Radosław Gabinek 
osinskipoludzku.blogspot.com, https://www.instagram.com/psc79, https://www.facebook.com/Osinski-792203237555679
"W dzieciństwie nauczyłem się całować chleb i książki" - Salman Rushdie
39 lat, mężczyzna, Żywiec, status: Czytelnik, dodał: 7 książek i 5 cytatów, ostatnio widziany 20 godzin temu
Teraz czytam
  • Lewica. Stare błędy, nowe wyzwania
    Lewica. Stare błędy, nowe wyzwania
    Autor:
    Najnowsza książka profesora Michaela Walzera, jednego z najwybitniejszych amerykańskich filozofów polityki, jest wykładem na temat problemów, jakie stoją przed współczesną lewicą w niezwykle skompliko...
    czytelników: 8 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)
  • Oficer i szpieg
    Oficer i szpieg
    Autor:
    Sprawa Alfreda Dreyfusa podzieliła na przełomie XIX i XX wieku nie tylko Francję, ale też całą Europę. Oficer żydowskiego pochodzenia oskarżony został o szpiegostwo na rzecz Niemiec. Nagonka na niego...
    czytelników: 608 | opinie: 39 | ocena: 7,57 (246 głosów)
  • Szósta klepka
    Szósta klepka
    Autor:
    Tytuł należy do popularnego cyklu Jeżycjada. Bohaterką jest Cesia Żakówna, mająca kompleksy na tle własnej urody (...). Trudno ich nie mieć, gdy ma się superatrakcyjną siostrę o romantycznym imieniu J...
    czytelników: 13402 | opinie: 395 | ocena: 7,17 (7596 głosów) | inne wydania: 3
  • Tron z czaszek: Księga I
    Tron z czaszek: Księga I
    Autor:
    Książka nagrodzona tytułem Książki Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Fantastyka, fantasy. Ciemność powstaje, gdy upadają herosi. Ogłoszony następcą Georga RR Martina i Robert Jordana, autor bests...
    czytelników: 4756 | opinie: 120 | ocena: 7,61 (2313 głosów) | inne wydania: 3

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-12 12:17:08
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok
Autor:

Osinskipoludzku.blogspot.com

Przyznaje się bez bicia, że gdyby nie moja żonka to nie miał bym zielonego pojęcia kto to taki Jesper Juul. Jako że zakupiła mi takową książkę w prezencie więc wygoglowałem sobie gościa przed rozpoczęciem lektury i już wiem że to mądry i szanowany w temacie rodziny facet

Jesper Juul to duński terapeuta rodzinny i pedagog, autor wielu książek na temat rodziny i...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Przyznaje się bez bicia, że gdyby nie moja żonka to nie miał bym zielonego pojęcia kto to taki Jesper Juul. Jako że zakupiła mi takową książkę w prezencie więc wygoglowałem sobie gościa przed rozpoczęciem lektury i już wiem że to mądry i szanowany w temacie rodziny facet

Jesper Juul to duński terapeuta rodzinny i pedagog, autor wielu książek na temat rodziny i funkcjonowania w niej w ramach głównych ról. W książce którą przyszło mi właśnie czytać, jak sama nazwa wskazuje, podejmuje on temat ojcostwa. Banalnie brzmi w dzisiejszych czasach stwierdzenie, iż trudno być ojcem w XXI wieku, bo trudno być w ogóle facetem w świecie gdzie gdzie role związane z płcią proszą się o zdefiniowanie na nowo czy to się wszystkim podoba czy też nie. Coraz częściej żeby się w tym wszystkim odnaleźć o określić swój pomysł na ojcostwo, również i faceci zaczynają sięgać po różnego rodzaju poradniki. Jest tego wszystkiego od groma, a jak to bywa rzeczy wartościowych w tym szrocie trudno szukać. Jesper Juul wyróżnia się tutaj zdecydowanie wyrobioną marką, a jego poglądy na niezbędne kompetencje w ramach roli męża i ojca są przynajmniej z mojego punktu widzenia sensowne i spójne.

Wbrew pozorom największym wyzwaniem dla ojca i męża nie są jakieś wyszukane rzeczy, a zwykła autentyczność. Juul pokazuje w swojej książce, że w relacjach z dzieckiem i żoną musimy jako faceci przestać udawać. Nie powinniśmy zgrywać nieomylnych, nie musimy wszystkiego wiedzieć, ogarniać, nie musimy być aż tak bardzo nastawieni zadaniowo. Dla naszego dziecka, ale również dla żony ponad wszelkie dowody poświęcenia z naszej strony jest zwykła obecność i akceptacja. Bardzo podobał mi się fragment w którym Jesper Juul opisuje ojca, który w odpowiedzi na kolejne ekscesy syna w szkole zwyczajnie go przytula zamiast prawić mu kazania na temat rzeczy, które i tak są mu wiadome. Ojciec ten wychodzi z założenia, że akceptacja sprawi, iż w którymś momencie syn sam powie mu o tym co go dręczy i wtedy będzie w stanie mu pomóc. Kolejną sprawą jest zaakceptowanie tego, że jako mężczyźni mamy inne atrybuty i nie powinniśmy się wystrzegać tego, że jako mężczyźni mamy tendencję do agresji i nie powinniśmy jej hamować u siebie i u dzieci tylko szukać konstruktywnych sposobów na jej ujście. Tak jak z ogórka kiszonego nie zrobi się świeżego tak i facet w swej naturze nie będzie potulnym barankiem. Powinniśmy więc przestać za wszelką cenę chronić syna przed widokiem naszych wybuchów złości. Jednocześnie możemy kształtować u niego podobne postawy pomagając mu znaleźć ujście dla jego złości - sporty walki, czy nawet wspólne siłowanie się. To że przeobrażenia w kształcie związków między kobietami i mężczyznami spowodowały, że przemieszały się kwestie kompetencji kobiet i mężczyzn nie oznacza, że powinniśmy się również wyzbyć atrybutów przypisanych naszej naturze.


Kolejna kwestia dotyczy kobiet i tego że czasem nawet bez świadomej intencji mogą nas wybijać z roli. W tym momencie czeka nas równie ważne zadanie polegające na tym, by nie dać się zdominować naszym matkom, teściowym i żoną. Na nasz autorytet u dziecka zdecydowanie nie wpłynie dobrze jeśli się nie będziemy w stanie obronić z własnym zdaniem, że swoim pomysłem choćby na wychowanie dzieci itd. Dla nas samych jako dla mężczyzn jest ważne żeby nauczyć się rzeczy których często nie byli w stanie nauczyć nas nasi (często nieobecni) ojcowie, to znaczy tego żebyśmy wprost wyrażali nie tylko własne zdanie, ale też emocje, oczekiwania i potrzeby. Powinniśmy również zaakceptować konflikt jako naturalny element związku. Juul udowadnia słusznie, że kobieta często dąży do konfliktu, który pozwala na przedefiniowanie związku na poszczególnych jego etapach i jest to coś normalnego. My niestety jako mężczyźni często uciekamy przed problemami tego typu. Łatwiej jest nam udawać, że ich nie ma i być może też dlatego częściej się jednak na ten przykład uzależniamy.

Myślę, że wystarczy już moich spostrzeżeń na temat książki "Być mężem i ojcem". Chciałem mocno zachęcić wszystkich zainteresowanych do sięgnięcia właśnie po Jespera Juula, bo jak wspomniałem obecnie aż roi się od różnego rodzaju "znawców", a tego pana akurat z czystym sumieniem można polecić. Książka nie jest przegadana, pełna konkretów, krótka i treścią. Ja z pewnością jeszcze sięgnę po jego publikacje.

pokaż więcej

 
2018-12-10 08:19:38
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Jeżycjada (tom 1)
 
2018-12-09 23:42:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com

Już sama okładka debiutanckiej książki Weroniki Gogoli wprowadza w sentymentalny stan, a wraz z kolejnymi stronami powieści, którą pochłania się wręcz ekspresowo, wzrasta ilość takich smaczków. W rezultacie liczba ich jest tak duża, iż obowiązkowo zostajemy wprowadzeni w stan nostalgii za bezpowrotnie utraconym dzieciństwem.



Jestem oczarowany wrażliwością...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Już sama okładka debiutanckiej książki Weroniki Gogoli wprowadza w sentymentalny stan, a wraz z kolejnymi stronami powieści, którą pochłania się wręcz ekspresowo, wzrasta ilość takich smaczków. W rezultacie liczba ich jest tak duża, iż obowiązkowo zostajemy wprowadzeni w stan nostalgii za bezpowrotnie utraconym dzieciństwem.



Jestem oczarowany wrażliwością Weroniki Gogoli i sposobem prowadzenia przez nią narracji. Zdecydowanie muszę stwierdzić, iż jest to moja bajka, a odliczanie przez nią kolejnych godzin do śmierci zamiast smutku wzbudza uśmiech na twarzy kiedy to przypominamy sobie jak beztroskie, a zarazem trudne do zrozumienia było nasze dzieciństwo. To właśnie śmierć jest tutaj okazją do afirmacji życia. Ten rytm wyznaczany przez kolejne osoby, które odchodzą z życia bohaterki "Po trochu" posuwa do przodu zegar nieustannie przeobrażającego się życia. Bez świadomości śmierci nie ma bowiem świadomości życia, a odkąd dziecko zaczyna ową śmierć rozumieć, odtąd zaczyna też być bardziej świadome po co tu jest i dokąd zmierza. Odmierza nam więc Weronika Gogola czas dorastania i przypomina jak to było kiedy sami doznawaliśmy tegoż procesu.



"Po trochu" opowiada o sile wyobraźni, o tym jak dosłownie odbieramy świat kiedy dopiero się go uczymy i że z cząstek tego co uda nam się usłyszeć z rozmów dorosłych jesteśmy w stanie tworzyć wnioski niebywałe. Kiedy poznajemy świat i nie jesteśmy jeszcze skażeni dorosłością potrafimy czasem zobaczyć coś co dla innych jest niedostrzegalne. Chłoniemy wszystko co się da, bawimy się nie potrzebując do tego niemal żadnych zabawek, a później przeżywamy pierwsze rozterki, niepowodzenia i kryzysy. Tak dzieje się do momentu kiedy wchłonie nas system i instytucje narzucą kajdany wyobraźni i przyjdzie się zasymilować, dostosować, a czasem nawet udawać. Dla mnie książka Weroniki Gogoli to książka o czasach z przed udawania i dlatego chyba tak bardzo dobrze mi się to czytało, bo to były fajne czasy.



Mocno polecam "Po trochu" każdemu, bo każdy z nas przecież kiedyś był dzieckiem, potem dorastał i pewnie większość z nas za tymi czasami tęskni. No i niech nie przerazi was to, że na próżno szukać tu dialogów ani też akapitów, bo mimo że przed oczami staje nam zwarta bryła to czyta się to bardzo szybko, a na koniec pozostaje niedosyt.

pokaż więcej

 
2018-12-09 10:30:55
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-12-05 08:24:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com

Stężenie absurdu i groteski u Władimira Sorokina osiąga poziom stężenia smogu nad większością polskich miast kiedy tylko zaczyna się sezon grzewczy. Nie miałem wcześniej okazji czytać niczego co wyszło z pod ręki tego rosyjskiego pisarza, aczkolwiek muszę przyznać że gdy zaproponowano mi napisanie opinii o tej książce to sama nota dostępna w internecie była na...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Stężenie absurdu i groteski u Władimira Sorokina osiąga poziom stężenia smogu nad większością polskich miast kiedy tylko zaczyna się sezon grzewczy. Nie miałem wcześniej okazji czytać niczego co wyszło z pod ręki tego rosyjskiego pisarza, aczkolwiek muszę przyznać że gdy zaproponowano mi napisanie opinii o tej książce to sama nota dostępna w internecie była na tyle ciekaw, że w ogóle się nie wahałem nad odpowiedzią.

Niedaleka przyszłość, ludzie przestali drukować książki, a pojęcie czytania tych które pozostały jako rodzaj dziedzictwa kulturowego jest jakże dalekie od tego jak rozumiemy je obecnie. Ludzie w 2037 "czytają" bowiem książki używając ich zamiast węgla do grilla, a bogacze stawiają sobie za punkt honoru by "poczytać" takiego na ten przykład Tołstoja w towarzystwie łososia. Pomysł jakże absurdalny, a jednocześnie stanowiący kwintesencję dla galopującej konsumpcji i uwsteczniających się mas, które książki już teraz traktują jak cień poprzednich epok. Sorokin funduje nam śmiech przez łzy, jednocześnie prowokując ile tylko się da. Pewnie nie każdy odnajdzie się w takiej właśnie konwencji, ale ja przyznaję czułem się jak ryba w wodzie i raz po raz zastanawiałem się jakim to cudem do tej pory omijałem literaturę z pod pióra tego wybitnego autora z za wschodniej granicy. Popisy głównego bohatera w trakcie book'n'grilla trącą najbardziej tandetnym z "masterchefów", a dyskusje pretendujące do najbardziej górnolotnych są tak naprawdę o niczym.

Czasem naprawdę trzeba terapii wstrząsowej aby zobaczyć coś co dzieje się przed naszymi oczami, a jest na tyle ciężkostrawne, że zastosujemy wszelkie możliwe mechanizmy obronne aby udawać, że nic się nie dzieje. Może właśnie w takim literackim szaleństwie jakie funduje nam Sorokin w swojej najnowszej książce jest ukryta najlepsza metoda na skłonienie ludzkości do opamiętania. Jeżeli bowiem do tej pory nie potrafimy zauważyć, że ta ogólna degrengolada, wtórny analfabetyzm i kult głupoty to równia pochyła, to znaczy iż konwencjonalne metody dialogu nie zdają rezultatu. Żyjemy w czasach gdzie do refleksji trzeba nas zmuszać "mocnym kopem", rzekłbym nawet strzałem prosto w mordę i taka właśnie jest "Manaraga" Władimira Sorokina, a przynajmniej ja tak tę książkę odbieram.

Jest jeszcze jedna warstwa tej książki, która niestety jest poza moim poznaniem. "Manaraga" jest pełna odniesień do takich dzieł literackich jak choćby "451 stopni Fahrenheita". Takich perełek zdaje się tu być mnóstwo, ale to już pole do popisu dla kumatych. Ja niestety do takowych się nie zaliczam i pewnie straciłem przez to mnóstwo dodatkowej frajdy. Nie zmienia to faktu, iż bardzo dobrze bawiłem się przy najnowszym Sorokinie i polecam tę książkę wszystkim gotowym na eksperymenty i gustującym w czarnym humorze. Poczytajcie ku pokrzepieniu i być może chwyćcie się po wszystkim za głowę z myślą: "Dokąd my zmierzamy?"

pokaż więcej

 
2018-11-29 13:58:06
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Fantastyka". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
 
2018-11-26 22:46:11
Ma nowego znajomego: Paweł
 
2018-11-23 22:24:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Leśna Trylogia (tom 3)
 
2018-11-22 22:53:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com

Ta okładka po prostu wymiata. Po przeczytaniu książki wprost nie mogłem się doczekać kiedy zobaczę film, a tymczasem pochłonąłem jednym tchem książkę Ryszarda Kapuścińskiego. Zarzucano mu, że za dużo beletrystyki w jego reportażach, a tymczasem to właśnie dzięki temu niezwykłemu stylowi nie można się oderwać i człowiek czuje jak by tam był razem z reporterem.



W...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Ta okładka po prostu wymiata. Po przeczytaniu książki wprost nie mogłem się doczekać kiedy zobaczę film, a tymczasem pochłonąłem jednym tchem książkę Ryszarda Kapuścińskiego. Zarzucano mu, że za dużo beletrystyki w jego reportażach, a tymczasem to właśnie dzięki temu niezwykłemu stylowi nie można się oderwać i człowiek czuje jak by tam był razem z reporterem.



W dniu wczorajszym widziałem film i polecam go z całego serca bez względu na to czy trafia do was Kapuściński, bo to uniwersalna opowieść o tym co w życiu najważniejsze i jak w obliczu wielkiej polityki nie zapomnieć o wartości jaką jest człowieczeństwo. Wracając natomiast do książki to jest to znakomita pozycja od której można zacząć przygodę z reportażem autorstwa Ryszarda Kapuścińskiego, zwłaszcza iż ponoć sam autor zaliczał ją do tych najukochańszych, najbardziej osobistych. Ja przed nią miałem już do czynienia z tym największym polskim reporterem, ale jakoś potem nasze drogi się rozeszły. No cóż, tak dużo książek i autorów, czasu wiecznie mało. Teraz na świeżo po seansie i krótko po lekturze znów zachorowałem na Kapuścińskiego i myślę, że ten syndrom dotknie niejednego widza i czytelnika.



"Jeszcze dzień życia" to reportaż z wojny domowej w Angoli. Wszystko dzieje się w roku 1975 kiedy to Portugalia wycofuje się ze swojej kolonii, a ten kraj bogaty w złoża ropy i diamentów planuje ogłosić swoją niepodległość. Ma to nastąpić w dniu 11 listopada, czyli data dla nas Polaków równie ważna. Ryszard Kapuściński, który miał legendarne wyczucie do przewidywania ważnych wydarzeń i znany był jako ekspert od rewolucji przyjeżdża do Angoli zanim dotrą tam inne ważne agencje prasowe, aby od środka prowadzić relację z tego co ma się wydarzyć. To młode afrykańskie państwo zanim jeszcze na dobre powstanie z kolan i uwolni się od kolonializmu stanie się przedmiotem zainteresowania wielkich imperiów, których każde widzi tam swoje interesy. Trwa zimna wojna i kolejny front na którym rozegra się bitwa pomiędzy USA a ZSRR będzie miał miejsce właśnie w Angoli. Czy uda się temu państwu zachować niezależność w obliczu interesów wielkich mocarstw, czy też zatraci się w starciu z wielką polityką? Jaką rolę odegra tu legendarny polski reporter? Mogę tylko zdradzić, że rola ta będzie nie mała, a to że wielu zagranicznych reporterów zarzucało Kapuścińskiemu koloryzowanie może wyłącznie wynikać z zazdrości, że kiedy oni przybywali na miejsce wydarzeń, to on już dawno tam działał i miał kontakty, których oni nie byli w stanie nadrobić.



