Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Star Carrier: Środek ciężkości

Tłumaczenie: Justyn Łyżwa
Cykl: Star Carrier (tom 2)
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
7,37 (282 ocen i 37 opinii) Zobacz oceny
10
18
9
28
8
81
7
91
6
48
5
10
4
6
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Star Carrier: Center of Gravity
data wydania
ISBN
9788364030130
liczba stron
496
język
polski
dodał
Lukasz

Co robić, kiedy wróg staje u bram? Kiedy twój świat znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie? Co począć, mając przeciwko sobie niewyobrażalną potęgę? Odpowiedź jest prosta: ATAKOWAĆ! Tak właśnie: ATAKOWAĆ!! I jeszcze raz: ATAKOWAĆ!!! Każdy dowódca, chcąc przebić się przez linie nieprzyjaciela, musi wiedzieć, gdzie znajduje się środek ciężkości sił wroga, czyli większość wojsk i sprzętu....

Co robić, kiedy wróg staje u bram? Kiedy twój świat znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie? Co począć, mając przeciwko sobie niewyobrażalną potęgę? Odpowiedź jest prosta: ATAKOWAĆ! Tak właśnie: ATAKOWAĆ!! I jeszcze raz: ATAKOWAĆ!!! Każdy dowódca, chcąc przebić się przez linie nieprzyjaciela, musi wiedzieć, gdzie znajduje się środek ciężkości sił wroga, czyli większość wojsk i sprzętu. Następnie powinien wykonać taki manewr, aby jego własny środek ciężkości znalazł się w miejscu niedogodnym dla przeciwnika. Nie jest to manewr sprawdzający się w stu procentach. Czy zresztą w czasie działań wojennych cokolwiek jest całkowicie przewidywalne? Zbyt wiele zależy od okoliczności i determinacji żołnierzy.
Ian Douglas w drugim tomie opowieści o zmaganiach Ziemian z interwencją obcych cywilizacji znów udowadnia, że mistrzowsko potrafi budować napięcie, zarówno wysyłając czytelnika na straceńcze misje z pilotami myśliwców, jak i ukazując rozterki ich przełożonych, a także opisując piekło kosmicznego starcia ciężkich jednostek. W dodatku kreuje psychologię obcych istot w imponującym stylu, niezwykle plastycznie ukazując ich nie do końca zrozumiały dla człowieka sposób myślenia.
Jeśli chcesz się przekonać, czy ludzkość poradzi sobie z inwazją, czy geniusz dowódców i determinacja zwykłych „pionków” są w stanie sprostać miażdżącej przewadze, musisz – po prostu musisz! – przeczytać tę książkę. Nic tu nie jest oczywiste, nigdy nie możesz być pewien, co stanie się za chwilę. To fascynująca lektura, dająca wiele radości z czytania, ale też zmuszająca do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę stanowi istotę bycia człowiekiem.

 

źródło opisu: Drageus Publishing House 2013

źródło okładki: Drageus Publishing House 2013

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2172
Shetani | 2013-09-03
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 03 września 2013

Science-fiction to gatunek, który dopiero poznaję. Mam już za sobą kilka pozycji tego typu, ale nadal potrafią mnie one zaskoczyć i oczarować. Tym razem w moje ręce trafiła kolejna część serii Star Carrier, a mianowicie „Środek ciężkości”. Skąd taki tytuł? Wyjaśnienie znajdujemy już z tyłu okładki – trzeba doskonale poznać środek ciężkości sił wroga, aby wygrać. Ale to jeszcze nie wszystko, bo swój środek należy umieścić w takim miejscu, w którym wróg go nie dosięgnie. A to wcale nie jest takie proste, zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z zaawansowaną technologicznie cywilizacją.

Ostatnią bitwę w wielkiej wojnie kosmicznej wygrali ludzie. Jest to oczywiście idealna okazja do świętowania, jednak to wcale nie oznacza końca wojny. To dopiero początek, bo nieprzyjaciel z pewnością zaatakuje znowu, a nie wiadomo, jakiego asa trzyma w kieszeni. Trzeba być w ciągłym stanie gotowości, trzeba mieć dobrą strategię i plan oraz odpowiednich ludzi budzących zaufanie. Obcy nadal nie są zadowoleni z rozwoju technologicznego, który opanował Ziemię i chcą „ocalić” jej mieszkańców. Jednak jakim kosztem? Ludzie jednak nie poddają się tak łatwo i przeprowadzają kolejną operacją obronną. A kto wyjdzie z niej cało? To już musicie dowiedzieć się sami.

Pierwszą część Star Carriera początkowo czytało mi się dosyć ciężko. Było to coś nowego, coś, do czego jeszcze nie przywykłam. W przypadku drugiego tomu było już zupełnie inaczej. Od pierwszych stron byłam przygotowana na to, co dostanę i powiem szczerze, że nawet się cieszyłam, że ponownie będę mogła odwiedzić świat stworzony przez Ian’a Douglas’a. Tym bardziej, że po raz kolejny wykonał on kawał dobrej roboty w tym względzie. Znakomite wykreowanie przyszłości sprawia, że nasza wyobraźnia zostaje ogromnie pobudzona i działa na najwyższych obrotach. Dzięki temu akcja rozgrywa się przed naszymi oczami i w naszym umyśle, a my sami stajemy się częścią tej historii. A kim zostajemy dokładnie? To już zależy od nas.

Możemy wczuć się w rolę każdej istoty obecnej w tej książce. Poczynając od kapitana, przez zwykłego żołnierza, a kończąc na kosmicie, że się posłużę kolokwializmem, który obejmie wszelkie obce istoty tutaj obecne. A jest ich znacznie więcej niż w poprzedniej części. To było właśnie coś, na co czekałam. Więcej Obcych! Nie zdziwię Was pewnie również tym, że ponownie mamy do czynienia z mnóstwem działań i operacji militarnych, które zostały opisane w znakomity sposób – dokładnie i szczegółowo, co jest kolejnym elementem rozbudzającym nasz umysł. W głowie autora zrodził się niesamowity pomysł z ogromnym potencjałem, a co najważniejsze – pan Douglas świetnie sobie z tym poradził i stworzył historię, która potrafi nas porwać całkowicie.

Oczywiście mamy do czynienia z tymi samymi bohaterami, co w „Pierwszym uderzeniu”. Najlepiej przedstawieni zostali ponownie admirał Koenig i Trevor Gray. Muszę przyznać, że podziwiam Koeniga za jego podejmowanie decyzji, które są trudne i naprawdę mogą zaważyć o wyniku wojny. Natomiast Gray coraz bardziej zyskuje moją sympatię i ma we mnie sprzymierzeńca. To dzięki jego wypowiedziom uśmiech pojawiał się na mojej twarzy, a jego zachowanie nie raz mnie rozbawiło. Sarkazm, inteligencja i spryt w jednym. Jednak, co mnie ucieszyło jeszcze bardziej – są tutaj rozdziały, w których poznajemy punkt widzenia obcych cywilizacji. Autor w bardzo umiejętny i plastyczny sposób przedstawił ich tok myślenia, który nie jest rozumiany całkowicie przez Ziemian, ale także przez czytelnika. Jednak mnie „UFO” od zawsze intrygowało, więc jest to element, który bardzo mi się spodobał.

„Środek ciężkości” to godna kontynuacja pierwszego tomu Star Carrier. Ten sam intrygujący styl, barwny język, oryginalny pomysł i świetne wykonanie. Wciągająca fabuła, zaskakujące zwroty akcji i chwile napięcia. Ian Douglas stworzył genialną powieść, która posiada w sobie tak wiele ważnych elementów składających się w jedną logiczną całość, że aż momentami podziw ogarnia czytelnika. Zachęcam Was moi drodzy do zapoznania się z jego twórczością. Początki mogą być trudne, ale dla całości naprawdę warto. Dajcie się rozbudzić Waszej wyobraźni i polećcie w kosmos walczyć o przyszłość naszej planety. Wystawiam 8/10.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Faktotum

Książka idealna dla ludzi, którzy po ciężkim dniu, gdzie wszystko idzie źle i nie po ich myśli zastanawiają się co jeszcze może być dziś nie tak. Wrac...

zgłoś błąd zgłoś błąd