Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Widmopis

Tłumaczenie: Maria Gębicka-Frąc
Wydawnictwo: Mag
6,96 (255 ocen i 34 opinie) Zobacz oceny
10
10
9
23
8
60
7
72
6
52
5
25
4
9
3
3
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Ghostwritten
data wydania
ISBN
0375724508
liczba stron
432
język
polski
dodała
Oceansoul

Sprawca zamachu w tokijskim metrze czeka na sygnał od swojego guru. Transmigrująca dusza poszukuje przypisanego jej ciała. Geniusz nauki włamuje się do światowego systemu satelitarnego. Bóstwo wyczerpane ciągłym powstrzymywaniem cywilizacji przed samozagładą szuka rady u radiowego didżeja.

 

źródło opisu: http://www.mag.com.pl/

źródło okładki: http://www.mag.com.pl/

Brak materiałów.
książek: 5389
Fidel-F2 | 2017-04-20
Na półkach: Przeczytane

Debiutancka powieść autora jest pozycją przewrotną. Przez większą część lektury miałem poczucie lekkiego rozczarowania, by na koniec doznać olśnienia i uznać powieść za rewelacyjną. Formalnie mamy tu konstrukcję segmentową, typową dla Mitchella. Kolejne epizody łączą się ze sobą nie ściślej niż korale nanizane na rzemyk. Każdy z nich jest oddzielną fabułą, z własnym przesłaniem, problemami, itp, która łączy się z którymś z pozostałych mikrosceną, gdzie dochodzi do interakcji między bohaterami obu epizodów. Czasem jednoznaczną, czasem bardzo subtelną. Dodatkowo, o czym dowiadujemy się na samym końcu (chociaż domyślać się czegoś możemy już wcześniej), wszystkie te epizody łączy ów rzemyk, nadrzędna idea, dla której powstał Widmopis. Czemu początkowo wspomniałem o rozczarowaniu? Raz, że tłumaczenie nie jest najdoskonalsze, pani Maria Gębicka-Frąc zdecydowanie ustępuje tłumaczącej późniejsze dzieła autora, pani Justynie Gardzińskiej na polu maestrii językowej, a ja znając owe późniejsze dzieła oczekiwałem podobnego poziomu. A dwa, poszczególne epizody, z których składa się Widmopis, choć zupełnie niezłe same w sobie, jednak nie są żadną rewelacją intelektualną. Owszem są tam jakieś emocje, jakaś myśl, ale to wszystko jednak takie na pół gwizdka, niespecjalnie mnie wzruszało. Po Mitchellu spodziewałem się znacznie więcej.

Różne są koncepcje o czym Widmopis jest. Zwykle czytelnicy rozważają tematy poszczególnych epizodów, bo to najprostsze i łatwo rzuca się w oczy. Czasem ktoś powie, że to rozważania nad tym jak przypadek rządzi naszym życiem i jest to bliższe sedna, choć moim zdaniem to spłycenie przekazu jaki płynie z lektury tej powieści.

Widmopis można by (pierwotnie chciałem użyć sformułowania 'należałoby', acz po namyśle uznałem je za zbyt mocne) czytać dwukrotnie. Pierwszy raz skupiając się na poszczególnych fabułach, a drugi, po odnalezieniu klucza w 'Metrze', dla prześledzenia tropów budujących owe nadrzędne przesłanie powieści (o czym za chwilę). Jednak w miarę bystry i obdarzony jaką taką pamięcią czytelnik, będzie w stanie wstecznie odtworzyć sobie ową koncepcję.

'Metro' to klucz do zrozumienia Widmopisu. Głównego bohatera tego króciutkiego epizodu czytelnik zna już z epizodu pierwszego i raczej nie pała do niego sympatią, co poniektórzy życzą mu pewnie nawet śmierci i to raczej bolesnej. I tu autor wywija kozła. Treść 'Metra' jest prosta. Zamachowiec uruchamia bombę w wagonie metra i próbuje wysiąść na stacji by uratować własną skórę. Wie, że zapalnik jest tak ustawiony, że jeśli teraz nie wysiądzie, kolejnej stacji już nie dożyje. Na jego drodze staje jednak bezwolny tłum podróżujących, który swym ściskiem i upakowaniem, jak bagno, oblepia go i nie pozwala się wydostać. Mijają kolejne chwile narastającej paniki, podczas których bohater coraz bardziej histerycznie stara się wyrwać z matni w którą sam się zapędził. Czytelnik kibicuje mu z antyintencją i ma coraz większa nadzieję, że mu się nie uda. Z nadzieją podszytą gorzkim rozczarowaniem bo przecież z wcześniejszej lektury wie, że jednak nikczemnik się uratuje. W efekcie jednak, jego sukces jest zbawienny, ponieważ dzięki temu, że przeżył, bohater uruchamia ciąg zdarzeń dzięki któremu powstanie sztuczna inteligencja, która uratuje ludzkość od atomowej apokalipsy. Ludzkość wyjdzie z tego poraniona, ale przetrwa. Doraźna sprawiedliwość, przynosząca zamachowcowi natychmiastową śmierć od własnej bomby, skutkowałaby brakiem zdarzenia inicjującego i w efekcie anihilacją ludzkości. Mitchell ukazuje tu złożoność i relatywizm koncepcji sprawiedliwości, etyki czy moralności. Pokazuje, że świat jest znacznie bardziej skomplikowany niż by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać i że często, jednoznaczna ocena wydarzeń nie jest możliwa, ponieważ nigdy nie będziemy w stanie poznać z całą pewności wszystkich możliwych przyczyn i następstw. I nawet jeśli coś, w danej sytuacji, wydaje się jednoznaczne moralnie, to przy szerszym spojrzeniu może w ogóle nie poddawać się jakiejkolwiek ocenie. I, moim zdaniem, ów relatywizm moralny, a nawet brak jakiejkolwiek możliwości zastosowania owego kryterium, jest głównym przekazem wypływającym z Widmopisu. Oczywiście na tym nie koniec, możemy rozważania ciągnąć dalej - taka chyba była intencja autora - i dumać nad naiwnymi koncepcjami sensu istnienia, złudności panowania nad swoim przeznaczeniem, i innymi podobnymi które w tym momencie nie przychodzą mi do głowy. I na tym chyba polega wielka literatura, pozwala nam udać się w kierunku, o którym wcześniej nawet nie mieliśmy pojęcia.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ono

Witam, W dniu dzisiejszym przeczytałam książkę Pani Terakowskiej "Ono". Porusza zagadnienia dość współczesne (początek Nowego Wieku).M...

zgłoś błąd zgłoś błąd