Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Golem i Dżin, część 1

Tłumaczenie: Małgorzata Koczańska
Cykl: Golem i dżin (tom 1) | Seria: Fantastyczna Fabryka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
6,77 (156 ocen i 34 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
10
8
25
7
64
6
40
5
8
4
4
3
4
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Golem And The Jinni
data wydania
ISBN
9788375749618
liczba stron
450
język
polski
dodała
Justyna Lesień

Połączyła ich bezsenność Dwie mityczne istoty z odległych stron świata spotykają się w jednym mieście pod osłoną nocy. Golem Chava - stworzona w dalekiej Polsce oraz dżin Ahmad - zrodzony z ognia w starożytnej Syrii. Debiutancka powieść Helene Wecker w niezwykły sposób splata żydowską tradycję z kulturą Bliskiego Wschodu i literacką wizją Nowego Jorku u schyłku XIX wieku. Niezwykły tygiel...

Połączyła ich bezsenność

Dwie mityczne istoty z odległych stron świata spotykają się w jednym mieście pod osłoną nocy. Golem Chava - stworzona w dalekiej Polsce oraz dżin Ahmad - zrodzony z ognia w starożytnej Syrii.

Debiutancka powieść Helene Wecker w niezwykły sposób splata żydowską tradycję z kulturą Bliskiego Wschodu i literacką wizją Nowego Jorku u schyłku XIX wieku.

Niezwykły tygiel magii, wierzeń i mitów w jedynej takiej książce.

 

źródło opisu: http://s1.fabrykaslow.com.pl/ksiazki/golem-i-dzin-cz-1-541

źródło okładki: http://s1.fabrykaslow.com.pl/ksiazki/golem-i-dzin-cz-1-541

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 142
xan4 | 2014-11-09
Na półkach: Przeczytane

Niespodziewajka czytelnicza

Dawno już tak nie miałem, że przeczytałem pod rząd kilka książek, których wcześniej nie planowałem. Jakoś tak same wpadły mi w ręce, a że inne nie chciały ich wyprzedzić, skończyło się przeczytaniem właśnie tych. Tydzień temu przedstawiłem Wam „Po apokalipsie” Maureen F. McHugh, a dzisiaj zajmę się książką innej pani – debiutantki Helene Wecker – „Golem i dżin”, część 1.

Książkę wydała Fabryka Słów. To wydawnictwo skupiające się kiedyś przede wszystkim na polskiej fantastyce i które za czasów prosperity wydawało po dwie książki tygodniowo. Wtedy nie za bardzo było mi po drodze z nimi. Wydawali książki jałowe, takie sobie, albo jeszcze słabsze, mieli kilka koni pociągowych (Pilipiuk, Grzędowicz, Kossakowska), a reszta z wydawanych książek to były w większości zapchajdziury. Wszystko po to, żeby narobić szumu, a nie żeby wydać coś dobrego. Jednak chwała im za to, że zarówno oni, jak i Robert Szmidt swoim czasopismem Science Fiction (później Science Fiction Fantasy i Horror) zapoczątkowali boom na polską fantastykę, który trwał chyba z dziesięć lat. Przedtem polscy autorzy właściwie nie mieli gdzie wydawać swoich utworów. Skończyło się jednak tak, jak się skończyło - załamaniem rynku, z różnych względów, ale jednym z wielu było właśnie przeładowanie średniej albo słabej jakości książkami. Wyciągnęli jednak na świat polską fantastykę rozrywkową, fantastykę środka (oczywiście jak wszędzie były wyjątki, na przykład „Portal zdobiony posągami” Marka Huberatha, ale to w późniejszym czasie) i pokazali, że można, pokazali mnóstwo nowych autorów, choć wielu z nich nie powinni byli pokazywać. Były także książki zza naszej wschodniej granicy, też różnej jakości, ale myślę, że większość była powyżej średniej. Z tego czasu mam niewiele ich książek, właściwie paru autorów (Grzędowicz, Kańtoch, Olejniczak, R. Dębski, Szmidt, Ziemiański) i to też tylko niektóre z ich pozycji. Tyle, niewiele, jak na dziesięć lat wydawania w niesamowitym tempie. Po załamaniu, jakby coś się odmieniło, bo okazało się, że w Fabryce Słów zaczynają wydawać pozycje, które czasami mnie interesują. Wydawnictwo sięga też po pozycje na rynek anglosaski, żeby zdobyć zagraniczne przeboje. Tak oto w mojej biblioteczce zagościli w niedługim czasie: Hodder ze swoją bardzo dobrą trylogią o Burtonie i Swinbournie, Edelman z „Infoszokiem” (druga część „Multirzeczywistość” już niedługo w księgarniach), Corey z „Przebudzeniem Lewiatana”, Robinson i jego „2312”. Z tych ambitniejszych, o książce Marka Hubertha już wcześniej wspomniałem. Wygląda więc na to, że mnie osobiście zmiana polityki wydawniczej Fabryki Słów odpowiada, że wreszcie wydają (czasami) coś dla mnie, na dodatek coś, co mi się podoba.

Na książkę Helene Wecker trafiłem przypadkowo, sprawdzając nowości wydawnicze, zaciekawił mnie opis książki, więc gdy wpadła w moje ręce, a na dodatek potrzebowałem czegoś lekkiego, to w pewną dozą nieśmiałości sięgnąłem po książki debiutantki. Niby nic w tym złego, że debiutantka, ale zawsze to jakieś ryzyko, że prawdopodobieństwo porażki będzie większe, niż przy sprawdzonych pozycjach.

Po pierwsze - oczywiście o książce, jako o powieści, o całości, nie mogę się wypowiedzieć, z powodu przedziwnej praktyki FS, mam tu na myśli dzielenie powieści na części (praktyki zrozumiałej ekonomicznie, oczywiście od strony wydawnictwa, ale bardzo niezrozumiałej od strony czytelnika, który po przeczytaniu książki nagle zostaje z niczym, albo raczej zostaje z przeczytaną do połowy powieścią, bo podział książki jest sztuczny). Opowiem więc o książce, zrobię nawiązanie, rozwinięcie akcji i zostawię tę recenzję. Może doczekam się w maju drugiego tomu, jak wydawnictwo zapowiada.

Po drugie – bardzo ładna okładka, prosta i ładna, oddająca tło powieści, tutaj muszę przyznać, że to, z czego zwykle słynęła FS dalej nie zawodzi.

Po trzecie - dobre tłumaczenie i redakcja, tutaj wcześniej bywało różnie, teraz jest naprawdę dobrze.

Po czwarte – bardzo ładne tło powieści, bardzo sprawnie opisany Nowy Jork u schyłku XIX wieku. Nie byłem, więc nie wiem, czy oddany w rzeczywistości, ale czytając miałem wrażenie, że spaceruję z bohaterami ulicami miasta.

Po piąte – pomysł, który właściwie przyciągnął mnie do tej książki. Spotkanie dwóch mitycznych postaci, golema Chavy, stworzonej przez Yehudę Szaalmana w dalekim Koninie oraz dżina Ahmada (oczywiście ich imiona są sztuczne, nowe, nadane im przez ich opiekunów z Nowego Jorku), zrodzonego z ognia w starożytnej Syrii. Połączyła ich bezsenność, a właściwie brak potrzeby snu, oboje go nie potrzebowali.

Po szóste – akcja: niespieszna, z retrospekcjami, wspomnieniami głównych bohaterów. Nie biegnie jak szalona, ale snuje się właściwie uliczkami Nowego Jorku, wraz ze swoimi bohaterami, którzy na pewno w końcu muszą się spotkać. Czasami oczywiście, dla nadania rytmu i szybkości, akcja przyśpiesza, pędzi przez chwilę, aby po jakimś czasie zwolnić znowu do normalnych obrotów.

ciąg dalszy na stronie:
http://szortal.com/node/4557

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Lokatorka

Wkładając do koszyka tą książkę, miałam na prawdę ogromne oczekiwania. Tyle pozytywnych opinii nie może przecież kłamać? Powinnam była się spodziewać,...

zgłoś błąd zgłoś błąd