Sylwka 
unserious.pl
Zawsze powtarzam, że dzień bez uśmiechu to dzień stracony, a książek nigdy nie ma za dużo :) Najwięcej serca oddaję fantastyce, acz innymi książkami również nie pogardzę. :D
kobieta, Bielsko-Biała / Bratysława, status: Czytelniczka, dodała: 4 książki i 23 cytaty, ostatnio widziana 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Alkaloid
    Alkaloid
    Autor:
    A gdyby tak Aleksander hrabia Głowacki nie przyjął pseudonimu Bolesław Prus, a zamiast pisać przyszłe lektury szkolne, popuścił wodze fantazji? Gdyby jego Stanisław Wokulski zachował się jak kupiec, a...
    czytelników: 466 | opinie: 26 | ocena: 6,64 (120 głosów)
  • Bagno Szaleńców
    Bagno Szaleńców
    Autor:
    Wszyscy wiedzą, że po Zonie należy się spodziewać niespodziewanego a najbardziej zadziwiające dziwy nie powinny dziwić. A jednak, gdy przez okno na 1 pietrze wpada w środku dnia artefakt zwany „blaski...
    czytelników: 145 | opinie: 15 | ocena: 6,79 (53 głosy)
  • Carrie
    Carrie
    Autor:
    Carrie White jest inna niż jej rówieśnicy. Nie chodzi na prywatki, nie interesują jej chłopcy, stanowi obiekt kpin i docinków. Matka - religijna fanatyczka - za wszelką cenę usiłuje uchronić ją przed...
    czytelników: 26595 | opinie: 1094 | ocena: 6,94 (14885 głosów) | inne wydania: 11
  • Czarne południe
    Czarne południe
    Autor:
    Przy Soplu twardziele topnieją Jeżeli nie zabije cię kula, to dobije cię czar. Nie osmali cię ogień, to skapiejesz na mrozie. Oderwanym skrawkiem naszego świata wstrząsa brutalna wojna. Stary i kruch...
    czytelników: 415 | opinie: 11 | ocena: 7,26 (144 głosy) | inne wydania: 1
  • Już mnie nie oszukasz
    Już mnie nie oszukasz
    Autor:
    BĘDZIESZ MUSIAŁ SIĘ ZASTANOWIĆ NAD TYM, W CO MOŻESZ WIERZYĆ I KOMU POWINIENEŚ UFAĆ… Maya Stern, była oficer sił specjalnych, niedawno powróciła do domu z misji w Iraku. Pewnego dnia zamontowana w je...
    czytelników: 6196 | opinie: 412 | ocena: 7,41 (3100 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-19 21:41:53
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
 
2018-09-19 13:45:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Morderstwo w Warszawie, czyli Rysa Igora Brejdygant.
Rysa to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Igora Brejdyganta. Polskiego scenarzysty filmowego i reżysera urodzonego w Poznaniu, który napisał scenariusze między innymi do Zbrodni, Prostej historii o morderstwie czy Palimpsestu. Jako pisarz natomiast popełnił dwie dość dobrze przyjęte powieści kryminalne zatytułowane Paradoks i...
Morderstwo w Warszawie, czyli Rysa Igora Brejdygant.
Rysa to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Igora Brejdyganta. Polskiego scenarzysty filmowego i reżysera urodzonego w Poznaniu, który napisał scenariusze między innymi do Zbrodni, Prostej historii o morderstwie czy Palimpsestu. Jako pisarz natomiast popełnił dwie dość dobrze przyjęte powieści kryminalne zatytułowane Paradoks i Szadź.

Błędy młodości.
W Warszawie zostają odnalezione zwłoki bezdomnego alkoholika. Przydzielona do sprawy komisarz Monika Brzozowska wyklucza jednak porachunki miejscowych pijaczków. Liczne, metodyczne ciosy ostrym narzędziem nie pasują bowiem do walki o „przysłowiową flaszeczkę”. Jej teza zostaje bardzo szybko zweryfikowana przez kolejne morderstwo. Tym razem na celowniku mordercy znalazł się biznesmen z Konstancina. Co łączy tych dwóch mężczyzn i dlaczego ślady prowadzą do niej samej?

Mroczno i specyficznie.
Gdy przeczytałam opis i zamysł książki, to byłam zachwycona. Dlatego też podczas czytania przechodziłam przez różna stany emocjonalne. Zachłyśnięcie się i ciekawość, spadek zainteresowania, znudzenie i małe „odrodzenie”.

A wszystko przez to, że nie poczułam głównej bohaterki. Bohaterki, która była dla mnie bezbarwna i niewiarygodna. Do tego jej rozlazłość i głupota strasznie działały mi na nerwy. Musiałam odkładać książkę, żeby na chwilę odsapnąć od tej infantylności.

>> Urywa mi się film na dwa dni, ale co tam wezmę, golnę sobie seteczkę, a może dwie i pójdę „w długą”.
Może tym razem będę pamiętać wszystko, to co się działo podczas alkoholowego rauszu.
Bo ja przecież nigdy nie miałam problemów z alkoholem tylko z narkotykami.<<

Otoczenie i sprawa.
Do tego samo otoczenie również momentami było mocno nie wiarygodne. Kobiety nie ma w pracy, nikt nie może się dodzwonić i w porządeczku. Co tam, może za dwa dni wróci i zechce dalej prowadzić swoje śledztwa. WTF?

Abstrahując od irytującej bohaterki, sama bardzo mroczna sprawa, mocno psychologiczna z szeroko zakrojona intrygą oraz połączeniem przeszłości z teraźniejszością to było to, co lubię. Widać, że autor dobrze porusza się na tym poletku. Wie jak „zamydlić oczy”, przerzuca ciężar akcji w inne miejsce, by zmylić tropy i skutecznie odwrócić uwagę od meritum. Z drugiej jednak strony wrzuca tak oczywiste wskazówki, że zapaleni czytacze kryminałów bardzo szybko odgadną zarówno sprawcę, jak i motyw.

Podsumowując. Niestety nie było chemii między mną i Rysą Igora Brejdyganta. Duża w tym zasługa głównej bohaterki, która skutecznie podnosiła mi ciśnienie swoim irracjonalnym zachowaniem i powodowała przestoje w czytaniu książki. Dlatego nie jestem ani na tak, ani na nie – sami musicie się przekonać, czy książka jest dla Was. Ja zaś sama chętnie sprawdzę inną pozycję z résumé autora, by się przekonać, czy w przyszłości „będzie nam po drodze”.

http://unserious.pl/2018/09/rysa-igor-brejdygant/

pokaż więcej

 
2018-09-19 10:14:13
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam, Czytnik
Autor:
 
2018-09-17 20:39:27
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-09-17 13:55:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Przedpremierowo
Autor:

Małe Licho i tajemnica Niebożątka Marty Kisiel to według wszystkich znaków na niebie i ziemi książka dla dzieci. Ja jednak jak tylko ją zobaczyłam, to od razu pomyślała, że ktoś tam te znaki musiał źle poustawiać, dlatego postanowiłam zbadać tę sprawę osobiście. I wiecie co? Ten, kto ustawia te wszystkie znaki, powinien przejść jakieś specjalne szkolenie, bo przecież ja wcale nie mam słabości... Małe Licho i tajemnica Niebożątka Marty Kisiel to według wszystkich znaków na niebie i ziemi książka dla dzieci. Ja jednak jak tylko ją zobaczyłam, to od razu pomyślała, że ktoś tam te znaki musiał źle poustawiać, dlatego postanowiłam zbadać tę sprawę osobiście. I wiecie co? Ten, kto ustawia te wszystkie znaki, powinien przejść jakieś specjalne szkolenie, bo przecież ja wcale nie mam słabości do powieści dla najmłodszych. ;)

Niebożątko idzie do szkoły.
Bożek, zwany też pieszczotliwie Niebożątkiem mieszka na uboczu w starym domu. Domu niezwykłym, w którym poza mamą Bożka, wujkami Konradem i Turu mieszkają również nietypowe postaci. Od aniołka w bamboszkach zaczynając razem ze stadem różowych króliczków przebiegając, na mackowatym potworze spod łóżka kończąc.

Wszystkie te cudaczki i inne potworki żyją ze sobą w pełnej harmonii do momentu, w którym jak grom z jasnego nieba spada na Bożka informacja, że ten musi iść do szkoły.

Dla dziewięciolatka zapowiadania zmiana jest ogromnym szokiem i ciosem wprost serce. Przecież w domu w otoczeniu najlepszych przyjaciół jest mu dobrze. Bo kto może bawić się ze swoim aniołem stróżem, który sam dzierga urocze bamboszki? Kto ma tyle szczęścia, że racuchy na śniadanie serwuje mu pradawny stwór? I kto może na strychu bawić się w dramat, czyli teatr z niemieckimi widmami? No kto?

Nachodzi wielki dzień, a z nim materializują się największe obawy Bożka o inności i niedopasowaniu, a każdy kolejny dzień prowadzi do wielkiej katastrofy. Katastrofy, po której Bożek po prostu znika. Czy uda się uratować chłopca i dowiedzieć jaką tajemnicę skrywa? Jeżeli macie na tyle odwagi, sięgnijcie i przekonajcie się sami. :D

Dorastanie i poszukiwanie własnej tożsamości.
Po raz kolejny Marta Kisiel pokazała, że #umiepodprzykrywką.

Bo tam wśród mozolnych przygotowań do szkoły, wyprawiania malca na pierwszą wielką życiową przygodę i próbę odsunięcia dziecięcia od matczynej piersi. Tam, gdzie na drodze stają pierwsze przeszkody, szkolne niesprawiedliwości, żale i dziecięcy bunt pojawia się coś głębszego. Coś, z czym nie radzą sobie również dorośli.

To poszukiwanie własnej tożsamości, przynależności do grupy i potrzeba akceptacji. I właśnie ta potrzeba, często zmusza ludzi do porzucenia własnej indywidualności. Ciężko bowiem być innym. Mówić o tym, co lubimy i co chcemy osiągnąć. Ciężko broni się własnego ja i bardzo trudno we współczesnym świecie pozostać sobą.

Podsumowując. Małe Licho i tajemnica Niebożątka Marty Kisiel to niesamowicie ciepła i magiczna historia o poszukiwaniu odmienności, mocy przyjaźni, miłości i rodzinie, którą warto przeczytać niezależnie od tego ile mamy „cyferek na liczniku”. A jeżeli to Was nie przekonało, to wspomnę jeszcze, że w książce są też anioły, ciepłe kakao no i bamboszki. Oczywiście wszystko ze sporą dawką humoru, podszyte tajemnicą i doskonałymi, klimatycznymi ilustracjami Pauliny Wyrt. Sięgnijcie koniecznie!

Premiera już tuż, tuż bo 19 września! :D

"No bo… bo… bo dzieci ze szkoły uważają, że jestem dziwny!
– Bo jesteś.
– Wcale że nie!!!
– Jesteś Bożku, jesteś – odparł wujek Konrad ze stoickim spokojem, odchylając głowę, żeby spojrzeć w chabrowe oczy chłopca.
– No i co się tak złościsz? Przecież w tym nie ma nic złego. Ani nic dobrego. Po prostu tak jest. I już. Świat byłby niepełny, gdyby żyli na nim sami zwyczajni ludzie. Zwyczajni ludzie robią mnóstwo zwyczajnych rzeczy, bez których nie umielibyśmy żyć. Ale to dziwni wspinają się na najwyższe szczyty gór, latają w kosmos, patrzą godzinami w gwiazdy. Przekraczają granice światów… albo zdrowego rozsądku. Albo piszą książki"

http://unserious.pl/2018/09/male-licho-i-tajemnica-niebozatka/

pokaż więcej

 
2018-09-16 12:15:01
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Tajemnica Askiru (tom 2)
 
2018-09-15 23:52:47
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
Cykl: Czarny Mag (tom 1)
 
2018-09-14 13:41:04
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Głębia (tom 4)

Czekałam na wielki finał z Bladym Królem w tle przebierając niecierpliwie nóżkami od momentu, w którym tylko przeczytałam ostatnie zdanie w Głębi. Napór. Stoczyłam zażarty bój ze ślubnym (niestety przegrany) o pierwszeństwo czytania i w końcu, gdy tylko mogłam „wpiąć się w stazę”, nie miałam najmniejszej ochoty się z niej wypinać. Głębia. Bezkres Marcina Podlewskiego mnie pochłonęła.

