Caroline Anne 
Jestem poważnie uzależniona. Uzależniona od czytania książek. Nie wyobrażam sobie bez nich życia. To niesamowite, jak siedząc w pokoju - jednym i tym samym codziennie, dzięki książkom można poczuć, jakby w tym czasie było się w tysiącu innych miejsc. Bo ten kto powiedział, że nie można być w dwóch miejscach jednocześnie, najwidoczniej nie czytał książek. :) ******************************************************************************* Zapraszam na mój niedawno założony instagram, gdzie możemy porozmawiać o książkach: https://www.instagram.com/book_from_heaven/ :)
21 lat, kobieta, Warszawa, status: Czytelniczka, dodała: 80 książek i 65 cytatów, ostatnio widziana 2 dni temu
Teraz czytam
  • Aż po horyzont
    Aż po horyzont
    Autor:
    Życie Amy Curry dalece odbiega od ideału. Jej ojciec zginął niedawno w wypadku samochodowym. Matka, chcąc na nowo wszystko poukładać, postanawia przeprowadzić się ze słonecznej Kalifornii do Connectic...
    czytelników: 3275 | opinie: 148 | ocena: 7,38 (1257 głosów) | inne wydania: 1
  • Cudowny chłopak
    Cudowny chłopak
    Autor:
    Wzruszająca i jednocześnie przezabawna opowieść o walce dziecka z przeciwnościami losu. August jest inteligentnym, dowcipnym chłopcem i jego życie wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej, gdyby nie jeden...
    czytelników: 5490 | opinie: 383 | ocena: 8,12 (2081 głosów) | inne wydania: 6
  • Inwigilacja
    Inwigilacja
    Autor:
    Chłopak, który zaginął kilkanaście lat temu na wakacjach w Egipcie, odnajduje się na jednym z warszawskich osiedli. Posługuje się innym imieniem i nazwiskiem, i mimo że rodzice rozpoznają w nim syna,...
    czytelników: 8401 | opinie: 550 | ocena: 7,8 (4568 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-07-31 08:29:40
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam, Tijan, Wydawnictwo Kobiece
Autor:
Cykl: Fallen Crest (tom 2)

Chciałabym móc zacząć tę opinię jak zawsze: od jakiegoś wartościowego, zapadającego w pamięć cytatu. Niestety – ta książka chyba takiego nie posiada.

Po przeczytaniu pierwszego tomu serii „Fallen Crest” miałam mieszane uczucia. Co prawda przyznałam mu wysoką ocenę, gdyż historia bardzo mnie wciągnęła, ale miałam kilka zastrzeżeń. Największym z nich było to, że nie za bardzo „uwierzyłam” w...
Chciałabym móc zacząć tę opinię jak zawsze: od jakiegoś wartościowego, zapadającego w pamięć cytatu. Niestety – ta książka chyba takiego nie posiada.

Po przeczytaniu pierwszego tomu serii „Fallen Crest” miałam mieszane uczucia. Co prawda przyznałam mu wysoką ocenę, gdyż historia bardzo mnie wciągnęła, ale miałam kilka zastrzeżeń. Największym z nich było to, że nie za bardzo „uwierzyłam” w uczucie głównych bohaterów. I nie chodzi tylko o to, że narodziło się ono bardzo szybko. Czytałam wiele książek, gdzie pojawiała się miłość praktycznie od pierwszego wejrzenia i zazwyczaj mi to nie przeszkadzało, gdyż dalsze wydarzenia powodowały, że dostrzegałam ile bohaterowie mają ze sobą wspólnego, rozumiałam co ich do siebie zbliżyło oraz dlaczego są sobą zafascynowani. Patrząc na relację Samantha-Mason kompletnie nie rozumiałam co tę dwójkę do siebie zbliżyło oprócz tego, że on taki przystojny, a ona taka piękna…

Pomyślałam jednak, że to w końcu dopiero pierwszy tom i może w kolejnym będzie lepiej. Dlatego też czytanie „Fallen Crest. Rodzina” zaczęłam z ogromnymi nadziejami. Niestety – zostały one bardzo szybko i brutalnie zmiażdżone.

Nie tylko nadal nie uwierzyłam w uczucie głównych bohaterów, ale prawie też usnęłam z nudów. Książka ta ma 360 stron, zaczynając tę opinię jestem na 197 i tutaj praktycznie nic ciekawego się nie dzieje. Matka Samanthy zachowuje się jak nienormalna, Samantha zachowuje się jak nienormalna, a Mason w kółko pyta „Wszystko okej?”. Tak można podsumować te prawie 200 stron.

Nie wiem jak inni ludzie, ale ja sięgam po takie książki, żeby się zrelaksować i spędzić miło czas.
A jak tu się zrelaksować, gdy wszyscy bohaterowie doprowadzają Cię do szału?
Jak tu spędzić miło czas, gdy czytasz o kobiecie, która zabiła swoje dziecko? Żeby to jeszcze był kryminał, czy thriller… Ale to jest książka przypisywana do kategorii „Literatura obyczajowa i romans” lub „Literatura młodzieżowa”!

Wracając jednak do bohaterów doprowadzających do szału…
Matka Samanthy to jakaś kompletna wariatka, która uważa, że jak zamknie swoją córkę w domu (dosłownie), będzie ją szantażować i zabraniać widzenia się z chłopakiem – to wtedy obie się do siebie zbliżą. W jakiej rzeczywistości to tak działa?
Samantha też zachowuje się co najmniej dziwnie. Z wysoko uniesioną głową idzie się z czymś zmierzyć, by za chwilę kulić się ze strachu. Jest spokojna/szczęśliwa, a za chwilę wpada w rozpacz czy histerię. Czytając tę książkę, co chwilę się zastanawiałam, czy ta dziewczyna nie ma jakichś zaburzeń osobowości… Nie rozumiem też, jak jakiejkolwiek dziewczynie może nie przeszkadzać, że jej chłopak zachowuje się wobec innych osób jak dupek. To nie świadczy źle tylko o samym chłopaku, ale też o dziewczynie, która z nim jest, więc wydawałoby się, że tę dziewczynę będzie to obchodzić. Ale nie. Samantha wychodzi z założenia, że zaszczyt ją spotkał, że ten „niedostępny Mason” jest właśnie z nią, więc to, jak traktuje innych ludzi nie ma dla niej znaczenia…

Mason natomiast – gdy akurat nie jest dupkiem – jest kompletnie bezbarwny. Dodatkowo jest to chyba pierwszy główny bohater romansu, który nie wzbudził we mnie żadnych ciepłych uczuć.

Nienajlepiej też o książce świadczy fakt, że jedyne momenty w których albo nie przysypiałam z nudów, albo nie dostawałam szału przez zachowania bohaterów – to te, gdy uprawiali seks.

W pierwszym tomie przynajmniej coś się działo, a cała akcja nie kręciła się tylko wokół Masona i Logana, bo Samantha miała też innych znajomych… Tutaj ich nie ma, przez co jeszcze bardziej rzuca się w oczy niedorzeczność tego, że wszyscy zachowują się wobec Kade’ów jak poddani. Logan czy Mason powiedzą komukolwiek „Skacz” a każdy zapyta tylko „Jak wysoko?”.

Pierwszy raz zdarza mi się, że żałuję wydania pieniędzy na jakąś książkę. Ciekawych nowości na rynku wydawniczym nie brakuje, więc mogłam wybrać dużo lepiej…

Nie bardzo też wiem, do kogo książka taka jak ta jest skierowana. Wydaje mi się, że dla dorosłych kobiet będzie zbyt dziecinna, a z kolei dla młodszych czytelniczek niezbyt się nadaje z powodu zachowań jakie przedstawia.

Nie lubię porzucać książki czy serii dopóki nie poznam zakończenia, więc prawdopodobnie przeczytam kolejne tomy. Nie wiem jednak czy zdecyduję się na zakup. W pierwszym i drugim tomie do zakupu zachęcały przynajmniej ładne okładki. Okładka trzeciego tomu wręcz odstrasza.

P.S: Wiem, że jak na tak negatywną opinię – przyznałam książce dosyć dużo gwiazdek. Ja mam po prostu inny system oceniania. Najczęściej przyznaję książkom 8-10 gwiazdek, więc te 6 gwiazdek oznacza u mnie, że książka jest średnia. :P

pokaż więcej

 
2018-07-27 17:35:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam, Tara Sivec, Wyd. Helion/Septem/Editio
Autor:
Cykl: Igrając z ogniem (tom 2)
 
2018-07-15 13:45:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Colleen Hoover, Posiadam, Wyd. Otwarte/Moondrive
 
2018-07-10 07:48:07
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Kasie West, Posiadam, Ulubione, Wyd. Feeria/Feeria Young
Autor:

„- Czego więc się nauczyłaś? - zapytał.
- Że mamy wpływ tylko na siebie. Nieważne, jak bardzo byśmy chcieli nagiąć czyjąś wolę i narzucić swoją, on sam też musiałby tego czegoś chcieć.”

Są takie książki, które kupujemy tylko po to, by przez kilka miesięcy (a czasem nawet lat) czekały na swoją kolej na półce. Są też książki, które kupujemy i tak nas „wołają”, że rzucamy wszystko w kąt, bo...
„- Czego więc się nauczyłaś? - zapytał.
- Że mamy wpływ tylko na siebie. Nieważne, jak bardzo byśmy chcieli nagiąć czyjąś wolę i narzucić swoją, on sam też musiałby tego czegoś chcieć.”

Są takie książki, które kupujemy tylko po to, by przez kilka miesięcy (a czasem nawet lat) czekały na swoją kolej na półce. Są też książki, które kupujemy i tak nas „wołają”, że rzucamy wszystko w kąt, bo niemożliwe wydaje nam się pozwolenie, by leżały na półce chociaż jeden dzień. Takie właśnie są dla mnie książki Kasie West.

Muszę jednak przyznać, że ostatnia książka tej autorki (mianowicie „Szczęście w miłości”) trochę mnie zawiodła. Nie będę się za bardzo rozpisywała o tym dlaczego tak się stało, gdyż nie o niej tu mowa, ale czegoś mi w niej po prostu zabrakło. Zastanawiałam się więc, czy to tylko wypadek przy pracy, czy autorka będzie w moich oczach przejawiać tendencję spadkową. Na szczęście – jak się zapewne domyślacie po ocenie – okazało się, że miałam do czynienia z tą pierwszą opcją.

„Miłość i inne zadania na dziś” to historia siedemnastoletniej Abigail Turner, której pasją jest malarstwo. Dziewczyna marzy o dostaniu się do prestiżowego instytutu „Wishstar”, na warsztaty, które umożliwią jej rozwój w dziedzinie, którą kocha. Aby jednak zwiększyć swoje szanse, przed wysłaniem zgłoszenia Abby postanawia spełnić wszystkie (nawet te tylko opcjonalne) wymagania. W tym celu musi wystawić gdzieś swoje prace i dodatkowo którąś z nich sprzedać. Dziewczyna liczy na to, że jej obrazy zostaną wystawione w muzeum, w którym pracuje. Niestety, jej szef – Pan Wallace – odmawia, twierdząc, że w jej obrazach nie widać emocji i że powinna spróbować za rok. Abby się jednak nie poddaje i za cel stawia sobie, by te emocje w sobie odnaleźć. Tak wpada na pomysł stworzenia listy zadań, które jej w tym pomogą. Dziewczyna wierzy, że nowe doświadczenia i wyjście poza swoją strefę komfortu sprawią, iż spojrzy ona inaczej na tworzoną przez siebie sztukę.
Czy tak się rzeczywiście stanie? I jaką rolę w tym wszystkim będzie miał przyjaciel Abby – Cooper? Aby się tego dowiedzieć – musicie zapoznać się z losami tych wyjątkowych bohaterów. :)

„Wyraźnie widziałam w nich rozwój, a także miejsce na dalszy progres. Ale czy nie jest tak, że zawsze będzie na to miejsce? Nie jest tak, że będę uczyć się i rozwijać, dopóki nie zabraknie mi chęci do podejmowania takich starań? Dopóki będę otwarta na zmiany wokół mnie?”

Po raz kolejny jestem zachwycona.
Zachwycona tyloma rzeczami, że nie wiem od czego konkretnie zacząć tę część, gdzie mówię o moich odczuciach.
Może zacznę więc od tego, że książki Kasie West są tak dobre, że chcę mieć córkę chociażby po to, by móc zachęcić ją do czytania książek tej autorki i modlić się, by pokochała je tak samo jak ja. ;)

W „Miłość i inne zadania na dziś” podobało mi się dosłownie wszystko - fabuła, bohaterowie, emocje… Nie ma tu ani jednej rzeczy, do której mogłabym się przyczepić. Jako książka młodzieżowa – jest po prostu idealna. Przynajmniej dla mnie, ale mogę nie być do końca obiektywna, gdyż znalazłam tu sporo rzeczy, z którymi mogłam się utożsamiać i które bardzo mnie poruszyły.

Nie chciałabym spoilerować i zdradzać za wiele z fabuły, dlatego też nie bardzo mogę odnieść się do niektórych wątków, jak chociażby sytuacja rodzinna głównej bohaterki. Mogę jednak powiedzieć, że ta historia niesie ze sobą pewną naukę.
Naukę, że nie można uciekać od problemów i udawać, że ich nie ma, bo to nie sprawi, że one znikną. Trzeba im stawić czoła, bo tylko w ten sposób będziemy w stanie normalnie funkcjonować.
Historia ta pokazuje również, jak istotne jest rozmawianie z drugim człowiekiem i mówienie o tym co nas boli, czy czego oczekujemy.
To ważne, by uświadamiać czytelnika (szczególnie tego młodszego) jak dużo dobrego może zdziałać prawidłowa komunikacja i jak wiele złego niesie ze sobą jej brak.

Co do bohaterów – pokochałam ich tak bardzo, że mam ochotę od razu przeczytać tę książkę jeszcze raz. Już dziś wiem, że kiedyś na pewno do niej wrócę. Moje serce skradli nie tylko Cooper i Abby, ale również jej dziadek. To taki uroczy i zabawny człowiek – koniecznie musicie go poznać! A biorąc pod uwagę, że Abby odziedziczyła po nim zamiłowanie do sarkazmu – z nimi po prostu nie można się nudzić.

Jeśli chodzi zaś o emocje – było ich właśnie tyle, ile na ten moment potrzebowałam. Ostatnio czytałam skrajnie różne książki – w jednej było tyle smutku, że można było popaść w depresję, a druga była taka typowo na rozluźnienie i głównie do pośmiania się. W „Miłość i inne zadania na dziś” znalazł się czas i na śmiech i na zakręcenie się łezki w oku, a oprócz tego również na zadumę.

A najlepsze jest to, że ta książka obudziła we mnie chęć przeżycia tego wszystkiego co główna bohaterka. Mam tutaj oczywiście na myśli tę całą listę, nowe doświadczenia, pokonanie swoich lęków… Co tu dużo mówić – po prostu uwielbiam, gdy książka motywuje do zmian w życiu, bo to chyba najlepiej świadczy o tym, czy była dobra. Poza tym takie książki też najdłużej zostają w pamięci.

Jeśli chodzi zaś o tytułową miłość – nie ma jej tu za wiele, więc absolutnie nie musicie obawiać się przesytu. Szczerze mówiąc, osobiście miałam wręcz niedosyt, ale taki pozytywny, który sprawia, że czym prędzej chcę dorwać w swoje ręce kolejną książkę tej autorki. Na szczęście będzie to możliwe już w sierpniu.

Podsumowując: „Miłość i inne zadania na dziś” to ciepła, zabawna, a momentami również wzruszająca historia, która młodego czytelnika może wiele nauczyć. Czy można wyobrazić sobie lepszą młodzieżówkę? Według mnie nie. :) Polecam!

„- Ale będzie okej, tu między nami? - zapytała.
- Tak, mamo. Miłość polega przecież na akceptowaniu drugiej osoby nawet z jej słabościami, prawda?”

pokaż więcej

 
2018-06-29 18:27:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Brittainy C. Cherry, Posiadam, Ulubione, Wyd. FILIA
Cykl: The Music Street Series (tom 1)
 
2018-06-12 07:02:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam, Veronica Roth, Wyd. Jaguar
Cykl: Carve the Mark (tom 2)

„- Dlaczego spodziewasz się, że świat pójdzie Ci na ustępstwa? – skarciła go. – Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, miło i uczciwie. Pewne są tylko ból i śmierć.”

Zakończenie „Naznaczonych śmiercią” zostawia czytelnika z prawdziwą bombą, po której nie sposób nie sięgnąć od razu po kontynuację.
Lazmet Noavek – bezwzględny i okrutny ojciec Cyry, od wielu lat uważany za zmarłego – w...
„- Dlaczego spodziewasz się, że świat pójdzie Ci na ustępstwa? – skarciła go. – Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, miło i uczciwie. Pewne są tylko ból i śmierć.”

Zakończenie „Naznaczonych śmiercią” zostawia czytelnika z prawdziwą bombą, po której nie sposób nie sięgnąć od razu po kontynuację.
Lazmet Noavek – bezwzględny i okrutny ojciec Cyry, od wielu lat uważany za zmarłego – w rzeczywistości nadal żyje. Dotąd przetrzymywany – ucieka z więzienia, w którym umieścił go jego syn i postanawia przejąć władzę nad Shotet. To jednak nie jedyny problem, z jakim będą musieli zmierzyć się Akos i Cyra. W gruncie rzeczy - jest to dopiero wierzchołek góry lodowej. Zgromadzenie, które dotąd nie mieszało się w konflikt na linii Thuvhe-Shotet (uważając go za zwykły „spór cywilny”, który jest kwestią wewnątrzplanetarną) - zaczyna swoją własną grę, w której z pomocą kanclerz Thuvhe - Isae Benesit – chce raz na zawsze wyeliminować problem, jaki stanowi dla nich lud Shotet. Nieubłaganie nadciąga wojna, dla Akosa i Cyry tym trudniejsza, że muszą zmierzyć się z dwoma przeciwnikami jednocześnie. Jak w tej sytuacji poradzą sobie nasi „spętani przeznaczeniem”? O tym już musicie przekonać się sami. ;)

„(…)Ale to przeszłość wiedzie nas w przyszłość. Często jednak ukrywa się i kształtuje nasze życia w sposób, którego nie rozumiemy. Niekiedy musi przebić się do teraźniejszości, by zmienić to, co nadchodzi.”

Jeśli czytaliście moją opinię o pierwszym tomie – wiecie, że nie potrafiłam wskazać czegoś, co by mi się w nim nie podobało. Tutaj niestety sprawa wygląda inaczej. Tom drugi ma kilka wad, jednak największą z nich jest to, że autorka dodała kolejnych narratorów. Pierwotnie historia była opowiadana tylko z perspektywy Akosa i Cyry, a tutaj dostajemy dodatkowo rozdziały opowiadane między innymi przez Cisi Kereseth. Nie za bardzo rozumiem ten zabieg, ponieważ rozdziały te przez większość czasu nic nie wnosiły i były po prostu nudne. Odnoszę wrażenie, że książka spokojnie mogłaby się obejść bez nich i nic by na tym nie straciła (może z wyjątkiem tego krótkiego momentu, gdy Cisi odwiedzała Othyr). W tym przekonaniu utwierdza mnie również fakt, że z rozdziałami Cisi nieuchronnie pojawiała się Isae Benesit, która irytowała mnie jak mało kto. Nie rozumiem, jak można robić komuś coś złego, a potem być zaskoczonym, że ta osoba odpowiedziała tym samym, zamiast nadstawić drugi policzek…

Dla równowagi – wspomnę teraz o największej zalecie tej książki. Otóż – w tym tomie nie ma miejsca na przewidywalność, gdyż dostajemy kilka bardzo nieoczekiwanych zwrotów wydarzeń. Jednym z nich jest ten dotyczący przeszłości Cyry i Akosa. Co prawda od początku zdawałam sobie sprawę, że coś jest na rzeczy, jednak kierunek w jakim autorka to wszystko poprowadziła – bardzo mnie zaskoczył.

Co natomiast łączy oba tomy? Zarówno przy pierwszym, jak i przy drugim – pod płaszczykiem powieści fantastycznej – skrywa się sporo ważnych, dających do myślenia kwestii. Dzięki nim mój egzemplarz książki jest kolorowy od karteczek zaznaczających ulubione cytaty. I tak jak w pierwszym tomie, tak i w tym znalazłam coś, co skojarzyło mi się z naszym krajem. Mianowicie:

„Nie zawsze mieliśmy własną planetę (…) Ale jako naród cenimy sobie naszą tożsamość, zwłaszcza, że zawsze walczyliśmy o przetrwanie. Walczyliśmy o nasze istnienie. Gdybyśmy oddali jakąś część nas, wkrótce zabraliby nam całą resztę.”

Po przeczytaniu pierwszego tomu bardzo liczyłam na to, że w „Spętanych przeznaczeniem” dane nam będzie poznać jakąś inną niż dotychczas planetę. Autorka mnie w tej kwestii nie zawiodła, gdyż akcja powieści w dużej mierze rozgrywa się na Ogrze. Byłam bardzo ciekawa tej planety, o której dotąd wiedziałam tylko tyle, że panują tam wieczne ciemności. Zastanawiałam się: jak wygląda życie w takim miejscu? Ten tom umożliwił mi poznanie odpowiedzi na to pytanie, z czego byłam niezmiernie zadowolona, bo zarówno planeta, jak i jej mieszkańcy – okazali się nadzwyczajni.

Podobało mi się również, że podczas trwania zawartej tu historii - Akos i Cyra zmieniali się. Ciężko jednoznacznie stwierdzić czy na lepsze, czy na gorsze, ale jakieś zmiany w nich zachodziły, co czyniło historię bardziej wiarygodną. W końcu dziwnym byłoby, gdyby bohaterowie – tak ciężko doświadczani przez los – nie zaliczali po drodze jakichś wzlotów i upadków. A zarówno jedne, jak i drugie przyczyniły się do tego, że otrzymujemy kilka bardzo emocjonujących momentów, których brakowało mi w tomie pierwszym.

„Tak jednak bywało – czasami rany okazywały się zbyt głębokie, by się zabliźnić."

Żałuję, że tom drugi jest ostatnim tomem serii, bo jest tu duży potencjał na kontynuację. Jest kilka planet, które moglibyśmy jeszcze „zwiedzić”, a poza tym jak na zakończenie serii – „Spętani przeznaczeniem” zostawiają nas ze zbyt dużą ilością pytań. Dostajemy zwiastun konfliktu między planetami, gdyż zaczynają się one dzielić na te, które ufają wyroczniom i je czczą, oraz na te, które powątpiewają w słuszność ich decyzji i chcą je kontrolować. Jeśli nikt nie ma zamiaru powiedzieć nam jak to się dalej potoczy, to jaki był cel w ogóle o tym wspominać? ;)

„Sympatia okazywana przez drugą osobę była darem, czasami dawanym bez oporów, kiedy indziej z wielkim trudem. Nie traktowałam jej jak czegoś, co mi się należy.”

Nie potrafię ocenić tej powieści w gwiazdkach, gdyż była ona dla mnie zbyt nierówna. Rozdziały Akosa i Cyry były pełne akcji, wciągały i budziły ogromną ciekawość, natomiast rozdziały Cisi – najzwyczajniej w świecie mnie nużyły. Przez nie również odnosiłam wrażenie, że naszych głównych bohaterów jest tutaj zdecydowanie za mało. Dlatego też, niestety – nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że jest to najlepsza książka Veronici Roth. W moim odczuciu – pierwszy tom był lepszy. Jednak jak wiadomo – ile ludzi, tyle opinii, więc na pewno warto sięgnąć po tę książkę chociażby po to, by przekonać się, jakie wrażenie zrobi na Was. Dodatkowo posiadanie tego tomu w swojej biblioteczce będzie na pewno przydatne z uwagi na znajdujący się na końcu słownik, który ułatwi odnalezienie się w tak dużej ilości trudnych nazw.

Podsumowując – książkę mogę polecić, gdyż mimo wszystko – więcej w niej zalet, niż wad, a przedstawiony tu świat niewątpliwie wyróżnia się oryginalnością.


Za egzemplarz recenzyjny, dzięki któremu mogłam poznać dalsze losy Akosa i Cyry oraz wyrazić swoją opinię o książce – bardzo dziękuję wydawnictwu Jaguar. :)



P.S: Zastanawiam się, kiedy osoby piszące rekomendacje zorientują się, że najczęściej ich teksty szkodzą książkom. Weźmy chociażby tę:

„Ta seria ma rozmach Gwiezdnych Wojen, intryg Gry o Tron oraz romansu Romea i Julii(…)” - USA Today

- „Gwiezdne Wojny” są tak popularne, że nie sądzę, by ich rozmach można było powtórzyć.
- „Gry o tron” co prawda jeszcze nie znam, ale po opiniach mam podstawy przypuszczać, że fani tej serii z tym stwierdzeniem by się nie zgodzili. ;)
- A książkowy romans niewiele ma wspólnego z tym od Szekspira.

Porównywanie jakiejkolwiek książki do takich klasyków nieuchronnie prowadzi do bardzo wysokich oczekiwań. A naprawdę lepiej nie oczekiwać za wiele i pozytywnie się zaskoczyć, niż oczekiwać wiele i później się rozczarować. Takie przynajmniej jest moje zdanie. Dlatego przestrzegam – patrzcie na takie rekomendacje z przymrużeniem oka. ;)

„Nie może być mowy o pokoju tam, gdzie nie ma szacunku.”

pokaż więcej

 
2018-06-01 17:23:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam, Ulubione, Veronica Roth, Wyd. Jaguar
Cykl: Carve the Mark (tom 1)

„- Chcesz widzieć ludzi jako skrajności. Dobry albo zły, godny zaufania albo niegodny - powiedziałam. - Rozumiem. Tak jest prościej. Ale to nie zgadza się z rzeczywistością.”

Moja przygoda z Veronicą Roth rozpoczęła się od filmu „Niezgodna”, który zachwycił mnie do tego stopnia, że w ciągu ostatnich kilku lat widziałam go już kilkadziesiąt razy. Ciekawa historia, dużo akcji oraz przystojny...
„- Chcesz widzieć ludzi jako skrajności. Dobry albo zły, godny zaufania albo niegodny - powiedziałam. - Rozumiem. Tak jest prościej. Ale to nie zgadza się z rzeczywistością.”

Moja przygoda z Veronicą Roth rozpoczęła się od filmu „Niezgodna”, który zachwycił mnie do tego stopnia, że w ciągu ostatnich kilku lat widziałam go już kilkadziesiąt razy. Ciekawa historia, dużo akcji oraz przystojny aktor w roli głównej to mieszanka, która chyba nigdy mi się nie znudzi. ;) Film ten zachęcił mnie również do sięgnięcia po książkę o tym samym tytule, która mimo tego, że bardzo mi się podobała – nie była w stanie „przebić” w moich oczach ekranizacji. Dlatego też byłam bardzo ciekawa jakie wrażenie zrobi na mnie seria „Carve the Mark” do której podchodziłam już z tak zwaną „czystą kartką” – czyli bez mimowolnych porównań między książką a filmem, jak również bez oczekiwań, które w przypadku „Niezgodnej” pojawiły się po obejrzeniu ekranizacji.

Książka „Naznaczeni śmiercią” przedstawia historię świata złożonego z dziewięciu planet-narodów. Akcja powieści skupia się jednak w głównej mierze na Thuvhe – planecie zamieszkanej przez dwa nienawidzące się wzajemnie ludy – Thuvhe oraz Shotet. Historia nienawiści tychże ludów sięga dalekiej przeszłości, a sytuację dodatkowo zaognia fakt, że Zgromadzenie (składające się z ludzi sprawujących kontrolę nad wszystkimi planetami) nie chce uznać Shotet jako osobnego narodu, co sprawia, że nie mają oni zbyt wiele do powiedzenia w najważniejszych kwestiach dotyczących zamieszkanej przez nich planety i traktowani są na niej jak najeźdźcy.

„Miarą człowieczeństwa jest to, jak zachowuje się w chwili cierpienia.”

Główna bohaterka – Cyra Noavek, siostra władcy Shotet – to dziewczyna, która w bardzo młodym wieku otrzymała osobliwy dar nurtu. Jej dotyk – nawet ten najlżejszy – sprawia ból tak ogromny, że jest w stanie nawet zabić. Dar ten bardzo chętnie wykorzystuje jej brat, robiąc z Cyry swoją osobistą broń. Dziewczyna budzi więc powszechny postrach, a to w połączeniu z jej darem sprawia, że jest ona odizolowana od innych ludzi i żyje w samotności. Nikt poza jej bratem nie wie, że jej dar sprawia również, że jej samej ból nie opuszcza i gdy opada maska, którą zmuszona jest nakładać przed innymi – cierpi katusze.

Pewnego dnia, na rozkaz brata Cyry – zostają porwani i sprowadzeni do posiadłości Noaveków synowie wyroczni z Thuvhe – Eijeh i Akos Kereseth. Dla obu władca Shotet ma wyznaczone specjalne zadania. Zadaniem Akosa jest pomagać Cyrze, by ta była częściej przydatna swemu bratu. Akos otrzymał bowiem od nurtu dar, który sprawia, że jest nie tylko odporny na dotyk Cyry, ale również niweluje ten ból, który towarzyszy Cyrze na co dzień. Tak Akos i Cyra zostają skazani na swoje towarzystwo. Z czasem jednak rodzi się między nimi przyjaźń, pod wpływem której Cyra zaczyna buntować się przeciwko swemu okrutnemu bratu, za co im obojgu przyjdzie zapłacić wysoką cenę.

„Nigdy nie wiesz, w jaki sposób odnajdzie cię los, ja też tego nie wiem. Ale do tego momentu musimy być tym, czym być możemy.”

Muszę przyznać, że ta książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. W tym miesiącu z pewnych względów nie miałam za bardzo głowy do czytania, a gdy już się za coś zabierałam – szybko traciłam zainteresowanie i ciężko mi było skończyć jakąkolwiek książkę, gdyż moje myśli cały czas uciekały w inne strony. Powieść „Naznaczeni śmiercią” przyniosła mi ulgę chyba równą tej, którą Akos przynosił Cyrze jednym dotykiem. ;) W końcu coś pochłonęło moje myśli na tyle, że mogłam znowu w pełni cieszyć się tą niesamowitą podróżą, jaką zapewnia nam książka.

„Miękkie serca sprawiają, że warto żyć na tym świecie.”

To co jako pierwsze rzuciło mi się w oczy, to warsztat pisarski, który według mnie bardzo poprawił się od czasów „Niezgodnej”. Co prawda jeśli chodzi o samą historię – dla mnie zawsze na pierwszym miejscu będzie ten świat złożony z pięciu frakcji, ale jeśli chodzi o sam styl pisania – mam wrażenie, że „Naznaczeni śmiercią” to książka napisana bardziej dojrzale. W „Niezgodnej” odnosiłam wrażenie, że główni bohaterowie zachowują się zbyt dziecinnie (być może wrażenie to nasiliło się przez fakt, że w filmie główne role są grane przez dorosłe osoby). Rozumiałam oczywiście, że w książce główni bohaterowie mają po 16 i 18 lat, ale ich zachowanie mimo wszystko wydawało mi się nie pasować do rzeczywistości, w jakiej przyszło im żyć. W końcu nie od dziś wiadomo, że otoczenie nieraz serwuje człowiekowi szybki kurs dorastania. W „Naznaczonych śmiercią” - w moim odczuciu - zostały zachowane właściwe proporcje. Tutaj również mamy młodych głównych bohaterów, po których mimo otaczającej ich okrutności czasem widać ten młody wiek, jednak ich zachowania nie sprawiają wrażenia infantylnych, a osobowości są wyraźniej zarysowane – co jest kolejną zaletą. Nieczęsto powieści zostawiają nas z poczuciem, że poznało się kogoś aż tak dobrze, jak ja poznałam Cyrę i Akosa, z którymi – prawdę mówiąc – sama chętnie bym się zaprzyjaźniła.

„Dobrze ją poznałeś. Kiedy kogoś dobrze się zna, trudno go opisać.”

Książka ta skłoniła mnie również do wielu refleksji, szczególnie mocno w dwóch kwestiach. Pierwsza to ta widniejąca już na tylnej okładce, czyli przekonanie, że nie ma miejsca na honor, gdy chodzi o przetrwanie. Po części to rozumiem, bo faktycznie – niewiele jest rzeczy, których człowiek nie zrobi by przetrwać. W końcu wolę życia chyba każdy z nas ma we krwi. Jednak z drugiej strony myślę, że to miejsce na honor jednak jest, co dobitnie potwierdza historia naszego kraju, historia naszych przodków, którzy mimo tego, że byli w sytuacji, gdzie musieli walczyć o przetrwanie, nie porzucili honoru, który był dla nich swego rodzaju świętością. Ostatecznie - jak to ktoś kiedyś powiedział – lepiej umrzeć stojąc, niż żyć na kolanach.
Sytuacja książkowych bohaterów znacząco się jednak różni od tej, w jakiej byli nasi przodkowie, zatem pragnę zaznaczyć, że są to tylko takie moje luźne rozważania, a nie stwierdzenia odnoszące się akurat do książkowych wydarzeń. Chciałam po prostu wyjaśnić, dlaczego ten najczęściej cytowany fragment książki budzi we mnie tak sprzeczne odczucia.
Drugą kwestią, która skłoniła mnie do refleksji, jest ta zawierająca się w cytacie „Wszyscy ludzie są agresywni. Niektórzy potrafią oprzeć się impulsom, inni nie.”. To też po części rozumiem, jednak uważam, że bardziej pasowałoby stwierdzenie „Wszyscy ludzie są zdolni do agresji”. Bo taka jest oczywiście prawda, że w obliczu niebezpieczeństwa czy zagrożenia życia chyba każdy człowiek byłby zdolny do agresji. Jednak być zdolnym do agresji, a być agresywnym to według mnie zupełnie różne rzeczy. Nie do końca wiem jak dokładnie wytłumaczyć co mam na myśli, dlatego posłużę się innym przykładem. Jeśli jakiś człowiek jest zdolny do uczciwości, nie czyni go to automatycznie uczciwym. Równie dobrze może być człowiekiem, który kłamie i oszukuje, a uczciwością wykazuje się w bardzo sporadycznych przypadkach, zatem raczej nikt nie nazwałby go uczciwym, prawda? Mam nadzieję, że chociaż w najmniejszym stopniu wyjaśniłam o co mi chodzi.

Jak już mówiłam – to tylko dwa przykłady, takich kwestii zmuszających do refleksji znalazłam tutaj więcej (chociażby w zacytowanych przeze mnie wcześniej fragmentach, ale nie tylko), jednak nie będę tutaj zanudzać analizowaniem każdej po kolei, gdyż wtedy ta opinia nie miałaby końca. ;)

„- Trzeba znaleźć powód, dla którego się wytrzymuje - odparłam. - Nie musi być dobry ani szlachetny. Po prostu powód.”

Jeśli miałabym wskazać coś, co mi się w tej książce nie podobało – chyba nie byłabym w stanie. Byłabym jednak w stanie wskazać czego mi w niej brakowało, mianowicie – większych emocji. Jakieś oczywiście tutaj znajdziemy, jednak jak na to, co się w tej książce działo – mogłyby być bardziej intensywne.
Jest też jedna rzecz, którą nie do końca potrafię sklasyfikować – czy jest wadą, czy zaletą. Chodzi mi tutaj o wątek miłosny, którego jest w tej książce niewiele. Z jednej strony cieszę się, że autorka skupiła się bardziej na innych rzeczach, ale z drugiej strony – pozostawia to po sobie jakiś niedosyt. ;)
Nie da się też ukryć, że książka momentami była trochę przewidywalna, ale prawdę powiedziawszy - kompletnie mi to nie przeszkadzało.
Wszystko zostało mi wynagrodzone przez rewelacyjną fabułę i świetnie nakreślone zwyczaje ludów zamieszkujących planetę, na której toczy się akcja powieści. Shotet i ich zamiłowanie do odnowy, opisany w książce „żer” jak i tradycja, by zaznaczać każdą stratę – to rzeczy, które budziły ogromną fascynację.

„-Cóż, każdy z nas czasem czuje strach. -Westchnęłam. -Ci gniewni nawet bardziej niż pozostali.”

Powieść „Naznaczeni śmiercią” toczy się umiarkowanym rytmem. Trzeba przyznać, że mimo tego, że dużo się w niej dzieje - akcja nie pędzi na łeb na szyję. Jednak dla mnie jest to olbrzymia zaleta, ponieważ dzięki temu bardziej skupiamy się na otoczeniu i lepiej poznajemy tak wyjątkowo „namalowany” (w naszej wyobraźni) świat, jak i zasady nim rządzące, a nasza ciekawość zwiększa się z rozdziału na rozdział.

Podsumowując krótko – jest to po prostu idealna dla młodzieży powieść fantastyczna, która przeniesie czytelnika w niezwykły świat, z którego nie chce się wracać (mowa tu oczywiście o roli obserwatora, bo tego czego doświadczają bohaterowie – raczej nikt by przeżyć nie chciał ;) ).

Polecam i czym prędzej zabieram się za kolejny tom. Mam nadzieję, że „Spętani przeznaczeniem” utrzymają poziom i zabiorą nas w podróż do pozostałych planet tej przedstawionej tu, niezwykłej galaktyki.

”- Wiem, jak to jest stać się kimś, kogo się nienawidzi. Wiem, jak to boli. Ale życie jest pełne bólu.”

pokaż więcej

 
2018-05-23 20:33:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Abbi Glines, Wyd. Pascal
Autor:
Cykl: The Field Party (tom 1)
 
Moja biblioteczka
1477 53 6959
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (531)

Ulubieni autorzy (21)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (255)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd