Mylengrave 
lastfm.pl/user/Mylengrave
anglistka -> językoznawca -> programistka Książki czytać uwielbiam, ale tylko te papierowe, nie z ekranu, nie uznaję też audiobooków.
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 38 książek, ostatnio widziana 4 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-02 14:09:43
Ma nowego znajomego: Krzysztof Baliński
 
2018-11-16 10:55:48

Tożsamość można mieć od początku, można ją odnaleźć w trakcie, można też umrzeć bez niej. Żyjąc w błogim przekonaniu, że należę do pierwszej grupy, po 27 latach odnalazłam się w drugiej. Kiedyś konfliktowa, temperamentna, musząca zawsze postawić na swoim, zwyczajnie zmądrzałam. Pokory nauczyło mnie nie życie, bo nie wydarzyło się w nim nic szczególnego. Dużą rolę przypisuję literaturze, bo... Tożsamość można mieć od początku, można ją odnaleźć w trakcie, można też umrzeć bez niej. Żyjąc w błogim przekonaniu, że należę do pierwszej grupy, po 27 latach odnalazłam się w drugiej. Kiedyś konfliktowa, temperamentna, musząca zawsze postawić na swoim, zwyczajnie zmądrzałam. Pokory nauczyło mnie nie życie, bo nie wydarzyło się w nim nic szczególnego. Dużą rolę przypisuję literaturze, bo czytający człowiek, to jednak zawsze mądrzejszy człowiek niż jego własna wersja nieczytająca. Czytam dużo, ochoczo, zawsze i w zasadzie wszędzie mogłabym. Odnalazłam w tym tożsamość, jestem przede wszystkim czytelnikiem, a dopiero potem kobietą, programistką. To najważniejsze. Mogłabym żyć bez wszystkiego, ale nie bez książek, to one nadają mojemu życiu sens, bo zasypiam i budzę się z myślą, co będę czytać po pracy? W pracy cieszę się zajęciami, daje mi ona dużo satysfakcji, ale byłabym niczym, gdyby nie szelest kartek i ich zapach. Wącham książki namiętnie, kiedy nikt nie widzi i kiedy wszyscy widzą. Umieram z bohaterami i rodzę się z każdym feniksem napotkanym na białych kartkach. Moja tolerancja, poglądy, wszystko ewoluowało, jestem najlepszą wersją siebie, bo czytam. Zawsze już będę lepszą i lepszą, bo zawsze będę czytać. Głupiec nazwałby czytelnika samotnikiem, żył on tyle żyć i mieszkał w tylu światach, że nikt nie zrozumie, dopóki sam nie zacznie wędrówki. Przeżyć tyle przygód, zdrad, zemst i radości można tylko będąc człowiekiem silnym i odważnym. Do boju zatem, wyobraźnio!

pokaż więcej

więcej...
 
2018-11-04 21:36:28
Ma nowego znajomego: Barbara Bereżańska
 
2018-11-04 19:45:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Tom sobie wybrała doskonałą datę na czytanie:)

Książka została mi podarowana, a ja po raz kolejny ubolewałam nad tym, że moi znajomi, w tym osoby bliskie, takie jak przyjaciółki nie wiedzą, że lubię czytać powieści-powieści lub też pierdolety, ale bardziej z serii o kosmetykach, żywieniu i takie tam. Ha! Tutaj następuje zdziwko. Początkowo miałam książkę od razu oddać w dobre ręce, bez...
Tom sobie wybrała doskonałą datę na czytanie:)

Książka została mi podarowana, a ja po raz kolejny ubolewałam nad tym, że moi znajomi, w tym osoby bliskie, takie jak przyjaciółki nie wiedzą, że lubię czytać powieści-powieści lub też pierdolety, ale bardziej z serii o kosmetykach, żywieniu i takie tam. Ha! Tutaj następuje zdziwko. Początkowo miałam książkę od razu oddać w dobre ręce, bez czytania, ale jakaś nieznana siła popchnęła mnie do "chociaż zaczęcia". Nie lubię biografii, nie widzę w komikach niczego szczególnego, nie miałam pojęcia, że ta książka nie ma nic wspólnego z tradycyjną formą bio, a nawet autobiografii. To, że Pani autorka jest komikiem, zupełnie tej książce nie przeszkadza. Czyta się ją wybornie, udało mi się na dwa razy, przy czym standardowo albo dla współczesnych książek, albo zwyczajnie dla mnie, pierwsza połowa drugą bije na głowę.
Styl doskonały, pełen dystansu, optymizmu, no bajka, na listopadowe wieczory polecam gorąco. Dobra rozrywka, śmieszna, czasem życiowa, bywa nawet i poważna. Polubiłam Amy - bo jest taka jak każda kobieta, w tym ja, to miłe wiedzieć, że są inni ludzie, którzy popełniają te same błędy.

Powiedziałabym, że forma tegoż wydawnictwa to jakby zbiór felietonów, które dzieją się chronologicznie, tak więc życie Amy pełne anegdotek, trochę zawodowych, ale w znacznej mierze jednak erotycznych i "niedorajdowatych", które lubię najbardziej.

Sporo rzeczy bym usunęła, nie tylko z samej książki, ale i z życia Amy. Zacznę łagodnie - nie rozumiem całego rozdziału o pacynkach Amy i nie interesuje mnie kompletnie, że je ona zbiera, czy tam zbierała - zdążyłam zapomnieć. Wulgarny język, baaaaardzo wulgarny. Nie, żebym coś do wulgaryzmów miała, bo czasem są bardzo na miejscu, zwłaszcza sytuacyjne, ale tutaj to przegięcie. Nie wiem, na ile to kwestia tłumaczenia (wszak po angielsku wulgaryzmy brzmią trochę lżej i nie są takie pikantne), a na ile samej autorki, ale wielokrotnie było to niesmaczne. Wspomniała ona o jakiejś tam sytuacji, w której miała czternaście lat, robiła coś tam i była... "napita". Niedopuszczalna sytuacja, niedopuszczalne, że ktoś z własnego wyboru chce o tym pisać. To samo tyczy się jej wywodu na temat tego, że zdarzyło się jej kraść i to się w ogóle zdarza wszystkim nastolatkom. No nie, nie zdarza się. Chciałabym jeszcze przytoczyć jeden fragment, przy którym potocznie mówiąc "żenadłam" i jest to instrukcja postępowania na pogrzebie Amy. Oklepane i szkoda czytać, nie przeczytałam całości, a i tak jestem pewna, że wiem dokładnie co tam napisano.
Są jeszcze dwie kwestie, przed którymi warto "ostrzec" potencjalnych czytelników - bardzo wulgarne erotyczne opisy. Mnie to nie przeszkadza, bywa nawet zabawnie, fragmenty serwowałam mężowi i również na jego ustach pojawiał się uśmiech, ale jeśli ktoś gustuje w literaturze wysokiej - zawiedzie się i to koszmarnie. Opisy są super szczegółowe, bardzo intymne i bądźmy szczerzy - niesmaczne. Druga kwestia to tatuaże. Amy pisze o tym, że to największy błąd jej życia i była bardzo głupia i przypomina jej to o głupocie. Czytelnik może zatem wnioskować, że każda osoba robiąca sobie tatuaże jest głupia. Halo, a co z opcją usunięcia tatuażu? Ja usuwałam sobie trzy tatuaże, dało się, a ja nie muszę się wstydzić czegoś, co przestało mi się podobać. Żeby nie było - nadal mam tatuaże, ale inne i bardzo mi się podobają. Nie świadczą one o człowieku, o czym brzydko zapomniała Amy.

Książka ma wiele plusów, poza doskonałym stylem i lekkością opisywania rzeczy trudnych, tak jak choroba ojca, rozwód rodziców, trudne relacje z matką. Wspaniale, że podejmuje temat przemocy i posiadania broni w USA. Jest wiele treści feministycznych, ale podanych w takich sposób, że nikt się nie zorientuje. To naprawdę ciekawa książka i zachęcam do przeczytania. Nie poszerzy nikomu horyzontów myślowych, ale będzie lepszą rozrywką niż kolejny poradnik z serii "jak robić pyszną herbatę".

pokaż więcej

 
2018-11-04 15:02:35
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Kwiat paproci (tom 1)
 
2018-11-04 14:43:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Początkowo książka mnie zachwyciła, dosłownie "połknęłam" pierwszą połowę, a potem było już tylko gorzej. Mam wrażenie, że te dwie połówki pisały dwie inne osoby (bez insynuacji żadnych, to tylko moje odczucie, metaforycznie bardziej mam na myśli).
Podzielę recenzję zatem na dwie części, najpierw ta dobra, o tej dobrej pierwszej połowie. Autorka ma świetny styl, rozlazły, ale nie za bardzo,...
Początkowo książka mnie zachwyciła, dosłownie "połknęłam" pierwszą połowę, a potem było już tylko gorzej. Mam wrażenie, że te dwie połówki pisały dwie inne osoby (bez insynuacji żadnych, to tylko moje odczucie, metaforycznie bardziej mam na myśli).
Podzielę recenzję zatem na dwie części, najpierw ta dobra, o tej dobrej pierwszej połowie. Autorka ma świetny styl, rozlazły, ale nie za bardzo, nie jest zwięzły, ale nie jest też na tyle rozciągły, żeby nie być po prostu rozrywkowym. Jest lekki, zabawny, ale na pewno edukujący i zapadający w pamięć, a o to przecież chodzi w tego typu wydawnictwach. Dowiedziałam się z niego kilku interesujących rzeczy, które na pewno zapamiętam, typu - mąż, a nie małżonek w odniesieniu do swojego własnego partnera. To ciekawe, czyta się bez wysiłku i człowiek się cieszy, że wyjdzie z tej lektury jakiś taki lepszy.
Druga część nudzi, robi się rozlazła na tyle, że nie jest już rozrywkowa. Rozumiem, że we współczesnym świecie popełniamy sporo błędów i należy nam się reprymenda, ale i pomoc. Rozdział o wulgaryzmach ciekawy, jeszcze do przełknięcia, ale o interpunkcji i ortografii - zbyteczny. Nawet nie przeczytałam ich dokładnie, jedynie się po nich "prześlizgnęłam". Ja rozumiem, że mówię dużo, że recenzje pisuję od czasu do czasu. Prawda jest jednak taka, że błędy komputer mi podkreśli. Nie trzeba się bać nowych technologii, nie trzeba też bronić się przed udogodnieniami, które oferują. O ile autorka nie stoi w kontrze do moich poglądów, zbyt gorliwe podchodzi do ortografii i interpunkcji. Ludzie nie piszą do siebie raczej listów na papierze, podobnie wypracowań, o ile opuścili już mury szkoły. Taka prawda, przecież poza tymi recenzjami, to ja już nic nie piszę. Jakoś nie uważam, że to coś złego.
Dosyć słaby jest też rozdział o związkach frazeologicznych, jest tylko kilka przykładów, które do mojego życia raczej niczego nie wniosły.
Dużym błędem jest pomyłka autorki w wyjaśnianiu słów "after" i "bifor", bo zrobiła to na odwrót, a wiele osób mogło z tej książki się tego zwyczajnie nauczyć i przyjąć to za pewnik. Reszta nawiązań i wzmianek dotyczących języka angielskiego jest już jak najbardziej poprawna, jako anglista z wykształcenia (i chwilę nawet z "praktyki") zgadzam się, że angielski gorzej oddaje uczucia i ma do nich mniej dystansu, przecież po angielsku każdym jest naszym "friend", a polskim "przyjacielem" już nie, to samo się tyczy przekleństw, które po angielsku są jakieś takie "lekkie".
Polemizowałabym ze śmiałym stwierdzeniem autorki, że po filologii polskiej jest masa pracy. Rozśmieszyło mnie to trochę, bo w moim i okolicznych miastach studenci po filologii polskiej pracy znaleźć kompletnie nie mogą i to znaczna większość. Myślę, że trzeba sięgnąć do statystyk, bo można nieświadomie wprowadzić młodego człowieka w błąd. W mojej okolicy (i w sumie wszystkich innych mi znanych) po filologii polskiej ciężko znaleźć pracę w zawodzie, 90% znanych mi osób lub osób z opowieści tej pracy nie znalazła, znaczna część z nich pracuje własnie w stereotypowym "makdonaldzie".
Podział umysłów na humanistyczne i ścisłe niby autorka wyjaśnia, że to nie tak, że student politechniki może być humanistą, ale nie bierze chyba pod uwagę, że są ludzie "światli", że nieskromnie określę tak także i siebie, mogą łączyć w sobie oba umysły. Dwa w jednym! Jestem programistką, matematyka i fizyka nie mają przede mną tajemnic, a jednak czytam na potęgę, a nawet mam w swojej historii studia doktoranckie z językoznawstwa. Co prawda, po filologii angielskiej, ale to także kierunek humanistyczny.

Nie mam większych zarzutów, to przyjemne wydawnictwo, pierwsze 115 stron oceniam wzorowo, potem niestety jest coraz gorzej, ale wciąż warto przeczytać.

pokaż więcej

 
2018-09-24 12:19:04
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Erotyka, Zdrowie, sport i odchudzanie
Autor:

Książka dostaje ode mnie maksymalną ocenę za inicjatywę, za całą akcję, za zaangażowanie. Krew mnie zalewa (nie, nie ta z macicy, która zdaniem niektórych edukatorów uosabia "krwawe łzy za dzieckiem") kiedy słyszę, co to się wyprawia w polskich szkołach. Może moja edukacja seksualna w szkole nie była najlepsza, ale "jakaś" była, resztą zajęli się rodzice, przez to mój światopogląd nie jest... Książka dostaje ode mnie maksymalną ocenę za inicjatywę, za całą akcję, za zaangażowanie. Krew mnie zalewa (nie, nie ta z macicy, która zdaniem niektórych edukatorów uosabia "krwawe łzy za dzieckiem") kiedy słyszę, co to się wyprawia w polskich szkołach. Może moja edukacja seksualna w szkole nie była najlepsza, ale "jakaś" była, resztą zajęli się rodzice, przez to mój światopogląd nie jest spaczony przez religię, czy zaściankową niestety kulturę.
Seks jest fajny, należy go uprawiać dla radości, dla zdrowia.

Brakuje mi jeszcze rozdziału mówiącego o tym, że seks nie służy tylko do prokreacji i osoby, które nie planują dzieci, także mogą czerpać z niego radość.

Fajnie, że ktoś mądry wydał książkę, która uczy jak zakładać prezerwatywę, jasno mówi, że seks jest fajny, że nie ma w nim niczego złego. Kalendarzyk to NIE JEST metoda antykoncepcyjna, miło, że ktoś w wieku nastoletnim ma się skąd tego dowiedzieć. Homoseksualizm to NIE JEST choroba i rozsądnie, że nastolatek może to przeczytać na papierze.

Seks ma zły PR, Kościół go demonizuje, a nie powinien w ogóle się wtrącać, bo i cóż Kościół o seksie wiedzieć może?

Dobrze, że wydawnictwo oddziela seks od miłości, bo nie zawsze to idzie ze sobą w parze. I NIE MUSI! I to jest jak najbardziej ok.

Można robić wszystko, co nie krzywdzi nas albo naszego partnera. I nic nikomu do tego. Dziękuję za tę książkę, bo może w przyszłości w Polsce mniej będzie nastolatków, którzy myślą, że kiedy pęknie prezerwatywa należy podskakiwać i mniej lekarzy, którzy odmówią przepisania tabletek antykoncepcyjnych.

pokaż więcej

 
2018-09-24 12:13:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autorzy:

Przyszły urodziny, przyszedł czas na kolejną średnią książkę. Lubię dobrą rozrywkę, lubię humor a la wykop. Wydania książkowe z reguły są słabe i to mocno mocno. Z przykrością, ale napisać muszę, że i to wydanie jest średnio śmieszne. Jasne, jest kilka średnio śmiesznych tekstów, a reszta to już wcale nieśmieszne.

Błąd, na który zwróciłam uwagę - "violet" to jest po angielsku fioletowy....
Przyszły urodziny, przyszedł czas na kolejną średnią książkę. Lubię dobrą rozrywkę, lubię humor a la wykop. Wydania książkowe z reguły są słabe i to mocno mocno. Z przykrością, ale napisać muszę, że i to wydanie jest średnio śmieszne. Jasne, jest kilka średnio śmiesznych tekstów, a reszta to już wcale nieśmieszne.

Błąd, na który zwróciłam uwagę - "violet" to jest po angielsku fioletowy. Fiołkowy, ale i fioletowy. Tak jak "purple". Pan Bukowy ma odmienne zdanie na ten temat, tak ogólnie.

Książka jest lepsza od 1 części, poprzez dodanie tego męskiego pierwiastka jest trochę bardziej życiowa, prawdziwa. Jakieś tam uwagi o wieczorze kawalerskim i kilku innych sytuacjach są żałosne, o kupowaniu piwa także. Ale o komplementowaniu kobiet i celu owej czynności - już nie, są nawet ok. Poziom całości nie jest za wysoki, ale w godzinkę można machnąć, koniecznie pod kocykiem i z hebratką.

Można się uśmiechnąć, ale nie uśmiać.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
547 400 2151
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (33)

Ulubieni autorzy (39)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (6)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd