Poświąteczne morderstwo

- Kategoria:
- kryminał, sensacja, thriller
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2023-11-21
- Data 1. wyd. pol.:
- 2023-11-21
- Liczba stron:
- 360
- Czas czytania
- 6 godz. 0 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788383350813
Błyskotliwe dialogi, nietuzinkowi bohaterowie i zwodnicze tropy – Poświąteczne morderstwo to wyjątkowy bożonarodzeniowy kryminał.
Stary dobry wujek Willie, nienasycony łakomczuch i epickie utrapienie w jednym, przybywa na wieś, aby spędzić z krewnymi święta. Traf chce, że w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia zostaje znaleziony martwy w śniegu w stroju Świętego Mikołaja. Wygląda na to, że ktoś mógł zatruć jego czekoladkę… A może chodziło o babeczkę?
Policja zaczyna krążyć po domu, a potomkowie Williego, dawni przyjaciele i dalecy krewni zostają wciągnięci w zagmatwane śledztwo. Kto mógł zyskać na jego śmierci? Nadinspektor Culley, próbując dociec, co się dokładnie wydarzyło, napotyka przeróżne komplikacje…
Poświąteczne morderstwo, po raz pierwszy opublikowane w 1944 roku, zręcznie wykorzystuje schematy kryminałów Złotej Ery. Napisane jest z ogromną swadą i ze wspaniałym poczuciem humoru.
„Poświąteczne morderstwo, pełne ekscentrycznych krewnych, dziwacznych wydarzeń i zabawnych dialogów, gwarantuje znakomitą rozrywkę”. Tom Nolan, „Wall Street Journal”
Kup Poświąteczne morderstwo w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Poświąteczne morderstwo
Poznaj innych czytelników
264 użytkowników ma tytuł Poświąteczne morderstwo na półkach głównych- Chcę przeczytać 139
- Przeczytane 121
- Teraz czytam 4
- Posiadam 16
- 2023 9
- Legimi 7
- 2024 4
- Świąteczne 4
- Wyzwanie LC 2024 3
- Ebook 3




























OPINIE i DYSKUSJE o książce Poświąteczne morderstwo
Więcej opinii znajdziesz na www.jakeczyta.blogspot.com
Idealnie po świętach wpasowało się Poświąteczne morderstwo. Trzymałem tę książkę na półce chyba ze dwa lata i żałuję, że dopiero teraz po nią sięgnąłem.
Bogaty, ekscentryczny wujek Willie zostaje zaproszony na święta Bożego Narodzenia do wiejskiego domu swojej pasierbicy. Wszyscy w rodzinie wiedzą, że w przypadku jego śmierci nie ugrają niczego — testament dotyczy wyłącznie jego żony. Nie przeszkadza to jednak poczciwemu małżeństwu przyjąć krewnego na święta i snuć niewinne żarty o morderstwie. Kiedy jednak w drugi dzień świąt wujek Willie, przebrany za Świętego Mikołaja, zostaje znaleziony martwy, nikomu nie jest do śmiechu.
Owszem, Willie był łakomczuchem i utrapieniem dla otoczenia, a jego pamięć coraz częściej zawodziła, ale żeby od razu go mordować? I to przy użyciu zatrutych czekoladek. Nadinspektor Culley, próbując dociec prawdy, spotyka krewnych, znajomych i przyjaciół zmarłego — a każdy z nich mógł mieć motyw.
Uwielbiam książki ze złotej ery kryminału i Poświąteczne morderstwo czerpie z tego okresu garściami. Rupert Latimer w fantastyczny sposób zabiera czytelnika w podróż do pozornie sielankowej rezydencji, w której w tle toczy się cicha wojna. Błyskotliwe i zabawne dialogi, nietuzinkowe postacie oraz zagadka, która wodzi za nos nawet najbardziej doświadczonych czytelników, składają się na bardzo udaną całość.
Nie znajdziemy tu szczególnie lekkiego języka, ale jego bogactwo sprawia, że książkę czyta się szybko i z prawdziwą przyjemnością. Ograniczenie miejsca akcji do jednego budynku przywodzi na myśl klasyki Agathy Christie i jednocześnie zawęża pole dla dynamicznych wydarzeń. To właśnie w tych ramach autor pokazuje swój kunszt i ostry umysł, tworząc intrygę, która zaskakuje finałem. Jest też oczywiście detektyw — nadinspektor Culley — którego zamiłowanie do krzyżówek daje mu zupełnie inną perspektywę w rozwiązywaniu tajemnicy.
Poświąteczne morderstwo, wydane po raz pierwszy w 1944 roku, okazuje się książką ponadczasową. Motywy, relacje międzyludzkie i sama zbrodnia pozostają uniwersalne, niezależnie od epoki. Bardzo dobrze bawiłem się podczas lektury, a sięgnięcie po tę książkę zimą tylko dodało jej uroku. Bardzo dobra lektura.
Więcej opinii znajdziesz na www.jakeczyta.blogspot.com
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIdealnie po świętach wpasowało się Poświąteczne morderstwo. Trzymałem tę książkę na półce chyba ze dwa lata i żałuję, że dopiero teraz po nią sięgnąłem.
Bogaty, ekscentryczny wujek Willie zostaje zaproszony na święta Bożego Narodzenia do wiejskiego domu swojej pasierbicy. Wszyscy w rodzinie wiedzą, że w przypadku jego...
Absolutnie genialny kryminał. Przewyższa wszystko co czytałem anglosaskich oldtimerów z Agathą na czele. Autor jest wirtuozem dialogów. Stosunkowo łatwo jest pisać opisy, trudniej wymyśleć fabułę. Bardzo trudno poprowadzić wciągającą akcję. Ale napisać dobre dialogi to prawdziwa sztuka. Na ilu to już książkach się zawiodłem gdy okazywało się że postacie nie mają nic ciekawego do powiedzenia lub zgoła opowiadają straszne głupoty.
Ta książka składa się w 90% z dialogów. A spis treści to prawdziwy... majstersztyk (nie znoszę tego słowa).
Dziwię się tak niskim ocenom. Może to współczesna gonitwa za "akcją" i "szokowaniem".
Gorąco polecam miłośnikom angielskich klimatów.
Absolutnie genialny kryminał. Przewyższa wszystko co czytałem anglosaskich oldtimerów z Agathą na czele. Autor jest wirtuozem dialogów. Stosunkowo łatwo jest pisać opisy, trudniej wymyśleć fabułę. Bardzo trudno poprowadzić wciągającą akcję. Ale napisać dobre dialogi to prawdziwa sztuka. Na ilu to już książkach się zawiodłem gdy okazywało się że postacie nie mają nic...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka jest Grinchem wśród książek świątecznych. Jest tak słaba, że miałam ochotę zadławić się babeczką bakaliową już w jednej trzeciej, a potem było tylko gorzej. Daję 2 tylko dlatego, że fabuła - gdyby ktoś to arcydzieło napisał od nowa, bez dialogów wywołujących myśli samobójcze u czytelników, antypatycznych bohaterów, nieśmiesznych żartów i ton kretyńskich teorii po drodze - sama w sobie była znośna.
Ta książka jest Grinchem wśród książek świątecznych. Jest tak słaba, że miałam ochotę zadławić się babeczką bakaliową już w jednej trzeciej, a potem było tylko gorzej. Daję 2 tylko dlatego, że fabuła - gdyby ktoś to arcydzieło napisał od nowa, bez dialogów wywołujących myśli samobójcze u czytelników, antypatycznych bohaterów, nieśmiesznych żartów i ton kretyńskich teorii po...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to123/180/2024
Wyzwanie LC grudzień 2024 - Motyw świąteczny
Dżizas, cóż to za kiepska powieść. Autor chciał namotać i to mu się udało, ale przedobrzył. Nie mam nic przeciwko zwrotom akcji (Ahnhem jest w tym bardzo dobry, jako pierwszy przyszedł mi do głowy),ale ludzie, bez przesady! Trup nie padł wtedy, tylko onegdaj. Inny nie onegdaj, tylko naonczas. Plotą, mącą, mało logicznie i jeszcze mniej wiarygodnie, ale może te brytyjskie błękitnokrwiste tak mają? A może zaciemnienia, naloty i ewakuacje padły im na mózgi? Nieładnie robić sobie brzydkie uwagi odnoszące się do wojennych realiów, wiem, ale przy tej powieści samo najgorsze ciśnie mi się na usta. I na mózg. I na wątpia.
Jedna gwiazdka za odmalowane realia, pod tym względem książka ma swój urok. Miałaby większy, gdyby bohaterowie zamkli paszcze...
Jedno zdanie szczególnie mnie urzekło: "Myśli mi się już trochę rozbiegają." O, tak! wszystkim tam się myśli rozbiegły, we wszystkie strony świata, a częściowo może i w kosmos.
"Tak, przyznaję, że w pewnym okresie życia było ze mną kiepsko - o mało nie poszedłem do pracy! (...) więc znowu byłem uratowany przed tym najcięższym upokorzeniem, czyli wzmiankowaną koniecznością podjęcia pracy i zacząłem, jak przystało na dżentelmena, znowu pić!"
123/180/2024
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWyzwanie LC grudzień 2024 - Motyw świąteczny
Dżizas, cóż to za kiepska powieść. Autor chciał namotać i to mu się udało, ale przedobrzył. Nie mam nic przeciwko zwrotom akcji (Ahnhem jest w tym bardzo dobry, jako pierwszy przyszedł mi do głowy),ale ludzie, bez przesady! Trup nie padł wtedy, tylko onegdaj. Inny nie onegdaj, tylko naonczas. Plotą, mącą, mało...
Poległam w niesamowitej ilości nazwisk, krewnych, przyjaciół i bliżej nieokreślonych znajomych. Czytam dużo kryminałów, ale tu niestety dałam za wygraną, zanim pojawił się w ogóle denat. Jakoś niejasno, chaotycznie, nielogicznie, nie dla mnie, nie rozumiałam czemu choinka ubierana w drugi dzień świąt, jakie naloty, a jeśli w czasie wojny akcja to bohaterowie jakoś niczego sobie odmawiają.
Poległam w niesamowitej ilości nazwisk, krewnych, przyjaciół i bliżej nieokreślonych znajomych. Czytam dużo kryminałów, ale tu niestety dałam za wygraną, zanim pojawił się w ogóle denat. Jakoś niejasno, chaotycznie, nielogicznie, nie dla mnie, nie rozumiałam czemu choinka ubierana w drugi dzień świąt, jakie naloty, a jeśli w czasie wojny akcja to bohaterowie jakoś niczego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwięta, święta i po świętach. Zwyczajowo w okresie poświątecznym znajduje się niezjedzone rzeczy - ale nie w powieści Latimera, nie. Tam znajduje się trupa.
Problemem klasycznych angielskich kryminałów jest to, że są klasycznymi angielskimi kryminałami - jeśli przeczytało się jeden to trochę jakby przeczytało się wszystkie. Oczywiście są pomiędzy nimi różnice, ale ogół klimatu, sposób opisywania wydarzeń czy budowanie postaci i ich wzajemnych relacji opiera się o specyficzną formułę. W świetle tego wypada zapytać czy “Poświąteczne morderstwo” jest ponadprzeciętnym przedstawicielem gatunku? Nie dla mnie, ale zawsze będzie to kwestia preferencji.
Angielska wieś, specyficzne poczucie humoru, swego rodzaju teatralność w zachowaniu bohaterów - wszystko jest tutaj na miejscu, ale zostaje przyćmione przez mało wyrazistych bohaterów, których na dodatek jest zwyczajnie za dużo. Pomimo niezbyt dużego rozmiaru, “Poświąteczne morderstwo” obfituje w postacie, a czytelnik w trakcie lektury musi biedzić się nad zapamiętaniem imion i nazwisk tego tłumu. Akcja w teorii jest całkiem wartka i pełna zwrotów, ale rozgrywa się w dialogach, które mają może i względnie urokliwy styl, ale widać w nich czas jaki upłynął od premiery książki. Trochę więcej w tym wszystkim obyczajówki niż kryminału.
Najprostszą diagnozą dla “Poświątecznego morderstwa” jest brak chociaż jednego bohatera, któremu moglibyśmy kibicować albo który stanowiłby centralny punkt powieści. Pełniący rolę tutejszego Poirot nadinspektor Dudley nie jest w stanie udźwignąć na swoich barkach fabuły - a chociaż autor stara się faszerować historię humorem to jest on na tyle specyficzny i nieco monotonny, że nie stanowi realnego substytutu dla innych elementów, które mogłyby sprawić, że książka byłaby świetna.
W moim odczuciu książka Latimera jest co najwyżej niezła. Czyta się płynnie i ma swoje jasne punkty, ale nie wybija się niczym ponad “typowy brytyjski kryminał”. Czas nie stracony, ale wątpię, żebym wspominał “Poświąteczne morderstwo” bardzo ciepło.
https://www.facebook.com/gniazdoszeptunow
Święta, święta i po świętach. Zwyczajowo w okresie poświątecznym znajduje się niezjedzone rzeczy - ale nie w powieści Latimera, nie. Tam znajduje się trupa.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProblemem klasycznych angielskich kryminałów jest to, że są klasycznymi angielskimi kryminałami - jeśli przeczytało się jeden to trochę jakby przeczytało się wszystkie. Oczywiście są pomiędzy nimi różnice, ale ogół...
„- Chcesz powiedzieć, że będzie u nas mieszkał do końca wojny?
- Może tylko do końca życia, kochanie”[1].
Państwo Redpath chyba niezbyt cieszą się na odwiedziny wujka Williego. Ich rozmowy na ten temat cechuje czarny humor. Bogaty staruszek raczej rodzinie przeszkadza, ale wypada zaprosić go na święta, mając na względzie, iż wojna udaremniła jego zwyczajowy wyjazd do Włoch. „Ale można na to spojrzeć od bardziej optymistycznej strony: przypuszczalnie umrze tutaj, co będzie bardzo miłe”[2]. Redpath'owie muszą być zaskoczeni, kiedy te makabryczne żarty staja się faktem, a wujek zostaje znaleziony martwy w stroju Mikołaja. Wielu miało motyw, aby skrócić życie staruszka. Kto był najbardziej zdeterminowany? Kto najwięcej zyskał?
„Poświąteczne morderstwo” okazało się sympatycznym, acz dziwnym kryminałem. Jest to książka dla osób, które lubią angielski humor. Ta grupa najbardziej doceni dialogi jakimi raczy czytelników Rupert Latimer. Do tej powieści trzeba podejść z dystansem, wtedy zagwarantuje nam ona dobrą zabawę.
Autor wprowadza wiele postaci i w toku fabuły wywleka rodzinne tajemnice. Wydaje nam się, że wujek Willy przeszkadza dosłownie każdemu. Ja miałam wrażenie, że Rupert Latimer nie do końca umie przekazać to co chciał w tej książce zawrzeć. Mówiąc prosto, wkrada się tu chaos. Przykładowo, mówiąc o jakiś personach autor i jego bohaterowie zachowują się tak, jakby dla czytelnika było oczywiste, kto jest kim. Brakuje tu subtelnych wprowadzeń, cech charakterystycznych, które pomogą odbiorcy sobie wszystko poukładać. Rupert Latimer stara się pokomplikować fabułę i szeroki wachlarz postaci daje mu pole do popisu, jednak angielski humor nie ułatwia śledzenia treści. Trzeba się trochę „napocić”, żeby wyłapać wszystkie smaczki i niuanse.
Powieść „Poświąteczne morderstwo” poleciałbym raczej zdeklarowanym fanom literatury angielskiej. Rupert Latimer napisał nieco skomplikowany kryminał, acz utrzymany w klasycznym nurcie, czyli „bezkrwawo”. Jest też on na wskroś brytyjski, co potencjalni czytelnicy powinni wziąć pod uwagę.
[1] Rupert Latimer, „Poświąteczne morderstwo”, tłum. Tomasz Bieroń, wyd. Zysk i s-ka, Poznań 2023, s. 8.
[2] Tamże, s. 9.
„- Chcesz powiedzieć, że będzie u nas mieszkał do końca wojny?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- Może tylko do końca życia, kochanie”[1].
Państwo Redpath chyba niezbyt cieszą się na odwiedziny wujka Williego. Ich rozmowy na ten temat cechuje czarny humor. Bogaty staruszek raczej rodzinie przeszkadza, ale wypada zaprosić go na święta, mając na względzie, iż wojna udaremniła jego zwyczajowy wyjazd do...
Święta Bożego Narodzenia to coś, co kojarzy się pozytywnie. Puszysty śnieg, kolorowe lampki, prezenty pod choinką, śmieszne sweterki, a także gorące potrawy na stole. To takie najważniejsze elementy, szczególnie w przestrzeni filmowej, która bardzo często ociera się o bajkę. Przestrzeń słowa pisanego bywa zupełnie inna.
Przykładem może być „Poświąteczne morderstwo” Ruperta Latimera. Choć na pierwszy rzut oka okładka sugeruje przytulne miejsce, tak pierwsze strony weryfikują wszystko.
Sir Willoughby Keene-Cotton to bardzo majętny człowiek, który cieszy się największą antypatią pod słońcem. Gdzie okiem nie rzucić, tam znajdzie się ktoś, kto chciałby skrócić jego pobyt wśród żywych lub wykorzystać. Mało tego, są tacy, którzy w ogóle się z tym nie kryją. Co na to sam zainteresowany? Zdaje się o wszystkim wiedzieć i niczym nie przejmować. Jednak święta Bożeno Narodzenia zmusiły go do zamieszkania wraz z rodziną, a zatem obcowania z osobami, które go znają i nie przepadają za nim. Tym razem Willie nie miał szczęścia. Te święta okazały się dla niego ostatnimi. Ale chwilkę… Kto mu „pomógł”? Do domu zjechało bardzo dużo ludzi. Jak odnaleźć sprawcę? A może było ich kilku?
To jedna z tych książek, w których morderstwa trzeba wypatrywać. Jest bowiem długi wstęp, a dopiero potem pojawia się przyszły denat, który dopiero po jakimś czasie zamyka oczy na wieczność. Tym samym ostrzegam osoby, które lubią akcję już od pierwszej strony; będziecie musieli poczekać. Jednocześnie zaznaczam, że oczekiwanie nie należy do najłatwiejszych. I to wina nie tyle stylu autora, co bohaterów, których charakteryzuje przede wszystkim wyniosłość i mnogość. Zasadzają się oni w myślach na przyszłego denata jak sępy, co jest w sumie nudne. To jest coś, co bardzo mnie bolało, bo ile można czytać, że ktoś chętnie by go zabił, bo to czy tamto… Po chwili pojawiał się ktoś inny i schemat się powtarzał. Ja rozumiem, że ktoś mógłby napomknąć, że pragnie czyjejś śmierci, ale na Boga, wszyscy? Owszem, utrudnia to szukanie sprawcy, ale mimo wszystko jest bardzo irytujące. Tym samym czułam pewnego rodzaju wstręt do bohaterów. W każdej rodzinie może pojawić się ktoś, kto irytuje resztę, ale nie wyobrażam sobie, żebym chodziła i fantazjowała, jak pozbawić go życia. Albo że robi to ktoś z moich bliskich. Tu już jest coś mocno nie tak z psychiką.
Pojawił się również motyw mało ogarniętego przełożonego i dość bystrych podwładnych – mam tu oczywiście na myśli służby prowadzące śledztwo. I choć na tej płaszczyźnie akcja przebiegała całkiem sprawnie, tak początkowo nie mogłam się nadziwić komunikacji, która wyglądała nienaturalnie. I mam tu na myśli dialogi wszystkich bohaterów, nie tylko mundurowych. Ale tutaj wyjaśnieniem jest czas pisania książki, gdyż po raz pierwszy opublikowana została w 1944 roku. Zrozumiałe zatem, że styl pisarski był wówczas nieco inny. Mało tego, akcja książki rozgrywa się w Anglii, a w tle jest II wojna światowa. Gdy połączyłam kropki, treść nagle stała się dla mnie zupełnie inna. Piszę o tym, bo jest wielu, takich jak ja, którym może to umknąć, a którzy niesłusznie mogą zacząć odbierać „Poświąteczne morderstwo” jako coś ciężkostrawnego czy niedopracowanego. Jeśli znajdzie się choć jedna osoba, która dzięki mojej opinii zwróci na to uwagę jeszcze przed rozpoczęciem czytania, i będzie to robiła z właściwym nastawieniem, to warto było o tym wspomnieć.
Z mojego punktu widzenia, książka ta wybrzmiewa bardzo nienaturalnie i mogłabym to podkreślać bez końca. Jest w niej tyle niedorzeczności jak na kryminał, że moja głowa wciąż nie potrafi tego ogarnąć. Jeśli kiedyś pisano w tak naiwny i sztuczny sposób, to śmiem twierdzić, że gdyby dane mi było żyć sto lat wcześniej, to czytanie z pewnością nie należałoby do moich ulubionych zajęć. Bo gdzie tu logika, kiedy ktoś przyznaje się do zbrodni, a śledczy bardzo kulturalnie zaprzecza, że to na pewno pomyłka. Albo wystarczy jedno zdanie, by ten sam śledczy ot tak patrzył na kogoś jako na niewinnego. No gdzie tu sens?
Ale mimo wielu absurdów „Poświąteczne morderstwo” na swój pokręcony sposób ma swój urok. Nie będę ukrywać, iż byłam ciekawa, jak to w końcu pożegnał się z życiem sławny wujaszek, bo były momenty, gdzie łapałam się za głowę; tyle było wariantów. I nie ukrywam też, że były momenty, kiedy czytało mi się naprawdę dobrze; głównie od połowy. Koniec końców oswoiłam się z piórem autora oraz nieporadnością kilku bohaterów. Ale czy chciałabym po raz drugi zanurzać się w takim świecie? Raczej nie. Uwielbiam kryminały, ale zdecydowanie nie tego typu. Niemniej polecam przeczytać, by zrozumieć, co dokładnie mam na myśli, ale przede wszystkim by zobaczyć, jak kiedyś pisano. To naprawdę ciekawe doświadczenie!
Święta Bożego Narodzenia to coś, co kojarzy się pozytywnie. Puszysty śnieg, kolorowe lampki, prezenty pod choinką, śmieszne sweterki, a także gorące potrawy na stole. To takie najważniejsze elementy, szczególnie w przestrzeni filmowej, która bardzo często ociera się o bajkę. Przestrzeń słowa pisanego bywa zupełnie inna.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzykładem może być „Poświąteczne morderstwo” Ruperta...
Czy ja się przejadłam kryminałami? A może już nie umiem ich czytać? Kurde, noooo.... 🤨
Opis zapowiadał: "Błyskotliwe dialogi, nietuzinkowi bohaterowie i zwodnicze tropy..." - zwodnicze tropy owszem namieszane tu jest tak, że tylko autor wie co chciał napisać.... Ale reszta? Gdzie te błyskotliwe dialogi? Ja chyba przeczytałam inna książkę! A ci bohaterowie? Nie polubiłam żadnego.... A miała być to taka fajna, kryminalna książka idealna na wieczór.... To trudno... Nauczyłam się jeść maliny i nie zaznaczać cytatów - tyle z tego....
Ja chyba zdecydowanie preferuje amerykański humor, ten angielski jakoś tak mnie nie kupuje... A szkoda.... To klasyczna powieść i chyba jednak one nie są dla mnie. Nie że ich nie rozumiem. Nie trafia do mnie ich humor, styl, klimat. 🙄
Stary dobry wujek Willie, nienasycony łakomczuch i epickie utrapienie w jednym, przybywa na wieś, aby spędzić z krewnymi święta. Traf chce, że w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia zostaje znaleziony martwy w śniegu w stroju Świętego Mikołaja. Wygląda na to, że ktoś mógł zatruć jego czekoladkę… A może chodziło o babeczkę?
Policja zaczyna krążyć po domu, a potomkowie Williego, dawni przyjaciele i dalecy krewni zostają wciągnięci w zagmatwane śledztwo. Kto mógł zyskać na jego śmierci? Nadinspektor Culley, próbując dociec, co się dokładnie wydarzyło, napotyka przeróżne komplikacje…
Kto miał motyw? Kto jest winny? Kto rozwiąże zagadkę.... Nie wiem. Ale wiem jedno - akcenty danej epoki są tu znikome. Ja ich nie widzę. Może w innych czasach... Może ja jako nie znawca stylu ich nie widzę, może ktoś się tym zachwyci, no ale nie ja. Jedyne co było urokliwe to listy.
Uważajcie na babeczki i czekoladki 😋
Czy ja się przejadłam kryminałami? A może już nie umiem ich czytać? Kurde, noooo.... 🤨
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpis zapowiadał: "Błyskotliwe dialogi, nietuzinkowi bohaterowie i zwodnicze tropy..." - zwodnicze tropy owszem namieszane tu jest tak, że tylko autor wie co chciał napisać.... Ale reszta? Gdzie te błyskotliwe dialogi? Ja chyba przeczytałam inna książkę! A ci bohaterowie? Nie polubiłam...
Podczas drugiej wojny światowej Rhoda i Frank Redpath, dobrze sytuowane małżeństwo z angielskiej prowincji mieszkające z dobroduszną ciotką mężczyzny, dobrym duchem rodziny panną Pauliną Redpath, niechętnie zapraszają na Święta Bożego Narodzenia nieznośnego ojczyma kobiety, który zgromadził ogromny majątek, dobiegającego dziewięćdziesiątki sir Willoughby'ego Keene-Cottona. Tegoroczne święta u państwa Redpath zapowiadają się nadzwyczaj skromnie; poza wujkiem Williem mają gościć tylko swego jedynego syna Johna i jego narzeczoną Margery Dore, ale kiedy okolicę obiega wiadomość o przyjeździe sławnego Keene-Cottona, nadzieje Franka i Rhody się spełniają: mogą zorganizować upragnione przyjęcie świąteczne bez obaw o poniżającą lawinę odrzuconych zaproszeń. I faktycznie, w skromnej posiadłości Redpathów gromadzi się cała śmietanka towarzyska z Mewdley i okolic, w nadziei na poznanie bogatego staruszka, jak zawsze dającego się we znaki rzekomo wspaniałomyślnym gospodarzom. A po świętach okolicę obiega kolejna sensacyjna wiadomość: sir Willoughby Keene-Cotton został znaleziony martwy przed domem państwa Redpath, a jego stary znajomy, nadkomisarz hrabstwa Smythe nie wyklucza zabójstwa. Sprawę powierza nadinspektorowi Culleyowi, najbardziej przenikliwemu ze swoich podwładnych, który ma potwierdzić bądź wykluczyć celowe otrucie upartego starszego pana.
Rupert Latimer (właściwie Algernon Vernon Mills) urodził się w 1905 roku w Wildernesse Park w Sevenoaks w angielskim hrabstwie Kent. Pochodził z zamożnej rodziny – jego babcia była właścicielką zabytkowej posiadłości Wildernesse House: najwcześniejsze wzmianki o tej budowli pochodzą z XIV wieku, a gościł w niej między innymi książę Wellington niedługo przed bitwą pod Waterloo. Latimer wychował się w luksusie, ale już w dzieciństwie mocno podupadł na zdrowiu za sprawą skażonych dzikich truskawek skonsumowanych podczas zwiedzania Francji. Zachorował na dur brzuszny - dla jego starszej siostry i ich pielęgniarki ten posiłek okazał się śmiertelny – a przez resztę życia zmagał się z epilepsją i kulał. Kiedy dorósł na jakiś czas związał się z teatrem - pracował choćby z Arnoldem Ridleyem, brytyjskim aktorem i dramaturgiem, najbardziej kojarzonym ze sztuką „The Ghost Train” po raz pierwszy wystawioną w 1923 roku - a na scenę literacką prawdopodobnie wkroczył w 1933 roku: dowcipna powieść pierwotnie opublikowana pt. „Jam Today” (zdaje się, wznowiona jako „The Unenchanted Circle”, która może być też alternatywnym tytułem legendarnego utworu kryminalnego Latimera „Death in Real Life”). A w 1944 roku „pochwalił się” (po)świątecznym kryminałem, docenionym przez krytyków „Murder After Christmas” - pierwsza polska edycja, pod tytułem „Poświąteczne morderstwo”, pojawiała się dopiero w roku 2023 w wyniku działalność oficyny Zysk i S-ka; okładkę zaprojektowała Paulina Radomska-Skierkowska, a tłumaczył Tomasz Bieroń – potem zdiagnozowano u niego guza mózgu; zmarł w 1953 roku.
W 2021 roku Biblioteka Brytyjska (The British Library) w ramach zacnego projektu pt. British Library Crime Classic (wznowienia głównie zapomnianych utworów kryminalnym z lat 1860-1950) zaprezentowała współczesnym czytelnikom jedną z dwóch lub trzech - tego jeszcze nie ustalono – powieść brytyjskiego dżentelmena w pierwszej połowie XX wieku publikującego pod pseudonimem Rupert Latimer. Przedruk wzbogacony o krótką rozprawę Martina Edwardsa - której nie znajdziemy w premierowym polskim wydaniu „Poświątecznego morderstwa” - brytyjskiego autora kryminałów, który podjął się niełatwego zadania przybliżenia sylwetki Algernona Vernona Millsa. Chorowitego artysty z rozbrajającym poczuciem humoru. Wydana podczas drugiej wojny światowej - w tym okresie toczy się też akcja książki - na rodzimym „poletku” autora (w Anglii) opowieść o śmierci „Świętego Mikołaja”. Przebranego „złego ducha rodziny”, który mógł paść ofiarą własnego łakomstwa. Sir Willoughby Keene-Cotton szczycił się dobrym zdrowiem i monstrualnym apetytem, ale dla swojej pasierbicy Rhody Redpath, z domu Hepworth, i tym bardziej jej męża Franka, przede wszystkim był rozkapryszonym starcem, który „na złość mamie chętnie odmrażał sobie uszy”. Irytująca przekora, ośli upór i rażąca niesprawiedliwość wszechświata: urodzenie pod szczęśliwą gwiazdą. W swoim długim życiu wujek Willie wszedł w niejeden intratny związek małżeński, przeżył niejedną bogatą wybrankę, niezmiennie dziedzicząc cały jej majątek. W tym część, która podobno miała przypaść Rhodzie, ale o to nie ma prawa gniewać się na ojczyma, bo chciwość nigdy nie była jego przywarą. Ten problem rozwiązali w cywilizowany sposób – kobieta dostała wszystko, co za życia zgromadziła jej matka, a Willie nawet tego nie odczuł; drobne dla takiego „króla Midasa” jak on – ale kością niezgody pozostał Frank. Według sir Keene-Cottona człowiek niegodny panny Hepworth. Lekkoduch pochodzący z niższej warstwy społecznej, wymądrzający się dyletant, pasożytujący na społecznym statusie małżonki. Zdeklarowany pacyfista, którego ulubioną rozrywką jest „robienie sąsiadom wody z mózgu”. Potworna niemożność zaszufladkowania bliźniego – udręka z premedytacją podsycana przez niereformowalnego członka niewielkiej angielskiej niby wspólnoty. Społeczność wiejska, która w ostatnim czasie nieco się rozrosła. O ułamek tak zwanych ewakuowanych – przesiedlenia ludności, które przynajmniej w świecie przedstawionym przez Ruperta Latimera, nie są tak kłopotliwe, jak reglamentacja towarów i zaciemnienie – wśród których znalazła się także Paulina Redpath, ukochana ciotka Franka, stara panna, „wykwalifikowana swatka”, która od wielu lat cieszy się również bezwzględnym zaufaniem kobiety, z którą fortunnie stanął na ślubnym kobiercu – jej nieodżałowana rodzicielka była przyjaciółką i pracodawczynią Pauliny, poza wszystkim innych pełniącej obowiązki guwernantki słodkiej Rhody.
Czekoladki w bałwanie, potencjalnie skandalizująca biografia, zaginione notatki denata, alarmujące ślady stóp na mocno teoretycznym miejscu zbrodni, zatrute jedzenie, zaginiony spadkobierca i te przeklęte babeczki bakaliowe w dziwnych miejscach pochowane. A to tylko wybrane elementy prawdopodobnie najtrudniejszej zagadki kryminalnej w policyjnej karierze nadinspektora Culleya, Sherlocka Holmesa Rupera Latimera, pokornego „sługi” majora Smythe'a, coraz bardziej żałującego, że w jesieni życia zebrało się mu na bycie przydatnym w wojennym chaosie. Kontynuacja patriotycznej misji chełpliwego obywatela na posterunku policji w Mewdley. Nadkomisarz hrabstwa przeceniający swoje zasługi w śledztwie w sprawie tajemniczej śmierci starszego pana. Prędzej norma niż nagła potrzeba udowodnienia swej przydatności – można to wyczytać z reakcji nadinspektora Culleya i sierżanta Dawesa, który na rozkaz Smythe'a, bez widocznego żalu, przekazał temu pierwszemu poświąteczną zagadkę z Four Corners, gdzie w wieczór poprzedzający odnalezienie zwłok staruszka w stroju Świętego Mikołaja, odbyło się huczne przyjęcie, w którym uczestniczył między innymi nadkomisarz Smythe. I wszystko wskazywałoby na nieszczęśliwy wypadek, ewentualnie zgon naturalny – jak by nie patrzeć sir Willoughby Keene-Cotton miał prawie dziewięćdziesiąt lat – gdyby domorosły detektyw John Redpath nie zauważył, albo przezornie zatrzymał to odkrycie dla siebie, przeczących tym wersjom wydarzeń odcisków stóp niedługo odbitych na śniegu. Zadeptana poszlaka, która wprawdzie może się okazać przysłowiowym gwoździem do trumny jego rodziców, ale taki szczegół nie może powstrzymać urodzonego śledczego. Rozwiązanie zagadki ponad wszystko – John zawsze taki był, dlatego Rhoda i Frank nie są zdziwieni jego nieugiętą postawą w obliczu śmierci niespecjalnie lubianego krewnego. Tego samego nie można natomiast powiedzieć o jego narzeczonej – właściwie już żonie, ale młodzi postanowili „chwilę” potrzymać to w sekrecie – rozważającej powrót na deski teatru, niezbyt doświadczonej aktorki Margery Dore, w gruncie rzeczy nieporównywalnie bardziej zdumionej zachowaniem teściów. Zawody w wymyślaniu planów uśmiercenia hojnego staruszka, a teraz jeszcze coś, co wygląda na konkurencję w ściąganiu na siebie podejrzeń policji. Toż to istny dom wariatów! Zdaniem przedstawicielki rozsądnej mniejszości w literackim świecie Ruperta Latimera? Tak czy inaczej, elastyczności odmówić Margery nie można – ma dziewczyna talent adaptacyjny albo coś odciąga jej myśli od ekscentrycznej rodzinki, do której być może nierozważnie weszła. Realizuje plan awaryjny? Margery i John święta zamierzali spędzić na bałamuceniu wujka Williego i można by pomyśleć, że sprawy tragicznie wymknęły się im spod kontroli, gdyby John tak niezłomnie nie zabiegał o pełne zaangażowanie organów ścigania w poświąteczne perturbacje. Narobił niepotrzebnego zamieszania... żałosny nie-żebym-zapomniał-tylko-nie-mogę-sobie-przypomnieć, tetryk. Wredny zgred bezczelnie uprzykrzający życie Frankowi wszystkie-rozumy-pozjadałem Redpathowi. Kryminał sardoniczny z niebanalnymi postaciami, że tak to ujmę, krążącymi wokół stereotypowego mistrza dedukcji, korzystającego z „wynalazku”, rozpowszechnionego dopiero w przyszłych dekadach (profilowanie psychologiczne): policyjnego detektywa, czy raczej prowincjonalnego policjanta, który pewnie „z pocałowaniem ręki” zostałby przyjęty do Scotland Yardu. Gdyby kiedyś nadinspektora Culleya dopadła taka ambicja. Tymczasem wystarczą mu banalne sprawy (nie)zwykłych ludzi. Sympatycznych i snobistycznych. Sól ziemi (czyli robotnicy) i bezwstydnie gardzący pracą, „szlachetnie urodzeni” obłudni próżniacy, dla których największą katastrofą wcale nie jest wojna światowa (przeżyli pierwszą, to i przeżyją drugą...) - niemniej niektórym sen z powiek może spędzać wynikający z niej ustawowy zakaz marnotrawstwa żywności - tylko widmo „pobrudzenia sobie rąk” ordynarnym zajęciem zarobkowym. Wystarczy, że jakiś krewniak pominie ich w testamencie... Nic więc dziwnego, że jedyny motyw ewentualnego zabójstwa po świętach, jaki nasuwa się dzielnym gliniarzom, to niesamowicie (pięknie!) komplikująca się kwestia dziedziczenia. Jak na powieść napisaną w pierwszej połowie XX wieku, „Poświąteczne morderstwo” Ruperta Latimera jest aż nieprzystojnie skomplikowane:) Produkt niepasujący do epoki, a przynajmniej odstający od popularniejszych przedstawicieli gatunku. Intryga dla potomnych – mnóstwo nitek wychodzących niekoniecznie z jednego kłębka. Podwójna niespodzianka? W każdym razie, ja na przewidywalność ponarzekać sobie nie mogę.
Sofizmaty kryminalne dowcipnej duszy artystycznej, na scenie literackiej występującej pod pseudonimem Rupert Latimer. Urodzonego w epoce edwardiańskiej obiektywnego obserwatora wyższej warstwy społecznej, której był członkiem. Uroczo szczera persona grata z czarodziejskim piórem. Łebski pisarz, który nie pozostawił po sobie wielkiej spuścizny beletrystycznej, a zatem jego „wskrzeszone” przez współczesnych wydawców „Poświąteczne morderstwo” można uznać za książkowy rarytas, tym bardziej, że jakość nieprymitywna. Kryminał palce lizać.
https://horror-buffy1977.blogspot.com/
Podczas drugiej wojny światowej Rhoda i Frank Redpath, dobrze sytuowane małżeństwo z angielskiej prowincji mieszkające z dobroduszną ciotką mężczyzny, dobrym duchem rodziny panną Pauliną Redpath, niechętnie zapraszają na Święta Bożego Narodzenia nieznośnego ojczyma kobiety, który zgromadził ogromny majątek, dobiegającego dziewięćdziesiątki sir Willoughby'ego Keene-Cottona....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to