Kiedy pomyślę o misji reportera to oprócz tego, że ma on za zadanie opisać świat dla tych którzy nie są w stanie tego zobaczyć, bądź zwyczajnie nie dostrzegają czegoś co widzi on, to jednak oprócz tego powinien według mnie przemawiać w imieniu tych słabszych, którym odmawia się głosu i to właśnie starał się robić Kapuściński. W jednym z wywiadów stwierdził on "Społeczności najbiedniejszych państw nie mają głosu. Ludzkość w swojej większości jest milcząca. Ci nędzarze rano wstają, idą na pole, pracują, wypędzają bydło, głodują. I milczą! Nikt w ich imieniu nie przemawia, a oni sami też nie mówią, stąd myślę, że rola reportera, misjonarza czy działacza charytatywnych lub innych organizacji międzynarodowych, nie kończy się na bezpośredniej pomocy. W imieniu tych ludzi trzeba również przemawiać, w ich imieniu należy mówić. Dlatego ktoś powinien mówić w ich imieniu. Właśnie tak widzę swoją rolę jako pisarza. Jest to rola tego, który mówi w imieniu niemających głosu". Z tego między innymi powodu warto sięgnąć po "Jeszcze dzień życia".

pokaż więcej

 
2018-11-18 11:55:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com


Głos nadziei z otchłani Holokaustu...

Wielka szkoda, że Ci którzy pamiętają tą ogromną zbrodnię jaką był Holokaust jeden po drugim odchodzą z tego świata. Pamięć tej ludzkiej tragedii jest potrzebna, aby w zarodku zdławić ksenofobiczne, nienawistne nastroje, które znów doradzają się na całym świecie. Tym bardziej znaczenie mają relacje takie jak ta spisana...
Osinskipoludzku.blogspot.com


Głos nadziei z otchłani Holokaustu...

Wielka szkoda, że Ci którzy pamiętają tą ogromną zbrodnię jaką był Holokaust jeden po drugim odchodzą z tego świata. Pamięć tej ludzkiej tragedii jest potrzebna, aby w zarodku zdławić ksenofobiczne, nienawistne nastroje, które znów doradzają się na całym świecie. Tym bardziej znaczenie mają relacje takie jak ta spisana przez Viktora E. Frankla, który zasłynął również jako twórca logoterapii.



Czasem mi głupio, kiedy konfrontuję swoje narzekanie na to co dookoła z prawdziwą tragedią jaka dotyka innych ludzi. Pewnie, że to kwestia perspektywy i z drugiej strony czemu miałbym się wstydzić swego przeżywania, ale poznając historie takie jak ta, która spotkała Frankla i wielu innych, człowiek zaczyna dostrzegać to co ma. Jednocześnie jestem pełen podziwu co do hartu ducha jakim wykazał się autor tej książki starając się zachować człowieczeństwo w warunkach nieludzkich. Podczas gdy oprawcy robili wszystko by osadzeni w obozach zagłady zachowali tylko niezbędne instynkty pozwalające na ich łatwiejszą kontrolę i eksploatację, Frankl i jemu podobni są dowodem na to, iż jeśli ma się mocny szkielet moralny to nikt nie jest w stanie zmusić nas do zaprzeczenia swoim wartościom i przekonaniom.



Ktokolwiek obawia się drastycznych sytuacji opisywanych w tej książce i z tego też powodu ma opór żeby po nią sięgnąć ten nie ma się czego obawiać w tym względzie. Pomimo faktu, że książka nie jest łatwa w odbiorze bo jakże by miała być skoro dotyka tematu zagłady, to skupia się bardziej na opisie wewnętrznych przeżyć niż całego barbarzyństwa i drastycznych wydarzeń. Już sam fakt przezywanego lęku, niepewności, bezsilności i ciągłego oczekiwania na wyrok jest wystarczający by pokazać w jakich okrutnych warunkach przyszło walczyć więźniom obozów zagłady o zachowanie człowieczeństwa i pozostanie wiernym swoim ideałom więc autor oszczędził nam makabrycznych opisów tego co z pewnością widział. Już bez tego można się wczuć w to co przeżywa ktoś kto z normalnego życia zostaje gwałtem zabrany i komu z dnia na dzień próbuje się wmówić że jest czymś na kształt robaka, którego trzeba zutylizować i który powinien przepraszać za to że żyje. Jak w takim wypadku zachować poczucie własnej wartości, jak pozostać wiernym swoim ideałom i w jaki sposób myśleć o czymś więcej niż o przeżyciu kolejnego dnia. Do jakich potrzeb wyższych można się odwołać kiedy tak naprawdę jedyne o czym się myśli to potrzeby fizjologiczne, podstawowe. Jak w tym wszystkim zachować tożsamość i nie wyprzeć się empatii, miłości, wiary dla zwykłego, instynktownego przetrwania? Na te pytania udzieli nam odpowiedzi Viktor E. Frankl i spróbuję zrobić to w sposób uniwersalny, tak że każdy z nas będzie w stanie wynieść coś dla siebie.



Czytając tę książkę miałem masę przemyśleń, a pomimo że na chwilę obecną daleko mi do kryzysu, to myślę sobie ze poznane treści będą dla mnie okazją na zachowanie nadziei i odnalezienie sensu kiedy takowy przyjdzie mi przechodzić. Każdy z nas przecież przeżywa kryzysy w życiu jednak różnie z nich wychodzimy. Jedni się poddają i niczym domino rezygnują z wyznawanych wartości, a inni z kolei się w nich umacniają bądź dokonują rekonstrukcji swojego świata wartości. Chciałbym wierzyć, że należę do tej drugiej grupy i kiedy przyjdzie czas próby to będę w stanie uchwycić się nadziei i czerpać siłę z tego co dla mnie w życiu najważniejsze. Oby tak było, bo już trochę minęło od lektury a ja wciąż wracam myślami do tej książki o jej autora a i z logoterapią się mocniej zaprzyjaźniłem.



Wojna to zło, każdy kto neguje to co stało się w trakcie II wojny światowej bądź stara się marginalizować Holokaust ten winien czym prędzej sięgnąć po tą książkę i ochronić swoje człowieczeństwo nim będzie za późno.

pokaż więcej

 
2018-11-10 06:32:23
Ma nowego znajomego: IAN KEMP
 
2018-11-10 06:30:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com

Zmierzamy ku zagładzie i to w zastraszającym tempie. Pomimo propagandy rozmaitych środowisk, które usilnie próbują nam wmówić, że nie ma czegoś takiego jak globalne ocieplenie, a ekolodzy to nawiedzone jednostki i zwyczajnie panikują, nasza planeta ma się doskonale, to pamiętajmy że z nauką jednak nie da się dyskutować i fakty wskazują jednoznacznie znajdujemy się...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Zmierzamy ku zagładzie i to w zastraszającym tempie. Pomimo propagandy rozmaitych środowisk, które usilnie próbują nam wmówić, że nie ma czegoś takiego jak globalne ocieplenie, a ekolodzy to nawiedzone jednostki i zwyczajnie panikują, nasza planeta ma się doskonale, to pamiętajmy że z nauką jednak nie da się dyskutować i fakty wskazują jednoznacznie znajdujemy się obecnie w miejscu z którego może już nie być odwrotu.



Elizabeth Kolbert w książce za którą otrzymała Nagrodę Pulitzera zabiera nas w fascynującą, a jednocześnie przerażającą podróż w miejsca badań dotyczących efektów niszczycielskiej działalności człowieka na ziemi. Według tego co tu przeczytamy znajdujemy się obecnie w epoce antropocenu, czyli epoki zdominowanej działalnością człowieka, która na nasze nieszczęście jest w dużej mierze działalnością zawierającą się w bezmyślnej grabieży i destrukcji. Po pierwsze korzystamy na masową skalę z zasobów naszej planety nie bacząc na to że te zasoby nie są w stanie odmawiać się w tak szybkim tempie jak rośnie bezrefleksyjna konsumpcja. Po drugie rościmy sobie na zasadzie nadania prawo do dominacji nad innymi gatunkami i z tego też względu doprowadzamy do wymierania gatunków. To co kiedyś działo się w sposób niezauważalny dla pojedynczych pokoleń, jest teraz widoczne na przestrzeni kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Zbierało mi się na płacz kiedy autorka w poszczególnych rozdziałach wymieniała gatunki, które już wyginęły bezpowrotnie bądź takie, które są na progu wymarcia. W imię czego? No bo przecież kto człowiekowi zabroni?!



W drugiej odsłonie tej książki możemy zobaczyć jak wygląda druga strona ludzkości, która z kolei wyraża się w walce o ocalenie naszego domu. Wraz z Elizabeth Kolbert poznajemy naukowców i działaczy, którzy nie ustają w pracy na rzecz ochrony środowiska, ocalenia tego co zagrożone wyginięciem. Człowiek bowiem jako istota niezwykle inteligentna z nadania może wykorzystać swój potencjał do wielkich rzeczy i takie przykłady w "Szóstym wymieraniu" mnożą się i chwytają za serce. Gdyby tylko każdy z nas wzbudził w sobie refleksyjną stronę można by wspólnie ocalić planetę i dokonać rzeczy niewyobrażalnych. Tyle tylko, że niewielki odsetek ludzkości chce podążać tą właśnie drogą, a ogromna większość niestety jest opętana genem destrukcji bądź zwyczajnie odmawia sobie inteligencji i jest ślepa na odkrycia naukowe. Elizabeth Kolbert z ostatnich stron swojej książki uderza w ton nadziei, że nie wszystko jeszcze przegraliśmy. Chciałbym również w to wierzyć ale wystarczy obejrzeć się wokół, a tam : bezmyślna konsumpcja i marnowanie żywności, niechęć do zmiany diety i przyzwyczajeń w kwestii żywienia, produkcja śmieci na masową skalę, marnowanie wody, zużycie paliw, generowanie zanieczyszczeń i dewastacja powietrza. Nie napawa to optymizmem zwłaszcza kiedy rządzący i autorytety wręcz zachęcają do ignorancji wobec apelów że strony osób działających na rzecz ochrony środowiska.



Chciałbym żeby po książkę Elizabeth Kolbert sięgnęło jak najwięcej osób. Podobnie czułem w przypadku "Głodu" Caparrósa. Myślę, że na tych którzy kształtują świadomość społeczną leży obowiązek w podjęciu próby co do jakościowej zmiany myśli społecznej w zakresie ochrony środowiska , bo inaczej się nie opamiętamy. Może kiedyś przyjdzie taki dzień, że takie pozycje będzie się omawiać jako lektury szkolne, a może z tym nie zdążymy. Ja w każdym razie mocno polecam "Szóste wymieranie".

pokaż więcej

 
2018-10-28 08:03:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

osinskipoludzku.blogspot.com

Sposób w jaki Olga Tokarczuk interpretuje i opisuje dla nas potem świat jest więcej niż fascynujący. "Bieguni" to książka, której motywem przewodnim jest ruch, droga i w taką też podróż zabrała mnie autorka i ciągle gdzieś w niej jestem, choć od lektury minęło trochę czasu.

Po głośną powieść Olgi Tokarczuk, która w związku z jej angielskojęzycznym wydaniem...
osinskipoludzku.blogspot.com

Sposób w jaki Olga Tokarczuk interpretuje i opisuje dla nas potem świat jest więcej niż fascynujący. "Bieguni" to książka, której motywem przewodnim jest ruch, droga i w taką też podróż zabrała mnie autorka i ciągle gdzieś w niej jestem, choć od lektury minęło trochę czasu.

Po głośną powieść Olgi Tokarczuk, która w związku z jej angielskojęzycznym wydaniem święci poraz kolejny tryumfy z tym, że teraz poza granicami naszego kraju, sięgnąłem (przypadek? ) będąc w podróży. Zastanawiam się wciąż czy w taki sposób ta książka zyskuje jeszcze bardziej, ale z drugiej strony jeśli na to popatrzeć uczciwie to kto z nas nie jest w ciągłej podróży. Tylko martwi nie podróżują. "Bieguni" właśnie z tego powodu zyskują wymiar uniwersalny i tak naprawdę powinny trafić do każdego odbiorcy. Jest jeden warunek, trzeba mieć otwarty umysł bo treść podana jest w takiej formie, że wymaga skupienia, uwagi i wyciszenia na cały ten współczesny hałas.

Nie będę tutaj skupiał się nad genezą tytułu, bo to już każdy jest w stanie sobie sam doczytać w internetach, a myślę że warto gdyż tytułowy motyw przewija się właściwie cały czas przez opowiadania zawarte w tym zbiorze. Olga Tokarczuk raz pisze o sobie, innym razem o rozmaitych alter ego, a czasem tworzy bohaterów, niejednokrotnie przy tym opierając się na postaciach rzeczywistych. Wraz z jej bohaterami wędrujemy po lotniskach, hotelach, kontynentach i czasem trzeba chwili żeby się przestawić, zaaklimatyzować, by kiedy już zaczynamy się odnajdywać na nowo wyruszyć w nowe miejsce. Czasem jej bohaterowie znają cel swojej podróży, a innym razem wyruszają bez celu, przed siebie, w poszukiwaniu... no właśnie czego? Jedni znikają nagle, po to by niespodziewanie się odnaleźć, a innych łączą tajemne więzi, które nawet po latach rozłąki przyciągają ich po to by jeden drugiemu przyniósł ukojenie. Pomimo, że niektóre postacie i ich historie na krótko zagoszczą w książce, to autorka pisze o nich w taki sposób iż na długo zapadają w pamięć i pozostawiają mnóstwo materiału do refleksji. Czytałem gdzieś opinię, że w Biegunach brakuje spójności, a opowiadania są momentami dobrane jakby przypadkowo. Pozwolę sobie się z tym nie zgodzić, gdyż dla mnie temat przewodni wędrówki cały czas spaja te historie w całość.

Olga Tokarczuk to autorka ciągle zwalczana, traktowana niczym wróg publiczny w naszym kraju. Pewnie wiele jest przyczyn takiego stanu rzeczy, począwszy od tego iż jest ona bardzo inteligentną, spójną, otwartą na świat kobietą która pisze o tolerancji, a przy tym często dokonuje psychoanalizy naszego społeczeństwa. To nie wszystkim się podoba, bo wiele środowisk w tym opcja rządząca i kościół wolą jednak widzieć kobietę jako tą słabą, podległą mężczyźnie, siedzącą po cichu. Ponadto promuje ona duchowość do której mi szalenie blisko, wyrażającą się w jedności z otaczającym światem w której człowiek zwiększa nieustannie swoją świadomość, rozwija się. Niewielu jest jednak tych z nas, którzy pragną właśnie takiej duchowości. Kościół i władza wpajają nam lęk przed innością, wciskając na siłę w konserwatywne wartości bez względu na to czy nam i innym służą czy też nie. Do którego modelu człowieka wam jest bliżej ? Jeżeli nadal jesteście w drodze, jeśli ciągle szukacie siebie, jeśli macie otwartość na poznawanie świata wciąż na nowo to dajcie szansę "Biegunom". A nuż się zachwycicie tak jak ja?

pokaż więcej

 
2018-10-26 23:18:56
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-10-25 22:40:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok
Cykl: Parabellum (tom 1)

Osinskipoludzku.blogspot.com

Moja przygoda z Remigiuszem Mrozem rozpoczęła się od świetnej serii z Chyłką i Zordonem. Pomimo faktu, iż w pewnym momencie człowiek może mieć wrażenie przytłoczenia z uwagi na mnogość książek, które wychodzą z pod jego ręki ( prawie każda z pozycji rozpoczyna kolejną serię) to trzeba przyznać, że dobrze się go czyta.



Z serią Parabellum miałem zamiar...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Moja przygoda z Remigiuszem Mrozem rozpoczęła się od świetnej serii z Chyłką i Zordonem. Pomimo faktu, iż w pewnym momencie człowiek może mieć wrażenie przytłoczenia z uwagi na mnogość książek, które wychodzą z pod jego ręki ( prawie każda z pozycji rozpoczyna kolejną serię) to trzeba przyznać, że dobrze się go czyta.



Z serią Parabellum miałem zamiar zaznajomić się już dużo wcześniej, ale jakoś tak mi nie schodziło i ciągle było coś ważniejszego. Musiała więc poczekać na lepszy moment i takowy nadszedł na wakacjach, bo one przecież służą rozrywce, a "Prędkość ucieczki" tak jak się spodziewałem okazała się rozrywką osadzoną w czasach drugiej wojny światowej. Remigiusz Mróz daje radę i funduje nam sensację na naprawdę przyzwoitym poziomie. Jego bohaterowie przytrzymują uwagę czytelnika i to zarówno biorąc pod uwagę czarne charaktery jak i te bohaterskie postacie. Może i nie otrzymujemy tutaj jakiejś głębi psychologicznej w konstrukcji bohaterów "Prędkości ucieczki", ale trzeba przyznać że Remigiusz Mróz nie poszedł po najmniejszej linii oporu i nie powiela stereotypów wojennych w rodzaju "dobry Polak i zły Niemiec". Po obu stronach konfliktu będziemy mieli okazję zaobserwować jednych i drugich i dzięki temu będziemy z zainteresowaniem śledzić losy wszystkich postaci choć moja uwaga od początku skupiła się przede wszystkich na braciach Zaniewskich. To właśnie oni osobiście najbardziej zyskali moją sympatię.



Tytuł zobowiązuje i rzeczywiście prędkość dopisuje jeżeli chodzi o przebieg akcji w tej książce. Jesteśmy błyskawicznie przemieszczani po mapie i wraz z bohaterami tak samo jak znienacka trafiamy w sam środek awantury, tak w kulminacyjnym momencie akcja potrafi się zerwać po to byśmy zaraz potem znaleźli się w innym miejscu gdzie dzieje się jeszcze więcej. Nie przeszkadza to w żaden sposób w lekturze, a wręcz przeciwnie czyni ją jeszcze bardziej interesującą. Zaznaczam, że daleko pierwszej serii Parabellum do klasyki powieści wojennej, ale też do takiego miana w żadnym wypadku nie stara się pretendować. Jeżeli natomiast szukacie książki na której nie trzeba się bez ustanku skupiać, a nie jest przy tym jakoś banalnie prosta i trzyma przyzwoity poziom to ta seria Mroza zdecydowane powinna się wam spodobać. Ja bawiłem się dobrze i z pewnością sięgnę po kolejne części. Jako przerywnik od rzeczy cięższych gatunkowo sprawdza się bowiem znakomicie. Polecam z czystym sumieniem.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
707 574 11387
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (99)

Ulubieni autorzy (13)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (71)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd