Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Shetani 
bookeaterreality.blogspot.com
Studentka biotechnologii, uzależniona od czytania książek, jogi, herbaty, ziół, zdrowego odżywiania, nauki i oczywiście od swojego kota. No i wszystkiego, co nadprzyrodzone - ród czarownic zobowiązuje.
24 lat, kobieta, Będzin, status: Czytelniczka, dodała: 12 książek i 1 cytat, ostatnio widziana 2 dni temu
Teraz czytam
  • Neandertalczyk. W poszukiwaniu zaginionych genomów
    Neandertalczyk. W poszukiwaniu zaginionych genomów
    Autor:
    Czego dowiedzieliśmy się o pochodzeniu człowieka dzięki badaniom genomu naszych najbliższych ewolucyjnie krewnych? „Neandertalczyk” przedstawia fascynującą historię okrywania odpowiedzi na to pytanie....
    czytelników: 123 | opinie: 5 | ocena: 6,28 (25 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-06-22 19:24:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli to książka, która powstała dzięki… rocznej córce autora. Wiecie jak to bywa z dziećmi – pytają o wszystko, co widzą, a nawet o to, czego nie widzą. Są bardzo ciekawe świata, a czasami zadają tak prozaiczne pytania, że nie wiemy, co im odpowiedzieć, choć wydawałoby się, że odpowiedź jest banalna. Co więcej, na rynku jest wiele książek o dzikich... Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli to książka, która powstała dzięki… rocznej córce autora. Wiecie jak to bywa z dziećmi – pytają o wszystko, co widzą, a nawet o to, czego nie widzą. Są bardzo ciekawe świata, a czasami zadają tak prozaiczne pytania, że nie wiemy, co im odpowiedzieć, choć wydawałoby się, że odpowiedź jest banalna. Co więcej, na rynku jest wiele książek o dzikich gatunkach roślin i zwierząt, jest też sporo pozycji o zwierzętach domowych… a co z tymi, z którymi mamy do czynienia na co dzień? Otóż o nich właśnie postanowił napisać Nathanael Johnson.
Nie da się ukryć, że Johnson miał naprawdę świetny pomysł na książkę, natomiast wykonanie moim zdaniem trochę leży i kwiczy. Podchodziłam do tej pozycji z ogromnym zapałem, który stopniowo gdzieś zaczął uciekać. Kroczek po kroczku, mój entuzjazm opadał. Spodziewałam się chyba bardziej konkretnej i ciekawszej pozycji niż to, co otrzymałam. Język autora jest bardzo prosty i przystępny, co jest w pełni zrozumiałe, bowiem jest to publikacja przeznaczona dla amatorów i obserwatorów, a nie zapalonych biologów, więc to jest jak najbardziej na plus. Jednakże w moim odczuciu autor nie potrafił przedstawić pewnych faktów w ciekawy sposób. Nie zainteresował mnie, jego opowieści mnie po prostu nie chwyciły.
Nie chodzi mi o to, że zachowania mrówek czy gołębi są mało interesujące, bowiem doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że każdy organizm ma swoje własne przyzwyczajenia i sposoby postępowania, z których my często nie zdajemy sobie sprawy, jednak zabrakło mi tutaj jakiejś iskry, która pobudziłaby mnie do chęci zgłębiania ich sekretów. Być może jednolity tekst nie był tutaj zbyt dobrym pomysłem? Być może przydałoby się większe urozmaicenie w tej książce? Ciekawe i niepowtarzalne rzeczy powinny być przedstawiane w taki sam sposób, a tutaj są zaprezentowane są tak, że chwilami powiewa nudą. Niby się czyta, ale nie wynika z tego nic specjalnego. Czegoś brakuje. Wydaje mi się, że autor mógł pomyśleć nad nieco inną formą zaprezentowania tematu, choć podziwiam go za chęci i za to, że postanowił coś takiego stworzyć.
Zdecydowanie podziwiam autora za to, że postanowił zgłębić temat dzikich roślin i zwierząt, które widujemy na co dzień. Ludzie poświęcają im naprawdę mało uwagi, a przecież są one nam bliższe niż tygrysy czy słonie. Jest to wiedza z pewnością interesująca, chwilami wręcz ciężko uwierzyć, że tak proste organizmy posuwają się do tak złożonych zachowań. Myślę, że najlepszym przykładem są tutaj mrówki i to chyba one też najbardziej zaintrygowały Johnsona, bo nawet zajął się ich hodowlą. Piękne jest to, że jako ojciec postanowił aż tak bardzo pomóc swojej córce w zrozumieniu otaczającego ją świata.
Nie jestem pewna, komu mogłabym polecić tę książkę… Może właśnie osobom takim jak autor? Być może będzie to dla Was dobry podręcznik, aby przekazywać swojemu dziecku taką wiedzę ogólną, a gdy zapyta Was o zwierzątko czy roślinkę napotkaną na spacerze, to zawsze będziecie mogli mu coś o nim opowiedzieć, choć w sumie pojawia się tutaj tylko kilka powszechnych gatunków, a ogółem jest ich o wiele więcej. Jestem w stanie szczerze napisać, że podziwiam autora za pomysł i chęci, ale samo wykonanie po prostu mi nie odpowiadało, nie przypadło mi do gustu. Ale wiecie, o gustach się nie dyskutuje, dlatego ani nie odradzam, ani też nie namawiam do sięgnięcia po tę książkę. Jeżeli czujecie, że to coś dla Was, to spróbujcie!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-22 19:14:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Travis McGee (tom 4)

John D. MacDonald to bardzo uznany i często chwalony autor, nawet przez swoich kolegów po fachu, takich jak Stephen King czy Lee Child. Dlatego chętnie sięgnęłam po jego najnowszą książę, jaka pojawiła się na polskim rynku wydawniczym dzięki wydawnictwu Albatros. Jest to pomieszanie kryminału z sensacją, gdzie największymi zaletami są zdecydowanie akcja oraz sam główny bohater. Byłam bardzo... John D. MacDonald to bardzo uznany i często chwalony autor, nawet przez swoich kolegów po fachu, takich jak Stephen King czy Lee Child. Dlatego chętnie sięgnęłam po jego najnowszą książę, jaka pojawiła się na polskim rynku wydawniczym dzięki wydawnictwu Albatros. Jest to pomieszanie kryminału z sensacją, gdzie największymi zaletami są zdecydowanie akcja oraz sam główny bohater. Byłam bardzo ciekawa, czy twórczość tego autora wypada faktycznie tak wspaniale, jak na to wskazują wszelkie polecenia. Nie raz już się na tym zawiodłam, dlatego podchodziłam do lektury z pewną rezerwą – wiecie, zawsze lepiej się miło rozczarować niż poczuć ten żal goryczy…
Przebiegła i ruda to czwarty tom przygód prywatnego detektywa, Travisa McGee. Travis to naprawdę genialnie wykreowana postać! Potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji, choć nie jest ideałem. Jeżeli obrywa w łeb, to obrywa i pada na ziemię. Traci przytomność. Ale można by chyba napisać, że zawsze ląduje na czterech łapach i wychodzi cało z każdej opresji, niczym kot. Tym razem przyjmuje zlecenie od Lysy Dean, przepięknej gwiazdy filmowej, która popadła w spore tarapaty przez to, że na chwilę się zapomniała. Teraz stała się ofiarą szantażu, jednak wierzy w to, że McGee odnajdzie tego, kto stoi za tajemniczymi wiadomościami i groźbami, a wtedy sprawiedliwości stanie się zadość. Jednakże jak przystało na gwiazdę showbiznesu, Lysa Dean ma swoich ludzi. Do Travisa dołącza jej urocza asystentka, która będzie go pilnować na każdym kroku – oczywiście wszystko dla dobra klientki.
Ta książka niesie ze sobą taki typowo amerykański klimat. Przemierzamy Amerykę wraz Travisem i Daną, aby odnaleźć tych, którzy szantażują Lysę. Jednak zarówno my, jak i sam główny bohater, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, gdzie ta podróż nas zaprowadzi. Dochodzi do morderstwa, do niebezpiecznych akcji i podejmowania trudnych, nie raz ryzykownych decyzji. Ale wydaje się, jakoby dla Travisa była to czysta codzienność. Ten człowiek jest tak elastyczny, że potrafi się dostosować do każdej sytuacji. Wie, jak podejść drugiego człowieka, aby wyciągnąć od niego informacje. Potrafi żyć chwilą, nie zastanawia się nad jutrem, tylko chwyta każdy dzień i każdą okazję. To taki lekkoduch, ale bardzo zaangażowany w swoją pracę.
Dobra akcja, świetna dynamika i ten amerykański klimat sprawiają, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Nie jest to może zbyt skomplikowana i rozległa pozycja, raczej tak do połknięcia na jeden czy dwa wieczory, typowo w celach rozrywkowych. Osobiście wymagam od kryminałów czy powieści sensacyjnych lepszego rozbudowania i większej złożoności, ale w tym przypadku chyba by mi to tutaj nie pasowało. Kłóciłoby się to z samą postawą głównego bohatera, takie mam odczucie. Jest to dynamiczna książka, którą czyta się bardzo lekko. Skupia się raczej na jednym wątku, a motywy poboczne nie są zbyt rozbudowane. Autor stawia przede wszystkim na śledztwo w wykonaniu głównego bohatera, które chwilami niestety jest dosyć zawiłe, ale nie w ten pozytywny sposób. Momentami nie wiedziałam, w jakim kierunku zmierzamy.
Nie brakuje tutaj humoru sytuacyjnego, a John D. MacDonald z pewnością ma lekkie pióro, dlatego jego twórczość czyta się tak dobrze, mimo że pewne elementy są lekko niedopracowane. Kiedyś usłyszałam określenie „leniwa atmosfera” i chyba idealnie pasuje ono do tej pozycji. Podobał mi się klimat, polubiłam głównego bohatera, fabuła jest na swój sposób wciągająca, choć sam pomysł jest raczej oklepany i dobrze znany w literaturze czy filmie. Przebiegła i ruda to książka typowo rozrywkowa, więc jeżeli poszukujecie czegoś bardziej konkretnego, czegoś mocniejszego, to powinniście poszukać gdzie indziej. Jednak jeżeli macie ochotę na lekki kryminał z nutką sensacji to powinniście być zadowoleni z sięgnięcia po tę powieść!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-16 07:43:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Coraz rzadziej sięgam po książki młodzieżowe, a tym bardziej po takie typowo obyczajowe. Choć cofnięcie się do czasów liceum bywa naprawdę czymś przyjemnym, tak jednak moje postrzeganie świata jest już na nieco innym poziomie. Jednak w ludzkim życiu zdarzają się takie sytuacje i problemy, na które każdy reaguje podobnie, niezależnie od wieku. Najczęściej jest to utrata kogoś bliskiego lub... Coraz rzadziej sięgam po książki młodzieżowe, a tym bardziej po takie typowo obyczajowe. Choć cofnięcie się do czasów liceum bywa naprawdę czymś przyjemnym, tak jednak moje postrzeganie świata jest już na nieco innym poziomie. Jednak w ludzkim życiu zdarzają się takie sytuacje i problemy, na które każdy reaguje podobnie, niezależnie od wieku. Najczęściej jest to utrata kogoś bliskiego lub czegoś, co dawało nam poczucie stabilności. Rozpacz i niemoc rozdzierające w takiej sytuacji nasze serca wywierają na nasze życie taki sam wpływ, niezależnie od tego, na jakim etapie życia się znajdujemy. Jednak kiedy wydaje nam się, że straciliśmy wszystko, że to już koniec… może zdarzyć się coś, co pokaże nam, że to dopiero początek.
Ezra Faulker był kiedyś gwiazdą szkoły. Dobrze zbudowany, przystojny, popularny tenisista spotykający się z najładniejszą dziewczyną w szkolę. Jednak wypadek samochodowy wszystko odmienił i życie Ezry odwróciło się o 180 stopni. Jego kariera sportowa legła w gruzach, dziewczyna zostawiła go dla jego najlepszego przyjaciela, a on stał się odludkiem. Ci wszyscy „wierni przyjaciele” pozostawili go samego sobie i nie raz cisnęło im się na usta słowo „kaleka”. Jednak na drodze Ezry staje Cassidy Thorpe, dziewczyna burza, która uczy się chwytać każdą chwilę, zna dziwaczne słowa i nie boi się wyzwań. Ma w życiu inne priorytety niż bycie ładną i popularną, jednak bywa też niezwykle tajemnicza i nieprzewidywalna. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niepowtarzalnego świata, w którym chłopak będzie miał szansę odnaleźć się na nowo albo całkowicie pogrążyć w rozpaczy.
Nie pytajcie, co mnie zachęciło do przeczytania tej książki. Po prostu poczułam, że może warto dać jej szansę? A moja intuicja nigdy się nie myli! Tak, rzeczywiście z trudem przychodzi mi odnalezienie się w licealnych historiach i początkowo wydawało mi się, że tylko tracę czas z tą powieścią. Jednak zadziwił mnie fakt, że czytało mi się ją z taką lekkością! Choć to nie do końca moja bajka, to historia Ezry mnie wciągnęła. Całość przypomina mi nieco książkę Johnna Greena, Papierowe miasta, które akurat bardzo dobrze wspominam. To historia zagubionego chłopaka, który stracił dawnego siebie, oraz szalonej dziewczyny, która łapie w swoje ręce każdą chwilę, jakby każdy moment był czymś, co może momentalnie pęknąć niczym bańka mydlana. Czy Ezra i Cassidy są swoimi przeciwieństwami? Wydaje mi się, że tak. I choć łatwo się domyślić, że pomiędzy tą dwójką prędzej czy później wywiąże się pewne uczucie, tak od samego początku nie widziałam ich razem. To były dwa przeciwne bieguny, ale osobiście uważam, że takie przyciąganie jest nietrwałe, może coś zmienić, ale nie może zostać na zawsze. Brak mu stabilności. Plusy zawsze trzymają się z plusami, minusy z minusami. Często wiążą się ze sobą, jednak na stałe są tylko w swoim gronie – o ile wiecie, co mam na myśli.
Cassidy to pełna życia dziewczyna, która skrywa w sobie tajemnicę. Może sprawiać wrażenie egoistycznej, ale Ezra z łatwością ulega jej urokowi. Czytelnik obserwuje jak z czystego kumpelstwa, w sposób nienachalny i nieprzesadzony, zaczyna się rodzić coś więcej. Coś intensywnego, ale niepewnego. Tak to chyba bywa z tymi licealnymi miłościami… Ale to właśnie dzięki tej niesamowitej dziewczynie Ezra jest w stanie zacząć żyć na nowo. Rozpiera go energia i wiara w to, że może być lepiej. Zaczyna inaczej widzieć życie i co ciekawe, wcale nie tęskni za dawnym sobą. Wypadek samochodowy zmienił jego postrzeganie świata, a Cassidy zaczęła je kierować na odpowiednie tory. Jednak w tej dziewczynie jest coś tajemniczego… Coś, co w każdej chwili może wybuchnąć. No i wybuchło! Cieszy mnie fakt, że autorka poprowadziła bieg wydarzeń właśnie w taki sposób. Mamy tutaj nagły zwrot akcji, który wprowadza porządne zdezorientowanie, a w sercu czytelnika zasiewa sporą dawkę niepewności, która trzyma go w napięciu aż do ostatniej strony. Liczycie na szczęśliwe zakończenie? Uważajcie! Szczęśliwe zakończenia są tylko kwestią perspektywy.
Choć w dużej mierze jest to książka o licealnych rozterkach bohaterów, w której nie brakuje problemów okresów dorastania i wchodzenia powoli w dorosłe życie czy też licealnych imprez i picia drinków z czerwonych kubeczków, tak poza tym wszystkim pojawia się tutaj coś bardzo życiowego i dającego do myślenia. Podoba mi się to, że wśród książek YA są jeszcze takie powieści, które skupiają się na czymś więcej niż nieszczęśliwa miłość czy też potrafią ją przemienić w taką siłę napędową, dającą wiarę i kopa do działania. Cassidy i Ezra muszą stawić czoła przeszłości, a nie da się ukryć, że każde z nich przeżyło coś, co nie pozostaje bez wpływu na człowieka. Strata. To jest najbardziej odpowiednie słowo, choć każde z nich straciło coś innego. I choć Ezra jest bardzo zakochany, tak będzie musiał pogodzić się z wyborami Cassidy i jej działaniami. Czy to będzie początek końca? Czy początek czegoś nowego? Tego musicie dowiedzieć się sami, ale zakończenie naprawdę mi się spodobało! Nie było do końca oczywiste, a Cassidy wykazała się rozsądkiem i dorosłością. A jeżeli dobrze się przyjrzycie poszczególnym sytuacjom, to z pewnością zauważycie te różnice pomiędzy popularną gromadką licealistów (dawni znajomi Ezry) a tymi, którzy przeszli w życiu coś traumatycznego. To niesamowite, jak bardzo zmieniają się wtedy człowiekowi priorytety.
Początek wszystkiego to dobra i życiowa książka, nie raz skłaniająca do refleksji, w której nadzieja i strata przeplatają się wzajemnie, tworząc sieć, w którą wpadają główni bohaterowie. Nie jest to kolejny typowy romans dla młodzieży, ale przemyślana historia, która potrafi zaskoczyć, a momentami nawet i wzruszyć. Choć niektórzy mogą się nie zgodzić z jej zakończeniem, to po chwili z pewnością zrozumieją, dlaczego autorka postąpiła w taki sposób. Zobaczą dojrzałość decyzji podjętych przez Ezrę i Cassidy. Zrozumieją, że pewne wydarzenia życiowe potrafią sprawić, że czasami trzeba dorosnąć dużo wcześniej niż rówieśnicy, a licealne rozterki i imprezy spadają wtedy na dalszy plan. Nadal uważam, że takie YA nie jest czymś dla mnie, ale potrafię docenić dobre elementy i nauki płynące z tego typu lektur. I naprawdę się cieszę, że pewni autorzy nie skupiają tylko na romansach, ale na czymś więcej.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-16 07:36:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Życie w stylu vege to druga książka Magdaleny Makarowskiej, jednak pierwsza, z którą miałam okazję się zapoznać. Niesamowite jest to, że dzielimy z autorką nie tylko to samo imię, ale również dwa zawody – biotechnologia i dietetyka to dwie dziedziny, które nas łączą. No i jeszcze jedna rzecz – dieta wegetariańska, z którą jestem za pan brat ponad połowę mojego życia! A Życie w stylu vege to... Życie w stylu vege to druga książka Magdaleny Makarowskiej, jednak pierwsza, z którą miałam okazję się zapoznać. Niesamowite jest to, że dzielimy z autorką nie tylko to samo imię, ale również dwa zawody – biotechnologia i dietetyka to dwie dziedziny, które nas łączą. No i jeszcze jedna rzecz – dieta wegetariańska, z którą jestem za pan brat ponad połowę mojego życia! A Życie w stylu vege to świetna pozycja nie tylko dla początkującego wegetarianina, ale dla każdego miłośnika tej diety, bo stanowi czyste kompendium wiedzy oraz mnóstwo smakowitych przepisów, które na pewno wypróbuję!
Choć wiedza, jaka jest tutaj zaprezentowana, nie jest dla mnie niczym nowym, tak niesamowitą przyjemnością było ją sobie ugruntować i odświeżyć, a to dlatego, że jest przedstawiona w znakomity, bardzo przystępny sposób. Zazwyczaj nie zaczynam recenzji od opisu szaty graficznej i sposobu wydania książki, ale w tym przypadku zrobię wyjątek, bowiem to chyba najładniej wydana książka o diecie wegetariańskiej, jaka zagościła na mojej kuchennej półce! Mąż autorki jest fotografem i to on zadbał o to, żeby znalazły się tutaj przepiękne zdjęcia, od których ciężko oderwać wzrok! Ta książka jest pełna idealnie zbilansowanych kolorów, ma świetny format, świetną oprawę i wygląda naprawdę przepięknie! Istny raj dla wzrokowców. Choć oczywiście nie należy oceniać książki po wyglądzie, ale prawda taka, że sama treść i wnętrze są równie bogate.
Każdy rozdział tej książki skupia się na konkretnej grupie produktów, jakie są stosowane w diecie wegetariańskiej. Autorka już na samym początku zaznacza, że najważniejsze jest słuchanie swojego ciała, a nie usilnie ograniczanie się i radykalizacja. Jeżeli chcesz przejść na dietę wegańską, ale czujesz potrzebę zjedzenia jajka, to po prostu to zrób. Wszystko przychodzi z czasem, a ciało wie, czego mu potrzeba. Znajdziemy tutaj informacje o niezbędnikach diety wegetariańskiej, o tak zwanym green foods (siła chlorofilu!), o ziarnach, nasionach i orzechach, o strączkach i superżywności, o witaminowych bombach czy mleku roślinnym. Jest też rozdział w pełni poświęcony kobietom w ciąży, a także małe co nieco o raw food, czyli diecie surowej. W każdym rozdziale znajdziemy nie tylko smakowite przepisy, ale również rzetelną wiedzę o danych produktach – jakie dobroczynne składniki w sobie zawierają, w czym mogą nam pomóc i jak najlepiej je wykorzystać.
Wszystkie przepisy, jakie poleca autorka, są naprawdę łatwe w wykonaniu i nie wymagają od nas wyjątkowych umiejętności kulinarnych. Mamy tutaj do czynienia z pomysłami na szybkie, proste i smaczne dania, które będą dobrym źródłem witamin i składników odżywczych. A te przepiękne zdjęcia zdecydowanie zachęcają do ich wypróbowania. Co więcej, pojawia się tutaj sporo użytecznych ciekawostek, chociażby wskazówki, jak w domowy sposób oczyścić warzywa i owoce z pestycydów czy też w jaki sposób wykorzystać wodę z ciecierzycy albo jak odpowiednio moczyć orzechy i nasiona.
Ta książka to kolejny dowód na to, że dieta wegetariańska jest smaczna, zdrowa i kolorowa. Niesie ze sobą wiele korzyści zdrowotnych i nie ma żadnych problemów z jej odpowiednim zbilansowaniem. Piękne wydanie spotyka się z rzetelną wiedzą, a całość jest przyjemna nie tylko dla oka, ale również dla umysłu. Polecam nie tylko tym, którzy już są na diecie wegetariańskiej, ale przede wszystkim tym, którzy chcą się do niej przekonać. Magdalena Makarowska potrafi być naprawdę przekonująca!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-13 08:42:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Katie Maguire (tom 6)

Bardzo długo zwlekałam z tym, żeby sięgnąć po cykl książek o Katie Maguire. I właściwie wypadałoby zacząć od pierwszego tomu, ale tak jakoś trafiło na szósty. Jednak nie ma w tym nic złego, bowiem każda powieść z tej serii skupia się na innej problematyce, dlatego czytelnik nie ma najmniejszego problemu w tym, aby zrozumieć całkowity sens zawarty w powieści. Może się jedynie pojawić problem z... Bardzo długo zwlekałam z tym, żeby sięgnąć po cykl książek o Katie Maguire. I właściwie wypadałoby zacząć od pierwszego tomu, ale tak jakoś trafiło na szósty. Jednak nie ma w tym nic złego, bowiem każda powieść z tej serii skupia się na innej problematyce, dlatego czytelnik nie ma najmniejszego problemu w tym, aby zrozumieć całkowity sens zawarty w powieści. Może się jedynie pojawić problem z życiem osobistym głównej bohaterki, ale jest to oczywiście sprawa łatwa do nadrobienia! Graham Masterton pisze swoje powieści w takim tempie, że aż dziw człowieka ogarnia. To naprawdę niesamowite, że można w tak krótkim czasie napisać tak wiele wspaniałych książek!
W jednym z domów na przedmieściu w dzielnicy Cork, podczas trwających tam prac remontowych, dochodzi do makabrycznego odkrycia. Robotnicy odnajdują zmumifikowane zwłoki całej rodziny: męża, żony, dwójki ich dzieci, a nawet psa. Wszystko wskazuje na to, że ciała były pochowane pod deskami podłogowymi jakieś 100 lat. Choć policja wie, że sprawca tej zbrodni z pewnością już nie żyje, to postanawia rozwiązać sprawę tajemniczego i brutalnego zabójstwa. Przypada ono w udziale Katie Maguire, która dodatkowo toczy swoją własną walkę z niesamowicie groźnym szefem gangu zajmującego się przemytem. Czy będzie w stanie poradzić sobie z tymi dwiema sprawami? Jedna niezwykle smutna, druga niezwykle niebezpieczna… A gangster nie cofnie się przed niczym i będzie zbierał krwawe żniwo.
Książki Grahama Mastertona pokochałam już lata temu i zalicza się on do grona moich ulubionych autorów. Jest to człowiek, który nie boi się rzucać swoim bohaterom kłód pod nogi, jest to pisarz, który potrafi zaskoczyć i dać czytelnikowi takiego kopa psychicznego, że chwilami nie pozostaje nic innego, jak głośno przekląć z wrażenia, bądź też mocno stwierdzić: „Kuuuuurde, to jest to!”. Nie ma tutaj czegoś takiego jak taryfa ulgowa – Masterton z niezwykłą dokładnością opisuje pogrzebane zwłoki, tortury czy emocjonalne rozterki bohaterów. Można by pomyśleć, że ten człowiek na co dzień obcuje z psychopatami, bo nie brakuje tutaj mocnych, psychodelicznych sytuacji, w których człowiek aż skręca się z bólu i obrzydzenia – wyobraźnia działa. Gdybyście chcieli sprawić, żeby dany człowiek nie ruszał się z łóżka, to co byście zrobili? Większość ludzi po prostu skułaby więźnia kajdankami czy po prostu mocno go przywiązała. Ale wierzcie mi, Graham Masterton ma gdzieś tak prozaiczne metody. On do tego używa… wiertarki. Witamy, tutaj Wasze najgorsze koszmary.
Katie jest postacią, która przypadła mi do gustu. Myślę, że na dłuższą metę mogłybyśmy się zaprzyjaźnić i wiem, że na pewno postaram się jak najszybciej nadrobić pozostałe części z tego cyklu. To konkretna i silna babka, która ma niesamowite wsparcie w swoich towarzyszach. Chwilami aż ciężko uwierzyć w to, jak można się poświęcić dla drugiego człowieka – Kyna jest doskonałym tego przykładem, podejmuje ogromne ryzyko, aby pomóc Katie. Graham Masterton świetnie kreuje swoich bohaterów, zwłaszcza tych złych, tych psychopatycznych, tych złośliwych. Uwielbiam jego czarne charaktery, bo zawsze potrafią przekraczać wszelkie granice. Lubię mocnych i stanowczych ludzi, dodatkowo uważam, że takie właśnie cechy powinny charakteryzować „tych złych”, a Masterton najwyraźniej ma podobne zdanie, bo jest to świetnie widoczne w jego książkach, również w tej.
Fabuła jest naprawdę świetnie skonstruowana, a dwa wątki są ze sobą ładnie i umiejętnie połączone. Z jednej strony toczy się śledztwo dotyczące pogrzebanej rodziny, gdzie pojawia się motyw tajemnicy i zemsty, a z drugiej mamy wątek gangstera, z którym mierzy się Katie. Obydwa są bardzo dobrze dopracowane i wciągające. W tej książce nie brakuje dynamiki i akcji. Jest moc, i to jaka! Masterton bardzo dosadnie prezentuje też wszelkie ludzkie pobudki i emocje, takie jak chęć zemsty, ból i strach, honor i odwaga czy oddanie. Jego powieści są bardzo namacalne, jakby się oglądało naprawdę dobrze zrealizowany film na podstawie świetnego scenariusza. To kawał dobrej lektury, który potrafi trzymać w napięciu aż do ostatniej strony.
Pogrzebani to naprawdę bardzo dobra pozycja, która uświadomiła mi, jak bardzo tęskniłam za twórczością Grahama Mastertona, bo ostatnio było nam jakoś nie po drodze. Wiem jednak, że zawsze chętnie będę sięgać po jego powieści, choć może nie wszystkie są idealne, ale cykl o Katie zapowiada się naprawdę świetnie. Nie przeszkadza mi to, że zaczęłam od szóstego tomu, ale chętnie zapoznam się z wcześniejszymi sprawami Maguire, a i nie omieszkam sięgnąć po kolejne, gdy tylko pojawią się na rynku. To konkretna i dobrze napisana pozycja, która nie raz wbije Was w fotel bądź też sprawi, że krzykniecie z wrażenia. Zdecydowanie polecam!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-09 19:18:41
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Mimo moich win (tom 1)
 
2017-06-09 19:18:30
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Żniwa śmierci (tom 1)
 
2017-06-08 19:25:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Zdarza mi się za dużo myśleć, jasne? Mój umysł jest jak komputer, na którym ktoś otworzył zbyt wiele programów. Jestem też po prostu bardzo inteligentna, a bardzo inteligentni ludzie mają dużo myśli, ale to są wszystko genialne myśli.”
Po genialnej Margo Tarryn Fisher wiedziałam, że sięgnę w ciemno po każdą jej nową powieść, jaka pojawi się na rynku. Opowieść o młodej dziewczynie z „lekkimi”...
„Zdarza mi się za dużo myśleć, jasne? Mój umysł jest jak komputer, na którym ktoś otworzył zbyt wiele programów. Jestem też po prostu bardzo inteligentna, a bardzo inteligentni ludzie mają dużo myśli, ale to są wszystko genialne myśli.”
Po genialnej Margo Tarryn Fisher wiedziałam, że sięgnę w ciemno po każdą jej nową powieść, jaka pojawi się na rynku. Opowieść o młodej dziewczynie z „lekkimi” zaburzeniami psychicznymi była po prostu doskonałą książką, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Do tej pory ta historia siedzi mi w głowie, dlatego z ogromną przyjemnością sięgnęłam po Bad Mommy, tym bardziej, że kilkukrotnie usłyszałam, że jest jeszcze lepsza niż Margo. Osobiście uważam, że lepsza nie jest, ale to kolejna książka Tarryn Fisher, która przypadła mi do gustu. Nie tak bardzo jak poprzednia, ale Bad Mommy zdecydowanie jest dobrym thrillerem psychologicznym.
Początkowo rozgrywające się tutaj wydarzenia poznajemy z punktu widzenia tajemniczej Fig, dlatego byłam przekonana, że to ona jest główną bohaterką tej powieści. To młoda kobieta, która próbując zapomnieć o traumatycznej przeszłości, zaczyna żyć życiem innych osób. Zatraca gdzieś dawną siebie i robi wszystko, aby wejść w skórę swojej sąsiadki, Jolene. Już początkowe rozdziały sprawiły, że moim umyśle zaczął rozgrywać się pewien psychodeliczny scenariusz, który jednak był zbyt przewidywalny jak na umiejętności Tarryn Fisher. Dlatego zlekceważyłam go i dałam się ponieść lekturze, co nie było trudnym zajęciem, bowiem ta powieść naprawdę wciąga i przeczytałam ją w mgnieniu oka.
„Dlaczego ciągle zapewniam ludzi, że nie jestem wariatką? Dlatego że oni wszyscy są tacy normalni, nudni?”
Fig jest postacią ciekawą, nieco psychodeliczną, ale tak naprawdę pozostali bohaterowie też nie funkcjonują do końca normalnie. Jolene jest taką niewinną i bardzo ufną istotą, która nie dostrzega złych rzeczy – a to może ją doprowadzić do zguby. Jej mąż, Darius, to z zawodu psycholog, a oni podobno nigdy nie są do końca normalni. Rozwój wydarzeń zaczynamy także poznawać z ich punktu widzenia, a właściwie mamy tutaj do czynienia z takim czasowym podziałem – narracje nie mieszają się ze sobą, każdy kolejny bohater przejmuje stery i opowiada nam dalszy bieg tej historii. Było to ciekawe zagranie ze strony autorki, którego się nie spodziewałam, ale okazało się być idealne ku temu, aby lepiej poznać każdego z bohaterów. Ujrzenie pewnych wydarzeń z różnych perspektyw sprawiło, że łatwiej było dostrzec tutaj pewną logikę i sens całej opowieści.
Tarryn Fisher z pewnością potrafi namieszać czytelnikowi w głowie. W taki sposób kieruje fabułą, że pojawia się możliwość podążenia w wielu różnych kierunkach, z których każdy mógłby być przez nią równie dobrze zrealizowany. Mimo wszystko cały czas zastanawiałam się, w którą stronę pójdziemy i jak bardzo psychodelicznie zakończy się historia Fig, Dariusa i Jolene. Okazało się jednak, że Margo była dużo bardziej popieprzona niż Bad Mommy, dlatego też bardziej mi się podobała. Autorka sama postawiła sobie wysoko poprzeczkę, ale z drugiej strony ta powieść porusza zupełnie inną tematykę, więc też musiała zostać inaczej przedstawiona. Owszem, żałuję, że nie było tutaj mocniejszego zakończenia, ale i tak uważam, że jest to dobry thriller psychologiczny, napisana w specyficznym, ale bardzo klimatycznym stylu.
„Myślałam o samobójstwie przynajmniej dwa razy w tygodniu. Oczywiście nie w dramatyczny sposób – no, może trochę.”
Choć Bad Mommy nie wywarło na mnie takiego wrażenia, jakiego bym oczekiwała, to i tak jest to książka, z którą warto się zapoznać. Twórczość Tarryn Fisher ma w sobie coś niepowtarzalnego. Warto po nią sięgnąć z tego powodu, że potrafi zaskoczyć i trzymać w napięciu, nie jest taka oczywista, jakby się wydawało, a specyficzna atmosfera udziela się czytelnikowi już od pierwszych stron. To bardzo życiowa i dosadna historia, z pełnokrwistymi bohaterami, w której obsesja i niedopowiedzenia mieszają się ze sobą, tworząc niesamowity obraz brutalnej rzeczywistości. Rzeczywistości, która naprawdę mogłaby zaistnieć, nawet tuż obok Was. Rzeczywistości, której moglibyście być częścią, nawet o tym nie wiedząc.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-08 19:18:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

„Bo przecież właśnie tego wszyscy tak naprawdę szukamy, prawda? Kogoś, kto uporządkuje bałagan w naszych głowach.”
Jeżeli weźmiemy pod uwagę sukces książek, które w tytule mają słowo „girl”, przestaniemy się dziwić, że na rynku wydawniczym co jakiś czas pojawia się kolejna taka pozycja. The Girl Before, w polskim wydaniu Lokatorka, to thriller psychologiczny przywodzący na myśl podobne...
„Bo przecież właśnie tego wszyscy tak naprawdę szukamy, prawda? Kogoś, kto uporządkuje bałagan w naszych głowach.”
Jeżeli weźmiemy pod uwagę sukces książek, które w tytule mają słowo „girl”, przestaniemy się dziwić, że na rynku wydawniczym co jakiś czas pojawia się kolejna taka pozycja. The Girl Before, w polskim wydaniu Lokatorka, to thriller psychologiczny przywodzący na myśl podobne powieści, takie jak Zaginiona dziewczyna czy słynna Dziewczyna z pociągu. Utrzymana w podobnym klimacie, napisana z niesamowitą dbałością o szczegóły, okazała się być doskonałą, choć pod pewnymi względami nieco przewidywalną lekturą. Jednak zdecydowanie jest tu wiele dobrych elementów, które zasługują na uwagę i uznanie.
Do niepowtarzalnego domu przy Folgate Street 1 wprowadza się młoda para, Emma i Simon. Są w sobie bardzo zakochani, szczęśliwi i planują wspólną przyszłość. Przeprowadzka jest dla nich szansą na nowe życie i zapomnienie o bolesnych przeżyciach z przeszłości. Emma boryka się z traumą i stresem pourazowym po tym, jak została napadnięta w ich poprzednim mieszkaniu. A dom przy Folgate Street 1 jest wyjątkowo bezpieczny. To nowoczesna architektura, w której technologia ułatwia mieszkańcom wykonywanie codziennych czynności. Zapamiętuje tego, kto w nim mieszka, jaką temperaturę wody pod prysznicem lubi, wyczuwa nastrój, kontroluje stan zdrowia… Niczym sztuczna inteligencja, dom staje się nie tylko miejscem zamieszkania, ale czymś znacznie więcej. Dlatego tak ciężko jest zostać jego mieszkańcem – nie każdemu się to udaje, bowiem jego twórca wymaga od mieszkańców podpisania bardzo skomplikowanej umowy…
Akcja tej powieści rozgrywa się dwutorowo: przed i po. Przed to wydarzenia przedstawione z perspektywy Emmy, młodej kobiety, która próbuje dojść do siebie po brutalnym napadzie. Jej chłopak, Simon, wspiera ją jak tylko może. Chcąc zapomnieć o przeszłości szukają nowego miejsca zamieszkania, jednak Emma nigdzie nie czuje się bezpiecznie. Dopóki nie przekracza progu domu przy Folgate Street 1 zaprojektowanego przez ekscentrycznego i tajemniczego architekta, Edwarda Monkforda. Zanim będzie można otrzymać klucze do niezwykle stylowego, utrzymanego w stylu minimalistycznym budynku, trzeba wypełnić szczegółowy formularz, w którym nie brakuje dziwnych pytań. Co więcej, trzeba podpisać umowę, której warunki są dosyć niepowtarzalne. Nie wolno w domu trzymać książek, nie wolno kłaść ubrań na wierzchu, a właściciel w każdej chwili może przeprowadzić inspekcję mającą na celu sprawdzenie, czy warunki umowy są odpowiednio przestrzegane.
Po to wydarzenia przedstawione w perspektywy Jane. To również młoda kobieta borykająca się z traumą, jaką była utrata dziecka. Choć dom Monkforda skrywa w sobie mroczne tajemnice i ma smutną historię, Jane wydaje się być zadowolona z przeprowadzki. Nie przeszkadza jej to, że niegdyś w tym domu doszło do tragicznego wypadku. Nie przeszkadza jej to, że w ogrodzie jest grób. Co ciekawe, Edward Monkford intensywnie interesuje się mieszkańcami swojego apartamentu. Jane i Emma szybko ulegają jego urokowi, co oczywiście niesie ze sobą pewne konsekwencje. Ta książka jest bardzo złożona, a my naprzemiennie poznajemy obydwie historie. Krok po kroku odkrywamy tajemnice skrywane przez wszystkich bohaterów. Wkrótce dowiadujemy się, jaka zbrodnia miała miejsce w domu przy Folgate Street. Wiele podejrzeń zostaje skierowanych na Edwarda Monkforda, ale tak naprawdę pojawia się jeszcze kilka innych postaci, które mogą być za to odpowiedzialne. Delaney dba o to, aby namącić czytelnikowi w głowie, choć ja miałam swojego „faworyta” już od początku i moje przypuszczenia okazały się być słuszne. Jednak przyznam szczerze, że chwilami miałam w tej kwestii pewne wątpliwości. Autor wytwarza tak niesamowity klimat, tak kieruje fabułą, że chwilami naprawdę można się poczuć niepewnie.
Do myślenia z pewnością daje motyw samego domu zaprojektowanego przez Edwarda Monkforda. Jest naprawdę niesamowity, ale osobiście nie odważyłabym się w nim zamieszkać. Nie jestem minimalistką, więc zdecydowanie bym się tam nie odnalazła. Jednak Emma i Jane wydają się idealnie tam pasować. Sam Monkford jest postacią niezwykle interesującą. Z pozoru zimny, ale stanowczy, tajemniczy i porywający. Ma w sobie ten samczy magnetyzm, dlatego bohaterki z taką łatwością padają mu w ramiona. Monkford jasno stawia warunki i wie, czego oczekuje od związków i od życia. Sprawia wrażenie socjopaty, a samo to, że Jane i Emma są niezwykle podobne do jego zmarłej żony, z pewnością nie jest tutaj czymś, co można by zlekceważyć. Delaney tak sprytnie wplata do swojej powieści pewne wątki, że czytelnik zostaje całkowicie omamiony. Od tej książki nie sposób się oderwać. Choć podejrzewałam, jak to wszystko się skończy, i w dużej mierze moje wizje się spełniły, to ciekawość i napięcie trzymały mnie w ryzach do ostatniej strony, podczas czytania której miałam ciarki na plecach.
Lokatorka jest napisana niezwykle płynnym językiem i wciąga już od samego początku. Czyta się ją wręcz genialnie, z ogromnym zaangażowaniem. To świetnie wykreowane postaci i wciągająca fabuła, tajemnice pojawiające się na każdym kroku, morderstwo doskonałe, namiętność i żądza, potrzeba bezpieczeństwa i nadzieja na nowy start w życiu. Autor zaprezentował światu swoją wizję z niezwykłą dbałością o szczegóły. Jestem przekonana, że książka ta porwie całe mnóstwo czytelników, bo to naprawdę dobry thriller psychologiczny, z którym warto się zapoznać. Zdecydowanie nie możecie przegapić tej powieści!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-08 19:09:49
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Ileż to razy słyszałam w swoim życiu, że dieta wegańska to ograniczanie się. Że na diecie wegańskiej nie da się odpowiednio zbudować masy mięśniowej. Że weganie to słabiaki, które się katują i sami sobie odmawiają przyjemności. Ciekawi mnie zatem jedno – dlaczego coraz więcej ludzi przekonuje się do diety roślinnej? Bo chcą być słabi i pozbawieni energii? Kto przy zdrowych zmysłach pragnąłby... Ileż to razy słyszałam w swoim życiu, że dieta wegańska to ograniczanie się. Że na diecie wegańskiej nie da się odpowiednio zbudować masy mięśniowej. Że weganie to słabiaki, które się katują i sami sobie odmawiają przyjemności. Ciekawi mnie zatem jedno – dlaczego coraz więcej ludzi przekonuje się do diety roślinnej? Bo chcą być słabi i pozbawieni energii? Kto przy zdrowych zmysłach pragnąłby czegoś takiego? Zatem szanowni państwo… Chętnie rozwieję Wasze wątpliwości! A zwłaszcza wątpliwości typowych mięsożerców, którzy mają niesamowicie ograniczone myślenie (nie mówię, że wszyscy, ale ci najbardziej rygorystyczni, głoszący hasła w stylu „dzisiaj wege, jutro homo”). A pomoże mi w tym książka Brendana Braziera, Wege siła!
Brendan Brazier zyskał miano jednego z najbardziej inspirujących wegan wszech czasów. To były triatlonista i dwukrotny zwycięzca kanadyjskiego ultramaratonu, który w pewnym punkcie swojego życia skierował się ku diecie roślinnej. Dzięki niej pozbył się nadmiernego stresu, poprawił swoją kondycję i stan zdrowia, a swoimi pomysłami i doświadczeniami postanowił podzielić się z innymi, czego wynikiem jest właśnie ta książka. To w niej obala mity na temat tego, że dieta wegańska jest nieodpowiednia dla sportowców. Kochani, najnowsze wyniki badań świadczą o tym, że odpowiednio zbilansowana dieta roślinna jest dobra dla każdego! Przy odpowiednim poziomie wiedzy jesteśmy w stanie w taki sposób komponować swój jadłospis, że nie grożą nam żadne niedobory!
W książce tej można wyróżnić dwie zasadnicze części. Pierwsza z nich to historia autora i teoria dotycząca weganizmu, w której autor opisuje jej wpływ na ludzki organizm oraz prezentuje kilka podstawowych produktów, z którymi każdy weganin powinien się zaprzyjaźnić. Porusza również tematykę alergii pokarmowych i odpowiedniego nawodnienia organizmu. Dla wielu osób przechodzących na tę dietę ogromne znaczenie ma środowisko, więc o tym autor również wspomina, a właściwie poświęca tej tematyce cały rozdział. Dobrze też wiemy, że podstawowym elementem zdrowego stylu życia jest aktywność fizyczna, o czym Brazier również nie zapomina. Przedstawia 8 najważniejszych substancji odżywczych dla sportowców, opisuje posiłki przed i potreningowe, a także produkty zasadotwórcze. Druga część to 12-tygodniowy plan żywienia – 3 miesiące wspaniałej przygody, którą polecam każdemu! Jest tu sporo przepisów (ponad 100), ale także plan posiłków oraz podstawowa lista zakupów czy wymagany sprzęt kuchenny. I wierzcie mi, dieta wegańska wcale nie jest taka skomplikowana, jak niektórzy ją postrzegają.
Wege Siła to jedna z bardziej rzetelnych i konkretnych pozycji dotyczących diety wegańskiej. Autor dzieli się z nami wiedzą, jak i swoimi przeżyciami, w bardzo przyjemny i przystępny sposób. Zaprezentowane przez niego przepisy sprawiają, że ślinka cieknie, a my mamy ochotę od razu zaszyć się w kuchni! To bardzo motywująca pozycja, która pozytywnie nastraja do diety wegańskiej. Dzięki niej można zredukować tkankę tłuszczową, zwiększyć odporność organizmu, poprawić jego wydolność, pozbyć się stresu i bezsenności… A to tylko początek tych dobrych zmian! Mówi się, że weganizm to nie tylko dieta, to styl życia. W pełni się z tym zgadzam, bo porzuca się wtedy złe nawyki, zaczyna się inaczej postrzegać świat i ma się większą świadomość swojego ciała. A obserwacja zachodzących w nas zmian jest czymś niesamowitym!
Książka Brendana Braziera to naprawdę dobra rzecz. Porządna publikacja na temat roślinnej diety i sportu, która idealnie łączy ze sobą te dwa tematy. Dzięki niej przekonacie się, że weganizm to zmiana na lepsze, a przy okazji zobaczycie, że jest to kuchnia pełna barw, smaków i niesamowitych kombinacji. Nie musicie rezygnować nawet z pizzy czy frytek, wszystko da się przygotować w smaczny i odżywczy sposób! Zdrowa pizza? Zdrowe słodycze? Tak, to wszystko jest możliwe! Gorąco polecam tę publikację wszystkim, którzy interesują się dietetyką, poszukują inspiracji, chcą zmienić swój sposób odżywiania i starają się przekonać do weganizmu. Ta książka będzie dla Was nie tylko inspiracją, ale i świetnym poradnikiem!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-08 18:59:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Po Najmroczniejszy sekret sięgałam z ogromną nadzieją na to, że otrzymam powieść genialną, która całkowicie wbije mnie w fotel. Świadczyły o tym wszystkie pochwały lecące w stronę Alex Marwood, a także ilość nagród, jakie autorka zdobyła dzięki swoim powieściom. Choć miałam w planach zarówno Dziewczyny, które zabiły Chloe oraz Zabójcę z sąsiedztwa, to w pierwszej kolejności przyszło mi się... Po Najmroczniejszy sekret sięgałam z ogromną nadzieją na to, że otrzymam powieść genialną, która całkowicie wbije mnie w fotel. Świadczyły o tym wszystkie pochwały lecące w stronę Alex Marwood, a także ilość nagród, jakie autorka zdobyła dzięki swoim powieściom. Choć miałam w planach zarówno Dziewczyny, które zabiły Chloe oraz Zabójcę z sąsiedztwa, to w pierwszej kolejności przyszło mi się jednak zapoznać właśnie z tą powieścią. Nie jestem więc w stanie ocenić, czy Alex Marwood stale utrzymuje dobry poziom swoich książek, nie mogę też się odnieść do jej poprzednich dzieł, ale mogę śmiało napisać, że Najmroczniejszy sekret to książka dobra, aczkolwiek nie idealna.
Akcja powieści rozgrywa się w dwóch punktach czasowych. Z jednej strony cofamy się dwanaście lat wstecz, kiedy to Sean Jackson obchodził swoje pięćdziesiąte urodziny. Szykowna impreza, mnóstwo gości, szalony wieczór i niezapomniane spotkania… a to wszystko w połączeniu ze strumieniami alkoholu i grupką małych dzieci pozostawionych po części samym sobie. To właśnie tego feralnego wieczoru trzyletnia Coco, córka Seana, rozpłynęła się w powietrzu. Poszukiwania i policyjne dochodzenie nie przyniosły żadnego efektu, więc nadzieja na to, że Coco kiedyś powróci, legła w gruzach. Pozostał tylko jej mały klon – jej siostra bliźniaczka, Ruby. Drugi tor akcji to wydarzenia teraźniejsze, kiedy Sean Jackson umiera, a cała rodzina i uczestnicy tamtego słynnego przyjęcia, ponownie mają okazję spotkać się ze sobą, choć w tak niefortunnych okolicznościach. Jednak napięta atmosfera sprawia, że na jaw wychodzą nowe fakty związane z zaginięciem Coco… Co naprawdę wydarzyło się tamtego wieczoru?
Nie jestem do końca pewna, co powinnam myśleć o tej powieści. Z jednej strony jest naprawdę dobrze napisana, język autorki jest po prostu świetny i widać, że ma ona wszystko przemyślane w najmniejszym calu. Książka jest dopracowana i napisana z dbałością o szczegóły, fabuła potrafi wciągnąć, ale jak dla mnie jest tutaj za mało czegoś mrocznego, za mało tajemnicy, a rozwiązanie zagadki zaginięcia Coco okazało się być zatrważająco proste. A może nawet nie samo rozwiązanie, co po prostu samo odkrycie tego, co się wtedy wydarzyło. Bo owszem, nie jest to oczywiste od samego początku i autorka daje nam różne tropy, ale tak naprawdę ciężko jest wpaść na to, co się mogło stać z dziewczynką. Pojawia się kilka takich elementów, które skłaniają nas ku pewnym teoriom, jednak prowadzenie czytelniczego śledztwa jest tutaj niewykonalne. Jednak gdy już doszłam do momentu, w którym prawda wyszła na jaw, poczułam się lekko rozczarowana.
Pojawia się tutaj sporo bohaterów, co z początku jest nieco mylące i ciężko się jest w nich wszystkich połapać. Nawet pod koniec powieści nie byłam do końca pewna, kto jest kim, przynajmniej jeśli chodzi o tych drugoplanowych bohaterów. Jednakże zdecydowanie nie można odmówić autorce umiejętności kreowania postaci, bowiem najważniejsze z nich są naprawdę dobrze zaprezentowane. Świetnie przedstawione są również relacje między nimi, a jest ich sporo, bowiem Sean Jackson nie stronił od różnego rodzaju znajomości, łącznie miał cztery żony i kilka dzieci, toteż bliźniaczki nie były jedyne. A wiecie jak to bywa w tak wielkich rodzinach… „Wszystkie dzieci nasze są” to jedno wielkie kłamstwo. Tam zawsze panuje zawiść i niechęć, które skrywane są pod fałszywym uśmiechem.
Łatwo jednak zauważyć, że jest to opowieść o ludziach próżnych, skupiających się na tak mało istotnych rzeczach, że zapominają o tym, co ważne. Żyją niczym celebryci i takie role odgrywają, ale tak naprawdę wydają się być puści w środku, zadufani w sobie, zamknięci w swojej szklanej bańce. To ofiary własnego egoizmu, własnej pychy, własnego wyobrażenia o sobie. Choć miał to być thriller psychologiczny, to momentami bardziej przypominał zwyczajną powieść obyczajową. Mało tutaj odpowiedniej atmosfery, o typowej zbrodni mówić tutaj nie można, a i chwilami brakowało odpowiedniej dynamiki, tempa i napięcia, które nie pozwoliłoby czytelnikowi uciekać myślami gdzieś indziej.
Najmroczniejszy sekret to książka napisana bardzo dobrym językiem, ale czegoś mi w niej po prostu zabrakło. Po tak wielu pozytywnych opiniach na temat Alex Marwood spodziewałam się powieści, która wbije mnie w fotel, ale niestety tak nie było. Było poprawnie, ale nie mogę napisać, żeby ta powieść mnie całkowicie porwała.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-06-04 13:46:34
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2017-06-03 20:52:14
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Moja biblioteczka
2104 772 5562
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (172)

Ulubieni autorzy (14)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (202)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd