Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
7,52 (10816 ocen i 611 opinii) Zobacz oceny
10
855
9
2 021
8
2 551
7
3 283
6
1 200
5
589
4
140
3
126
2
25
1
26
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Lord of the Flies
data wydania
ISBN
9788308049181
liczba stron
256
język
polski
dodał
Aesir

Opowieść paraboliczna o grupie młodych chłopców, którzy ocaleli z katatastrofy lotniczej w okresie nieoznaczonego konfliktu nuklearnego. Rozbitkowie znajdują schronienie na nieznanej, egzotycznej wyspie. Pomimo różnic charakterologicznych, podjęta zostaje przez nich próba rekonstrukcji cywilizacji w obcym zakątku świata. Niestety rozsądne i roztropne wysiłki części chłopców obracane są w...

Opowieść paraboliczna o grupie młodych chłopców, którzy ocaleli z katatastrofy lotniczej w okresie nieoznaczonego konfliktu nuklearnego. Rozbitkowie znajdują schronienie na nieznanej, egzotycznej wyspie. Pomimo różnic charakterologicznych, podjęta zostaje przez nich próba rekonstrukcji cywilizacji w obcym zakątku świata. Niestety rozsądne i roztropne wysiłki części chłopców obracane są w niwecz, gdy grupa stopniowo upada w barbarzyństwo i dzikość.
Książka opatrzona wstępem autorstwa Stephena Kinga, nagrodzona literackim Noblem w 1983 roku.

 

źródło opisu: Opis autorski

źródło okładki: http://test.wydawnictwoliterackie.pl/storable/prod...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 135
Renegi Grene | 2017-06-01
Na półkach: Przeczytane, Ulubione

"Władca much" to książka, która rozgrzebała wszystkie moje traumy, lęki i złości. Mocno chciałabym podejść do niej obiektywnie, lecz obawiam się, że nie jest to możliwe. W zasadzie na każdej stronie autor dosłownie rozdrapywał wszystkie moje rany, zmuszając do mierzenia się z tym, o czym wolałabym już nigdy więcej nie myśleć. Mimo wszystko nie zdecydowałam się zrezygnować z lektury licząc, że może jednak się mylę. Może świat nie jest skonstruowany w taki sposób. Brnęłam więc ku końcowi, przedzierając się przez coraz gęstsze zarośla pełne kolców. Dzieło Goldinga nie jest książką łatwą - choć napisano ją językiem prostym i zrozumiałym, nie da się jej tak po prostu przełknąć, bez mierzenia się z tematami, które są po prostu bolesne i których na co dzień wolelibyśmy raczej uniknąć. Mimo wszystko uważam, że każdy powinien ją znać i przeanalizować to, co jest w niej zawarte. Jest niczym najeżona igłami pigułka, którą trzeba przełknąć.

Sięgając po "Władcę much" zdecydowałam się na wersję oryginalną. Po przeczytaniu dopiero wypożyczyłam również wersję polską, by niczego nie uronić z treści. Uważam, że podjęłam dobrą decyzję, ponieważ pozwoliło to mi czytać wolniej, z większym skupieniem. Często stosuję tę metodę, gdy nie chcę przez książkę przebiec, a ostrożnie przejść, rozglądając się z uwagą. Golding zaś używa języka, który sprzyja "połykaniu" kolejnych stron. Mimo że od napisania "Władcy..." minęło ponad pół wieku, powieść ta jest ze wszech miar aktualna - gdyby nie fakt, że już przedtem wiedziałam, kiedy powstała, nie zorientowałabym się tego w trakcie lektury. Jedyne, co jest tam archaiczne, to potoczny język używany czasami przez chłopców - już z mojej perspektywy (pokolenie lat 80.) mocno trąci myszką, zwłaszcza w polskim tłumaczeniu. Mimo wszystko sama historia jest ponadczasowa, rzekłabym nawet, że z roku na rok nabiera na aktualności. Codziennie widzimy to, co opisano w tej książce. Otaczają nas jej bohaterowie, wracający powoli niechętnym krokiem ze szkoły/z pracy, nadmiernie powoli, powtarzając to samo pytanie przez większość życia: czemu mnie nienawidzisz? Czemu mną pogardzasz?

Pierwsze, co rzuca się w oczy w powieści Goldinga, jest właśnie pogarda. Z pogardą zwraca się do Prosiaczka nawet Ralph, nasz błękitnooki chłopiec - bohater, nasza gwiazda. Przyznaję szczerze, że początkowo nie czułam sympatii do Ralpha. Wydawał mi się nadmiernie pewny siebie, wyniosły, złośliwy i nieprzyjemny. Dopiero w konfrontacji z resztą chłopców, w większej grupie, pokazał swoje pozytywne oblicze. Zupełnie odwrotnie było z Rogerem, który wzbudził moje zaufanie i ujawnił prawdziwą naturę przy Jacku - jak groźna substancja chemiczna, reagująca dopiero pod wpływem odczynnika. Jedyną postacią, do której automatycznie czułam sympatię, był Prosiaczek. W przeróżnych opracowaniach, testach i sprawdzianach padało zawsze pytanie: "Czemu chłopcy odrzucili Prosiaczka?". Mimo usilnych starań nie mogłam pojąć czemu. Coś w moim umyśle jest tu zablokowane. Czegoś brakuje mi, by to dostrzec.

Tworząc swoją opowieść William Golding wyraźnie odwołuje się do klasycznych powieści przygodowych opisujących dzieci w podobnej sytuacji. Kilkakrotnie wskazuje "Wyspę skarbów" i "Wyspę koralową". Autor pokazuje nam "palcem", z czym mamy porównać to, co dzieje się na wyspie, ironicznie śmiejąc się: oto wasza przygoda! Oto nasze "Dwa lata wakacji", nasza "Błękitna laguna", nasz Robinson Crusoe, który nie jest superbohaterem, ale zimnokrwistym mordercą. Nie bez powodu Golding wybrał na bohaterów dzieci. Powieść powstała przed epoką "złych słodkich dziewczynek" z horrorów. Czytelnikowi z lat 50. nie przyszłoby do głowy, że dzieci mogą nie być słodkie i niewinne. I choć bohaterowie odwołują się do dorosłych jako swoistej instancji wyższej, zaryzykuję stwierdzenie, że umieszczenie na wyspie grupki dorosłych niewiele by zmieniło. Jak dla mnie wybór dziecięcego bohatera ma zwiększać kontrast, być szkłem powiększającym ukazującym jeszcze wyraźniej to, co nas tak szokuje: że w sprzyjających okolicznościach nawet z ludzi cywilizowanych wychodzą pierwotne instynkty. Co więcej, że każdy z nas ma w sobie coś dzikiego. W końcu nie ma osoby z krystalicznie czystym sumieniem. Jedyne, co nas ratuje, to - wedle autora - cywilizacja, trzymająca w ryzach ludzkość. Gdy odrzucimy reguły cywilizacji, dochodzi do katastrofy.

Kolejnym wnioskiem, który otrzymujemy po przeczytaniu książki jest przykra świadomość niemożliwości ucieczki przed złem. Nie lubimy o tym myśleć, dlatego tak uderzają nas filmy w rodzaju "Niebiańskiej plaży" czy "Osady". Golding przypomina nam, że od zła nie da się zwiać nigdzie, ponieważ w dowolne miejsce na świecie ktoś z nas przemyci je w sobie.

Mimo mnogości alegorycznych i symbolicznych treści we "Władcy much", opowieść ta wciąż pozostaje dla mnie głównie przedstawieniem reguł rządzących grupą ludzi. Jakąkolwiek grupą: uczniów, pracowników, turystów na wycieczce. "Masz się dobrze bawić" - nakazuje Władca Much. Masz się bawić, albo cię zniszczę. Wypchnę cię poza obręb naszej rajskiej wyspy. Nie próbuj przypominać nam zasad, nie psuj nam zabawy. Widzimy to niemal codziennie, wystarczy się tylko odwrócić. Demon o świńskiej głowie doskonale radzi sobie w realiach współczesnej cywilizacji. To on nakazuje uśmiercać przez robione z ukrycia zdjęcia, fałszywe konta na facebooku, chamskie wiadomości. Wizja Goldinga jest wybitnie pesymistyczna. Chcę mimo wszystko wierzyć, że za bardzo. Że nie zawsze trzeba liczyć na załogę statku, która nas uratuje. Trudno mi w to uwierzyć, ale nie chcę żyć w świecie, którym rządzi Władca Much.

http://gotczyta.bloog.pl/id,361074269,title,Muchy-i-ludzie,index.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Patrz! Jest

"Miłość i wolność są jak para koni w jednym zaprzęgu, Jeśli ściągnąć cugle jednemu dławi się drugi." - cytat z książki Książka jest prawdzi...

zgłoś błąd zgłoś błąd