Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Mariola, moje krople...

Wydawnictwo: Świat Książki
5,51 (556 ocen i 133 opinie) Zobacz oceny
10
12
9
30
8
40
7
101
6
99
5
117
4
55
3
63
2
19
1
20
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-247-2281-5
liczba stron
288
słowa kluczowe
prl, teatr
język
polski
dodała
Monika Adamczyk

„Mariola, moje krople...!” – wykrzykuje raz po raz do swej sekretarki niejaki Zbytek, dyrektor prowincjonalnego teatru gdzieś na Dolnym Śląsku, który marzy o spokojnej emeryturze, gdy tymczasem nagle wszystko wymyka mu się z rąk... Jest listopad 1981. W teatrze Zbytka jak w całej Polsce: działa i „Solidarność” i stary związek zawodowy. Bufetowa na zapleczu pędzi bimber, a zespół ma mieć...

„Mariola, moje krople...!” – wykrzykuje raz po raz do swej sekretarki niejaki Zbytek, dyrektor prowincjonalnego teatru gdzieś na Dolnym Śląsku, który marzy o spokojnej emeryturze, gdy tymczasem nagle wszystko wymyka mu się z rąk...
Jest listopad 1981. W teatrze Zbytka jak w całej Polsce: działa i „Solidarność” i stary związek zawodowy. Bufetowa na zapleczu pędzi bimber, a zespół ma mieć mięso ze świni, hodowanej za sceną. Krawiec wspomina wciąż powstanie warszawskie, a pewna aktorka spóźnia się na próby, bo stoi w kilometrowych kolejkach po... cokolwiek.
Podstarzała amantka, oczywiście żona dyrektora, gra Julię i pała uczuciem do młodego reżysera z Warszawy, który odbywa właśnie próby do „Horsztyńskiego”. Zostają jednak przerwane, bo 12 grudnia w teatrze ma gościć delegacja radziecka i sztuka się nie nadaje. Martel, pierwszy sekretarz komitetu powiatowego PZPR wymyśla, że dla radzieckich gości wystawi się „Streap-tease”, nie mając pojęcia, że w poważnej sztuce Mrożka nikt się nie rozbiera. Równolegle aktorzy mają przygotować „Pastorałkę” – obsesję miejscowego proboszcza - w koszmarnej, uwspółcześnionej wersji dramaturga-amatora.
Jakby tego było mało, w teatrze pojawia się Magda, córka bufetowej, działaczka NZS, by ukryć u matki powielacz i sprzedawać ksiązki z drugiego obiegu. Wszystko wskazuje, że powielacz, opakowany w karton po koniaku, został omyłkowo wysłany do komitetu PZPR zamiast łapówki w postaci kilku butelek bimbru, doprawionego „kukułkami” i udającego prawdziwego „Napoleona”...
Powieść Gutowskiej-Adamczyk, niemal nie wychodząca z teatru, jest zwariowaną komedią omyłek, opartą głównie na lekkich i zabawnych, a nawet błyskotliwych dialogach oraz idiotycznych sytuacjach, w jakie wplątują się celnie, choć grubą kreską (prawo gatunku!) scharakteryzowani bohaterowie. Jest w niej coś z ducha „Kabareciku Olgi Lipińskiej” wymieszanego z „Rozmowami kontrolowanymi” Chęcińskiego i filmami Barei.

 

źródło opisu: opis od wydawcy

źródło okładki: okładka od wydawcy

pokaż więcej

książek: 1404
pheosia | 2011-01-24
Na półkach: Ulubione, 2011, Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 22 stycznia 2011

Co może kryć w tajemniczych czeluściach swojego wnętrza zwyczajny Teatr Miejski w małej mieścinie? Prawdopodobnie scenę, biura, aktorów, rekwizyty i kostiumy, scenariusze i mnóstwo innych zadrukowanych plików... Nic nadzwyczajnego. Ale jeśli dodamy, że mowa o czasach PRL-u i niezwykłej książce Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, będziemy musieli tą listę uzupełnić. Najlepiej o pijaną świnię, kilka skrzynek nielegalnego bimbru udającego firmowy koniak, nieokreśloną liczbę znikających powielaczy (do druku wywrotowych ulotek, które też dopisujemy do listy inwentarza teatru), nachalnego prezesa partii i hydraulika, który nie jest hydraulikiem, trzy żony dyrektora teatru i kandydatkę na kolejną jego połowicę, kilku działaczy opozycji, tajemniczego Francuza i, tak, tak, tytułowe krople, bez których dyrektor, a więc i Teatr Miejski nie mógłby funkcjonować.
Absurdalne? I o to właśnie chodzi!

Książka "Mariola, moje krople..." przenosi nas w niezwykły świat końca roku 1981, w objęcia absurdalnego socjalistycznego ustroju. To tutaj, w Miejskim Teatrze aktorki spóźniają się na próby, bo stoją w kolejkach za rajstopami, wszystko i wszystkich ukrywa się pod łóżkiem reżysera, bufetowa pędzi bimber pod nosem głównego sekretarza jedynej i słusznej partii, który z kolei przypadkiem spotyka się z przewodniczącym regionalnej opozycji. Jak kończy się ta mrożąca krew w żyłach konfrontacja? Pierwszy z panów zaprasza drugiego do siebie, by ten... naprawił mu toaletę!

I zapewniam, że to dopiero początek świetnej zabawy, którą zapewnia lektura tej książki. I chociaż akcja toczy się pomiędzy 17 listopada a 13 grudnia, trwając krócej niż miesiąc, perypetii, które mają w tym czasie miejsce starczyłoby na kilkanaście lat. Nic dziwnego, że dyrektor Jan Zbytek tak często wzywa swoją sekretarkę tytułowym "Mariola, moje krople...". Bez melisy ani rusz!

Książka zachwyca błyskotliwie humorystycznymi dialogami, absurdalnymi zbiegami okoliczności oraz niezwykłą dokładnością, z jaką oddaje klimat tamtej "epoki". To sprawia, że z pewnością przypadnie ona do gustu każdemu - pamiętającym czasy PRL przypomni tak dobrze znane absurdy, młodszych rozbawi i wprowadzi w świat rodziców i dziadków.

Pozostaje mi zachęcić do sięgnięcia po najnowszą powieść Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk i jednocześnie podziękować Autorce za jej dzieło - mistrzostwo w swojej klasie. Miejmy nadzieję, że niedługo trafi ono na deski teatrów, bo wydaje się być do tego stworzone!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Trafny wybór

Bardzo sceptycznie podeszłam do tej książki i chyba trochę się bałam popsuć sobie opinię o autorce. Niesłusznie. "Trafny wybór" to świetna,...

zgłoś błąd zgłoś błąd