Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Kolor magii

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
tytuł oryginału: The Colour Of Magic
seria/cykl wydawniczy: Świat Dysku tom 1
wydawnictwo: Wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania: wrzesień 1994
ISBN: 978-83-7469-097-3
liczba stron: 208
język: polski
typ: papier
6.9 (2305 ocen i 103 opinie)
 
Kup książkę
Cena od 25,60 zł
Kup ebooka
Legimi
Cena: 29,90 zł
Kup audiobooka
Audioteka
Cena: 29,90 zł

To pierwsza część słynnego wieloksięgu rozgrywającego się na płaskiej ziemi śmieszna, mądra i cudownie zadowalająca jak wszystkie książki Pratchetta. W odległym, trochę już zużytym układzie współrzędn... To pierwsza część słynnego wieloksięgu rozgrywającego się na płaskiej ziemi śmieszna, mądra i cudownie zadowalająca jak wszystkie książki Pratchetta. W odległym, trochę już zużytym układzie współrzędnych, na płaszczyźnie astralnej, która nigdy nie była szczególnie płaska, skłębiona mgiełka gwiazd rozstępuje się z wolna... Spójrzcie... pokaż więcej.


źródło opisu: Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 1994

źródło okładki: http://www.proszynski.pl



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (9)

Opinie czytelników
Przeczytana: 23 maja, 2010

Oj narażę się teraz fanom Pratchetta. Kolory Magii to moje trzecie podejście do książek tego autora. Podejście o tyle udane, że udało mi się przemęczyć książkę do końca. Od samego początku męczyło mnie nachalne uczucie że czytam jakiś zbiór skeczy pozlepianych luźno i nie powiązanych w sumie żadną fabułą. Jedyny chyba wyjątek to fragment w Zmokbergu, gdzie akcja mnie wciągnęła. Generalnie książka posiada jakiś wyjątkowy talent do usypiania podczas czytania. Wiele razu uśmiałem się nawet, szczególnie Śmierć jest bezbłędna w swoim... chłodnym wyrachowaniu.

Jakoś Pratchett nigdy nie trafiał w mój gust i okazuje się, że niestety nadal tak pozostało. Kolory Magii mimo, że miejscami śmieszne, szydzące niepoprawnie z wszystkiego dla mnie okazały się po prostu nudne. Z trudem książeczkę przeczytałem do końca.


Przeczytana: 2010 rok

Przez kosmos płynie ogromny żółw A'Tunin. Na jego skorupie stoją cztery słonie, a na ich barkach spoczywa cały płaski Dysk. Co pozwala nam odróżnić Dysk od naszego świata? Nie tylko kształt. Warto wspomnieć, że owy Dysk ma osiem pór roku, tydzień osiem dni, natomiast podstawowych kolorów również jest osiem.
Książka Pratchetta jest zarówno pierwszym tomem opowieści o Rincewindzie, jak i pierwszą książką, której akcja rozgrywa się w Świecie Dysku. Opowiada o zabawnych zdarzeniach nieudanego maga Rincewinda. Problemy rozpoczęły się w dniu, w którym poznał Dwukwiata pochodzącego z Imperium Agatejskiego. Został on później jego prywatnym przewodnikiem.

Pratchett napisał tę powieść bodajże mając 15 lat. Aż trudno uwierzyć, że pietnastolatek stworzył coś tak wspaniałego. Sięgnęłam po tego pana, bo wszędzie o nim głośno - jest nieustannie zachwalany i polecany. No, a poza tym zwykła ''molowa'' ciekawość. I wpadłam. Zakochałam się w tej książce już po pierwszych 50 stronach.

Doceniam ogromne poczucie humoru ze strony Pratchetta, a także doskonale zarysowanych bohaterów i bogato rozbudowaną fabułę. Uśmiałam się przy nieudolnej próbie wytłumaczenia przez Dwukwiata mieszkańcom Ankh-Morpork, czym jest polisa ubezpieczeniowa. Zwróciłam też uwagę na oryginalne imiona, ale to już w fantastyce częściej spotykane.

Nie muszę chyba wspominać, że to moja pierwsza książka pana Pratchetta. I oby nie ostatnia - mam nadzieję, że pozostałe równie mi się spodobają, a może nawet i bardziej? Mimo, że książkę tę czytałam już jakiś czas temu - doskonale ją pamiętam.

Warto również wspomnieć, że tytuł powstał z ósmego koloru podstawowego Świata Dysku, a mianowicie oktaryny - koloru magii i wyobraźni, który widzą wyłącznie magowie oraz koty.

Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie spróbowali ''Koloru Magii''. To lektura obowiązkowa dla każdego. Cieszę się, iż mogę dołączyć do grona fanów tego pisarza.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 października, 2010

To moje drugie podejście do twórczości tego Anglika. Stwierdziłam, że lepiej będzie czytać chronologicznie. Teraz jednak nie wiem co by było lepszą decyzją. Szczerze mówiąc - męczyłam tą książkę i chciałam skończyć ją czytać jak najszybciej. Nie chciałam też wydawać opinii na jej temat po zapoznaniu się tylko z połową fabuły.
Moim zdaniem całość jest nieprzyjemnie chaotyczna. Nie podobały mi się opisy niektórych dynamicznych przygód bohaterów, czasami nie rozumiałam dokładnie "kto co i kiedy". Sam Rincewind i Dwukwiat nie wydali mi się zbytnio interesującymi postaciami. Nie poświęcono im zbyt dużo czasu na opis, większość trzeba wywnioskować z samych dialogów lub jakiś minimalistycznych dygresji. Jedyna postać, która na pewno zapadnie mi w pamięć to tajemniczy kufer ciągle podążający za swoim panem, mimo iż nie poświęcono mu tyle czasu ile głównym bohaterom. Naprawdę świetny pomysł. Plus Śmierć, który jako jeden z niewielu przyprawiał mnie o uśmiech na twarzy. Z epizodów podobały mi się jedynie te w Zmokbergu, na Krawędzi i w Krullu. To były jedyne momenty, kiedy nie czułam się znudzona.
Ogólnie "Kolor Magii" oceniam słabo. Panu Pratchettowi niestety nie udało się przekonać mnie do jego twórczości.


Cieszę się, że nie zaczynałam czytać Pratchetta chronologicznie, bo ta część w porównaniu z kolejnymi to zaledwie rozkręcanie się. Miejscami nieciekawa i powolna, dowcipne perełki trochę niezgrabnie wrzucone. Prawdziwych kolorów postaci nabierają dopiero później, ale warto sięgnąć po to w ramach zapoznania się z pierwszymi opisanymi przygodami Rincewinda.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 czerwca, 2011

Nie powiem, książka była zabawna, jednak strasznie męcząca. Bolałam nad nią przez prawie rok - czytałam kilka stron po czym odkładałam na bok by po kilku tygodniach znów wrócić do lektury. Akcja mnie jakoś nie wciągnęła.
Polubiłam za to postacie - uroczego Dwukwiata, twardo stąpającego po ziemi Rincewinda, znudzoną "życiem" Śmierć...
Bagaż wręcz uwielbiałam - wesoło dreptająca skrzynka usilnie próbująca odnaleźć swojego właściciela :)
Podobno pierwsze książki o Świecie Dysku są nagorsze. Może kiedyś zabiorę się za dalsze części.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 marca, 2011

Moje pierwsze spotkanie z prozą Terry'ego Pratchetta trwało prawie dwa tygodnie. Ciężko mi było przebrnąć przez pierwszą połowę książki. Pogubiłam się w lawinie dziwnych nazw, natłoku zdarzeń, poszarpanej narracji. Dopiero, gdy zorientowałam się w stylu pisania autora i ogarnęłam liczbę bohaterów, miałam jakąś przyjemność z czytania.
Nie jestem na razie zachwycona Światem Dysku, ale zaintrygował mnie na tyle, by sięgnąć po kolejne pozycje. Bo jak mówią sympatycy Pratchetta - im dalej, tym lepiej.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 2008 rok

Nie byłem w stanie podążać za akcją. Skrótowość narracji i jej - zaryzykuje - niekompletność - przyprawiają o ból zębów. Lubię Prachett'owskie żarty, ale i pod tym względem "Kolor magii" nie powala. Gdyby nie Śmierć i Bagaż - ojjj, nudno by było.


Przeczytana: 20 maja, 2012

Książek Pratchetta chyba przedstawiać nikomu nie trzeba, ba samej postaci autora większości czytelnikom przestawiać nie trzeba. Jest to jeden z tych autorów, który przyciąga całym sobą coraz to szersze grono odbiorców. Jego cykl książek o mistycznym i przepełnionym magią Świecie Dysku zna wiele osób- nie tylko miłośnicy autora.

"Kolor magii" to historia niedoszłego maga Rincewinda, który pewnego dnia spotyka zaiste dziwnego człowieka - pierwszego w historii Turystę, czterookiego Dwukwiata. Dwukwiat przybył do najstarszego i najbogatszego w zabytki miasta Świata Dysku, Ankh-Morpork z ciekawości. W swojej rodowitej krainie, pełnej złota, jest urzędnikiem znudzonym swoją codziennością. Pewnego dnia zatem zabrał swój bagaż (cóż to za dziwny bagaż o stu nóżkach!) i wyruszył w podróż. Tak się złożyło, że jedynie Rincewind znał język przybysza. Razem wpadli w niezłe tarapaty, gdy tylko wieść o bogatym przybyszu rozniosła się po mieście...

Muszę przyznać, bez bicia, że zanim przeczytałam tę książkę, obejrzałam film telewizyjny, który został nakręcony w 2008 roku i zrealizowany przez reżysera Vadima Jeana, a scenariusz napisał we współpracy z samym autorem. Książka, więc nie była dla mnie zbyt dużym zaskoczeniem (mimo, że film oglądałam ze trzy lata temu!). Niemniej bawiłam się prześwietnie! Specyficzny humor, wartka akcja, coraz to nowsze przygody maga-nieudacznika i wiecznego optymisty-turysty są jednymi z moich ulubionych ze Świata Dysku.
Za każdym razem, gdy sięgam po książkę Pratchetta wiem, że to będzie przygoda niemalże nie do opisania. Świat przedstawiony jest tak bogaty w wszelkiego rodzaju stwory, miejsca i samych postaci, których ledwie możemy sobie wyobrazić- nasza wyobraźnia ma niezłe pole do popisu! Każda z istot, każdy bohater (nawet nie główny, ale poboczny) ma indywidualny charakter. Są niemal namacalny, z krwi i kości. Wykreowani i, niekiedy przerysowani. To właśnie lubię najbardziej- mnogość charakterów, mnogość światów i mnóstwo miejsca dla dobrej zabawy i doskonałego spędzenia czasu.
Każdy jednak musi wyruszyć w tą podróż ku fantastycznej przygodzie sam! :)

Polecam, bez dwóch zdań.

Moja ocena: 5
[http://biblioteczka-pandorci.blogspot.com/2012/05/kolor-magii-terry-pratchett.html]


Przeczytana: 16 lutego, 2012

Coś mi się wydaje, że to będzie moja najbardziej rozbudowana recenzja na tym portalu. Ale może zacznę od początku :D
Twórczość Pratchetta polecili mi moi znajomi. Pierwsze, co wpadło mi w ręce była książka pt. Kolor magii.
Na początku trudno było mi się wgryźć w fabułę. Musiałam uporać się z nowym stylem pisarskim oraz uruchomić moją wyobraźnię, która ostatnio się rozleniwiła. Jednak sama akcja toczy się sinusoidalnie, raz z górki, a raz pod górkę. Jako całość jest niezła, nie pozwala czytelnikowi zasnąć w trakcie czytania.
W Kolorze magii poznajemy wiele barwnych postaci m.in. Rincewinda - niedorobionego maga z urokiem osobistym, który mimo popełnionych błędów stara się żyć dalej. Nie poddaje się, a jego porażki są jednocześnie jego drogowskazem. Jest bohaterem pozytywnym i któremu kibicujemy już od samego początku. Na drodze staje mu Dwukwiat - turysta z innej części świata Dysku. Moim zdaniem jest to najbardziej sympatyczna postać, głównie przez swoją prostoduszność. Jest odkrywcą, ciekawy świata, robi wszystko, by żyć w zgodzie z innymi. Na sam dźwięk jego imienia śmieje mi się twarz. Dwukwiatowi w tejże podróży towarzyszy mu dosłownie osobisty bagaż. Jest on wierny jak pies. jest tak przesympatyczny uroczy, że sama chciałabym go mieć. Moim zdaniem bagaż zachowuje się jak wytresowane zwierzątko, co nie tyle, że jest zabawne, ale rozczulające. Nie można nie wspomnieć o Śmierci. Najlepsze są jego i Rincewida dialogi, w których iście się zakochałam.
Jest wiele przezabawnych fragmentów, postaci i sytuacji. Te postacie, które wymieniłam wyżej to cząstka tego, co można znaleźć w Kolorze magii. Nie przypuszczałam, że mogłabym tak miło spędzić czas w towarzystwie fantastyki, a tu proszę. A końcówka Koloru magii zachęca do otworzenia kolejnego tomu. Na pewno nie była to ostatnia pozycja Pratchetta, którą przeczytałam. Istna bomba humoru.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 07 sierpnia, 2010

Autor niezwykle malowniczo opisuje wykreowany przez siebie dziwaczny świat, jednym celnym słowem potrafi wiele przekazać czytelnikowi, ale miejscami pisze niezrozumiale. Nie chodzi mi o ten specyficzny styl opisywania dziejów świata dysku. Po prostu czasem nie za pierwszym razem zrozumiałem co autor chciał mi przekazać, a moja wyobraźnia nie zawsze nadążała za Pratchettem. Dłuższe opisy na pewno naprawiłyby to, ale mogłyby zabić i tak mało wciągającą fabułę. W takich chwilach cieszę się, że książka ma tak niewiele stron.
Wierzę jednak, że kolejne tomy ukażą mi w większym stopniu dziwaczny świat dysku i będę w stanie lepiej go sobie wyobrazić.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 20 września, 2010

Pratchett wciągnął mnie kilka lat temu "Mortem" i w porównaniu z tamtą częścią cyklu o Świecie Dysku "Kolor magii" wypada nieco gorzej, ale wciąż jest to ten sam pełen przewrotnego humoru niezwykle barwny świat wypełniony galerią niesamowitych postaci. Zdecydowanie za mało tu Śmierci, ale pomimo tego przygody obdarzonych nieprawdopodobnym szczęściem (i mniej lub bardziej dyskretną pomocą bogini) bohaterów z przypadku, Rincewinda i Dwukwiata, zapewniają niezłą gimnastykę rozleniwionym mięśniom mimicznym twarzy i stawom szczękowo-żuchwowym.


Przeczytana: 2001 rok

To początek mojej wielkiej przygody z Dyskiem. Uaga! Wciąga na długie lata!


Przeczytana: 29 marca, 2011

Cóż... książka "lekka w spożyciu" dla pożeracza książek. Czyta się zaskakująco szybko, aczkolwiek, w tym przypadku nie jest to jakiś szczególnie wielki atut - ja się trochę zawiodłam. Tak naprawdę, można by tą książkę nazwać Jednym Wielkim Chaotycznym Wstępem Do "Blasku fantastycznego". Akcja, wątki, sytuacje - raz bohaterowie są tam, a dwa zdania poniżej, zupełnie gdzieś indziej. Łatwo się pogubić, za to nie można narzekać na jakieś nudne, zbędne monologi czy przysłowiowe "lanie wody". Ciekawa, momentami i śmieszna. Po przeczytaniu, czytelnik zadaje sobie jednak pytanie "To już koniec? A co dalej?" - idealna końcówka na telenowelę, ale od książki oczekuję czegoś innego.

Krótko mówiąc: to taka Pratchettowska rozgrzewka - ma lepsze książki i proponuję nie zrażać się do nich początkującym czytelnikom, którzy zaczęli od "Koloru...", tylko sięgnąć po kolejną. :)


Na półkach: Przeczytane, 2011
Przeczytana: 04 lutego, 2011

Po pierwszej części (i pierwszej styczności z autorem) mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że nie porwał mnie ten świat, nie wciągnął w swoje trybiki. Książka lekka, przyjemna ale zbyt "czarodziejska". Jak dla mnie przygody Rincewinda i Dwukwiata nie były nudne - w "Kolorach..." działo się bardzo dużo i może to właśnie nie do końca mi odpowiadało. Dla mnie autor za dużo chciał w niej zawrzeć co przypomina mi pewne powiedzonko: "jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego".
Może spróbuję z inną częścią, ale ogólnie żałuję, że nie sięgnęłam po Pratchetta dawno temu - może wtedy odebrała bym Świat Dysku zupełnie inaczej...


Pratchett to moj ulubieniec, wraz z tlumaczem Piotrem Cholewa zreszta,smieszy do rozupuku, filozofuje i zgrabnie odnosi sie do rzeczywstosci, tak zgrabnie, ze jesli chcesz wcale tego nie zauwazasz :), tak czy siak smiejesz sie i pametasz ze '...na poczatku bylo odchrzakniecie'


Przeczytana: 03 marca, 2012

Dość chaotyczna, miejscami przynudnawa, a chwilami przekomiczna. Książka ta więc wywołała u mnie mieszane uczucia. Na uwagę zasługuje na pewno Śmierć, ze swoimi prześmiesznymi tekstami. To już moje drugie podejście do tej książki, ostatecznie zakończone sukcesem.


Na półkach: Przeczytane

Początkowo ciężko mi się ją czytało, jednak po jakimś czasie "dostroiłem się" do tego stylu pisania i humoru, co spowodowało, że później książkę czytało się przyjemnie.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 lipca, 2010

No cóż, nie jestem zachwycona ;) Pomijając kilka śmiesznych fragmentów, to jak dla mnie ogólnie trochę przy nudnawe... w porównaniu z innymi książkami tego autora.


Pycha!
Jego styl to absolutnie moja częstotliwość!


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 stycznia, 2012

Jedno z postanowień noworocznych - przeprawić się w porządku chronologicznym przez Świat Dysku (wdzięczny ukłon w stronę kolegi posiadającego wszystkie części, ba wszystko co wyszło spod klawiatury Pratchetta). Pierwszy tom był ciężkim doświadczeniem. Przede wszystkim: PO CO OGLĄDAŁAM FILM? Przed oczy wskakiwała mi wciąż nieudolnie zekranizowana wersja wydarzeń, włącznie z niepowalającą obsadą. Myślałam, że dlatego tak trudno mi było przebrnąć przez „Kolory magii”, ale z tego co czytam w Waszych komentarzach sama książka nie jest do końca tym, co fani Pratchetta lubią najbardziej. Ja również jak wygłodniała rzucałam się na rzadkie, jak strącone od niechcenia z pańskiego stołu drobiny charakterystycznego dla pisarza humoru. Oby kolejne tomy nie fundowały mi już takiej drastycznej kuracji odchudzającej zapał.