Nie święci książki piszą, czyli cancel culture a czytanie

Tomasz Pindel
27.09.2020

Już od dłuższego czasu media żyją aferą związaną z J.K. Rowling, która najpierw wypowiedziała się w sposób przez niektórych uznany za transfobiczny, a teraz się okazało, że w jej najnowszej powieści z cyklu o Cormoranie Strike’u mordercą jest transwestyta (brzmi to jak totalny spojler, ale to nie ja go wypuściłem!), co miałoby jakoby potwierdzać skandaliczną postawę pisarki. Mamy falę oburzenia, wezwania do bojkotu i nawet, jak wyczytałem, palenie książek przez fanów (hmm, ciekawe słowo w tym kontekście). Można się łączyć w oburzeniu, można zżymać, niemniej kwestia, jak oceniamy poglądy i zachowania pisarzy – i co z tego wynika dla ich książek – nie jest ani prosta, ani nowa.

Nie święci książki piszą, czyli cancel culture a czytanie

Jeśli mielibyśmy być konsekwentni i ignorować dzieła tych, którzy zrobili bądź powiedzieli coś, co uznajemy za złe, to staniemy wobec dość poważnego problemu czytelniczego. Czy facet, który popełnił przestępstwa podatkowe i trafił za nie do więzienia, powinien być traktowany jako wielki klasyk? Niekoniecznie? No to w takim razie zapomnijmy o Don Kichocie, wszak pan Cervantes zaliczył odsiadkę za takie właśnie przewiny. To zresztą nic w porównaniu z wyczynami Françoisa Villona. Francuz miał imponującą kartotekę, obejmującą udział w grupie przestępczej, napady, kradzieże, fałszerstwo pieniędzy, bójki z użyciem ostrych narzędzi, jedna z dźgniętych przez niego osób zmarła, a sam poeta został skazany na powieszenie i cudem się wywinął. Czyli co, „Wielki testament” też do kosza?

Reklama

rozmowa w katedrzeW tych przypadkach mamy do czynienia z działalnością obiektywnie przestępczą, ale przecież w aferach współczesnych często chodzi jednak o poglądy uznawane przez protestujących za niewłaściwe, nie o czyny. A poglądy, jak wiadomo, dzielą się na różne kategorie. Jeśli na przykład zapuścimy się na grunt polityki, sprawa będzie wyglądała zgoła beznadziejnie. Zdążyliśmy się już dawno przyzwyczaić do politycznych kampanii przeciwko niektórym twórcom na naszym rodzimym podwórku – a to Wisława Szymborska napisała kiedyś wiersz o Stalinie, a to Olga Tokarczuk nazwała naszych szlacheckich przodków kolonizatorami, znamy to wszyscy – ale wcale nie jest to polską specjalnością. Mario Vargas Llosa ma w swoim kraju i w całej Ameryce Łacińskiej nieprzejednanych wrogów wcale nie dlatego, że książki im się nie podobają, tylko ze względu na polityczne zaangażowanie pisarza, który „zdradził” lewicę (rzeczywiście Peruwiańczyk jako jeden z pierwszych oddalił się od Fidela Castro, kiedy jeszcze większość ludzi kultury wierzyła w jego rewolucję): czego by nie napisał czy nie powiedział, zostanie mu to poczytane za złe. Jest też poważny kłopot z Jorge Luisem Borgesem: ów literacki geniusz miał wyraźną słabość do Augusta Pinocheta, od którego przyjął odznaczenie i o którym ciepło się wypowiadał – podczas gdy, jakby nie było, chilijski generał odpowiada za śmierć około 3 tysięcy osób i torturowanie prawie dziesięciu razy tyle. A tacy Louis-Ferdinand Céline i Władimir Majakowski: pierwszy sympatyk faszyzmu i antysemita, drugi piewca bolszewizmu i Lenina – przecież są to, eufemistycznie mówiąc, trudne do obrony sympatie.

Reklama

rushdieOsądzanie pisarzy na podstawie ich poglądów politycznych ma ten zasadniczy mankament, że nudno byłoby czytać tylko tych, którzy należą do „naszego” obozu. Poza tym rozdzielałoby to lekturowo przez ludzi o różnych poglądach. Podobnie zresztą byłoby z książkami oskarżanymi o obrazę uczuć religijnych: muzułmanie nie czytają „Szatańskich wersetów” Salmana Rusdhiego, chrześcijanie „Ewangelii według Jezusa Chrystusa” José Saramago i tylko chyba ateiści mają święty – excusez le mot – spokój.

fundacja asimovWspółczesne afery odnoszą się zwykle do spraw obyczajowych. Tak działo się w przypadku V.S. Naiupaula, noblisty rodem z Trinidadu i Tobago, oskarżonego o mizoginizm (faktycznie, jego wypowiedzi na temat twórczości pisarek trudno inaczej określić) i o klasistowsko-rasistowskie wywyższanie się nad „niecywilizowanymi” narodami. Innemu nobliście, Derekowi Walcottowi, zarzucano seksualne napastowanie z wykorzystaniem pozycji zawodowej (chodziło o studentkę, która uczęszczała na jego zajęcia). Sporo w podobnym kontekście mówiło się o Issaku Asimovie, który także miał napastować kobiety ze swojego otoczenia. Takich przypadków jest znacznie więcej, pytanie, jaki procent z nich przenika do świadomości ogółu.

lovecraft dunwichTylko co właściwie począć z wiedzą o grzechach i błędach ludzi pióra? Oczywiście warto rozróżnić kwestię czytania (bądź nie) ich książek od honorowania na różne sposoby samych autorów i autorek. To, że statuetka World Fantasy Award nie wyobraża już Lovecrafta, znanego z rasistowskich poglądów, oznacza, że odpowiedzialni za to wyróżnienie ludzie uznali, iż na honorowego patrona pisarz ów się nie nadaje, ale przecież wcale nie jest wezwaniem do tego, by zapomnieć o jego książkach (zresztą można by sobie wzywać: Lovecraft czytelniczo i popkulturowo ma się świetnie, w tym także właśnie dzięki tym kontrowersjom). Czym innym jest czytanie czyichś dzieł, a czym innym stawianie mu pomników.

Tak czy inaczej, bojkot wydaje mi się wyjątkowo marnym pomysłem: jak mnie ktoś wzywa do bojkotu, to mam wrażenie, że próbuje myśleć i podejmować decyzje za mnie (o paleniu książek nawet nie ma co wspominać, wiadomo przecież, z kim takie praktyki się kojarzą). Bojkot to raczej narzędzie do walki konsumenckiej: bojkotujemy produkty firmy X, bo nam się nie podoba, co firma X robi. (Inna sprawa, że być może za kampanią przeciw firmie X stoi konkurencyjna firma Y, więc warto być ostrożnym.) Oczywiście książki to też produkty, a wydawnictwa są firmami o celach zarobkowych, ale jeśli o tych książkach i ich autorach dyskutujemy, to przecież jest to dyskusja o literaturze, a nie o produkcie. Nie trzeba nosić koszulek wyprodukowanych przez dzieci w półniewolniczych warunkach w jakimś dalekim kraju, ani jeść mięsa okrutnie traktowanych zwierząt, by wiedzieć, że praktyki te zasługują na potępienie. Ale żeby potępiać w czambuł, albo nawet po prostu skrytykować jakąś książkę, warto by ją jednak najpierw przeczytać, prawda?

Reklama

komentarze [100]

Sortuj:
21
0
08.10.2020 20:39

Proponuję w ramach zabawy ( lub całkiem na poważnie ) przy wieczornym czy też porannym wpatrywaniu się w lustro wyraźnie się dookreślić zgodnie z modną aktualnie racją polaryzacji, że się jest albo prawakiem albo lewakiem i że za szefa wypada jedynie mieć zdeklarowanego nazistę lub zdeprawowanego geja, oraz że chętnie się będzie na niego pracować i mu dorzucać do woreczka,...

więcej

167
5
08.10.2020 23:06

Jako, że wg niektórych środowisk każdy może się określać i czuć się kim chce, to ja rano czuję się Juliuszem Cezarem, po południu Napoleonem, a wieczorem Benitem Mussolinim ;)

Szkoda, że już nie studiuję, a tym bardziej na UJ. Tam teraz wykładowcy mają się zwracać do studenta jak on chce. Ciekawe ilu by się zgodziło na określenia np. "Mein Fuhrer" czy "Jaśnie Panie"...

więcej

21
0
09.10.2020 13:57

Wyobrażam sobie, że niejeden: "Nie do zniesienia jest ten pana bełkot Mein Fuhrer, zaraz pana przypałuję."


4047
3807
08.10.2020 20:08

Niedługo ,hetero.Znajdą się w rezerwatach.


167
5
08.10.2020 23:07

było takie opowiadanie Ziemkiewicza sprzed ładnych kilkunastu lat gdzie homoseksualizm był obowiązkowy :)


101
0
09.10.2020 01:17

Hm jesteśmy na stronie o książkach wiec może się panowie doedukuja i przeczytają w ilu krajach homoseksualiści są mordowani lub zamykani w więzieniach i zastanowią się nad tym co tu piszą.


4047
3807
09.10.2020 06:58

A jaki to tytuł książki ?


167
5
09.10.2020 17:24

Mania, zatem możesz jechać do krajów arabskich i afrykańskich i ich bronić :) z kolei w Polsce to tacy tęczowi napadają na furgonetki, niszczą mienię i biją ludzi.


167
5
09.10.2020 17:29

A opowiadanie nie pamiętam tytułu, czytalem to być moze w okolicy 2006 r., ale patrząc na tytuły opowiadan ze zbioru wydanym w tym roku nic nie kojarzę. Być może to było opowiadanie opublikowane w jakiejs prasie i pozniej wstawione w internety, trzeba by juz autora zapytać.


4047
3807
09.10.2020 20:49

Jak znajdę to poczytam.


167
5
08.10.2020 19:08

"pierwszy sympatyk faszyzmu i antysemita, drugi piewca bolszewizmu i Lenina – przecież są to, eufemistycznie mówiąc, trudne do obrony sympatie."

Trudne to obrony? Noo, bolszewizm na pewno, ale faszyzm nie był taki zły jak go malują - można np. sięgnąć po Włochy faszystowskie i się okazuje, że faszyzm nie był totalitarny i...

więcej

1696
562
01.10.2020 10:05

Czy można odseparować dzieło od życia autora i jego poglądów?
Można. Gdyby to było złe to Bóg by inaczej świat stworzył. :D

Ja tak mam z Cejrowskim. Jego wypowiedzi i PRAWACKICH mądrości nie da się słuchać, ale książki podróżnicze pisze świetne, to fakt.


37
2
29.09.2020 18:23

Przecież Rowling jest typowym trollem, do tego sprytnym, bo takie akcje paradoksalnie wypromują książkę. Już pomijam fakt, że akurat w kwestii trans kobiet ma całkowitą rację - to tak jakby się oburzać że ktoś powiedział, że muł to nie koń. No bo to nie jest koń, a nawet jeśli to tylko w połowie, podobnie jak trans z definicji jest tylko w połowie kobietą (albo w...

więcej

13
12
29.09.2020 17:28

Ja bym do przykładów dodał jeszcze Ziemkiewicza, z którego poglądami wypowiadanymi publicznie trudno się zgodzić, ale który jednocześnie w swej trylogii, rozpoczętej przez Polactwo, dał niezwykle trafny i prznikliwy obraz kondycji Polaków jako społeczeństwa. Pomijam już jego twórczość z zakresu fantastyki, która też ma swoich fanów.
Swoją drogą czy w ogóle znalazłby się...

więcej

1068
88
28.09.2020 23:30

To transwestyta nie może być mordercą? A kto mu/jej zabrania? *oburzenie* Równe prawa do mordowania dla każdego!


51
51
28.09.2020 21:50

Czepiają się Rowling, a co w takim razie z mordercą z "Milczenia owiec", który był jakby transseksualistą?


447
60
29.09.2020 16:13

Są ludzie, którzy tego też mają z tym problem.


193
22
28.09.2020 21:19

Myślę, że nie wszystkie podane przez autora artykułu przykłady trafnie ilustrują problem, ale generalnie się zgadzam.
Można by tę kwestię rozszerzyć: mam np. takich autorów, których wizerunku medialnego nie trawię, ale chętnie sięgam po kolejne ich książki. Czy to znaczy, że jestem hipokrytką?
Ja akurat szanuję panią Rowling, nie za jej poglądy, ale za to że je ma, broni...

więcej

1122
8
28.09.2020 20:01

Według mnie to tylko inny rodzaj oceniania książki po okładce, a „wina” i tak leży po obu stronach barykady. Zgodzę się, że takie nagonki na panią Rowling są całkowicie zbędne, a co gorsza szkodliwe dla tych osób LGBT, które chcą się odciąć od krzykaczy i czarnego PRu. Z drugiej strony niektórzy pisarze uwielbiają wsadzać przysłowiowy kij w mrowisko, czy to ze względu...

więcej

zgłoś błąd