rozwiń zwiń

Anegdoty losu. Antologia nowel i opowiadań duńskich

Okładka książki Anegdoty losu. Antologia nowel i opowiadań duńskich
Hans Christian AndersenKaren Blixen Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich literatura piękna
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Tytuł oryginału:
Hosekraemmeren, Den grimme aelling etc.
Data wydania:
1976-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1976-01-01
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Anegdoty losu. Antologia nowel i opowiadań duńskich w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Anegdoty losu. Antologia nowel i opowiadań duńskich

Średnia ocen
7,7 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
508
188

Na półkach:

KRÓTKO
Udana randka z duńską literaturą. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

***
DŁUŻEJ

Jak dotąd, zdecydowanie częściej obcowałem z klockami Lego niż z duńską literaturą. To się jednak wkrótce zmieni, a wszystko za sprawą bardzo solidnej antologii opowiadań duńskich pt. "Anegdoty losu".

Zbiór zawiera 34 opowiadania różnych autorów z lat 1829 – 1974. Wśród nazwisk m.in. Hans Christian Andersen, Karen Blixen, noblista z 1944 roku Johannes Jensen, słynny farerski pisarz i poeta Andreas William Heinesen, czy filozof i poeta romantyczny Søren Kierkegaard. Od razu uspokajam – nie znajdziemy tu żadnych wierszy (ufff). Tylko proza.

Przekrój stylistyczny bardzo szeroki. Od typowych przypowieści ludowo-bajkowych ("Orli lot"), przez rubaszne filozofowanie ("Cała ich gadanina o pięknie" Rifbjerga), sprawne obyczajówki ("Pani Fønss" Jacobsena), opowiadanie szpiegowskie, elementy fantastyki a nawet grozy, po literackie eksperymenty. Każdy znajdzie coś dla siebie.

***

10 opowiadań, które najbardziej przypadły mi do gustu to:

10. Paul Vad – "Strażnik"

Strażnik muzealny uwięziony w rutynie dnia codziennego. Samobójstwo żony popycha go do realizacji śmiałego planu, który sprawi, że o muzeum stanie się głośno…

09. Anders Bodelsen - "Człowiek się z tym rodzi"

Zgrabna szpiegowsko-psychologiczna miniatura. Alice Badram to jedna z najciekawszych postaci kobiecych w całej antologii.

08. Steen Steensen Blicher - "Wędrowny kramarz"

Najstarsza opowieść (1829 r.) w kolekcji, a wciąż się broni. Wędrowny kramarz w jednej z wiosek staje się świadkiem miłosnej sceny – młody mężczyzna wyrusza zbić majątek, bo tylko wtedy ojciec dziewczyny zgodzi się na ich ślub. Wiele lat później kramarz przypadkiem trafia w to samo miejsce. Postanawia sprawdzić, jak potoczyły się losy młodych zakochanych. Nie spodziewa się tego, co zastanie na miejscu…

07. Dorrit Willumsen - "Komplikacja"

Bardzo oryginalna miniaturka napisana sterylnym językiem. Koniecznie! Szczególnie miłośnicy prozy nietypowej oraz psychologicznej analizy relacji małżeńskich.

Przygląda się jego porannym czynnościom. Jasnożółte okruchy rozsypane na ciemnoniebieskim krawacie, wgryzły się jak godło spożywania. Wargi z jawnym zadowoleniem zamykają się na miękkich bułczanych kęsach – tak wielkich, że zaczyna snuć wyobrażenia o jego wydzielaniu śliny.

Z pewnością, aby obronić się przed jej badawczym wzrokiem posuwa teraz na jej pole miseczkę z marmoladą. Czysto taktyczny chwyt, lecz przejrzysty.

06. William Heinesen - "Ogród szaleńca"

Wysmakowana literacko historia znajomości dwóch dzieciaków: Kristelli i Marseliusa, którzy podczas wspólnych zabaw często zakradają się do owianego złą sławą Ogrodu Szaleńca. Kim jest tytułowy szaleniec – Jordanson? Tego być może dowiecie się z tego onirycznego zapisu dojrzewania, ciekawości i smutku.

05. Tove Ditlevsen - "Dwie dziewczyny"

Tak zwyczajna historia, że bardziej się już nie da: dwie dziewczyny wyjeżdżają razem na urlop, każda z innych powodów. Nic się tu nie dzieje, ale niesamowita rzecz: cały czas czujemy dziwne napięcie. W tych niedopowiedzeniach kryje się coś więcej...

04. Knut Holst – "Bażant"

Zakończenie dość przewidywalne, ale wciąż jest to dobra literatura, o dużym ładunku emocjonalnym zaklętym w scenerii polowań na bażanty, na które ojciec zawsze zabierał swego syna. Aż do pewnego razu…

03. Benny Andersen – "Spodnie"

Świetna humoreska o pewnym mężczyźnie, który gustował w używanej odzieży. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy nosząc używane ubrania, przejmujemy część osobowości ich poprzednich właścicieli? Robi się jeszcze ciekawiej, gdy noszone spodnie prowadzą nas w miejsca, które niekoniecznie chcemy odwiedzić…

02. Sven Holm – "A cóż to za pomysł zamykać wywietrznik"

Eksperymentalna w formie (całe opowiadanie to jedno zaledwie zdanie, zawiera jedną wielka literę i tylko jedną kropkę), dynamiczna w narracji, rozkosznie rubaszna w słownictwie opowieść o mężczyźnie, który wraca z pracy do swojego mieszkania i czuje w nim okropny smród niewiadomego pochodzenia. Próbuje wyjaśnić tę tajemnicę, ale…

Duńczycy mają poczucie humoru, serio.

01. Cecil Bødker - "Drzwi do Døven"

Najbardziej poruszające opowiadanie w całym zbiorze. Młody chłopak imieniem Christofer jest nieustannie poniżany, prześladowany i bity przez grupkę okolicznych wyrostków. Jedna z tych gorzkich scen ma miejsce tuż przed owianym złym sławą domu. Domu, w którym zawsze drzwi są otwarte, ale nigdy nie pali się w nim światło. Mrok spowijał wejście i nikt nie wiedział, co znajduje się za progiem. W domu podobno mieszkała niejaka Døven. Nikt jej nie widział, ale każdy się jej bał. Ów złowróżbny zapach nietykalności unoszący się nad progiem domostwa staje się świadkiem - a może przyczyną? – przemiany Christofera… Absolutna perełeczka, magiczne, tajemnicze opowiadanie.


Dobrych rzeczy jest w Anegdotach losu więcej, warte polecenia są m.in. "Cała ich gadanina o pięknie" Klausa Rifbjerga, czy fantastyczno-ironiczny "Najlepszy ze wszystkich światów" Leifa Panduro.

Teraz czas na rutynową frazę przytaczaną w recenzjach niemalże każdej antologii na świecie: jak to w antologii, są tu opowiadania lepsze i gorsze. Nie przekonały mnie przekombinowane Zabójstwo kota, czy nieco zramolałe starocie jak "Orli lot". Nawet słynna Karen Blixen przynudza. Za to z wielką chęcią przeczytałbym coś jeszcze od Cecil Bødker.

Randkę uznaję za udaną i chyba będą kolejne. Nabrałem apetytu na duńską literaturę.

***
Spodobała Ci się recenzja? Zapraszam na bloga :)
www.milczenieliter.pl

KRÓTKO
Udana randka z duńską literaturą. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

***
DŁUŻEJ

Jak dotąd, zdecydowanie częściej obcowałem z klockami Lego niż z duńską literaturą. To się jednak wkrótce zmieni, a wszystko za sprawą bardzo solidnej antologii opowiadań duńskich pt. "Anegdoty losu".

Zbiór zawiera 34 opowiadania różnych autorów z lat 1829 – 1974. Wśród nazwisk m.in....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

133 użytkowników ma tytuł Anegdoty losu. Antologia nowel i opowiadań duńskich na półkach głównych
  • 113
  • 20
21 użytkowników ma tytuł Anegdoty losu. Antologia nowel i opowiadań duńskich na półkach dodatkowych
  • 8
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Anegdoty losu. Antologia nowel i opowiadań duńskich

Inne książki autora

Okładka książki Świąteczne opowieści Louisa May Alcott, Hans Christian Andersen, Jane Austen, Charles Dickens, E.T.A. Hoffmann, Selma Legerlöf, Lucy Maud Montgomery, Władysław Stanisław Reymont
Ocena 8,2
Świąteczne opowieści Louisa May Alcott, Hans Christian Andersen, Jane Austen, Charles Dickens, E.T.A. Hoffmann, Selma Legerlöf, Lucy Maud Montgomery, Władysław Stanisław Reymont
Okładka książki Mistrzowie opowieści o morzu. Z głębin do brzegu Hans Christian Andersen, Alhierd Bacharewicz, Wolfgang Bauer, Lucia Berlin, Italo Calvino, Rimantas Černiauskas, Petros Charis, Chen Chuncheng, Thórdís Helgadóttir, Tove Jansson, Konstandinos Kawafis, Andrus Kivirähk, Mychajło Kociubynski, Yanick Lahens, Ursula K. Le Guin, Clarice Lispector, Luigi Malerba, Peter Mickwitz, Sharon Millar, Edo Popović, Mercè Rodoreda, Maria Elizabeth Rothmann, Judith Schalansky, Adania Shibli, William Somerset Maugham, Tomas Tranströmer, John Updike, Deborah Vogel
Ocena 6,7
Mistrzowie opowieści o morzu. Z głębin do brzegu Hans Christian Andersen, Alhierd Bacharewicz, Wolfgang Bauer, Lucia Berlin, Italo Calvino, Rimantas Černiauskas, Petros Charis, Chen Chuncheng, Thórdís Helgadóttir, Tove Jansson, Konstandinos Kawafis, Andrus Kivirähk, Mychajło Kociubynski, Yanick Lahens, Ursula K. Le Guin, Clarice Lispector, Luigi Malerba, Peter Mickwitz, Sharon Millar, Edo Popović, Mercè Rodoreda, Maria Elizabeth Rothmann, Judith Schalansky, Adania Shibli, William Somerset Maugham, Tomas Tranströmer, John Updike, Deborah Vogel
Hans Christian Andersen
Hans Christian Andersen
Duński pisarz i poeta, najbardziej znany ze swej twórczości baśniopisarskiej. Urodził się 2 kwietnia 1805 roku w najbiedniejszej dzielnicy Odense jako syn 27-letniego szewca Hansa Andersena i ok. 30-letniej, niepiśmiennej praczki Anne Marie z domu Andersdatter (inne źródła podają, że była o 15 lat starsza od Hansa Christiana). Ojciec umarł z powodu komplikacji zdrowotnych po udziale w wojnie napoleońskiej, matka z powodu alkoholizmu. W dniu urodzenia został ochrzczony w domu, ze względu na to, że w tamtych czasach wiele noworodków umierało zaraz po urodzeniu. 15 kwietnia został ochrzczony w kościele św. Jana w Odense. W krainę baśni pierwsza wprowadziła go babcia (od strony ojca). Andersen spotykał się z nią w szpitalu psychiatrycznym, gdzie przebywał jego chory dziadek. Kilka motywów z opowieści babki zostało później wykorzystanych przez Andersena w jego utworach. Po śmierci ojca i powtórnym małżeństwie matki (z Nielsem Gunersenem) Andersen wyjechał we wrześniu 1819 do Kopenhagi, z zamiarem zostania aktorem. W latach 1820-1821 uczęszczał do szkoły baletowej w Kopenhadze. Próbował także gry w teatrze, ale nie przyjęto go. Karierę rozpoczął jako śpiewak z wysokim sopranem, ale utracił go po mutacji. Za wszelką cenę starał się być jak najbliżej teatru, w którym zadebiutował jako autor w 1829 sztuką Kjærlighed paa Nicolaj Taarn (Miłość na Wieży Mikołaja). Od tego czasu pisał sporo sztuk teatralnych, które nie zawsze cieszyły się powodzeniem. Ze względu na brak wykształcenia sztuki pełne były błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i stylistycznych. Krytycy od początku je odrzucali. Dzięki wytrwałości dostał w 1822 stypendium królewskie, które umożliwiło mu dalszą naukę w szkole, a później studia. Pomógł mu Jonas Collins, który od początku wierzył w talent chłopca. W jego synu, Edvardzie Andersen się zakocha, co rozpocznie jego homoseksualne przygody. Pewniejsza sytuacja materialna pozwoliła na kontynuowanie pracy twórczej i rozwijanie zainteresowań. Zwiedził niemal całą Europę. Ciekawość świata i ludzi, ale także nieustanny niepokój ducha, poczucie osamotnienia, kompleksy, skomplikowany charakter dziwaka, nadmierna wrażliwość, egocentryzm uniemożliwiały mu znalezienie stałego miejsca i prowadzenie ustabilizowanego życia. Martwił się, iż oszaleje podobnie jak jego dziadek. Miewał stany depresyjne i melancholiczne, a pod koniec życia chorował na gruźlicę. Miał wielu wybitnych i sławnych znajomych, należeli do nich: Bertel Thorvaldsen, Adam Oehlenschlager, Heiberg, Lind, Bjornson, Karol Dickens czy bracia Grimm. W 1851 w wyrazie uznania dla wiedzy i zasług Andersena przyznano mu tytuł profesora, a w 1874 tytuł radcy. Zmarł 4 sierpnia 1875 roku w Rolighed koło Kopenhagi. Debiutował w 1822 zbiorem utworów Młodzieńcze próby wydanych pod pseudonimem William Christian Walter. Twórczości dla dzieci początkowo nie traktował poważnie, raczej jako zajęcie na marginesie pisarstwa dla dorosłych. Choć zastrzegał, iż jego baśnie to pudełka: dzieci oglądają opakowanie, a dorośli mają zajrzeć do wnętrza. Bardzo nie lubił, gdy jego baśnie od początku uznano za dzieła dla dzieci, bez głębszego sensu. Jednak właśnie baśnie przyniosły mu wielki rozgłos i sławę. Pierwszy ich zbiór (Eventyr fortalte for Børn (Baśnie opowiedziane dla dzieci)), został wydany w Kopenhadze w roku 1835, a kolejne tomy ukazały się w latach 1836 i 1837. Zachęcony powodzeniem pierwszej serii, pisarz wydawał kolejne aż do roku 1872. Wydał kilka tomów wierszy, wiele opowiadań, szkiców, powieści, sztuki teatralne. Także dziennik swojego życia. Ilustratorami pierwszych (i wielu kolejnych, do dziś) wydań baśni Andersena byli Lorenz Frølich i Vilhelm Pedersen. Baśnie zostały przetłumaczone na ponad 80 języków. Na język polski tłumaczyli je m.in. Stefania Beylin, Jarosław Iwaszkiewicz, Franciszek Mirandola i Władysław Syrokomla. W 1956 powstała międzynarodowa nagroda dla najwybitniejszych twórców literatury dla dzieci – Medal im. H.C. Andersena, przyznawany co dwa lata przez IBBY, a także Lista Honorowa im. H.C. Andersena, na której umieszczane są najlepsze książki dla dzieci i młodzieży. W roku 2005, z okazji dwusetnej rocznicy urodzin baśniopisarza Poczta Polska wypuściła dwa znaczki, na których znajdują się wizerunki postaci z dwóch popularnych baśni Andersena: z Małej Syrenki oraz Królowej Śniegu. Natomiast w Danii postanowiono wydać wszystkie jego baśnie tak, jak je napisał – bez poprawek wydawnictw.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziewczę ze słonecznego wzgórza Bjørnstjerne Bjørnson
Dziewczę ze słonecznego wzgórza
Bjørnstjerne Bjørnson
Historia o życiu norweskich chłopów z końca XIX wieku. W sąsiedztwie, na wsi żyje dwoje młodych ludzi - Synnøve i Torbjørn (w wydaniu z Wolnych Lektur ich imiona zapisano po szwedzku, Synnöwe i Torbjörn - czyżby kolejne tłumaczenie z niemieckiego zamiast z oryginału? Ktoś coś?) Synnøve jest dziewczynką z dobrego domu, jej rodzice wychowali ją w duchu religijności, jest też niezmiernie piękna, nieziemsko dobra i generalnie cała wieś uważa ją za anioła. Z kolei Torbjørn to dzikie półdiablę, nie słucha ojca, pakuje się w bójki etc. itp. Torbjørnowi podoba się Synnøve, ale wszyscy mu tłumaczą, że nic z tego nie będzie, bo najwspanialsza panna we wsi nie weźmie takiego łobuziaka. Podobał mi się pomysł z mówiącą przyrodą, doceniam rolę tej opowieści w budowaniu norweskich uczuć patriotycznych, ale w sumie to jakoś nie czuję się porwana przez pana Bjørnsona (tak wiem, kręcę nosem noblistę, ale cóż, po moich przeżyciach z Olgą Tokarczuk to nie pierwszy raz). Wszystko dzieje się bardzo szybko, brakowało mi czasu na zżycie się z postaciami. Czułam duży dyskomfort przy scenach, gdzie rodzice biją dzieci albo gdy Torbjørn katuje konia. Męczące było dla mnie mocno to, jak żyją mieszkańcy książkowej wsi. Nikt nie mówi nic wprost, komunikacja odbywa się za pomocą utartych schematów, każdemu drobnemu gestowi – nawet skinięciu głową sąsiadowi czy powiedzeniu „Dzień dobry” – przypisuje się mnóstwo głębokich znaczeń. Wszystko jest tak koszmarnie skodyfikowane, że oszalałabym tam po tygodniu i uciekła, albo zostałabym wygnana do lasu, bo źle spojrzałam w lewo zamiast w prawo. Nawet nasze Lipce w porównaniu wydają się liberalne i kipiące życiem, współczuję tym biednym norweskim chłopom. Chyba najbardziej emocjonalna była historia o parze, która nie może wziąć ślubu, bo pannę młodą obiecano komuś innemu. Cała reszta wydała mi się taka zimna, a przemiana wewnętrzna Torbjørna jest mocno na siłę – toż on jest totalnym redflagiem! Uciekaj od niego, Synnøve!
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Niels Lyhne Jens Peter Jacobsen
Niels Lyhne
Jens Peter Jacobsen
W eterze już wiosna pobrzmiewa trelami, przeciągają smugami równomiernie zapachy; a to młodej topoli, migdałowa, błoga woń czeremchy, chłodne tchnienie fiołka. Jeszcze nieśmiała i skryta ta kwietna panna jak dzwony, które dzwonią w zatopionym mieście na dnie morza. Poeta Rilke miał zawsze przy sobie Biblię i książki Jacobsena. I ja w tej powieści poznałem poezję, która buduje swe własne pałace i duszy ludzkiej daje skrzydła, żeby mogła jak orzeł wzbijać się wysoko ku słońcu i upajać szumem wichrów na niebie. I w dole kwiaty na łące rozbryzgane, okryte śniegiem szczyty Alp nad czarnobłękitnymi jeziorami, rzeka połyskująca między winnicami i łańcuchami gór, gdzie ruiny sterczą spośród lasów. I tak stoję w innego świata progu i coś mnie z powrotem w stare drzwi wtłacza. A jak to w życiu bywa strach tak znienacka swój ciemny całun nade mną rozpostarł. Drży pod naporem burzy gmach mojej duszy, nękane szaleńczą wichurą pękają kolumny. Zgryzoty, próby i umartwienia. Byle do maja, kiedy nie milknie głos skowronka i żyto się kłania na oczach, a czerwiec przesącza żółte światło słońca skroś zwieszonych gałęzi starego jesionu i w chłodnym, przyjemnym cieniu tworzy się warstwa świetlistych promieni, która napełnia powietrze złotym pyłem i rzuca jasne plamy na trawę, ławkę, twe oczy. Stoję na szczycie w gorączce, z każdym oddechem krew rwie gwałtownie w omdlałych, drżących żyłach, a strumienie wiosenne spadają w doliny szepcząc niebiańsko wraz z ciepłym wiatrem. Tak jak strumienie dzieciństwa kształtowały tę miękką glinę, mnie. Wszystko miało znaczenie, i to co było i to co się marzyło, co się wiedziało i przeczuwało i wszystko to znaczyło swój lekki, ale pewny bieg - linią, która się jeszcze przekształca i pogłębia, a potem się odchyli, opisze koło i zagaśnie.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Victoria Knut Hamsun
Victoria
Knut Hamsun
„Victoria” to jedna z tych książek Hamsuna, które z pozoru wyglądają na klasyczną, XIX-wieczną tragiczną miłość rodem z romantyzmu – a jednak czyta się ją zupełnie inaczej, niż sugerowałaby fabuła streszczona w dwóch zdaniach. Historia pozornie prosta: syn młynarza i córka posiadacza ziemskiego. Klasowa przepaść, wzajemne pożądanie, upokorzenia, dumna odmowa podporządkowania się konwenansom, cierpienie obojga i tragiczne zakończenie. Można by powiedzieć – kolejny raz „miłość ponad podziałami, która kończy się źle”. Ale Hamsun robi z tego coś znacznie bardziej drapieżnego i niejednoznacznego.Największą siłą powieści (i powodem, dla którego daję solidne 8/10) jest to, że Hamsun ani przez moment nie staje po stronie „słusznej” lewicowej wrażliwości, mimo że temat krzyczy o takie odczytanie. Mamy tu: zero ckliwego litowania się nad „uciśnionymi”, brak jakiejkolwiek gloryfikacji prostego ludu jako moralnie lepszego, brak romantyzowania biedy i „naturalności” chłopskiego pochodzenia, brak oskarżania arystokracji / bogatych jako klasy z definicji zepsutej. Hamsun po prostu patrzy na swoich bohaterów z pewnego dystansu – okrutnego, ale uczciwego. Victoria jest histeryczna, próżna, kapryśna i okrutna. Johannes jest egoistyczny, megalomański, słaby i teatralny. Oboje są tragiczni, ale żadne z nich nie jest „ofiarą systemu” w tym ckliwym, współczesnym sensie. Są ofiarami własnych charakterów, pychy, nieumiejętności życia i tej chorej, koncepcji miłości, którą sami sobie wmówili. To właśnie ta odmowa wpisania się w lewicową narrację o „uciśnionych kontra ciemięzcy” sprawia, że książka po ponad 120 latach wciąż zachwyca. Hamsun nie pociesza czytelnika, nie głaszcze po głowie żadnej ze stron sporu klasowego, nie daje łatwej moralności. Po prostu pokazuje ludzi takich, jacy są – paskudni, słabi, wzniosły i żałośni jednocześnie. Językowo to wciąż ten sam Hamsun – krótkie, cięte zdania, niesamowita zdolność do pokazywania stanów wewnętrznych w kilku słowach, pejzaże, które są prawie postaciami. Końcówka potrafi naprawdę zaboleć, ale nie dlatego, że jest melodramatyczna, tylko dlatego, że jest sucha i bezlitosna.Słabsze strony? Momentami Johannes irytuje swoją pozerstwem i egzaltacją tak bardzo, że trudno mu współczuć. Niektórzy czytelnicy uznają to za wadę książki – ja uznaję za celowy zabieg. Podsumowując: Bardzo dobra, gorzka, niepokorna powieść. Hamsun nie klęka przed ideologią lewicową – i właśnie dlatego „Victoria” w 2026 roku wciąż potrafi zachwycić. Za ten intelektualny i moralny kręgosłup – duży szacunek.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Sen Azrila Julian Stryjkowski
Sen Azrila
Julian Stryjkowski
Azril powraca na jedną noc w rodzinne strony. Co go do tego skłoniło, przecież nie było go tu wiele lat… Być może śmierć żony, której nie kochał, uruchomiła w jego sercu jakiś żal, wyrzuty sumienia, i pragnie przebłagać Boga, prosić go o wybaczenie. W końcu mamy pokutny czas, miesiąc elul, kiedy pobożni Żydzi dokonują podsumowania, modlą się jeszcze żarliwiej niż zwykle, pragną zbliżyć się do Jahwe i uzyskać jego łaski w Sądny Dzień – dzień pojednania. Może to sprawi, że Azril doczeka się męskiego potomka, którego los mu poskąpił. Dowiadujemy się też, że Azril nie chce długo trwać we wdowieństwie. Ma nadzieję znaleźć tutaj kandydatkę na żonę i, faktycznie, intensywnie wypytuje o niezamężne dziewczęta. A może bezpośrednim bodźcem do podróży jest sen sprzed kilku dni, w którym ojciec przykazał mu stanowczo: „Idź”, a między nieżyjącym już ojcem, a Azrilem pozostało parę niezałatwionych spraw i nieprzebaczonych win. Jak i w poprzednich częściach „cyklu galicyjskiego” Julian Stryjkowski znajduje paralele z wątkami biblijnymi, z postacią Abrahama, Mojżesza, z judaistycznymi wierzeniami i obrzędami. Nie czuję się kompetentna, by ten aspekt powieści rozwijać, choć jednocześnie bardzo tego żałuję i z pewnością postaram się nadrobić moje poznawcze zaległości. Skupię się więc tymczasem nad osobistym odbiorem powieści, jednej z lepszych, jakie ostatnio czytałam. Azril jawi się nam od samego początku jako człowiek nieco „na bakier” z wiarą, skupiony na życiu doczesnym, zapominający o religijnych obowiązkach. Być może teraz właśnie przyszedł dla niego czas refleksji bardziej ogólnych i duchowych. Wędrując ulicami nie widzianymi od wielu lat Azril „Poznawał dawne parterowe domki, ogródki, krzaki, pachnące kwiaty, wiosną inne, latem inne.” Powrót bywa trudny, ale zarazem potrafi też wywołać prawdziwe wzruszenie. Wszystko wydaje się sporo mniejsze, jakby z latami kurczyło się na podobieństwo starzejącego się człowieka. Azril jednak również, ku własnemu zdumieniu, zostaje rozpoznany. Wędrówka Azrila przez miasto jest naznaczona emocjami, przed oczy napływają wspomnienia, on sam zaś rozgląda się dookoła, zastanawiając się, cóż mógł znaczyć jego sen, cóż za list, i do kogo adresowany, wręczał mu w nim ojciec, gdy rozkazał iść. Przed siebie? W celu? „Samo tylko chodzenie, tysiące lat trwa to chodzenie i nie widać końca. W nagrodę za wszystkie nieszczęścia Bóg zrobił nas duchem ziemi.” Żydowska historia jest przecież sama w sobie drogą, ucieczką, poszukiwaniem, ale też doskonaleniem siebie poprzez zmaganie się z trudnościami oraz hołubieniem w sobie marzenia o lepszym, szczęśliwszym życiu, na które zasłużyć można cierpieniem, cierpliwością i przestrzeganiem boskich przykazań. Łączą się tutaj prawda historyczna, mit oraz symbolika, silnie do nas przemawiając. Ponieważ czasy biblijne przywoływane są tutaj równie często, co powidoki dzieciństwa Azrila, jego późniejsze małżeństwo i równoległy związek z drugą kobietą (tutaj znów odniesienie do Abrahama), a na to nakładają się jeszcze wrażenia z odbywanego obecnie nocnego spaceru, to atmosfera robi się dość magiczna, jakby tej konkretnej nocy czas przestał istnieć, jakby jego kontinuum zapętliło się i pomieszało, by ukazać Azrilowi jego miejsce w żydowskim losie i świecie, umocnić go w przekonaniu, że nic tu nie jest przypadkowe, że Bóg dalej, jak przed wiekami, wyznacza ludzkie ścieżki, wystawia na próbę wiarę i posłuszeństwo człowieka. „Zdarza się, że Bóg opuszcza swój naród, ale naród swego Boga nie opuszcza.” To taka specyficzna powieść drogi, na której Azril spotyka różne postacie, przypadkowe, a może wcale nie. Toczy z nimi rozmowy o sobie, o swoim ojcu i o Bogu, o życiu i o śmierci, a każda z nich ma swoją wagę. Przerzucając się cytatami z Biblii, z Tory i jej komentarzy, definiują Boga, człowieka, ich intencje i wzajemne zależności, a także sens tułaczki i cierpienia żydowskiego narodu, jego diaspory wśród obcych. I nie zgadzają się ze sobą, dyskusja niekiedy robi się burzliwa, a dla nas wielce pouczająca. Dzięki niej poznajemy ów specyficzny sposób argumentacji, mentalność narodu wybranego. Klaustrofobicznie małe, zapewne specjalnie też anonimowe, by mogło być każdym ciasnym i pogrążonym w stagnacji podobnym miejscem, miasteczko, pogrążone w ciemności nocy oświetlonej zaledwie rąbkiem księżyca, zdaje się być nawiedzone przez duchy przeszłości i religijne zapamiętanie. Nie dość, że Jom Kippur, to jeszcze spore grono chasydów zgromadzonych wokół cadyka z Rajszy, który tutaj właśnie postanowił odbyć pielgrzymkę i nagle się rozchorował. „Tłum chasydów, czarny jak chmura. Stłoczeni, posuwali się w stronę bóżnicy. Nieśli niezapalone świece. Nad pochodem płynęło w powietrzu białe łóżko.” Idzie też, mozolnie i uparcie, niemal się przy tym nie poruszając, stary niemal jak sam czas, w otępiennej mgle pewny tylko tego, że iść musi, reb Mendele, a z nim Azril i Ojwedie. To noc marszu, noc tajemnicy, noc spotkania ludzi z ludźmi, ludzi z Bogiem, przeszłości z czasem dzisiejszym, ortodoksji z umiarkowaniem, ale też Azrila z samym sobą, w trudnej prawdzie. To noc, w której szczególnie silnie wybrzmiewa ta, dla nas egzotyczna i nie do końca zrozumiała, żydowska mistyka, zastygła w oczekiwaniu, w przekonaniu, że co ma nadejść, przyjść musi. Julian Stryjkowski znów odmalował świat, którego już nie ma, w który możemy się zanurzyć tylko dzięki jego narracyjnemu talentowi i sile naszej wyobraźni. Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na 8 2 lata temu
Czerwony Pokój. Sceny z życia artystów i pisarzy August Strindberg
Czerwony Pokój. Sceny z życia artystów i pisarzy
August Strindberg
Lektura to z pewnością ciekawa poznawczo. Moje obecne skojarzenia ze Szwecją to dobrobyt, państwo opiekuńcze, standardy demokratyczne, transparentność osób pełniących funkcje publiczne, podsumowując, bogactwo i zasady. Trochę więc się zdziwiłem czytając tę książkę dziejącą się w Sztokholmie drzewiej. Ten kraj naprawdę musiał przejść długą drogę od zepsucia i biedy do dzisiejszego stanu. Trzeba brać oczywiście poprawkę na subiektywną ocenę sytuacji przez autora, niemniej z pewnością niejedno musiało być na rzeczy. Co do samej książki to warto po nią sięgnąć, choć sama fabuła, podejście do ludzkiej natury, psychologia są tutaj ciosane trochę zbyt grubo. To razi, szczególnie na dystansie. Generalnie autor nie ma specjalnych złudzeń odnośnie natury ludzkiej, co koresponduje z moim podejściem do tematu, jak i ówczesnej kondycji swej ojczyzny, co powoduje że to się po prostu czyta. Są tutaj momenty zabawne, dające do myślenia, genialne, niemniej całość z nóg nie zwala głównie właśnie przez przejaskrawianie cech bohaterów które psuje zabawę. Nie lubię przesady na żadnym z odcinków gdyż zwykle nie ma ona wiele wspólnego z rzeczywistością i to mnie najbardziej uwierało podczas czytania tej pozycji. Ogólnie jednak przygoda to na plus, niemniej na tyle niespecjalny, że powrót do autora w najbliższym czasie nie grozi. Nie wykluczam jednak że kiedyś nastąpi.
Skorpio999 - awatar Skorpio999
ocenił na 7 7 lat temu
Młyn na wzgórzu Karl Gjellerup
Młyn na wzgórzu
Karl Gjellerup
„Gdy się babie czegoś zachce, wszyscy diabli nic nie pomogą” Powieść mająca cechy powieści psychologicznej, moralitetu, a nawet horroru z elementami kryminału i powieści detektywistycznej, od czasu do czasu doprawiona dużą szczyptą humoru, który pojawia się tam, gdzie akurat przebywa dziedzic Henryk, zwany Smokiem. Napisana językiem bardzo plastycznym, mocno oddziałuje na wyobraźnię czytelnika, odsłania tajemnice ludzkiego umysłu i daje możliwość dokładnego przyjrzenia się motywom działania bohaterów. Opisy ich nastrojów i konfliktów wewnętrznych przedstawiane są jakby w zwolnionym tempie, przy czym niemal od początku czytelnik ma świadomość nieuchronności tragicznych zdarzeń, które nastąpią w młynie na wzgórzu. Duńska wieś z początków ubiegłego stulecia to miejsce, gdzie ludzie żyją według surowych zasad obowiązujących wyznawców protestantyzmu. Relacje między mieszkańcami porządkuje obyczajne zachowanie i uczciwie wykonana praca. Obraz wsi dopełniają liczne malownicze opisy przyrody, która stanowi również czynnik organizujący tryb życia tej pełnej przesądów, prostej wiejskiej społeczności. W takich okolicznościach zamożny chłop, młynarz Jakub Clausen z malowniczej wyspy Falster, musi sobie radzić ze swoją grzeszną namiętnością do Lizy Vibe, która „wstąpiła na służbę do młyna” i najwyraźniej ma chrapkę na zostanie młynarzową, co stało się całkiem prawdopodobne po śmierci żony młynarza, Chrystyny. Wówczas bowiem młynarz stał się bezbronny, wystawiony na rządzę pokus. „Dopóki żyła żona, istniało jeszcze coś, co go powstrzymywało: mógł popełniać błędy, nawet trudne do naprawienia, ale nie był jeszcze bezradny, nie pozostawał całkowicie w mocy losu”. Ale Chrystyna, zanim umarła, wymogła na swoim mężu przyrzeczenie, że po okresie żałoby zwiąże się z Hanną Christensen, która godnie zastąpi zmarłą nie tylko jako żona, ale przede wszystkim jako matka osieroconego Janka. Autor zbudował tę historię na kontrastach. Przeciwieństwem wyrachowanej, przebiegłej i lubieżnej Lizy kłusowniczanki, jest bogobojna i uduchowiona Hanna; brat Lizy, Peer, kłusownik i domniemany zabójca starego leśniczego, reprezentuje bezprawie, podczas gdy brat Hanny, młody leśniczy Wilhelm, jest uosobieniem prawa i porządku. Ulubione zwierzę Lizy, biały (jak upiór?) kocur Pilatus, wyposażony w „szeroką głowę, podobną w zmierzchu do łba ogromnej żmii”, z której patrzyły groźnie „wielkie, żółte, demoniczne oczy”, stanowi kontrast dla delikatnej Jenny, ukochanej sarenki Hanny. Przy czym Pilatus nie odstępuje swojej pani ani na krok, natomiast Jenny, choć oswojona, przebywa na wolności. Młyn mieści się na wzgórzu, a więc niejako na widoku, zaś rodzinny dom Lizy stoi na bagnach, poza granicami wsi, jakby w odosobnieniu. Nieprzypadkowo. W ten symboliczny sposób autor wskazuje, że nierespektujący prawa kłusownicy, są wyrzuceni poza społeczeństwo, które nie akceptuje ich trybu życia. Najogólniej mówiąc Liza reprezentuje dziką i pierwotną naturę, która folguje zmysłom, a Hanna – moralność i kulturę, które nakazują trzymać zmysły w ryzach. Liza, prawdziwie wiejski wamp, potrzebuje relacji z mężczyznami, prowokuje ich, kusi i zawraca im w głowach, Hanna, która „miała piękną twarzyczkę” i „była ładnych, drobnych kształtów”, skupia się na samodoskonaleniu – dużo czyta, gra na pianinie. Mentalnie Jakubowi bliżej do Hanny, jednak pożądanie wpędza go w orbitę Lizy, a stąd już tylko krok do tragedii. Przyczyną jest zazdrość, która pociąga za sobą zbrodnię, ta zaś wywołuje wyrzuty sumienia, a neurotyczne lęki i halucynacje słuchowe są udziałem nie tylko sprawcy. Kres tym uczuciom kładzie pożar - oczyszczający i porządkujący wszystko ogień, dzięki temu nieoczekiwanemu zbiegowi okoliczności, zbrodnia wychodzi na jaw, zabójca zostaje sprawiedliwie osądzony, a do wsi powoli powraca spokój. Karl Gjellerup to trzeci w tym miesiącu laureat literackiej Nagrody Nobla, którego twórczości wcześniej nie znałam..
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na 7 1 rok temu
Czysty ton Halldór Kiljan Laxness
Czysty ton
Halldór Kiljan Laxness
„Czysty ton” to mądra i dobrze napisana historia związana z Islandią z początku XX wieku. Książka jest realistyczna i poetycka zarazem, ciepła, z nutą smutku, z dawką humoru i z tajemnicą. To z pozoru prosta opowieść o życiu małej społeczności, ale jej przesłanie jest cenne. Autor zatrzymał na kartach powieści świat który minął, a który zachwyca współczesnego czytelnika czystością moralną, mądrością życiową, człowieczeństwem głównych bohaterów – ubogich, prostych, skromnych ludzi. Główny bohater – będący narratorem, wspomina swoje dzieciństwo i młodość, które spędził na obrzeżach Reykjaviku. Ciekawe są więc opisy miejsc, mieszkańców, warunków i stylu życia, sposobów myślenia, tradycji, wierzeń, strojów, posiłków ludzi tamtych czasów. Dowcipnie przedstawiono np. „erę drutu kolczastego” i powstającą modę na chodzenie do golibrody. Ale to tylko elementy tła. Służą one pokazaniu przemian, które wówczas następują: „nowe” powoli niszczy dawny świat. Przegrywają uczciwi, pracowici, prości ludzie, którzy z godnością i pokorą znoszą biedę, a gromadzenie bogactw uważają za „sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem”. Tacy się przybrani dziadkowie narratora, mądrzy życiowo, głęboko moralni, o wielkim sercu. Ich życie jest trudne, monotonne, wypełnione obowiązkami i ciężką pracą. Ale godzą się z taką codziennością, znajdując w niej sens i spokój. Są piękni w tym życiowym trudzie, twardzi, uparci, skłonni do poświęceń w imię wartości w które wierzą. Szanują naturę i innych ludzi. Ich biedna chatka z torfu jest gościnną przystanią dla życiowych rozbitków - osobliwych ludzi, których życie, postawy, poglądy skłaniają czytelnika do refleksji, czasem budzą zdziwienie, czasem podziw czy wzruszenie. Ten świat narrator opisuje z wrażliwością, wyrażając szacunek i akceptację dla ludzi ze swojego otoczenia. A co najważniejsze - obserwujemy proces, jak człowiek nasiąka wartościami, w jakich został wychowany. Problem więzi międzyludzkich jest w tej książce szczególnie pięknie pokazany. To książka o wartościach prawdziwych, za którymi my współcześni coraz bardziej tęsknimy. Więc ta warstwa utworu zrobiła na mnie największe wrażenie. Bohater podkreśla, że świat moralnego dobra, w którym dorastał, dał mu poczucie bezpieczeństwa, „zakotwiczenia”. A to ważne przesłanie. Mądrość, biało-czarna moralność (bohaterami wobec których autor zachowuje ironiczny dystans są nowobogaccy kupcy i urzędnicy, których cechuje pretensjonalność i megalomania; ale i prostaccy masowi odbiorcy sztuki), nastrojowość i sprawność językowa autora to atuty książki, decydujące o jej uniwersalności.
Krystyna - awatar Krystyna
oceniła na 7 4 miesiące temu

Cytaty z książki Anegdoty losu. Antologia nowel i opowiadań duńskich

Więcej
Søren Kierkegaard Anegdoty losu. Antologia nowel i opowiadań duńskich Zobacz więcej
Więcej