Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Bezduszna

Cykl: Protektorat parasola (tom 1)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,03 (1375 ocen i 217 opinii) Zobacz oceny
10
104
9
159
8
265
7
385
6
271
5
90
4
36
3
42
2
13
1
10
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Soulless
data wydania
ISBN
9788376486567
liczba stron
320
język
polski
dodała
Yossa

Po pierwsze, Alexia nie ma duszy. Po drugie, jest starą panną, której ojciec był Włochem, a teraz nie żyje. Po trzecie, została zaatakowana przez wampira, co stanowi oburzające naruszenie zasad dobrego wychowania. A dalej? Sprawy lecą na łeb, na szyję, gdyż ów wampir przypadkowo ginie z jej ręki, a nieznośny lord Maccon (hałaśliwy, gburowaty i zabójczo przystojny wilkołak) z rozkazu królowej...

Po pierwsze, Alexia nie ma duszy. Po drugie, jest starą panną, której ojciec był Włochem, a teraz nie żyje. Po trzecie, została zaatakowana przez wampira, co stanowi oburzające naruszenie zasad dobrego wychowania. A dalej? Sprawy lecą na łeb, na szyję, gdyż ów wampir przypadkowo ginie z jej ręki, a nieznośny lord Maccon (hałaśliwy, gburowaty i zabójczo przystojny wilkołak) z rozkazu królowej Wiktorii wszczyna śledztwo. Jedne wampiry znikają, inne pojawiają się znienacka, jakby wyrastały spod ziemi, a podejrzenia padają na Alexię. Czy nasza bohaterka zdoła rozwiązać zagadkę skandalu, który wstrząsnął londyńską socjetą? Czy charakterystyczna dla bezdusznych umiejętność neutralizowania sił nadprzyrodzonych okaże się pomocna, czy raczej przysporzy jej wstydu? I co najważniejsze - kto naprawdę zawinił? I czy podadzą ciasto z kajmakiem?

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl

źródło okładki: http://www.proszynski.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 762
Fidai | 2014-04-03
Na półkach: Steampunk

Miało być (chyba) młodzieżowo i paranormalnie, tajemniczo, a wyszło z podziałem na dobro i zło jaki możemy znaleźć w "Kopciuszku". Brzmi dziwnie? Już tłumaczę.

Steampunk zawsze mnie fascynował. Ten rodzaj literacki zdaje się dawać tyle możliwości i pozwala na taką zabawę słowem czy samą historią, że niewykorzystanie potencjału powinno być karalne. Niestety, nie jest. I niestety, ale wrzucenie do książki panien w sukniach z turniurami oraz wlepienie sterowca gdzieś w tle nie robi z tytułu czegoś, na co można by spojrzeć i stwierdzić "Tak, to steampunk" (no dobrze, teoretycznie sterowce są wskazówką - ale chodzi o to, żeby nie pojawiały się nieśmiało w jednej scenie, jakby cichutko wspominając "Dzień dobry, jestem sterowcem, a to jest steampunk, chciałem tylko was upewnić". Widać różnicę?). Gail Carriger zrobiła miszmasz, który w sumie sam chyba nie wie czym jest. Albo czym miał być.

Najmocniejszą stroną tej bądź co bądź słabej książki jest humor. Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że podczas czytania "Bezdusznej" ani razu się nie uśmiechnęłam. Pani Carriger całkiem nieźle radzi sobie z rozbawianiem czytelnika, szkoda tylko, że żarty szybko się powtarzają i czar pryska, a wtedy widać już, że te wszystkie sytuacyjne i postaciowe gagi właściwie nie są takie interesujące. Mimo to, humor w "Bezdusznej" to plus. Autorka pisze składnie i zadziwiająco dobrze oddaje na stronach książki emocje bohaterów (zazwyczaj dwóch protagonistów), ale tylko wtedy, gdy chodzi o emocje pozytywne. Negatywne - smutek czy strach - przewijają się tu i ówdzie, ale nie poruszają.

Najsłabszą stroną pierwszego tomu "Protektoratu Parasola" są bohaterowie i relacje między nimi. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że o ile główni bohaterowie są naprawdę godni politowania (o nich więcej za moment), o tyle drugoplanowe wypadają zdecydowanie ciekawiej. Mamy więc betę lorda Maccona, profesora Lyalla, wilkołaka, ale i dżentelmena, osobnika spokojnego i (przynajmniej w moim odczuciu) wartego uwagi. Mamy Ivy, koleżankę głównej bohaterki, która, choć gra naprawdę śladową rolę, zapadła mi w pamięć (możliwe, że przez jej okropne kapelusze). Mogłabym wpisać tutaj jeszcze parę imion, ale najważniejsze jest to, że żadna z postaci przeze mnie wymienionych nie jest postacią główną. To nie wokół nich kręci się ta historia, a szkoda.

Alexia Tarabotti, panna o włoskich korzeniach, opisana na pierwszej stronie jako wątpliwej urody (według przyjętych norm), przez następne dwieście stron książki przedstawiana jako chodzący seks (ten włoski pazur!), która w założeniu miała być rezolutną, ostrą, porywczą kobietą jawi się jako niezdecydowana, arogancka, brzydko mówiąc, dziewucha z umysłem dziecka (jeśli chodzi o postrzeganie/rozumienie pewnych spraw). Jej niechęć do rodziny jest po prostu godna pożałowania, a sposób, w jaki owa rodzina została przedstawiona - tragiczny. Alexia - mądra, oczytana, butna; rodzina - głupia, małostkowa, "kukunamuniowata" (tu cytuję). Alexia - taka interesująca; rodzina - taka nudna i przewidywalna! Nikt w rodzinie nie lubi Alexii, Alexia nie lubi nikogo.. To naprawdę czytało się jak "Kopciuszka" - z tym, że w "Kopciuszku" mamy historię skierowaną stricte do dzieci, więc podział na złych i dobrych jest klarowny z oczywistych powodów.

O lordzie Macconie, wilkołaku, muszę wyrazić się odrobinę lepiej - ale nie dlatego, że wypada on ciekawiej od panny Tarabotti, tylko dlatego, że jego głupotę można zrzucić na karb bycia istotą nadnaturalną, po pewnej części zapewne dziką i, co za tym idzie, równie finezyjną co kawałek drewna. Ale nawet zachowując to w pamięci, romans, który pani Carriger przedstawia nam w "Bezdusznej" woła o pomstę do nieba. Obie strony zachowują się jak dzieci, które jak na razie rozumieją jedynie, że końskie zaloty to jedyna forma okazania zainteresowania, a potem przez pięćdziesiąt stron zastanawiają się, analogicznie, a) czemu A jest taki głupi, bo pociągnął za warkocz B, b) czemu B jest taka tępa i nie rozumie, że targanie warkocza to miłość. Przyznam szczerze, że sceny romansu - i obłapiania się - po szybkim zaznajomieniu się z sytuacją po prostu.. Przerzucałam. Nie byłam w stanie tego czytać. I to bynajmniej nie dlatego, że musiałam się powachlować i ochłonąć.

Książka, co sprawdziłam, na angielskiej wikipedii wpisuje się w ramy steampunku, ale i popularnego ostatnio "paranormal romance", czyli niczego innego jak tytułu obarczonego (innego słowa nie da się tutaj użyć..) wątkiem miłosnym, w którym przynajmniej jedna strona układu/trójkąta/wieloboku urodziła się z czymś, czego u przeciętnego przedstawiciela rasy ludzkiej nijak się nie uświadczy. Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej. Prawdopodobnie dwa razy zastanowiłabym się przed szukaniem "Bezdusznej", a tak tomiki leżą teraz u mnie i błagają o przeczytanie. Przeczytam, bo są to książki krótkie i niewymagające, ale czy polecam? Krótko i zwięźle: nie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Syn

Początkowo jako miłościczka Indian, byłam zniesmaczona ich wizerunkiem. Ale im dalej zagłębiałam się w lekture, tym bardziej rozumiałam, że autor prze...

zgłoś błąd zgłoś błąd