Blady...
Czekałam na wielki finał z Bladym Królem w tle przebierając niecierpliwie nóżkami od momentu, w którym tylko przeczytałam ostatnie zdanie w Głębi. Napór. Stoczyłam zażarty bój ze ślubnym (niestety przegrany) o pierwszeństwo czytania i w końcu, gdy tylko mogłam „wpiąć się w stazę”, nie miałam najmniejszej ochoty się z niej wypinać. Głębia. Bezkres Marcina Podlewskiego mnie pochłonęła.

Blady Król powrócił!
Dawno, dawno temu w odległej galaktyce rozproszona Flota po utracie Strumienia może już tylko przyglądać się spustoszeniu i pędzącym naprzód zastępom Bladego Króla. I tylko dzielna załoga Wstążki ze swym charyzmatycznym kapitanem Myrtonem Grunwaldem ostatkiem sił stara się ocalić jej resztki i stawić czoło nadciągającej ostatecznej bitwie. Kto zwycięży?

Grand finale!
Wiecie, że jeżeli chodzi o Głębię, to jestem absolutnie nieobiektywna. Już bowiem od pierwszego tomu poczułam, że „wpinanie się w Stazę” jest dla mnie jak narkotyk i z każdą kolejną odsłoną cyklu czuję się coraz bardziej uzależniona. ;)

Dlatego też nie będę się rozwodzić nad nieszablonowymi bohaterami, czy też poprowadzoną z rozmachem epicką fabułą. Napiszę tylko, że właśnie taką finałową „rozpierduchę” sobie wyobrażałam. Choć sam finał, notabene nader emocjonujący i pasujący do całego zaserwowanego wcześniej zamieszania, jednak trochę mnie zaskoczył. Nie chodzi oczywiście o chyba najlepszą gwiezdną bitwę tego cyklu, ale o ten cliffhanger, który zaserwował nam autor na końcu. I co ja mam sobie teraz myśleć? Będzie coś więcej, czy te wszystkie „uchylone drzwiczki” są tylko po to, żeby w razie „W” nie zamykać sobie drogi do ewentualnego powrotu? ;)

Było cudnie, ale Polak ponarzekać musi. ;)
Przez trzy poprzednie tomy irytacja i chęć mordu omijały mnie szerokim łukiem. Teraz jednak momentami miałam ochotę na lekkie przyduszenie autora „rozlazłością” niektórych wątków. Ja wiem, że „środek poprzedniczek” był również lekko niemrawy i przygotowywał na końcowe tąpnięcie, ale tutaj to „owijanie bułki w bibułkę” było męczące, a cały dynamizm można było sobie „między kartki włożyć”.

Nie zmienia to jednak faktu, że Głębia. Bezkres Marcina Podlewskiego to był finał, jakiego oczekiwałam. Cała zaś seria była fantastyczną kosmiczną przygodą z mnóstwem akcji i ciekawych bohaterów, która dostarczyła mi wiele niezapomnianych emocji.

Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji „wpiąć się w Stazę”, to usiądźcie wygodnie, napijcie się migdałowej whisky i dajcie się porwać Głębi! :D

http://unserious.pl/2018/09/glebia-bezkres/

pokaż więcej

 
2018-09-12 21:38:07
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Cykl Inkwizytorski (tom 1.5)
 
2018-09-12 20:56:09
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-09-12 20:55:37
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-09-12 13:57:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

pały w sierpniu dość porządnie mi dopiekły. Jako, że nie lubię leżeć bezczynnie na hamaku, to w przypływach natchnienia spoglądałam w kierunku regału i starałam się wybierać z niego te pozycje, które wydawały się lekkie (zarówno objętościowo jak i jakościowo ;)). No i tak moje oczy zatrzymały się na półce „Sandersonowej rozpusty”, gdzie stał niewinnie wyglądający Legion.

Szalone halucynacje.
...
pały w sierpniu dość porządnie mi dopiekły. Jako, że nie lubię leżeć bezczynnie na hamaku, to w przypływach natchnienia spoglądałam w kierunku regału i starałam się wybierać z niego te pozycje, które wydawały się lekkie (zarówno objętościowo jak i jakościowo ;)). No i tak moje oczy zatrzymały się na półce „Sandersonowej rozpusty”, gdzie stał niewinnie wyglądający Legion.

Szalone halucynacje.
Stephen Leeds jest detektywem i geniuszem, a w oczach ludzi szaleńcem. Wszystko przez niesamowitą zdolność opanowywania umiejętności wszelakich i wręcz natychmiastowego przyswajania wiedzy. Wiedzy, która powoli przerosła najśmielsze oczekiwania jego umysłu. Dlatego ten, by poradzić sobie z natłokiem informacji, zaczął tworzyć aspekty. Takich wyimaginowanych „przyjaciół”, którzy są odpowiedzialni za konkretną umiejętność czy dziedzinę wiedzy.

Stephen doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego aspekty nie istnieją. Jednak nie zmienia to faktu, że traktuje je jak współtowarzyszy. Zamawia im jedzenie w restauracji, otwiera drzwi do samochodu czy też przydziela pokoje w rezydencji. Ceną za ten „wikt i opierunek”, jaką muszą zapłacić jego towarzysze, jest oczywiście pełne doradztwo i uczestniczenie w roli ekspertów podczas prowadzonych przez detektywa śledztw. Takich choćby jak sprawy zaginionego aparatu, robiącego zdjęcia wydarzeń z przeszłości czy zaginionego ciała, które skrywa wiele tajemnic.

Geniusz.
Będzie krótko, bo też i dwie zaprezentowane przez Sandersona powieści zaliczyć raczej należy do wersji mini. ;)

Pomysł na osobę głównego bohatera i jego „problem”, choć może raczej szczególny dar od samego początku wydał mi się bardzo intrygujący. Szczególnie jeżeli chodzi o aspekt psychologiczny „ogarnięcia” geniuszu, gdzie głowa postanawia wziąć sprawy „w swoje ręce” i uporządkować umiejętności oraz wiedzę poprzez aspekty. Oczywiście odbywa się to przy pełnej świadomości zainteresowanego — w końcu jest geniuszem. ;)

Otoczenie często spogląda na niego jak na szaleńca czy innego dziwaka, ale on nie zwraca uwagi na te uszczypliwości (bo w końcu jest geniuszem i ma to hmm… W nosie ;)). W tym miejscu przychodzi moment na przemyślenia dotyczące ludzi ponadprzeciętnych, którzy w opinii otoczenia są często swoistymi dziwakami przywiązanymi do pewnych rodzajów zachowań czy też zwyczajów. I od razy rodzi się też pytanie, czy przypadkiem geniusze tymi fiksacjami nie próbują poradzić sobie z natłokiem informacji w głowie?

Mini-powieści.
Jeżeli chodzi zaś o same powiastki, to tu w mojej ocenie autor się trochę nie popisał. Miałam wręcz wrażenie, że ma „tysiąc pomysłów na minutę”, tylko trochę nie potrafi ogarnąć ich w tak krótką formę. Może gdyby mini-powieści przekształcić w pełnoprawną książkę, mógłby rozwinąć skrzydła i zaserwować nam niezwykle smakowite danie. ;)

Podsumowując. Miałam się nie rozpisywać, więc już tylko dwa słowa. ;) Legion Brandona Sandersona czyta się lekko, jest sporo dobrego humoru, bohaterowie wymiatają i tylko wyobraźnia autora „nie upchnęła się” na tak małej liczbie stron. Liczę jednak na to, że Stephen i jego aspekty dostaną jeszcze szansę w przyszłości, a ja będę mogła przeczytać pełnoprawną powieść, w której Legion odegra pierwsze skrzypce.

http://unserious.pl/2018/09/legion/

pokaż więcej

 
2018-09-12 07:33:47
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam, Czytnik
 
2018-09-12 07:32:20
Ma nowego znajomego: _kingu_reads
 
2018-09-10 13:33:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Czytnik
Cykl: Saga o Fjällbace (tom 8)

Ostatnio mam dość spory problem z kolejnymi odsłonami Sagi o Fjällbace. Straciły dla mnie tę „początkową świeżość”, a dominująca część obyczajowa zaczęła skłaniać się w kierunku dość słabej telenoweli. Jako że należę do uparciuchów, czy może raczej powinnam napisać, że zostałam pozbawiona pewnego instynktu zachowawczego, czytam często jakąś serię do końca, tylko dlatego, że jej początek po... Ostatnio mam dość spory problem z kolejnymi odsłonami Sagi o Fjällbace. Straciły dla mnie tę „początkową świeżość”, a dominująca część obyczajowa zaczęła skłaniać się w kierunku dość słabej telenoweli. Jako że należę do uparciuchów, czy może raczej powinnam napisać, że zostałam pozbawiona pewnego instynktu zachowawczego, czytam często jakąś serię do końca, tylko dlatego, że jej początek po prostu mi się spodobał. Do tego ciągle łudzę się, że gdzieś ten początkowy błysk wróci i seria odżyje. No i podobnie sytuacja wygląda z sagą Läckberg. Wciąż czekam na „ten powiew”. Czy Fabrykantka aniołków go przyniesie? ;)

Bez śladu.
Jest rok 1974. Po otrzymaniu zgłoszenia policjanci udają się na wyspę Valö. Zastają tam tylko nakryty wielkanocny stół i płaczącą na piętrze najmłodszą pociechę Ebby. Co się stało z rodziną?

Ebba po ponad 30-latach wraca w rodzinne strony, by wraz z mężem uporać się ze śmiercią syna i rozpocząć wszystko od nowa. Jej powrót rozpoczyna jednak lawinę nowych przestępstw. Czy mają one coś wspólnego ze zniknięciem jej rodziny w przeszłości?

Kryminalnie jest dobrze. ;)
Mogę powiedzieć, że się doczekałam. W kwestii kryminalnej w końcu coś drgnęło. Ba, nawet mogę powiedzieć, iż autorka wyraźnie popracowała w kwestii „wtrącania” i długości retrospekcji. Do tego sama zagadka poprowadzona ciekawie z zachowanym odpowiednim tempem akcji. Dawno nie zdarzyło mi się u pani Läckberg, żebym miała problem z domyśleniem się sprawcy przed połową książki. I co najważniejsze, nawet Erika z kilkoma swoimi klasycznymi wtrąceniami nie przeszkadzała tak jak w ostatnich odsłonach sagi.

I po co ta Anna?
Jeżeli chodzi o część obyczajową, to mam do niej mieszane uczucia. Z wątkiem Eriki i Patrika można powiedzieć, że autorka „wyszła na prostą”. Jednak to, co się dzieje z wątkiem Anny, przyprawia mnie o odruch wymiotny. Nie będę zdradzać szczegółów, ale jeżeli miałam jakiekolwiek resztki sympatii do tej postaci, to „odleciały wraz z aniołkami”.

Do tego odnoszę nieodparte wrażenie, że bohater niedoświadczony tragedią dla Läckberg nie istnieje. Dlatego znowu daje ona upust swojej chorej fantazji i tym razem obrywa się Martinowi. No i jeszcze ostatnia pozycja na mojej „żalów”. Ostatnie tomy sagi, to naprzemienne „sapanie” w ciąży u jednych i próba poradzenia sobie z utratą dziecka u drugich. Czyżby „dzbanuszek z pomysłami” się opróżnił?

Podsumowując. W stosunku do poprzedniej odsłony serii Fabrykantka aniołków wypada wręcz nieźle. Posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że w kwestii kryminalnej wypadła wręcz fenomenalnie i ja sama nie mam na ten temat żadnych zastrzeżeń. Jednak jeżeli chodzi o obyczajowe poletko, to owszem z jednej strony jest poprawa w kwestii dwóch głównych bohaterów, natomiast cała otoczka zaczyna coraz bardziej przypominać groteskę. Zostały przede mną jeszcze dwa tomy sagi i cóż mogę powiedzieć. Wygląda na to, że będę „brnęła w to bagno” dalej. :P

http://unserious.pl/2018/09/fabrykantka-aniolkow/

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1294 274 7922
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (143)

Ulubieni autorzy (21)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (12)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd