Wywiad: J. Carroll
Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 230 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Sosnowe dziedzictwo

Autor:

więcej informacji
seria/cykl wydawniczy: Sosnowe dziedzictwo tom 1
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: luty 2011
ISBN: 978-83-7648-623-9
liczba stron: 296
słowa kluczowe: dworek, Kujawy
język: polski
typ: papier
dodał: malineczka74
6.02 (199 ocen i 65 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 25,60 zł
Kup ebooka
Legimi
Cena: 29,90 zł

Ciepła opowieść o kobiecie, której przeszłość zgotowała najwspanialszą niespodziankę - pomogła odnaleźć własne miejsce na ziemi. To historia, o której pomyślisz: chciałabym, żeby była moja... Kwiląc... Ciepła opowieść o kobiecie, której przeszłość zgotowała najwspanialszą niespodziankę - pomogła odnaleźć własne miejsce na ziemi. To historia, o której pomyślisz: chciałabym, żeby była moja...

Kwilące niemowlę, ukryte pod biurkiem pewnego tragicznego dnia podczas powstania warszawskiego, zamknięty na cztery spusty sejf, przez czterdzieści lat strzegący powierzonej mu tajemnicy, otoczony sosnami stary dwór nad jeziorem, czekający cierpliwie na swoją właścicielkę... Przeszłość i teraźniejszość splatają się tu w chwilami dramatyczną, a chwilami pełną humoru opowieść pokazującą, że los potrafi się do nas uśmiechnąć nawet wówczas, gdy zupełnie tego nie oczekujemy.

Anna Towiańska niespodziewanie zostaje właścicielką Sosnówki, pięknego, starego dworku na Kujawach. Odziedziczony po matce, która nie wiedziała o jego istnieniu, opuszczony i zaniedbany dom wymaga solidnego remontu. Anna postanawia przywrócić mu dawną świetność. Odkrywając malowniczą Sosnówkę, przygarnia porzuconą psinę i poznaje sympatycznych mieszkańców pobliskiego miasteczka. Samozwańczy parkingowy Dyzio, pilnujący porządku na rynku, przystojny weterynarz Grzegorz, właściciel firmy remontowej Jacek i mały Florek, szukający ciepła i miłości - wszyscy oni są pod urokiem prześlicznej, nowo przybyłej "dziedziczki z Sosnówki". Nic więc dziwnego, że Anna postanawia zostać w Sosnówce na dłużej.

Sosnowe dziedzictwo to magiczna, pełna pogody ducha i życzliwości historia o tym, jak los czasami pomaga nam być szczęśliwymi.

Maria Ulatowskaczytała od zawsze. To, że napisze książkę, wiedziała również od bardzo dawna. Na co dzień specjalistka od prawa dewizowego, dopiero na emeryturze znalazła trochę czasu i zrealizowała swoje marzenie. Mieszka w samym centrum Warszawy, ale najchętniej mieszkałaby gdzieś poza miastem? Na przykład tam, gdzie stoi dworek pośród sosen. Najbardziej bowiem kocha las, swoją rodzinę i psy. Może w trochę innej kolejności...
pokaż więcej.


źródło opisu: Wydawca

źródło okładki: Wydawca



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (7)

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: luty, 2011

„Sosnowe dziedzictwo” to nowość wydawnicza, na którą czekałam od dłuższego czasu. Nie wiem czy to z powodu informacji medialnych o tej lekturze, które kusiły mnie okrutnie czy też to okładka i tytuł tak na mnie zadziałały... Pewne jest natomiast, że z niecierpliwością czekałam aż książka wpadnie w moje łapki i tak się stało:). Oczekiwania wobec tej pozycji były duże, ale przyznaję, że się nie zawiodłam.

Książka „Sosnowe dziedzictwo” opowiada historię 30-letniej Anny Towiańskiej, która odziedzicza posiadłość na Kujawach. Kobieta nawet nie wiedziała o jej istnieniu, więc była to prawdziwa niespodzianka. W końcu rzadko otrzymuje się dom w spadku:). Dworek jednak jest mocno zaniedbany oraz wymaga porządnego remontu, ale Anna postanawia przywrócić mu dawny blask. Rozpoczyna się niesamowita opowieść, gdzie przeszłość i teraźniejszość splatają się w jedną, nierozerwalną historię o tajemnicy, która przetrwała kilkadziesiąt lat i która zmieni życie głównej bohaterki raz na zawsze. Anna odkrywa niezwykłą, malowniczą Sosnówkę i poznaje szereg przesympatycznych ludzi zamieszkujących okolicę. Parkingowy Dyzio, gosposia Irenka czy też przystojny weterynarz Grzegorz będą jednymi z wielu postaci, które na długo pozostaną w pamięci i sercu. Czy Anna znajdzie swoje miejsce, w którym będzie naprawdę szczęśliwa? Jaką tajemnicę skrywa stara posiadłość? Jak potoczą się dalsze losy bohaterki? Nie zamierzam zdradzać więcej żadnych szczegółów, ale naprawdę warto sięgnąć po tę książkę.

Jestem godna podziwu dla autorki Marii Ulatowskiej, dla której „Sosnowe dziedzictwo” jest debiutem literackim. Absolutnie nie jest to widoczne ani w żaden sposób odczuwalne. Wprost przeciwnie. Widać bez wątpienia powiew świeżości, ciekawy sposób kreowania bohaterów oraz fabułę w postaci przeplatających się cały czas przeszłych i teraźniejszych wydarzeń. Przeczytałam ją jednym tchem i nie mogę się już doczekać kontynuacji:).

Ciepła, wzruszająca opowieść, która wywołuje szybsze bicie serca i sprawia, że zaczynamy wierzyć, że i nam przeznaczenie szykuje niejedną niespodziankę:). Warto sięgnąć po nią zwłaszcza, jeżeli ciężko nam na sercu lub mamy po prostu gorszy dzień. Ta książka rozproszy wszelkie smutki i pokaże, że życie ma do zaoferowania znacznie więcej, niż nam się wydaje. Polecam gorąco!!

Moja ocena: 5/6


Przeczytana: 11 lutego, 2011

Pozwól teraz Drogi Czytelniku, że zabiorę Cię w piękne miejsce. Jest to dworek w Towianach, przed którym stoi właśnie jego nowa właścicielka, Anna Towiańska. Dziewczyna nie wie jeszcze, że to miejsce stanie się dla niej szczególne... Jeśli chcesz wiedzieć jak to się stanie, to serdecznie zapraszam do lektury debiutu literackiego Pani Marii Ulatowskiej pt. "Sosnowe dziedzictwo".

Historia, o której mowa zaczyna się już w czasie wojny, kiedy to poznajemy, wspaniałych ludzi, którzy postanawiają zaopiekować się, małą istotką, która właśnie straciła rodziców. Przybrana rodzina nie wie nawet jaką tajemnicę ukrywa sejf, który przez lata będzie służył jedynie jako półka na paprotki. Pewnego dnia jednak jego zawartość zmieni czyjeś życie.

Powiedzieć, że ta książka jest dobra to mało. Ta książka jest po prostu magiczna. Sam fakt, że autorka potrafiła przekazać mnie, zwykłej czytelniczce, tyle optymizmu zasługuje na uznanie. Dodajmy do tego jeszcze fajnych bohaterów i niezwykłą przyrodę i mamy wszystko.

Książka, jak już wiadomo, doczeka się swojej kontynuacji, na którą będę czekać z niecierpliwością. Tymczasem polecam wszystkim przeczytanie "Sosnowego dziedzictwa", bo naprawdę warto.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2011 Rok
Przeczytana: 09 lutego, 2011

„Historia, o której pomyślicie: chciałabym, żeby była moja” – to okładkowy opis „Sosnowego dziedzictwa” Marii Ulatowskiej. Dokładnie tak jest, myślę, że wiele osób po przeczytaniu tej powieści zamykając ją pomyśli sobie: „Byłoby fajnie gdyby i mnie taka historyjka się przydarzyła”. Dla wielu z nas pozostanie jednak w sferze marzeń, wiele osób zapomni o niej ... ale może jednak komuś się uda? Przecież sama autorka nie jest pisarką, napisanie książki stanowiło dla Niej marzenie, które zrealizowała na emeryturze. Udowodniła każdemu z nas, że warto marzyć, bo marzenia się spełniają, nawet te, które pozornie wydają się mało prawdopodobne.

Pani Maria napisała książkę bajkową i tak mało prawdopodobną jak niektóre nasze marzenia, ale jednak nikt z nas czytelników, nie powie, że ta historyjka nie mogła się przydarzyć.

Bohaterką „Sosnowego dziedzictwa” jest Anna Towiańska. Kobieta po 30stce, która dopiero w swoim dorosłym życiu poznaje historie swoich rodziców i dziadków. "Dzięki przeszłości" swoich przodków Ania zostaje dziedziczką wspaniałej posiadłości na Kujawach. Sosnówka jest starym, zniszczonym dworkiem. Nie mniej jednak Anka wcale się nie zraża. Na jej drodze pojawiają się mieszkańcy Towian i najbliższej okolicy, którzy okazują się wspaniałymi ludźmi i niezastąpionymi przyjaciółmi. To dzięki pomocy nowych znajomych właścicielka Sosnówki przywraca świetność swojej posiadłości.
Wiele historii, wiele osób, losy wszystkich łączą się ze sobą tworząc na prawdę miłą w odbiorze historyjkę. Teraźniejszość miesza się z opowiadaniami z przeszłości a jednak nadal panuje spokój i porządek. Przez cały czas podtrzymywana jest atmosfera dobroci i przyjaźni. Cukierkowy nastrój może przytłaczać i grozić przesłodzeniem. W tym przypadku, to uczucie nie pojawia się. Autorka nie przedobrzyła, proporcje zostały jak najbardziej zachowane.

To nie jest tylko opowieść o spełnianiu marzeń. Pojawiają się także obrazki przedstawiające pozytywne aspekty życia w małym miasteczku. Autorka poprzez kreację życia bohaterów przypomina nam o tym jak ważna jest przyjaźń i pomoc innych ludzi, że czasami „rodziną” mogą okazać się zupełnie obcy ludzie. Bo przecież o posiadaniu rodziny nie świadczą tylko metryki, ale przede wszystkim czyny i uczucia. Sporo ciekawych i ważnych aspektów jest poruszanych jakby przy okazji, co nadaje tej książce jeszcze większą wartość.

Polecam „Sosnowe dziedzictwo” jednak chyba bardziej kobietom, nie wiem, czy mężczyźni chcieliby ją czytać … ale my Kobiety lubimy takie ucieczki do innego świata, pozornie bajkowego, ale jednak … budzą się w nas marzenia i chociażby za to właśnie, za obudzenie marzeń chciałabym podziękować autorce pani Marii Ulatowskiej.


Przeczytana: 15 kwietnia, 2011

Sosnowe dziedzictwo.... jednym "zdaniem" to takie słodkie ble, ble, ble…:) A rozwijając nieco moją enigmatyczną wypowiedź, powiem że to niezła pozycja, ale co jest niezwykle istotne, w swojej klasie. Ekstra rozgrywającymi w barwach rodzimych we wspomnianej klasie, doskonale rozpoznawalnymi przez bibliofili, a głównie bibliofilki są panie Kalicińska i Grochola..., a z barw pozanarodowych - moja ulubiona - Lesley Lokko..:) Jeśli ktoś zaczytuje się w grafomaństwach potocznie określanych czytadłami to ta książka zasługuje na uwagę.
Autorka stworzyła interesującą historię rodzinną, w której teraźniejszość łączy się z przeszłością sięgającą zdarzeń z czasów ostatniej wojny. Pomimo dramatyzmu wojny i opisywanych licznych problemów całość powieści tworzy sielski obraz emanujący prostotą i ciepłem, dopełniony poczuciem humoru.
W książce spotykamy miłości, przyjaźnie, tytułowe sosnowe dziedzictwo będące urokliwym dworkiem dosłownie skąpane w czarująco opisywanej przyrodzie… Autorka głosi pochwałę życia prostego, związanego z naturą, z dala od zgiełku i zwariowanego pędu miejskiej cywilizacji.
Książka może posłużyć jako środek odstresowujący po bardzo ciężkim dniu… pod warunkiem podkreślę, że przynajmniej od czasu do czasu jest się fanem nieskomplikowanie opowiadanych historii.
Pozdrawiam...:)tym razem szczególnie wielbicieli czytadełek...:)


Przeczytana: 13 lutego, 2011

Maria Ulatowska w swoim debiucie literackim zabiera nas do magicznego, starego dworku i posiadłości o nazwie Sosnówka. Ową posiadłość odziedziczyła po swojej matce młoda Anna Towiańska. Postanawia na własne oczy poznać swoje dziedzictwo i przyjeżdża na Kujawy. Miejscowy prawnik doprowadza Annę na miejsce. Dziewczyna jest zachwycona widokiem, jaki ujrzała: piękny stary dom otoczony sosnami. W dodatku wkrótce się okazuje, że z tylu jest jezioro, umiłowane przez wędkarzy. Anka postanawia zamieszkać od razu w nowym domu. Szybko znajduje się pomocnica - pani Irenka, która nie dość, że sprząta to i świetnie gotuje. Nie mogłoby zabraknąć i przygarniętego psa, który szybko znajduje sobie miejsce w sercu dziewczyny. To dzięki suczce Szyszce Anna poznaje weterynarza Grzegorza, warszawiaka, który zastępuje w okresie wakacji swojego kolegę. Będzie też mały romansik, ale Anka będąc kobietą po przejściach, ale ciągle ładną i atrakcyjną znajdzie w okolicy niejednego adoratora. W błyskawicznym tempie dzięki pewnej załodze będzie mogła wyremontować dworek i pomyśleć o tym, aby w przyszłości otworzyć tu pensjonat. Tak mniej więcej przedstawia się fabuła.

Wszystko piękne, uładzone, przesłodzone do granic możliwości. Niestety miałam wrażenie, że czytam pewnego rodzaju powtórkę z rozrywki, taki miszmasz książek Małgorzaty Kalicińskiej i wielokrotnie powtarzanego serialu „Ranczo”. Jest odziedziczona ziemia, cudny domek, atrakcyjna kobieta, o którą wszyscy zabiegają, pomysł na pensjonat, a okoliczni mieszkańcy są przemili, uczynni i przesympatyczni. Oczywiście powinni też mieć swoje rodzinne problemy, a więc mają. Anna jest od razu przybyszem akceptowanym i lubianym przez okoliczną społeczność Towian. Co prawda sama Autorka w udzielonym wywiadzie oznajmiła, że wszystko miało być takie idealne, jak napisała. Mnie jednak to się absolutnie nie podoba. Tak jakby książka powstała na bazie już dobrze znanych pomysłów, co więcej dobrze się sprzedających. Nie ma, bowiem co się oszukiwać, większość czytelniczek marzy o stworzonej powieściowej baśniowej krainie.

Na uwagę zasługuje jednak opisana przeszłość rodzinna Anki Towiańskiej. Między rozdziały mające miejsce w XXI wieku, znajdują się te dotyczące okresu wojennego i lat 90. XX wieku. To nawet się nieźle czyta i może zainteresować czytelnika. Nie przeczę jednak, że Autorka stworzyła powieść pełną ciepła, która przyciągnie zwłaszcza czytelniczki chcące oderwać się od codzienności i marzące o odziedziczeniu właśnie takiej ziemi z właśnie takim dworkiem. Oprawa graficzna bardzo mi się podobała. Niestety samą powieścią byłam mocno rozczarowana. Dla zainteresowanych, warto nadmienić, że książka będzie miała swoją kontynuację.

http://www.slowemmalowane.blogspot.com/


Przeczytana: 06 lutego, 2011

Gdy tylko zobaczyłam okładkę tej książki i przeczytałam jej opis na stronie wydawnictwa , które ją wydało pomyślałam ,że muszę ją przeczytać. Moja intuicja się nie pomyliła.Debiutancka powieść Marii Ulatowskiej okazała się bardzo wyborną lekturą .


Główną bohaterką "Sosnowego dziedzictwa " jest 35-letnia Anna Towiańska ,która mieszka w Warszawie ,ukończyła polonistykę i pracuje jako korektorka. I nagle los obdarowuje ją bardzo miłym prezentem - wskutek przemian ustrojowych spadkobierczyni rodu Towiańskich odzyskuje rodową siedzibę - dworek , jezioro i 150 hektarów lasu w okolicy miasteczka Towiany na Kujawach ."Pani dziedziczka " wybiera się obejrzeć swoje włości. Widok dworku nie jest może okazały - budynek wymaga remontu i wkładu finansowego , ale otaczająca go okolica - piękny las i malownicze, zarybione jezioro wprawiają Annę w zachwyt. Postanawia odnowić dworek i w nim zamieszkać.W miarę postępu remontu w głowie właścicielki rodzą się jednak pewne plany co do zagospodarowania Sosnowego Dworku . Już od pierwszego dnia pobytu czeka ją szereg niespodzianek - poznaje sympatycznych mieszkańców Towian - mecenasa Witkowskiego ,parkingowego Dyzia , jej późniejszą gosposię Irenę Malinkę oraz przystojnego weterynarza Grzegorza Skalskiego. Do Anny przybłąkuje się też mała suczka nazwana Szyszką . W powieści przeczytacie o perypetiach remontowych i miłosnych pani korektorki , poznacie przeuroczą atmosferę Towian oraz gości Anny ,którzy ją odwiedzą .Ale czeka Was jeszcze opowieść o rodzinie Towiańskich ,w której losy wplatają się wydarzenia z XX-wiecznej historii Polski. Pradziadkowie Anny żyli w Sosnowym Dworku .Wojna jednak zakłóciła spokój .Zarówno babka , jak i dziadek Anny ze strony matki zginęli w czasie Powstania Warszawskiego brutalnie rozstrzelani przez Niemców .Matka Anny cudem ocalała dzięki ludziom dobrego serca i przyjaciołom rodziny Towiańskich .Jak potoczyły się dalsze losy rodu przeczytajcie sami .


To naprawdę niesamowita historia , którą pochłonęłam z wypiekami na twarzy . Maria Ulatowska napisała przepiękną sagę rodzinną. Jej akcja toczy się bardzo wartko , a zarazem zaskakuje czytelnika i pozwala uwierzyć , że nagle los może nas uraczyć miłą niespodzianką .Każda z postaci jest bardzo sympatyczna i doskonale oddaje jak na ludzi "działa" klimat prowincji - tu "zegar chodzi wolniej , czas płynie inaczej" ,a przyroda łagodzi charaktery ludzi. Taka właśnie jest prowincja - wszyscy wszystkich znają, są bardziej z sobą zżyci , nie ma anonimowości ,owszem jest więcej plotek ,ale i łatwiej znaleźć pomocną dłoń. Przepiękny opis dworku i jego otoczenia ,sosnowego lasu , migoczącego w promieniach słońca jeziora i polany pełnej czerwieniących się poziomek na krzakach przeniósł mnie w środek lata i czas wakacji . Autorka jest niesamowitą narratorką , nie zapomina o szczegółach , które jeszcze bardziej ułatwiają wtopienie się w lekturę . Dużo ciepła i optymizmu bije z tej historii. Już niedługo dalsze losy Anny poznamy w kontynuacji tej książki, powieści pt. "Pensjonat Sosnówka "
Szkoda mi tylko ,że w książce nie zamieszczono drzewka genealogicznego rodziny Towiańskich .
Idealna powieść na poprawienie humoru , lektura obowiązkowa dla miłośników sag rodzinnych i dobrych powieści.Polecam gorąco.


Przeczytana: 09 lutego, 2011

Maria Ulatowska debiutująca emerytka, która od zawsze wiedziała,że napiszę książkę. Mnie ogromnie cieszy, że zrealizowała swoje marzenie,a w księgarniach pojawiła się pierwsza część trylogii - " Sosnowe dziedzictwo". Z nadzieją czekam na maj.

"Sosnowe dziedzictwo" dzieli się na poszczególne etapy i lata.
Autorka przenosi nas do powstańczej Warszawy, gdzie ginie wiele niewinnych i wspaniałych osób. Zostaje wymordowanych wiele rodzin, żony zostają wdowami, dzieci sierotami. Jedną z takich sierot adoptuje mądra i dobra osoba , która zapewnia dziewczynce dom, rodzinę, ale przede wszystkim traktuje i kocha ją- Annę jak własne dziecko, którego nigdy nie miała....
Lata 90-te to trudny czas dla wielu osób. Anna z mężem tracą życie w wypadku samochodowym zostawiając dorosłą córkę - Anusię. Po pewnym czasie Ania dowiaduje się,że jest spadkobierczynią "Sosnówki" , pięknego dworku, gdzieś w środku lasu na kujawskiej wsi. Niestety mija kilka lat, zanim udaje się odzyskać od Państwa własność Towiańskich...
Z pomocą adwokatów, Ania dziedziczy dworek. Niestety jest zniszczony i zaniedbany, za to położony nad jeziorkiem, pośród sosnowych i pachnących lasów, w towarzystwie ptaków i dzikiej zwierzyny.
Ania zachwycona swoją własnością, robi wszystko by dworek odzyskał swój dawny wygląd. Poznaje wiele cudownych osób, dzięki którym czuje się jakby znalazła własne miejsce na Ziemi. Mieszkańcy Towian okazują się miłymi i pomocnymi sąsiadami, którzy w pełni zaakceptowali nową mieszkankę.... co niektórzy wykazali tez inne zainteresowania ... ale to już koniecznie musicie sięgnąć po książkę by dowiedzieć się czy trzydziestoletnia Ania po przejściach postanowi zatrzymać "Sosnówkę" ???? Kim jest Jacek i Grzesiek ??? Jaki wpływ na życie małego Florka ma Anka???


"Sosnowe dziedzictwo" okazało się ciekawą i wciągającą powieścią. Napisana prosto, choć ilość dat, wydarzeń i nazwisk mnie powaliła, nie lada wyczynem okazało się zapamiętanie kto z kim i dlaczego, choć mnie to nie zraziło, wręcz przeciwnie zachęcało jeszcze bardziej by poznać całą tę historię, wszystkich jej bohaterów, a także to by odkryć ich sekrety. Osobiście historii nie lubię, tu autorka przedstawiła ją w takim świetle, by zwykłego czytelnika nie zniechęcić i tego też nie zrobiła.
Główna bohaterka - Anna- okazała się ciepłą i wspaniałą osobą, która potrafi docenić inne osoby, a także nie potrafi przejść obojętnie koło skrzywdzonych zwierząt. Bardzo polubiłam tę postać.
Miło było się oderwać od szarego dnia i przenieść do pachnącego lasu pełnego ptaków, nad jeziorko, w którym nie brakowało ryb oraz na taras, gdzie w ratanowym wygodnym fotelu można było podziwiać te piękne widoki i dary Matki Natury.
Niestety jest mały minus tej powieści, mianowicie czuje niedosyt i zazdrość. Niedosyt tego, że powieść zbyt wcześnie się skończyła, a zazdrość, bo z przyjemnością bym zamieszkała w tak cudownym miejscu, wśród wspaniałych mieszkańców....no cóż ... póki co pozostaje mi czekać na dalsze losy Ani, Szyszki, Jacka, Grześka, Pani Malinki i innych mieszkańców uroczych i magicznych Towian.

"Sosnowe dziedzictwo" polecam z czystym sumieniem, osobiście do książki chętnie powrócę...póki co czekam na drugi tom, który ma ukazać się w maju.


Na półkach: Przeczytane, Moje własne
Przeczytana: 19 lutego, 2011

Ciepła opowieść o kobiecie, której przeszłość zgotowała najwspanialszą niespodziankę- pomogła odnaleźć swoje miejsce na Ziemi. To historia, o której pomyślisz: chciałabym, żeby była moja.

"Sosnowe dziedzictwo" to debiutancka powieść pani Marii, zarazem otwierająca nową trylogię z tak zwanego nurtu książek dla kobiet.
Autorka uczyniła swoją bohaterką trzydziestopięcioletnią kobietę- Annę, która po wielu perypetiach poznaje przeszłość i historię swojej rodziny, a ponieważ wreszcie w życie wchodzi ustawa, która pozwala o ubieganie się o zwrot majątków zagarniętych w czasie II wojny światowej, to Anna staje się właścicielką pięknego dworku- Sosnówki.

Powieść jest ciepła, przyjemna, radosna i taka trochę jednak nierealna. Miło czyta się o perypetiach Anny, mimowolnie uśmiech pojawia się na twarzy, gdy ta znajduje Szyszkę, a także na wszystkie sceny, w których pojawiają się czy to pani Irenka, czy pan Dyziu. Tylko, że w życiu nie zdarza się tak, że nagle nasze życie staje się cudowne i wspaniałe. Nie ma tak, że odziedziczamy dom, rzucamy wszystko, ale mamy pełno pieniędzy na remont zniszczonego dworku, życie, zatrudnienie gosposi, a na dodatek wszystko układa się jak po maśle: poznajemy fajnego faceta, a gdy okazuje się, że ten wyjeżdża i już się więcej nie pokazuje uznajemy, że nam na nim nie zależy i idziemy do innego. I właśnie to mnie w tej książce raziło. Brak realizmu. Tutaj wszyscy są mili do granic wytrzymałości. Nikt nikomu złego słowa nie powie. Po prostu utopia.

Denerwowało mnie również to, że wszystkie bohaterki, a tym samym krewne Anny, występujące jako jej mama, babka i nawet chyba prababka, też miały na imię Anna. Naprawdę utrudniało mi to lekturę. Gubiłam się momentami, o którą Annę chodzi i czasem odnosiłam wrażenie, że autorka też się sama w tym pogubiła.

Kiedy już przyzwyczaiłam się do powyższych niedogodności, mogłam w końcu skupić się na lekturze. Przyznaję, że powieść wciąga. Czyta się ją szybko i z dużą przyjemnością, na co na pewno ma wpływ doskonały styl pani Marii. Jednak od początku w zasadzie wiadomo, jak to wszystko się skończy, dlatego lektura nie zaskakuje.

Jak to zwykle w moim przypadku bywa, o wiele bardziej podobały mi się fragmenty, gdzie autorka przenosiła nas do czasów wojennych. Tamten świat naprawdę mnie zainteresował, wydarzenia były zaskakujące, ciekawe. Liczyłam na to, że wątki współczesne z tymi wojennymi będą przeplatały się do samego końca powieści, niestety tak się nie stało.

To, co uprzyjemnia lekturę to na pewno piękne wydanie. Okładka jest po prostu fantastyczna. W środku również poczułam się urzeczona, a to za sprawą szyszek zdobiących każdą stronę, która obwieszczała przeniesienie w inny czas akcji.

Polecam tym, którzy lubią ciepłe, podnoszące na duchu historie, udowadniające, że wokół nas są jeszcze życzliwi ludzie, a w życiu wszystko jest możliwe.

7/10 dobra


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 lutego, 2011

Nie oceniaj książki po okładce - głosi stare przysłowie, którego staram się trzymać. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym czasem zasady tej nie naciągnęła. Niestety, często potem okazywało się, że pukałam się w głowę mówiąc "głupia baba, znów dała się nabrać!". I choć obiecuję sobie, że to już ostatni raz, że więcej nabrać się nie dam - słowa nie dotrzymuję. Najpierw oglądam okładkę, a potem... kupuję. W taki właśnie sposób trafiło do mnie "Sosnowe dziedzictwo" - zachwycona okładką postanowiłam, że muszę tę książkę mieć. I co się okazało? Nie zawiodłam się, mało tego - zauroczyłam się tą historią.

Anna Towiańska - główna bohaterka to 35-letnia warszawianka, z zawodu korektorka, która otrzymuje w spadku rodową posiadłość jej dziadka - dworek "Sosnówkę" wraz z przyległym jeziorem i częścią lasu w Towianach na Kujawach. "Pani dziedziczka", jak od czasu do czasu o Annie mówią miejscowi, bardzo szybko daje się porwać urokowi miejsca, towarzystwu Szyszki - psiej przybłędy oraz serdeczności ludzi - mecenasa Antoniego Witkowskiego, pani Irenki Malinki, parkingowego Dyzia, rodziny Koniecznych oraz przystojnego weterynarza Grzegorza Skalskiego, którzy choć obcy, w bardzo krótkim czasie stają się jej niezmiernie bliscy. Nic więc dziwnego, że Anna postanawia przywrócić posiadłości jej dawną świetność.

Rozdziały poświęcone Annie i jej "Sosnówce" przeplatane są rozdziałami wyjaśniającymi losy przodków Anny, na które ogromny wpływ miała II wojna światowa, a w szczególności zaś - powstanie warszawskie. Z rozdziałów tych, dowiadujemy się także, w jaki sposób dworek trafił w ręce Anny, a co więcej - dlaczego stało się to tak późno.

"Sosnowe dziedzictwo" czyta się zachłannie, chociaż słowo "czyta" może nie jest tutaj najtrafiniejszym określeniem, lepszym zdaje się być słowo "wchłania". I co z tego, że cała ta historia wydaje się miejscami niesamowicie przesłodzona - atrakcyjna, zabawna i pewna siebie Anna, kobieta, o którą wszyscy zabiegają; niemal nieskazitelni i szalenie przemili mieszkańcy Towian? I co z tego, pytam raz jeszcze? Czy to ma znaczenie? Nie, nie ma - czasem bowiem dobrze odwiedzić świat zupełnie inny od naszego. Świat, o którym można marzyć, w którym chciałoby się żyć.


Na półkach: Przeczytane, 2011
Przeczytana: 06 lutego, 2011

"Sosnowe dziedzictwo" jest debiutancką powieścią Marii Ulatowskiej która jak mówi, od zawsze wiedziała, że napisze książkę. Utwór jest magiczny i zachwycający sam w sobie, zaliczający się do tych, przy których czytelnik nie raz się zaśmieje, i nie raz uroni łezkę.

Historia rozłożona jest między teraźniejszość a przeszłość, tuż po II Wojnie Światowej, do czasów obecnych coraz bardziej zagłębiamy się w korzenie Anny Towiańskiej, która odziedziczyła po matce piękny dworek, nazywany Sosnowym. Od razu zakochała się w tym miejscu i postanowiła je odnowić. Odnajduję psinę, Szyszkę, oraz zaprzyjaźnia się z okolicznymi mieszkańcami. Poznaje parkingowego Dyzia, którego ludzie ignorują, weterynarza Grzegorza, oraz właściciela firmy remontowej, Jacka. Wszyscy panowie są pod urokiem Anny, dla której są w stanie zrobić praktycznie wszytko.

Zazwyczaj trudno jest mi pisać o książkach, które mi się podobały, a ta bardzo do mnie przemówiła. Pochłonęłam ją z niesamowitymi wypiekami na twarzy i uśmiechem na ustach. Jest to opowieść pełna ciepła i radości pośród cierpienia. Moim zdaniem utwór z przesłaniem. Nie ważne, jak wiele złego wydarzyło się w naszej przeszłości, przyszłość może być lepsza.

Pani Maria Ulatowska po prostu mnie zachwyciła swoim stylem i językiem.Warto tu wspomnieć, że autorka dopracowała idealnie każdy, nawet najmniejszy szczegół w utworze, co niesamowicie ułatwiło (o ile było to możliwe) czytanie. Było w niej pełno humoru, optymizmu i ciepła, które wprost czuło się między stronicami. Czytając, każdy z pewnością marzy o tym, by znaleźć na świecie takie miejsce jak Anna. Widzimy tu także aspekty życia w małym miasteczku. Cisza, spokój, "zegar chodzi wolniej , czas płynie inaczej". To jest prawda i dziwię się ludziom, którzy wolą całe życie spędzić w mieście, w którym rzadko kiedy można znaleźć czas na odpoczynek.

Czytanie tej książki sprawiło mi ogromną przyjemność. Mimo że rzadko czytam takie książki, "Sosnowe dziedzictwo" sprawiło, że mam na nie coraz większą ochotę. Tymczasem bardzo bym chciała przeczytać (i nie mogę się wprost doczekać) na drugi tom, który ukaże się już (bądź dopiero) w maju. Serdecznie polecam !


Przeczytana: 07 marca, 2011

Niektóre osoby mają ogromną siłę perswazji i nawet największego uparciucha przeciągną na swoją stronę. Do grupy takich osób śmiało mogę zaliczyć emerytowaną optymistkę, której przeznaczone są książki i las. Kim jest ta osoba? Oczywiście jest nią pani Maria Ulatowska, autorka "Sosnowego dziedzictwa".

Anna Towiańska to piękna kobieta po przejściach, która w testamencie dziadków przypisaną ma Sosnówkę, dworek na Kujawach. Kobieta wyjeżdża do nowego, własnego domu, aby odsapnąć od szybkiego tempa życia w Warszawie. Spadek przechodzi jej najśmielsze oczekiwania, bo dzięki niemu poznaje osoby, które zagoszczą na długo w jej życiu oraz miejsce, którego nigdy nie będzie w stanie opuścić.

Na początku recenzji Ulatowską śmiało określiłam optymistką. Trudno mi jednak uwierzyć, żeby kobieta, która napisała powieść, w której wręcz optymizm ładowany jest kilogramami, nią nie była. A takiej radości i pogody ducha nie ma prawie w żadnej książce. Nie można być nieszczęśliwym podczas jej czytania!

"Cudze chwalicie, swego nie znacie" zgadzam się w tym przypadku z powiedzeniem jak nigdy. Sama mieszkam na Kujawach, a nie pomyślałam o nich jak o miejscu, gdzie jest pełno lasów i innych okazów fauny, i flory. Może nie tyle "nie doceniałam", lecz przyjmowałam to do wiadomości oraz uważałam za najnormalniejszą rzecz na świecie. Powieść zmieniła moje nastawienie i zachęciła do aktywnego kontaktu z przyrodą.

Kolejną śmiałą uwagą będzie moje porównanie pisarki do Małgorzaty Musierowicz. Może niektórzy spojrzeliby na mnie w tym momencie z politowaniem nie widząc pomiędzy paniami żadnych wspólnych cech, aczkolwiek nie ma możliwości nie zauważenia podobieństwa w stylach autorek. Obydwie w mistrzowski sposób tworzą rodzinną atmosferę w powieści i niepowtarzalny ciepły klimat.

"Sosnowe dziedzictwo" zawiera historię wspaniałą dla każdego. Idealna na poprawę humoru i na wszystkie pory roku


Przeczytana: 15 lutego, 2011

Dałam się skusić pozytywnym recenzjom. Fakt, lekka, przyjemna, itp.Ale mało oryginalna, niestety. Staram się już nie czytać o tym, ze po trzydziestce, śliczna, z wielkimi sukcesami zawodowymi i oczywiście sama, po przejściach, odziedzicza(kupuje, buduje) dom na prowincji, na wsi lub w miasteczku, gdzie oczywiście wszyscy są cudowni, mądrzy życiowo, świetnie wychowani i czekają tylko na nią, która ożywi ich codzienne, nudne życie . No i pełno jest oczywiście wspaniałych , samotnych facetów,w odpowiednim wieku, którzy na nią lecą,a ona wybiera najbardziej zbliżonego do marzeń większości kobiet. W tej powieści różnica polega na tym, że to piękny dworek wśród sosen, historia spadku jest bardzo ciekawa i jednym z bohaterów jest pies. Ładne i lekko się czyta, ale po co? Ileż można czytać podobne książki? Ja jednak wolę coś bardziej oryginalnego i przede wszystkim, prawdziwego.Bajki już mnie nudzą.


Przeczytana: 30 maja, 2011

"Sosnowe dziedzictwo" to taka książeczka w sam raz na leniwy niedzielny dzionek.
Jeśli ktoś potrzebuje akurat miłej, lekkiej i niewymagającej lektury to zdecydowanie polecam.
Bohaterka, 35 letnia Aneczka, trafia do odziedziczonego po przodkach pałacyku, położonego malowniczo na Kujawach.
Poznaje całą plejadę pozytywnych, życzliwych i chętnych do pomocy postaci.
Właściwie wszystko układa się sielsko i anielsko.
Aż szkoda, że w prawdziwym życiu tak nie ma.
Ktoś może powiedzieć, że to nierzeczywiste i przesłodzone.
Ale kto powiedział, że literatura zawsze ma nas zmuszać do zadumy i przemyśleń.
Czasami jak jesteśmy w dołku potrzebne nam jest takie oderwanie od rzeczywistości.
Chciałoby się trafić w takie miejsce, poznać takich ludzi...


Przeczytana: 15 lutego, 2011

Przyznam się bez bicia, że zasiadając do lektury „Sosnowego dziedzictwa” miałam mieszane uczucia. Oglądałam już wcześniej wywiad z autorką, Marią Ulatowską, która od razu wydała mi się być osobą ciepłą, sympatyczną – miałam więc nadzieję, że taka będzie również jej debiutancka powieść. Jednocześnie obawiałam się, że pisarka zaserwuje nam starego, odgrzanego kotleta; może coś w klimatach Małgorzaty Kalicińskiej?

30-letnia Anna, mieszkanka Warszawy, pewnego dnia dowiaduje się, że odziedziczyła po rodzinie – rozstrzelanej podczas powstania warszawskiego – uroczy dworek na Kujawach, zwany Sosnówką. Towiany to malutkie, lecz piękne miasteczko, pełne życzliwych ludzi, którzy starają się jak najlepiej ugościć bohaterkę. Irena Malinka, energiczna pomoc domowa; mecenas Witkowski oraz jego pomocnik; Grzegorz, który przyjechał na zastępstwo do lecznicy dla zwierząt; a także Dyzio – parkingowy, w którym drzemie ukryty talent… Oni wszyscy będą mieć wpływ na życie Anny, która już po kilku dniach spędzonych w Towianach, jest pewna, że zostanie tam na stałe.

„Sosnowe dziedzictwo” wciąga od pierwszych stron. Niby zwyczajna obyczajówka, a jednocześnie pełna ciepła i nadziei, której brakuje tak wielu ludziom. Od zawsze interesowała mnie historia Polski, więc spodobał mi się podział książki na dwie części – wydarzenia z teraźniejszości, oraz okres powstania warszawskiego.

Całym sercem pokochałam styl Marii Ulatowskiej, dzięki której przeniosłam się do Sosnówki. Przewracając kartki, mogłam usłyszeć szum jeziora, radosne szczekanie psa, oraz poczuć zapach lasu i świeżo zaparzonej kawy. Nagle zapragnęłam wyrwać się z mojego szarego, głośnego miasta. W Towianach mogłabym skryć się przed gwarem i pośpiechem, nacieszyć się błogim spokojem.

A co z tym wyidealizowanym światem, bohaterami? Można odnieść wrażenie, że fabuła jest trochę podkoloryzowana, przesłodzona. Nie jest to jednak dla mnie żaden minus, wręcz przeciwnie. W te deszczowe dni potrzebowałam czegoś na pokrzepienie duszy, a „Sosnowe dziedzictwo” doskonale się w tej roli spisuje. Co z tego, że wszystko jest zbyt idealne, by mogło być prawdziwe? Czasami miło jest pomarzyć, poczytać o życzliwych ludziach, których – niestety – w dzisiejszych czasach coraz mniej.

Żeby już nie przeciągać, chciałabym w imieniu swoim oraz autorki, gorąco zaprosić wszystkich do Sosnówki, w której drzwi dla każdego stoją otworem :)


Przeczytana: 20 grudnia, 2011

Powieść można nazwać bajką dla dorosłych, ale czasem dobrze przeczytać taką właśnie niepoprawnie optymistyczną książkę:).

Świat przedstawiony jest nieco naiwny, wyidealizowany i czasem wręcz cukierkowo-lukrowany, ale jest COŚ w pisarstwie Ulatowskiej, co sprawia, że czyta się to z przyjemnością i nieodpartym pragnieniem znalezienia się w tym świecie...

Najbardziej zainteresowały mnie wydarzenia z przeszłości, podobnie jak w przypadku "Domku nad morzem" autorki. Bieżąca akcja toczy się przewidująco, ale nie odbierało mi to przyjemności czytania - zwłaszcza, że przeczytałam jednym tchem.
Przed sięgnięciem po "Pensjonat Sosnówka" muszę jednak przeczytać coś innego, bo od zbyt wielkiej ilości słodyczy można dostać niestrawności:)


Przeczytana: 05 listopada, 2011

Książkę "Sosnowe dziedzictwo" zaliczam do powieści lekkich, odprężających, nie wymagających myślenia. Historia co prawda "oklepana", wszyscy bohaterowie niezwykle przyjaźni i pomocni, praktycznie bez wad i większych problemów, kłopoty rozwiązują się praktycznie same, co w normalnym życiu wydaje się nierealne, ale myślę sobie co tam...po to są właśnie takie książki, żeby zapomnieć na chwilę o zmartwieniach i przenieść się w miejsce gdzie panuje tylko dobro i miłość.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 maja, 2011

Pierwsza myśl,po przeczytaniu-ale to już było!Gdybym wcześniej nie "gościła" nad rozlewiskiem,być może inaczej odebrałabym tę opowieść.Ale cóż na to poradzę,że kojarzy mi sie jedynie z "trylogią mazurską",a mój pobyt w Sosnówce u Anny z innym domem na mazurskiej wsi?

Anka,Anusia,Anulka,Ania...,trzydziestoletnia warszawianka,w wyniku zdarzeń z przeszłości,staje się jedyną spadkobierczynią Sosnówki,dworku gdzieś na kujawskiej wsi.Przyjeżdża na prowincję i owija sobie wokół palca większość jej mieszkańców,jeszcze zanim się odezwie.Bo Anna Towiańska to "piękne zjawisko",a "w całej kujawskiej społeczności nie istniał nikt(...)o wyglądzie choćby zbliżonym do osoby,która właśnie wyciągała dłoń"-to myśli mecenasa,pierwszej osoby,którą Anna spotkała w Towianach.
Kobieta remontuje dworek,z chęcia zatrudnia miejscowych,panią Irenkę do kuchni,braci Koniecznych do robót budowlanych.Organizuje wspólne biesiadne kolacje,gdzie zaprasza mieszkańców.Mężczyźni dosłownie"jedzą jej z rąk",ona sama wzbudza podziw i szacunek,a czasami nawet coś więcej.

Witajcie w naszej bajce...bo ta opowieść,to bajka,słodka jak beza,kremówka i miód razem wzięte,a wiadomo,co za dużo,to nie zdrowo.Książkę czyta się szybko,choć mi osobiście przeszkadzały wszędobylskie zdrobnienia,typu:"soluszek","corollka","kangurek",to o samochodach,oraz:"Antoś","Grześko","Boguś",te dotyczą mężczyzn,nie dzieci.
W opowieści tej przeszłość splata się z teraźniejszością.Ta część,która dotyczy czasów wojny i powstania,podobała mi się najbardziej,szkoda,że autorka nie rozwinęła tego wątku bardziej.
Główna bohaterka Anna,to w założeniu ciepła i mądra osoba,nikomu nie wadzi ani nie przeszkadza.Czasami edukuje swoją panią Irenkę,bo razi ją język jakiego tamta używa.Anna "klasyfikuje ludzi najpierw według tego,czy czytają,a następnie według tego,co czytają".Czasami zachowuje się jak stereotypowa dziedziczka.

"Sosnowe dziedzictwo"to lektura lekka i łatwa.Pozwala oderwać sie na chwilę od codzienności,ale nie za mocno,bowiem pani Ulatowska przypomina nam,że Ania robiąc zakupy internetowe korzysta z adresów(większości z nas dobrze znanych),"merlin.pl","empik.com" i "allegro",a to jednak nasza codzienność i rzeczywistość.
Czepiam sie?Możliwe.Ale od tak szeroko reklamowanej powieści,obiecującej oderwanie od codzienności,oczekiwałam czegoś więcej.A tego typu historie mnożą się jak grzyby po deszczu.Za chwilę nie bedę pamiętała,czy Basia i Ania mieszkały nad rozlewiskiem,a może to Małgosia była?Tylko,czy to była Sosnówka,czy inna prowincja?A pensjonat prowadziła Kaśka i jej krowa,czy Szyszka sunia Anny?

Polecam dla wielbicieli Lucy z "Rancza",również dziedziczy dworek i ma psa.Dla miłośników "Domu nad rozlewiskiem",bo adorator Anny,podobnie jak Małgosi miał problemy z alkoholem,oraz dla oglądających serial "Blondynka",bo tu również mamy wiejskiego weterynarza.
A na koniec "perełki"
"Uśmiechnęła się zalotnie,bo przecież była stuprocentową kobietą".
"(...)pani Malinka spłoniła się,w zgodzie ze swoim nazwiskiem"
"(...)w czerwonych szeleczkach z ciemnowiśniową smyczką(...)"


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 08 lutego, 2011

Literacki debiut autorki bardzo mnie zaciekawił. Tematyka książki jest bardzo w moim stylu. Uwielbiam historie starych dworków, remonty, urządzanie, tajemnice i wplecioną w to wszystko historię miłosną.

Sosnowe dziedzictwo to książka, w której główna bohaterka Anka Towiańska zostaje właścicielką Sosnowego Dworku. Ania jest zachwycona takim obrotem sprawy ponieważ kocha przyrodę, i zwierzęta. Dworek co prawda wymaga remontu, ale od razu znajdują się chętni do jego wykonania.
Czytelnik poznaje tajemnice rodzinne, które przez lata spoczywały w sejfie na której stała paprotka. Anka - jak każda piękna kobieta ma wielu adoratorów, ale tylko jednemu odda swoje serce. Czy będzie to Grzegorz, a może Jacek lub Karol, jaka tajemnica leżała przez tyle lat pod paprotką ? Tego dowiedziecie się z książki.

Jakie są moje odczucia względem książki. Skończyłam ją i byłam strasznie wściekła. Pewnie myślicie dlaczego? Otóż dlatego, że w książce wszystko było idealne. Idealna główna bohaterka, idealny spadek, piękna okolica,mnóstwo przyjaciół, wybitna ekipa remontowa, mnóstwo osób chcących nieść pomoc itd.
Ale jakie było moje zdziwienie, gdy znalazłam wypowiedź autorki, która sama stwierdza, iż ona zdaje sobie sprawę z tego, że bohaterowie są idealni! Bo tacy mieli w zamierzeniu być.
Po jej wypowiedzi, którą zresztą zamieszczam zrozumiałam, że książka po prostu miała sprawić, że wszyscy Ci bohaterowie będą nam bliżsi. I tak się stało. Bardzo polubiłam Annę, a w sosnowym dworku czułam się prawie jak u siebie w domu. I mimo, iż początkowo strasznie denerwował mnie ten idealizm teraz dostrzegam w tym pozytywne strony. Tak myślę, że pewnie każda z nas chciałaby znaleźć się w takiej scenerii z ukochanym przy boku:)
Teraz pozostaje mi Wam polecić sosnowe dziedzictwo, a ja sama oczekuję kontynuacji:)


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 sierpnia, 2011

Do przeczytania. Nie powiem, żebym pałała chęcią poznania, co z tą Arkadią będzie dalej... Rozumiem, że działa na czytelnika jak plaster miodu i pewnie taki był zamysł autorki, jednak wolę książki wytrawne.Polecam czytelnikom nieco mniej wymagającym, nie jest to zarzut, tylko lojalne ostrzeżenie.


Przeczytana: 10 kwietnia, 2011

Książka dzięki akcji Włóćzykijka (http://spopa1.blogspot.com) Dziękuję :)

Tak jak napisał Bujaczek, bałam się, że po przeczytaniu kilku stron książki, odłożę ją na półkę a raczej odeślę dalej. I tu byłby problem bo jak napisać recenzję książki, której się nie przeczytało?
Przyznam, że z tą recenzją i tak miałam (mam) kłopot.
Książka przeczytana bez problemu czy odkładania na później. Gdyby nie małe dziecko w domu, przeczytałabym ją za jednym razem. A tak czytanie podzielone na trzy razy. Czyta się ją szybko i lekko. Nie będę opowiadała o czym jest lektura ;)
Pierwsze strony to moja radość bo najpierw siedziałam na tarasie dworku wśród drzew, pachniała trawa, śpiewały ptaki. Poznałam fajnych ludzi, poznałam swoją rodzinę, swoją historię, poznałam swoją miłość (?) Zaskoczyła mnie pana Malinka, pan Dionizy.Czułam wiatr i słońce. Czułam w okolicy jezioro. Nareszcie miałam psa. Ba! Miałam też corolke  Fotografowałam wszystko i wszystkich bo fotografia to moje drugie ja. Później miałam od cholery na głowie bo remont mi się zgotował. Ale co tam! Jedząc śniadania na balkonie swojej nowej chaciendy byłam w stanie wiele znieść. Na szczęście jakoś los mi sprzyjał i wszystko pomyślnie się układało. Ludzie mili, uczynni i bezinteresowni. Pogoda idealna (ani razu deszczyku), samochód się nie psuł, choroby nie dopadały, złodzieje chyba nie wiedzieli o moim istnieniu…
A potem… Potem się ocknęłam i zorientowałam, że to koniec. A raczej dalszy ciąg historii, która ukaże się w maju bieżącego roku. I czekam z niecierpliwością bo lubię książki, które czyta się szybko i przyjemnie. To nic, że wszystko takie idealne i nie ma zaskoczenia. Nie szkodzi, że nie ma nagłych zwrotów akcji a już na szczęście, że krew nie leje się strumieniami. To nie jest romans a raczej opowiadanie napisane potocznym językiem.
I jedno co mnie w trakcie czytania martwiło i na co, co kilka stron zwracałam uwagę. Patrzyłam ile jeszcze mi stron zostało do końca miłego czytania… Bo nie lubię cienkich książek jak mi się dobrze czyta…
Przyznam się Wam. Tak naprawdę od razu zwróciłam uwagę, że będzie ciąg dalszy bo uwielbiam na dzień dobry wiedzieć, że będzie kontynuacja. Wtedy czytam i wiem, że będzie więcej 
Czy przeczytać? Sami zdecydujcie.