Głębia. Skokowiec

Cykl: Głębia (tom 1) | Seria: Fantastyczna Fabryka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
7,55 (598 ocen i 134 opinie) Zobacz oceny
10
46
9
82
8
199
7
170
6
67
5
15
4
9
3
3
2
7
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379640867
liczba stron
720
słowa kluczowe
SF, Podlewski
język
polski
dodał
aspolski

Witaj w nowym wymiarze space opery. Oto Wypalona Galaktyka — Droga Mleczna, która tysiące lat temu została spustoszona przez serię potwornych wojen. Oto kosmos, w którym ludzie zamieszkują resztkę ocalałych z pożogi układów - gdzie nieliczne, inteligentne Maszyny budzą trwogę, a wygnani poza Granicę Galaktyczną Obcy znani są już tylko z legend. Oto wszechświat Głębi — zagadkowej, wpędzającej...

Witaj w nowym wymiarze space opery.

Oto Wypalona Galaktyka — Droga Mleczna, która tysiące lat temu została spustoszona przez serię potwornych wojen. Oto kosmos, w którym ludzie zamieszkują resztkę ocalałych z pożogi układów - gdzie nieliczne, inteligentne Maszyny budzą trwogę, a wygnani poza Granicę Galaktyczną Obcy znani są już tylko z legend. Oto wszechświat Głębi — zagadkowej, wpędzającej w szaleństwo nibyprzestrzeni.

Oto świat Myrtona Grunwalda, który stracił swój statek i załogę. I który zrobi wszystko, by znowu pożeglować ku gwiazdom.

A nie będzie to łatwe.

Jego nowy statek ma za sobą mroczną przeszłość.
Jego nowa załoga skrywa tajemnice.
Jego nowa szklaneczka z migdałową whisky jest już prawie pusta.

 

źródło opisu: http://fabrykaslow.com.pl/zapowiedzi/glebia-skokowiec

źródło okładki: http://fabrykaslow.com.pl/zapowiedzi/glebia-skokowiec

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 752
Miroslaw Kowalski | 2017-07-04
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2017
Przeczytana: 03 lipca 2017

Muszę przyznać, że do wychwalanego cyklu Marcina Podlewskiego podchodziłem z bardzo długim kijem. Fabryka Słów, poza bezsensownym dmuchaniem średnich objętościowo powieści do opasłych tomów, wydawaniem średnich objętościowo zachodnich powieści w 2 częściach, za które każe dwa razy płacić czytelnikom, wydawaniem powieści z błędami i wyraźnie słabych redakcyjnie, ma też tendencję marketingową do ogłaszania kiepskich lub po prostu złych książek 'legendami' 'kultowymi' etc. (Pilipiuk, Grzędowicz, Piekara, Ziemiański) - co akurat albo nieźle im wychodzi, albo mamy czytelników o tak niskich potrzebach. Z powyższych powodów książek tego wydawcy staram się unikać jak ognia.
Do sięgnięcia po Głębię zachęciła mnie w sumie osoba redaktora. Mam dużo zaufania do kompetencji edycyjnych Michała Cetnarowskiego, toteż uznałem, że to się może udać. Jak się okazało - słusznie.
Na tle bardzo słabych space oper i militarnego SF zalewających ostatnio księgarniane półki (Star Carrier i wypociny spod szyldu Evana Currie, czy wytwory Rafała Dębskiego), Głębia, w kategorii powieści rozrywkowych, wypada naprawdę dobrze.
Myślę, że wynika to z tego, że Marcin Podlewski planując swoją czterotomową trylogię (sic!), podjął kilka ciekawych decyzji. Po pierwsze, akcja utworu jest w zasadzie umieszczona w zupełnie nieokreślonym fragmencie czasowym. Nie da się powiedzieć nic więcej, niż to, że jest to baaardzo odległa przyszłość. Taki zabieg oderwania od realiów pozwala na zastosowanie wielu uproszczeń, znaczące wycięcie przytłaczającego często w SF technobełkotu (ale nie całkowite pozbycie się go), co pomaga w skupieniu się na samej opowieści. Przyjmujemy umownie, że rzeczywistość Wypalonej Galaktyki jest już na tyle odległa i obca, niejednokrotnie kompletnie niezrozumiała również dla zamieszkujących ją ludzi, że cała historia będzie przypominać raczej obleczoną technologiczne łaszki baśń, niż naukową ekstrapolację (ulubione słowo autora :)). Trochę pod tym względem Głębia przypomina uniwersum Gwiezdnych Wojen, aczkolwiek w tym przypadku autor mimo, że mówi nam "zrobimy to po mojemu", nie wyzbywa się logiki i podstaw naukowych.
Po drugie, przyjął, zupełnie słusznie, nieco w stylu Petera Wattsa, że w kosmicznej pustce przeżyć mogą tylko trzy rodzaje istot: z totalnie zwichrowaną psychiką, bardzo dobrze wyszkolone, lub posiadające obie wcześniejsze cechy. Dzięki temu zyskujemy bardzo wyrazistych bohaterów, kompletnie niejednoznacznych, posiadających swoje sekrety i pokręcone motywacje.
Po trzecie, skonstruował fabułę nieliniową, gdzie główne wydarzenia, które nie stanowią jakiegoś specjalnie rozwiniętego wątku, obudowane są całą chmarą fasetkowych wątków pobocznych, retrospekcji etc. Dzięki temu czytelnik nie jest prowadzony za rączkę przez powieść na popularną ostatnio modłę czytadeł, gdzie obserwujemy jedynie poczynania postaci bez zbytniego wgłębiania się w konstrukcję świata zewnętrznego i wewnętrznego, zupełnie jakbyśmy oglądali film. U Podlewskiego i głębia postaci i bogactwo otaczającej bohaterów rzeczywistości, podawane jest w rozmaitych kawałkach puzzli, z których czytelnik sam sobie powolutku wszystko konstruuje, trochę dopowiada, trochę wnioskuje. Jest to niewątpliwie literatura, która pomimo lekkości, nie traktuje czytelnika jak idioty i wierząc w jego wyobraźnię pozwala mu bardziej wniknąć w opisywane realia. To obecnie niezbyt często spotykana w literaturze popularnej cecha.
W przypadku planowanego cyklu, takie kroki, zwłaszcza w pierwszym tomie, tak naprawdę dość kameralnym jeśli chodzi o miejsca, wydarzenia i bohaterów, zapowiadają dobrze przemyślany i stopniowo rozbudowywany układ całości. Tak, jakbyśmy zaledwie zajrzeli przez dziurkę od klucza do Wypalonej Galaktyki. Osobiście nie mogę się doczekać drugiego tomu, w którym zapewne otwarte zostaną drzwi.
Niestety autor nie uniknął romaitych klisz i wyraźnych inspiracji (planety pogranicza na których po milleniach rozwoju cywilizacyjnego, nawet pomimo pangalaktycznych zniszczeń to feudalizm okazuje się najbardziej rozsądnym ustrojem, sekty cyborgów dziwnie przypominającej startrekowego Borga etc.), nie przeszkadzają one jednak jakoś mocno w odbiorze powieści.
Od strony technicznej wydania, jest również całkiem nieźle - jak się okazuje Fabryka Słów jest w stanie wyprodukować książkę nie nadmuchując jej jakoś mocno objętościowo - z w miarę normalną interlinią i waskimi marginesami pozwalającymi na upchnięcie około 1800 znaków na stronie - a to sporo ponad fabryczne standardy. Okazuje się też, że ponad 700 stronicowa cegiełka nie jest jakimś technologicznym wyzwaniem wydawniczym, co tym bardziej irytuje przy o wiele mniejszych objętościowo w oryginale zachodnich powieściach rozbijanych na siłę na dwa tomy.
Osobiście "Głębię" polecam, aplikuję sobie solidną dawkę stazy i skaczę po więcej :)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wnętrza wypalone lodem

W zeszłym roku miałam okazję sięgnąć po niezwykłą książkę. „Z góry widać tylko nic” Arka Borowika, będące zbiorem opowiadań bazujących na klasycznych...

zgłoś błąd zgłoś błąd