pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Raj tuż za rogiem
Pełna pasji opowieść o dwóch niespokojnych duszach.
Paul Gauguin, wybitny malarz, ucieka od życia paryskich koterii artystycznych i jedzie na Tahiti. Liczy na to, że życie z daleka od Francji, złożo...
Pełna pasji opowieść o dwóch niespokojnych duszach.
Paul Gauguin, wybitny malarz, ucieka od życia paryskich koterii artystycznych i jedzie na Tahiti. Liczy na to, że życie z daleka od Francji, złożone z seksu oraz najbardziej pierwotnych emocji pozwoli mu zdrapać nalot cywilizacji i powrócić do korzeni sztuki.
Flora Tristan to rewolucjonistka, pisarka i agitatorka, która wierzy, że dobroć, miłość i seks mogą zbawić świat. Opuszcza męża i wyrusza na misję tworzenia utopijnego społeczeństwa wśród bohemy i robotników francuskich miast.
Oboje są uciekinierami. Oboje mają wizję wielkiego przeobrażenia. Łączy ich gorączkowy upór i wiara w to, że człowiek znów może być autentyczny. Jednak utopii nie sposób stworzyć... Lecz można się zbawić na własny rachunek?
W swej przesyconej erotyką powieści o dwóch autentycznych postaciach XIX wieku Llosa szuka odpowiedzi na zasadnicze pytania nurtujące współczesnych czytelników: czy można wyrwać się z szarzyzny życia i naprawdę zmienić świat, choćby wokół siebie?
pokaż więcej.
źródło opisu: opis od wydawcy
źródło okładki: okładka od wydawcy
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
91
-
43
Opinie czytelników
O seksie, szczęściu, sztuce i filozofii...
Jak rodzi się wielka sztuka? Co leży u jej źródeł? Przypadek Paula Gauguina i tysięcy wybitnych artystów potwierdzałby, że musieli oni dotknąć dna, otrzeć się o piekło, zanurzyć się w szaleństwie, by ich twórczość zyskała znamię geniuszu, boskości. Ktoś może mi zarzucić – tak jak mój znajomy podczas dyskusji po przeczytaniu "Raju..." – że niekiedy cierpienie, łzy, krew, pot artysty stają się dla nas, odbiorców, źródłem przyjemności czysto estetycznej: oglądamy albumy, chodzimy do jasnych i przestronnych galerii... czytamy w zaciszu swoich domów o tragicznym losie ludzi, którzy zamiast raju znaleźli przecież za rogiem piekło. Kosztem czyjejś tragedii, do której nawiązuje podziwiany przez nas utwór, my jako jego odbiorcy zaspokajamy swoje potrzeby estetyczne. Nie da się ukryć. Może na tym polega funkcjonowanie w świecie dzieł sztuki? Podziwiam je, wzruszam się, doznaję euforii, unoszę się na chwilę nad ziemią. Każde dzieło sztuki żyje jako odbłysk doznań, które wywołuje w odbiorcy. Właśnie tak to postrzegam – dzieło sztuki staje się żywe, gdy spotyka się w nim jego twórca i jego odbiorca. Dla mnie najważniejsze jest to spotkanie. Dialog między nimi w obrazie, w książce, w wierszu, w filmie...
Przeglądam album z malarstwem Gauguina. Wpatruję się w jego obrazy i próbuję odgadnąć, co wprawiło w ruch wyobraźnię artysty? Patrzę i widzę grę kolorów, form, odkrywam kunszt w operowaniu światłem, w tworzeniu nastroju, metafory. Na czym polega geniusz tworzenia? Jak rodzi się odwaga kreowania i rewolucjonizowania: sztuki, własnego życia, siebie, świata... Zapytywałam o to Florę Tristan i Paula Gauguina, dwoje bohaterów "Raju tuż za rogiem", których łączą więzy krwi: ona jest jego babką ze strony matki. Zapytywałam nieustannie, w gorączce zdziwienia: jak to możliwe, że ludzie są w stanie wyrwać siebie z korzeniami z dotychczasowego, poukładanego życia, zmienić je o 360 stopni, by podążyć ze głosem swojego powołania.
W przypadku Flory jej decyzja była skutkiem upokorzenia, jakiego doświadczyła jako kobieta i jako człowiek. Porywcza, obdarzona nieposkromioną, silną osobowością i żelaznym charakterem, nie potrafiła żyć w jarzmie małżeństwa. Dla Flory małżeńskie obowiązki były źródłem cierpienia i napawały ją wstrętem. Po latach porówna małżeństwo do niewolnictwa, największej hańby ludzkości. Kiedy decyduje się opuścić męża, naraża się na powszechne potępienie i społeczną banicję – kobieta, która porzuca dom, staje się w oczach prawa i świata gorzej niż prostytutką, zbrodniarką ściganą przez policję. Flora ukrywa się przed mężem. Wiele przecierpi, straci córeczkę, odebraną jej przez Chazala, ale zyska wiedzę o sobie, hart ducha, nauczy się walczyć o swoją godność i prawo do stanowienia o swoim ja. W sprzyjających okolicznościach zacznie nadrabiać zaległości w wiedzy, pochłaniać książki, pisać własne, a przede wszystkim pod wpływem rodzących się w pierwszej połowie XIX wieku utopijnych systemów filozoficznych i dzięki inspiracji saintsimonistów, fourrierystów i falansterianów – walczyć nie tylko o prawo do szczęścia dla siebie, ale dla wszystkich zniewolonych i gnębionych: kobiet, robotników, niewolników. Będzie podróżować od miasta do miasta i głosić swoją wizję społecznej szczęśliwości, piętnowana przez konserwatystów za swoje wywrotowe poglądy i bycie kobietą. Nawet ci, o których prawa walczy, przyjmują jej wystąpienia sceptycznie. Nie traktują poważnie słów rewolucjonistki w spódnicy. Flora nie zraża się tym, wierzy, że może zmienić świat. Nie ma miejsca w jej życiu na miłość i seks. Llosa przedstawia ją jako kobietę oschłą, której słowo seks kojarzy się z jednym: z obrzydzeniem i ohydą. Z kopulacją. Z gwałtem. Mężczyzna nie jest dla niej obiektem żądzy seksualnej, żaden mężczyzna. Drogę do jej serca – i łóżka – udaje się odnaleźć... kobiecie. Ale na krótko, Flora bowiem nie potrafi pogodzić szczęścia osobistego z walką o zbawienie ludzkości. Widząc nędzę, cierpienie i upokorzenie najbiedniejszych, nieludzki wyzysk kobiet i dzieci pracujących w fabrykach, porzuca Olimpię, dzięki której zaznała szczęścia i rozkoszy.
Zupełnie inną wizję raju ucieleśnia biografia Paula Gauguina. Młodość przyszłego malarza nie zapowiada, że kiedykolwiek dane mu będzie doświadczyć rozkoszy i trudu tworzenia. Jako dwudziestoparolatek zostaje finansistą w jednej z najpotężniejszych firm w Paryżu. Poślubia Mattę Gad, staje się przykładnym mężem i ojcem pięciorga dzieci. Robi karierę na giełdzie i wraz z rodziną przeprowadza się z jednego eleganckiego domu do kolejnego wytwornego apartamentu, za każdym razem coraz bardziej luksusowego. Jest beniaminkiem swojego szefa. Ugania się za klientami i za pieniędzmi...
Pod wpływem przyjaciela, wielbiciela sztuki i bohemy, w jego życie zaczyna wkraczać malarstwo. Ogarnia go nieprzezwyciężone pragnienie malowania. Z miesiąca na miesiąc poddaje się coraz bardziej nowej, nieznanej sile, która jak bakcyl ogarnia całe jego jestestwo. Z czasem pragnie tylko jednego: chce... nie – musi, MUSI malować. Opanowany dziwną gorączką, zaniedbuje pracę, rodzinę. Porzuca karierę i zostaje artystą. Nikt nie kupuje jego obrazów, wszyscy się z niego śmieją. Paul zmienia całkowicie swój wizerunek, zarówno zewnętrzny, jak i wewnętrzny. Nosi się jak artysta, manifestując swoim sposobem ubierania się przynależność do cyganerii. Cierpi biedę, żyje jak żebrak. Trawiony gorączką twórczą, nie zważa na niepowodzenia i kpiny innych artystów. Wie, jest tego pewien – jego powołaniem jest malarstwo.
Kiedy poznajemy Paula, właśnie przyjeżdża do Polinezji w poszukiwaniu raju. Z retrospekcji snutych po mistrzowsku przez Llosę dowiadujemy się o przeszłości Paula, o jego drodze do zostania artystą – a jednocześnie wrakiem człowieka. Jakie granice może przekroczyć człowiek, poszukując pełni swoich możliwości i wolności twórczej? Dla Paula rajem wyzwalającym w artyście potencjał twórczy uśpiony pod wpływem dekadenckiej kultury Zachodu jest pierwotna kultura Polinezji. Na Tahiti Paul pragnie wyzwolić się spod wpływu starej sztuki i stworzyć nową, wspanialszą. Otoczony dziką, pierwotną naturą, skąpaną w jaskrawym świetle słońca, kipiącą od barw i bogactwa, pełną przepychu jaskrawych kolorów, w otoczeniu prostych, nieskażonych cywilizacją mieszkańców wyspy odnajduje w sobie dzikusa i atawistyczne instynkty, które czynią z niego wolnego artystę. Celebruje swój potencjał twórczy poprzez wolność – absolutną i bezgraniczną, poprzez wolny, swobodny seks. O swoich obrazach powie, że "malował je spermą". "Żeby malować prawdziwie, trzeba odrzucić otaczającą nas cywilizację i wydobyć z siebie to, co w nas dzikie, co ukryte wewnątrz każdego z nas" [s. 29]. Aby odnaleźć w sobie tę pierwotną energię i twórczy potencjał, przekracza wszelkie konwenanse. Roznosi go seksualna energia i żywioł instynktów. Llosa podkreśla mistyczny związek między twórczą ekspresją artysty a jego libido. "Nigdy nie kochałeś się w taki sposób z twoją żoną, Paul, jak z tamtymi Murzynkami o wielkich cyckach, zwierzęcych gardzielach i nienasyconym łonie. Dlatego twoje malarstwo było dotąd tak blade i sklerotyczne, konformistyczne i nieśmiałe" [s. 73]. Seks, oprócz malarstwa, zajmuje w jego życiu ważne miejsce. Paul, w przeciwieństwie do swojej babki, czerpie z niego życiodajne siły i twórczy potencjał. Ugania się za kilkunastoletnimi dziewczynkami, żyje z czternastolatkami, uprawia miłość z prostytutkami, pociąga go nawet młody drwal, który zafascynował Paula swoją androgyniczną naturą. Skutkiem jego nieokiełznanej aktywności seksualnej jest choroba weneryczna, która rujnuje jego organizm. W pogoni za dzikusem Paul łamie konwenanse, wdaje się w bijatyki, uzależnia od alkoholu. Staje się uosobieniem awanturnika, pijaka i erotomana. Próbując walczyć z chorobą, od której jego nogi pokrywają się bolesnymi ranami, uzależnia się od laudanum i opium. Stopniowo traci wzrok i władzę w nogach. Zaczyna chodzić o lasce, cierpiąc fizycznie z powodu bólu kończyn. Cierpi również na zaniki pamięci, miesza mu się umysł, Paul często popada w obłęd, a jeszcze innym razem w odrętwienie. Paradoksalnie wolność zostaje okupiona destrukcją, samotnością i odrzuceniem. Przejmujący jest opis agonii Paula na Markizach, dokąd wyprawił się w poszukiwaniu raju na ziemi. To prawdziwa perełka, podobnie jak opisy natchnienia, olśnienia – stanów, w których Paul malował swoje najwybitniejsze obrazy. Ich interpretacje to prawdziwy majstersztyk. W taki sposób może pisać tylko geniusz o innym geniuszu. Urzekające, genialne, wspaniałe! Równie fascynująca jest opowieść o relacji między Paulem i Vincentem Van Goghiem – trudnej, skomplikowanej i destrukcyjnej przyjaźni, która doprowadziła do samookaleczenia się Vincenta, w potem do jego samobójczej śmierci.
Llosa konfrontuje w powieści odmienne koncepcje szczęścia, sposoby poszukiwania raju na ziemi, przeciwstawne postawy wobec seksu. Poprzez skonfrontowanie ze sobą losów dwojga bohaterów udało mu się ukazać pogoń za szczęściem z dwóch perspektyw - kobiecej, bardziej altruistycznej, nastawionej na dawanie, a nie na branie, oraz męskiej, egoistycznej, ukierunkowanej na zaspokajanie przez mężczyznę własnych potrzeb. Odzwierciedla to również skrajnie różne podejście bohaterów do seksu. Ona - seks traktuje jako formę zniewolenia, on - jako formę wyzwolenia. Bardziej ludzki wydaje mi się Paul, mimo że wiele razy nie mogłam zaakceptować jego erotycznych ekscesów i niepojętego dla mnie dążenia ku samozagładzie (scena nieudanej próby samobójczej przez połknięcie arszeniku, pijaństwo, choroba pustosząca jego organizm). Najbliżsi Flory i Paula cierpią na skutek ich wyborów. W trakcie lektury często dawałam wyraz swojemu zdziwieniu, że można być tak egoistycznym. Bo to był egoizm: Flora zaniedbała swoją córkę, skazała ją na traumatyczne i okrutne dzieciństwo. Dla Flory ważniejsza była jej działalność, jej misja. I analogicznie Paul - wręcz nieludzkie było dla mnie porzucenie rodziny i skazanie jej na biedę. Na pewno nie chciałabym być żoną Paula, chociaż podziwiam jego sztukę. I nie chciałabym mieć takiej matki jak Flora. A jednak... bez tych niuansów, których dotyka powieść Llosy, nie byłaby ona tak porywająca, jaką mi się wydała podczas lektury. Przejmująca była dla mnie samotność bohaterów, wyrastających ponad tłum i odrzuconych przez społeczeństwo. Degrengolada artysty, który za życia nie potrafi utrzymać się ze swojego malarstwa, ale nie umie, nie chce się go wyrzec, ukochawszy swoją sztukę ponad wszystko. Za niepojętą dla zwykłych śmiertelników wierność sobie bohaterowie ponoszą okrutną karę: potępienie w oczach ludzkości i pogardę tłumów. Czy ja nimi pogardzam? Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć. Momentami ich potępiam. I zarazem podziwiam – gdyby nie kontrowersyjne, bulwersujące przeciętnych ludzi wybory wybitnych jednostek, nie byłoby postępu, nie rozwijałaby się sztuka, która rodzi się z napięcia duchowego i emocjonalnego szaleństwa. Stagnacja duchowa, materialistyczny dobrobyt i sztuczny raj – tak jak to zostało pokazane w "Nowym wspaniałym świecie" Huxleya – oto, co by czekało ludzkość...
Co łączy wybitnego malarza z rewolucjonistką i jedną z pierwszych feministek? Co wspólnego mają ze sobą dwie osoby, które żyły w odstępie ponad pięćdziesięciu lat? Co wspólnego, poza więzami krwi, poza nicią wiążącą babcię i wnuka, którzy nie mieli jednak możliwości się nigdy spotkać?
Bohaterami powieści Mario Vargasa Llosy są autentyczne postaci XIX wieku: Flora Tristan i Paul Gauguin, którzy poszukują swojego miejsca na ziemi, swojego raju. Ich życie jest niekończącym się zmaganiem z przeciwnościami losu, trudnościami w przekonywaniu ludzi do tego, w co wierzą, oraz ciągłym pościgiem za marzeniami.
Mario Vargas Llosa napisał "Raj tuż za rogiem" w 2003 roku. Jest to jedna z najnowszych powieści autora. Nowe wydanie Znaku (pierwsze ukazało się nakładem wydawnictwa Rebis) odziałuje na nasze zmysły już samą okładką, pełną kolorów i artystycznej impresji. To wrażenie nie wprowadza nas w błąd. „Raj tuż za rogiem” to istna uczta dla miłośników malarstwa, a w szczególności francuskiego impresjonizmu. Llosa w bardzo plastyczny i poetycki sposób ukazuje nam momenty i uczucia, które towarzyszyły malarzowi przy tworzeniu jego najwybitniejszych arcydzieł, jak „Manao Tupapau”, „Atit”, „Pape Moe”, „Nevermore”, czy „Portret Aline Gauguin”. Każde z nich niesie ze sobą niezwykłą historię o inspiracji, odkryciu i sile, jaką odczuwa artysta w chwili pełnej wiary we własny talent. Obrazy stają przed naszymi oczami, lub wymuszają zapoznanie się z nimi. Jedyne czego w tej książce mi naprawdę brakowało, to właśnie rekonstrukcji owych arcydzieł, co pozwalałoby nie odrywać się od lektury w celu ich ujrzenia.
Na stronach powieści, we wspomnieniach malarza pojawiają się także wielcy artyści. Najczęściej wymieniane jest nazwisko Vincenta van Gogha, z którym Gauguina łączyła szczególna więź przyjaźni. Spory fragment autor poświęca okresowi, gdy główny bohater mieszkał wraz z szalonym Holendrem w Arles. Llosa opisuje moment wielkiego psychicznego kryzysu Vincenta, kiedy to artyści widzieli się po raz ostatni, oraz w których to okolicznościach doszło do sławnego obcięcia ucha.
Poza van Goghiem, stykamy się z Camillem Pissarro, który był pierwszym nauczycielem malarza. Niejednokrotnie słyszymy też o Edgarze Degasie czy Edwardzie Manecie. Zestawiając swojego bohatera z tą francuską elitą, Llosa ukazuje nam Gauguina jako wielkiego artystę postimpresjonizmu, głoszącego tezę, iż prawdziwa sztuka powinna otworzyć się na świat i zetknąć z innymi kulturami. „Jedynie w ten sposób odzyska siłę, którą jej odebrała miękka, łatwa, pusta i skomercjalizowana egzystencja paryżan”. Tego właśnie poszukuje Paul Gauguin podczas swoich etnicznych podróży, a także swojego życia na Tahiti i na wyspie Hiva Oa.
Nie mniejszą rozkosz z powieści może mieć czytelnik z fragmentów dotyczących Flory Tristan. W tym wypadku pisarz prowadzi nas w podróż po biednej i robotniczej Francji XIX wieku, a także w pogrążonym w ucisku Peru. Bohaterka za wszelką cenę stara się walczyć o wolność i równość robotników, a także egzekwować i poszerzać prawa kobiet. Pogrążona w marzeniach o lepszym i równym świecie, przekłada nad nie własne szczęście, wygodę i miłość.
Kilkakrotnie podczas czytania zastanawiałam się, dlaczego Mario Vargas Llosa wybrał te dwie postaci do napisania powieści. Pierwszym wytłumaczeniem, jakie przychodzi do głowy, to ich peruwiańskie pochodzenie, które jednak pełni tu rolę raczej marginalną. Niejednokrotnie natomiast możemy zauważyć, że autora łączy z bohaterami szczególna więź. Llosa utożsamia się z tymi ludźmi, współczując im, pytając i starając się zrozumieć, co chociażby przejawia się przez bezpośrednie zwroty przydomkami: „Andaluzyjko”, czy „Koke”. Narracja prowadzona jest w sposób szczególnie przemyślany i godny Noblisty. Kluczowymi scenami są momenty zetknięcia się Flory i Paula z tytułową „grą w raj”. Możemy w tym wypadku zaobserwować pewnego rodzaju klamrę otwierającą i zamykającą powieść. Flora Tristan styka się z tą zabawą już na początku książki, tymczasem Paul Gauguin widzi dziewczynki bawiące się w „raj tuż za rogiem” dopiero w ostatnim rozdziale. Oboje znają tę zabawę z dzieciństwa. Jest to wbrew pozorom okrutna gra, polegająca na zwodzeniu osoby, która raju poszukuje. Raj znajduje się tuż za rogiem. Jednak nieustannie się on oddala, sprawiając, że bohaterowie Llosy zaczynają wątpić w jego rzeczywiste istnienie, a także możliwość odnalezienia, w tym lub w innym świecie.
„Dziś zaczynasz zmieniać świat, Florita” – tak brzmią jedne z pierwszych słów powieści. Jest to niezwykle obiecujący początek. Tym bardziej, że nasza Andaluzyjka, jak i Koke wyryli mocno ślad po sobie, zarówno w świecie, jak i we mnie – czytelniku.
R aj tuż za rogiem to moje pierwsze spotkanie z Llosą. Nie ukrywam – poniekąd obawiałam się tego wyzwania. Czy sprostam? Czy książka mnie oczaruje, pochłonie bez reszty? A może przeciwnie - w ogóle mi się nie spodoba, będę ją męczyć, by wreszcie w kolejnym ataku furii rzucić ją w najdalszy kąt półki. Niepotrzebnie się dręczyłam. Przygoda z noblistą okazała się nad wyraz udana.
A le po kolei. Opis książki sygnalizuje, że będzie to opowieść o dwóch niespokojnych duszach. Dwie różne osoby, dwie różne historie, dwa różne światy. Co je z sobą łączy?
J ako pierwsze poznajemy losy Flory Tristan, kobiety obdarzonej wytrwałością i wyjątkowym uporem. Florita należała do tych osób, które wyrzucone drzwiami, wchodziły oknem. Poświęciła życie, by głosić robotnikom poglądy na temat Jedności Robotniczej. Wyjaśniała, że tylko zjednoczenie pozwoli osiągnąć im to, czego pragną: prawo do pracy, wykształcenia, godziwe warunki do egzystencji, w przeciwnym razie dalej będą traktowani jako ludzie drugiej kategorii. Flora była przerażona widząc jak potwornie obchodzi się z prostytutkami, jak traktuje się ludzi obłąkanych. Chcąc przerwać te okropieństwa swą rewolucję rozpoczęła od uświadamiania władzy i Kościoła, by nie pozostawali bierni i obojętni na losy biedoty.
T ymczasem historia Paula Gauguina jest z pozoru inna. Ten były marynarz a później agent giełdowy, finansista i bankier, mąż swojej żony, ojciec piątki dzieci, nagle zainteresował się malarstwem, zostawia całe doczesne życie i wyrusza w podróż aby oddać się pasji.
U ciekając od cywilizacji osiedlił się na Tahiti. Zaczął prowadzić rozwiązły tryb życia. Pierwszą kochanką była Titi Piersiątko, kolejną Teha`amana, zaledwie 13 letnia dziewczynka, która została jego towarzyszką życia, jego vahine, jego muzą. Euforia i seksualna rozkosz stały się źródłem fantazji i dziwactw, ale też podsuwały Paulowi obrazy, które później przelewał na płótno.
Ż ycie na Tahiti nie było łatwe. Tubylcy uważali go za rozpustnika i bezbożnika Postanowił wrócić do Francji i otworzyć wystawę swych obrazów. Był pewien swego sukcesu. Niestety, tak się nie stało. Wystawa zakończyła się fiaskiem. Krytycy nie rozumieli jego sztuki, a samego artystę traktowali z obojętnością.
Z awiedziony Paul zaczął szukać swego miejsca we Francji, po czym ponowne wyjechał na Tahiti. Znalazł sobie nową kochankę, Pau`urę, jak i poprzednie, była jeszcze dzieckiem, miała zaledwie 14 lat. Nastały ciężkie lata. Paul – biedny, śmiertelnie już wtedy chory, stracił chęci do malowania. List, który wysłał do swych sąsiadów z Paryża zawierał okrutny przekaz: „Zły los prześladował mnie od dziecka, Nigdy nie zaznałem szczęścia ani radości. Zawsze walczyłem z przeciwnościami. Dlatego wołam: Boże, jeśli istniejesz, oskarżam cię o niesprawiedliwość i niegodziwość”*
A ż wreszcie nastały dobre dni. Paul dowiedział się, że zostanie ojcem tahitańskiego potomka. Odzyskał chęci do życia, namalował wiele obrazów wśród nich słynny: skąd przychodzimy? kim jesteśmy? dokąd zmierzamy?
R ozmyślnie nie zdradzę dalszych losów Paula. I jeśli mogę Was zachęcić – sięgnijcie po tę wyborną lekturę, niezwykle mądrą, bogatą w swej treści. Zaznaczam jednak, nie jest to ksiązka łatwa, którą się wchłania w jeden wieczór. „Raj tuż za rogiem” należy dozować w odpowiednich dawkach, gdyż niemal każda strona książki skłania ku refleksjom.
O d początku ksiązki doszukiwałam się powiązania pomiędzy Florą a Paulem. Wprawdzie szybko wyjaśnia się rodzinne powiązanie lecz nie tylko to ich łączy. Obydwoje dążą do zmian. Flora pragnąc zadbać o lepszy los robotników i sytuację kobiet, sama drastycznie zmienia swoje życie. Paul czyni tak samo. Obydwoje dążą do zmian, szukając swego raju na ziemi
G łupio się przyznać ale do tej pory nie słyszałam o tym wybitnym malarzu jakim był Gauguin. Nigdy nie interesowałam się sztuką, nazwiska malarzy jestem w stanie wymienić na palcach jednej ręki, no może na palcach dwóch rąk :)
I tym bardziej cieszę się ze sposobności przeczytania „Raju tuż za rogiem”. Llosa doskonale przedstawił sylwetkę artysty. Zachęcił mnie do poszukania i przeczytania szerszej biografii malarza oraz obejrzenia jego dzieł.
E fektem końcowym będzie wisienka na torcie – okładka książki. Jest przepiękna. Konia z rzędem dla Wydawnictwa Znak za tak rewelacyjne wydania książek Llosy. Aż chciałoby się mieć wszystkie jego książki na własność.
M am nadzieję, że choć trochę zachęciłam Was do przeczytania tej książki. Ja sama skuszę się na kolejną powieść. „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” już czekają na swoją kolej.
P.S.
„Czy tu jest raj?
„Nie, panienko. Proszę zapytać tuż za rogiem”**
* M.V. Llosa, „Raj tuż za rogiem”, Wyd. Znak, Kraków 2010, str. 156-157
** tamże, str. 435
"Czy tutaj jest raj?"
"Nie, panienko. Proszę zapytać tuż za rogiem."
Wymarzony, utopijny, nieosiągalny raj. Nie doświadczyła go Flora Tristam, jedna z pierwszych francuskich feministek, nie osiągnął go także jej wnuk Paul Gauguin, malarz za życia kompletnie niedoceniony.
Jak to zwykle bywa u peruwiańskiego noblisty nie od pierwszej strony wiemy, jaka jest korelacja pomiędzy bohaterami, tak jest również tym razem, choć trzeba przyznać, że w tym przypadku tajemnica dość szybko zostaje ujawniona.
Vargas Llosa opowiada nam historię, która poza tym, że w dosłownym sensie jest pokazaniem dwóch życiorysów osób blisko ze sobą spokrewnionych, jest także czymś więcej, czymś znacznie więcej. Przemycona zostaje ostra krytyka zachodniej, niszczącej dekadenckiej cywilizacji, która stacza się po równi pochyłej. Postacie są autentyczne to nie ulega żadnej wątpliwości, ale najistotniejsze jest tło, tło historyczne, wydarzenia i ruchy społeczne, które dzieją się gdzieś tam z tyłu.
Florita, rewolucjonistka, dążąca do emancypacji kobiet, zdająca sobie sprawę z przymusu utożsamienia interesu najbardziej uciskanych ówcześnie, (ale czy tylko ówcześnie?) grup społecznych, w celu skuteczniejszej realizacji celów. Pewnie panowie wykładający u mnie ruch społeczne byliby oburzeni, że Floritę nazywam utopistką, ale cóż mi tam prawdopodobnie żaden z nich tego nie przeczyta. Bowiem czy idee prezentowanie nie tylko przez nią, ale również przez czartystów, saintsimonistów, fourieristów nie miały w sobie czegoś nierealnego, idealistycznego? Czy falanstery, idealne komórki społeczne składające się z 400 rodzin, gdzie każdy będzie wykonywał pracę według własnego uznania, gdzie owe komórki budowane będą pod względem preferencji seksualnych? Czy skrajna krytyka rodziny, która Arystoteles uważał za podstawowy budulec jest absolutnie słuszna ? Niektóre postulaty środowisk socjalistycznych (Llosa o tym nie pisze, ale Madame Florita podzielała większość żądań środowisk marksistowskich) były słuszne i doprowadziły do zracjonalizowania godzin pracy, lepszych warunków socjalnych, zakazu pracy dzieci poniżej 14 lat etc., ale jakie były następstwa szczególnie w wieku XX, nikomu przypominać nie trzeba.
Co do tła i kontekstów. Florita jest przedstawicielką pokolenia, które wyraża głębokie niezadowolenie z rewolucji francuskiej i z obecnego systemu, który zostaje po trosze zreformowany w 5 lat po jej śmierci. Dzielna Francuzka optuje za rozerwaniem sojuszu tronu z ołtarzem oraz za zmianą stosunków społecznych polegających głównie na zlikwidowaniu burżujów. Rok 1843 to jeszcze nie jest czas, w którym nadejdzie upragniona francuska republika, która przetrwa do połowy XX wieku. To nie jest republika, w której dostojnicy kościelni nie mają potężnych wpływów na rządzących i na masy. Madame la Colere nie znajduje swojego raju, odchodzi w piekle, w którym kler bałamuci maluczkich, w którym kler wmawia robotnikom, że muszą być uciskani, bo z tego powodu pójdą do nieba... burżuje z kolei do nieba nie pójdą. Na tego typu logikę była żona bydlaka Chazala nie mogła się zgodzić. W chwili przedwczesnej śmierci spowodowanej ołowiem znajdującym się w jej płucach do najbliższych wyrzekła, aby po niej nie płakali tylko ją naśladowali. Może niekoniecznie najbliżsi to robili, ale znaleźli się wierni kontynuatorzy co realniejszych idei. Ciężkie było życie świadomej XIX wiecznej kobiety, która z uporem i charyzmą na miarę Margaret Thatcher próbowała nawracać lud nie tylko, lecz w głównej mierze francuski. Doświadczenie, które zebrała w fabrykach, burdelach i na ulicach tylko utwierdzały ją w przekonaniu, że sprawa, której poświęca życie jest słuszna. Czy umierała z nadzieją na lepsze jutro ?
Jej wnuk Paul Gauguin to przykład, dobrze zapowiadającego się drobnomieszczanina, którego talenty rozwijały się na giełdzie. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie duży krach na rynkach finansowych, który pozbawił go pracy już wtedy cieszył się z tego, gdyż mógł oddać się tylko malarstwu, do którego pasją zaraził go jego nowy kolega po fachu Schuff. W tym momencie zaczyna się ogromne nieszczęście dla jego żony, zimnej Vikingi-Mette Gad. Tutaj także Koke uświadamia sobie, że współczesne salony francuskie wyznaczające trendy w sztuce chylą się ku upadkowi, bowiem zachodnia cywilizacja, nie tworzy, lecz jedynie naśladuje, odtwarza i powiela to, co zostało stworzone w przeszłości, jedyne, co zostaje zmieniona to forma. Sztuka i tworzenie arcydzieł nie polega na zmianie formy, trzeba stworzyć nowe treści nową, jakość, trzeba wyrwać się z kajdan pętających kreatywne umysły. To tylko niektóre krytyczne myśli wobec dominujących trendów artysty. Paul Gauguin jest człowiekiem pragnącym uwolnić się od konwenansów, pragnie stać się barbarzyńcą, wyzwolonym, pierwotnym człowiekiem, który będzie tworzył nie odtwarzał. Zarówno on jak i także jego bliski znajomy, inny przedstawiciel postimpresjonizmu Vincent Van Gogh zostają docenieni dopiero po śmierci, dopiero po przejściu ogromnych katuszy za życia. Koke również nie znajduje swojego raju, pomimo usilnych starań upodobnienia się do Maorysów, stania się jednym z nich, nie udaje mu się to. Znamienne są słowa, które wydają się być wyjęte żywcem z Houllebecqua, gdy niedowidząca staruszka podczas wichury przychodzi do niego, łapie go za krocze i mówi: "cudzoziemiec z nieobrzezanym penisem".
Książka jak każda tego autora ma w sobie specyficzną narrację, do której jednak bardzo szybko można się przyzwyczaić tym bardziej, że bogactwo wątków i postaci jest znacznie skromniejsze niż np. w "Święcie Kozła". Godna polecenia i warta przeczytania to na pewno. Trzeb jednak wziąć w nawias pewne postawy antychrześcijańskie i antyzachodnie charakterystyczne dla pewnych środowisk i w tamtym czasie. Przed lekturą warto byłoby zaznajomić się, chociaż by pobieżnie z Sain Simonem, Fourierem, ewentualnie z niektórymi pozycjami marksistów i małym tomikiem historii XX wieku. Jeżeli ktoś przeczyta tę książkę lub już to zrobił, a po niej powie, że była fajna, albo, że przedstawia ciekawą acz tragiczną historię dwóch postaci to znaczy, że może wrócić do prostackich bestsellerów produkowanych na potęgę w empikach, matrasaach i innych punktach sprzedaży. Może wrócić do Pattersona, Browna, Meyer i innych oświeconych, których literatura zamiast rozwijać cofa, których literatura codziennie daje mi dowód, że nie wystarczy czytać, trzeba czytać książki z którymi można się mocować jak mawia profesor Markowski . To nie jest łatwa pozycja, warto będzie do niej jeszcze kiedyś wrócić, żeby lepiej zrozumieć pewne rzeczy.
"Czy tu jest raj?
Nie, panienko. Proszę zapytać tuż za rogiem."1
Chciałby czytelnik do raju. Gorliwie więc szuka czytelniczych Edenów. Czy można lepiej trafić niż do ogródka Noblisty? – myśli sobie czytelnik. Zachłannie więc rzuca się na „Raj tuż za rogiem” Mario Vargasa Llosy. Pamięta przecież lekturę „Pochwały macochy” i „Ciotki Julii i skryby”- wiem, wcale nie reprezentatywnych, ale jakże szelmowskich. No więc zachłannie rzuca się i … bęc! Ale nabił sobie guza! Biedny czytelnik, czyli ja.
Llosa poświęcił powieść dwóm interesującym postaciom. Florze Tristán (nie znałam, ale ze znajomości bardzo się cieszę), pisarce rewolucjonistce końca XIX w., walczącej o prawa robotników i kobiet, oraz jej wnukowi, Paulowi Gauguinowi, jednemu z bardziej znaczących malarzy przełomu XIX i XX wieku. Opowieści o bohaterach prowadzi od siebie niezależnie, równolegle i naprzemiennie. Próbuje dotrzeć razem z nimi do ich raju. Florita pragnie raju społecznego, w tym celu podróżuje po Francji i Peru, wożąc ze sobą broszurę „Jedność robotnicza” oraz organizując spotkania z robotnikami. Z zainteresowaniem śledziłam losy tej odważnej kobiety – ucieczka od męża, zmaganie się z rolą matki, zaangażowanie społeczne, bezkompromisowość, odporność na trudy życia niepożądanej rewolucjonistki. Tak, jestem dla niej pełna podziwu, choć jej nie zazdroszczę. Były w jej historii sprawy bardzo trudne i takie, z którymi nie umiała sobie poradzić (np. seks – kiedy myślę o tej sferze jej życia, szlag mnie trafia zwyczajnie, jak łatwo odebrać kobiecie przyjemność płynącą z tego, co po ludzku naturalne).
Nie odczuwałam natomiast nic w związku z portretem Gauguina. Nie bulwersuje mnie postać artysty, bo przekonuje mnie to, że bywa tak, iż Sztuka staje się sensem życia i nic innego się nie liczy. Choć za przemianę z finansisty w artystę malarz zapłacił wysoką cenę, niekoniecznie w pełni będąc spełnionym.
Jednak z przedstawienia tej postaci spodziewałam się czegoś więcej. Nie przeniknął – moim zdaniem – Llosa tajemnicy bohaterów, został tuż za rogiem. Od dłuższego czasu szukam w literaturze sztuki jako tematu. Miałam nadzieję, że autor poprowadzi mnie w dzieło Gauguina, że razem z nim uda się wniknąć w płótna (czytałam książkę, przyglądając się jednocześnie obrazom, które autor przywołuje). I tu, niestety, rozczarowanie. Nie przekonał mnie pisarz, że czuje te obrazy. Dla mnie język opisów był drętwy, zewnętrzny w stosunku do samych dzieł. Oczekiwałam czegoś w stylu eseistyki Herberta, może dlatego?
Mam problem z oceną tej książki. Bo zmęczyła mnie niezmiernie, nie treścią, ale sposobem napisania. Stylem narracji. Już dawno nie miałam tak niewielkiej przyjemności płynącej z lektury. Maniera, jaką przyjął autor, męczyła mnie okrutnie. Narrator raz mówi w 3. osobie, raz zwraca się bezpośrednio do bohaterów. Pomysł interesujący, ale wykonanie fatalne. Mam wrażenie, że nie robił tego, by wejść w dialog ze swoim bohaterem, ale by powiedzieć: ja wiem lepiej, co czułeś, myślałeś, kim jesteś. Drażniło mnie to niezmiernie.
A szkoda, bo wydanie zachęca, by je kupić. Okładka, co prawda, trochę złudna, ale estetycznie atrakcyjna, dobra czcionka, papier, jaki lubię (faktura i kolor). Tu ukłon w stronę Znaku, choć wydawnictwo powinno popracować nad tymi, co piszą teksty na tył okładki (rozumiem, że lekko trzeba książkę podrasować, ale na błędy rzeczowe pozwalać nie można).
Planowałam kolejne książki Llosy, ale na razie muszą poczekać. Bo jak na razie bilans jest taki: 2 do 2. In plus - wspomniane na początku, in minus - "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" i, niestety, "Raj tuż za rogiem", obie ze względu na styl.
..............
1.M.V.Llosa, Raj tuż za rogiem, Znak, Kraków 2010, s.435.
„- Czy tu jest raj?
- Nie, panienko. Proszę zapytać tuż za rogiem.”*
Oj chciało by się do raju, chciało. Do miejsca gdzie nie ma niewoli, zakazów, nakazów. Gdzie każdy człowiek jest równy człowiekowi. Z Lliosą zetknęłam się pierwszy raz. I nie żałuję czasu poświęconego na Raj tuż za rogiem. Zachwycił mnie opisami, pobudził moją wyobraźnię do działania. Strasznie mi się podoba to, że rozdziały są raz o Florze, a raz o Paulu. Każdy ma swoją chwilę, swoją historie do opowiedzenia. Za nim zaczęłam czytać zachwyciła mnie okładka… Taka kolorowa ;)
W książce poznajemy Floritę (kobietę upartą, dążącą do tego by robotnicy też godziwie żyli, a nie jako ludzie niższego poziomu) i Paula (człowieka, który ucieka od cywilizacji, od wszystkiego co łączy go z cywilizowanym światem by oddać się malarstwu. Co może łączyć tak dwie inne osoby? A jednak… Oprócz tego, że obydwoje dążą do spełnienia swoich planów może ich łączyć też coś innego.
Jako, że książka zaczyna się od losów Flory i ja od niej zacznę. Kobieta, która poświęca całą siebie na głoszenie poglądów robotnikom związanymi z Jednością Robotniczą. W związku małżeńskim czuje się nieszczęśliwa, nie kochana i wykorzystywana. Sex dla niej jest czymś strasznym. Gdy odchodzi od męża w raz z dziećmi zostaje potępiona społecznie – kobieta, która tak postępuje jest gorsza od prostytutki i jest poszukiwana jako zbrodniarka – nawet własna matka ją od trąca. Czeka ją dużo przykrości. Mimo tego, że się ukrywa mąż ją znajduje i zabiera córkę. Nigdzie nie zamieszka na dłużej. Ale jednocześnie nauczy się samej siebie na nowo. Nauczy się walczyć o godność swoją, pozna hart ducha i wiarę w siebie i swoje możliwości. Będzie jeździć od miasta do miasta by i inni - robotnicy – też się tego nauczyli. Flora nie szuka raju tylko dla siebie, ale i innych.
Teraz kolej na Paula. Jako młody człowiek, zaledwie dwudziestoparolatek ma pracę jako finansista w potężnej Paryskiej firmie. Żeni się z Mattą i ma dzieci. Przykładny mąż, ojciec, pracownik. Jednak to go męczy czuję się jakby nie był na swoim miejscu. Nagle w jego życiu pojawia się malarstwo. Zostawia wszystko i podróżuje by zająć się nowo odkrytą pasją, szuka natchnienia. Ucieka na Thaiti gdzie nie miał już żadnych oporów aby robić co chce. Zaczyna żyć rozwiązłym życie. Ma kochanki, które są da niego muzami czy nie wstydzi się swojej nagości. To co dzięki kochanką ma przelewa na płótno. Powstają obrazy takie jak Manao Tupapau”, „Atit”, „Pape Moe” oraz wiele innych. Niestety nie jest łatwo żyć bez pieniędzy nawet na wyspie. Paul wraca do Franci i robi wystawę swoich dzieł.
Dwoje ludzi, dwa inne światy, a te same pragnienia. Szczęście, spokój i akceptacja. Po prostu raj. Flora i Paul szukają swojego raju i próbują nam pokazać, że my też taki możemy mieć. Wystarczy działać.
Polecam z czystym sumieniem.
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:
* str. 435
Autor: Mario Vargas Llosa
Tytuł: Raj tuż za rogiem
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: październik 2010
Liczba stron: 464
To jedna z najlepszych książek ,jakie kiedykolwiek czytałam. Cudownie opisuje losy dwójki niezwykłych postaci jakimi z pewnością byli Flora i Paul. Poprzez ich historię pokazane są obecne i przeszłe problemy moralne oraz społeczne ,nad którymi na prawdę warto się zastanowić. Genialna książka.
Pierwsze moje sspotkanie z tym autorem. Bardzo mnie zaciekawił dlatego że dostał literacka nagrode nobla co spowodowało że tak powiem iz zapragnołem zasiegnac jego twórczości.
Co łąćzy ze soba dwóch bohaterów, Z jednej strony malarza z drógej strony kobiete rewolucionistkę, chetna by powstał nowy ruch w walce z wyzyskiem robotników. Kazdy z bohaterów ma na swojej drodze dobre i złe przezycia. Malarz ucieka daleko by w spokoju zasiegnac swojego wymarzonego spokoju duszy i oddac sie malarstwu i by znaleśc inspiracje. Pozostawia zonę i dzieci a sam wyrusza na podbój dzikich plemion. Staje sie bardzo kochliwy i chetny ma brutalny sex który tylko jest jego spełnionym pragnieniem i niczym wiecej. Na koniec oeciera sie o paskydna chorobe która w jakiś konkretny sposób wyklucza go ze społeczeństwa. Umiera pozostawiony praktycznie sam na końcu świata nie ma nikogo kto przy nim do ostatniej chwili czuwa.
Kochana przez niektórych nienawidzona przez wiekszosci bogaczy.Flora tez jest w pewien sposób uciekinierka od człowieka który na przymósł był jej mezem i który wykorzystywał ją sexualnie. Pozostawia Jego i dzieci które z tego chorego zwiazku powstały. Ucieka w europę by raz na zawsze zmniejszyc ból chłopów by stworzyc dla nich swoisty raj na ziemi by bogacze nie wykorzystywali ich tak strasznie jak teraz. Jest pisarka napisala jednosc robotniczą, by wyrazic sprzeciw przeciw takim wyzyskom robotników. Umiera otoczon anajblizysymi damami tymi które były razem z nia i ja wspierali.
Posiadamy dwóch bohaterów, uciekinierów do jak im sie zdaje lepszego świata do prawdziwych miłości do swoistego raju na ziemi. Kazdy walczy ze swoimi słabosciami i stacza sie na dno by późńiej na końcu zrozumiec ze nie tędy droga. Zarówno Paulo i Flora sa osobami które walczą o lepsze zycie nie tylko swoje ale także innych są to bohaterowie naszych czasów.
Po przecytaniu tej ksiązki tak naprawdę miałem chaos w glowie i do tej pory go mam, osobiscie nie podobała mis sie ta powieść strasznie zagmatwana i dużo za dużo rzeczy naraz sie tam znajduje. Niniejszym kto nie lubi takich powiesci pisanych jednym ciągiem gdzie jest bardzo mało dialogów nie polecam.
Powieść dzieje się na dwóch płaszczyznach: opowieść o francuskiej rewolucjonistce i sfabularyzowana biografia Paula Gauiguina. Jestem pod wrażeniem tła w tej książce. Lektura dostarcza wielu ciekawych informacji, fascynuje i uczy. Dla mnie to plus, ale wielu ten nurt twórczości Vargasa Llosy nuży.
Wielkie rozczarowanie.
Zaczytywałam się w książki Llosy od momentu, gdy znalazłam "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki". Tamta książka przyciągnęła mnie niesamowitą okładką (należę do tych ludzi, których zazwyczaj przyciąga dobra okładka. Ty razem już sięgnęłam po "raj tuż za rogiem" po przeczytaniu kilku innych pozycji tego autora.
Spodziewałam się wiele. Na pewno ciekawego podejścia do sztuki, do postaci Gaugina, jak to bywało w innych książkach Vargasa Llosy. Początek niezły, zaciekawił mnie i książkę czytałam już kiedy tylko się dało. Doszłam do połowy i wlekąca się akcja zaczęła mnie nużyć i irytować. A sposób narracji, który wydał mi się zaskakujący i interesujący - po czasie mnie zaczął denerwować. Za dużo niedopowiedzeń, braków rozwiązań rozpoczętych wątków i, choć niedopowiedzenia były z czasem subtelnie dokańczane, przestalo mnie to ciekawić.
Książkę oceniam na minus, to całkowite spowolnienie narracji działa negatywnie pomimo interesującego pomysłu na przedstawienie historii Paula Gaugina i jego prababki Flory, opisów Francji i dzikich, jeszcze nie do końca ucywilizowanych zakątków Ziemi.
Intrygująca, ciekawa i kolorowa okładka, dobry tytuł, trafne nawiązanie do dziecięcej zabawy (przepraszam czy tu jest raj? Nie, raj jest tuż za rogiem), świetny pomysł dążenia do spełnienia swych pasji, poszukiwanie wolności i szczęścia, ta nieuchwytność dążeń, kiedy wydaje nam się, że już dosięgamy raju, a okazuje się, że on jest tuż za rogiem – wszystko to zapowiadało ciekawą lekturę.„Raj tuż za rogiem” to kolejna książka o poszukiwaniu i dążeniu do odnalezienia sensu życia. Jest to też książka o osamotnieniu człowieka. Każdy człowiek jest w pewnym sensie samotny, ale człowiek, który jest pionierem jest samotny podwójnie, nie znajdując zrozumienia dla głoszonych przez niego poglądów, a zwłaszcza tak utopijnych poglądów. Książkę czytałam z mieszanymi uczuciami. Więcej na bloogu u mnie
http://guciamal.blogspot.com/search/label/Mario%20Vargas%20Llosa
Historia dwojga ludzi - rewolucjonistki, Flory Tristan oraz jej wnuka, Paula Gaugin. Oboje sprzeciwiają się temu, co proponuje im świat, próbują ukształtować go według własnego systemu wartości. Flora Tristan wierzy, że można stworzyć społeczeństwo, w którym wszyscy będą sobie równi - nie będzie wyzysku, niewolnictwa, uciemiężania kobiet. Paul Gaugin natomiast tęskni za światem pierwotnym, który próbuje odnaleźć najpierw na Tahiti, a potem na Markizach. Próbują stworzyć swój własny raj. Książka wciągająca, zakończenie przynosi refleksję. Czy warto żyć własnymi marzeniami? Polecam.
Rajskie opisy tworzące świat wyzwolonego malarza pod sam koniec już mocno nużą... Jak dla mnie trochę za dużo, trochę za dokładnie, ale taki właśnie jest LLOSA - konsekwenty w obranej konwencji aż do bólu czytelnika ;)
Na pewno biografia impresionisty opowiedziana została w sposób szczegółowy i barwny, więc dla znawców malarstwa - pozycja obowiązkowa. Ułatwieniem dla laików, a i przyjemnością dla wszystkich czytlników byłyby niewątpliwie obrazy PAULA GAUGUIN ilustrujące każdy rozdział. Tego mi tu zabrakło.
Książka ciekawa,choć pisana chaotycznie.Przedstawia dwa wątki ,prowadzone równolegle.
Autor pokazuje XIX w ,zmagania kobiety ,jej walką o szacunek i godność,poszukiwanie drogi życia....
Drugi wątek pokazuje życie mężczyzny,jego drogę ku autodestrukcji...
Co je łączy?Na to pytanie odpowie treść książki.
Czyta się ciężko,bo każdy rozdział wymaga skupienia,wielość informacji w nim zawarta wymaga ciągłej koncentracji,czasem przerwania lektury i refleksji....
mimo to polecam.
Nie trafiłam do raju.
Jest to pierwsza, i jak dotąd jedyna, książka tego autora, którą przeczytałam. Po literackiej nagrodzie Nobla i pozytywnych opiniach wśród znajomych spodziewałam się czegoś lepszego. Powiadają, że Llosę, albo się lubi, albo się nie cierpi. Widocznie należę do tej drugiej grupy.
Ciężko znaleźć mi coś, co wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Topornie napisana, opowieść nijaka... Krótko mówiąc - strata czasu.
To książka nie dla mnie. Po stu stronach nie zaciekawiła mnie, czytałam ją na siłę, jakby za karę, a czytanie chyba powinno dawać przyjemność. Tak więc zrezygnowałam, co prawie nigdy mi się nie zdarza. Podobały mi się "Szelmostwa...", ale "Raj tuż za rogiem" to nie to samo, także zachwyconych wyłącznie tą jedną książką Noblisty, przestrzegam ;)
Ładna książeczka, ale głębokich wątków filozoficznych się w niej nie dopatrzyłam. Warto przeczytać, ale otwierającym książkę polecałabym raczej nastawienie na pół-biograficzną historyjkę niż na filozoficzne arcydzieło z górnej traktujące o poszukiwaniu szczęścia.
Ksiazka typowo Llosa'owa. troszke meczace przeskakiwanie miedzy bohaterami co rozdzial, ale mozne sie przyzwyczaic.
Po raz kolejny Llosy opisując proste historie wznosi się - podziwiam.
Jednak Noblistę to trzeba umieć zrozumieć. Dużo filozofii nt. życia.
Na półkach
Cytaty z książki
- „Sztuka nie polega na naśladowaniu natury, ale na opanowaniu techniki i stwarzaniu światów różnych od...” - 5 osób to lubi
- „Gra w raj! Przecież do tej pory nie znalazłeś tego miejsca, które wciąż się od ciebie oddala, Koke?...” - 2 osoby to lubią
- „Sztuka musi przekraczać wąskie ramy i ciasne horyzonty, w jakich zamknęli ją artyści i krytycy, akad...” - 2 osoby to lubią

Selkar
Albertus
Zinamon
Matras
Empik
Weltbild





























