Dziennik pisany później

Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
6,74 (377 ocen i 53 opinie) Zobacz oceny
10
12
9
25
8
64
7
134
6
79
5
40
4
10
3
8
2
3
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje

„Jadąc przez Banja Lukę, rozmyślałem o niej. Wśród, ruin, grobów i pól minowych. Rozmyślałem o tym, jak leży na wznak między Wschodem a Zachodem. Leniwa i senna. W tych nieśmiertelnych brzózkach. Na piachu. Dłubie nosie, kręci kulki i marzy o własnym losie. O przyszłym zamążpójściu, o dawnych gwałtach albo że pójdzie do klasztoru. W Banja Luce o tym myślę, gdy pada deszcz i szukam wylotówki na...

„Jadąc przez Banja Lukę, rozmyślałem o niej. Wśród, ruin, grobów i pól minowych. Rozmyślałem o tym, jak leży na wznak między Wschodem a Zachodem. Leniwa i senna. W tych nieśmiertelnych brzózkach. Na piachu. Dłubie nosie, kręci kulki i marzy o własnym losie. O przyszłym zamążpójściu, o dawnych gwałtach albo że pójdzie do klasztoru. W Banja Luce o tym myślę, gdy pada deszcz i szukam wylotówki na Chorwację, na Węgry, bo już wracam. Myślę o niej w Jajcu i myślę w Travniku. Jak się czasami przewraca na bok w tych wiekuistych brzózkach, w tych piaskach wieczystych, wspiera na łokciu i patrzy na widnokrąg, gdzie się podnoszą pokusy wielkich miast, brylantowe wieżowce, chorągwie z pięknymi herbami firm globalnych i gdzie światło lucyferycznie odbija się od chmur, składając w obcojęzyczne napisy głoszące chwałę nadchodzącego wyzwolenia, które niczym bezlitosna fala zatopi stare, a ocali nowe. Za to ją kocham. Za to patrzenie. Za to leżenie na boku. I sobie obiecuję, że jak tylko wrócę z tych beznadziejnych Bałkanów, to ją zaraz opiszę. Kilometr po kilometrze, hektar po hektarze, gmina po gminie, wymieniając te wszystkie nazwy jak zaklęcia, jak modlitwy, jak litanie, arko przymierza, domie złoty, wieżo z kości gdzieś koło Małkini, gdzieś koło Bełżca”.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 57
Pawwweł | 2017-07-09
Na półkach: Przeczytane

Post apokaliptyczny obraz beznadziei.

Taka puenta wykluła mnie się podczas czytania tej malutkiej książeczki. Andrzej Stasiu, wyruszył po krajach doświadczonych zbrojnymi działaniami w krajach byłej Jugosławii i okolicach. Spotyka się z szeregiem różnych osób, od lokalnych cwaniaczków wystylizowanych na mafijnych żigolaków wierzących ślepo w kult pieniądza po skromnych trzydziesto, czterdziestolatków chcących ułożyć sobie życie w taki sposób aby nie pamiętać o wojnie, o grabieżach, strachu i głodzie. Najbardziej wstrząsające przytaczane momenty to te, w którym autor opisuje i porównoje niebywały koloryt miast, zwyczajów, tradycji, otaczającego krajobrazu z porażającą bezsilnością i apatią ludzką.

Nie ma w tej książce żadnego optymizmu. Nie ma jakiejkolwiek tlącej się nadziei. Pomimo wielu lat od zakończenia wojny, mentalność ludzka się nie zmieniła. Nadal targają tubylcami te same podłe demony mogące wywołać to co najgorsze.

Pani Aleksijewicz pisała że Wojna nie ma w sobie nic z kobiety. Po tej książce aż chciałoby się dodać że nie ma w sobie nic z człowieczeństwa...

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Radość picia. Czytanie o alkoholu nie szkodzi zdrowiu

Spełnia swoje zadanie jako książka lekka i przyjemna, do wzięcia na plażę; jednak humor Holland do mnie nie trafił - o wiele więcej przyjemności dosta...

zgłoś błąd zgłoś błąd