoby się nowe, uaktualnione wydanie, ale autorka niestety już nie żyje.
Albertyna Szczudłowska-Dembska była egiptologiem i filologiem.
orientalnym, wieloletnią kierowniczką Zakładu Egiptologii Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, profesor Instytutu Historii Wydziału Historyczno-Socjologicznego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Uff. Nareszcie przeczytane, choć trwało to długie miesiące. Polski tytuł (a konkretnie pierwszy człon polskiego tytułu - „pogrzebana”) uważam za dość niezręczny, no i nie ukrywam, że początkowo książka jakoś mnie nie wciągała. Dopóki nie znalazłem więcej czasu, żeby przeczytać ją do końca w jednym kawałku.

Bliskim Wschodem interesuję się od lat, w szczególności Egiptem i Sudanem, i na coś takiego czekałem od dawna. Tzn. na przekrojowy reportaż, który w jakiś sposób „tłumaczyłby” współczesny Egipt. Niestety, żaden z mistrzów - ani Kapuściński (ten napisał tylko krótkie opowiadanie o swojej krótkiej przygodzie w Kairze), ani później Jagielski tym rejonem się nie zajęli. Być może uznawali Egipt za kraj zbyt mało egzotyczny. A szkoda.
Dopiero ten Hessler.
Niewątpliwym atutem tego reportażu jest fakt, że autor faktycznie odwiedził Egipt (że strawestuję słowa Williama Thackera, specjalisty od literatury podróżniczej). Co więcej - autor spędził tam kilka lat (i to w czasie ważnych dla Egiptu wydarzeń), a nawet, poświęcił swój czas i talent na naukę języka arabskiego. W sumie to pewnie dla niego nic takiego, bo wcześniej, mieszkając i pisząc książki o Chinach nauczył się chińskiego (którym wciąż włada biegle, na tyle, że w Egipcie przeprowadzał wywiady z Chińczykami).
Tak czy siak - to się nazywa profesjonalizm.
Zresztą, spójrzcie na przypisy, posłowie, bibliografię i recenzentów.
Pozycja absolutnie rewelacyjna i godna polecenia.

Uff. Nareszcie przeczytane, choć trwało to długie miesiące. Polski tytuł (a konkretnie pierwszy człon polskiego tytułu - „pogrzebana”) uważam za dość niezręczny, no i nie ukrywam, że początkowo książka jakoś mnie nie wciągała. Dopóki nie znalazłem więcej czasu, żeby przeczytać ją do końca w jednym kawałku.

Bliskim Wschodem interesuję się od lat, w szczególności Egiptem i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kupiłem bez przekonania, bo wydanie mi się nie podobało, ale w Dedalusie cena wyniosła 7 zł, i to jest ok, jak za książkę do przeczytania gdzieś w drodze.

Niby to stary dobry Fiedler. Takie jest początkowe wrażenie. Ale wkrótce okazuje się, że nie tak dobry, jak np. „Gorąca wieś Ambinanitelo”, też o Madagaskarze. Co więcej, odnoszę wrażenie, że to są jakieś resztki niewykorzystane i wycięte z tamtej książki. Miłośnicy Madagaskaru powinni oczywiście przeczytać i to.

I jeszcze…
Rozdział 12 - ten edytorzy mogli autorowi wyperswadować - bo autor powtarza kawałki z rozdziału poprzedniego. I w ogóle ten rozdział jest jakiś niedopracowany. Powiedziałbym nawet, że nie pasuje do reszty, tak jakby jakiś brudnopis Mistrza został wklejony tutaj na siłę.

No i rozdział 19…
Rozdział 19 oceniam jako wyjątkowo niesmaczny i wręcz żenujący. Nie dość, że okazuje się tutaj, że autor podróżuje sobie przez ten Madagaskar głównie w lektyce, to jeszcze demonstruje swój seksizm, i to w mocno kolonizatorskim wydaniu. Faktem jest, ze bezpośrednio w wykorzystaniu nieletniej pijanej Malgaszki nie bral udziału, ale szkoda, ze nie zdobył się na coś wiecej, niż oszczędną dezaprobatę.

Generalnie całość na tak, ale jak na Fiedlera to nie za bardzo. Mimo to daję 6.

Kupiłem bez przekonania, bo wydanie mi się nie podobało, ale w Dedalusie cena wyniosła 7 zł, i to jest ok, jak za książkę do przeczytania gdzieś w drodze.

Niby to stary dobry Fiedler. Takie jest początkowe wrażenie. Ale wkrótce okazuje się, że nie tak dobry, jak np. „Gorąca wieś Ambinanitelo”, też o Madagaskarze. Co więcej, odnoszę wrażenie, że to są jakieś resztki...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Ciężko być księdzem - Żydem w Polsce, równie trudno być księdzem - Żydem w Izraelu.
Ciekawa biografia, a w tle o wschodnioeuropejskim antysemityzmie, kościelnym antyjudaizmie i żydowskim antykatolicyzmie.
Jak na razie- imho - chyba najlepsza książka Rosiaka.

Ciężko być księdzem - Żydem w Polsce, równie trudno być księdzem - Żydem w Izraelu.
Ciekawa biografia, a w tle o wschodnioeuropejskim antysemityzmie, kościelnym antyjudaizmie i żydowskim antykatolicyzmie.
Jak na razie- imho - chyba najlepsza książka Rosiaka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Ciekawy początek, ale po pierwszych 100 stronach historia zaczęła mnie nużyć. Mimo zainteresowania tematem - stopień szczegółowości sprawił że nie wytrwałem do końca. (przekartkowałem do ostatnich rozdziałów - końcówkę znowu daje sie czytać).
Mimo to doceniam. Do tego solidnie wydane, przypisy, bibliografia, i nieco skromny indeks.

Ciekawy początek, ale po pierwszych 100 stronach historia zaczęła mnie nużyć. Mimo zainteresowania tematem - stopień szczegółowości sprawił że nie wytrwałem do końca. (przekartkowałem do ostatnich rozdziałów - końcówkę znowu daje sie czytać).
Mimo to doceniam. Do tego solidnie wydane, przypisy, bibliografia, i nieco skromny indeks.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Jak to z tym Kosińskim było - nie wiadomo. A po przeczytaniu tej książki - wiadomo niewiele więcej.

Biografie filmowe rzadko bywają wierne. Nawet jeśli są to biografie fascynujących osób (a innych biografii się raczej nie filmuje), to scenarzyści i tak uważają że wierne byłyby nie dość ciekawe. Dlatego staram się podchodzIć do nich z dystansem.
Glowacki ma dar opowiadania, ale to przecież scenarzysta filmowy.
Zresztą Głowacki z książki - niby alter ego - też jest scanarzystą piszącym scenariusz. To jak takiemu wierzyć?

„Żeby przynajmniej było napisane co jest na poważnie a co dla jaj” - ten cytat z A. Mleczki przyszedł mi do głowy.
No bo ile w tej ksiażce Głowackiego a ile Kosińskiego?
Czy te seksualne obsesje - to Kosinski czy Glowacki?
I kto tu sobie z nas jaja robi? Głowacki czy Kosiński?
Jednak to męczące...

Jak to z tym Kosińskim było - nie wiadomo. A po przeczytaniu tej książki - wiadomo niewiele więcej.

Biografie filmowe rzadko bywają wierne. Nawet jeśli są to biografie fascynujących osób (a innych biografii się raczej nie filmuje), to scenarzyści i tak uważają że wierne byłyby nie dość ciekawe. Dlatego staram się podchodzIć do nich z dystansem.
Glowacki ma dar opowiadania,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Wkrotce

Wkrotce

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Zapiski tego, co mówi kairska ulica. Książka została opublikowana w 2005, czyli wciąż za Mubaraka. Ciekawe że w ogóle się ukazała, bo kilka wypowiedzi jest jawnie antyrządowych, a i autor wydaje się do entuzjastów Mubaraka nie zaliczać. Czy taka książka mogłaby się ukazać teraz, za panowania Sisiego? Pewnie nie.
W każdym razie - jakiś tam klimat - jest. Ale poza tym - nijakie takie. Do tego odnosi się wrażenie, że kairska ulica to to samo co jakaś polska ulica. Czyli w dużej mierze - elektorat PiS i Konfederacji.
Takie sobie.

Na końcu książki - krótkie, skądinąd ciekawe posłowie autorstwa tłumacza. Opisano tu różnice między formalnym literackim arabskim, a kolokwialnym arabskim, którym mówi się na co dzień. Wyjątkowość i nowatorstwo tej książki ma polegać na tym, że autor użył w niej tego potocznego arabskiego. A ściślej - w narracji odautorskiej mamy do czynienia z arabskim literackim a w dialogach z mówionym, co podobno ma nadawać wypowiedziom taksówkarzy autentyczności. Tyle że ja żadnych istotnych różnic w stylu nie wyczuwam. Wszystko napisane jest w stylu jakimś dziwnie napuszonym i sztucznym.

Zapiski tego, co mówi kairska ulica. Książka została opublikowana w 2005, czyli wciąż za Mubaraka. Ciekawe że w ogóle się ukazała, bo kilka wypowiedzi jest jawnie antyrządowych, a i autor wydaje się do entuzjastów Mubaraka nie zaliczać. Czy taka książka mogłaby się ukazać teraz, za panowania Sisiego? Pewnie nie.
W każdym razie - jakiś tam klimat - jest. Ale poza tym -...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Nazwisko autora było mi rzecz jasna znane, ale jak dotąd, mimo źe nie pogardzam kryminałami, jakoś po jego pozycje nie sięgałem.
Ale właśnie kilka dni temu całkiem przypadkiem znalazłem tę książkę na własniej klatce schodowej
W skrócie:
Niedorzeczna, pełna zbiegów okoliczności fabuła, sztuczno-drętwe dialogi, nieporadny język przypominające próby literackie uczniów gimnazjum.
Oczywiście wiem, że Zeydler-Zborowski był w swoim czasie uznawany za króla polskiego kryminału ale tego fenomenu nie pojmuję.

Nazwisko autora było mi rzecz jasna znane, ale jak dotąd, mimo źe nie pogardzam kryminałami, jakoś po jego pozycje nie sięgałem.
Ale właśnie kilka dni temu całkiem przypadkiem znalazłem tę książkę na własniej klatce schodowej
W skrócie:
Niedorzeczna, pełna zbiegów okoliczności fabuła, sztuczno-drętwe dialogi, nieporadny język przypominające próby literackie uczniów...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana Marcin Dzierżanowski, Anna Gielewska
Ocena 7,3
Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana Marcin Dzierżanowski, Anna Gielewska

Na półkach: ,

Oficjalny opis specjalnie mnie nie zachęcał - jest jakiś taki gazetowo-brukowy. Ale ze względu na wydawnictwo Znak, cenę (8.50 w Dedalusie) i bohatera - dałem ksiażce szansę.
Nie żałuję.

Agent, wariat czy tylko wyrachowany cynik? Na te pytania książka nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Pewne jest tylko, że Macierewicz to szkodnik charyzmatyczny i nietuzinkowy.
A setki wywiadów składają się na fascynującą biografię. Przy okazji tej lektury możemy zapoznać nie tylko z barwną historią życia Macierewicza, ale i z historią opozycji i życia politycznego w Polsce, począwszy od lat 60. Swoją drogą to niesamowite i zaskakujące jak się te obozy i układy polityczne zmieniały.

PS
Motywem przewodnim tej biografii są fragmenty książki Sołżeniczyna pt. Lenin w Zurichu.
Chyba też warto przeczytać.

Mały minus za druk. Być może mi się wzrok już psuje. ale ta kursywa (bo większość książki to cytowane fragmenty wywiadów) jest zdecydowanie bardzo mało czytelna.

Oficjalny opis specjalnie mnie nie zachęcał - jest jakiś taki gazetowo-brukowy. Ale ze względu na wydawnictwo Znak, cenę (8.50 w Dedalusie) i bohatera - dałem ksiażce szansę.
Nie żałuję.

Agent, wariat czy tylko wyrachowany cynik? Na te pytania książka nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Pewne jest tylko, że Macierewicz to szkodnik charyzmatyczny i nietuzinkowy.
A setki...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

W sumie dość interesujące, choć miejscami monotonne. Zwłaszcza gdy autorzy wymieniają rosyjskie inwestycje i jednym ciurkiem podają adresy nieruchomości w Londynie.
Bo wychodzi na to że rosyjscy oligarchowie właśnie Londyn obrali sobie za swoją światowa bazę. Niepokojąca jest skala tej inwazji.
Ciekawe jaki obecnie wpływ ma to rosyjskie lobby na politykę UK i Brexit (ale to już temat na kolejną książkę). IMHO zagrożenie ze strony Rosjan jest znacznie groźniejsze dla Anglików niż to ze strony islamu. Tylko, że ci Anglicy jakoś tego nie zauważają.
Klasowe społeczeństwo brytyjskie szybko zaakceptowało nowych sąsiadów, którzy przecież dochodzili do majątków w sposób co najmniej kontrowersyjny. Ale cóż, pecunia non olet.

Tak czy siak zupełnie inaczej patrzę teraz na Londyn spacerując ulicami Mayfair, Kensington, Belgravii, czy Chelsea (może nawet kiedyś wezmę ze sobą tę książkę w charakterze przewodnika).


Na minus - niestaranna redakcja, bo trochę błędów znalazłem:

97 jest Solos zamiast Soros
98 jw

105
Putin powiedział że jego ulubionym ciosem judo jest de-ashi-barai
'De ashi barai' to rzut, a szczegółowiej - podcięcie. W judo w zasadzie nie ma ciosów (i nie trzeba być wielkim specjalistą od sportu żeby wiedzieć, czym się różni judo od karate)

107
"ogrody utrzymane w wytwornym formalnym angielskim stylu"
tymczasem styl angielski w ogrodnictwie cechuje swoboda i brak formalizmu

369
W gminie Royal Borough, obejmującej Kensington i Chelsea - może się tu czepiam, ale jednak trochę niezręczne to tłumaczenie

W sumie dość interesujące, choć miejscami monotonne. Zwłaszcza gdy autorzy wymieniają rosyjskie inwestycje i jednym ciurkiem podają adresy nieruchomości w Londynie.
Bo wychodzi na to że rosyjscy oligarchowie właśnie Londyn obrali sobie za swoją światowa bazę. Niepokojąca jest skala tej inwazji.
Ciekawe jaki obecnie wpływ ma to rosyjskie lobby na politykę UK i Brexit (ale...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to