Rozmowa w „Katedrze”

Okładka książki Rozmowa w „Katedrze”
Mario Vargas Llosa Wydawnictwo: Znak literatura piękna
676 str. 11 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Tytuł oryginału:
Conversación en La Catedral
Wydawnictwo:
Znak
Data wydania:
2017-05-08
Data 1. wyd. pol.:
1976-01-01
Liczba stron:
676
Czas czytania
11 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324045631
Tłumacz:
Zofia Wasitowa
Tagi:
Zofia Wasitowa Peru nagroda nobla
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
8,0 / 10
1347 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
906
831

Na półkach: , ,

Arcydzieło Llosy – chyba niestety jedyne tej rangi w jego dorobku.

Jedna z tych Książek, które mnie uformowały - zarówno co do treści (opresyjna władza kontra społeczeństwo – nigdy nie być po stronie bijących), jak i formy (że nielinearna, to niczego nie powiedzieć, a co dopiero przeczytać ze zrozumieniem - od czasu tej lektury mierzi mnie klasyczna narracja).

Tak, zgoda: ta książka to nadludzkie wyzwanie dla czytelnika, skoro dopiero po pewnym czasie orientuje się on (lub nie i szybko odrzuca całość) w zawiłościach narracji. Ale to co kosztuje, daje też (zazwyczaj) olbrzymią satysfakcję. Ja jej zaznałem w takim stopniu, że nadal trwam w zachwycie. I trwać mam….!

Nobel należał się Autorowi już tylko za tę zachwycająco-przerażającą wiwisekcję każdej w sumie władzy i każdego społeczeństwa. W peruwiańskim modelu są wprawdzie pewne odrębności, ale nie przeszkadzają one widzieć w świecie przedstawionym uniwersalnego modelu Ludzkości, Człowieka, Władzy, Społeczeństwa, Polityki, Instytucji - a zwłaszcza Wojska, Policji - Charakteru, Prawości, Podłości, relacji Mężczyzna-Kobieta itp. itd.

Literatura, której przesłanie może być podłożone pod każdą rzeczywistość, także, a może i szczególnie: „tu i teraz”….

Czytałem to jak w amoku czy wręcz gorączce. A to zdarzyło mi się tylko niewiele razy przy takich autorach jak np.: Marquez, Carpentier, Cortazar, Marai, Canetti, Sebald, Mann, Bernhard, Grass, Rabelais, McCarthy, Orwell, Grosman, Bułhakow, Lebiediew, Odojewski, Myśliwski, Parnicki, Gombrowicz, Krall. W ich książkach też jest Wszystko, jak w tej….

PS Wielkie uznanie dla Zofii Wasitowej, która przełożyła rzecz chyba szczególnie niełatwą w tłumaczeniu. Szkoda, że nie doczekała czasów, gdy nazwisko tłumacza coraz częściej słusznie figuruje na okładce książki.

Arcydzieło Llosy – chyba niestety jedyne tej rangi w jego dorobku.

Jedna z tych Książek, które mnie uformowały - zarówno co do treści (opresyjna władza kontra społeczeństwo – nigdy nie być po stronie bijących), jak i formy (że nielinearna, to niczego nie powiedzieć, a co dopiero przeczytać ze zrozumieniem - od czasu tej lektury mierzi mnie klasyczna narracja).

Tak,...

więcej Pokaż mimo to

18
avatar
373
164

Na półkach:

Genialna opowieść o społeczeństwie pod jarzmem dyktatury. Po więcej zapraszam do wysłuchania recenzji, dostępnej TUTAJ :) :
https://open.spotify.com/episode/31deRLblS5SEbGatHIRgaO

Genialna opowieść o społeczeństwie pod jarzmem dyktatury. Po więcej zapraszam do wysłuchania recenzji, dostępnej TUTAJ :) :
https://open.spotify.com/episode/31deRLblS5SEbGatHIRgaO

Pokaż mimo to

7
avatar
277
1

Na półkach:

Mario Vargas Llosa pisał "Rozmowę w "Katedrze"" na trzech kontynentach i jak sam mówił "Żadna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę."
No i przysporza ona trudności również czytelnikowi, przez pierwsze kilkadziesiąt albo nawet sto stron nie potrafiłam połapać się w wątkach, tak innowacyjna jest forma tej powieści. Nie żałuję jednak, że nie odpuściłam i dałam się porwać do brudnych, zapuszczonych, zadymionych limańskich knajp, do dalekich wiosek w wysokich górach oraz do dusznych gabinetów i sypialni architektów peruwiańskiej dyktatury.
Także, warto, warto ratować tę książkę z pożaru.

Mario Vargas Llosa pisał "Rozmowę w "Katedrze"" na trzech kontynentach i jak sam mówił "Żadna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę."
No i przysporza ona trudności również czytelnikowi, przez pierwsze kilkadziesiąt albo nawet sto stron nie potrafiłam połapać się w wątkach, tak...

więcej Pokaż mimo to

1
Reklama
avatar
485
6

Na półkach:

Forma tak eksperymentalna, że po 300 stronach nie wiem o co w powieści chodzi

Forma tak eksperymentalna, że po 300 stronach nie wiem o co w powieści chodzi

Pokaż mimo to

0
avatar
104
20

Na półkach:

Ciężka, gęsta i treściwa jak zupa mojej Babci. Odległa kultura Peru może być nam Europejczykom obca więc przestawienie się na tok myślenia i wyborów bohaterów zajęło mi pierwszych 150 stron. A narracja to już jazda bez trzymanki przez te pierwsze rozdziały. Kubizm narracyjny czyli trzeci i jego kolejne wymiary wymagają skupienia, wyobraźni i specyficznej interpretacji czytającego. W nagrodę, po dotarciu do ostatniej strony tej specyficznej i oryginalnej podróży zaczyna się w Tobie wszystko uwalniać, żyć własnym życiem, szeptać ci do ucha wspomnienia z przeczytanych stron. Miałem tydzień z głowy bo "Rozmowa .." uwalniała co i raz nowe smaki, zapachy wszelkie poziomy mojej empatii. Po następną książkę sięgnąłem dopiero tygodniu

Ciężka, gęsta i treściwa jak zupa mojej Babci. Odległa kultura Peru może być nam Europejczykom obca więc przestawienie się na tok myślenia i wyborów bohaterów zajęło mi pierwszych 150 stron. A narracja to już jazda bez trzymanki przez te pierwsze rozdziały. Kubizm narracyjny czyli trzeci i jego kolejne wymiary wymagają skupienia, wyobraźni i specyficznej interpretacji...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
27
27

Na półkach:

To już moje trzecie spotkanie z Llosą. I po raz trzeci jestem usatysfakcjonowany. Niewątpliwie to była uczta i zarazem gimnastyka dla szarych komórek. Tak naprawdę to jeszcze nie ochłonąłem, bo przed chwilą odłożyłem książkę....
Na pewno smutna, na pewno wciągająca, na pewno wyjątkowa.

To już moje trzecie spotkanie z Llosą. I po raz trzeci jestem usatysfakcjonowany. Niewątpliwie to była uczta i zarazem gimnastyka dla szarych komórek. Tak naprawdę to jeszcze nie ochłonąłem, bo przed chwilą odłożyłem książkę....
Na pewno smutna, na pewno wciągająca, na pewno wyjątkowa.

Pokaż mimo to

1
avatar
119
26

Na półkach:

Wpadła mi w ręce przypadkiem. Leżała sobie na dysku i czekała aż przyjdzie jej czas. W końcu przyszedł. Jako prosty człowiek uważam, że książka, ponad wszystko, powinna mieć fabułę. A ta jest jednym wielkim opisem. Jeśli kogoś intersuje jak wyglądało życie w Peru siedemdziesiąt lat temu, nie będzie zawiedziony. Ale jeśli ktoś ponadto chciałby nieco dramatyzmu, ciekawej opowieści, zaskakujących zwrotów akcji, to się nie doczeka. Chyba że coś mi umknęło. Nie wykluczam, bo prosty ze mnie człowiek. A jako że prosty ze mnie człowiek, to lubię również jak dialog jest dialogiem, a opis, opisem. Tutaj miesza się jedno z drugim i czyta się ją ciężko. Może zwyczajnie jestem za głupi na wielką literaturę, ale mi sie zwyczajnie nie podobała.

Wpadła mi w ręce przypadkiem. Leżała sobie na dysku i czekała aż przyjdzie jej czas. W końcu przyszedł. Jako prosty człowiek uważam, że książka, ponad wszystko, powinna mieć fabułę. A ta jest jednym wielkim opisem. Jeśli kogoś intersuje jak wyglądało życie w Peru siedemdziesiąt lat temu, nie będzie zawiedziony. Ale jeśli ktoś ponadto chciałby nieco dramatyzmu, ciekawej...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
235
109

Na półkach: ,

Wielka, epicka powieść. Wymaga wielkiego skupienia, szczególnie na początku, ale potem... ech, Zavalita!
Bez wątpienia Vargas Llosa jest literackim geniuszem.

Wielka, epicka powieść. Wymaga wielkiego skupienia, szczególnie na początku, ale potem... ech, Zavalita!
Bez wątpienia Vargas Llosa jest literackim geniuszem.

Pokaż mimo to

6
avatar
116
19

Na półkach:

Ciężko się czyta, trudno się połapać na początku, dialogi jak i miejsce akcji skaczą z tematu na temat, wkurzająca książka, momentami męczy, a jednak coś każe Ci ją czytać... Dość nietypowy styl, może właśnie dlatego.... Sam nie wiem czy polecać czy nie...

Ciężko się czyta, trudno się połapać na początku, dialogi jak i miejsce akcji skaczą z tematu na temat, wkurzająca książka, momentami męczy, a jednak coś każe Ci ją czytać... Dość nietypowy styl, może właśnie dlatego.... Sam nie wiem czy polecać czy nie...

Pokaż mimo to

2
avatar
10
9

Na półkach:

Rozmowę w „Katedrze” zwykło określać się mianem powieści totalnej. W istocie rzeczy, Mario Vargas Llosa podjął się zadania literackiego o wymiarze i wymowie zaiste totalnych. Otóż przy wykorzystaniu wyrafinowanej komplikacji układu wątków, zawirowań fabuły, licznych retrospekcji, przeplatania narracji, a zwłaszcza dialogów rozgrywających się w różnych — czasem dalekich od siebie — fragmentach akcji, dokonał czegoś, co pod znakiem zapytania stawia trafność całej naszej percepcji, a tym samym naszą wiedzę o otaczającym nas świecie, o naszych bliskich, znajomych; o nas samych wreszcie. Odziera on rzeczywistość, w której funkcjonujemy z pozornej jednowymiarowości i ukazuje nam jej trójwymiarowość, a niewykluczone, iż nawet wielowymiarowość. Przeprowadza nas przez misterną sieć wielorakich powiązań, które choć na ogół nie są przez nas uświadamiane, to rzutują na losy nie tylko pojedynczych jednostek, rodzin, grup społecznych, lecz na losy społeczeństwa jako takiego. Z kolei w ramach swoistego sprzężenia zwrotnego wykazuje, iż to co jawi się nam być odległym od nas, nie dotyczącym nas choćby nawet pośrednio, niekiedy okazuje się być zasadniczą, główną determinantą naszych losów i dokonywanych przez nas wyborów.
Rozmowa w „Katedrze” to powieść wielopłaszczyznowa, w której dokonuje się, dzięki wytrawności artystycznej jej Autora, subtelne nakładanie się skali makro obserwacji literackiej na jej skalę mikro, a nawet skalę nano tejże. Tłem dla ukazania losów jednostkowych, które w istocie swej nigdy do końca jednostkowymi w książce tej nie pozostają — czy to Santiago, czy Ambrosio, czy Amalii — jest Peru zanurzone w latach okresu dyktatury Manuela A. Odrii. Rządy sprawowane przez Odrię i jego popleczników stanowią dla Llosy pretekst dla unaocznienia czytelnikowi mechanizmów sprawowania władzy w ramach reżimu autorytatywnego, w którym obok jawnej siły i przemocy oraz zabiegów typowych dla państwa policyjnego, równorzędną wagę dla jego utrzymania się
i funkcjonowania w sposób w miarę jak najbardziej niezakłócony, posiada proceder korumpowania, uzależniania od władzy przedstawicieli świata przemysłowców, producentów oraz obszarników rolnych. Ich poparcie oferowane rządzącym w zamian za konkretne profity i udogodnienia — mniej lub bardziej wymierne w pieniądzu — jest czymś co stabilizuje i zarazem uwiarygodnia reżim w oczach pozostałej części – poddanej niesamowitej wręcz manipulacji i inwigilacji — peruwiańskiego społeczeństwa. Ten swoisty alians, ten pakt „życzliwej” nieagresji obnaża cynizm tak rządzących, jak i rządzonych, a raczej partycypujących w profitach wypływających z faktu sprawowania władzy w warunkach zgoła niedemokratycznych. Wprowadzając nas w atmosferę ministerialnych gabinetów, partyjnych wieców i rządowych kontrmanifestacji, a także domów schadzek odwiedzanych przez prominentnych gości — przedstawicieli obydwu stron tego cichego sojuszu — Llosa próbuje nam ukazać prawdę, która być może jest przez nas zbyt łatwo (a czemu to?) pomijana w czynionych przez nas interpretacjach tyranii. Ta prawda sprowadza się w istocie do wskazania, iż żaden reżim nie utrzymałby się przy życiu wyłącznie w oparciu o dyktat siły; że tak naprawdę każdy reżim czerpie swoją siłę z ludzkiej niegodziwości i nikczemności.
Z drugiej strony llosa ukazując kulisy i przebieg gabinetowych zamachów stanu, politycznych intryg oraz personalnych rozgrywek — jak tej chociażby, która obezwładniła i wyeliminowała z gry nienawistnego Cayo Bermúdeza — zwraca naszą uwagę na to, że to co jest zasadniczym gruntem, oparciem dla funkcjonowania reżimu, stanowi zarazem bardzo śliskie, a raczej grząskie podłoże jego egzystencji. Nie dysponując autentycznym poparciem szerokich mas społecznych, a żerując na koniunkturalizmie oraz oportunizmie elit gospodarczych, czy finansowych reżim staje się ich — przynajmniej do pewnego stopnia – zakładnikiem. Tym samym rzeczony pakt „życzliwej” nieagresji okazuje się wybitnie kruchym i niestabilnym. W każdej chwili nikczemność i niegodziwość tak zwanych elit i grup wpływów, którą eksploatuje na własne potrzeby reżim, mogą obrócić się przeciwko niemu i finalnie doprowadzić do jego obalenia, albo proces ten przynajmniej zainicjować. Tylko czy nielojalność dotychczasowych cichych sojuszników reżimu staje się w takim układzie cnotą, zwłaszcza obywatelską? Bynajmniej —jest to tylko kolejne uzewnętrznienie mechanizmu funkcjonowania władzy, który w tym momencie obnaża skrajny egoizm i wyrachowanie jednostek w mechanizm ten zaangażowanych.
Realia społeczno-polityczne przedstawione w książce Llosy to także świat warstw i grup najniżej sytuowanych w drabinie społecznej. Świat kolorowych a jednocześnie ponurych, zaśmieconych przedmieść, prowincji zamarłej w swej nędzy i zacofaniu, to świat knajp i spelun goszczących biedaków żyjących z dnia na dzień. W powieści świat ten reprezentuje najpełniej Ambrosio, po części również związana z nim Amalia. Ich tragiczna historia guasi-miłosna to soczewka skupiająca i obrazująca z całą mocą patologie eskalujące na dnie systemu, który bazuje na ludzkiej krzywdzie, na poniżeniu i wyzyskiwaniu jednostki. W tym wymiarze powieści największym potencjałem dramaturgii obarczone są losy wspomnianego wyżej eks-szofera Fermino Zavali, próbującego zapewnić byt sobie i swojej rodzinie podczas pobytu w prowincjonalnej Pucallpa. Ale i inne historie zdają się być wymownymi; ich nosicielami jest cała mozaika postaci drugo- i trzecioplanowych. Próby utrzymania się na powierzchni egzystencjalnej dżungli względnie zachowania gwarantującego minimalną stabilność życiową status quo – niekiedy zakończone względnym sukcesem, jak to miało miejsce w przypadku Ludovico – to domena starań pozbawionych skrupułów Hipólito i Trifulcio, starzejącej się i zdezorientowanej Hortensji, czy uwięzionej w moralnie zepsutym środowisku Quety.
Jeśli jednak chcieć by postawić pytanie i odpowiedzieć zarazem na nie: co jest w istocie rzeczy przedmiotem tej powieści, to należałoby wskazać, iż jest nim poszukiwanie własnej tożsamości, podejmowane przez jednostkę poddaną presji oddziaływania środowiska domowego, rodzinnego, społecznego, politycznego. Tą jednostką poszukującą własnej tożsamości, dokonującą wyborów, które w jej mniemaniu mają tę tożsamość zbudować; umożliwić jej wyjście z „zespołu naczyń połączonych” jest przede wszystkim Santiago Zavalita. To ten, który próbuje „wybić się na niepodległość”. Kroczy własnymi drogami niczym klasyczny niemal outsider. Zbuntowany młodzieniec doświadcza tego wszystkiego co zdaje się być domeną młodości gwałtownie przeżywanej — to przede wszystkim idealista wierzący w sprawę. Ale sprawa rychło okazuje się być swoistym nieporozumieniem, okraszonym na dodatek cierniem emocjonalnego rozczarowania. Niesiony nurtem zdarzeń, poddany działaniu przypadku (?) trafia do redakcji jednego ze stołecznych dzienników — „Kroniki”. W ten sposób zapewniając sobie egzystencjalne minimum opiera się przeznaczeniu wyznaczonemu mu przez ojca. Ale idealizm już blednie po czym umiera beznamiętnie. Zavalita zaś z czasem nieuchronnie wsiąka w rzeczywistość, w której żyje. Jego młodość krzepnie, pojawia się element stabilizujący – Kobieta i małżeństwo. Ale czy autonomiczność jego losów – oderwanych od wsparcia rodziny - w istocie jest autonomią, suwerennością pozwalającą mu budować własną tożsamość? Czy nie jest to swoista gra pozorów, naiwność generowana przez przekorę, próba usprawiedliwienia porzucenia wyzwań na rzecz doświadczania rytuału przeciętności? Aby umiejscowić się w otaczającym go świecie Santiago musi skonfrontować się z przeszłością, a przede wszystkim odkryć ją, gdyż jego wiedza o tej przeszłości okazuje się fragmentaryczną oraz jednowymiarową właśnie. Przypadek (kolejny?) sprawia, iż pewnego popołudnia trafia na byłego pracownika swojego Ojca, u którego ten przed laty zatrudniony był jako osobisty szofer. Po krótkiej wymianie zdań udają się do pobliskiej knajpy dla biedoty. I tak zaczyna się tytułowa rozmowa w Katedrze, rozpisana na całą objętość woluminu(-ów). Rozmowa, która dla Santiago stanie się okazją skonfrontowania z samym sobą ale przede wszystkim ujrzenia losów własnej rodziny, a zwłaszcza ojca w zupełnie nowym świetle. To światło sprawia, ze sacrum może okazać się profanum, domniemany przypadek implikacją szeregu zaplanowanych i świadomych działań, a żywione dotąd uczucia oraz emocje pozbawione swego fundamentu, który mógłby je uzasadniać, czy tłumaczyć. Ale czy snop tego światła okaże się rzeczywiście na tyle mocny, by Santiago mógł uzyskać dostateczne jak również ostateczne wyjaśnienie wątpliwości i niepewności zarysowujących się w odmętach odsłoniętej mu właśnie przez Ambrosio przeszłości? A w szczególności, czy Ambrosio na pewno jest bezwzględnie szczery ze swoim rozmówcą?
Rozmowa w „Katedrze” to także książka o uwikłaniu. Może nawet bardziej o uwikłaniu, niż o poszukiwaniu własnej tożsamości. Uwikłanym można być i jest się w tej książce wielorako: politycznie, finansowo, obyczajowo, zawodowo, seksualnie. Po części uwikłanie to stanowi konsekwencję splotu zdarzeń, wypadków rozgrywających się na różnych piętrach egzystencji jej bohaterów, pozostających niekiedy poza zakresem ich możliwości percepcyjnych. Po części zaś uwikłanie to, nawet jeśli nie jest przez nich antycypowane, nie jest objęte ich kalkulacją, staje się rezultatem choćby pośrednim dokonywanych przez postaci wyborów, konsekwencją ich decyzji. Paradoks swoisty polega na tym, że czasem próba oparcia się jednemu z uwikłań skutkuje nieuchronnie popadnięciem w sieć oddziaływań i zależności, które wkrótce skutkują powstaniem nowego uwikłania jednostki. Uwikłaniu temu towarzyszą tajemnice i kłamstwa, czasem skrywane przez długie lata i to wobec osób najbliższych, niejednokrotnie z zimną obojętnością, czy wyrachowaniem. Tę obojętność lub wyrachowanie racjonalizuje się niekiedy dobrą wiarą, chęcią ochrony bliskich, oszczędzenia im trosk i zmartwień. Ale czy finalnie skutek tych zabiegów nie jest zgoła odmienny? Tak, czy inaczej - uwikłanym jest Fermin Zavala, Santiago Zavala, Ambrosio; uwikłaną jest Muza Hortensja i Queta. Uwikłanymi są tu wszyscy. W jednym z pierwszych zdań powieści, Autor myślami Zavality „mówi”: „W jakim to momencie Peru tak się skurwiło? (…) On był jak to Peru, Zavalita, w jakimś momencie się skurwił. Myśli: kiedy? (…) Skurwione Peru, myśli, skurwiony Carlitos, wszyscy skurwieni. Myśli: nie ma wyjścia”.
Książkę Llosy, uważaną za jego najwybitniejsze dzieło, warto przeczytać. Nie będzie to lektura łatwa. Niejednokrotnie będzie to lektura drażniąca, irytująca, wymagająca najwyższej koncentracji i precyzji w kojarzeniu wątków. To w głównej mierze pokłosie obranej przez Autora formuły konstrukcyjnej i stylistycznej powieści, sposobu budowania i nakładania na siebie zwłaszcza dialogów. O ile na początku ta formuła i ten sposób wydawać się mogą czytelniczą katorgą, po pewnym czasie, po kilkudziesięciu stronicach już najpewniej, odkryjemy przemyślany charakter tych zabiegów formalnych i ukryty walor ich zastosowania. Mozaika zapełni się kolejnymi puzzlami, obraz wypełni się w szczegółach, wszystko nabierze swego kolorytu, pełnego wyrazu. I jeśli nawet nie znajdziemy odpowiedzi na wszystkie wątpliwości czy rozterki kłębiące się w naszej głowie w wyniku odkrycia losów naszych bohaterów, to uświadomimy sobie bogactwo treści zawarte w tym dziele. Bo to książka zaiste wybitna. Uwidacznia to wszystko, co w naszej codziennej rzeczywistości pozostając nieuchwytnym albo kwalifikowanym jako niewiele lub nic nie znaczące, w istocie rzeczy determinuje niekiedy w zasadniczych rysach nasze losy, tak jednostkowe, jak i zbiorowe.

Rozmowę w „Katedrze” zwykło określać się mianem powieści totalnej. W istocie rzeczy, Mario Vargas Llosa podjął się zadania literackiego o wymiarze i wymowie zaiste totalnych. Otóż przy wykorzystaniu wyrafinowanej komplikacji układu wątków, zawirowań fabuły, licznych retrospekcji, przeplatania narracji, a zwłaszcza dialogów rozgrywających się w różnych — czasem dalekich od...

więcej Pokaż mimo to

10

Cytaty

Więcej
Mario Vargas Llosa Rozmowa w „Katedrze” Zobacz więcej
Mario Vargas Llosa Rozmowa w „Katedrze” Zobacz więcej
Mario Vargas Llosa Rozmowa w „Katedrze” Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd