Neapol '44. Pamiętnik oficera wywiadu z okupowanych Włoch

Tłumaczenie: Janusz Ruszkowski
Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
7,63 (133 ocen i 22 opinie) Zobacz oceny
10
7
9
17
8
58
7
32
6
11
5
7
4
0
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375365696
liczba stron
216
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
joly_fh

Norman Lewis trafił do Włoch jako oficer komórki brytyjskiego wywiadu dołączonej do sztabu Amerykańskiej Piątej Armii. Młody Brytyjczyk nie spodziewał się, że rok później będzie wyjeżdżał z dziennikiem pełnym wspomnień o niezwykłym mieście i jego mieszkańcach. Kiedy Lewis przybył do Neapolu, sytuacja – podobnie jak w reszcie kraju – poważnie się komplikowała. Kampania włoska trwała, Mussolini...

Norman Lewis trafił do Włoch jako oficer komórki brytyjskiego wywiadu dołączonej do sztabu Amerykańskiej Piątej Armii. Młody Brytyjczyk nie spodziewał się, że rok później będzie wyjeżdżał z dziennikiem pełnym wspomnień o niezwykłym mieście i jego mieszkańcach.

Kiedy Lewis przybył do Neapolu, sytuacja – podobnie jak w reszcie kraju – poważnie się komplikowała. Kampania włoska trwała, Mussolini nie zamierzał się poddać, alianci wszędzie tropili faszystów, a cywile musieli zmierzyć się z problemami wojennej codzienności. Brakowało żywności, mafia rosła w siłę, a czarny rynek był jedynym ratunkiem dla głodnego miasta. Jednak neapolitańczycy, dla których jedzenie było ważniejsze nawet od miłości, wykazywali niezwykłą zdolność radzenia sobie w każdej sytuacji. W dniach poprzedzających wyzwolenie wyjedli wszystkie tropikalne ryby z miejskiego akwarium, a kiedy w nielegalnym obrocie pojawił się makaron, zorganizowali wyścigi w jedzeniu spaghetti.

Dziennik z rocznego pobytu młodego Anglika w Italii to galeria nietuzinkowych postaci i zapis niezwykłych zdarzeń z miasta, w którym ludzie pomimo wojny i okupacji żyli pełnią życia.

 

źródło opisu: Czarne, 2014

źródło okładki: czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Ines książek: 1311

Nie taka wojna straszna, jak ją malują?!?

Norman Lewis – brytyjski reporter, autor powieści i książek podróżniczych. Twórca niezwykłego dziennika z pobytu w ogarniętej wojenną zawieruchą Italii, „Neapolu’44. Pamiętnika oficera wywiadu z okupowanych Włoch”. Trafiając do tegoż miasta jako młody, niezbyt doświadczony oficer komórki brytyjskiego wywiadu, przyłączonej do sztabu amerykańskiej 5. Armii, zapewne nawet nie przypuszczał, iż pod koniec swego pobytu w tym urokliwym miejscu napisze w ten sposób: Mnie rok pobytu wśród Włochów napełnił takim podziwem dla ich kultury i człowieczeństwa, że gdybym mógł się urodzić jeszcze raz i wybrać miejsce urodzenia, byłyby to Włochy… Czy to możliwe, zakochać się w okupowanym kraju, którego częścią składową wtedy była śmierć, choroby, głód, cierpienie, kradzieże i mafia? Tak, bo ta zjawiskowa kraina nawet w latach 1943-1944 roku roztaczała wokół siebie ten sam czar, który do dziś przyciąga w tamte rejony rzesze turystów. Kto się tam pojawi, ten wie, że będzie wracał. Norman Lewis też się zauroczył, choć początki były trudne i wcale nie zapowiadały takiej fascynacji…

Oficer Norman Lewis pojawił się w Neapolu we wrześniu 1943 roku, kiedy kampania włoska była w toku. Mussolini nie zamierzał się poddać, alianci notorycznie tropili faszystów, a cywile każdego dnia walczyli o normalność. Mimo to w mieście było dość spokojnie, oficerowie czuli się zagubieni, momentami wręcz bezradni, niepotrzebni. Nie mieli pojęcia, gdzie czai się nieprzyjaciel i czy wojna nadal trwa. Ktoś...

Norman Lewis – brytyjski reporter, autor powieści i książek podróżniczych. Twórca niezwykłego dziennika z pobytu w ogarniętej wojenną zawieruchą Italii, „Neapolu’44. Pamiętnika oficera wywiadu z okupowanych Włoch”. Trafiając do tegoż miasta jako młody, niezbyt doświadczony oficer komórki brytyjskiego wywiadu, przyłączonej do sztabu amerykańskiej 5. Armii, zapewne nawet nie przypuszczał, iż pod koniec swego pobytu w tym urokliwym miejscu napisze w ten sposób: Mnie rok pobytu wśród Włochów napełnił takim podziwem dla ich kultury i człowieczeństwa, że gdybym mógł się urodzić jeszcze raz i wybrać miejsce urodzenia, byłyby to Włochy… Czy to możliwe, zakochać się w okupowanym kraju, którego częścią składową wtedy była śmierć, choroby, głód, cierpienie, kradzieże i mafia? Tak, bo ta zjawiskowa kraina nawet w latach 1943-1944 roku roztaczała wokół siebie ten sam czar, który do dziś przyciąga w tamte rejony rzesze turystów. Kto się tam pojawi, ten wie, że będzie wracał. Norman Lewis też się zauroczył, choć początki były trudne i wcale nie zapowiadały takiej fascynacji…

Oficer Norman Lewis pojawił się w Neapolu we wrześniu 1943 roku, kiedy kampania włoska była w toku. Mussolini nie zamierzał się poddać, alianci notorycznie tropili faszystów, a cywile każdego dnia walczyli o normalność. Mimo to w mieście było dość spokojnie, oficerowie czuli się zagubieni, momentami wręcz bezradni, niepotrzebni. Nie mieli pojęcia, gdzie czai się nieprzyjaciel i czy wojna nadal trwa. Ktoś przebąkiwał, że nastąpiło zawieszenie broni, ale nikt niczego nie był pewny: nadal jesteśmy odizolowani. Gdzieś z pewnością toczą się bitwy, ale wiemy o nich jedynie tyle, ile podsłuchamy w kolejce do kuchni, pisał. Żołnierze robili co chcieli, nikt się nimi nie interesował. Panowało przekonanie, że życie w Neapolu będzie mało pracowite, monotonne, a momentami pewnie nawet nudne. Nie dziwi zatem, iż Brytyjczyk zaczął sam sobie organizować zajęcia – zabrał się za podziwianie najbliższej okolicy (m.in. konstrukcji świątyni Neptuna). Kiedy przeniósł się do Albanelli - na południowym brzegu Sele, odniósł wrażenie, iż ta piękna okolica, praktycznie nienaznaczona wojną, to subtelny melanż krajobrazów: sadów jabłkowych obsypanych rumianymi owocami, winnic i gajów oliwnych zamieszkanych przez roje cudownych niebieskich pasikoników. Włochy w jego relacji nie po raz pierwszy jawią się czytelnikowi niczym spokojna kraina mlekiem i miodem płynąca, a opowieść Lewisa jest tak zaskakująca w zestawieniu z tym, co działo się na naszych frontach, że aż trudno uwierzyć, iż tu toczyła się ta sama krwawa, wyniszczająca wojna co w Polsce: Nadal nie widać czołgów ani artylerii, poza kilkoma działkami przeciwlotniczymi, ani żadnych oznak przygotowań do obrony, donosił. Zamiast krajobrazów splamionych krwią, autor przedstawił malownicze pustkowia, sady i warzywniki pełne owoców zapewniające jedzenie na wyciągnięcie ręki... Sielankę przerwał dość niespodziewanie odgłos kampanii wojennej: Kiedy siedzieliśmy przed chatą, czytając, opalając się i bez zapału sącząc kwaśne wino, odnieśliśmy wrażenie, że pomruk odległej kanonady, słyszalnej od wczesnego ranka, nagle się przybliżył… Jak to możliwe, iż podczas gdy Polacy ginęli tłumnie na polu walki, alianci w Neapolu radośnie biesiadowali? Nie do końca, choć ich pobyt we Włoszech czasami rzeczywiście przypominał raj na ziemi… Norman Lewis ukazał w swoim reportażu także dramatyczne momenty, których był świadkiem, np. kiedy Battipaglia, włoska Guernica, w kilka sekund została zrównana z ziemią. Mówiono, że prawie nikt nie przeżył i że w ruinach nadal leżą trupy. Jako dowód wspominano przykry zapach i roje much, panoszących się po nieuprzątniętych ulicach: gdy rozmawiałem ze starcem, poczułem jakąś nierówność pod butem, a przestępując z nogi na nogę, zerknąłem w dół i uświadomiłem sobie, że to, co wcześniej wziąłem za stary worek, w rzeczywistości było zwęglonymi i zgniecionymi zwłokami niemieckiego żołnierza…

Nadszedł czas, kiedy dość beztroska atmosfera w Neapolu uległa zmianie: brakowało wody pitnej, soli, mydła; miasto przepełnione było smrodem spalenizny, ludzie szukali czegokolwiek do jedzenia – często nawet jadalnych roślin, z którymi poradziłby sobie ich układ trawienny. Widoki też częściowo się przeobraziły: teraz często morze było po prawej, ruiny po lewej stronie... Na szczęście klimat wciąż był łaskawy - bezchmurne niebo wczesnojesiennej aury nie dawało się we znaki. Ludzie, którzy utracili cały dobytek, w tym także ubrania, pojawiali się na ulicach w dość zaskakujących stylizacjach: mężczyzna w starym smokingu, pumpach i wojskowych butach albo kobiety w koronkowych sukniach, wyglądające jakby były zrobione z firanek. Ale jakie to ma znaczenie, kiedy sytuacja w mieście przypominała teraz tę ze średniowiecza? Ze zniszczonych kanałów ściekowych wionął nieznośny odór, pojawił się brud, z nim choroby (dur, malaria) i matactwa różnego rodzaju. Także te natury moralnej - cmentarz stał się neapolitańskim zaułkiem kochanków, nieletnie dziewczynki przeobrażały się wulgarne prostytutki (w Neapolu stale lub dorywczo prostytuowały się wtedy czterdzieści dwa tysiące kobiet), a pewien ksiądz oferował kradzione z neapolitańskich katakumb przedmioty. Każdy chciał żyć godnie, za jaką cenę – nie miało to znaczenia: Dotąd naiwnie wierzyłem, ze można przywyknąć do smutku i cierpienia. Teraz zrozumiałem, że myliłem się, (…) przeżyłem nawrócenie, ale na pesymizm, wyznawał przygnębiony Lewis. Pojawiła się mafia i plaga złodziei, sięgających dosłownie po wszystko, co mogło mieć jakąkolwiek wartość - słupy telegraficzne, kable telefoniczne, włazy kanalizacyjne, instrumenty muzyczne czy kolekcja rzymskich kamei. Z wojskowych magazynów ginęły dostawy zaopatrzenia, które kupowane były przede wszystkim przez włoskich cywilów dysponujących gotówka. Kwitł czarny rynek skutecznie obniżający zdolność bojową (cywil mógł kupić przykładowo: karabin maszynowy, lekki czołg, penicylinę, której brakowało w szpitalach wojskowych). Niestety, mimo prób walki z tym powszechnym przestępstwem, podobnie jak i z cięższymi, większość procesów była farsą. Prokuratorzy często nie zapoznawali się nawet z aktami sprawy, nie wiedzieli, komu stawiali zarzuty, a do więzienia trafiały płotki zamiast grubych ryb…

Wojna sprawiła, że neapolitańczycy byli spragnieni cudów (na Zielone Świątki - ‘Pasqua di Rose’ - oczekiwano np. że krew świętego Januarego rozpuści się - od tego cudu uzależniali pomyślność ich miasta). Ludzie przeżywali zbiorowe halucynacje, a ich wierzenia bywały niekiedy bardziej realne od rzeczywistości: Wojna cofnęła neapolitańczyków do średniowiecza. Kościoły pełne są figur, które mówią, krwawią, oblewają się potem, kiwają głowami i wydzielają uzdrawiające płyny (…), relacjonował Lewis. Na ulicach z czasem pojawił się również ‘pazzariello’ – starożytny błazen, a w niektórych domach odbywały się wyścigi w jedzeniu spaghetti, dzięki pojawieniu się na czarnym rynku potrzebnych do tego dania produktów. Autor pisał także o tym, kto ukrywał się za tajemniczym pseudonimem ‘wujek z Rzymu’ i dlaczego neapolitańskie pogrzeby zawsze urządzano z pompą, co przez to rozumiano i jak sobie radzono, kiedy kraj naznaczony wojną został pozbawiony luksusów. Zdradził również, jak walczono z syfilisem, dlaczego neapolitańczycy woleli jedzenie od miłości i co robili Włosi, kiedy spotykali go na ulicy (był postrzegany jako właściciel ‘złego oka’-  jettatore’).

„Neapol’44” to niezwykła, bardzo dokładna relacja bardzo wrażliwego obserwatora, ukazująca ludzkie dramaty na konkretnych przykładach. Bez zbędnej ckliwości, bez sentymentalizmu, po męsku, Norman Lewis opisywał sytuacje, których był uczestnikiem. Zawsze skrótowo, sygnalizując jedynie temat, ale to wystarczało i spełniało swoją rolę. Zaskoczyła mnie umiejętność dostrzeżenia drobnostek i mnogość poruszanych przez niego zagadnień, dających pełen obraz miasta. Co ciekawe, pewnie nieświadomie aczkolwiek skrupulatnie udokumentował zmiany, jakie zachodziły w nim samym. Czytelnik ma okazję podglądać, jak dzień po dniu rodziło się jego uczucie do Italii, jak z każdą chwilą rozumiał coraz lepiej mentalność jej mieszkańców, jak wreszcie pokochał ją samą. I choć nie wszyscy go lubili, bo był uczciwym służbistą, nie przyjmował łapówek ku wielkiemu zaskoczeniu Włochów, kwestionował wątpliwie moralne rozkazy dowódców, to miał w tym mieście także wielu przyjaciół i piękne wspomnienia z związane z tym miejscem na ziemi. I choć wojna bez wątpienia odcisnęła na jego psychice trwały ślad, to trzeba pamiętać, że Włosi pomimo okupacji robili wszystko by żyć normalnie, czyli pełnią życia, bo tylko tak potrafili... Ten dziennik to kolaż złożony z portretu napotkanych ludzi i zwiedzonych miejsc; uczuć pozytywnych i dramatycznych okraszonych wojną; wreszcie z bogatych w informacje zapisów dotyczących Neapolu: jego klimatu, położenia, wierzeń, zwyczajów, obyczajów, itp. Jednym słowem gratka – Neapol podczas wojennej zawieruchy w pigułce - nie tylko dla pasjonatów historii, ale i wszystkich miłujących Włochy całym sercem jak Norman Lewis lub tych, którzy chcą się przekonać, skąd się bierze ta powszechna fascynacja. Polecam, warto.

Cytaty pochodzą z recenzowanej książki.

Agnieszka Biczyńska

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (22)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 144

Bardzo interesująca książka, ale jest to bardzo smutna lektura, która pokazuje skutki wojny, styl życia i kulturę Neapolitańczyków i nie tylko. Opisana nędza i walka o przetrwanie sięgając po wszelkie możliwe środki, na zmianę wzbudzały we mnie współczucie, smutek i zdziwienie, ale też bywały momenty które skłaniały mnie do refleksji. Jedynie co mnie oburzyło było to, że nie było ani jednej wzmianki o bitwie o Monte Cassino, która miała miejsce właśnie w 1944 roku. Nie chodzi mi, żeby napisać o bitwie epopeję, ale żeby wspomnieć zasługę Armii Andersa. Nie myślę by taka bitwa przeszła bez echa skoro od miejsca bitwy do Neapolu jest jakieś 100 km. W taki sposób jak książka została napisana, wygląda na to, że tylko alianci składający się z Amerykanów i Anglików wyzwalali Włochów od okupacji niemieckiej. Tylko raz było wspomniane, że Pan Autor nie mógł jednej rzeczy zrobić, bo bał się reakcji Wojska Polskiego, ale nie zagłębił się w ten temat. Nie chcę powyższą uwagą zniechęcić do...

książek: 23
Anton | 2019-05-20
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 12 maja 2019

Znakomita książka napisana przez życzliwego obserwatora. Nie czytałem lepszej pozycji o Neapolu. Żałowałem, że się skończyła tak szybko, szkoda, że nie spędził tam więcej czasu.

książek: 430
Danielsson | 2019-03-29
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 marca 2019

"Neapol '44. Pamiętnik oficera wywiadu z okupowanych Włoch" to dokładnie to, na co wskazuje nazwa tej książki. Pozwala ona dowiedzieć się bardzo wiele na temat tego, jak wyglądała II wojna światowa we Włoszech. Jest to oczywiście bardzo smutny obraz, jednak Włosi zawsze znajdą jakiś powód do radości czy uśmiechu. Tak samo my, wiedząc, że mowa o jednej z największych tragedii w historii, czasem nie możemy powstrzymać się od uśmiechu, gdy czytamy kolejną z przygód autora. Książkę tę polecam szczególnie tym, którzy zwiedzili Neapol lub ogólnie południe Włoch. Dla mnie to świeży temat, więc śmiało mogę powiedzieć, że na Neapolu, bardziej niż na jakimkolwiek innym zagranicznym mieście, które zwiedziłem, widać piętno, jakie odbiła na nim wojna. Czasami czułem, jakby opisy Lewisa dotyczyły stolicy Kampanii sprzed 10 lat. Książka robi wrażenie, czyta się szybko i przyjemnie, choć jak wiadomo tematyka taka nie jest. Polecam bez wątpienia.

książek: 459
Maciek | 2018-10-27
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 października 2018

Zdumiewająca książka.

Sięgając po wspomnienia oficera wywiadu z okupowanego przez aliantów Neapolu spodziewałem się więcej wojny w wojnie. Tymczasem u Normana Lewisa to miasto i jego mieszkańcy (galeria naprawdę zadziwiających postaci) wysuwają się na pierwszy plan. Widać, że autor jest zafascynowany miastem, jego nietypowymi jak dla przybysza z północy zwyczajami - obyczajowymi, kulinarnymi czy nawet miłosnymi (opisuje na przykład cmentarz upatrzony sobie przez kochanków na miejsce schadzek gdzie nagrobki służyły za łóżka), lub religijne (odganianie lawy wydobywającej się z Wezuwiusza zalewającej miasto przy pomocy figury świętego Sebastiana).

Ale czym tak naprawdę zajmuje się oficer brytyjskiego wywiadu?

Jest bardziej policjantem niż szpiegiem. Drobne kradzieże, wielkie kradzieże czy anonimowe donosy to jego codzienność, jeśli dodać do tego omertę i wendetę panujące w zona di comorra i kwestię obyczajności żołnierzy, na którą sprowadza się tak zwana lustracja przedmałżeńska...

książek: 112
annala | 2017-11-12
Na półkach: Przeczytane

Świetny reportaż z wyzwolonego przez Aliantów Neapolu. Żywe pióro, niezwykłe obserwacje pełne prawdziwej ciekawości miasta i ludzi. Najbardziej urzekły mnie trochę dramatyczne a trochę komiczne historie, które chyba w żadnym innym miejscu nie mogłyby się wydarzyć. Neapol, nawet przymierający głodem, pełen chorób, zbombardowany nadal fascynuje i zaskakuje.

książek: 1915
Ka_tarzyna | 2017-11-11
Na półkach: Przeczytane, A MAM
Przeczytana: 02 listopada 2017

Znakomita; uzupełnienie do "Paragrafu 22" i Eleny Ferrante. Zaskoczyła mnie nieco końcowa konkluzja autora, ale to to tylko dowodzi wartości dziennikarsko- reporterskiej pracy Lewisa.

książek: 1476
Mar_tine | 2017-11-07
Przeczytana: 07 listopada 2017

Doskonała! Trafiłam na nią zupełnym przypadkiem, szukając książek o Neapolu, a okazała się fascynującą książką nie tylko o tym mieście, ale i o konsekwencjach wojny, ludzkich reakcjach na katastrofy (te ludzkie i te naturalne)oraz opisanym z dużą wrażliwością życiu cywilów włoskich w ostatnich miesiącach wojennych. Lewis krytycznie patrzy też na poczynania wojsk alianckich i absurdy tamtej rzeczywistości, które jak zwykle najokrutniej odbijały się na najsłabszych. Bardzo wciągająca lektura!

książek: 451
Monika | 2017-10-04
Na półkach: Przeczytane, Włochy, 2017
Przeczytana: 04 października 2017

Nic nie wiedziałam o wojnie we Włoszech. Tematu zaledwie dotknęłam oglądając Malenę i chyba dlatego sięgnęłam po Neapol '44. Ukazał mi się obraz wojny pokazanej bez patosu i udręczenia. Historia opowiedziana językiem faktów z nutą ironii. Uważny obserwator jakim jest autor z dystansem opisuje Włochów z ich słabościami i zaletami. Uwagi o Amerykanach i Kanadyjczykach rzuconych w sam środek wojennej zawieruchy każą inaczej spojrzeć na światowy wymiar II wojny światowej. Koniecznie muszę poszerzyć moją wiedzę o istocie tej wojny dla Włochów. Sprawdzę również, czy są dostępne inne pozycje tego autora.

książek: 552
GZal | 2017-09-02
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 02 września 2017

[...]
Rozczarowująca mimo wszystko.

Maciej Brzozowski w książce Włosi. Życie to teatr stawia tezę, że dla Włochów bardzo ważna jest kreacja. Swego rodzaju odgrywanie ról. Wspomnienie Lewisa zdają się to potwierdzać. Ludzie z klasy średniej i wyższej, mimo ogromnej biedy i głodu, starają się w pewnych okolicznościach zaprezentować jak najlepiej. Pożyczają ubrania, meble, zastawę, żeby pokazać się lepszymi. Odmawiają sobie jedzenia przez kilka dni, żeby publicznie kupić sobie lody i pokazać “klasę”. Marne jedzenie z puszki podają na srebrnej tacy.

Głód, bieda, korupcja, kradzieże. A przede wszystkim traktowanie aliantów, jako kolejnego okupanta, z którym trzeba żyć, więc należy się dostosować do jego reguł równocześnie chroniąc rodaków. Z drugiej strony Lewis zajmuje się setkami donosów mieszkańców Neapolu i okolic na samych siebie.

[...]
całość:
http://www.speculatio.pl/neapol-44/

książek: 462
przemorski | 2017-01-25
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 25 stycznia 2017

Pierwsza część w duchu "rzeźni nr 5" Vonneguta - opis niepotrzebnych, przypadkowych śmierci na wojnie - brak tylko komentarza "zdarza się".
Druga to już historie życia i wsiąkania w społeczności i klimat życia południowych Włoch.
Przemyt, czarny rynek, prostytucja, kontakty z bandami, mafią i skorumpowanymi urzędnikami w tle.

Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd