Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

THORN

Wydawnictwo: JasonHunt Books
4,73 (228 ocen i 53 opinie) Zobacz oceny
10
9
9
9
8
16
7
19
6
29
5
47
4
24
3
25
2
17
1
33
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788394196516
liczba stron
330
słowa kluczowe
motywacja
język
polski
dodała
Qwerty150

To książka o poszukiwaniu symbolicznego ostatniego rozdziału. O naszych marzeniach, uczuciach, porażkach. Przyjaźniach i miłościach. O sztuce podnoszenia się z upadku, która nie polega na tym, by chcieć przetrwać, ale by nie stracić z oczu celu. Nie zmieni twojego życia i nie zrobi z ciebie kogoś wyjątkowego. Ale wpłynie na twoją mentalność i sposób postrzegania rzeczywistości. Ty zdecydujesz,...

To książka o poszukiwaniu symbolicznego ostatniego rozdziału. O naszych marzeniach, uczuciach, porażkach. Przyjaźniach i miłościach. O sztuce podnoszenia się z upadku, która nie polega na tym, by chcieć przetrwać, ale by nie stracić z oczu celu. Nie zmieni twojego życia i nie zrobi z ciebie kogoś wyjątkowego. Ale wpłynie na twoją mentalność i sposób postrzegania rzeczywistości. Ty zdecydujesz, w jaki sposób to wykorzystasz.

 

źródło opisu: http://jasonhunt.pl/jason-hunt-thorn-zamow-ksiazke-w-przedsprzedazy/

źródło okładki: http://jasonhunt.pl/jason-hunt-thorn-prezentacja-mojej-nowej-ksiazki/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 446
arthurwinter | 2015-08-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 sierpnia 2015

Jason Hunt. O człowieku dowiedziałem się przypadkiem. Jakiś czas temu moja znajoma polubiła na facebookowym profilu zapowiedź jego nowej książki. Dzieła, które pisał przez większość swojego życia. Historii, z której jest dumny. Jak wierzył – miała to być najlepsza książka na świecie… A ja nie do końca załapałem wtedy, czy autor cierpi na przerost ego, prowokuje, czy może puszcza oko do potencjalnego czytelnika. Ale to nie było ważne. Istotne było, że poczułem się lekko zaintrygowany tematem.

Przede wszystkim dlatego, że z gorącej i szumnej zapowiedzi Jasona Hunta wynikało, iż jego „THORN” będzie współczesnym Martinem Edenem z nutką tajemnicy w stylu serialu „Twin Peaks” i „Lost”. Miało być równie klimatycznie. No i o miłości. A ponieważ uwielbiam oba z wymienionych seriali, a Jason opowiadał o swoim dziecku z rozbrajającym wręcz uwielbieniem (m.in. o tym, że nawet okładka jest częścią fabuły, a on nie może się doczekać kiedy wreszcie to odkryjemy, jupi-jej!), rzekłem: „Ok, bawmy się” i… zamówiłem swój egzemplarz.

Dotarł do mnie na kilka dni przed oficjalną premierą. Piękny, pachnący, w twardej oprawie. Nie pozostało nic innego jak zasiąść do lektury…

…i zapłakać…

Na oficjalnej stronie internetowej zapewniano mnie, że jako wielbiciel zagadek (a zapewniam, że nim jestem) miałem wielokrotnie przerywać lekturę i w podekscytowaniu „googlować” nazwiska, liczby i inne tropy podrzucane mi przez Hunta. Te rzecz jasna miały mnie jeszcze bardziej nakręcać, wzmagać moją ciekawość i przybliżyć do rozwikłania zagadki fresku z Adamem i Ewą, starego kościółka, czy pojawienia się w nim pewnej tajemniczej kobiety.

W „THORNIE” znaleźć można wiele porozrzucanych tu i ówdzie, gotowych do zbadania śladów („Nic nie jest przypadkowe” – ostrzegał wszak Jason), ale główny problem z ową tajemnicą książki polega na tym, że tak jak w przypadku serialu „Lost” fani sami zaczęli doszukiwać się ukrytych znaczeń, nawiązań i symboli – a robili to ponieważ uwiódł ich tamten świat, jak i historie mistrzowsko wykreowanych postaci – tak tutaj zostało to z góry wpisane w trybiki marketingu. Faktem jest, że to działa. Tylko co z tego, że możemy zabawić się w detektywa skoro sama historia nie jest zbyt angażująca. Brnąc przez książkę czułem się jak ktoś, kto z narastającym znużeniem wysłuchuje osoby święcie przekonanej, że jej snuta od trzech godzin opowieść jest ciekawa i ważna. Że jest wyjątkowa. A ja nie przerywam tylko dlatego żeby nie sprawić jej przykrości… Po prostu to znoszę.

„THORN” miał być skonstruowany w taki sposób, aby czytelnik nie mógł się oderwać od lektury i z wypiekami na twarzy przewracać kolejne strony. Tak się nie stało.

Na początku nie byłem pewien, może to żart? Podpucha taka? Może prawdziwa książka z pełnokrwistymi bohaterami dotrze do mnie w dniu premiery, a póki co autor sobie ze mną pogrywa? Może to część sprytnie zaplanowanej akcji marketingowej? Nie. To był „THORN”.

Czy Jason Hunt ma mnie zatem za totalnego imbecyla przekazując mi w swojej motywacyjnej rzekomo powieści takie oto złote myśli?: „Wszystkie decyzje jakie podejmujemy sprowadzają się do jednej prostej odpowiedzi. Pozytywnej lub negatywnej” . A trzeba zaznaczyć, że niektóre z tych perełek rzucają się na człowieka znienacka, eksplodują na kolejnych stronach czcionką o rozmiarach 400 (ja rozumiem, że komuś bardzo zależało żeby wycisnąć z tej książki chociaż 300 stron, ale bez przesady). Za którymś razem byłem gotów wybiec z domu, zmałpować ton Jerzego Stuhra z „Seksmisji” i poskarżyć się pierwszej napotkanej osobie słowami: „Książka na mnie krzyyyczy”.

Ale to nie wszystko… „THORN” to także metafory z wszelkiej maści drobiem w roli głównej. Z kurami, kaczkami i orłami na czele. Powodowały one, że moja głowa mimowolnie zaczęła zaprzeczać wszystkiemu temu co w nią aktualnie wsiąkało. Zapewne w trosce o własne zdrowie psychiczne.

W „THORNIE” miało być też śmiesznie, przynajmniej momentami. I rzeczywiście było. Powiedziałbym nawet, że do łez. I nie chodzi tu o żarty pokroju: „Lody, lody na śmietanie, kto spróbuje temu stanie!”, które może i rozbawią mniej wymagającego odbiorcę w wieku gimnazjalnym, ale nie jestem przekonany czy usatysfakcjonują tych, którzy czekali na ponoć WYJĄTKOWĄ książkę, nienachalnie motywującą do czegoś tam. Nie jestem też pewien do czego miałaby zmotywować feeria topornych dialogów wychodzących z ust nieciekawych w większości bohaterów, czy jakże błyskotliwych myśli usiłujących wbić mi ćwieka pytaniem, czy jestem delfinem czy kurą (tak, w „THORNIE” są delfiny i kury, i koty też są, w liczbie trzech… i żaba jest jeszcze). Także jakby nie było, cytaty, w zamyśle motywujące, dają radę. Śmieszą.

Tajemnica miała być zaledwie pretekstem do opowiedzenia pewnej historii. Po części smutnej. I to się chyba najbardziej udało. Smutne jest bowiem to, że niczego wyjątkowego i ważnego „THORN” ze sobą nie niesie. To nudna, przewidywalna, miejscami bełkotliwa, napakowana oczywistymi oczywistościami, rozwałkowana poprzez konstrukcję graficzną, zwyczajnie kiepsko napisana rzecz, przez którą brnie się jak przez… ciernie. Są rozliczne dowody na to, że o miłości i marzeniach można opowiadać w pasjonujący i wciągający sposób. „THORN” nie jest przykładem takiej powieści. To emocjonalny „Klan”. A jego największym sekretem okazała się marność.

Jeżeli „THORN” do czegokolwiek mnie zmotywował, to do pozbycia się tej książki. Biblioteka? Allegro? Tylko czy ja mam sumienie wyrządzić komuś takie świństwo?

Jason Hunt „Thorn”. [JasonHuntBooks, 2015]. Po części autobiograficzna przypowieść o poszukiwaniu przysłowiowego ostatniego rozdziału, którego w czasie lektury szukałem przez ponad 300 (oszukanych) stron i wreszcie z ulgą odnalazłem…

…jednak zaraz potem i tak czaiła się pułapka. Zapowiedź II Tomu…

2/10 – Za niezwykle przyjemną w dotyku, ładną okładkę i czaderski spis treści.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Magnus i wiewiórka

Uwielbiam książki o Magnusie! W tej nasz bohater, samotny w domu, w którym dzieci i zwierzęta są niemile widziane, staje się właścicielem wiewiórki. S...

zgłoś błąd zgłoś błąd