Radosław Gabinek 
osinskipoludzku.blogspot.com, https://www.instagram.com/psc79, https://www.facebook.com/Osinski-792203237555679
"W dzieciństwie nauczyłem się całować chleb i książki" - Salman Rushdie
39 lat, mężczyzna, Żywiec, status: Czytelnik, dodał: 7 książek i 5 cytatów, ostatnio widziany 2 dni temu
Teraz czytam
  • Futbolowa gorączka
    Futbolowa gorączka
    Autor:
    Autor opisuje swój trwający całe życie romans z Arsenalem i zbliża się do uchwycenia prawd i absurdów opętanego sportem umysłu kibica. Życie nie jest tu mierzone latami a sezonami piłkarskimi.
    czytelników: 570 | opinie: 35 | ocena: 6,9 (347 głosów) | inne wydania: 2
  • Stając się sobą. Pamiętnik psychiatry
    Stając się sobą. Pamiętnik psychiatry
    Autor:
    Stając się sobą to autobiografia Irvina D. Yaloma, emerytowanego profesora psychiatrii kalifornijskiego Uniwersytetu Stanforda. Słynny psychoterapeuta o ogromnym doświadczeniu zawodowym i talencie pis...
    czytelników: 60 | opinie: 3 | ocena: 7 (12 głosów)
  • Zamach
    Zamach
    Autor:
    Dr Amin Dżaafari, Arab izraelskiego pochodzenia, pracuje jako chirurg w szpitalu w Tel Awiwie. Jest oddany swojej pracy, szanowany i podziwiany przez swoich kolegów i społeczność. Nauczył się żyć w ow...
    czytelników: 291 | opinie: 15 | ocena: 6,52 (90 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-16 14:32:09
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok
Seria: Czeskie krymi

Osinskipoludzku.blogspot.com


Oj umieją Czesi pisać kryminały i Jiří Březina jest tego najlepszym przykładem. W "Przedawnieniu" mamy okazję zaprzyjaźnić się z młodym śledczym Tomasem Volfem, który po niepowodzeniach podczas poprzedniej sprawy bierze na siebie próbę wyjaśnienia zbrodni z przed niemal ćwierćwiecza. Wszystko po to by na nowo wrócić do łask przełożonych i wydostać się z za...
Osinskipoludzku.blogspot.com


Oj umieją Czesi pisać kryminały i Jiří Březina jest tego najlepszym przykładem. W "Przedawnieniu" mamy okazję zaprzyjaźnić się z młodym śledczym Tomasem Volfem, który po niepowodzeniach podczas poprzedniej sprawy bierze na siebie próbę wyjaśnienia zbrodni z przed niemal ćwierćwiecza. Wszystko po to by na nowo wrócić do łask przełożonych i wydostać się z za biurka.

Jiri Brezina rozpoczyna "Przedawnieniem" cały cykl poświęcony Tomasowi Wolfowi. Jest to policjant bezkompromisowy, za wszelką cenę dążący do odkrycia prawdy, a przy tym mocno intrygujący i nie wpływa na to jedynie fakt, że jest on fanem ciężkiego brzmienia, choć trzeba przyznać że dodaje mu to specyficznej charyzmy. Myli się jednak ten, który spodziewa się ciężkiego, mrocznego kryminału wzorem skandynawskich mistrzów. Daleko czeskiemu autorowi do Nesbo czy Larssona jeżeli chodzi o klimat, ale też i bardzo dobrze bo dzięki temu dostajemy kryminał w nowym, specyficznym wydaniu. Z jednej strony Brezina porusza kwestie bardzo newralgiczne, bo będzie tu o minionej epoce i niezabliźnionych ciągle ranach, a z drugiej strony akcja toczy się w tempie popołudniowego piwa, a w miejsce zapachu palonej w trakcie policyjnych pościgów gumy co najwyżej poczujemy zapach tekturowych teczek na dokumenty.

Kto odpowiada za dwa zabójstwa w malowniczej Krainie Szumawskiej? Jak poradzi sobie z tym śledztwem zakopanym skutecznie w archiwum sympatyczny detektyw z Czeskich Budziejowic? Odpowiedzi na te pytania klarują się powoli, kiedy Jiri Brezina odkrywa kolejne karty i wyjaśnia historyczny kontekst terenów leżących na granicy czeski-austriackiej. Im dalej brniemy w przeszłość tym trudniej znaleźć stanowisko w tej sprawie, a kolejne wątki tworzą wzburzone fale na spokojnej przez lata wodzie. Wszystko toczy się powoli i spokojnie, a jednocześnie napięcie ciągnie rośnie i z niecierpliwością czekamy na koniec. "Przedawnienie" miło zaskakuje choćby swoją objętością. Jak się okazuje nie każdy potrzebuje wielkich tomisk liczących po niemal tysiąc stron aby przedstawić ciekawą intrygę kryminalną. Jiri Brezina w miejsce niepotrzebnych dłużyzn i opisów stawia na konkret i suche fakty potrafią się świetnie obronić pomimo tego, że akcja powieści toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych.

Sama transformacja, jaką przechodzi Tomas w trakcie kontaktu z Ondřejem Novotným, który ostatni raz miał do czynienia z tą sprawą, jest niezwykle frapująca. Novotný obecnie jest politykiem i dochodzenie z przed lat ciąży mu niemiłosiernie. Thomas z początku zbuntowany i bezkompromisowy, w ramach rozwoju sprawy zaczyna brać pod uwagę szerszą perspektywę wydarzeń z przed lat, które rozegrały się na granicy z Austrią. Jak się wkrótce okaże, choć z początku łatwo i szybko wyciągnąć wnioski i rzucić oskarżenie, to w ramach rozliczeń z trudną przeszłością warto jednak wziąć na wstrzymanie i pozostać ostrożnym w dokonywaniu rozliczeń. Zaszłości i pomówienia, echa nacjonalizmu są aż nazbyt widoczne i jak się okazuje nie jest to tylko problem Polaków, ale i naszych sąsiadów gdzie jak się okazuje wojna zostawiła wyraźny ślad. Im więcej Thomas dowiaduje się od Ondreja tym bardziej zaczyna mieć wątpliwości czy i dla kogo może być korzystne odgrzebywanie przeszłości. Co w rezultacie zdecyduje? Jak zakończy się to śledztwo po latach? O tym już przyjdzie się wam samym dowiedzieć z lektury tej książki, która okazała się dla mnie miłą niespodzianką i chętnie sięgnę po kolejne pozycje, które ukażą się nakładem Wydawnictwa Afera.

pokaż więcej

 
2018-08-15 09:36:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com


Jacka Gmocha i jego analizy można lubić, albo nie cierpieć, no ale w każdym razie trudno obok tej osobowości przejść obojętnie. Z tego właśnie względu postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o tym, jednym z najbardziej znanych trenerów nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

"Najlepszy trener na świecie" to zapis rozmów przeprowadzonych przez dwójkę dziennikarzy...
Osinskipoludzku.blogspot.com


Jacka Gmocha i jego analizy można lubić, albo nie cierpieć, no ale w każdym razie trudno obok tej osobowości przejść obojętnie. Z tego właśnie względu postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o tym, jednym z najbardziej znanych trenerów nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

"Najlepszy trener na świecie" to zapis rozmów przeprowadzonych przez dwójkę dziennikarzy Arkadiusza Bartosiaka i Łukasza Klinke. Ten wywiad rzeka wiele zmienił jeżeli chodzi o moje postrzeganie tego trenera. Z jednej strony trener Gmoch momentami lekko zraził mnie do siebie gdyż można było odczuć zbytnie tendencje do przechowalnia się, a z drugiej strony jeśli prześledzić jego karierę to rzeczywiście jego wyniki zasługują na pochwałę. Człowiek żyjący piłką, który nawet na trenerskiej emeryturze nie poprzestaje na odcinaniu kuponów od sukcesów, które ongiś osiągał przede wszystkim na gruncie ligi greckiej. Innowator, który jak wszystko na to wskazuje pierwszy zaczął wprowadzać do piłki analizy statystyczne z prawdziwego zdarzenia, a przy tym wszystkim wielka gaduła. Wszystko to razem sprawia, że książkę czyta się z dużym zainteresowaniem i ciężko się od niej oderwać. Mimo, że czasem odbieganie od tematu i dywagacje na tematy niepotrzebne mogą przeszkadzać w lekturze to materiał zgromadzony przez dwójkę "przepytujących" śmiało mógłby wystarczyć na większą opowieść.

Dla jednych "Najlepszy trener na świecie będzie okazją do poznania specyfiki greckiej piłki. Ci znajdą tutaj całą gamę ciekawostek i to nie tylko na temat drużyn prowadzonych przez trenera Gmocha. Inni będą bardziej zainteresowani anegdotami z jego przygody z reprezentacją i tutaj również trudno narzekać na przedstawione tajniki z polskiej piłki reprezentacyjnej. Dowiemy się więc o tym, jak ciężki bywa los trenera na pięknych greckich wyspach, które Polacy tak chętnie odwiedzają latem. Bywa, że tamtejsze warunki potrafią przemienić wczorajszego bohatera w persona non grata z byle powodu, a prezesi klubów piłkarskich w Grecji są bardziej kapryśni niźli pogoda nad Morzem Bałtyckim. Wszystko natomiast wynagradzają kibice na stadionach, którzy jak pokochają to na zabój, a dwaj bodajże najbardziej kochani Polacy w Grecji to właśnie Jacek Gmoch i Krzysztof Warzycha. Z wypiekami na twarzy będziemy śledzić powiązania legend piłkarskich z czasu PRL-u i partyjnych decydentów. Przy okazji będziemy współczuć żonie Jacka Gmocha Stefanii, która musi wiecznie konkurować z Piłką Nożną. Wszak to jedna z najbardziej pożądanych kochanek dla mężczyzny i to nie tylko w naszym kraju.

Piłka za czasów Gmocha w reprezentacji była inna i szlag trafia kiedy sobie człowiek uświadomi jak mocno pieniądze zepsuły piłkę. Momentami czytając ten wywiad łapałem się na tym, iż łezka mi się w oku kręciła na myśl jak wiele mi umknęło przez fakt późnego urodzenia. Jedno się nie zmieniło, tak jak kiedyś za komuny, tak i teraz rządzący kierują się zasadą: "chleba i igrzysk", z tą różnicą że wtedy przynajmniej można było czym się emocjonować, a teraz szkoda gadać. Podsumowując, warto sięgnąć po książkę "Najlepszy trener świata", bo choć może nie będzie to wydarzenie na miarę rewolucji w waszych głowach, to z pewnością nie jest to też stracony czas. Tak, że polecam!

pokaż więcej

 
2018-08-14 06:26:27
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2018-08-14 06:24:24
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-08-13 20:48:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Dawno żadna książka nie narobiła mi tak pozytywnego bałaganu w głowie. Jestem już jakiś czas po lekturze, a ciągle myślami do niej wracam i próbuję poukładać wszystko do kupy. Chloe Banjamin wzięła mnie tak naprawdę z zaskoczenia bo kiedy zacząłem czytać "Immortalistów" nastawiłem się na niezobowiązującą rozrywkę, a skończyło się na refleksjach egzystencjalnych.



Zaprawdę powiadam wam, iż...
Dawno żadna książka nie narobiła mi tak pozytywnego bałaganu w głowie. Jestem już jakiś czas po lekturze, a ciągle myślami do niej wracam i próbuję poukładać wszystko do kupy. Chloe Banjamin wzięła mnie tak naprawdę z zaskoczenia bo kiedy zacząłem czytać "Immortalistów" nastawiłem się na niezobowiązującą rozrywkę, a skończyło się na refleksjach egzystencjalnych.



Zaprawdę powiadam wam, iż nie oderwiecie się od tej książki jeśli tylko pozwolicie sobie na rozpoczęcie tej wyprawy w zakamarki wyobraźni. Pozwolicie? Spróbuję was przekonać. Chloe Benjamin to autorka z San Francisco, która dopiero stara się zaistnieć na rynku a tymczasem już jej debiut został nagrodzony. Mimo tego jestem zdania, że wszystko co najlepsze jeszcze przed tą autorką. O tym, że "Immortaliści" okazały się sukcesem świadczy już sam fakt, iż książka ta została wydana w wielu krajach, a można śmiało przypuszczać że to dopiero początek bo ta historia naprawdę ma potencjał na bestseller. Mało tego, trzeba przyznać że autorka potrafi czytać charaktery, potrafi je tworzyć i przy ich pomocy mówić o rzeczach ważnych w taki sposób, że człowiek z jednej strony obawia się tych refleksji, a z drugiej strony prosi o więcej.



W "Immortalistach" wszystko zaczyna się bardzo niewinnie kiedy to czwórka rodzeństwa wybiera się do wróżki, która jak głosi miejska legenda, potrafi przewidzieć przyszłość łącznie z datą śmierci delikwenta. Jak się wkrótce okaże będzie to początek walki z przeznaczeniem, a piętno tej wizyty odbije się na przyszłości każdego z nich. Na sam początek poznamy losy Simona, który pod wpływem przepowiedni postanowi wykorzystać każdą minutę, która mu została. Wraz z nim wyzwanie losowi rzuci siostra Klara, a zaraz potem przyjdzie nam poznać historię Daniela. Sagę rodu Goldów złączy klamrą najstarsza z czworga rodzeństwa czyli Varya. W tym momencie wypada mi już ugryźć się w język gdyż im mniej będziecie wiedzieć jak potoczy się historia czwórki rodzeństwa tym lepiej dla was i waszej satysfakcji z lektury. Powiem tylko, że od tego momentu autorka nie będzie oszczędzać naszej wyobraźni, a granica pomiędzy iluzją a realnością okaże się bardzo cienka.



Powieść Chloe Benjamin wbiła się w mój czytelniczy grafik zaraz po lekturze Yaloma, który to w swej autobiografii głównie porusza właśnie tematy związane z przemijaniem i lękiem przed śmiercią. Tym bardziej udało mi się skutecznie oddać rozważaniom o tym jakby to było żyć ze świadomością daty swojej śmierci. Czy taka wiedza bardziej mobilizuje i pozwala na czerpanie z życia garściami z największą efektywnością jaką tylko się da, czy może paraliżuje i pląta nogi? Czy w życiu liczy się przetrwanie za cenę wyrzeczeń i ciągłej ostrożności, czy też chodzi o to by wykorzystać dany nam czas najlepiej jak się da bez zbytniej asekuracji i kalkulowania co wolno a co nie? Do czego tak naprawdę potrzebna jest nam ta wiedza o tym co niesie przyszłość? Czy jesteśmy w stanie coś zmienić, a co najważniejsze jak taka świadomość zmieni nas samych i czy w ogóle jesteśmy w stanie się zmienić gdy już ją posiądziemy? Te i inne pytania stawia przed nami autorka, a robi to tak niewinnie i bez odstręczającego moralizatorstwa, że z czystą przyjemnością podejmiemy zaproponowaną grę.



Chloe Benjamin zabiera nas w eskapadę w ramach której odwiedzimy między innymi San Francisco z czasów rewolucji seksualnej w latach siedemdziesiątych, będziemy przeżywać strach związany z początkiem epidemii AIDS. Po drodze będziemy przyglądać się pracy iluzjonistów od podszewki, a na koniec skończymy w laboratorium naukowym, gdzie toczą się badania na temat długowieczności. Brzmi intrygująco? No mam nadzieję! A jeśli dodamy do tego pytania o to co w życiu ważne i na ile jesteśmy w stanie zapanować nad przeznaczeniem to myślę, że nawet najbardziej wybredni będą zadowoleni. Ja z czystym sumieniem polecam powieść Chloe Benjamin, bo "Immortaliści" to jeden z lepszych prezentów jakie otrzymałem w tym roku. Z tego miejsca bardzo dziękuję za możliwość udziału w wydarzeniu organizowanym przez portal Lubimyczytać i Wydawnictwo Czarna Owca dzięki czemu miałem okazję przedpremierowo zapoznać się z tą książką.

pokaż więcej

 
2018-07-29 06:57:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com

Nie jest zbytnio lubiana Dorota Masłowska w naszym kraju pomimo tego, iż jest autorką uznaną. Przede wszystkim bierze się to pewnie z tego, iż nie jest to łatwa proza. Masłowska dużo eksperymentuje z formą, a "Inni ludzie" są tego najlepszym przykładem. Trzeba więc sporo inteligencji i otwartości, aby zmierzyć się z jej twórczością, a prawda jest taka iż tych...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Nie jest zbytnio lubiana Dorota Masłowska w naszym kraju pomimo tego, iż jest autorką uznaną. Przede wszystkim bierze się to pewnie z tego, iż nie jest to łatwa proza. Masłowska dużo eksperymentuje z formą, a "Inni ludzie" są tego najlepszym przykładem. Trzeba więc sporo inteligencji i otwartości, aby zmierzyć się z jej twórczością, a prawda jest taka iż tych dwóch cech często Polakom brakuje. W swej najnowszej książce Dorota Masłowska piętnuje właśnie te, ale również i inne niedobory polskiego społeczeństwa.

"Inni ludzie", co zresztą sugeruje nam już sama szata graficzna tej książki to trochę taki album hip-hopowy, z tym że dostajemy sam tekst bez muzyki. Jeśli natomiast wejdziemy w tę książkę dobrze, to będziemy wręcz słyszeć bit w naszej głowie. Z początku trochę ciężko się w to wgryźć, ale z każdym następnym rymem człowiek zaczyna łapać o co chodzi, odnajduje się w specyficznej formie i wtedy już czyta się szybko, zachłannie i niestety zbyt prędko. Tym samym szybko i niespodziewanie docieramy do finału. Zanim jednak to nastąpi przyjdzie nam bujać się w takt historii o Polsce, która swą brzydotą odstręcza, czasem budzi litość, a momentami powoduje trochę śmiech przez łzy. Bohaterowie "Innych ludzi" to taki trochę koncert na wiele głosów z dużą dozą stereotypów, zniekształconych przekonań i frustracji, które trawią Polaków już niemal od urodzenia, a co najmniej od nabycia świadomości społecznej.

Brzydka jest ta Polska jak pogoda za oknem. Ma zapach wilgoci padającego od kilku tygodni deszczu i brak w niej przebłysku choćby nieśmiałego słońca. Razi schematem i monotonią, a na każdym kroku mierzymy się z rozmaitymi lękami jak i absurdami naznaczającymi życie w naszym kraju. Główny bohater "Innych ludzi" wędruje ulicami Warszawy, a my spacerujemy, a właściwie biegniemy wraz z nim i przeglądamy się w lustrzanym odbiciu. Wszędzie wokół pseudopatriotyzm, którego najbardziej wyrazistym odzwierciedleniem są tatuaże "Polski Walczącej" na bicepsach, plecach i grubych karkach kiboli. Ci ostatni stanowią specyficzną i wstydliwą awangardę wspierani skutecznie przez opcję rządzącą. Rodzina się zdewaluowała, a relacje pomiędzy jej członkami ulegają postępującej degeneracji na skutek wielu czynników z wybijającym się na pierwszy plan zatraceniem wartości i perspektyw. Ogólnie obecny w przestrzeni społecznej marazm i trzeba to nazwać wprost - tępota wpływają skutecznie na festiwal paradoksów i absurdów. Coraz większe rozwarstwienie społeczne powoduje ciągłe tarcia i wzajemne żale, a przede wszystkim wzajemne obwinianie się o niepowodzenia życiowe. Nade wszystko jednak konfrontujemy się z upadkiem ducha i zanikiem kultury w narodzie, co o zgrozo przeszkadza już tylko nielicznym.

Reasumując, najnowsza książka Doroty Masłowskiej adresowana jest jak to zresztą u niej bywa do tych odważnych, którym nie straszne jest odkrywanie prawdy o nas samych jako o współczesnych Polakach. Nie jest to zaznaczam doświadczenie łatwe, a ja odważyłem się na nie w towarzystwie Masłowskiej poraz pierwszy i nie żałuję. Mało tego może nawet zdecyduje się nadrobić braki i sięgnę po wcześniejsze, kultowe już pozycje autorki. Tymczasem z czystym sumieniem polecam "Innych ludzi", bo to naprawdę rzecz warta lektury.

pokaż więcej

 
2018-07-27 06:28:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok
Cykl: Vernon Subutex (tom 3)

Osinskipoludzku.blogspot.com

Dzięki uprzejmości Wydawnictwo Otwarte dostałem szansę by przedpremierowo przeczytać kolejny tom cyklu Vernon Subutex i była to czysta przyjemność. Virginie Despentes pożegnała się w wielkim stylu z bohaterem, który wzbudzał tak wielką nostalgię u mnie i wielu moich rówieśników. Trylogia z Subutexem w roli głównej była nie tylko doskonałą satyrą...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Dzięki uprzejmości Wydawnictwo Otwarte dostałem szansę by przedpremierowo przeczytać kolejny tom cyklu Vernon Subutex i była to czysta przyjemność. Virginie Despentes pożegnała się w wielkim stylu z bohaterem, który wzbudzał tak wielką nostalgię u mnie i wielu moich rówieśników. Trylogia z Subutexem w roli głównej była nie tylko doskonałą satyrą polityczno-społeczną, ale też i hołdem dla muzyki, która znaczy coś więcej niż zapychanie czasu pomiędzy kolejnymi reklamami czy też przygrywanie do przysłowiowego kotleta.



"Niech żyje anarchia!" - wybrzmiewa z każdej niemal stronnicy tej książki, a świadomość tego, że jako światowa społeczność dotarliśmy do miejsca, gdzie mamy do wyboru walenie głową w mur bądź też generalne przewartościowanie naszego podejścia do otaczającego świata jest aż nazbyt odczuwalna. Trudno jednak znaleźć kogoś kto byłby w stanie wzniecić symboliczną iskrę, która zapoczątkuje pożar zastałych struktur i konwenansów. Despentes najpierw telegraficznie przypomina nam bohaterów poprzednich części po czym zabiera wraz z nimi w ostatnią podróż, gdzie spróbują oni jeszcze raz wzbudzić w nas autorefleksję jeżeli chodzi o naszą współodpowiedzialność za to w którym miejscu jesteśmy jako Europa. Fakt, że akcja Vernona Subutexa toczy się we Francji i jej dotyczy przede wszystkim nie oznacza, iż wydźwięk tej książki nie ma wymiaru uniwersalnego. Autorka z sadystyczną niemal przyjemnością ukazuje na ile hipokryzja i pozorowanie zakorzeniło się w sferze publicznej i skutecznie wyrzuciły z niej ideały. Momentami ze zdziwienia przecieramy oczy kiedy dociera do nas jak niewielka jest różnica pomiędzy lewicą, która pozostała takową tylko z nazwy, a wojującą skrajną prawicą która bazuje na tym samym podłożu to jest lęku i utracie tożsamości. Jedyną różnicą wydaje się być fakt, iż jedni mówią wprost o swej frustracji, a drudzy kierując się polityczną poprawnością zachowują ją dla siebie na zewnątrz udając, iż nadal są wierni ideałom równości i braterstwa.



"Vernon Subutex t.3" to opowieść o samotności w tłumie, o potrzebie relacji z drugim człowiekiem a jednocześnie o nieumiejętności jej stworzenia. Bohaterowie powieści Despentes funkcjonują gdzieś na obrzeżach systemu i ich jedynym sposobem na jego kontestację jest wycofanie się z niego. Narastająca alienacja tak naprawdę jest wynikiem braku zdolności do wzięcia odpowiedzialności za kształt społeczeństwa, którego przecież są oni uczestnikami, więc do nich też należy jego tworzenie. Towarzyszy im jednak nieustanny lęk i poczucie bezradności co wydatnie wpływa na pogłębiający się proces alienacji i utratę sensu jeśli chodzi o wizję przyszłości i perspektyw dla rozwoju. W takim momencie nawet przykładowy guru jakim staje się tytułowy Vernon może posłużyć za obiekt na którym będzie można się oprzeć i zrzucić na niego odpowiedzialność za stworzenie życiowej filozofii i pomysłu na życie. Vernon Subutex jest bowiem takim właśnie przywódcą duchowym z przypadku, który sam nie umiejąc się odnaleźć w świecie który zastał po opuszczeniu swojej nory, własnej strefy komfortu, przyciąga do siebie jednostki, które również pogubiły się w tym co dzieje się wokół nich. Pomimo, że Subutex nie pretenduje do miana proroka i duchowego przywódcy zostanie w taką rolę wtłoczony wbrew swej woli a jego kult urośnie do takich rozmiarów, które sama autorka w epilogu skutecznie prześmieje nie mając żadnej litości. Taki bowiem jest ten nasz świat, że Ci którzy nie odnajdują się w tym całym koktajlu konformizmu i nienawiści są na tyle wyposzczeni odnośnie autorytetów, że wezmą w ciemno każdego kto ma w sobie odrobinę charyzmy, a tej Vernonowi nie brakuje.



Mógłbym jeszcze długo rozważać nad tym do jakich refleksji pobudził mnie ostatni, finałowy tom trylogii autorstwa Virginie Despentes, ale przecież nie o to chodzi gdyż wy możecie odnaleźć tutaj dla siebie zupełnie co innego. Tym bardziej myślę, że "Vernon Subutex t.3" to lektura z gatunku tych must-read dla wszystkich którzy zadają sobie jeszcze trud refleksji nad tym po co, dlaczego i jak żyją? Każdy kto szuka swego miejsca, komu nie odpowiada konsumpcjonizm i pusta poza, a zarazem być może tęskni za czasami kiedy "być znaczyło więcej niż mieć", a muzyka miała naprawdę znaczenie. Dla nich wszystkich trylogia "Vernon Subutex" będzie czymś więcej niż kolejną satyrą. Reszta śmiało może sobie darować zarówno poprzednie jak i ten ostatni tom. Ja w każdym razie z żalem odkładam na półkę ostatnią część trylogii i mam ogromny szacun do Virginie Despentes, że symbolicznie posłała w diabły cały ten korowód postaci symbolizujących twarze, które spotykam co dnia w nagłówkach wiadomości, serwisach plotkarskich i wychodząc z domu bo odzwierciedla to moją obawę, że faktycznie chyba ciężko będzie by tego wszystkiego w najbliższej przyszłości nie trafił szlag. Dlaczego? Przeczytajcie sami bo warto!

pokaż więcej

 
2018-07-17 21:15:39
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-07-09 23:54:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com

Wszystko ma swój koniec i tenże koniec przyszedł też na jedną z najbardziej znanych profilerek polskiego kryminału. O Saszy Załuskiej - bohaterce serii autorstwa Katarzyny Bondy wiele się pisało, z tego co zdążyłem zauważyć to niestety głównie źle. Przyznam szczerze, że trudno mi zrozumieć dlaczego tak wielu czytelnikom nie przypadła do gustu saga Katarzyny Bondy....
Osinskipoludzku.blogspot.com

Wszystko ma swój koniec i tenże koniec przyszedł też na jedną z najbardziej znanych profilerek polskiego kryminału. O Saszy Załuskiej - bohaterce serii autorstwa Katarzyny Bondy wiele się pisało, z tego co zdążyłem zauważyć to niestety głównie źle. Przyznam szczerze, że trudno mi zrozumieć dlaczego tak wielu czytelnikom nie przypadła do gustu saga Katarzyny Bondy. Ja natomiast należę do fanów tej serii i bardzo polubiłem tą postać.



"Czerwony pająk" okazał się być uwieńczeniem dzieła na miarę oczekiwań. Już od samego początku, poraz kolejny już zresztą autorka zwraca uwagę ogromem pracy włożonym w budowanie tła dla toczącej się akcji. To co dla niektórych jest wadą tej powieści, czyli mnogość szczegółów i opisów, w moim odczuciu dodaje specyficznego klimatu tej powieści. Mi nie przeszkadzają te dłużyzny i wątki poboczne i nie bardzo rozumiem jak można się przy nich nudzić. Ilość bohaterów może i jest w stanie się równać z "Grą o tron" Martina, ale podobnie jak u niego otrzymujemy tu intrygę najwyższych lotów. Warto więc skupić się i zpamiętać te wszystkie postacie, aby potem czerpać satysfakcję z łączenia tych wszystkich nici.



Katarzyna Bonda stworzyła taką polską "Gomorrę" i pewnie gdyby był to scenariusz serialu bądź filmowy to wszyscy byliby zadowoleni. Problem w tym, że to książka i w związku z ogromem materiału jest mocno obszerna, a to niektórych przeraża. Nie polecam więc "Czerwonego pająka" tym którzy poszukują czegoś łatwego i przyjemnego, bo jest to bardziej wyrafinowana literatura wymagająca uwagi i ciągłej koncentracji. Nie znaczy to jednak, że nie ma tu miejsca na rozrywkę, elementy humorystyczne, czy też słodko-gorzkie aluzje do efektów nie do końca udanej transformacji ustrojowej. Bonda jednym razem z przekąsem, a innym razem potępiajaco ukazuje stopień patologii w polskim życiu publicznym. Różnica pomiędzy politykiem, policjantem, a gangsterem ma charakter tymczasowy, a czasem można się wręcz pogubić w tym kto jest dobry, a kto zły. Zainteresowani zmieniają strony, rozwiązują sojusze i zawiązują nowe, a wszystko to przy udziale służb bezpieczeństwa. Pomimo, że zmieniają się rozgrywający to układ trwa, a każdy niemal jest umoczony. Takie polskie bagienko doskonale narysowane przez królową polskiego kryminału.



Sasza tym razem zaczyna gdzieś w tle toczących się zdarzeń. Zostaje przyćmiona przez walkę gangów o wpływy i kontrolę nad kanałem przerzutowym narkotyków biegnącym przez nasz kraj. Na arenę wkraczają coraz to nowi gracze, kolejni bohaterowie zaznaczają swoją nieobecność, a centralna postać sagi gdzieś jakby w tle. Szybko jednak może się okazać, że zostaliśmy zrobieni w bambuko i Sasza ciągle jest obecna i stanowi ważne ogniwo wydarzeń. Co ma wspólnego główna bohaterka z wojną gangów na Wybrzeżu? Tej frajdy wynikającej z rozwiązania zagadki nie będę nikomu zabierać, zaznaczam jednak ze niemal każdy bohater ma znaczenie dla rozwiązania zagadki i jeśli chcecie mieć naprawdę satysfakcjonujący finał tej książki to należy uważnie śledzić losy każdej z postaci. Zważając na fakt, iż Katarzyna Bonda pisze tę historię z różnych perspektyw i poraz kolejny stawia na wielowątkowość to tylko najwytrwalsi będą w stanie poskładać wszystko do kupy i należycie zinterpretować to co leży za zbrodnią w "Czerwonym pająku". Tym większa satysfakcja z jej uważnej lektury.



Mocno polecam cykl "Cztery Żywioły", który Katarzyna Bonda kończy "Wodą" udowadnia w finale czym jest i powinien być dobry kryminał. Nie sugerował bym zniechęcać się po nieprzychylnych opiniach, gdyż to co dla kogoś jest wadą, to dla wytrawnego czytelnika będzie prawdziwą ucztą. Miłej lektury!

pokaż więcej

 
2018-07-09 11:50:51
Ma nowego znajomego: Galene
 
2018-07-07 20:51:39
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-07-02 11:24:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok
Autor:

Osinskipoludzku.blogspot.com

Ehhh...stary jestem już, bo kiedy czytałem książkę Anny Cieplak to zobaczyłem że język jakim posługują się jej bohaterowie to już całkiem inna bajka niż to jak porozumiewaliśmy się w młodości ja i moi rówieśnicy. Zresztą nie chodzi tylko o sam język, ale również o rodzaj emocjonalności, świat wartości i ogólnie wizję świata. Spokojnie, nie będę tu szedł w banały...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Ehhh...stary jestem już, bo kiedy czytałem książkę Anny Cieplak to zobaczyłem że język jakim posługują się jej bohaterowie to już całkiem inna bajka niż to jak porozumiewaliśmy się w młodości ja i moi rówieśnicy. Zresztą nie chodzi tylko o sam język, ale również o rodzaj emocjonalności, świat wartości i ogólnie wizję świata. Spokojnie, nie będę tu szedł w banały typu "kiedyś było lepiej", bo pewnie na fali sentymentu każde pokolenie, które dojrzeje ma przekonanie że ich dzieciństwo było wyjątkowe.



"Ma być czysto" to historia o dojrzewaniu, zbyt szybkim, wręcz pospiesznym, które z pewnością utrudnia budowanie tożsamości w oparciu o zdrowe poczucie własnej wartości. W książce Anny Cieplak dzieci chcą być dorosłe ale nie bardzo wiedzą jak. W międzyczasie pochłania ich nieustanna rywalizacja o szukanie akceptacji za wszelką cenę, nawet kosztem własnych granic, które nomen omen są mocno zatarte. Dzieci są tu pozostawione sami sobie przede wszystkim z uwagi na brak rodziców, wzorców, jasnych autorytetów. Anna Cieplak świetnie kreśli obraz polskiego społeczeństwa że wszystkimi jego bolączkami i robi to tak, że książkę czyta się dosłownie jednym tchem. Obnaża przy tym bezduszność i niesprawiedliwość systemu, który uderza w tych którzy bronić się nie potrafią, a ci którzy nauczyli się pływać po powierzchni funkcjonują na innych zasadach i ich zdają się nie dotyczyć te same problemy z którymi zmagają się ci naznaczeni metką "dysfunkcja".



Blisko mi do tematów poruszanych przez Annę Cieplak w tej książce gdyż szlag mnie trafia kiedy zamiast konkretnej diagnozy problemów dzieci i młodzieży w Polsce podejmowane są działania po omacku. Nie można według mnie inaczej postrzegać spłycania trudności w sferze systemu szkolnictwa do kwestii obecności bądź nie gimnazjów w polskiej szkole. Najlepiej chyba odzwierciedlającymm problem określeniem, które przychodzi mi do głowy w tym aspekcie są "pozory". Rodzice w "Ma być czysto" pozorują oddziaływania wychowawcze, dziecię udają że liczą się z tym co mówią rodzice, rodziny tylko z pozoru zaspokajają poczucie bezpieczeństwa, a relacje w nich są tylko w deklaracjach oparte na bliskości i zaufaniu. Pedagodzy, kuratorzy i opieka społeczna reagują na to wszystko sztampowo i z wyłączeniem indywidualizmu gdyż nie ma na to czasu i prościej jest władować wszystkich do jednego wora. Wszyscy jakby za wszelką cenę chcieli zapomnieć, że ryba psuje się od głowy.



Nie wiem czy taki miała zamiar autorka, ale wzbudziła we mnie jako czytelniku nastroje niemalże anarchistyczne. Chciałoby się rozpieprzyć ten system od środka i nie pozwolić by jego twórcy nadal udawali, że działa bez zarzutu. Ostrzegam bowiem lojalnie, iż lektura "Ma być ciepło" to gwarantowany koktajl uczuciowy o zabarwieniu bezsilności i frustracji z uwagi na bardzo mocy wydźwięk niesprawiedliwości społecznej. Całe szczęście, że są jeszcze autorzy, którzy nie mają zgody na tę rzeczywistość i kontestują rzeczywistość w której przyszło nam żyć.

pokaż więcej

 
2018-06-29 22:21:38
Ma nowego znajomego: bsuk
 
2018-06-24 09:05:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com

Kiedy sięga się po książki Wojciecha Tochmana to nie ma co liczyć na piękno i pokrzepienie serca, ale przecież nie taka rola reportera. Jego zadanie polega na przedstawieniu faktów i z tego zadania Tochman wywiązuje się znakomicie, a że przy okazji konfrontuje on czytelnika z ludzkim okrucieństwem... no cóż tacy też potrafimy być choć trudno nam przyznać się do...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Kiedy sięga się po książki Wojciecha Tochmana to nie ma co liczyć na piękno i pokrzepienie serca, ale przecież nie taka rola reportera. Jego zadanie polega na przedstawieniu faktów i z tego zadania Tochman wywiązuje się znakomicie, a że przy okazji konfrontuje on czytelnika z ludzkim okrucieństwem... no cóż tacy też potrafimy być choć trudno nam przyznać się do tej części naszej natury.

"Dzisiaj narysujemy śmierć" to bodaj najtrudniejsza pozycja autorstwa Wojciecha Tochmana, którą dane mi było czytać, a jednocześnie uważam że jest to lektura obowiązkowa, z gatunku tych ku przestrodze. Należę do pokolenia dla którego Rwanda już na zawsze będzie się kojarzyć z maczetą i krwawymi wydarzeniami, które rozegrały się pomiędzy dwoma zantagonizowanymi plemionami Tutsi i Hutu. W roku 1994 kiedy dochodziły do nas informacje o ludobójstwie, które odbywało się właśnie w tym małym afrykańskim kraju, pamiętam jak dziś że widok tych tabunów uchodźców budził przerażenie i trwogę niemal wszystkich. Sporo się zmieniło od tego czasu gdyż obecnie jako społeczeństwo nie jesteśmy tak jednomyślni na widok uchodźców z Syrii i innych państw naznaczonych wojną, którzy stoją u wrót Europy. Obecnie wielu z nas włącza się zimna kalkulacja na temat tego kto zasługuje na pomoc a kto nie koniecznie, dlatego też wznowienie książki Wojciecha Tochmana nie mogło mieć miejsca w lepszym momencie. Pytanie tylko czy nawet tak bezpośredni i twardy reportaż ma szansę obudzić empatię w społeczeństwie tak mocno zfokusowanym na własnej wygodzie i coraz to bardziej egoistycznych potrzebach. W każdym razie zawsze znajdzie się choć garstka tych, którzy będą czytać książki tego typu i oburzać się na niesprawiedliwość na tym świecie i dla nas właśnie ta książka jest adresowana.

Wojciech Tochman jedzie do Rwandy, aby lata po krwawych wydarzeniach badać piętno jakie zaznaczyły one na tym narodzie. Pamięć jest instrumentem mocno zaznaczajacym się na tożsamości każdego narodu. Nie inaczej jest w przypadku Rwandy i choć istnieje presja rządzących co do tego co można, a nie można mówić odnośnie wydarzeń z przed lat, to zapomnieć nakazać się niczego nie da. Rozmówcy Tochmana pamiętają jak to w momencie próby jedni zdawali egzamin z człowieczeństwa, a inni nie. Podczas gdy instytucje zawiodły niemal bez wyjątku, to na pojedyncze jednostki można było liczyć w chwili zbliżającej się śmierci. Obok bowiem tych, którzy poddali się masowej histerii i ulegli bratobójczej patanoji, znaleźli się również i tacy ludzie u których Tutsi znaleźli schronienie i ratunek przed maczetami Interahamwe. Znaleźli się więc i tacy, którzy wprost sprzeciwiali się przemocy, znaleźli tacy którzy na swych strychach trzymali kobiety w ciąży, znaleźli i tacy którzy brali pod protekcję dzieci Tutsi. Więcej jednak było tych, którzy egzaminu z człowieczeństwa nie zdali i kiedy trzeba było wstawić się za słabszym nie tylko nie pomagali, ale i przykładali rękę do rzezi. Co do wspomnianych instytucji to zarówno ONZ jak i Kościół jak i rządy najbardziej wpływowych państw na świecie bardziej pozorowały działania niż realnie działały na rzecz zapobiegania toczącej się rzezi. Poczucie opuszczenia, krzywdy i żalu to dominujące uczucia u rozmówców Wojciecha Tochmana.

Ciężko czytało mi się tę książkę. Raz po raz towarzyszyła mi wściekłość i oburzenie na to co jak mi się wydawało przebrzmialo przez te ponad dwadzieścia już lat i należy już do przeszłości, do historii. Jak się jednak okazuje dopóki żyją ludzie, którzy pamiętają co się wydarzyło, dopóki nie zostaną wprost nazwane winy, zaniedbania, jak również zwykła obojętność wśród uczestników ludobójstwa w Rwandzie, dopóty pozostanie poczucie krzywdy na tyle silne, że uniemożliwi rozwój i pójście do przodu. Mocno czuć z kart książki "Dzisiaj narysujemy śmierć", że są tacy którzy próbują na siłę zmusić wszystkich do skupienia na przyszłości podczas gdy wciąż w przestrzeni publicznej żyją zarówno sprawcy jak i ofiary. Uniemożliwia się im prawdziwe zadośćuczynienie i żałobę w imię szeroko pojętych partykularnych interesów. Próbuje się sztucznie wpływać na naturalne procesy, które powinny wynikać z tej najważniejszej, czysto ludzkiej perspektywy. Nie da się natomiast oszukać pamięci i to w jej imieniu wypowiada się w tej książce Wojciech Tochman.

Zachęcam mocno do lektury "Dzisiaj narysujemy śmierć" także z innego powodu. Książka ta rzuca bowiem również światło na trudne tematy dotyczące historii organizacji międzynarodowych, w tym przede wszystkim Kościoła. Czytelnik ma okazję samemu wyrobić sobie zdanie na temat moralnego prawa do społecznej krytyki tych, którzy ze sporą łatwością ferują wyroki i pouczają o tym co dobre i złe, a samo raz po raz zawodzą w obliczu kryzysu i nie są przejrzyści moralnie patrząc choćby na to jakie priorytety kierowały nimi podczas wydarzeń w Rwandzie.

pokaż więcej

 
2018-06-22 13:07:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com


Wrażliwości tego marokańskiego pisarza zdążyłem już doświadczyć wcześniej, kiedy to objaśniał islam z perspektywy dziecka. Jeśli ktoś jest ciekawy to wystarczy poszperać na blogu za opinią. To był początek pięknej przyjaźni. Teraz kiedy leżę na plaży na tunezyjskiej Djerbie, a Maroko nigdy nie było bliżej, przyszła idealna pora na zapoznanie się z jego...
Osinskipoludzku.blogspot.com


Wrażliwości tego marokańskiego pisarza zdążyłem już doświadczyć wcześniej, kiedy to objaśniał islam z perspektywy dziecka. Jeśli ktoś jest ciekawy to wystarczy poszperać na blogu za opinią. To był początek pięknej przyjaźni. Teraz kiedy leżę na plaży na tunezyjskiej Djerbie, a Maroko nigdy nie było bliżej, przyszła idealna pora na zapoznanie się z jego najbardziej znanym dziełem. "To oślepiające, nieobecne światło" jest książką, która głęboko wchodzi w duszę i pewnie na długo w niej pozostaje. Jej lektura to wydarzenie metafizyczne, prawdziwa duchowość której nie doświadczycie przy pomocy żadnej zinstytucjonalizowanej formy kultu religijnego.

Ta historia zdarzyła się naprawdę. Podczas nieudanego przewrotu i próby obalenia króla Maroka Hassana II, która to próba skończyła się klęską, do celi o wielkości grobu trafia Salim i jak się później okaże przyjdzie mu tam spędzić 18 lat. Pobyt w tajnym więzieniu Tazmamart to liczne tortury zmierzające do odczłowieczenia, do złamania ducha i sprowadzenia uczestników przewrotu do roli żywych trupów. Bohater tej powieści postara się tym zakusom przeciwstawić i pozostać człowiekiem przy pomocy siły ducha, wiary w Allaha. Salim kieruje się przy tym bardzo silnym pragnieniem aby przetrwać i dać świadectwo o wszystkim tym co spotkało jego i jego towarzyszy niedoli. W przeciwnym wypadku może się okazać, że nikt nigdy nie dowie się o tym, że tajne więzienie istniało, a śmierć wszystkich tych którzy nie zdołali przetrwać zostanie wymazana na kartach historii. Salim stara się więc nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich tych z którymi tworzył specyficzną wspólnotę podczas pobytu w Tazmamart.

Czytałem wiele książek traktujących o tym do jakich okropieństw zdolny jest człowiek wobec drugiego człowieka, ale takiej jak ta jeszcze nigdy. Tahar Ben Jelloun dokonał czegoś niebywałego, gdyż pisząc o rzeczach które zwykle powodują u mnie wściekłość, zrobił to w tak nietypowy sposób iż bardziej niż na nienawiści wobec oprawców skupiłem się na uznaniu dla Salima, a jest za co go podziwiać. Przemiana duchowa jakiej dokonuje on po uwięzieniu wydaje mi się czymś niedoścignionym. Na początek wyzbywa się nienawiści do swoich politycznych przeciwników, w tym do ojca który go porzucił a w obliczu kryzysu wyrzekł się go. W dalszej kolejności uczy się oddzielać ducha od ciała, aby nie pozwolić go zbrukać, zniszczyć jak powłokę, która tego ducha przechowuje, a ulega coraz to bardziej postępującej degeneracji. Ponadto uczy się pokory wobec świata w którym przyszło mu żyć, a jak się okazuje nawet w celi wielkości grobu i w odcięciu od zewnętrznego świata człowiek nigdy nie jest zupełnie sam i nawet skorpion zasługuje na prawo do istnienia. Salim na nowo odkrywa też wagę i znaczenie najbardziej przyziemnych czynności i uczy się tego jak ważna może być jego opowieść dla drugiego człowieka, jak pozwala podtrzymać nadzieję, pozostać przy życiu. Mógłbym tak jeszcze wymieniać długo, jednak zamiast wyręczać was w szukaniu własnego przesłania, poprzestanę na tym iż w toku lektury osobiście zacząłem doświadczać czegoś na kształt duchowego przeżycia. Jestem za to ogromnie wdzięczny autorowi, bo chyba nie ma lepszej rekomendacji dla pisarza ponad to, iż lektura jego dzieła staje się wydarzeniem o wymiarze transcendentnym.

"To oślepiające, nieobecne światło" jest opowieścią o tym, jak czasem musimy stracić, aby zyskać. Jest świadectwem tego czym tak naprawdę powinna być wiara, która w swej prawdziwej postaci jest afirmacją miłości, a nie zaproszeniem to nienawiści. Jeśli kiedykolwiek blisko mi jest do poszukiwania wiary to jedynie w takiej formie jak proponuje to właśnie Tahar Ben Jelloun. Cudnie się to czyta, z jednej strony jakoś tak nieśpiesznie a jednocześnie pochłonąłem to książkę za jednym zamachem. Na sam koniec pozostałe z refleksją, iż czasem wstyd mi za swoje wygórowane potrzeby i oczekiwania podczas gdy ciągle są tacy, którzy chcieliby jedynie godnie żyć. Jeśli zdecydujecie się na lekturę tej książki i przypadnie wam do gustu to jeszcze raz mocno zachęcam do sięgnięcia również po "Co to jest islam? Książka dla dzieci i dorosłych".

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
685 557 10903
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (96)

Ulubieni autorzy (13)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (71)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd