Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Shetani 
bookeaterreality.blogspot.com
Studentka biotechnologii, uzależniona od czytania książek, jogi, herbaty, ziół, zdrowego odżywiania, nauki i oczywiście od swojego kota. No i wszystkiego, co nadprzyrodzone - ród czarownic zobowiązuje.
23 lat, kobieta, Będzin, status: Czytelniczka, dodała: 12 książek i 1 cytat, ostatnio widziana 8 godzin temu
Teraz czytam
  • Neandertalczyk. W poszukiwaniu zaginionych genomów
    Neandertalczyk. W poszukiwaniu zaginionych genomów
    Autor:
    Czego dowiedzieliśmy się o pochodzeniu człowieka dzięki badaniom genomu naszych najbliższych ewolucyjnie krewnych? „Neandertalczyk” przedstawia fascynującą historię okrywania odpowiedzi na to pytanie....
    czytelników: 118 | opinie: 5 | ocena: 6,28 (25 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-03-21 19:34:28
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-19 16:08:38
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Boskie miasta (tom 1)
 
2017-03-19 16:08:37
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-19 14:52:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Mięso nas zabija to tytuł dosyć kontrowersyjny. Przede wszystkim ze względu na to, że przeważająca część społeczeństwa jednak spożywa je na co dzień, a dieta wegetariańska czy wegańska są uznawane za dziwactwo. Sama na co dzień spotykam się z tym, że wiele osób neguje fakt, iż nie jem zwierząt. Wiem, że zgodnie z zasadami prawidłowego żywienia mięso stanowi element odpowiednio zbilansowanej... Mięso nas zabija to tytuł dosyć kontrowersyjny. Przede wszystkim ze względu na to, że przeważająca część społeczeństwa jednak spożywa je na co dzień, a dieta wegetariańska czy wegańska są uznawane za dziwactwo. Sama na co dzień spotykam się z tym, że wiele osób neguje fakt, iż nie jem zwierząt. Wiem, że zgodnie z zasadami prawidłowego żywienia mięso stanowi element odpowiednio zbilansowanej diety, ale mimo wszystko nie możemy mówić, że jest niezbędne do życia i prawidłowego funkcjonowania ludzkiego organizmu. Pomijając fakt, iż człowiek pierwotny był roślinożercą i nadal mamy cechy, które o tym w wybitny sposób świadczą, to gdyby dieta pozbawiona mięsa była faktycznie taka szkodliwa, to weganie i wegetarianie mieliby naprawdę ciężkie życie. A jest zupełnie inaczej!
Autorzy tej pozycji prezentują naprawdę rzetelne, konkretne i w pełni naukowe podejście do tematu. Bazując na specjalistycznej literaturze i przytaczając wiele badań, w obiektywny sposób pokazują wpływ mięsa na nasz organizm. W dużej mierze chodzi tutaj o nadmierne spożywanie białka, co nie służy ludzkiemu organizmowi. Rozpoczynamy od samej historii białka i wyjaśnienia, w jaki sposób ludzie uzależnili się od jego spożywania, a kończymy na sposobach, w jakie można je ograniczyć. Autorzy pokusili się nawet o stworzenie planu żywieniowego! W międzyczasie dowiadujemy się o zagrożeniach, które płyną z bycia białkoholikiem. To nie tylko kwestia cukrzycy, nadciśnienia czy chorób serca. To także nowotwory i otyłość. Wszystkie schorzenia, o których teraz słyszy się najczęściej. A nie da się ukryć, że spożycie mięsa jest w dzisiejszych czasach ogromne!
Autorzy skupiają się tylko i wyłącznie na aspektach zdrowotnych i na wpływie białka zwierzęcego na ludzki organizm. Nie znajdziecie tutaj informacji o aspektach społecznych czy ekonomicznych, ale też nie to ta książka miała na celu. Mimo wszystko wyniki większości badań są naprawdę przerażające i cieszę się, że kilkanaście lat temu podjęłam decyzję zmiany diety. Chociaż pojawia się tutaj sporo naukowych określeń i niezależnych badań oraz eksperymentów, to książka w całości napisana jest przystępnym, ale rzetelnym językiem. Jest też dosyć spora objętościowo i może chwilami autorzy niepotrzebnie „leją wodę”, ale mimo wszystko jest to pozycja warta uwagi i poświęconego jej czasu.
Wiem, że po tę pozycję na pewno nie sięgną zagorzali mięsożercy. To przykre, że mają oni tak ograniczone myślenie i boją się odmiennego spojrzenia. Sami przeczą faktom i nauce, ale niestety – bywają tacy ludzie, którym pewnych rzeczy się nie przetłumaczy. Wierzę jednak, że osoby zainteresowane zdrowym stylem życia chętnie przeczytają tę pozycję i być może zaczną wprowadzać do swojej diety pewne zmiany. Nie każdy musi od razu stać się weganinem, ale warto spróbować czegoś nowego i wyrobić sobie własną opinię na dany temat. Osoby stosujące dietę roślinną na pewno znajdą tutaj sporo rzetelnych argumentów do obrony swojego zdania i podejścia do życia. Uważam, że to konkretna pozycja, ukazująca problematykę nadmiernego spożywania mięsa w bardzo odpowiedni sposób. Polecam!

pokaż więcej

 
2017-03-19 14:45:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Poznajcie Odette Menkels, damską wersją słynnego Robin Hooda, która łamie prawo, aby pomagać biednym! Codziennie w nocy ryzykuje nie tylko swoją reputację, ale i życie. Wraz z grupką kilku młodych pomagierów poluje w Ciernistym lesie na jelenie margrabiego Rainharta, co jest surowo zabronione. Nie można tego nazwać inaczej – Odette jest kłusowniczką, choć kierują nią szlachetne cele. Jednak... Poznajcie Odette Menkels, damską wersją słynnego Robin Hooda, która łamie prawo, aby pomagać biednym! Codziennie w nocy ryzykuje nie tylko swoją reputację, ale i życie. Wraz z grupką kilku młodych pomagierów poluje w Ciernistym lesie na jelenie margrabiego Rainharta, co jest surowo zabronione. Nie można tego nazwać inaczej – Odette jest kłusowniczką, choć kierują nią szlachetne cele. Jednak główny leśniczy margrabiego, Jorgen Hartman, zrobi wszystko, aby odnaleźć tego, kto bez zezwolenia pozwala sobie na takie poczynania. Kiedy ta dwójka poznaje się przypadkiem na zabawie świętojańskiej, nie mają nawet pojęcia, że są swoimi największymi wrogami.
Wiem, że były takie osoby, które czekały na polską premierę tej książki. Czy ja do nich należę? Raczej nie. Powieść Melanie Dickerson rzuciła mi się w oczy dopiero wtedy, kiedy pojawiła się w polskich zapowiedziach. Owszem, zainteresowała mnie swoim opisem, bowiem zwiastował on całkiem konkretną historię osadzoną w fantastycznym świecie. Niestety, muszę przyznać, że jest to mylne wrażenie, bowiem otrzymałam prostolinijną opowiastkę z przewidywalnym zakończeniem. Choć pierwsze strony jeszcze trzymały mnie w przekonaniu, że będzie dosyć dobrze, tak jednak z każdą kolejną kartką traciłam na to nadzieję i wiedziałam, że autorka nie zboczy z obranej przez siebie ścieżki. A szkoda.
Jeżeli jesteście fanami prostych historii miłosnych, to być może będziecie usatysfakcjonowani tą powieścią. Jeżeli szukacie czegoś łatwego w odbiorze, wręcz banalnego i nieskomplikowanego, to również możecie śmiało sięgać po tę pozycję. Natomiast, jeśli macie ochotę na konkretną, złożoną i wielowątkową opowieść osadzoną w nieco średniowiecznych realiach, to szukajcie gdzie indziej. Melanie Dickerson zaprezentowała nam historię, która nie tylko powiela pewne schematy, ale też nie wnosi nic nowego do literatury. To taka typowa bajka z przewidywalnym happy endem. Co więcej, to szczęśliwe zakończenie było wręcz absurdalne. Choć wydawałoby się, że przez bohaterami jest sporo wyzwań i trudnych decyzji, tak wszystko idzie jak z płatka – za łatwo, za szybko, zbyt prosto. Absurdalność pewnych wydarzeń całkowicie zbiła mnie z tropu i momentami nie dowierzałam w to, co czytam.
Wydaje mi się, że autorka chciała jak najlepiej oddać realia średniowiecznego życia, ale nie wyszło to najlepiej. Z jednej strony mamy tutaj mało barwnych opisów, które umożliwiłyby nam przeniesienie się do tego świata, a z drugiej mamy ogromne przerysowanie całości, jeżeli weźmiemy pod uwagę wszystkie wypowiedzi bohaterów i ich dialogi. Przesyt słów „pani” i „panie” nie działał na mnie zbyt zachęcająco. Główna bohaterka średnio przypadła mi do gustu, właściwie nie wzbudziła we mnie żadnych większych emocji, podobnie jak i pozostałe postacie, jak i cała historia. Brak napięcia, brak logiki, brak sentymentów. Niestety! Choć ogółem sam zamysł nie był najgorszy i naprawdę dało się z niego wiele wyciągnąć. Mimo wszystko uważam, że pozycja ta jest po prostu do końca nieprzemyślana i niedopracowana.
No i mamy jeszcze jeden aspekt – ten romantyczny. Moja irytacja sięgała zenitu na każdej stronie, na której były wieczne zachwyty Odette. Jaka to ona jest wspaniała, cudowna, piękna, niepowtarzalna, urokliwa, ambitna, inteligentna… No po prostu chodzący ideał, a jak dla mnie była bardzo bezpłciowa. Jednakże każdy mężczyzna na kartach tej powieści zachwycał się jej urodą i stylem bycia. Ile razy można czytać coś takiego? Czy autorka próbowała przekonać samą siebie, jak perfekcyjna jest jej bohaterka? Było to naprawdę męczące i zupełnie niepotrzebne. I uwaga! Mamy do czynienia z trójkątem miłosnym. Jeden z kandydatów na męża Odette jest dobrze ustawionym synem burmistrza, więc to dobra partia, przynajmniej, kiedy kierujemy się rozumem. Ma odpowiedni status społeczny i pieniądze. No ale oczywiście pojawia się ubogi leśnik i mamy miłość od pierwszego wejrzenia, rozwijającą się w zastraszającym tempie i jak już pisałam powyżej – kończącą się po prostu w sposób niewypowiedzianie nierealny i zaburzający wszystko to, czego dowiadujemy się wcześniej, chociażby o margrabim i jego podejściu do kłusowników.
Łowczyni z Ciernistego lasu mogła być intrygującą pozycją. Mogła być naprawdę dobrze napisaną powieścią, z dobrze rozwiniętymi wątkami, z odpowiednio wykreowanymi bohaterami i porywającą fabułą. Niestety, Melanie Dickerson gdzieś po drodze zbłądziła. Brakuje tu wielu elementów, które pomogłyby się tej historii wybić, więc wątpię, żeby zyskała ona rzesze fanów. Wydaje mi się, że zginie po prostu wśród wielu innych powieści tego typu, bo nie ma w niej nic wyjątkowego. Jeżeli jednak czujecie, że mimo wszystko powinniście się z nią zapoznać, to ja nie odradzam – spróbujcie!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-19 14:43:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

W moje ręce po raz kolejny trafiła powieść włoskiego autora, tym razem kryminał w wykonaniu Antonio Manziniego. Głównym bohaterem jest nietuzinkowy gliniarz, Rocco Schiavone. Gliniarz, który chwilami zachowuje się jak kryminalista. Akcja powieści rozgrywa się w śnieżnych Alpach, ale nie liczcie na cudowny wypoczynek, cudowną zabawę na nartach czy spokojne popijanie gorącej czekolady lub... W moje ręce po raz kolejny trafiła powieść włoskiego autora, tym razem kryminał w wykonaniu Antonio Manziniego. Głównym bohaterem jest nietuzinkowy gliniarz, Rocco Schiavone. Gliniarz, który chwilami zachowuje się jak kryminalista. Akcja powieści rozgrywa się w śnieżnych Alpach, ale nie liczcie na cudowny wypoczynek, cudowną zabawę na nartach czy spokojne popijanie gorącej czekolady lub grzanego wina przy kominku. Przygotujcie się na brutalne zabójstwo, tajemnice małego miasteczka i glinę, który ucieka się do niekonwencjonalnych metod celem odnalezienia mordercy.
Autor przenosi nas do alpejskiej Doliny Aosty, w której poza turystami żyje jedynie jakieś 400 mieszkańców. Wszyscy się znają, większość jest ze sobą bliżej lub dalej spokrewniona. Toteż gdy na stoku nad Champoluc zostają znalezione pokiereszowane zwłoki, wieści bardzo szybko się rozchodzą i nie trudno jest ustalić, kto padł ofiarą tej brutalnej i krwistej zbrodni. Do akcji wkracza policjant włoskiego pochodzenia, Rocco Schiavone. To bardzo specyficzny gliniarz. Jest bardzo szorstki względem ludzi, a nawet swoich współpracowników. Chwilami naprawdę mocno przesadza, a jego słowa mogą mocno zranić drugiego człowieka. Nie omieszka przywalić każdemu podejrzanemu tylko po to, aby zebrać materiał dowodowy. Jest naprawdę okropny i nie raz nagina prawo, ale jednak jako śledczy sprawdza się doskonale. Nawet jeżeli stosowane przez niego metody odbiegają od moralności i ogólnie przyjętych norm.
Czarna trasa to powieść jednowątkowa. Skupiamy się tylko i wyłącznie na samym śledztwie, które jednak nie należy do wyjątkowo skomplikowanych. W sumie nie mamy tutaj zbyt wielu podejrzanych, gdyż akcja rozgrywa się w naprawdę małym miasteczku. Dlatego osobiście uważam, że Schiavone nie miał trudnego zadania, choć tożsamość sprawcy nie była jednoznaczna od samego początku. W sumie pojawił się jeden podejrzany, ale cieszy mnie, że Antonio Manzini trochę pomieszał w akcji tak, aby nie wszystko było od razu oczywiste. Biorąc pod uwagę, iż nie mamy tutaj do czynienia z innymi wątkami i motywami, książka nie jest zbyt obszerna i spokojnie można się z nią uporać w jeden wieczór. Jest napisana przyjemnym i raczej prostym językiem, więc to również działa w tym przypadku na jej korzyść, choć osoba, która liczy na wielki kryminał powinna poszukać gdzie indziej.
Tempo akcji jest raczej umiarkowane i nawet w punkcie kulminacyjnym, gdy już dochodzi do ujawnienia tożsamości mordercy, nie przyspiesza za bardzo. W sumie samo rozwikłanie zagadki było dla mnie lekkim rozczarowaniem, ponieważ autor nie wprowadził tutaj nic nowego czy zaskakującego. Okazuje się, że motyw zabójstwa pojawiał się już wielokrotnie w kulturze masowej, czy to w literaturze czy w filmach. Żałuję też nieco, że nie doświadczyłam za bardzo klimatu, jaki mógłby powstać w tej powieści. Tło śnieżnych Alp daje spore pole do popisu, dzięki któremu moglibyśmy poczuć powiew mrozu i strachu na twarzy, ale niestety osobiście w ogóle tego nie odczułam. Jedynym elementem, który nie pozwala nam zapomnieć, że jesteśmy w Alpach, są stała narzekania głównego bohatera na śnieg i ujemną temperaturę.
Czarna trasa to raczej prosty, nieskomplikowany kryminał dla mniej wymagającego czytelnika lub osoby, która poszukuje lżejszej powieści tego typu na jeden czy dwa wieczory. Mamy tutaj dobrze wykreowanego, chwilami nawet chyba lekko przerysowanego bohatera, ale jako śledczy jest całkiem interesujący. Rocco to chyba jeden z większych plusów tej pozycji, bowiem sama fabuła nie wyróżnia się niczym specjalnym. To typowa, jednowątkowa powieść, którą bardzo szybko się czyta. Nie napiszę, żeby była zła, bowiem jest odpowiednio skonstruowana i logiczna, ale to bardzo prosta opowieść, niezapadająca na dłużej w pamięci.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-19 14:37:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Wolha Redna (tom 1)

Zawód: Wiedźma Olgi Gromyko po raz pierwszy trafił w moje ręce już kilka lat temu, gdy prawa autorskie do tej serii należały jeszcze do wydawnictwa Fabryka Słów. Całą serię wypożyczyłam z biblioteki i momentalnie się zakochałam! Dlatego jakże ogromna była moja radość, gdy okazało się, że wydawnictwo Papierowy Księżyc postanawia wznowić ten cykl! I to w jakiej pięknej szacie graficznej! Co jak... Zawód: Wiedźma Olgi Gromyko po raz pierwszy trafił w moje ręce już kilka lat temu, gdy prawa autorskie do tej serii należały jeszcze do wydawnictwa Fabryka Słów. Całą serię wypożyczyłam z biblioteki i momentalnie się zakochałam! Dlatego jakże ogromna była moja radość, gdy okazało się, że wydawnictwo Papierowy Księżyc postanawia wznowić ten cykl! I to w jakiej pięknej szacie graficznej! Co jak co, ale okładki to wydawnictwo ma po prostu wspaniałe, niezwykle charakterystyczne i jedyne w swoim rodzaju! No i chyba to samo można powiedzieć o ich książkach…

Główną bohaterką powieści jest Wolha Redna, adeptka Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Ta dziewczyna ma nie tylko rude włosy, ale iście rudy charakter! Jest ciekawska, wścibska i przepełnia ją sarkazm oraz ironia. I dlatego ją kocham! Tak wiele nas łączy… Co ciekawe, choć nie raz w powieści ktoś nazywa ją bezmyślną i głupią dziewuchą, to ja totalnie się z tym nie zgadzam! To niesamowicie utalentowana i ambitna magiczka, która dotrze wszędzie tam, gdzie innym się nie udało. Gdzie Diabeł nie może, tam Wolhę pośle! Z łatwością przychodzi mi zżycie się z tą bohaterką, nie raz się z nią po prostu całkowicie identyfikowałam. To spokojnie mogłoby być moje alter ego, wierna przyjaciółka czy siostra bliźniaczka. Łączy nas kolor włosów i charakteru!

Młoda adeptka wybiera się w misję do Dogewy, siedziby wampirów, o której krąży mnóstwo plotek. W Dogewie ostatnio źle się dzieje, znikają jej mieszkańcy, a magicy wysyłani na ratunek nie powracają. Dlaczego więc ktoś postanowił wysłać tam młodą adeptkę? Ponieważ Mistrz Wolhy ogromnie w nią wierzy! Od momentu, gdy spotkał ją zapłakaną na progu Szkoły wiedział, że ta dziewczyna ma niesamowity talent i zdolności. Wie, że dzięki niesamowitej intuicji, lisiemu sprytowi, inteligencji i ciekawości potrafi sobie poradzić z niejednym problemem. To bardzo zawzięta babka, która wszędzie wsadzi nos! Choć nie raz ryzykuje własnym życiem, to jednak jej ambicja nie pozwala jej zwolnić ani na chwilę. I dlatego ją kocham! No i zapewne też dlatego, że zawsze trzyma się jej ironia!

Uwielbiam styl pisania, jaki prezentuje Olga Gromyko. Lekki i przyjemny, ale niebanalny. To mistrzyni w swoim fachu. Doskonale operuje fabułą, świetnie rozwija wydarzenia, rozbudza ciekawość czytelnika i porywa do swojego magicznego świata. Doskonale wychodzi jej kreacja bohaterów, a jej pomysłowość nie zna granic. Przed Wolhą stawia mnóstwo różnego rodzaju wyzwań, nie stroni od dokładnych opisów magii i umiejętności głównej bohaterki, w intrygujący sposób prezentuje świat i władcę wampirów. To kawał dobrego fantasy, w którym nie brakuje sarkastycznego humoru sytuacyjnego. Nie raz można się uśmiać do łez, a i ciężko odłożyć tę powieść na półkę. Chce się czytać i czytać, i czytać… Nie myśląc o niczym innym. Chce się być tu i teraz – w środku tej książki, tuż u boku Wolhy.

Wspaniale było przypomnieć sobie tę powieść i równie cudownie będzie to zrobić z kolejnymi tomami. A najpiękniejsze będzie to, że w końcu będę mieć tę serię na półce, bowiem historia W.Rednej zajmuje specjalne serce w moim sercu już od lat i bardzo żałowałam, że nie mam jej u siebie. To genialna powieść fantasy, pełna pasji i humoru, z oryginalnymi bohaterami i świetną historią, która rozwija się w wielu aspektach. Autorka stopniowo wprowadza nowe wątki, wyjaśnia tajemnice i tworzy nowe zagadki, które zachęcają do dalszego zgłębiania historii Wolhy i Lena. To niesamowita i jedyna w swoim rodzaju przygoda, której nikt inny nie jest w stanie Wam zagwarantować, tylko Olga Gromyko!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-19 14:34:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Montana (tom 3)

Urodzona dla śmierci to moje drugie spotkanie z twórczością Lisy Jackson i muszę przyznać, że było ono równie udane, co pierwsze. Po raz kolejny dałam się porwać historii, która powstała w głowie autorki, a potem w tak umiejętny sposób została przelana na papier. Tym razem ktoś zaczyna zabijać kobiety, które są do siebie bardzo podobne pod względem fizycznym. Informacja ta z początku w ogóle... Urodzona dla śmierci to moje drugie spotkanie z twórczością Lisy Jackson i muszę przyznać, że było ono równie udane, co pierwsze. Po raz kolejny dałam się porwać historii, która powstała w głowie autorki, a potem w tak umiejętny sposób została przelana na papier. Tym razem ktoś zaczyna zabijać kobiety, które są do siebie bardzo podobne pod względem fizycznym. Informacja ta z początku w ogóle nie przeraża doktor Kacey Lambert, bowiem mimo tego, że sama przypomina dwie ofiary, jest przekonana, że nie miała z nimi nic wspólnego. Co mogło ją łączyć z podrzędną aktorką i nauczycielką szkoły podstawowej? Nic! Poza wyglądem… A wszystko wskazuje na to, że oprawcy właśnie o to chodzi.
Już od pierwszych stron autorka wrzuca nas w potężny wir wydarzeń i wprowadza do swojej historii wielu bohaterów, co może się wydawać nieco dezorientujące. Jednak myślę, że po części w tym tkwi urok powieści Lisy Jackson. Rzuca nas na głęboką wodę, a my albo zatoniemy, albo nauczymy się w tej wodzie pływać. A wierzcie mi, nie warto tonąć, gdy czeka na nas taka historia! Dobrze skonstruowana, odpowiednio przemyślana, logiczna i wciągająca. Z dezorientacją można sobie szybko poradzić, bowiem znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy tylko damy się tej opowieści porwać.
Sprawa morderstw jest dosyć skomplikowana, a my poznajemy ją z różnych perspektyw. Jedną z nich jest właśnie perspektywa Kacey, która początkowo traktuje morderstwa w sposób nijaki, jednak z czasem zaczyna się w niej budzić potężny strach. W ramach śledztwa prowadzonego przez dwie policjantki (co jest kolejnym punktem widzenia całej sprawy) na jaw wychodzą nowe fakty, które uświadamiają Kacey w przekonaniu, że grozi jej niebezpieczeństwo. Okazuje się, że mordowane kobiety pochodzą z tej samej okolicy, były w tym samym wieku… A Kacey zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że może zostać kolejną ofiarą. Czy policjantki będą w stanie ująć sprawcę, zanim dokona się kolejne zabójstwo?
Do gustu bardzo mi przypadł styl Lisy Jackson. Język, jakim autorka się posługuje jest dojrzały, pełen różnego rodzaju zabiegów stylistycznych, bogaty i niebanalny. Książkę czyta się bardzo szybko, choć nie jestem w stanie napisać, że to taka lekka literatura, bowiem nie wyobrażam sobie czytania tej powieści w biegu czy w miejscu, gdzie coś mogłoby wyjątkowo rozpraszać moją uwagę. Lisa Jackson daje czytelnikowi jedynie drobne wskazówki, mąci w głowie, operuje akcją w taki sposób, że nie brakuje tutaj jej zaskakujących zwrotów i niedopowiedzeń. Choć pod koniec w dużej mierze wszystko zaczyna się składać w logiczną całość i staje się oczywiste, tak jednak przez większość czasu ciężko jest dojść do sedna sprawy. Na pewno nie możemy tutaj mówić o pełnej przewidywalności fabularnej.
Pozostaje jeszcze kwestia dobrego klimatu. Choć Lisa Jackson nie jest mistrzynią w kreowaniu wybitnej atmosfery, to jednak nie da się ukryć, że jej powieści mają w sobie pewną specyfikę i panujących w nich nastrój z łatwością udziela się czytelnikowi. Autorka potrafi również w odpowiedni sposób wykreować profil mordercy, chociaż nie poznajemy go aż tak, jakby się chciało. Mimo wszystko nie można tutaj zanegować logiki i sensu w tym, co się dzieje na każdej stronie. Morderca miał motyw, starannie planował swoją wielką zbrodnię krok po kroku, a wokół rozgrywało się wiele innych sytuacji – życie codzienne bohaterów, ich wzloty i upadki oraz oczywiście śledztwo.
Cieszę się, że Urodzona dla śmierci trafiła w moje ręce. Lisa Jackson naprawdę dobrze pisze, a i ten pomysł na książkę przypadł mi do gustu. Lubię thrillery, a wydaje mi się, że ta autorka jest naprawdę dobra w swoim fachu. Być może nie jest to literatura idealna, ale z pewnością godna uwagi, z którą warto się zapoznać.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-19 14:28:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Tracy Crosswhite (tom 1)

Grób mojej siostry to pierwszy tom cyklu z detektyw Tracy Crosswhite. Kobieta ta porzuciła niegdyś zawód nauczycielki i wstąpiła do szkoły policyjnej, aby odnaleźć mordercę swojej siostry. Od lat na własną rękę prowadzi śledztwo, choć teoretycznego sprawcę mordu już dawno skazano. Tracy jednak nie wierzy w jego winę. Wydaje jej się, że Edmund House został wrobiony. Tylko przez kogo? Kto tak... Grób mojej siostry to pierwszy tom cyklu z detektyw Tracy Crosswhite. Kobieta ta porzuciła niegdyś zawód nauczycielki i wstąpiła do szkoły policyjnej, aby odnaleźć mordercę swojej siostry. Od lat na własną rękę prowadzi śledztwo, choć teoretycznego sprawcę mordu już dawno skazano. Tracy jednak nie wierzy w jego winę. Wydaje jej się, że Edmund House został wrobiony. Tylko przez kogo? Kto tak naprawdę zabił Sarę? I dlaczego? Przełomem okazuje się chwila, w której zostaje znaleziony bezimienny grób, a w nim ludzkie szczątki. Dzięki badaniom okazuje się, że należą do Sary. Czy teraz Tracy będzie w stanie odnaleźć prawdziwego zabójcę?
Nie da się nie zauważyć tego, że siłą napędową, która kieruje główną bohaterką jest sprawa niezwykle osobista. Tracy w pewien sposób obwinia się za śmierć siostry, gdyż tego feralnego wieczora jakieś 20 lat temu zostawiła ją samą, bez opieki. Choć zawsze, jako starsza siostra, opiekowała się Sarą i broniła ją przed złem tego świata, to nie udało jej się zapobiec temu tragicznemu obrotowi wydarzeń. Choć nie wiemy, czy Tracy w ciągu swojej kariery policyjnej prowadziła inne dochodzenia – ale zapewne tak – to to jest pierwszym które dokładnie poznajemy, jest bardzo osobiste. Mimo wszystko dobrze sobie radzi jako detektyw, nawet w tak trudnej dla niej sytuacji. Wiadomo, minęło już sporo czasu od śmierci Sary, ale jest to wydarzenie, które ciągnie się za Tracy i nie daje jej spokoju. Ta kobieta nie spocznie, póki nie pozna prawdy. Zawzięta dusza!
Robert Dugoni w bardzo ciekawy sposób zaprezentował całe dochodzenie. Z jednej strony wiele wskazuje na to, że Edmund House rzeczywiście jest winien zbrodni, za którą otrzymał słuszny wyrok. Ale jednak sama Tracy widzi, że część dowodów została spreparowana. Śledztwo, które zostaje na nogo rozgrzebane po 20 latach nigdy nie jest czymś łatwym, bowiem ciężko o nowe wskazówki, ciężko o nowych świadków, ciężko też dokładnie pamiętać – szczegół w szczegół – co się wtedy wydarzyło. Choć jak spojrzę na to z dalszej perspektywy, znając już zakończenie tej powieści, wydaje mi się, że motyw ten jest dosyć dziwny. Jakby zrobiony na siłę. To tak jakby iść krętą drogą tylko po to, żeby coś na siłę sobie utrudnić. Nie wiem, czy Robert Dugoni miał to zaplanowane od początku, czy może gdzieś zbłądził, ale chyba miałam chętkę na lepsze rozwiązanie tej sprawy.
Mimo wszystko książka potrafi naprawdę wciągnąć. Choć nie ukrywam, że spodziewałam się czegoś więcej po punkcie kulminacyjnym, to historia Tracy przypadła mi do gustu. Jest napisana porządnym i konkretnym językiem, a autor dobrze sobie radzi z opisywaniem miejsc, w których rozwija się akcja. Jego opisy są bardzo barwne i plastyczne, co pomaga w wytworzeniu dobrego klimatu i atmosfery. Nie jestem pewna, czy mogę tutaj mówić o trzymającej w napięciu akcji, bowiem chyba tylko niektóre końcowe sceny charakteryzują się czymś takim, jednakże samo dochodzenie śledzi się z zaangażowaniem. Problematyczne są jednak retrospekcje z przeszłości, bowiem chwilami nie mamy pewności, w którym punkcie czasowym się znajdujemy. Czy przed porwaniem? Czy po porwaniu Sary? Czy kilka miesięcy po jej śmierci, czy może jednak wracamy do innego momentu? Zdecydowanie pomocne mogłyby się tutaj okazać daty na początku każdego rozdziału, a przynajmniej tych, w których mamy do czynienia z przeszłością.
Nie brakuje tutaj dobrego zaprezentowania całej problematyki, która zawsze towarzyszy dochodzeniom. Często autor przenosi nas do sądu, ukazuje przesłuchania świadków, daje czysty obraz tego, jak złożoną procedurą jest śledztwo w sprawie śmierci. Pięknie zobrazowano również siostrzaną więź – zarówno w retrospekcjach, w których Sara jeszcze żyje, jak i w tym dozgonnym oddaniu Tracy i chęci przywrócenia sprawiedliwości. Nawet w punkcie kulminacyjnym pojawia się ten motyw, a i w całej powieści przewija się życie osobiste głównej bohaterki. W wielu aspektach trzymanie za nią kciuków wydaje się być rzeczą całkowicie naturalną. To kobieta, która z łatwością zyskuje sympatię czytelnika.
Grób mojej siostry to dobry thriller, który czyta się z ogromną przyjemnością. Mimo kilku drobnych minusów ciężko jest oderwać się od lektury. Uważajcie zwłaszcza wtedy, gdy należycie do osób czytających w autobusach! Dwa razy prawie przegapiłam swój przystanek! Myślę, że przyjemnością sięgnę po kolejne tomy przygód Tracy, ciekawi mnie, co też w następnej kolejności zafunduje jej Robert Dugoni. Tym razem mieliśmy do czynienia ze sprawą bardzo osobistą, która była nie lada wyzwaniem. A co będzie dalej? Kto wie! Mam nadzieję, że autor ma w głowie wiele dobrze skonstruowanych pomysłów, które w umiejętny sposób przeleje na papier, abym mogła cieszyć się jego twórczością po raz kolejny!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-05 12:50:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Czarna seria

Pozwólcie, że przeniesiemy się na chwilę, może nawet na dłuższą chwilę, do małej, klimatycznej księgarenki znajdującej się na jednej z ulic deszczowego Amsterdamu. Prowadzi ją Wiktor Krzesim, który codziennie obserwuje to, co dzieje się za witryną. Jednych przechodniów kojarzy bardziej, innych mniej, a najwięcej wie o swoich stałych klientach. Mimo wszystko głowę zaprząta mu przede wszystkim... Pozwólcie, że przeniesiemy się na chwilę, może nawet na dłuższą chwilę, do małej, klimatycznej księgarenki znajdującej się na jednej z ulic deszczowego Amsterdamu. Prowadzi ją Wiktor Krzesim, który codziennie obserwuje to, co dzieje się za witryną. Jednych przechodniów kojarzy bardziej, innych mniej, a najwięcej wie o swoich stałych klientach. Mimo wszystko głowę zaprząta mu przede wszystkim jedna dama, Marianna. To jego wielka, od dawna skrywana miłość. Wraz z grupą przyjaciół kobieta zamieszkała w kamienicy znajdującej się na przeciwko księgarni. Niespodziewanie w mieście dochodzi do morderstwa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi inspektor Eva Paelinck, ale okazuje się, że to księgarz skrywa nie jedną tajemnicę i może wiedzieć więcej niż policja…
Księgobójca to tytuł, który z pewnością przyciągnie każdego książkoholika. I chyba nie muszę wyjaśniać, dlaczego. Przecież każdy książkoholik traktuje dzieła literatury jak świętość. Książki to cenne zdobycze, to przyjaciele, miłości i praktycznie rodzina. A tu mamy mieć do czynienia z kimś, kto je brutalnie morduje? Pozbawia życia? Jakim prawem?! Po co?! W jakim celu?! To dopiero pytania… Co ciekawe, sam tytuł faktycznie jest bardzo trafny, choć może być nieco mylący. Rzeczywiście pojawia się tutaj tytułowy księgobójca, ale nie zdradzę Wam, jaką rolę ma do odegrania, bo będzie to spory spoiler. Sama fabuła jest jednak na swój sposób intrygująca, a klimat deszczowego Amsterdamu udziela nam się od pierwszych stron.
Rozgrywającą się tutaj historię poznajemy z różnych punktów widzenia. Bardzo dobrze poznajemy Wiktora Krzesima, beznadziejnie i bezgranicznie zakochanego w Mariannie. To on jest tutaj jedną z ważniejszych postaci, bowiem ma oczy i uszy szeroko otwarte. To taki spokojny starszy pan, który sprawia wrażenie hipochondryka, ale nie daje się do końca poznać. Drugą perspektywą jest ta z punktu widzenia inspektor Paelinck. Nie do końca przypadła mi ona do gustu jako policjantka, brakuje jej sprytu i analitycznego umysłu, zbyt łatwo ulega wpływom i daje się nabrać na najłatwiejsze sztuczki. Brak jej werwy i pasji do pracy. Jest jeszcze Marianna i jej przyjaciółka, których punktu widzenia nie poznajemy aż w tak zaawansowanym stopniu, jednak zdecydowanie mają one ogromne znaczenie dla całej powieści! Zwłaszcza ich przeszłość, z którą się muszą zmagać. Przeszłość i teraźniejszość, które mieszają się ze sobą.
Najmocniejszą stroną tej powieści jest jej zakończenie. Jednak pierwsze zdania tego akapitu nie wzbudzą w Was pozytywnych odczuć - od pewnego momentu jesteśmy praktycznie na 100 % pewni, że poznaliśmy tożsamość i motyw mordercy, autorka tak mocno upewnia nas w tym przekonaniu, że właściwie pojawia się lekka niechęć do dalszej lektury. Ale właśnie tutaj tkwi największy haczyk, wiecie? Bo Maja Wolny tak umiejętnie operuje fabułą i dba o zaskakujące zwroty akcji, że nasze przekonanie rozsypuje się na drobne kawałeczki. Choć ta pierwsza opcja była naprawdę logiczna, tak jednak ukazuje ona sedno beznadziejnej miłości. Niestety sprawiła też, że Paelinck straciła w moich oczach jako policjantka jeszcze więcej. Ale wracając do morderstwa i znalezienia sprawcy… Dopiero pod sam koniec domyśliłam się prawdy, choć motywu do końca nie rozszyfrowałam. Mimo wszystko Maja Wolny ładnie zakręciła mi w głowie i pobudziła do działania.
Tempo akcji należy raczej do umiarkowanych i sama książka charakteryzuje się takim spokojnym, choć wyrazistym klimatem. To w dużej mierze śledztwo prowadzone przez panią inspektor, ale także mroczna przeszłość bohaterów, przede wszystkim Marianny. Początkowo wydaje się, że poszczególni bohaterowie nie mają ze sobą nic wspólnego i Maja Wolny stopniowo wprowadza nas w ich życie, powoli prezentuje ich dawne wzloty, upadki i przeżycia, o których jest im ciężko zapomnieć. Co ciekawe, to właśnie zabójstwo stało się w dużej mierze siłą, która złączyła ich losy tu i teraz. Fabuła potrafi wciągnąć i zaciekawić, choć nie jestem pewna, czy bardzo wymagający czytelnik będzie tą powieścią odpowiednio usatysfakcjonowany.
Księgobójca to powieść dobra, ale nie idealna. Potrafi zaciekawić, ma mocne strony, ale nie mogę napisać, że mnie całkowicie porwała czy oczarowała. Miło się było z nią zapoznać, jest przemyślana i w dobry sposób skonstruowana, więc większych zarzutów względem niej nie mam, ale nie porusza czytelnika tak bardzo, jak mógłby to zrobić porządny thriller. Mimo wszystko nie żałuję, że się z nią zapoznałam i poświęciłam jej chwilę, bowiem czytało się ją przyjemnie, a czas sobie spokojnie przemijał. To dobra pozycja na dwa czy trzy leniwe wieczory, jednak nie wydaje mi się, żeby ta historia została ze mną na dłużej.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-05 12:44:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Cykl o Nikicie (tom 2) | Seria: Imaginatio [SQN]

Dziewczyna z Dzielnicy Cudów była naprawdę wspaniałą książką. Aneta Jadowska to jedna z najbardziej cenionych przeze mnie polskich autorek. No to właśnie dzięki niej mam okazję czytać dobre urban fantasy, uwielbiany przeze mnie gatunek literatury. Czy wyczekiwałam drugiego tomu przygód Nikity? Oczywiście, że tak! Jak mogłoby w ogóle być inaczej… Co ciekawe, tajemniczy tytuł Akuszer Bogów nie... Dziewczyna z Dzielnicy Cudów była naprawdę wspaniałą książką. Aneta Jadowska to jedna z najbardziej cenionych przeze mnie polskich autorek. No to właśnie dzięki niej mam okazję czytać dobre urban fantasy, uwielbiany przeze mnie gatunek literatury. Czy wyczekiwałam drugiego tomu przygód Nikity? Oczywiście, że tak! Jak mogłoby w ogóle być inaczej… Co ciekawe, tajemniczy tytuł Akuszer Bogów nie zdradzał za wiele. I bardzo dobrze! Dzięki temu ponownie mogłam przeżyć niesamowitą, pełną zaskakujących zwrotów akcji przygodę u boku genialnej bohaterki!
Tym razem Nikita postanawia na chwilę odpocząć od zleceń dawanych jej przez Zakon i pragnie odkryć prawdę o sobie samej. Ma dosyć ciągłego życia w kłamstwie, dosyć sekretów, tajemnic i niedopowiedzeń. Choć przez lata usilnie próbowała ukryć swoją prawdziwą tożsamość, to teraz pragnie do niej powrócić. Do swoich korzeni. Do samego sedna. Swoim najbliższym nie może ufać, ścigają ją płatni mordercy, nękają ją duchy… Życie Nikity nie należy do najłatwiejszych. Z całym tym orszakiem wyrusza do magicznej Norwegii, do miejsca, w którym wszystko się zaczęło. Tam do prześladującego ją orszaku dołączą boskie pszczoły, krwiożercze trolle, kruki Odyna i tajemniczy Akuszer Bogów.
Przede wszystkim muszę zaznaczyć już na samym wstępie, jak ogromnie kocham autorkę za to, że wprowadziła tutaj mitologię nordycką! Pomijam fakt, że jest idealnie wpasowana w życie Nikity, że po prostu cudownie tutaj wygląda, że jest idealnie dograna. Ale ludzie, w jakim stylu Aneta Jadowska to zrobiła! Po prostu klasa sama w sobie. Takiego Asgardu to wy jeszcze nie widzieliście! Choć nie spędzamy w nim zbyt wiele czasu, to zdecydowanie są to jedne z lepszych scen w całej książce. Nikita pyskująca samemu Odynowi… Musicie to zobaczyć! Tak, zobaczyć. Ja wiem, że to książka, a książki się czyta, jednak zdolności pisarskie autorki sprawiają, że całkowicie przenosimy się do stworzonego przez niej świata, widzimy wszystko na własne oczy, odczuwamy własnym ciałem.
Liczyłam na romans, nie liczyłam na romans? W sumie to już sama nie wiem. Może i jednak nie chcę tego całego romansu, bo po co? Mamy tutaj piękny związek partnerski, rozwijającą się przyjaźń na dobre i złe. Dobra relacja, ładnie odczuwalna, idealnie wyważona. Oczywiście mówię tutaj o Nikicie i Robinie. Dwie skrajności, a jak ładnie się uzupełniające. Robin intryguje mnie coraz bardziej, zwłaszcza jego pochodzenie, o którym nawet on sam nie pamięta. Teraz skupiliśmy się na przeszłości głównej bohaterki, ale kto wie, co będzie dalej? Aneta Jadowska potrafi zaskakiwać, potrafi tak umiejętnie snuć swoją opowieść, że z trudem przychodzi się odrywanie od niej. Czyta się ją jednym tchem, nie chce się opuszczać tego świata, chociaż nie brakuje w nim niebezpieczeństw i ryzyka. I w sumie co z tego! Nikita to ostra babka, a ja lubię ryzyko!
W tej historii nie brakuje dynamiki i zaskakujących zwrotów akcji. Sama postać Nikity jest niezwykle oryginalna i interesująca, a możliwość zapoznania się z jej przeszłością i pochodzeniem jest czymś, czego nie można przegapić. Szczerze kibicuję tej dziewczynie na każdym kroku. Jest zaradna, odważna i pewna siebie, choć myślę, że pod tą hardą maską skrywa drugie oblicze. Nie tylko Pana B., czyli drzemiącego w niej Berserka, ale takiej bardziej wrażliwe oblicze, które rzadko ma okazję ujrzeć światło dzienne. Mimo wszystko uważny obserwator na pewno zauważy, że w pewnych momentach, w pewnych jej wypowiedziach, przebija się głos rozdartej istoty. Genialnym zabiegiem jest oczywiście narracja pierwszoosobowa, która umożliwia nam jeszcze lepsze zrozumienie bohaterki, choć nadal pozostaje ona owiana nutką tajemnicy.
Akuszer Bogów to bardzo, ale to bardzo dobra kontynuacja Dziewczyny. Wielowymiarowa, wielowątkowa, nawiązująca do mitologii nordyckiej w niesamowitym stylu. W Anetę Jadowską nie należy wątpić, bo potrafi zaoferować czytelnikom coś naprawdę oryginalnego, z dobrym wyczuciem smaku, coś zaskakującego, wciągającego i rozbudzającego ciekawość. Ponownie spotykamy się z zakończeniem, które zachęca do jak najszybszego zapoznania się z kolejnym tomem – osobiście nie mogę się doczekać chwili, kiedy kolejna książka z tej serii wpadnie w moje ręce. Moja przyjaźń z Nikitą stopniowo się rozwija i zmierza w bardzo dobrym kierunku, co mnie bardzo cieszy. Gorąco polecam obydwie części i jestem przekonana, że gdy się z nimi zapoznacie, to też je pokochacie i podobnie jak ja, z utęsknieniem będziecie wyczekiwać kolejnych tomów.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-05 12:42:41
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Gniew i świt (tom 1)

Gniew i Świt to książka, która powstałą dzięki inspiracji, jaką autorka czerpała z Księgi tysiąca i jednej nocy. Choć Księga zawiera tak naprawdę opowieści i legendy wielu narodów, to na pewno nikomu nie trzeba tłumaczyć, z jakim klimatem mamy tutaj do czynienia. Piękne złote pałace, gorące tańce brzucha, latające dywany, rozbójnicy, intrygi, żywe barwy, turbany – to moje pierwsze skojarzenia... Gniew i Świt to książka, która powstałą dzięki inspiracji, jaką autorka czerpała z Księgi tysiąca i jednej nocy. Choć Księga zawiera tak naprawdę opowieści i legendy wielu narodów, to na pewno nikomu nie trzeba tłumaczyć, z jakim klimatem mamy tutaj do czynienia. Piękne złote pałace, gorące tańce brzucha, latające dywany, rozbójnicy, intrygi, żywe barwy, turbany – to moje pierwsze skojarzenia i myślę, że pokrywają się ze skojarzeniami wielu innych osób. Wiele osób doszukuje się tutaj nawiązania do kultury indyjskiej i perskiej, ale to ledwie zalążek. Renne Ahdieh postanowiła zabrać nas do tego urokliwego świata, choć niewątpliwie prezentuje jego mroczną i brutalną stronę. I zaraz Wam to udowodnię!
Chalid, osiemnastoletni kalif Chorasanu codziennie wybiera sobie nową małżonkę. Każda z nich ginie o świcie. Zostaje powieszona na jedwabnym sznurze. Ile niewinnych dziewcząt już zginęło, dlatego że ich władca jest potworem? Ile rodzin zdążyło go znienawidzić, że pozbawił ich córek, sióstr, kuzynek? Jedną z kolejnych ofiar staje się najbliższa przyjaciółka szesnastoletniej Szahrzad. Dziewczyna poprzysięga zemstę i zgłasza się na ochotniczkę, aby zostać nową żoną kalifa. Wie, że już z samego rana jedwabny sznur może zostać owinięty wokół jej szyi. Jednak zawzięta dziewczyna próbuje uniknąć tego za wszelką cenę, a co więcej – pragnie raz na zawsze zakończyć panowanie Chalida.
Szahrzad jest genialną postacią! Uwielbiam, po prostu kocham całym sercem silne, pewne siebie bohaterki. A Szahrzad właśnie taka jest – od początku do końca! Zawzięta, konkretna, stanowcza, odważna, harda. Ma w sobie niesamowitą siłę, wolę walki, ognistą duszę. Wiele razy stawała w trudnej sytuacji i już myślałam, że autorka ją stonuje, że Szazi podkuli ogon, bo tak to zazwyczaj bywa… Niby mamy do czynienia z silną bohaterką, a chwilami potrafi ona stracić swoją werwę, co bywa niezwykle irytujące. Jednak nie! Szazi jest cały czas szczera do bólu, potrafi pyskować i bronić swojego zdania, choć stąpa po naprawdę kruchym lodzie. Ale ciężko tej dziewczyny nie polubić, bowiem jest niezwykle wyrazista. Wraz z nią przeżywamy każdą chwilę, odczuwamy te same emocje, staramy się odnaleźć w nowej sytuacji i zrozumieć postępowanie Chalida. Odkrywamy go krok po kroku.
Wraz z Szazi wkraczamy w świat pałacowego życia. Dziewczyna zaintrygowała kalifa już tylko tym, że sama zgłosiła się na ochotniczkę, choć wiedziała, jak każda jego małżonka kończy. Chcąc uniknąć rychłej śmierci Szazi każdej nocy przemienia się w gawędziarza i próbuje urzec Chalida swoimi opowieściami, zaciekawić go na tyle, aby dożyć kolejnego świtu. Co ciekawe – udaje jej się. Z czasem zaczyna dostrzegać drugie oblicze władcy i okazuje się, że młody chłopak wcale nie jest takim potworem, jak mogłoby się wydawać. Chalid również jest złożoną i bardzo dobrze wykreowaną postacią, skrywającą mroczną przeszłość i sporo tajemnic. Oboje czują względem siebie przyciąganie, fascynację, a może nawet coś więcej. Jednak ich uczucie może się skończyć tragicznie. Może doprowadzić do zagłady.
Nie da się ukryć, że w dużej mierze mamy do czynienia z romansem. Jest to jeden z głównych motywów tej powieści, jednak nie jest zbyt nachalny, wręcz na odwrót – całkiem przyjemny. Istotną rzeczą jest jednak samo życie w pałacu i tajemnica skrywająca się za wszystkimi morderstwami żon, których dopuścił się kalif. Jednak wiecie co jest najlepsze w tej powieści? To, że czyta się ją jednym tchem, po prostu w mgnieniu oka. Jest tak doskonale napisana, tak przyjemna, tak wciągająca… Nawet nie wiem kiedy dotarłam do połowy tej historii, a potem mimo że chciałam trochę zwolnić tempo to się nie dało, bowiem zbliżałam się do punktu kulminacyjnego. Przyznaję szczerze, że pochłonęłam tę powieść, choć nie jest idealna. Pochłonęłam ją, bo Renne Ahdieh cudownie opowiedziała historię Szazi. Choć można by bardziej zadbać o sam klimat i specyficzną atmosferę, to naprawdę nie mogę postawić jej większych zarzutów, bo dawno w takim tempie nie pochłonęłam jakiegoś romansu YA.
Gniew i Świt to naprawdę dobra pozycja. Ciekawa, intrygująca, a co najważniejsze – wspaniale napisana i porywająca. Początkowo nie byłam do niej przekonana – nie mam na swoim koncie zbyt wielu historii inspirowanych Baśniami tysiąca i jednej nocy, ale może wypadałoby to zmienić? Być może rozpoczyna się nowy nurt w literaturze, osadzony właśnie w takich klimatach, a jeżeli tak, to dzieło Renne Ahdieh zdecydowanie zasługuje na uwagę. To doskonale wykreowani bohaterowie, wspaniały język, wciągająca fabuła i dobre tempo akcji. Rozrywające serce zakończenie, wzbudzające żal, że to już koniec – choć chwilowy, bowiem będzie drugi tom. Ale kiedy? I dlaczego nie już? Z czystym sumieniem polecam.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-05 12:35:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Carve the Mark (tom 1)

Naznaczeni śmiercią to najnowsza powieść Veronici Roth, autorki bestsellerowej serii Niezgodna, która mimo tego, że była dobra, nie wybiła się tak bardzo, jak słynne Igrzyska Śmierci. Powoli wychodzimy z okresu królowania dystopii na książkowym rynku wydawniczym, wchodzimy w okres władzy powieści, których akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej. Oczywiście pewne elementy w obu gatunkach... Naznaczeni śmiercią to najnowsza powieść Veronici Roth, autorki bestsellerowej serii Niezgodna, która mimo tego, że była dobra, nie wybiła się tak bardzo, jak słynne Igrzyska Śmierci. Powoli wychodzimy z okresu królowania dystopii na książkowym rynku wydawniczym, wchodzimy w okres władzy powieści, których akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej. Oczywiście pewne elementy w obu gatunkach mogą pozostać wspólne, chociażby sam fakt, że mamy do czynienia z zupełnie innym społeczeństwem niż to, które znamy na co dzień, choć powoli science-fiction i podróże międzygwiezdne przestają być dla człowieka czymś tak odległym, jak kiedyś.
Akcja powieści rozgrywa się w fikcyjnym świecie, podzielonym na kilka zasadniczych państw, choć w dużej mierze poznajemy tylko dwa z nich. Brutalne Shotet i delikatne Thuvhe. Ich mieszkańcy różnią się nie tylko tym, że używają innego języka, ale także kulturą, stylem życia i przekonaniami. Cyra jest córką władcy Shotet, bronią i narzędziem w rękach swojego brata, który przejął władzę po zmarłym ojcu. Akos pochodzi z rodu Thuvhe, tych, którzy miłują pokój, a jego oddanie względem rodziny jest nieocenione. Niestety, los z niego zadrwił i wraz ze swoim starszym bratem został porwany przez wyjątkowo brutalnych i nieprzyjemnych żołnierzy Shotet. Wydaje się, że los Cyry i Akosa został przypieczętowany. Zostali naznaczeni. Czy uda im się oszukać przeznaczenie?
Veronica Roth po raz kolejny bardzo dobrze poradziła sobie z wykreowaniem książkowego świata, choć nie raz odczuwałam wrażenie, że trzyma się pewnych schematów, które stosowała w Niezgodnej. W moim odczuciu było to najlepiej widoczne w przypadku motywu rodziny. Musi mieć ona dla niej ogromne znaczenie, bowiem niejednokrotnie podkreślała związek Cyry z matką, ojcem czy bratem, który powinien ją wspierać, a po prostu nikczemnie ją wykorzystywał do własnych celów. Również ze strony Akosa widzimy bardzo silną więź z rodzicami i rodzeństwem. Jest to dosyć istotny motyw w całej powieści, bowiem siłą napędową Akosa jest chęć uratowania brata, a z kolei Cyrę napędza chęć wyrwania się spod tyranii i despotyzmu brata.
Bardzo ważnym elementem jest wątek nurtów. Nurt to indywidualna cecha, właściwie zdolność ludzi żyjących w tym świecie. Nie objawia się u każdego, ale potrafi być albo darem, albo przekleństwem. Można nie czuć bólu, można kraść wspomnienia, można być bólem i zadawać go innym… Dołączają do nich przepowiednie i wizje, każdy z bohaterów ma przypisany sobie los. Niestety, nie wszyscy są w stanie go poznać, ale Ci najbardziej porywczy próbują zrobić wszystko, aby go zmienić. Zwłaszcza wtedy, kiedy okazuje się, że los innych może być przeszkodą, a wręcz zagrożeniem dla ich planów. Brat Cyry, Ryzek, jest naprawdę bezwzględną istotą. Potrafi napawać się cierpieniem innych, narzucać swoją wolę, nie stroni od brutalności i okrucieństwa. A Cyra jest jego bronią doskonałą. Dziewczyna za pomocą dotyku może zadać każdemu niewyobrażalny ból, prowadzący nawet do śmierci. Czy Ryzek mógł sobie wyobrazić coś piękniejszego?
Głównym motywem są losy Thuvhe i Shotet. Ryzek chciałby zniszczyć wszystkich, którzy zagrażają jego pozycji. Ale przeznaczenia nie da się oszukać… Mimo wszystko podejmuje usilne próby. Każdy z bohaterów ma jasno określone cele, które stara się realizować. Podoba mi się ich wytrwałość i zaangażowanie. Roth w dobry sposób kreuje swoich bohaterów, bardzo dobrze radzi sobie zwłaszcza z antagonistami. Przyznaję, że stworzona przez nią historia jest spójna i logiczna, chwilami wciągająca, ale mimo wszystko czegoś tutaj zabrakło. Polotu i dynamiki? Być może. Choć nie można narzekać na brak akcji, to ja czuję pewien niedosyt. Akcja toczy się umiarkowanym tempem, a my stopniowo poznajemy świat Cyry i Akosa z różnych perspektyw, ale momentami pragnie się większej dawki energii. Kilkukrotnie zdarzyło mi się stracić zapał, bowiem mamy tutaj do czynienia z bardzo obszerną pozycją, dlatego należałoby mieć coś, co będzie czytelnika stale pobudzać.
Naznaczeni śmiercią to książka dobra, ale nie na tyle, aby mnie całkowicie urzekła. Przyznaję, że Veronica Roth ma dobre pomysły i dobrze radzi sobie z ich realizacją, ale podobnie jak w przypadku Niezgodnej, czegoś mi zabrakło. Fabuła jest na swój sposób oryginalna, bohaterowie odpowiednio wykreowani, pojawia się tutaj wiele istotnych wątków, ale ciągle gdzieś tam w głowie krąży myśl, że coś tutaj jest nie tak. Brakujące ogniwo? Coś w tym stylu. Nie da się jednak ukryć, że jest to historia pełna odwagi, honoru, chęci przetrwania. Książka potrafi poruszyć wyobraźnię i przenieść nas do swojego świata w roli biernego obserwatora, ale czy zostaje z nami na dłużej? To już kwestia indywidualna. Nie żałuję, że po nią sięgnęłam, bowiem lubię tego typu klimaty, ale nie ukrywam też, że nie odnalazłam się w niej tak mocno, jakbym chciała.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-05 12:32:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Gwiezdny wojownik (tom 1)

Gwiezdny Wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka to moje pierwsze spotkanie z Katarzyną Bereniką Miszczuk. Wiele wskazywało na to, że swoją przygodę z twórczością tej autorki rozpocznę od trylogii o Wiktorii Biankowskiej, ale jakoś wyszło inaczej. W moje ręce wpadła zabawna powieść osadzona w klimatach science fiction, która już na pierwszy rzut oka przywodzi na myśli uwielbiane przez... Gwiezdny Wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka to moje pierwsze spotkanie z Katarzyną Bereniką Miszczuk. Wiele wskazywało na to, że swoją przygodę z twórczością tej autorki rozpocznę od trylogii o Wiktorii Biankowskiej, ale jakoś wyszło inaczej. W moje ręce wpadła zabawna powieść osadzona w klimatach science fiction, która już na pierwszy rzut oka przywodzi na myśli uwielbiane przez miliony ludzi Gwiezdne Wojny. Ogółem nie przepadam za zbyt mocnymi naleciałościami, ale na szczęście tutaj z takowymi nie mamy do czynienia. Katarzyna Miszczuk stworzyła raczej komedię, której akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej.
Mamy rok 2463. Ziemia prawie nie nadaje się do życia, znaczna jej część uległa zniszczeniu. Nadzieją na jej ratunek jest misja Gwiezdnego Wojownika, rozlatującego się statku kosmicznego, wręcz rozklekotanego złogu, z niezbyt pewną załogą. Losy Ziemi spoczywają w rękach garstki ludzi, których nastawienie jest jednoznaczne – wszyscy zginiemy. Mimo wszystko wyruszają w na pozór niewykonalną misję, mającą na celu uratowanie naszej planety przed nadlatującą asteroidą. W tym samym czasie na księżycach Saturna rywalizują ze sobą dwa królestwa, Macrosfot i Epple. Ich spór ma zostać zażegnany przez małżeństwo księżniczki Macrosoftu i księcia Epple. Dlaczego jednak owa księżniczka znajduje się na pokładzie Gwiezdnego Wojownika?
Powieść Katarzyny Miszczuk jest przede wszystkim książką rozrywkową. Nie mamy tutaj do czynienia z wielką intrygą czy spiskiem, ze skomplikowaną fabułą czy złożoną wielowątkowością. Już od pierwszych stron czuje się, że ma to być dobra zabawa, pozwalająca nam oderwać się od szarości dnia codziennego. Może to być pozycja przeznaczona na poprawę humoru, bowiem chwilami bywa zabawna, ale zdecydowanie nie trzeba przy niej zbytnio wysilać umysłu. To taka luźna i lekka historyjka, z sympatycznymi bohaterami, osadzona w kosmicznym świecie. Skąd autorka czerpała inspirację? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że fryzura księżniczki Lei jest w tym świecie obecnie panującym trendem, a Macrosoft i Epple to dziwnie znajome nazwy, prawda?
Książce z pewnością nie brakuje rozmachu i dynamiki. Sporo się tutaj dzieje, z łatwością przeskakujemy z jednej sceny do drugiej. Całość jest bardzo płynna i plastyczna, choć chwilami wszystko dzieje się zbyt szybko, tak zbyt nagle. Jednak spokojnie można na to przymknąć oko, zwłaszcza wtedy, gdy pamięta się, jaki wydźwięk ma cała zaprezentowana tutaj historia. Choć nie jestem przekonana, czy możemy tutaj mówić o rozbudowanym uniwersum, to mimo wszystko autorka w dosyć wyraźny sposób nakreśliła realia stworzonego przez siebie świata. Wyjaśnia genezę misji Gwiezdnego Wojownika, dowiadujemy się co nieco o życiu księżniczki oraz otrzymujemy wyjaśnienie, o co chodzi z tym tajemniczym działkiem i szlafrokiem, które znajdują się w podtytule.
Choć nie jest to historia, która zostaje na dłużej w pamięci, to zdecydowanie sprawdza się w roli dobrej, zabawnej rozrywki. Czyta się ją lekko, szybko i przyjemnie, nie patrząc na upływ czasu. Można na chwilę wyłączyć mózg, zwłaszcza tę jego analityczną część, i pozwolić mu na odpoczynek. Raczej nie mam zarzutów do stylu autorki, a wydaje mi się, że posiada ona niezwykle rozbudowaną i barwną wyobraźnię, skoro potrafi tworzyć tak zakręcone historie. Jeżeli szukacie niezobowiązującej lektury na jeden czy dwa wieczory to trafiliście idealnie. To taka żartobliwa opowiastka rozgrywająca się w kosmosie, z bardzo towarzyskimi bohaterami i lekko płynącą fabułą. Dobra na zrelaksowanie się i oderwanie od problemów dnia codziennego!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-05 12:21:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Więzień Labiryntu (tom 0.6)

„W jakim przerażającym świecie żył Thomas. Choroba, śmierć, zdrada. Przyjaciele poddawani okrutnym próbom, z których być może nic nie wyniknie. Spalony świat leżący w ruinie. Miesiąc wcześniej chłopak pomógł wymordować więcej niż tuzin ludzi w ciągu paru godzin. Od tamtej pory codziennie egzystował w otchłani wyrzutów sumienia oraz nienawiści do samego siebie (…)”
Wiecie, naprawdę lubię Jamesa...
„W jakim przerażającym świecie żył Thomas. Choroba, śmierć, zdrada. Przyjaciele poddawani okrutnym próbom, z których być może nic nie wyniknie. Spalony świat leżący w ruinie. Miesiąc wcześniej chłopak pomógł wymordować więcej niż tuzin ludzi w ciągu paru godzin. Od tamtej pory codziennie egzystował w otchłani wyrzutów sumienia oraz nienawiści do samego siebie (…)”
Wiecie, naprawdę lubię Jamesa Dashnera i jego książki. Mam mu tylko jedną rzecz do zarzucenia… Czemu Kod gorączki powstał dopiero po całej serii? O ile Rozkaz zagłady nie był tak mocno powiązany z trzema głównymi tomami serii, tak Kod gorączki stanowi jego całkowite uzupełnienie. Wyjaśnia, jak powstał Labirynt, jak poszczególni Streferzy do niego trafiali, jaką rolę do odegrania miał Thomas i Teresa. Choć książka ta została wydana teoretycznie jako piąty tom serii, to opowiada on wydarzenia sprzed oryginalnej trylogii. To taki prequel, który stanowi naprawdę dobre i mocne wprowadzenie.
Jeżeli skupimy się chwilowo na Kodzie i na Więźniu labiryntu to pojawi się pewna sporna kwestia. Z jednej strony czytając Kod doskonale wiemy, jak to się zakończy, bo wiemy, co działo się w Więźniu. Choć zyskujemy odpowiedzi na wiele nurtujących nas pytań, które wyjaśniają wszelkie niedopowiedzenia z trzech tomów cyklu, to jednak brakuje tutaj chwilami takiego elementu zaskoczenia. Wiemy, co będzie dalej. Nie ma tego uczucia niepewności i wewnętrznej rozterki. Z kolei czytając najpierw Więźnia czujemy się lekko zdezorientowani, bowiem nie wiemy dokładnie skąd Labirynt się wziął i jaki był cel jego powstania. Ma to taki plus, że czytelnik wierzy w to, że pojawi się pewien element zaskoczenia . Jednakże nie da się ukryć, że najbardziej chronologiczna kolejność to Rozkaz zagłady, Kod gorączki, Więzień labiryntu, Próby Ognia i Lek na śmierć. I każdemu, kto jeszcze nie zna tej serii, polecałabym czytać ją właśnie w ten sposób. Może i lektura Więźnia po wcześniejszym przeczytaniu Kodu byłaby zbyt oczywista, ale towarzyszy mi takie dziwne wrażenie, że chyba w takiej kolejności wolałabym się z nimi zapoznawać. A może i nie? Może lepiej, że Kod pojawił się dopiero w 2016 roku i to w nim znaleźliśmy odpowiedzi na nurtujące nas pytania?
Wiem, że wiele osób liczyło na to, że to Rozkaz zagłady wyjaśni tajemnicę Labiryntu i z tego powodu książka im się nie podobała, bowiem to historia Pożogi, a nie Thomasa. Właściwie opis jasno wskazywał na to, czego się można spodziewać, więc nie do końca rozumiem czarę goryczy. Jednakże jeżeli faktycznie chcecie zrozumieć, po co DRESZCZ stworzył Labirynt i jaką rolę w jego tworzeniu odegrali Streferzy to koniecznie powinniście się zapoznać z tą pozycją! Najlepsze jest to, że mimo tego, że wiedziałam, w jakim kierunku zmierza ta historia, to i tak czytałam ją z zapartym tchem. Bardzo mi się podobało, choć uważam, że James Dashner nie miał łatwego zadania. Trochę nie do końca udało mu się zaprezentować umysł Thomasa i Streferów jako małych dzieci, ale taki stan rzeczy miał miejsce tylko w początkowych rozdziałach. W końcu cały plan DRESZCZu to proces długotrwały.
W pewnym sensie ta książka jest dosyć brutalna i dająca do myślenia. W końcu prezentuje historię dzieci wyrwanych z rąk rodziców, bądź tych, którzy rodzinę stracili przez Pożogę. Dzieci, które są traktowane jako obiekty doświadczalne, niezależnie od tego, jak ważną rolę mają odegrać we wdrażanym programie. To wciąż tylko króliki doświadczalne, którym robi się pranie mózgu i na siłę stara się udowodnić, że wszystkie testy i próby są koniecznie. To wizja zniszczonego świata, w którym szanse na ratunek są nikłe – cała seria utrzymana jest w takim klimacie i wypada naprawdę dobrze. Kod gorączki to idealne uzupełnienie serii, które rozwiało wszelkie moje wątpliwości. Całą serię będę wspominać jako konkretną i dobrze skonstruowaną historię, z odpowiednio wykreowanymi bohaterami, z wciągającą fabułą i zaskakującą na każdym kroku. Serdecznie polecam twórczość Jamesa Dashnera!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
2054 742 5101
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (166)

Ulubieni autorzy (14)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (202)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd