Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Flamecaster

Cykl: Starcie królestw (tom 1)
Wydawnictwo: HarperCollins
5 (1 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
0
6
0
5
1
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
006238094X
liczba stron
544
słowa kluczowe
fantasy, magia, romans
język
angielski
dodała
Shouri

Adrian sul’Han, known as Ash, is a trained healer with a powerful gift of magic—and a thirst for revenge. Ash is forced into hiding after a series of murders throws the queendom into chaos. Now Ash is closer than he’s ever been to killing the man responsible, the cruel king of Arden. As a healer, can Ash use his powers not to save a life but to take it? Abandoned at birth, Jenna Bandelow was...

Adrian sul’Han, known as Ash, is a trained healer with a powerful gift of magic—and a thirst for revenge. Ash is forced into hiding after a series of murders throws the queendom into chaos. Now Ash is closer than he’s ever been to killing the man responsible, the cruel king of Arden. As a healer, can Ash use his powers not to save a life but to take it?

Abandoned at birth, Jenna Bandelow was told that the mysterious magemark on the back of her neck would make her a target. But when the King’s Guard launches a relentless search for a girl with a mark like hers, Jenna assumes that it has more to do with her role as a saboteur than any birth-based curse. Though Jenna doesn’t know why she’s being hunted, she knows that she can’t get caught.

Eventually, Ash’s and Jenna’s paths will collide in Arden. Thrown together by chance and joined by their hatred of the king, they will come to rescue each other in ways they cannot yet imagine.

Set in the world of the acclaimed Seven Realms series a generation later, this is a thrilling story of dark magic, chilling threats, and two unforgettable characters walking a knife-sharp line between life and death.

 

źródło opisu: http://www.cindachima.com/

źródło okładki: https://www.goodreads.com/book/show/23253083-flamecaster

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 587
Rachel3 | 2016-05-27
Na półkach: Przeczytane

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Brandon Sanderson twierdzi, w moim tłumaczeniu, że pisanie książek jest składaniem obietnic - pisarz obiecuje czytelnikowi pewne rzeczy, a potem w miarę postępu fabuły stara się je wypełnić. Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej ta definicja wydaje mi się trafna. Tu właśnie znajdziemy sedno problemu jeżeli chodzi o książki Cindy Williams Chimy, a "Flamecastera" w szczególności - to dzieła pełne niespełnionych obietnic.

Pozwólcie, że rozwinę.

"Flamecaster" aspiruje do powieści high fantasy - co prawda dla młodzieży, ale trudno uznać to za wymówkę dla dziur w logice i niekonsekwencji. Postacie przedstawiane są nam jako ponadprzeciętnie utalentowane - Ash to nadzwyczajny uzdrowiciel i potężny czarodziej, Lila jest niezwykle zaradną przemytniczką i świetną aktorką, Destin to zaufany podwładny króla działający trochę jako żołnierz, trochę jako skrytobójca, Jenna... O Jennie nic nie powiem, bo po tej lekturze mam jej serdecznie dosyć. W każdym razie, nasza czwórka bohaterów to osoby obdarzone, świetne w swoich fachu i inteligentne - tyle, że nie.

Owszem, nieraz spotykamy się z opinią, że dana postać jest tak wspaniale utalentowana - to jakaś postać o tym powie, to inna o tym pomyśli. Niestety, te stwierdzenia mają niewiele pokrycia w fabule. No, może Ash faktycznie jest niezwykle dobrym healerem - tyle oddam - ale poza tym brak mu przezorności, opanowania czy przenikliwości, których byśmy od niego oczekiwali. Lila niby taka zdolna aktorka, a nie potrafi utrzymać języka za zębami. Destin... Destin potrzebuje miesiąca, by podczas poszukiwań dziewczyny ze znakiem na karku wpaść na pomysł, że może warto by obciąć wszystkim kobietom włosy, a jak już wpada, to przypadkiem - a przecież również miał być postacią ponadprzeciętnie inteligentną.

Chwila, wróć. Jak się tak zastanowić, to może i bohaterowie faktycznie są ponadprzeciętnie inteligentni. Jak wiemy, "przeciętność" to pojęcie względne i środowiskowe, a w świecie "The Shattered Realms" średnia IQ jest niezwykle niska. No bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że królewski małżonek, jedna z najważniejszych osób państwie, chodzi sobie po targu bez jakiejkolwiek ochrony? Albo że pewien król prowadzi wojnę przez 25 lat? 25 lat bez przerwy i bez większych efektów, podczas gdy jego kraj pogrąża się w głodzie i nędzy. No po prostu jak? Jak to możliwe, że typ ciągle trzyma swój królewski zadek na tronie? Dlaczego nikt go przez ten czas nie wyoutował? Przecież szlachty, tzw. thanów, w państwie nie brakowało. Mniejsza o skrytobójców - wiemy, że próbowali - ale jakikolwiek opór od zgnębionej ludzkości, jakikolwiek zbuntowany szlachcic, mający chętkę na koronę?

Zresztą, tego głodu i nędzy też specjalnie nie widać. Tak, dostajemy urocze zdanie - "People are suffering and starving throughout the empire" - tyle że jakoś tego cierpienia i głodu bohaterowie po prostu nie doświadczają. Jasne, król dostanie napadu okrucieństwa od czasu do czasu, bo przecież trzeba pokazać, jakim to jest okrutnym tyranem, ale poza tym w królestwie normalnie funkcjonują karczmy serwujące porządne jedzenie, nie jakieś tam skrawki - nawet w okupowanym mieście.

Jak widać, książka nie spełnia kolejnej zasady zasłyszanej u Sandersona - "Pokaż, a nie powiedz".

Wracając jednak do tematu obietnic. Och, tych jest multum. Już sam świat przedstawiony, nieźle skonstruowany, obiecuje ciekawą przygodę. Niestety, co Chima zdoła wykrzesać jakiś ciekawy wątek, choćby i scenę, to zaraz jakby się zawstydzi, wycofa, ledwie liźnie temat. Zdarzenia opisywane są straszliwie po łebkach, co szczególnie widać na początku powieści. Lata i miesiące mijają gdzieś poza sceną, a autorka jednym, góra dwoma zdaniami powie, co się wówczas działo. Dalej wcale nie jest lepiej - jasne, czas nie mija już tak nieregularnie, ale opisy akcji nadal kuleją, a walki często wyrwane są jakby z kapelusza, bez powodu, bez solidnych podstaw.

Kolejna złamana obietnica: okładka. Przeczytaliście opis (wersja angielska) i sądziliście, że pojawi się jakiś moralny dylemat, konflikt wewnętrzny bohatera-uzdrowiciela, zabić czy nie zabić - srogo się pomyliście, bo czegoś takie zwyczajnie w świecie nie ma. Nie w tej książce, w każdym razie.

Osobny akapit poświęcę na wątek romantyczny - który jest zwyczajnie fatalny i wymuszony. Poważnie, męczyłam się już w "Siedmiu Królestwach", a w przypadku Chimy wszelka nauka poszła w złą stronę. Zapomnijcie o budowaniu napięcia, o interesujących interakcjach między postaciami, o powolnym, lecz satysfakcjonującym tworzeniu się relacji. Zamiast tego, bohaterowie wymienią się paroma wspomnieniami i nagle już pałają do siebie niezwykłą miłością i żarem. Ja nie mogę, jakie to jest słabe... Najgorzej, że cały ten wątek był całkowicie niepotrzebny. Fabuła potoczyłaby się tak samo, gdyby między tymi postaciami zawiązała się przyjaźń, czy nawet lekka nić porozumienia. Miłość mogłaby przyjść później - ale nie, bo przecież musi się pojawić Wielkie Uczucie I Jeszcze Większe Przeznaczenie.

Nie zrozumcie mnie źle - "Flamecaster" to nie jest zło totalne. Stoi zdecydowanie wyżej niż taki "Dziedzic Smoka" czy "Dziedzic zaklinaczy", ale to nadal nie jest poziom "Dziedzica czarodziejów". Można uznać, że blisko tej książce do swojego prequela - "Siedmiu Królestw". Styl jest przyjemny, czyta się szybko, a Asha zwyczajnie da się lubić. Pojawiają się ciekawe wątki, choć w większości jedynie lekko napoczęte, no i dość przewidywalne. Co ciekawe, na samym początku powieści autorka zdecydowała się na naprawdę odważny krok, który bardzo by mi się podobał - gdyby tylko został lepiej odegrany.

Problemem "Flamecastera" jest przede wszystkim przerost ambicji - nad treścią i najwyraźniej nad możliwościami pisarki. Znów posadziła niezłe podłoże w postaci świata przedstawionego i bohaterów, ale sromotnie poległa przy tworzeniu fabuły i samym procesie pisania. Książka jest niezła, jednak niepotrzebnie rozbudza nadzieje obietnicami, których nigdy nie spełnia - a to sprawia, że zamiast cieszyć się lekturą, czytelnik zwyczajnie czuje się oszukany.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Płatki na wietrze

Nie przeczytałam w dwa dni tak jak pierwszy rok.Akcja toczy się bardzo szybko.Wiele wątków bardzo nieprawdopodobnych, no ale przecież to fikcja lite...

zgłoś błąd zgłoś błąd